fiedotow
Użytkownicy-
Liczba zawartości
1 166 -
Rejestracja
-
Ostatnia wizyta
Typ zawartości
Profile
Forum
Galeria
Pliki
Kalendarz
Blogi
Zawartość dodana przez fiedotow
-
Tamiya nie jest aż taką starocią. Mam zamiar zająć się również analizą tego modelu, ale później, dużo pźniej bo czekają już zdjęcia kilku modeli a czasu mi nie przybywa...
-
Super! Dzięki za wsparcie! Moi drodzy. W naszym kąciku historycznym niebawem następna stara nowość. Właśnie dziś trafił do mych rąk Spitfire z Polistila! Postaram się w ciągu weekendu napisać o nim kilka słów. Wasz Aleks Fiedotow.
-
Mimo dość zaawansowanego wieku jestem za młody, żeby odpowiedzieć nt. malowania Spitfire w wytwórni. Ale analiza zdjęć pokazuje różnice w "prowadzeniu" plamy. Późniejsze przeróbki, domalówki w warsztatach polowych również zakłucały pierwotny rysunek plam. A z tym muzealnym konturem to nie wiem jak się do tego odnieść. Pierwszy raz spotykam takie malowanie na Spicie. Możnaby coś takiego zrobić w modelu. Komisja konkursowa miała by zagwozdkę - Nieudolność modelarza? My tu gadu gadu, a tam klapa od Spita czeka na zrobienie... Mam nadzieję, że niebawem zaopatrzę się w sprężarkę i będzie lepiej...
-
Wszystko fajnie i ładnie, ale maskowanie upraszcza malowanie, za pomocą szablonów nanoszę rysunek na taśmę lub jeśli używam maskolu na model. prowadząc pędzel łukami tworzącymi plamy kamuflażu zostaje ślad. Przy prowadzeniu prostopadłym i równoległym nie ma tego ryzyka. Można się również pokusić o lekkie różnicowanie w obrębie poszczególnych blach. Poza tym wiek, łapka już nie taka stabilna i wzrok już nie ten
-
Coś podobnego miałem. Ale, że wiekowe to było - sam agregat chyba ze dwadzieścia lat albo więcej, to i poszło do Babci Czerwonego Kapturka. Muszę zmienić taśmę. Malowanie pędzlem daje niezły efekt, ale wszystko zależy od taśmy. Maskol się "zrywa" stąd te postrzępienia... No i jeszcze konsystencja farby. Do malowania używam szerokich pędzli i bardzo miękkim włosiu - artystyczne do akwarel. Zwykle starczają dwie warstwy pierwszego odcienia kamuflażu a drugiego nawet jedna. Nie widać "schodka". Przed nakładaniem kalek malowałem początkowo połyskiem, ale Decal Fix Humbrola starcza. Na to dopiero mat końcowy.
-
Będzie poprawiane delikatnie pędzelkiem retuszerskim. Niestety taśma której użyłem jest delikatnie mówiąc niewłaściwa ;) Niestety malowanie "z pędzla", bo jak wspominałem aerografu nie uruchomię z braku sprężarki (czyt. brak kasy na nową). Ale krytyki nie uznałem, broń Boże za odbjlanie piłeczki. Chyba, że ktoś napisze coś w rodzaju: "daj se spokój i weź się za obieranie ziemniaków "
-
Mała rzecz, a cieszy... Dokleiłem śmigła - niestety na stałe (żywica) i dorobiłem anteny mieczowe. Na SZ*G jest z zaczepami ale na zdjęciach ZX*6 nie widziałem ich. Fakt, że zdjęcia kiepskie. Jak będę miał pewność wymienię. Czekam na silikon. Klapy chyba odleję z żywicy.
