grzesioj
Użytkownicy-
Liczba zawartości
662 -
Rejestracja
-
Ostatnia wizyta
Typ zawartości
Profile
Forum
Galeria
Pliki
Kalendarz
Blogi
Zawartość dodana przez grzesioj
-
Co do Twojego pierwszego "ale" - oczywiście, wiem o tym: Być może dałoby się to jeszcze w tej chwili jakoś "na siłę" dociągnąć ewentualnie spróbować wyciąć jedno ogniwo, ale, szczerze mówiąc, boję się, bo model jest naprawdę maleńki i delikatny (jak dla mnie przynajmniej). Co do drugiego "ale" - zabrudzenia i obicia na niektórych moich modelach powstają już w trakcie "produkcji", inne zaś muszą nieco "dojrzeć" (albo ja muszę do nich dojrzeć), po prostu, nie od razu czuję wenę do obijania, tym bardziej, że nie zawsze mi to dobrze wychodzi - raczej jak dotąd mi to nigdy dobrze nie wyszło. Nie wiem więc, jak będzie lepiej. W każdym razie Twoje uwagi zostały zarejestrowane. Dzięki za opinię. pozdrawiam Grzesiek
-
Hm... Na modelu są po prostu przyklejone. W rzeczywistości - no cóż, można sobie wyobrażać, że coś tam było , na czym mogłyby zostać zawieszone na paskach. Tłumaczenie na siłę, ale spodziewałem się prędzej czy później takiego pytania. pozdrawiam Grzesiek P.S. Tak na poważnie - sam nie wiem, ale spotkałem się z rysunkami i zdjęciami czołgów, choćby w Wydawnictwie Militaria nr 8 o czołgu Pz.Kpfw. 38(t), gdzie rzeczywiście, tak przedstawione są wiszące na wieży hełmy, jak choćby tu: (obrazek z tegoż Wydawnictwa).
-
Co do firmy UM, zaczynam powoli mieć podobne zdanie do mae. Firma produkuje wiele oryginalnych modeli, złożyłem trzy, nie mając z nimi jakichś straszliwych problemów, zupełnie wbrew tym, którzy piszą o nich źle. To, że nic nie poradziłem z nitami, to moja ułomność . Co do tego, czy można z nich zrobić piękne miniatury - tutaj akurat nie mnie to oceniać, ale na pewno dają one dużo więcej frajdy niż choćby osławione Dragony. I szczerze mówiąc, też chyba jeszcze coś ichniego kupię... pozdrawiam Grzesiek
-
Jak w temacie, czyli Pz.Kpfw. 38(t) Ausf. C, UM, skala 1:72. Kolejny potworek UM. W odróżnieniu od poprzedniego potworka tejże samej firmy, SU-76M, najszybciej wykonany przeze mnie model - dokładnie 14 dni, choć szybkość jego wykonania nie była oczywiście celem samym w sobie, czy, dokładniej mówiąc, w ogóle nie była celem jakimkolwiek. Co do samego modelu - typowe UM, przynajmniej w takim zakresie, w jakim do tej pory się z tą firmą zetknąłem. Zatem - spasowanie części nie najgorsze, na to nie poszło ani grama szpachli, za to tragiczne, potężne jamy skurczowe, z którymi do końca sobie nie poradziłem, bo po prostu nie potrafiłem, i niedolewki tworzywa - zamiast łopaty był tylko krótki kikut. W pudełku znajdziemy również małą blaszkę z elementami fototrawionymi, strasznie grubą, ale to może i dobrze, bo trudniej to zepsuć. Jeśli chodzi o "wynalazki" kolegów z UM - owszem, tu też były. Formy są wspólne dla wielu pewno wersji Pz.Kpfw. 38(t), różniących się między innymi... nitowaniem wieży. I tutaj chłopcy sugerują, aby pościnać nity na wieży (bo oczywiście posiadałem wersję "niewłaściwą" ) a z dołączonej plastikowej płytki poodcinać nity i nakleić je już we właściwym miejscu. Nie wątpię, że są modelarze, którzy są w stanie to zrobić, ale ja się