grzesioj
Użytkownicy-
Liczba zawartości
662 -
Rejestracja
-
Ostatnia wizyta
Typ zawartości
Profile
Forum
Galeria
Pliki
Kalendarz
Blogi
Zawartość dodana przez grzesioj
-
[Pojazdy wojsk.] Zadajemy pytania. Otrzymujemy odpowiedzi.
grzesioj odpowiedział Złośliwiec → na temat → [M]Warsztat
Wracając do poprzednich pytań - jest też i taka strona, ale to tylko II WŚ: http://ww2drawings.jexiste.fr/ pozdrawiam -
Nie dla dzieci a dla syna. Córka ma inne zainteresowania. A tak na poważnie, chłopak wozi nim żołnierzyki ponad rok i nic się nie stało, w odróżnieniu od różnych "oglądaczy", po których musiałem kleić a w końcu dorabiać te "wąsy" na błotnikach. . Bo po jakimś czasie zorientowałem się, że to jest plandeka. Tyle, że złożona... Zaczynam coraz poważniej o tym myśleć. I to niekoniecznie chodzi o gotowe zestawy do waloryzacji. Zauważyłem, że coraz więcej frajdy sprawia mi robienie czegoś z niczego . pozdrawiam
-
Jak w temacie - SdKfz 9 FAMO Revell'a 1:72. Kiedyś wydawał mi się porządnie zrobiony (co za skromność ), teraz, po przedstawieniu kilku swoich modeli i po zwróceniu mi przez Was uwagi na pewne błędy i niedociągnięcia w nich, entuzjazm trochę opadł. Mimo wszystko, zdecydowałem się go pokazać. Model dosyć trudny (ma 5-tkę w pięciostopniowej skali trudności producenta), sklejony przeze mnie ponad rok temu, niestety, nie bez wpadek. Najpoważniejsza to zamiana stronami "wąsów" na błotnikach - rzecz w sumie prosta do poprawienia, ale jakoś - wstyd się przyznać - nie chce mi się. Kolejna to w złym miejscu przyklejona wyciągarka z tyłu pojazdu - instrukcja nie pokazywała tego zbyt precyzyjnie, a ja nigdzie nie zajrzałem... No i trzecia rzecz - rozpadła mi się jedna kalkomania. Myślę, że przesadziłem również z obiciami, ale w chwili malowania modelu takie wydawały mi się dobre. Model sklejony prosto "spudła" z dodanym z tyłu drucikiem, tradycyjnie w całości malowany pędzlem lakierami Humbrola. Zatem, kolejny raz, proszę o słowa pozytywnej krytyki. Może jest jeszcze coś, czego nie jestem świadom (prócz tego, o czym napisałem wcześniej). Tutaj jeszcze w końcowej fazie "produkcji" z innym złomem w tle - na razie bez zadrapań i innego brudu. Tutaj w zasadzie już ukończony. Z kawałkiem Pantery, też Revell'a. Precyzyjniej się nie dało. Już nie te oczy... Z Flak'iem Italeri. Z workiem ulepionym z modeliny na pokładzie. Z silnikiem z Opla Maultiera Rodena. pozdrawiam
-
No, pomysł ciekawy. Ale "dejże" no jakie zdjęcia, na którym jest cały model . pozdrawiam
-
Ja też . A może po prostu wystarczy poeksperymentować ze stężeniem lakieru i nanosić go możliwie cienką warstwą, ale dwa a może i więcej razy? No i unikać zalewania lakierem wszelkich wklęsłych załamań powierzchni. Mnie ten nalot zdarza się rzadko odkąd jestem świadom, skąd się bierze. Poza tym zauważyłem, że możliwe jest jego rozprowadzenie pędzlem umoczonym w czystym rozpuszczalniku w momencie, gdy tylko zauważymy jego pojawianie się. pozdrawiam
-
Nie chciałbym krytykować, bo sam nie jestem mistrzem, ale jak na skalę 1:35 to model wygląda trochę, no, powiedzmy, dziwnie. A najdziwniej wyglądają gąsienice na przedostatnim zdjęciu . pozdrawiam P.S. Kolego Michalw! Czołg ma WIEŻĘ, a wierzy to się w Boga.