-
PZL 230F SKORPION Accura - Euromodel
fiedotow odpowiedział fiedotow → na temat → [L]Nowości i In-Boxy
Może lepiej nie... Tam kompletnie nic nie ma. Klocek imitujący ponoć tablicę, coś fotelopodobnego i niby kokpit z wręgą a'la MiG 21 KP. Brak podziału blach. -
Supermarine Spitfire VB Wing Comander Ian Gleed 244szkrzydło
fiedotow odpowiedział czsochaj → na temat → [L]Galerie
Oj... To fakt... Nawet patrząc po zdjęciach stojących obok siebie maszyn fabrycznie nowych widać różnice w układzie plam... -
„Dawnych wspomnień czar…” chciałoby się zaśpiewać… Ponad dwadzieścia lat temu będąc w Stolicy kupiłem ten model. Były to czasy posuchy modelarskiej i brało się praktycznie wszystko, co miało w przeszłości jakiś rodowód lotniczy, było z plastiku i miało skalę 1/72. Tak też i zostałem szczęśliwym (?) posiadaczem modelu Spitfire Mk. IX UTI. Jako, że dokumentacji jako takiej nie miałem, model przeleżał w kartonie długi czas. Później, gdy już co nieco zebrałem i owocem tych poszukiwań (i ćwiczeń kreślarskich na studiach) stały się nienajgorsze chyba rysunki UTI sięgnąłem po niego. Monografii Wojtka Matusiaka jeszcze nie było. Model zbudowałem z wyposażeniem obu kabin, otwartymi klapami i lukiem akumulatorowym. Ale popełniłem błąd, bo malowanie, jakie mu dałem oparłem na brytyjskim Spitfire nr ML407 *V. Nie zwróciłem uwagi, że pierwsza kabina została kosztem części zbiornika przesunięta do przodu. Tak więc stworzyłem model lekko SF. Kolejne materiały i Monografie Lotnicze autorstwa w/w rozwiały wiele wątpliwości. Zamierzałem przerobić mojego ML 407 na UTI. Mimo błędów ręka zadrżała mi nad kasacją. Bardzo chciałem mieć ten model z czerwonymi gwiazdami a w sklepach nieosiągalny. Ale, od czego jest Allegro. Kupiłem, za ile – nie pamiętam (może nie chcę) i oto mogę zaprezentować krótką recenzję po przydługim wstępie… Model zapakowany w kartonowe pudełko z kiepskim drukiem „kolorowym” przedstawiającym chyba naszego UTI a od spodu opis malowania. Słabsze są chyba wczesne Novo’skie opakowania. Wewnątrz w folii kseroinstrukcja z opisem na maszynie do pisania zawierająca krótką charakterystykę konstrukcji jej podstawowe dane, schemat malowania a na odwrocie instrukcja montażu stylem przypominająca dawnego Matchboxa oraz arkusik kalkomanii kiepskiej jakości. Wypraski z ciemnego tworzywa o mlecznych wtrąceniach. Ten mój „pierwszy” był z brudnobiałego. Wbrew niektórym twierdzeniom model ma nienajgorszy kształt kadłuba z prawidłowo rozmieszczonymi kabinami. Płaty prawidłową rozpiętość i kształt. Zastrzeżenia budzi obrys statecznika pionowego i ster kierunku, który na znanych zdjęciach jest starego typu oraz jak w większości modeli Spitfire obrys maski silnika i przejście skrzydło - kadłub. Stateczniki poziome ze sterami wysokości w ogólnym obrysie są prawidłowe, tyle, że trzeba by dokładnie przeanalizować kształt wywarzenia rogowego. Chwyty powietrza do wymiany lub poprawy. Są zbyt płaskie, choć w rzucie z góry mają prawidłowy obrys. Podwozie do wykonania samodzielnego. I oczywiście toporny i niezgodny z prawdą podział blach w formie rowów przeciwczołgowych i wałów przeciwpowodziowych. Największym kiksem jest „oszklenie”. Ni jak nie przypomina nawet pierwowzoru a zamarznięte błoto ma większą przejrzystość. Podsumowując, model, który w zależności od szczęścia można kupić za mniejszą bądź większą sumkę nadaje się do budowy. Ale trzeba mieć duże doświadczenie, dokumentację i samozaparcie (plus sporo środków uspokajających). Nie dawno nabyłem kolejnego UTI. Powstaną dwa („synchronicznie”) znane ze zdjęć UTI. Jeden cały zielony, drugi w standardowym kamuflażu RAF, oba z czerwonymi gwiazdami.
