grzesioj
Użytkownicy-
Liczba zawartości
662 -
Rejestracja
-
Ostatnia wizyta
Typ zawartości
Profile
Forum
Galeria
Pliki
Kalendarz
Blogi
Zawartość dodana przez grzesioj
-
Dzięki za słowa otuchy. Wlałeś miód w me serce... No, jeśli to skala 1:72 (a jednak, chyba nie...), to rzeczywiście ekstra . Muszę jakoś nakłonić drugą połówkę, żeby zaczęła konsumować rzeczoną herbatę . pozdrawiam
-
Jak w temacie, czyli radziecki niszczyciel czołgów SU-100, model firmy Dragon, wykonany w skali 1:72. Warsztatu na szczęście nigdzie nie ma, bo, po pierwsze - doszedłem do wniosku, że i tak nic odkrywczego nie jestem w stanie Wam zaprezentować, po drugie zaś, sam model przedstawia obraz mojej modelarskiej klęski . W zasadzie mógłbym go tutaj nie prezentować, zaś jedynym powodem, że to robię, jest to, że los przymusił mnie do pomalowania go w całości farbami akrylowymi, co było dla mnie całkiem nowym doświadczeniem, być może wartym Waszej oceny . Model oczywiście sklejony jest prosto z pudełka, w całości malowany pędzelkiem. Sam model - jak to model Dragona - czyli, wypraski wyśmienicie odlane, choć elementy nie zawsze do siebie idealnie pasujące, DS-owe gąsienice , trochę blaszek i beznadziejne kalkomanie . Nie chodzi tutaj o ich jakość techniczną, bo Ci, którzy mieli do czynienia z Dragonem, wiedzą, jakie są. Chodzi o coś innego. Mimo, że naukę języka rosyjskiego zakończyłem mniej więcej 20 lat temu, wydaje mi się, że "20 lat sowieckiego Uzbekistanu" powinno pisać się 20 лет Советского Узбекистана a nie tak, jak jest napisane, czyli 20 лст Соввтского Узбеккстана. Ale, mniejsza o to, nie zrobiłem malowania z tymi kalkomaniami. Moje problemy z modelem zaczęły się w zasadzie od samego początku - nic nie wychodziło, tak, jak tego bym chciał. Przednia, doklejana płyta pancerza (po co? nie można tego było od razu zrobić w całości z kadłubem?) okazała się troszkę jakby za szeroka, było jej trochę za dużo "na prawo", w związku z czym musiałem nieco zdewastować pięknie zaznaczone spawy. Gąsienice okazały się zniekształcone, sztywne jak rzemienne pasy, no i o jakie 2 milimetry za krótkie, przez co ściągnęły skrajne koła do środka (a nie próbowałem ich rozciągać, bo kiedyś taka próba zakończyła się zerwaniem: patrz Jagdpanzer IV L/70 Dragon 1:72). Padłem również przy próbie wykorzystania finezyjnych osłon silnika, wykonanych jako blaszki fototrawione. Skończyło się na powyginaniu, porwaniu śrubokrętem i w końcu ich wyrzuceniu i zastosowaniu plastikowych elementów. Najgorzej zaś było z malowaniem. Przy nakładaniu czwartej, cieniutkiej warstwy lakieru Humbrol, na tyle kadłuba zaczęły pojawiać się charakterystyczne zmarszczki odłażącej farby. Dlaczego dopiero teraz!!! Ale najgorsze było przede mną. Próba zmycia tej farby zakończyła się klęską - zrobiło się z niej coś w rodzaju kleju, którym przyklejane są ceny do towarów - wałkujący się, lepki, niczym niezmywalny - ani rozpuszczalnikiem do farb, ani terpentyną, ani acetonem. Tylko się kleił, i kleił... Musiałem cierpliwie poczekać aż rozpuszczalniki odparują, poodrywać przyklejone klejem CA wydechy (jeden się trochę uszkodził) i brutalnie zdrapać to, co zostało z farby (a pamiętajmy, że na reszcie modelu było już 4 warstwy pięknie położonego, miękkiego jeszcze lakieru). Oczywiście przy tej operacji poździerałem paluchami lakier ze wszystkich krawędzi modelu. Masakra. No - i musiałem dalej malować akrylami, w strachu, żeby to, co jeszcze było na modelu, na nim pozostało. Efekt jest taki, jak widać na