-
Nie wiem, jak to jest z Gunze H, nie wiem również jak i czym malujesz , ale ja mam podobny problem z bezbarwnym matem Humbrola 49. W pewnych warunkach również tworzy on biały nalot. Zauważyłem, że dzieje się to wtedy, gdy maluję nadmiernie rozcieńczonym lakierem - może to kwestia szybkości i warunków schnięcia. pozdrawiam
-
Zakupiłem kiedyś dawno temu zestaw Italeri 7004 - Konigstiger, który był wyposażony w dodatkowe gąsienice z tworzywa w metalicznym kolorze - ni to plastik, ni to guma. Gąsienice były tak sztywne, że wylądowały od razu w koszu na śmieci, natomiast dużo większy pożytek był z ich ramek. Dały się rozciągnąć nad ogniem jak zwykły polistyren, a z "włosków" tych zacząłem robić anteny. Tworzywo jest cienkie jak włos, a może i cieńsze, w odpowiednim kolorze i zupełnie niełamliwe. Na modelu wygląda tak (skala - oczywiście 1:72 ): Dodam również, że spokojnie można je nagiąć do modelu ale można też jeszcze bardziej. Jeśli taka antenka jest za gruba, tworzywo można oczywiście rozciągnąć bardziej. pozdrawiam
-
Możesz podać mi jakieś bliższe namiary? Jestem słaby w szukaniu . Co do zestawów od innych modeli bądź uniwersalnych problemem będą na pewno (jak dla mnie ) narzędzia i liny odlane razem z kadłubem. pozdrawiam
-
Czy ktoś wie, gdzie i czy można dokupić zimmerit do czegoś takiego: Nie jest istotne, czy żywica to, czy blaszki. Dodam jedynie, że to skala 1:72. pozdrawiam
-
Tak, gąsienice są mocowane klejem CA. A fajnie siadły, bo jak dotąd był to jedyny model jaki miałem z gąsienicami o wystarczającej długości (zarówno plastiki jak i guma) aby zrobić zwisy gąsienic. A jednak... Moje dzieci są trochę"dziwne" w porównaniu z innymi - mają pomimo wieku jakieś inne zainteresowania niż telefony komórkowe, gry komputerowe - oczywiście, to też mają, ale nie do przesady. Kiedy powiedziałem synowi, że jak się naoglądam modeli innych w internecie, to mam ochotę podeptać swoje, powiedział - twoje też są dobre, przecież każdy skleja inaczej. No i jak takiemu filozofowi nie budować modeli tylko do zabawy? No i może jeszcze końcowa konkluzja - czuję, że zmuszacie mnie do mobilizacji . No to może się zmobilizuje przy okazji kolejnego modelu. pozdrawiam
-
Sklejając ten model wzorowałem się nieco (co robię bardzo rzadko - jak do tej pory ) na jakimś modelu w skali 1:35, ujrzanym w znanym periodyku modelarskim. Tam też była taka szczelina. Z resztą, sugerowały to same wypraski. Po kilkunastu sekundach grzebania w internecie znalazłem coś takiego: Nie są to moje dzieła a zdjęcia przytoczyłem tylko jako argument w dyskusji, przepraszam autorów zdjęć. Tu odpowiedź krótka: Chodzi o zabawę tym modelem przez mojego syna. Tak jakoś wyszło - zacząłem po prostu od najnowszego, cofając się w czasie. To kolejny dowód na to, że jednak nie jest coraz gorzej... pozdrawiam
-
Niestety, niektóre techniki "upiększania" modeli są dostępne tylko dla posiadaczy aerografów, ale jak mogę, tak wiążę koniec z końcem przy pomocy pędzla... pozdrawiam
-