-
Supermarine Spitfire VB Wing Comander Ian Gleed 244szkrzydło
fiedotow odpowiedział czsochaj → na temat → [L]Galerie
Bojowe Legendy-Spitfire I - V Peteer Caygill, str. 30. Doskonale widać układ plam i rozmieszczenie oznaczeń. Z resztą było ono standardowe, chyba, że w kilku PRach -
Supermarine Spitfire VB Wing Comander Ian Gleed 244szkrzydło
fiedotow odpowiedział czsochaj → na temat → [L]Galerie
Jeszcze o rozmazaniu. Przyglądając się zdjęciom Spitfirów robionym z bliska zauważyć można, że granice są niemal ostre a płynne przejścia w 1:72 nie byłyby w ogóle widoczne. Ale ogólnie widok przyjemny dla oka. Mam go też w swoich planach. -
Niestety Tamiyowskiej "jedynki" jeszcze nie mam. Ale będę miał niebawem AZ. A w tym temacie niedługo "Lotniowski" MK IX UTI. Czy ktoś posiada w zbiorach Starego Polistila? Jako bonusik do tematu zdjęcia Airfixowskiego Mk. I z 234 Dywizjonu RAF. Samolot uszkodzony w walce z Bf 109 15 sierpnia 1940 roku lądował przymusowo. W modelu nacięty podział blach i wnętrze żywiczne.
-
Trzecim modelem, który chcę zaprezentować to Heller. I tu ciekawostka. W pudełku Hellera mamy wypraski Airfixa. Model chyba z przełomu lat 60 – 70. Malutkie pudełko na wymiar ramek ozdobione wizerunkiem Spitfire Mk. I z 66 Dywizjonu zawiera dość czytelną instrukcję montażu i sposób nałożenia kalkomanii . Brak schematu malowania. Same kalkomanie nie wzbudzają euforii, raczej furię. Kolory przesunięte litery kodowe wydają się zbyt wielkie i ciemne. Numer seryjny razem z kodem i oznakowaniem przynależności państwowej stanowią jedną kalkomanię... Wypraski jakie dobrze znamy od lat z pudełek Airfixa. Tu z oliwkowo-zielonego plastiku. Wypukłe linie blach, troszkę nitów na masce. Kadłub, skrzydła, usterzenie poziome „leżą” w planach. Najlepsze przejście skrzydło – kadłub. Osobny chwyt powietrza do chłodnicy, prawidłowe śmigło razem z kołpakiem. Golenie podwozia odlane razem z pokrywami, ale ładne i nie psują zbytnio efektu. Koła z piastą pięciodzielną. Wnętrze kabiny nie jest budujące. Nibyfotel z nibypłytą pancerną i zagłówkiem. Zamiast tablicy przyrządów świerćwręgi odlane razem z połówkami kadłuba, do których dokleja się „celownik” oraz pilot. Bardzo ładne moim zdaniem rury wydechowe. Niby szczegół a cieszy. Bo porównując z poprzednimi modelami… Kabina o prawidłowym obrysie, nieco pancerna, ale przejrzysta. Jak widzicie mało do pisania. Uważam, że mimo upływu czasu jest to najlepszy geometrycznie model Spitfire Mk. I. Warto się do niego przyłożyć, bo za niewielką cenę (ciągle dostępny jako Airfix czy Heller) mamy na prawdę dobry model naszego ulubieńca.