do nich nie zaliczam. Model jest oczywiście w całości malowany pędzlem, trochę olejnymi humbrolami - tradycyjnie "podkład" Humbrolem 84 oraz bezbarwnym Humbrolem 49 na koniec, trochę akrylami - Pactra Panzergrau, numeru nie pomnę, brązowym oraz czarnym, do tego Humbrol 53 na "przecierki" oraz mieszanina Humbrola 106 i 33 na rozjaśnienie krawędzi. Dodatkowo - model jak zwykle wyciemniony w zakamarkach czarną pastelą, na dużych powierzchniach nieco rozjaśniony białą, choć na zdjęciach raczej tego rozjaśnienia nie widać. Model tym razem wykonany z małymi dodatkami - to efekt połechtania mojej ambicji przez R_Mazziego w recenzji wspomnianego SU-76M: Zatem - hełmy, skrzynki i kanistry na błotnikach - to jakaś stara żywica, zakupiona w zeszłym roku z ciekawości "jak to się obrabia i maluje żywicę", do tej pory służąca do zabawy synowi, łopata to pozostałość z jakiegoś Dragona (chyba Jagdpanzer IV), szmata na tyle wieży i wiadro to własna dłubanina (trochę chusteczki higienicznej, folii z pasztetu, pozostałości z ramek wtryskowych i klej cyjanoakrylowy). Myślę, że to tyle biadolenia, czas na zdjęcia. Najpierw te wykonane z niewielkiej odległości, w pełnym, letnim, popołudniowym słońcu: Na zdjęciach widać moje małe grzeszki, do których od razu się przyznaję - mianowicie, nie wszędzie do końca usunięte ślady łączenia form, ale o powodach ich występowania pisałem już przy okazji SU-76M, oraz - na trzeciej fotografii - odstawanie gąsienicy od koła napinającego. Tutaj koledzy z UM zasugerowali pewną ilość ogniw w gąsienicy i okazało się, że jest tego trochę za dużo. Z drugiej strony odciąłem jedno ogniwko i okazało się, że wtedy jest... za mało. Ale cóż, taka uroda tego modelu. I dalej - tradycyjna próba ze stylową podstaweczką Dragona: I zdjęcia kolejne - tym razem ze zbliżenia w promieniach już chylącego się ku zachodowi słońca: Następne - te same ustawienia aparatu, ale słońce powiedziało już "dobranoc" i skryło się za horyzontem. Te według mnie są najlepsze, najwierniej oddają wygląd modelu, niestety, sesja fotograficzna mogła trwać tylko kilkadziesiąt sekund ze względu na szybko zmieniające się oświetlenie i chmary komarów, które też chciały się fotografować. Tutaj jeszcze jedno zdjęcie wykonane na białym tle w porannym cieniu: oraz dwa, z lampą błyskową: No i na koniec - kilka zdjęć z budowy modelu, gdyż uznałem, że moje umiejętności nie są aż tak wysokich lotów, aby prowadzić warsztat z mąk nad modelem: Tutaj już w butach, założonych, choć jeszcze nie przyklejonych: Ich montaż sprawił mi nieco kłopotu: No i kilka fotografii z kolejnych etapów budowy. Zdjęcie drugie wykonane metodą fotografii otworkowej. No i zdjęcie być może najważniejsze - coby było wiadomo, jak model jest duży: No i okazało się, że to mój najmniejszy model czołgu... Oceniajcie, krytykujcie . pozdrawiam Grzesiek
-
Co do podstawki - w pełni zgadzam się z przedmówcą . pozdrawiam Grzesiek
-
Na tych zdjęciach niewiele widać, a i oczy już nie te , ale wydaje mi się, że kalki się nie błyszczą, lecz "srebrzą", a to już inna śpiewka i efektu tego nie usunie się przy pomocy lakierów matowych, bo to po prostu powietrze pod kalkomanią. pozdrawiam Grzesiek
-