Ogólnie, jestem przeciwny nadmiernemu błoceniu pojazdów, gdyż: 1. Nie zawsze wygląda to naturalnie (NIE mam na myśli akurat tego modelu) i często zdaje się, jakby pojazd przejechał właśnie przez latrynę . 2. Ubłocony model, stojący na półce wygląda co najmniej dziwnie - błocenie według mnie ma sens jedynie wtedy, kiedy pojazd ma wylądować na odpowiedniej dioramce. 3. Patrząc na zaciapany model mam nieodparte wrażenie, że pod warstwą błota artysta chciał coś przede mną ukryć - czytaj: jakieś niedoróbki (NIE mam na myśli akurat tego modelu). Oczywiście, na model należy nanosić jakieś ślady używania go w terenie, byle nie nadmiernie (z wyjątkiem - patrz punkt 2.). Co do przedstawianego modelu, wygląda bardzo sympatycznie , ale jak dla mnie - błotka trochę za dużo. pozdrawiam
-
Czasami wydaje mi się Koledzy, że nie czytacie dokładnie tego, co napisali poprzednicy a ograniczacie się tylko do ocenienia tego, co widzicie . pozdrawiam
-
Tak, pod warunkiem, że nie koliduje to z graniem w piłkę lub w co tam innego, ze sprzątaniem, zmywaniem naczyń, szykowaniem kolacji dzieciom, pomaganiem w odrabianiu lekcji i co tam jeszcze komu przyjdzie do głowy. Poza tym, jeśli do dyspozycji na warsztat ma się kawałek kuchennego stołu, to gdzie trzymać te wszystkie aerografy, farby, pędzle itp. itd., a później zbudowane modele, szczególnie te w skali 1:35. Poza tym, to kosztowne hobby. A co zrobić, kiedy trzeba dzieciom kupić wyprawki do szkoły, ubrania, buty itp. Co innego jest zaczynać, gdy się ma naście lat i na głowie tylko rodziców, co innego teraz. Cóż, ciężkie jest życie kogoś, kto ma taką pasję... pozdrawiam
-
Może to zabrzmi nieskromnie , ale po to pokazałem swoje modele (nie wszystkie, ale reszty chyba nie ma sensu...), żeby usłyszeć takie opinie. I nie chodzi tu o to, że oczekiwałem pochwał, ale jasnego stwierdzenia: albo chłopie, zajmij się czymś innym i nie obrażaj Modelarzy, albo dobrze chłopie, idziesz dobrą drogą, ale musisz jeszcze poprawić to, to i tamto. To, że przeważa ta druga opinia powoduje, że może pomyślę nad wzbogaceniem mojego warsztatu, i sprzętowego i mentalnego. Choć zaczynać w moim wieku to już nie jest takie proste. Zwyczajnie, na pewnym etapie życia człowiek ma (musi mieć) nieco inne priorytety. pozdrawiam Grzesiek
-
Ładnie . A Italeri, to Italeri... pozdrawiam
-
Jak w temacie - Sturer Emil TRUMPETERA w skali 1:72. Kolejny model na gumowych gąsienicach. Takie połączenie nie wróży niczego dobrego , ale cóż, takiego modelu inni producenci niestety nie oferują. Model, jeśli nie liczyć tychże tragicznych gąsienic, sklejało się dość dobrze. Jedyne zastrzeżenia, to odlane razem z błotnikami narzędzia oraz wyposażenie wnętrza. Co do gąsienic zaś, to oprócz tego, że guma, to jeszcze nieprzemyślany sposób ich połączenia, który uniemożliwia ukrycie miejsca sklejenia. Poza tym, koła jezdne ledwo, że nie wyłażą poza ich obrys. Model tradycyjnie wykonany prosto z pudełka (ten brezent z tyłu to pozostałość po Oplu Maultierze Rodena), malowany w całości pędzelkiem lakierami Humbrol. Ponieważ model zaprezentowałem już na forum modelarskim, jestem przekonany, iż wielu z Was znajdzie tutaj jak zwykle wiele błędów zarówno