-
Masz rację. Zbyt dożo pracy by trzema było włożyć w budowę, więc zostanie chyba jako egzemplarz kolekcjonerski. A zdjęcia mile widziane... Ale żeby nie było, że nabijam sobie posty... Oto ciąg dalszy wspominek. Teraz model nieco nowszy, bo pochodzący z końca lat 70tych. Spitfire Mk. I Hasegawy Klasyczne płaskie i dość długie pudełko z wyobrażeniem Spitfire Mk. I Flight Lieutenant’a A.L. DEERE z 54 dywizjonu (1940 rok) w walce z FW 190! Co prawda Foka oblatana została już w 1939 roku, ale seryjna produkcja ruszyła dopiero dwa lata później . Ale o modelu. Wewnątrz pudełka czytelna instrukcja budowy i malowania z oznakowaniem farb chyba Tamiya. Dwa malowania dla dwóch wersji Mk. I – wczesnej z 19 dywizjonu stacjonującego w 1939 roku w Duxford i w/w z 54 Sq . Można by wykonać jeszcze dwie wersje, tzn z płaską kabiną i trójłopatowym śmigłem… i wypukłą kabiną ale śmigłem dwułopatowym. Kalkomania niezła jak na taką staroć, ale kolor szary liter kodowych zbyt ciemny. Można by użyć jakichś innych. Oprócz oznakowania i kilku znaków eksploatacyjnych na arkusiku mamy też tablicę przyrządów . Wypraski czyste bez nadlewek z wypukłym podziałem blach . Lotki i stery mają imitację opłótnienia. Na górnych powierzchniach skrzydeł listwy wzmacniające i budując model z tego zestawu należ dokładnie się rozeznać, czy dany egzemplarz miał je… Model trzyma wymiary i niemalże „leży” w planach. Niestety przejście skrzydło – kadłub płaskie jak stół. Podwozie składa się z goleni, pokrywy i koła – niestety czterodzielnego a jak widać na zdjęciach zwykle były pięciodzielne lub z pełnymi pokrywami. Wnętrze kabiny to podłoga pedałami, drążek sterowy co prawda z chwytem w kształcie kwadratu nie owalu, ale za to z przyciskiem spustu km-ów, fotel z płytą pancerną na której widać regulator napięcia, tablica przyrządów pod kalkomanię i oczywiście pilot o nawet przyzwoitej fizjonomii. Co prawda wszystko uproszczone, ale jest… Kabina w wersji wczesnej nawet, nawet. Późna niestety troszkę kształtem odstaje od pierwowzoru, ale obie o ładnej przejrzystości mimo dość znacznej grubości. Podsumowując mimo dość sporego wieku model przy pewnym wkładzie pracy własnej (linie podziału blach, wnętrze kabiny, przejście skrzydło – kadłub) jest dobrym materiałem wyjściowym do wykonania poprawnej miniatury Spitfire Mk. I
-
Witajcie. Jako Spitomaniak postanowiłem przybliżyć młodemu pokoleniu dawne modele Spitfire które można jeszcze dostać jako wznowienia bądź ze starych zapasów na Allegro. Zacznę od modelu Revella. Po raz pierwszy zetknąłem się z nim w 1976 roku. Wraz z innymi modelami Matchboxa, Revella i kilkoma z włoskiego Polistila były dostępne w sklepach Centralnej Składnicy Harcerskiej. Kupiłem wówczas tego ostatniego, bo tyle miałem kieszonkowego. Kosztował 70 zł, a więc ceny modeli z tamtych lat są mniej więcej takie same jak dziś… Ponownie wpadł mi w ręce po kilkudziesięciu latach na Allegro. Kupiłem z czystej ciekawości i… Właśnie to I… Już Pan T. J. Kowalski na łamach Skrzydlatej Polski pisał o nim, że jest to model, z którego nie da