Skocz do zawartości

krosto

Użytkownicy
  • Liczba zawartości

    342
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

  • Wygrane w rankingu

    2

Zawartość dodana przez krosto

  1. Witam. Jestem wstepnie zainteresowany i proponował bym przenieść nurtujące mnie pytania na prywatną drogę. Reszta na priv
  2. Witam, WWI lotnictwo, Roden 1:48 - RAF S.E.5a nr Ro.416 + polskie kalki Techmodu - Bristol F.2B nr Ro. 425 - B.E.2C nr Ro. 426 Zestawy kompletne Sprzedaje tylko całość. Cena 150 PLN + koszt wysyłki Paczkomat (13PLN) pzdr D
  3. krosto

    MS typ N//Chaput//1:48

    Dziękuje. Nie było problemów z montażem, ale obróbka plastiku wymaga sporej uwagi, bo model jest mały, jak na 48, a części w wypraskach bywają kruche np. ster wysokości. co do mocowań olinowania na skrzydłąch, to zdaję się są fabryczne obwódki wokół miejsc wiercenia
  4. Witam, Prawie prosto z pudła #8095 w malowaniu Escardille N 31, Jean Chaput Zestawowy silnik został zamieniony na produkt Small Stufff (Le Rhone 9C) I z kolegą sklejonym 5 lat temu Kolega stracił płozę ogonową, ale ją odnalazłem i powróci do właściciela
  5. Witam, Był czas sobie przypomnieć o por.pil Władysławie Siwku, moim dziadku wujecznym, którego historia, gdzieś mi zawsze kołatała w głowie, ale nigdy nie mogłem jej złożyc w całość, aby miec pełen obraz jego krótkiej, ale zapewne interesującej, skrzydlatej drogi przez życie. żródło: archiwum Marka Tomaszewskiego Władek był najmłodszy z czwórki rodzieństwa, przyszedł na świat w 1916 roku w Woli Zadybskiej. Moja Babcia traktowała go niemalże, jak własnego syna, choć była niewiele starsza od niego, zastepując mu matkę, która, miała na głowie cała gospodarkę, czyli stawy rybne, drobne uprawy, dom i wychowanie dzieci, na które zwykło brakować pieniędzy. Dzięki uporowi prababci Heleny i jej umiejętnemu zarządzaniu majątkiem, najstarszy syn został architektem i miał swój mały udział w zaprojektowaniu części architektury wyścigów konnych na Służewiu, jednak okupacja i uprawiana przez niego konspiracja doprowadziła do pojmania, więzienia na Pawiaku i rychłego rozstrzelania w Palmirach (grób nieznany). Władek natomiast, za namową mojego dziadka, poszedł był do Centrum Wyszkolenia Lotnictwa w Dęblinie (jak mniemam taka nazwę nosiła szkoła w tym czasie). Promocję uzyskał w 1938 roku. Tu jeszcze na obozie letnim żródło: archiwum Marka Tomaszewskiego Dalej kto czytał wspomnienia Urbanowicza, ten wie jak wygladał Wrzesień 1939 i ewakuacja podchorążych z Dęblina do Rumunii. Władek miał szczeście, że trafił na tak dobrego dowódcę. Podobno Urbanowicz nie stracił żadnego z nich. Wiele ciekawych historii towarzyszyło tej trudnej drodze .Najgorzej było w Balcicu, bo wszyscy musieli się zaoketować na grecki statek, który płynął do Bejrutu i to na lewych paszportach. Rumunii robili ostrą selekcję, bo musieli się wykazać przed coraz bardziej naciskającymi Nazistami. Wielu z tych, co zostało na brzegu, czekało do zmroku, aby móc dać wartownikowi w ryj i rzucić się wpław do odpływającego statku, gdzie kamraci wyławiali ich kołami ratunkowymi. Na statku było ciasno i brudno, ale dopłynęli. Podchorąży byli cwani bo wczesniej po przejściu granicy z Rumunią musieli się na rozkaz rozbroić, ale wszyscy tak skitrali broń krótką, że Witold był w szoku jak w Balcicu robił z nimi odprawę. Niestety na statku płynęli jako cywile i musieli za przykładem wyrzucić broń do morza Ale to wspomnienia Urbanowicza Po wielu latach, mysle że w połowie lat 50 XX wieku, moja Babcia dowiedziała sie o śmierci Władka. Nie było wiadomo, gdzie, co i jak. Wujek Stalin był dosyć „tajemniczy” w stosunku do Polaków walczących na zachodnich frontach Dopiero w latach 90tych uzyskaliśmy pełen obraz. Władek trafił na Wyspy i latał w Yatesburry (2nd Signal School), gdzie przyszło mu zginąć wraz z uczniem w wypadku lotniczym 21.04.1941 roku. żródło: www.polishairforce.pl Trzy niefortunne wypadki lotnicze na samolotach treningowych Percival Proctor Mk.1., mające miejsce kilka miesięcy po sobie. Luty, kwiecień i lipiec 1941 rok. Władek został pochowany na miejscowym cmentarzu Wszystkich Świętych. Zginął śmiercią lotnika A ja? Cóż Zrobiłem model redukcyjny egzemplarza na którym zginął Władek, ku jego pamieci i dla tych którzy jeszcze chcą o nim pamiętać O modelu, Dora Wings w 48. Model trudny. Wszystkie elementy nośne stery, lotki etc tryśnięte w dwóch częściach, bez bolców pozycjonujących. Szklarnia niedopasowana, sporo szpachli poszło. Kalkomanie dobrej jakości, szybko ślizgliwe w kontakcie z wodą i dosyć wytrzymałe na suwanie po powierzchni
  6. Witam, Potraktowałem tej projekt jako poligon ćwiczebny przed tematem, który zdecydowałem się podjąć finalnie, po kilku latach zbierania informacji po rodzinie. Ale o tym kiedy indziej, w innym wątku Tymczasem "pszczółka królowej" w wersji treningowej z polskim akcentem w tle. Szkoła Pilotarzu Początkowego Wielka Brytania 1940 rok
  7. krosto