poniższych zdjęciach. Pierwsza partia zdjęć została wykonana w trybie makrofotografii, na świeżym powietrzu, w pochmurny, wietrzny i mokry dzień. Trzy z nich (które?) zrobione były "z ręki" nocą na kuchennym stole przy świetle sufitowej świetlówki, przy ustawieniu przesłony na 2.6 oraz czasie otwarcia migawki 0.5 sekundy. A oto i sam bohater relacji: Pierwsze zdjęcie, porównawcze, jak zwykle z zapałeczką... Obrzydliwe pokłady kurzu widoczne na tym zdjęciu na szczęście nie są zatopione w lakierze, lecz po prostu osiadły na powierzchni modelu, a ja zobaczyłem je dopiero na zdjęciu . Na poniższym zdjęciu widać uszkodzenie osłony prawego wydechu, spowodowane odrywaniem jej przy pomocy noża z powodu wiadomego... W niedzielę zaś wyszło z rana piękne słoneczko, ale ja, mając już tyle zdjęć modelu, nie chciałem powtarzać sesji i wykonałem tylko kilka fotografii modelu. Zdjęcia wykonane na biurku w pokoju. Podstawka - gotowiec Dragona. Szczerze mówiąc, po obejrzeniu tych lepszych zdjęć doszedłem do wniosku, że model nie jest aż tak tragiczny . A tu, na koniec, radziecka myśl techniczna: Oceniajcie, krytykujcie . pozdrawiam Grzesiek PS. Model ten, przynajmniej chwilowo, zniechęcił mnie do dalszego klejenia. Dodatkowo, obaj z synem dostaliśmy surowy zakaz zajmowania się swoim hobby (bo nic innego w domu nie robimy i czynimy syf...), zatem na razie to mój model ostatni. Ograniczę się do komentowania dokonań innych.
-
To się chyba nazywa kwiecień . pozdrawiam
-
To co właściwie chciałeś nam pokazać ? pozdrawiam
-
Cyjanoakrylowy. Tylko dobrze, gdy nie klei się go "na farbę", choć i tak trzyma (przynajmniej w 1:72). Dołączam się do braku zachwytów ... pozdrawiam
-
Zajrzyj tutaj. pozdrawiam
-
Też mam chęć popełnić ten model, zatem uważnie będę przyglądał się twojej pracy. Szczerze mówiąc, nim dostałem w swoje ręce pierwszy model UM, miałem mieszane uczucia co do twórczości tego producenta. Po wykonaniu jednego (myślę - na razie) modelu - BT-5, który okazał się nie taki znowu straszny, nabrałem chęci na kolejne, jak już wspomniałem - między innymi, tenże właśnie. Co zaś do wypełniania ubytków (brrr..., zabrzmiało, jak u dentysty ), wypracowałem sobie - widzę, że podobnie jak Ty - metodę używania cienkich, polistyrenowych płytek, powstałych choćby po zeszlifowaniu ramek wtryskowych bądź etykietek z nazwami modeli, które wpycham w szczelinę i zalewam to wszystko klejem CA. Istotę tego sposobu przedstawiłem tutaj. pozdrawiam
-
Harley WLA Military Police 1/72 - budowa od podstaw
grzesioj odpowiedział Marudek → na temat → [M]Warsztat
Czyżbyście mówili o tym modelu? Rzeczywiście, daleko mu do modeli Marudka, a i moje wykonanie jest też, powiedzmy szczerze ale delikatnie, takie sobie . pozdrawiam Grzesiek -
Hm..., być może coś u mnie jest nie tak, bo zdjęcia wyświetlają mi się w rozmiarze 600x450 (7 pierwszych, trzecie od końca i ostatnie - specjalnie kopiowałem obrazek, aby to sprawdzić...). Ale, nie kłopocz się moją osobą, z tego, co widzę, to model palce lizać . pozdrawiam Grzesiek
-
Dołączam się do zachwytów , moje najnowsze dzieło na tle twojego wygląda nadzwyczaj skromnie, żeby nie powiedzieć dosadnie, prymitywnie. Szkoda, że nie dałeś lepszych (czytaj: WIĘKSZYCH) zdjęć, bo wzroku to ja już sokolego nie mam . pozdrawiam Grzesiek
-
A co bardziej cwani producenci dodają na arkuszach kalkomanii podzielone na pół swastyki. A pół swastyki to już nie swastyka . pozdrawiam Grzesiek
-