się nic zrobić. Dla czego? O tym później. Przejdźmy do zawartości pudełka. Jak głosi data na pudełku model pochodzi z reedycji z 1984 roku, więc osiem lat po tym, jak go widziałem po raz pierwszy. Pudełko bez większych fajerwerków ozdobione zdjęciem sklejonego i pomalowanego modelu, kilkoma informacjami o nim i oczywiście logiem Revell. Wewnątrz instrukcja budowy i malowania z wykazem farb Revell , kalkomania z oznakowaniem dla jednego Spitfire Mk.II ze 118 dywizjonu . Jakość typowa dla wyrobów lat 70- tych z przesunięciami, gruba czcionka i raczej niewłaściwy kolor liter kodowych, bo w 1941 roku jeszcze były szare (mogę się mylić) a nie białe… Części odlane z niezłej jakości zielonego tworzywa, bez zbędnych nadlewek, tylko przy drobnych elementach, ale łatwe do usunięcia . Powierzchnia gdzieniegdzie nosi ślady długoletniej eksploatacji, choć i tak nie jest źle. Podział blach wypukły i NITY wielkości nitów na wierzy Eifla . Nienajgorzej odtworzono przejście skrzydło – kadłub które w późniejszej V - tce woła o pomstę do nieba. Co do geometrii to niestety płatowiec całkowicie nie odpowiada wymiarom. Kadłub za długi , skrzydła za krótkie, ogromne otwory na podwozie główne . Nie odpowiadają kształtem również stateczniki poziome ze sterami wysokości . Koszmarem jest podwozie. Pokrywy z zapadnięciami odlane razem z kawałkiem nibygoleni. Koła gdyby skleić razem dwa może miałyby odpowiednią grubość. Właściwie nie koła, tylko „opony”. Śmigło tylko tym, że ma trzy łopaty przypomina to ze Spitfire Mk. II, za to kołpak po maleńkiej korekcie można użyć. ”Oszklenie” jest tylko z nazwy oszkleniem. Paskudny, pancerny odlew w niczym nie przypominający oryginału o przejrzystości zamarzniętego błota. . Wnętrze kabiny to coś na kształt fotela i pilot trzymający w dłoniach drążek sterowy o obręczy wielkości kółka do Ringo! Podsumowując, jeśli ktoś chce wykonać w miarę poprawny model Mk. II z tego zestawu, to czeka go długa droga przez mękę…
-
PZL 230F SKORPION Accura - Euromodel
fiedotow odpowiedział fiedotow → na temat → [L]Nowości i In-Boxy
Zrobiłeś go? Podziel się uwagami...Może jakieś zdjęcia? -
In box… a raczen In worek, bo tak zapakowany jest model, który chcę zaprezentować. Zna go chyba większość modelarzy. Może nie z bezpośredniego kontaktu z nim ale z Allegro, czasopism idt. Jest to PZL 230F Skorpion firmy ACCURA – EUROMODEL. Sam model jest praktycznie rzadkością. Nie produkowany od lat jest dla niektórych z nas punktem honoru w zdobyciu go. Tak było i ze mną. Od pierwszych artykułów prasowych, prezentacji telewizyjnych samolot ten fascynował mnie. Ale o modelu, bo historię Skorpiona większość zainteresowanych zna, a kto dociekliwy, to sobie poradzi. A więc model. Przesyłkę otrzymałem dziś po południu. Po rozpakowaniu paczki zobaczyłem znany z Internetu czarno – biały wizerunek Skorpiona w fikcyjnym malowaniu z podaną skalą i nazwą producenta (1). W worku foliowym (2) z zatrzaskiem znajdują się 22 części odlane z żywicy, dwa „szkła” kabiny vacu (6), instrukcja z rysem historycznym i opisem konstrukcji oraz