Bardzo ładny, choć może rzeczywiście za ciemny. Może ja bym się kiedy na niego "szarpnął", bo powoli nudzi mnie lepienie czołgów. Myślę jednakże, że ze względu na moje liche oczy zostałbym daleko w tyle, jeśli chodzi o dodatki. Bardzo ładnie... pozdrawiam Grzesiek
-
Mogłem, mogłem, mogłem ... Muszę wreszcie kiedyś odważyć się wyjść poza konwencję "prosto z pudełka". Co do magazynków - tak właśnie je robiłem. Fakt, może za bardzo je "oprószyłem"... Drugi to fakt taki, że one się tak błyszczą, bo zdjęcia robione w pełnym, ostrym słońcu, zaś zdjęcie wnętrza robione z lampą błyskową. No, ale to żadne tłumaczenie, bo dla oglądających jedynie zdjęcia model wygląda tak, jak na zdjęciach, a nie inaczej (czytaj - najczęściej "lepiej")... pozdrawiam Grzesiek
-
Fakt . Zbytnio zawierzyłem instrukcji sklejania oraz samym elementom, na których zaznaczone były miejsca montażu. pozdrawiam Grzesiek
-
Problem w tym, że ja już nie mam oczu do tych modeli , o czym wspomniałem... pozdrawiam Grzesiek
-
Witam po długim (jak na to Forum) okresie dogadywania innym i krytykowania innych. Teraz - krytykujcie mnie . A więc - jak w tytule,czyli SU-76M firmy UM w skali 1:72. Model dla mnie wyjątkowy z kilku względów. Pierwszy, to taki, że jest to najwolniej i najdłużej jak dotąd budowany przez mnie model - prawie półtora miesiąca. Drugi to taki, że od początku do końca, po raz pierwszy zgodnie z zamierzeniami, pomalowany był pędzlem farbami akrylowymi (tylko podkład zrobiłem tradycyjnie Humbrolem 84). Trzeci wreszcie wzgląd to taki, że po raz pierwszy do budowy modelu musiałem użyć szpachli - "ale o tem potem". Jak wspomniałem parę słów wcześniej, model malowany był w całości pędzlem przy pomocy farb akrylowych, z bardzo niewielką pomocą farb olejnych (głównie - bezbarwnych matów) i suchych pasteli oraz starych (ale jarych ) olejnych farb artystycznych. Model - również zgodnie z tradycją - wykonany prosto z pudełka, bez żadnych zewnętrznych dodatków. Ponieważ model budowany był długo, prócz swoich "opatentowanych" technik spróbowałem jakże powszechnych, ale przeze mnie niespecjalnie często używanych washów i biedronek. Na pewnym etapie ich używania rzeczywiście model wyglądał interesująco, ale postanowiłem zastosować o "jedną technikę za daleko"... To "kurzenie" modelu, ale dla odmiany, wykonane również po raz pierwszy farbą akrylową. No i wyszło, jak wyszło, bo akryl zachowuje się zupełnie inaczej niż olej - po prostu po paru chwilach zasycha i już, a olej można mazać i mazać... Co do jakości samego modelu - tragedia, jeśli chodzi o jamy skurczowe i zapadliska tworzywa. Tutaj już nie pomogła betoniarka pełna cyjanoakrylu, trzeba było użyć szpachli, po raz pierwszy i to w sporych ilościach, co pokazują zdjęcia z wczesnych etapów budowy: To białe, to szpachla, nie pasta do zębów Nivea (czy ktoś ją jeszcze pamięta?...). Niestety, w jej stosowaniu bardzo przeszkadzał mi brak wprawy oraz to, że po kilkunastu sekundach robiła się jakby... sucha i niewiele dawało sią z nią zrobić prócz grzecznego czekania, aż zupełnie stwardnieje. Jeśli chodzi o słynną jakość tworzywa UM, to udało mi się złamać tylko jeden element - pałąk do rozwieszania brezentu, i to w trakcie