producenta, jak i moich, ale ja przyjemność budowy modelu czerpie z jego sklejania i malowania, a nie ze szperania za dokumentacją w przepastnych otchłaniach internetu, do którego z resztą mam bardzo ograniczony dostęp. A zatem zdjęcia do oceny: Widok od tyłu z niemiłosiernie zardzewiałym tłumikiem. Chyba z tą rdzą trochę przesadziłem . Tutaj jeszcze małe zbliżenie tłumika. Troszkę wnętrza. Widok z góry na "drewnianą" podłogę. Pozostałe zdjęcia. Pod wpływem uwag Kolegów Modelarzy zmieniłem kolor amunicji na czarny (moja wina , przegapiłem w instrukcji), zdjęcia niestety pozostały stare. Poza tym - bo taką uwagę też miałem - schodki z tyłu pojazdu nie są zalane grubą warstwą farby, lecz grubą warstwą kleju cyjanoakrylowego. A to po to, żeby wytrzymały trudy zabawy w wojnę . pozdrawiam
-
Ponieważ jeszcze nikt nie zmieszał mnie z błotem za wystawianie swoich "potworków", temat zabawek sklejanych dziecku kontynuuję . Tym razem jak w temacie - Char B1 Trumpetera w skali 1:72. Model zgodnie z przyjętą filozofią sklejony prosto z pudełka, pomalowany w całości lakierami Humbrol przy pomocy pędzelka. Co do samego modelu to chyba wzorcowy model tego producenta - czarne gumowe gąsienice , spasowanie, szczególnie przodu kadłuba takie sobie, na tyle - jakby brak jakiegoś elementu - pozostały otwory. Być może, w dobie ulepszania zbudowanych już modeli coś do niego tam "dostawię". A oto i on sam: pozdrawiam
-
Kontynuując aż do znudzenia serial pt. "Jak tatuś sklejał zabawki synowi" chciałbym przedstawić kilka modeli pojazdów armii amerykańskiej z czasów II wojny światowej, oczywiście w skali 1:72. Modele te sklejane były na przestrzeni ostatniego półtora roku. Wszystkie modele wykonywane były prosto z pudełka z bardzo niewielkimi dodatkami, wykonywanymi we własnym zakresie. Wszystkie również malowane były pędzlem lakierami Humbrol i trochę Aster. A więc, po kolei, chronologicznie, tak jak były sklejane. Na pierwszy ogień M4A1 Sherman REVELL 03102. Był to jeden z najsłabszych, najprostszych modeli Revell'a, jakie przyszło mi sklejać. W zasadzie o jego budowie niewiele można powiedzieć, po prostu standard. Moje umiejętności też niższe o kilka modeli od obecnych . Wszelkie uchwyty, narzędzia, brezent i linę wykonałem sam. Jego budowa z tego względu zapadła mi w pamięć, iż podczas suszenia pomalowanych elementów, z powodu podmuchu wiatru i niezgrabności moich rąk odfrunęło jedno kółko i po pokonaniu kilkumetrowej podróży wylądowało na klombie pośród traw i kwiatów. Ale po godzinie poszukiwań przy zaangażowaniu członków rodziny wróciło na miejsce. Oto fotki (tu - w pierwotnej wersji wykonania): Dalej - po dokonaniu pewnych udoskonaleń (tylne lampy z osłonami itp.), pokryty nieco naturalnym kurzem : Kolejny zestaw, to Academy 13408, zawierający pojazd półgąsienicowy M3, pojazd amfibijny i motocykl Harley-Davidson. Co do zestawu - standard Academy, czyli trochę inna filozofia niż Revell, dużo śladów po wypychaczach, sklejał się dobrze, kalkomanie - tradycyjnie - rozpadły się w czasie nakładania. Zdjęcia wykonywane były w dość trudnych