techmodowska kalkomania (5) przeznaczona do Su 22 M4K. Same części to elementy o pancernej wręcz grubości ścianek. Konia z rzędem temu, kto znajdzie jakiekolwiek ślady podziału blach. Wstępne dopasowywanie części pozostawia wiele do życzenia i nawet kołki ustalające lepiej jest spiłować. Wnętrze kabiny to fotel w ogólnym zarysie przypominający planowanego Martin Bakera, wanna z tylną wręgą jako żywo przypominającą tę z zestawu Mig 21 KP i klocek żywicy mający być tablicą przyrządów (7). Uzbrojenie to podwieszany zasobnik z działkiem i pylony (chyba protoplasta również z KP), które nie wiadomo gdzie przykleić. Podwozie przednie – jednoczęściowe. Główne składa się z goleni i koła. Koła są w tym modelu chyba najlepszym elementem, bo posiadają jakiś rysunek tarcz… Producent nie przewidział wnęk podwozia, ponieważ w założeniach projektu PZL 230 F pokrywy miały się zamykać po wypuszczeniu podwozia. Silniki zioną pustką i przerażają kołki ustalające. Kabina dość sztywna i przejrzysta – też duży plus, gdyby można było cokolwiek pokazać w kabinie. Ufff… Ale się przejechałem. Ale moje wywody nie mają na celu zdyskredytować wytwórcę. Podziwiam odwagę podjęcia takiego tematu. W opisie czytamy, że tworząc model opierano się na dokumentacji fabrycznej PZL Warszawa – Okęcie. Prawdę mówiąc porównując elementy modelu z dostępnymi zdjęciami widać prawidłowość geometrii płatowca. Jako, że mamy do czynienia z modelem opartym u makietę koncepcyjną, budując model otwiera się przed nami możliwość wykazania się własną inwencją w wyposażaniu Skorpiona. Oczywiście w granicach zdrowego rozsądku. A malowanie? Od czego fantazja? Podsumowując zatem stwierdzam, że dobrze, że mamy ten model. Jakby nie patrzeć to jakiś kawałeczek historii Polskich Skrzydeł. Model nie należy do łatwych a modelarzy przyzwyczajonych do perfekcyjnych modeli żywicznych na pewno rozczaruje. To tyle ode mnie. Teraz kilka zdjęć. 1. 2. 3. 4. 5. 6. 7. Mimo wszystkich niedostatków zamierzam wykonać Skorpiona. Jeszcze nie wiem, czy jako makietę demonstracyjną, czy jako egzemplarz „lotny”. W oparciu o Skorpiona z Fly – Model mam zamiar wykonać drugi wariant. Jak prace ruszą nie omieszkam powiadomić koleżanki i kolegów. Pozdrawiam. Wasz Aleksandr Fiedotow.
-
Oto po wielu perturbacjach życiowych powróciłem do synchronicznej budowy Spitfire Mk. IX. Rozpisywał się nie będę. Tyle tylko powiem, że Spity stoją o własnych siłach, kompletne – żywiczne śmigła leżą w pudełku. Powstają również od podstaw klapy, które co prawda można kupić, ale jak ktoś jeszcze pamięta początki postanowiłem większość elementów wykonywać we własnym zakresie. Pokrywy podwozia, to „zamknięte” podwozie od Spitfire Mk. I Airfixa po odcięciu „niby kół” i przeszlifowaniu. Lepiej oddają kształt wczesnych osłon w IX - tkach Jeszcze napomknę tylko, że na ukończeniu jest Spitfire J. Zumbacha i Seafire F46. Niebawem potrójna synchroniczna budowa – Spitfire Mk. 21. Ale to już inna bajka. Co do IX tek, to użyłem chwytów, śmigieł i wydechów z żywicy a działka toczone były z wykałaczek. To tyle na dziś.