Zapewne wszystkim odjęło mowę. A i mnie, kiedy patrzę na rozmiary tego monstrum, odejmuje. Gdzie Ty go będziesz trzymał, na podwórku (jeśli je oczywiście masz...)? pozdrawiam Grzesiek
-
Cóż, Mierzu, wracam do Twojej wypowiedzi, gdyż strasznie wlazłeś mi na ambicję. Spowodowało to wykonanie wczoraj przeze mnie takich oto reflektorów: Zrobiłem je z kawałka przezroczystej ramki (zapewne z jakiegoś BAAARDZO dawno temu sklejonego samolotu), wypiłowując je przy pomocy pilnika, czeskiej piłki oraz papieru ściernego trzymanych w rękach, po czym pomalowałem od zewnątrz srebrną farbą. To wszystko pokryłem zgniłozieloną Pactrą. Efekt jest taki, że na tak maleńkim elemencie moich starań zupełnie nie widać. Jest toto takiej mniej więcej wielkości: No i teraz mam dylemat - czy warto taki wynalazek montować na modelu? Ryzykuję oczywiście jego uszkodzeniem przy wymontowywaniu oryginalnych elementów, a nie wiem, na ile te wzbogacą wygląd czołgu, bo jak pisałem, niewiele gołym okiem widać. Ale cóż - zrobiłem je, żeby przede wszystkim sobie udowodnić, że jak chcę, to mogę . pozdrawiam Grzesiek P.S. Farbę, którą "wjechałem" na szkło reflektora (widoczne na drugim zdjęciu) już usunąłem. A sam fakt zamalowania stwierdziłem dopiero po przyjrzeniu się zdjęciom, bo już jestem za ślepy .
-
Tak, ale ponieważ, jak do tej pory, nie za bardzo mi one wychodziły, postanowiłem je sobie darować. Zgadzam się w zupełności. Nie miałem jednakże ani pomysłu, ani tym bardziej materiałów, aby zrobić coś lepszego. Mam świadomość, że to knot, ale może kiedyś to poprawię . pozdrawiam Grzesiek
-
Jak w temacie, czyli model czołgu kołowo-gąsienicowego BT-5 firmy UM w skali 1:72. Krótki in-box przedstawiłem tutaj, wątku warsztatowego z powodu braku aparatu, niestety nie było. Model tradycyjnie wykonany jest prosto z pudełka, bez żadnych (niestety) dodatków, pomalowany w całości pędzlem przy pomocy farb Humbrol i pobrudzony pastelami. Jako ciekawostkę nadmienię fakt, że został on zbudowany bez najmniejszej ilości szpachli, z zastosowaniem metody "płytkowej", której sedno przedstawiłem tutaj. Co do oceny samego modelu - w zasadzie przedstawiłem ją w przytoczonym wcześniej in-boxie, ale myślę, że można ją tu powtórzyć i może nieco wzbogacić. A więc - model w sumie trudno jednoznacznie ocenić. Na plus na pewno przemawia to, że jest to jeden z nielicznych modeli tego czołgu (bynajmniej łatwo u nas dostępnych). Model, czy raczej ramki, odlane były bardzo czysto, bez nadlewek czy jam skurczowych. Było trochę śladów po wypychaczach, ale w miejscach bądź niewidocznych po sklejeniu, bądź słabo widocznych, no, i co ważne, były łatwe do usunięcia. Model wyposażony był w blachy fototrawione (piszę blachy nie blaszki, bo to istne blachy - około 0,2mm grubości - aż trudno było je kształtować). Na minus - oczywiście niezwykle kruche tworzywo (pękła mi osłona armaty, ułamała się lufa - musiałem sztukować z ramki, pękł mały element układu kierowniczego, nie wiem, jak się to nazywa), kalkomanie - rwały się, zwijały, no i oczywiście w ogóle nie chciały trzymać, a po wyschnięciu po prostu się srebrzą, poza tym większość na arkuszu była do modelu z innego zestawu, zaś do większości przedstawionych w instrukcji schematów malowania kalkomanii nie było. No myślę, że dosyć słów, pora na zdjęcia. Malowanie - oczywiście delikatnie s-f z powodu porwania mi się pierwszych kalkomanii. Za wcześniejszą radą niektórych z Was zrezygnowałem z robienia obić. A więc - na początek przekorne zdjęcie: Dalej już normalnie - zdjęcia wykonane nowym (a jakże...) aparatem, przy