Czytam te gorzkie żale i się zastanowiłem czy zawsze tak było. Odszukałem wpis dotyczący poprzedniego Bytomia. Jednak można bić pianę w inny sposób.
Przeglądając warsztaty często widziałem, jak ktoś szykuje się z modelem na tę imprezę, jak gospodyni z ciastem na święta. Podniosła atmosfera, czy zdążę, czy dojadę, spotkam się z ludźmi. Sam nie jeżdżę, bo większość imprez jest za daleko, ale zawsze mi się wydawało, że fajnie byłoby się kiedyś wybrać, nawet z rodziną, żeby pokazać innych ludzi pozytywnie zakręconych. Jednak po lekturze tego wątku odeszła mi chęć. Zapewne niesłusznie, bo przypuszczam, że te granaty chlapią tylko w naszym (MW) szambie, ale jednak niesmak zostaje. Niemal jak dyskusja w tematach "politycznych"- najpierw zgnoic oponenta, wyzwać od najgorszych, a jak się spotkamy na imprezie, to z uśmiechem uścisnąć mu dłoń.