    Gotha G.IV Roden 1/72

    Stojaki u mnie nie wypaliły..sam jakoś kombinuje, jak to najlepiej usztywnić pod ostateczny montaż i zgodze się, że przy tej czynności można się napocić. Gumkować się boję, wieć najczęściej dokłam ciężar tak, aby zastrzały pozostały w otworach
  8. Jasne. To żyłka poliamidowa 0,1 lub 0,12, ale niestety nie mam nalepki producenta, bo to stary zakup. Trzeba chyba szukac hasłowo w googlach
  9. E tam..,bo gruby jest i ma nadwagę? Nie dość, że grubasek, to projektanci edkowi zrobili dosyć toporny zestaw..a szkoda...taki SPAD XIII to był figlarny, delikatny i fajnie zdetalowany, a ten..no cóż. Edek dał sobie spokój z WWI lotniczym dla mojej ulubionej skali 48 i krzyż na nim postawiłem (ten czarny i ten biały) pzdr K
  10. Szybki projekt, jescze zeszłoroczny Rzekomo wylądował w kraju, który leży pośrodku Europy, ale nigdy się nie czuł jej częścią. Podobno pilotował go Fritz Beckhardt i szczerze zachodzę w głowę, jak on to zrobił, skoro Szwajcaria składa się głównie z jezior i gór. Niemniej jednak 18.11.1918 roku czterem pilotom Jasta 85 udało się wylądować w pobliżu Rapperswilu. 8356/17 wygląda dosyć złowrogo w czarnym ubranku i czachą na burcie, ale w towarzystwie czerwonych kwadratów, jego bojowy charakter nieco słabnie. Jest coś takiego w szwajcarskich mundurkach, że samoloty wygladają..”grzeczniej”. Pomyślałem, że jak pogrzebię trochę w szafie, to może znajdę coś zgodnego z tematem. Na szczęście nie było to fondue i nie wydawało z siebie nieprzyjemnych woni, ale było dość stare i przeznaczone raczej na inne doznania zmysłowe. Tak dokopałem się do kalek AeroMastera. Co mamy do kalek? Znalazł się łikendowy SSWII edka, resztki kalek Aviattica, karabiny Gaspatcha i silniczek od CSM Trochę na białym W towarzystwie kolegi sprzed kilku lat
  11. Nie wiem, czy Pan Teofil uznał by tega ptaszka za choć podobnego do oryginału, ale przynajmniej ja mam taką nadzieję. PS. Kiedyś zrobię własne szprychy, tak jak w przypadku DFW CV Póki co mam żywiczne
  12. W międzyczasie brnę dalej w kolejne elementy zestawu, także panie Dziejku, przekroczyłem Rubikon Rubikoniem, jak powiada pewien Wieszcz, bliżej mi do końca, niż do początku..początkowiowi, a może początkiemu..? pzdr D
  13. Czołem, Wykredkowałem śmigła, nie jestem zbytnio zwolennikiem strugania, a z pewnością kupowania wystruganych śmigiełek za grube petrodolary. Malunki zdecydanie mniej czasu mi zajmują. W tym modelu mam zamiar wykorzystać Axiala, ale jak już się dorwałem, to zrobiłem wszystkie z zestawu pzdr K
  14. Neleżałoby się sklejce, by ją zabezpieczyć. Ja tak zawsze robię, dzięki czemu nieprzyjemna i zdrawdliwa powierchnia pokryta olejem jest bardziej przyjazna w obróbce i dalszych pracach na modelu. Można chwycić nagą, umytą wcześniej mydłem dłonią i nic się nie dzieje! Używam werniksów MRP, śmierdolą co prawda, ale dają piękną powierzchnię.
  15. Oleje mogą być dowolnej marki. Opieram się raczej na sykatywie, którą kupuję z górnej półki (Windsor) i preferuje Medium, czyli taką średnio-płynną. Nie wysycha szybko w buteleczce i można nią długo cieszyć oko. Mieszanka oleju z sykatywą nie może być zbyt rzadka, bo będzie płynęła po powierzchni. Trzeba trochę potrenować i stwierdzić samemu, jaka konsystencja mi najbardziej pasuję. Im więcej sykatywy, tym bardziej będzie się błyszczyć powierzchnia końcowa. Nakładamy 1 warstwę i czekamy cierpliwie ok 48h, tylko bez macania! Zmieniamy trochę kolorystykę i leci druga i tak dalej i ten tego i w ogóle i w szczególe i pod każdem innem względem
  16. mamy monoplan (pozostaje trochę kosmetyki cienkim pędzelkiem)
  17. krosto