jego wycinania z ramki. Wykonałem więc drugi z kawałka plastiku wyciągniętego nad płomieniem. Dodatkowo, już po sesji zdjęciowej model zaliczył glebę (nie z mojej winy), co spowodowało zerwanie kół razem z kawałkiem gąsienicy. Co do "wynalazków" kolegów z firmy UM, to najciekawszym chyba była konieczność samodzielnego wykonania otworów w hamulcu wylotowym działa, co, będąc pomnym przeżyć z działem z BT-5, wykonałem z duszą na ramieniu, ale skutecznie. Dodam jeszcze, że wedle mnie model został niepotrzebnie zdetalowany w jednych miejscach (zawieszenie, złożone z 36 elementów, nie licząc gąsienic wykonanych z pojedynczych elementów i odcinków - oczywiście, zbyt krótkich, jeśli sklei się je zgodnie z instrukcją) kosztem uproszczeń w innych (kabina obsługi działa, brak narzędzi itp.). I to chyba tyle, czas na prezentację modelu. Szczerze mówiąc, pomimo trudności napotkanych po drodze, bardziej jestem zadowolony z modelu, niż z jego zdjęć. Wykonałem ich mnóstwo w różnych warunkach i wybrałem te, moim zdaniem, najlepsze. Zdjęcia było tym trudniej robić, że występowały bardzo duże zmiany w natężeniu oświetlenia - atelier zdjęciowe stanowiło krzesło postawione w ogródku, na wolnym powietrzu. Z tego też powodu na modelu może być mnóstwo różnych pyłków, nie stanowiących na szczęście integralnej części modelu. Na początek kilka fotografii porównawczych, abyśmy wiedzieli, z czym mamy do czynienia: A dalej już normalnie. Wspomnę jeszcze o dwu rzeczach - pierwsza, to nieusunięte ślady łączenia form na tłumiku. Niestety, model wykonywany był głównie nocami, co przy moim wzroku spowodowało taki, a nie inny skutek - szew ten zauważyłem dopiero... na zdjęciach gotowego modelu. Druga rzecz to kalkomanie. Wykonałem go w takim a nie innym malowaniu, bo część kalkomanii była zupełnie pozbawiona podkładu i wydrukowana wprost na papierze. Te, które miały podkład, miały jego tak grubą warstwę, że na zdjęciach modelu po prostu to widać. Dodatkowo, podkład ów w trakcie brudzenia modelu nabrał jakiegoś dziwnego, brązowego odcienia, dość mocno odcinającego się od otoczenia. Dlaczego? Nie mam pojęcia. Ale! Czas wreszcie na zdjęcia: A tu na stylowej podstaweczce Dragona: A tu jeszcze amunicja w trakcie produkcji: I to chyba tyle. Jeśli chodzi o model, to myślę, że jest wart polecenia ze względu na oryginalność tematyki. Co do reszty - oceńcie sami. pozdrawiam Grzesiek
-
Einheitsdiesel Kfz.61 Fernsprechbetriebskraftwagen-1/35-IBG
grzesioj odpowiedział Ł.Sosnowski → na temat → [M]Galerie
Cóż, może i ja dorzucę swoje trzy grosze... Model bardzo ładny. Pomimo tego, że mnie samemu nie wychodzą obicia - na co wielokrotnie zwracano mi uwagę - w Twoim modelu właśnie do nich się przyczepię... Wydaje mi się, że na samochodzie powinny one sprawiać wrażenie obłażącej farby, a te, które zrobiłeś, wyglądają, jakby powstały od silnych uderzeń (ostrzału???). A takowych pewno samochód, w odróżnieniu od czołgu, by nie zniósł. Dodatkowo, wokół nich powstałyby pewno zagłębienia w cienkich przecież blachach karoserii. Ale mimo wszystko powtarzam - model BARDZO MI SIĘ PODOBA. pozdrawiam Grzesiek -
Zgadzam się z przedmówcami. Bardzo ładnie... pozdrawiam Grzesiek
-