warunkach (albo przy sztucznym świetle, albo przy niskim, ostrym zimowym słońcu), więc są takie, jakie są i pojazdy wyglądają na nich tak, a nie inaczej. W rzeczywistości na pewno tak nie błyszczą . Od tego też czasu poprawiłem nieco kolorystykę km-ów. Są dużo ciemniejsze. Oto fotki: Tutaj z koleżanką amfibią. A tutaj reszta zestawu. Małe porównanie - Dawid i Goliat. Zestaw kolejny to T26E4 Pershing TRUMPETER 07287. Moje pierwsze i to dość przypadkowe zetknięcie się z gumowymi gąsienicami. Tragedia, zgroza . Zupełnie nie wiedziałem, jak malować tę czarną, obleśną gumę. Efekt - schły chyba ze dwa tygodnie, mając na powierzchni brunatno-srebrną marmoladę. Co do samego modelu - składało się to jak zabawkę, bez większych emocji. Skłamałbym, gdybym komuś ten model polecał. Dodatki w postaci brezentów wykonane z papieru toaletowego. W dodatku, model jest bardzo niefotogeniczny. Fotki: No i wreszcie model ostatni, M4A3 Sherman EDUARD 7601. Marka Eduard, nie wiem dlaczego, kojarzyła mi się z modelami z najwyższej półki, a tu - srogi zawód. Model na pierwszy rzut oka wykonany niechlujnie, niepotrzebnie zdetalowany (w pudełku było chyba ze 300 części, z czego prawie połowa została) - składał się z bodajże 175 elementów. Brak jakichkolwiek kołków ustalających, wszystko klejone na oko. Wieża miała pozostać nieruchoma, bo tak wymyślił producent zestawu. Niestety, ja na taką nie otrzymałem zgody (wiadomo od kogo), no i zrobiłem obracaną. Z resztą, efekt prac przerósł moje oczekiwania: No cóż, wyżywajcie się, krytykujcie, pamiętając o tym, że to tylko "tatusiowe zabawki" . pozdrawiam
-
Hmm... po dokładnym przejrzeniu oferty pewnego sklepu internetowego, zacząłem żałować, że kupiłem ten właśnie model a nie Hasegawę np. z wozem amunicyjnym, ale jeśli jest tak, jak mówisz, to przestaję żałować... pozdrawiam
-
A takie cóś: Wygląda ciekawie i zachęcająco, ale po zajrzeniu do pudełka entuzjazm troszkę opada. Ale to już inny temat . pozdrawiam
-
Postanowiłem pójść za ciosem i nudzić Was dalej swoimi dokonaniami . Jak w tytule - Morser Karl-Geraet 041 Hobby Boss w skali 1:72. Kupiłem go, zachęcony pochlebną recenzją zestawu w pewnym pismie modelarskim, nie wiem, czy mogę napisać, w jakim (reklama?). Model wykonywany z podobnymi założeniami, jak wszystkie poprzednio przedstawione. Zatem: maksimum satysfakcji i frajdy przy budowie a następnie przy zabawie gotowym dziełem. Niuanse techniczne i historyczne - PRECZ!!!. Pomimo dużej ilości ramek w pudełku, a na nich mnogości elementów, model nie jest szczególnie trudny, choć dosyć pracochłonny. Budowałem go dobre trzy tygodnie . Model wyposażony jest (niestety ) w gumowe, czarne gąsienice, choć tym razem nie sprawiały mi one jakiegoś szczególnego kłopotu - nie są ani za długie, ani za krótkie - w sam raz. Jedynie, do czego można się przyczepić, to miejsce ich łączenia - nie za bardzo jest go jak ukryć, bo gruby, gumowy "klocek" łączący nie mieści się pomiędzy kołami jezdnymi, a tam jest jedyne, możliwe miejsce na skrycie go. Zestaw zawiera dodatkowo cztery małe sprężynki oraz metalową prowadnicę. To