    Albartos d. III Revell

    Również uważam, że jak na swój wiek masz potencjał na szmatopłaty! Osobiście nie zrobił bym w wieku 13 lat tak dobrego modelu. Moje wyblądały jak wyrwane psu z gardła. Ps. Dobrze, że ludzkie oczy ich już nigdy nie ujrzą pzdr K
  18. Panowie, Zrobię jakieś fotki całego procesu w ostatnim poście tego wątku. Póki co tak się rozpędziłem z tym Albem, że nie mogę się teraz zatrzymać.. Zasadniczo skrzydełka są oklejone. Pojawiło się kilka fałdek w szczególności na górnych powierzchniach są widoczne, ale patent ze skrawkiem papieru ściernego (2000-3000) zniwelował fałdki i w niektórych przypadkach nie musiałem sztukować plasterków miodu. Następnie poszedł laserunek odcieniem fiotetu i zacząłem wprowadzać wizualizację 3D, czyli faktura bliższa naturze.
  19. Kadłub zawerniksowany. Nastepną czynnością mają być zmagania z lozenge WNW na powierzchniach nośnych. Wiadomo gumowy Aviattic to nie jest i łatwo o marszczenie kalek przy jej znacznej grubości, no i rzecz jasna powierzchni do pokrycia. W skrajnym przypadku pojawienia się fałdki miarkuję wyczekać, aż wyschnie, delikatnie usunąć za pomocą papieru ściernego i wypełnić segmencikiem w odpowiednim kolorze. Plan iście przebiegły, co zuchwały
  20. Malowanie sklejki lubię najbardziej. Zapach olejnych, tłuste smugi, terpentyna..to chyba jakieś pokłosie zajęć z plasty, czy ZPTów, nie pamiętam, ale coś tam w mózgu się zakodowało. Jednak wszystko zaczęło się od kalek Jakąś dekadę temu Pan Van der Rosten miał w swojej ofercie kalki z imitacją słoi, którą zakupiłem do testów na żywym organiźmie jakim był Alb D.III z 7 Eskadry/ Alb D.III 253,36 oraz Halberstadt CL.IV 525/18. Po zakończonym procesie macania nowego towaru, stwierdziłem, że jakieś te słoje takie brzuchate i trochę wyolbrzymione, no i z pewnością nie nadają się do 48. Wybrnąłem, trochę niwelując ich jaskrawość farbami olejnymi. Dobra, więcej nie kupię żadnych kalek, pomyślałem. Spróbuję coś sam z siebie namalować. Szkół jest wiele, ale materiały zasadniczo takie same: farby olejne w różnych odcieniach żółci: ochry,sieny, umbry, sykatywa, rzadki pędzel i ciepliwość na schnięcie pomiędzy warstwami. Wiekszość materiałów mam, tego ostatniego mi brakuje, bo to towar reglamentowany. Wskazane jest również jakieś pudełko kartonowe, najlepiej z otworami lub jak kto woli dziurkami, aby pomalowane skarby sobie bezpiecznie dosychały , bez dostępu wszędobylskiego kurzu. Pamiętam, jak dziś, że tego Alba tak właśnie zrobiłem Natomiast ten Alb wychodzi następująco: pzdr K
  21. Nie będzie żółci, tylko rasowe piękne drewienko. Zrobię to po staroświecku, czyli olejami i warstwowo! Precz z kalkami! pzdr K
  22. Pozdrawiam, Jest taka sytuacja: Zródło: „Samoloty OAW w lotnictwie polskim”, Mateusz Kabatek, Ks. Robert Kulczyński. Wyłącznie do celów prowadzonej dyskusji Zapomniałem o Łukaszu. TaurusModels ma w ofercie różne ciekawe silniki i ich elementy, które wydawało mi się pierwotnie Łukasz kolekcjonuje w jakimś hangarze. Ciągle jednak nurtowało mnie pytanie: po co umieszcze na zdjęciach tą gigantyczną zapałkę? Chwali się, że taką posiada, a inni mogą mu tylko pozazdrościć? No