To pisz dokładnie co masz na myśli. . No dobrze... A więc czysto sklejone i pomalowane - chyba nie muszę wyjaśniać - bez zacieków kleju i farby. To, że kalkomanie się srebrzą - o tym wspomniałem. Natomiast, jeśli chodzi o sformułowanie z drugiej części wypowiedzi - "czyste modele" - miałem na myśli nie upaprane na siłę czymś w rodzaju błota. I tyle. O braku zastosowania technik takich czy innych nie pisałem, a przynajmniej taki miałem zamiar. pozdrawiam Grzesiek
-
Bzdura. Świecące kalki, albo czarne wyposażenie czołgu nie można rozpatrywać w kategorii "gustu". Kwestię "gustu" w modelarstwie osobiście postrzegam jako wybór do sklejania np. polskiej pancerki powojennej, a nie zaniechanie podstawowych technik modelarskich. W modelarstwie niestety model "musi być" przypominający obiekt rzeczywisty, aby "było dobrze". Swoją drogą dobrze by było gdyby pojazd "z fabryki" także posiadał washa i suchy pędzel. Przeczytaj dokładnie mój post - co do świecących kalek zgadzam się z przedmówcami. Zaś podtrzymuję twierdzenie, że brudzenie, bądź nie, modeli, to kwestia gustu, z którą się nie dyskutuje. Nie nadinterpretuj mojej wypowiedzi. pozdrawiam Grzesiek
-
Dawno tu nie zabierałem głosu, więc nadszedł czas... Pierwsza część mojej wypowiedzi będzie identyczna, jak w zasadzie wszystkich moich przedmówców - czyli modele sklejone bardzo czysto, pomalowane także samo, kalkomanie trochę się błyszczą. Co do drugiej części wypowiedzi, czyli czego im brakuje - moje zdanie jest takie: o gustach się nie dyskutuje i gusta nie powinny podlegać krytyce. Jeśli czyste modele Ci się podobają, Twoja sprawa. Nie uznaję stwierdzeń, że w modelarstwie coś "musi być", aby "było dobrze", choć pewnie tym stwierdzeniem narażę się na krytykę . pozdrawiam Grzesiek
-
Miałem podobne przeżycia z tym modelem . Broń Boże rozciągać na siłę na modelu!!! Też chciałem to zrobić z nadzieją, że jakoś to będzie. Skończyło się połamaniem zawieszenia, a i tak brakujący fragment dosztukowałem z... izolacji od kabla koncentrycznego. Jak to wygląda - lepiej się nie chwalić , choć zdjęcia mojego opla gdzieś tu zamieściłem... pozdrawiam Grzesiek
-
Dzięki za opinie. Są one raczej negatywne, ale o dziwo, z większością się zgadzam, głównie z błyszczeniem się, choć to stwierdzenie wydaje mi się przesadzone: Widać różnie rozumiemy pojęcie tandety... Myślę, że wystarczyłoby "świecąca się plastikowa zabawka dla dzieci", czym w istocie jest. Do lakierowania modelu użyłem matu Revell'a, który okazał się takim matem, jak widać na zdjęciach. Ale uznałem to za lepsze, niż zgalaretowaciały Humbrol, otwarty dwa miesiące temu. Tak, bo z założenia jest nieprzyklejony. A gdybym chciał "na sucho" dopasować powierzchnie, żeby nie było szczeliny, musiałbym zedrzeć pół daszku - niestety. pozdrawiam Grzesiek
-