wszystko po to, aby lufa moździerza była ruchoma. Niestety, z powodu małych niedopasowań elementów w obrębie nadbudówki (oraz braku moich chęci aby to jakoś zmienić) nie jest. Ogólnie rzecz biorąc model nie jest idealnie spasowany, ale ujdzie. Najbardziej chyba denerwującym przejawem tego niedopasowania (oprócz tego, wspomnianego wyżej) jest połączenie koło napędzające - gąsienica. Co drugi ząb tego pierwszego pasuje do co trzeciego otworu tej drugiej, co powoduje konieczność drobnej "chirurgii plastycznej" - wycięcia co drugiego zęba na części obwodu kół napędowych. Dodatkową bolączką modelu są wszechobecne ślady po wypychaczach - gdzie tylko można sobie wyobrazić, że mogą być, są, dodatkowo, w niewiarygodnych ilościach - na pewnym, dużym elemencie było ich 31, z czego bodajże 22 musiałem usunąć. Reasumując - model efektowny i godny polecenia. Model wykonany prosto z pudełka (wymieniłem tylko siatkę zasłaniającą wentylator na coś, co ją rzeczywiście przypomina), zgodnie z tradycją malowany w całości pędzlem przy pomocy farb Humbrol i brudzony pastelami oraz brązowym akrylem Pactry. W trakcie tych ostatnich czynności (brudzenie) nie byłem pewien, jak bardzo model ma być ubrudzony - na pewno nie walczył (o ile można w ogóle powiedzieć, że walczył - pierwowzór modelu po prostu stał i ostrzeliwał prawie bezbronną Warszawę w czasie powstania) w tak ekstremalnych warunkach jak czołgi, zatem - brudu i rdzy oszczędnie. Model w przeważającej części klejony klejem cyjanoakrylowym, a tylko elementy wymagające korekt ułożenia w czasie klejenia - klejem do plastiku. A zatem, dosyć marudzenia, czas na krytykę. Zdjęcia ze zbliżenia w pełnym, letnim słońcu. Dwa kolejne, w pełnym słońcu z niewielkim doświetleniem lampą błyskową - aby było widać to, co skrywają głębokie cienie. A tu porównanie z poczciwym StuG III, którego galerię zdjęć już zamieściłem. A tu jeszcze kilka zbliżeń. Tył pojazdu z narzędziami, koło napinające gąsienicę: Proszę nie czepiać się widocznych szczelin - zostawiłem je celowo, dochodząc do wniosku, że Morser-Karl to nie egipska piramida zbudowana z bloków, pomiędzy które nie da się wcisnąć żyletki lecz konstrukcja z kawałków blachy, mająca szczeliny na kształt choćby samochodu. No chyba, że jestem w błędzie... Moździerz od przodu i tyłu: Przód pojazdu z kołem napędowym: Perypetie z tymże kołem napędowym opisałem na wstępie galerii. Chciałbym jeszcze wytłumaczyć się z niewielkiej ilości rdzy na tłumiku - tak jak już pisałem, wydaje mi się, że pojazd ten był używany w dużo bardziej komfortowych warunkach niż zardzewiałe czołgi, dodatkowo tłumik jest od góry chroniony pomostem - zatem nie miał chyba okazji zbytnio skorodować. Jedyne czego w tej chwili żałuję (prócz oczywiście niedopracowania swobody ruchów głównego uzbrojenia) to wykonanie urządzenia do ładowania moździerza w pozycji, nazwijmy to, po załadowaniu pocisku. A tak, można by dokupić wóz amunicyjny i... pozdrawiam
-
Chyba rozumiem, o co Ci chodzi . Byłem wczoraj w mieście CK po zaopatrzenie modelarskie i nabyłem bardzo ciekawy model... pozdrawiam