rzeczywiście niebywałe, bo nie widziałem tak duzych zapałek. Przecież taką zapałką może wzniecić całkiem duży pożar i te wszystkie rarytasy spłoną w ogniu. A on się nią chwali na prawie każdym zdjęciu. W dodatku ma kilka , bo główki przybierają raz kolor czerwony, raz niebieski, powjawił się także brązowy. Jakże wielkie było moje zdumienie, gdy dowiedziałem się całej prawdy... Tak więc doposażyłem silniczek WNW w wał rozrządu z sekwencyjną pozycją zaworów. Łukasz namówił mnie jeszcze na świece, ale było to dawno temu i gdzieś je posiałem. Rozżalony dorobiłem własne, uproszczone z mosiężnej rurki, także jak już uświadomiłem sobie, że silnik nie będzie jednak działał, nie pozostało mi nic innego, jak tylko szybciutko podpiąć kabelki, pomalować i pobrudzić dla niepoznaki. pzdr K
  23. Pewnego razu miała miejsce bardzo ciekawa historia, mianowicie sprawiłem sobie książkę. Nie była to zwykła książka, taka o której się mówi w telewizorze, kuluarach sejmowych, czy na straganie w dzień targowy. Była wyjątkowa na swój sposób. W tytule miała słowo, które już dawno zostało wydarte ludzkiej pamięci, a brzmiało HURECZKO. Nic mi ono nie mówiło, niczego nie przypominało, powodowało jedynie dziwny grymas wokół ust i wzmożone procesy myślowe. Czytam dalej, a tam stoi :”................. historia lotniska Twierdzy Przemyśl” Przemysław Chorążykiewicz, Dariusz Karnas. Myslę- kupię, to może przestanę robić te głupie grymasy wokół ust, bo się ludzie dziwnie spoglądają uchyłkiem. Tak się też stało. Książkę zakupiłem i grymasy ustały. Podczas lektury moją uwagę przykuło zdjęcie wraku Albatrosa D.Va 6796/17 (sierż. Pil. Teofil Krzywik). No wiecie, niemalowana sklejka, lozenge i inne frykasy, myslę sobie: [i]kiedyś go zrobię[/i]!. W założeniu miałem Eduarda w 1:48, ale szybko o nim zapomniałem, pogrążając się w innych, wydawało mi się bardziej istotnych dla dobra ludzkości, projektach. Kilka lat później kupiłem na spółkę z pewnym holendrem, niejakim Jeromem, Albatrosa D.Va od nieodżałowanego WNW pod szumnym tytułem Green Tail Trylogy. Rozdarliśmy szaty, podzieliliśmy łupy, wymienilismy się uprzejmościami, które malowanie nam najbardziej przypadło do gustu i ... minęły kolejne lata. Wtem, niespodziewanie pojawiła się publikacja „Samoloty OAW w lotnictwie polskim”, Mateusz Kabatek, Ks. Robert Kulczyński. Byłem zaskoczony, bo w tejże pracy odnalazłem mojego 6796/17 w jeszcze piękniejszej szacie graficznej. Znowu ten grymas...myslę sobie nie będę już krzywił tej gęby, bo ludzi straszę i powiedziałem sobie w duchu: [i]to jest ten czas i miejsce. Teraz tutaj, na tej ziemi weźmiesz do ręki cążki i zadasz pierwszy cios bezdusznej masie plastiku, zmieniając bieg historri modelarstwa na wieki[/i] Stało się. Człowiek próżny jest to się mu coś tam wydaje Wyciągnąłem WNW, zamówiłem maski i już niemal w pełni szczęścia biorę się do pierwszych szlifów, a tam z zaskoczenia pojawia się, czy wręcz wyrasta niczym nowa odsłona Spita w każdej skali, PYTANIE, a nawet WĄTPLIWOŚĆ. Dlaczego piszą, że lozenge czerokolorowe??? Ja przecież takiego nie mam! I w ogóle, raczej tak nie mogło być fabrycznie, a tak między