Kolejne kroki popełnione.
Na model naniosłem wash (ciemnoszary na biały i brąz Van Dyck na czerwonym). Wyszło tak sobie. Ujawniła sie struktura farby, gdzieniegdzie gładka, gdzieniegdzie chropowana. Porozlewało się toto i zmywanie szło jak po grudzie. A wcześniej całość spsikałem półmatem Tamiya.
W sumie heli wyszedł brudniejszy niż chciałem.
Podoklejałem wszystkie brakujące części, zamontowałem antenę oraz tylna rampę. Wprawne oko zauważy, że jest ona niemożliwa do otwarcia - tylne narty powinny jeszcze mieć dodatkowe wycięcie, którego nie wykonałem. Tak więc wychodzi troszkę SF.
Na zdjęciach bezlitośnie wychodzi niewprawność mojego warsztatu - np. kompletnie zjechane linie podziału na spodzie kadłuba czy resztki po CA.
Wykonałem również brudzenie łopat wirnika. Tutak troszkę poniosła fantazja, chociaż śmigłowce operujące wtak trudnych warunkach na pewno miały mocno zniszczone powierzchnie płatów. Jak oglądałem CH-47C w muzeum w Londynie (jest tam połówka słynnego BR), to specjalnie zrobiłem sporo zdjęć łopatom i one były mocno zjechane.
Co ciekawe, po zalaniu washem i innymi specyfikami, łopaty odkleiły się, to znaczy odpadły od wirnika... Trzeba będzie jakieś druty powklejać, żeby znowu nie odpadły.
No i tak w ogóle to jestem w kropce, bo nie wiem co dalej:
- zrobiłbym z 1 czy 2 zacieki rdzawe pod silnikami (kwity mam)
- podbrudziłbym od dołu specyfikiem Engine Grime (piękny taki szaro-ziemisty brud)
- podmalowałbym okna Wet Effects, żeby takie jakby pozalewane wodą
- do poprawki żółte malowanie na łopatach
- dodałbym oznaczenia łopat (czerwone, żółte i zielone paski)
Bawiłem się też wydechami, ale tylko lekko maznąłem je Clear Blue, bo nie wiem co dalej.
Poradźcie.
Zapraszam do oglądania zdjęć...