sztucznym oświetleniu z lampa błyskową, a zatem - barwy nieco przekłamane. A teraz czas na zapałeczkę... I trochę szczegółów (niektóre zdjęcia z zoomem cyfrowym, więc nieco gorszej jakości) - widać tu wszelakie śmieci i paprochy, które się przyplątały: Ten "dziób" ulepiony jest w połowie z płytki polistyrenu, gdyż dno modelu kończyło się o pół centymetra za wcześnie... A tu własny patent na obrotową wieżyczkę, bo to co zaproponował UM było nie do przyjęcia - wieża po prostu wypadała... Model w pełnej krasie... No i jeszcze parę zdjęć w pełnym słońcu, w dwudziestostopniowym mrozie - najpierw makrofotografie... Później zdjęcia ze zbliżenia... I to tyle. Oceniajcie krytycznie... pozdrawiam
-
Wracając do tematu pasteli - też kiedyś dokładnie takich używałem (bo to są SUCHE PASTELE), choć paleta kolorów była bardzo uboga. Do brudzenia nadawały się znakomicie. Co do samego zastosowania takich kredek, można nimi wyprawiać i takie rzeczy, ale to już chyba wszyscy widzieli . pozdrawiam
-
Przyłączam się do zachwytów. . Moim modelom bardzo daleko do Twoich . pozdrawiam Grzesiek
-
- kanciasty na pewno nie jest, to kwestia padającego cienia i, być może, efektu obróbki zdjęcia (pomniejszanie, wyostrzanie) - zrobiony był przecież wiertłem (wiercony). Nieosiowo być może jest, bo nie mam żadnego specjalistycznego sprzętu do wiercenia - wiertło i lufa (wieżyczka) trzymane były w rękach. A poza tym - dziękuję za uznanie mojego trudu. pozdrawiam
-
Daleki jestem od stwierdzenia, że TAK TO POWINNO WYGLĄDAĆ (choć przez Kolegów Modelarzy ocenione dość pobłażliwie ), ale zapoznaj się z moją filozofię wyglądu takiego modelu. Panzer II Revell'a to chyba skala 1:76... pozdrawiam
-
Wydaje mi się, że tym pseudobłotem (śniegiem?) (jestem zagorzałym przeciwnikiem takiego "upiększania" modeli, chyba, że tak jak napisał Myski79 - na dioramę, ale wg. mnie i tak przesadziłeś) zniweczyłeś wysiłek projektantów Revell'a, aby ten model ładnie wyglądał. A tak - rzeczywiście - wygląda jak... pozdrawiam
-
Może dlatego, że odlane razem z błotnikami... pozdrawiam (po długiej świątecznej przerwie)
-
Aerograf bez aerografu, czyli poczciwe pastele
grzesioj odpowiedział grzesioj → na temat → Tajniki modelarstwa
Niestety, muszą to być SUCHE PASTELE, bo muszą dać się rozetrzeć, rozmazać, a olejne są zapewne tłuste. Co zaś do nakładania dużych powierzchni - zapewne jest to możliwe, ale trudniejsze niż małych, bo trzeba pigment i równomiernie nałożyć, i równomiernie rozetrzeć. Ale myślę - dla chcącego nic trudnego, tylko trzeba popróbować. pozdrawiam Grzesiek -
Nie sklejałem nigdy modeli firmy Tamiya, ale z tego, co czytałem i słyszałem, uchodzą wśród modelarzy za niemal idealne. Ten przykład burzy jednak chyba ten obraz. Jeśli już ktoś projektuje przezroczysty kadłub, to mógł się trochę postarać, aby ślady, o ile może nie niewidoczne, były znacznie mniej rzucające się w oczy. A tak - cóż, ich usunięcie będzie bardzo trudne. Nie pytałem o nie przez złośliwość, lecz jedynie byłem ciekaw Twojego pomysłu. Chociaż, po głębokim namyśle nie wiem, czy nie postąpiłbym tak, jak Ty. pozdrawiam
-
Trochę dziegciu do beczki miodu . A co i czy coś zamierzasz zrobić z tymi szkaradnymi śladami po wypychaczach na przezroczystej połówce kadłuba? Bo te piękne kółka, to, zdaje się, ślady po wypychaczach, chyba, że się mylę... A i widzę, że na tej drugiej połówce też je zostawiłeś... pozdrawiam
-
I się pewnie klei? źle wymieszane. Potwierdzam. To najpewniej był powód... pozdrawiam