Bogiem, a prawdą to wszystko wtedy było możliwe, może powymieniali lotki w warsztacie, skoro silnik zmienili, może cały samolot nie jest pokryty jednorodnie , może..może..może. Znowu męczarnie, co robić? Za stary jestem na te zmagania, przecież kilka nocy nie spałem, mało jem, dużo piję, palę trzy pety w ciągu jednej analizy myslowej, brodą suwam już po ziemi. Dramat. Docentem nie jestem, doktoratu z tego jak kiedyś było, a nie jest nie mam. No i ten grymas... Po kilku dniach przyszło ukojenie. Robię z pudła. A co? Nie wolno? Wezmę pięciokolorową, to chyba mnie nikt mnie nie pozwie do sądu, nie uderzy w twarz na ulicy, komornika nie naślę, może nawet nie przeczytać tej całej historii i wszystko będzie jak dawniej Uradowany tą ostatnią myślą przystąpiłem do pracy Mamy siedzisko, różności i trochę więcej różności Zaklejone, zagruntowane wyczekało się tego czegoś, czego producent z odległego kontynentu nie odwzorował. Jakże istotne ma to znaczernie, gdy chcemy pozostawić niemalowaną sklejkę. Dojdzie jeszcze szlif papierem jakieś min 3000 i takie gwoździo-podobne dziurki powinny pozostać w sferze akceptacji wizualnej. Może pomyliłem się w odstępach między dziurkami i ich ilości, ale Wojtek F. dekadę temu, też nie podołał zadaniu ;o) cdn.
  24. Witam, Dawno, dawno temu kiedy jeszcze świat pogrążony był w ciemności i nie wiedział o istnieniu WNW, słońce poruszało się wokół ziemi, a jej mieszkańcy ruszali na krucjaty do świętej ziemi czeskiej po jej cenne skarby wykonane z cudownie szarej masy, skrycie wytwarzanej wg. pradawnej receptury. W tych ponurych czasach pojawił się Flashback. Mineło kilka stuleci, śłońce skończyło swój bieg, zawisło w przestrzeni nieruchomo niczym wahadło zegara, po skonczonym cyklu, WNW poderżnął sobie gardło, świat doznał wstrząsu, po zagładzie MENGa, wywołanej Dr.1....wtedy stary, zapomniany i zgorzkniały Flashback nieśmiało wyczołgał się z szafy, rozejrzał, wdrapał się się na biurko i powiedział: „Świat zmienia się zbyt szybko, nie mogę patrzeć na to, jak ludzie zatracają się w nowinkach, które rujnują ich kreatywność, podają łatwe rozwiązania, pięknie zapakowane i krzyczące wściekło o swojej przydatności”. Pytam: „To co ja mam z tym zrobić?”. „Sklej mnie”, odrzekł niemal natychmiast. „Nie umiem, nie wiem, nie znam się, zarobiony jestem..silnik-glut, kalki się kruszą, nikt nie będzie chciał się na ciebie patrzeć, jak z tobą skończę..”, powiedziałem bez namysłu. „Sklej mnie”, nalegał, „..zobaczysz jeszcze, pokażesz światu, że z daleka potrafię jeszcze dobrze wyglądać:) Uległem No i z daleka faktycznie prezentuje się niczego sobie, choć skubaniec pchał się do obiektywu, napinał klatę, prężył naciągi i kręcił śmigłem na wiwat. Niestety uległem jego natarczywości przy kilku fotkach PS. "L" ludzie robią na czarnym tle, ja zrobiłem jak Flashback kazał
  25. krosto

    sianko- szmatopłaty 1/72

    Genialne prace!
×
×
  • Dodaj nową pozycję...

Powiadomienie o plikach cookie

Umieściliśmy na Twoim urządzeniu pliki cookie, aby pomóc Ci usprawnić przeglądanie strony. Możesz dostosować ustawienia plików cookie, w przeciwnym wypadku zakładamy, że wyrażasz na to zgodę.