Jak w tytule, czyli Bunkier z akcesoriami nr zestawu 6070 firmy Italeri w skali 1:72. Jest to bardzo dalekie pokłosie pamiętnęj wycieczki do miasta CK, której plonem były jeszcze zakupy w postaci Sd.Kfz 181 Panzerkampfwagen VI (P) Dragon 1:72 oraz Battlefield Buildings Italeri 1:72. Szczerze mówiąc, ani nie chciałem kupować tego zestawu, ani później nie miałem najmniejszej chęci brać się za niego. I tak przeleżał sobie w różnych, nie zawsze dla modelu odpowiednich miejscach, ponad pół roku. Odstraszało mnie od niego to, że to Italeri, że to diorama (chyba tak to można nazwać), że ma to taką a nie inną jakość wykonania, oraz to, że nigdy czegoś takiego nie robiłem i nie bardzo miałem ochotę robić. Ale, że zestaw przypadkiem przypomniał o swoim istnieniu w czasie embarga na kupowanie nowych modeli do sklejania, z wielką niechęcią zabrałem się za niego. W pierwszej kolejności, aby podstawka nabrała jako takiej wytrzymałości (bo jest wyciągnięta metodą próżniową i pusta pod spodem) w zabawie, wypełniłem ją resztkami jakiegoś śmierdzącego octem silikonu sanitarnego. Cuchnęło to dosyć długo, ale w końcu stwardniało i przestało śmierdzieć. Zabrałem się więc za skorupy, mające stanowić bunkier. I tutaj stanąłem przed nieuniknionym. Stopień dopasowania bunkra do podstawy był taki, że nie przyszedł mi do głowy żaden pomysł, jak tylko zdradzić samego siebie, i zakupić szpachlę... Zakupiłem. Revell'a. Nie wiem, czy dobrą, czy złą, tutaj zadała egzamin. Bunkier przykleiłem do podstawy za pomocą mikstury klejów do polistyrenu i cyjanoakrylowego. Pokrywy (dachu) bunkra zgodnie z rozkazem nie przykleiłem - ma być zdejmowany, aby mogła być wkładana i wyjmowana z bunkra cała banda żołnierzyków. A ponieważ, jak już wspominałem, model wykonany jest tak, jak jest, i powierzchnie są tak płaskie, jak są, powstała dość nieprzyjemna szczelina, widoczna na zdjęciach. Ale cóż - tak ma być. ...może, żeby zbytnio nie przynudzać, jakaś fotografia na początek... W pudełku, prócz bunkra właściwego i podstawki znajdowało się mnóstwo różnych tzw. akcesoriów - worków, beczek, słupów, skrzyń, zasieków, belek itp. Gdybym to wszystko chciał tutaj użyć, nie byłoby miejsca dla bunkra. Zatem, większość śmieci odstawiłem, znajdując jedynie zastosowanie dla jednej beczki i mniej więcej połowy worków. Model, zgodnie z resztą z wielowiekową tradycją, malowany był pędzlem. Malowanie odbywało się w dość radosny sposób, mianowicie, po położeniu i poczekaniu dwa dni, aż wyschnie pierwsza warstwa olejnej farby, dalej już nie czekałem. Jeśli tylko przestawała się kleić poprzednia warstwa, kładłem następną, na przemian - olejną i akrylową. Malowałem kilkoma odcieniami brązu, czernią mniej lub bardziej rozcieńczoną i szarym. I tak kilkanaście razy w ciągu dnia, w międzyczasie robiąc "międzyszejding", zapuszczając w zagłębienia rozrzedzony, czarny akryl. Kiedy to wszystko wyglądało jako tako, metodą suchego pędzla, przy pomocy kilku odcieni szarości i białego "posmarowałem" skały i obicia bunkra. Na koniec wszystko zabezpieczyłem bezbarwnym matem - jak się później okazało, nie do końca matem - Revell'a. Na to wszystko zapragnąłem przykleić coś, co przypominałoby trawkę. Nie była to stricte posypka, lecz to, co obleciało z zakupionej kiedyś przeze mnie maty. Postanowiłem przykleić to na klej CA. Pierwszym efektem prób było przyklejenie kciuka do ścian bunkra. Nie powiem - trochę mnie to wkurzyło , ale szybko oderwałem palca, zdarłem ze ściany bunkra lakier ze skamieniałymi odciskami palca i szybko od nowa pomalowałem. Nawet nie widać, gdzie. I to chyba tyle przeżyć. A może jeszcze jedno. Po przyklejeniu trawy i próbach polakierowania tego wszystkiego trochę źdźbeł niestety się odkleiło i przykleiło tam, gdzie samo chciało. A zatem - pora na zdjęcia. Jak wcześniej wspomniałem - lakier jest jakby półmatowy i w normalnych warunkach tak się nie błyszczy. Ale wystawienie go do światła wymaganego dla jako takiego wykonania fotografii wywołuje takie efekty, jakby model był tłusty. A tutaj coś, co ma przypominać wygasłe ognisko i opróżniona skrzynka (z zestawu Airfixa). Ognisko to nic innego, jak sól kuchenna przyklejona na CA i pomalowana na czarno. Dzieło może się podobać, bądź nie (samemu autorowi - tak średnio - zapewne na żywo wygląda dużo lepiej), grunt, że zadowolony właściciel. pozdrawiam Grzesiek P.S. Właściciel domaga się jeszcze aranżacji wnętrza tego cuda, ale nie mam o tym najbledszego pojęcia, co było wewnątrz bunkra (oprócz bandy żołnierzy) oraz z czego to zrobić... Choć, modelarz tego ostatniego pytania nie powinien zadawać. Po prostu, z tego, co jest pod ręką.
-
PzKpfw III Revell 1/72-Do trzech razy sztuka...
grzesioj odpowiedział Pafica → na temat → [M]Warsztat
Bardzo ładnie. Nie podobają mi się tylko koślawo pomalowane gumowe bandaże na kołach. pozdrawiam -
A w jakim sensie? pozdrawiam Grzesiek
-
Jeżeli to, że ja stosuję tę metodę, upoważnia do twierdzącej odpowiedzi na Twoje pytanie - to tak, robi się jeszcze w tych czasach na modelach suchy pędzel. Nic dziwnego - użyłeś do malowania zapewne emalii tj. np. Humbrol - a jak wiadomo każda guma źle znosi kontakt z produktami olejopochodnymi i stąd taka burzliwa reakcja. Lekarstwem na to jest "izolacja" w postaci zastosowania podkładu np. surfasera Gunze lub bezpośrednio farb akrylowych - i problem z głowy. No widzisz, wreszcie ktoś mnie oświecił. A rozmawiałem kiedyś z gościem w pewnym sklepie modelarskim, który odradzał malowanie takich gąsienic akrylami, że nie trzymają. I kogóż tu słuchać? pozdrawiam Grzesiek
-
Ach, jakiego zamieszania. Sprowokowałeś dyskusję, a to chyba dobrze, nie? pozdrawiam Grzesiek
-
Postawiłeś co prawda model w takim świetle, że trzeba się bardzo wpatrywać, aby dostrzec, że jest pomalowany, ale bardzo ładnie Ci to wychodzi. Model tego czołgu był moim pierwszym spotkaniem zarówno z Trumpeterem, jak i gumowymi gąsienicami. Wrażenia ze składania po iluś tam modelach Revell'a raczej marne: zupełnie nie wiedziałem, jak malować tę czarną, obleśną gumę, z której zrobione były gąsienice. Efekt - schły chyba ze dwa tygodnie, mając na powierzchni brunatno-srebrną marmoladę. Co do samego modelu - składało się to jak zabawkę, bez większych emocji. Skłamałbym, gdybym komuś ten model polecał, choć póki co, alternatywy dla niego nie ma żadnej. pozdrawiam Grzesiek
-
No właśnie . Bo odnoszę wrażenie, że część kolegów jest niewolnikami wierności (bardzo ładnie to brzmi). A wszystko to, co robimy zależy od własnej filozofii, z którą nie sposób polemizować. Dlatego właśnie dla mnie cenniejsze są uwagi typu "dobrze", "bardzo dobrze", "źle", "ładnie", "brzydko", niż to, że antena powinna być cieńsza o 0,76574mm, bądź, że kolor to nie FS34567 tylko FS34568 (oczywiście numery wzięte z sufitu). pozdrawiam Grzesiek