-
Spitfire Mk. IX Italeri 1:72 (Mój pierwszy :D)
fiedotow odpowiedział Kameleon145 → na temat → [L]Galerie
Troszkę temat odgrzewam, ale dołączę swoje trzy grosze. Użyłeś wiatrochronu w wersji występujacej w Spifire I - V i ich pochodnych PR-ach. A to przecież Mk. IX. Tu powinien być z integralna szyba pancerną. -
czsochaj - odsyłam Cię do artukułu Tomasza Dreckiego (współpraca Wojtek Matusiak i Robert Gretzyngier) z Aero-Plana (u) nr 4/97 "Cyrk Skalskiego. Czym, kto, kiedy..." str od 17 do 27. A co do pancernej kabiny, to fakt... Ale nic nie miałem na podorędziu. Może kiedyś wymienię. Mam w planach jeszcze jednego MkVc z Airfixa, ale będzie wiecej zabawy. Ten potraktowałem czysto zapoznawczo...
-
Powrót Syna Marnotrawnego. Witajcie moi drodzy po długiej przerwie. Burze życiowe nie pozwalały mi na dokończenie zaczętych dawno temu modeli, ale nastały słoneczne dni i mogę wreszcie zakończyć zaczęte tematy. Więc co Tropikiem? Ano zostawiam bez komentarza zdjęcia. Model prawie prosto z pudełka, bez większych ingerencji jak to pisałem na początku. Wybór malowania padł na „5” z PFT. Nie ma jeszcze numeru seryjnego, ale z czasem dostanie. Tyle pisania. Reszta to zdjęcia.
-
Skorpion jaki jest, każdy widzi... Mój Zbyś jest spod znaku Skorpiona. Przeto wszelkie rzeczy pt. Skorpion są zbierane. Trafił również do kolekcji SA vz. 61 Skorpion znanej i lubianej firmy DE. O jego walorach bojowych nie będę się rozpisywał, bo je dobrze znacie. Niestety, któregoś pięknego dnia replika odczuła oddziaływanie grawitacyjne i pękło mocowanie chwytu. Skorpion powędrował do szuflady. Z nudów człowiek dostaje głupich myśli. Przypomniałem sobie o nieszczęsnym Skorpionie. Z odszukaniem nie było problemów. Gorzej ze zdjęciami i rysunkami. Spędziłem długie godziny przed ekranem, ale co nieco znalazłem. No i przystąpiłem do pracy. Postanowiłem, że nie będzie to replika strzelająca, więc śmiało mogę ingerować we wnętrze. Mam zdjęcia elementów składowych Skorpiona, więc może pokuszę się o wykonanie jego wnętrza. Na razie pociąłem go i częściowo wybebeszyłem z różnych wewnętrznych elementów tak, by było gładkie. Mozolnie to idzie, ale bez pracy nie ma ko.. repliki. Skorpion jaki jest, każdy widzi... uszkodzenie... pierwsze cięcia... i piłowanie... … łatałem otwory i zacząłem frezować imitację przetłoczeń blachy. Zrobiłem rysunek lufy i zacząłem ją kleić. To brystol zwinięty na ruruce 8mm (tylko taką miałem zbliżoną do 7,62) i klejony na AK20. Następnie obrabiane miejsca nasączałem Super Glue i lekierem nitro. Jeszcze jej nie skończyłem, ale już coś widać. Na warsztat poszła dolna część korpusu. Powycinałem wszystko, co zbędne. Sfrezowałem tył tak, żeby góra korpusu mogła wchodzić i blokować się podczas montażu. Otwory wycięte w tylnej części (oryginalnie frezowane) wyciąłem i zaślepiłem kawałkami karty telefonicznej. Korpus kleiłem klejem do ABSów a kartę na Super Glue, bo nic innego jej nie chce kleić. I jeszcze ostrzeżenie dla moich naślanowców: Plastik jest bardzo kruchy! Powstała tylna ściana dolnej części korpusu ze szczeliną, w którą wsuwa się górną część korpusu. Załatałem dziury po mocowaniu chwytu i kabłąku. Zacząłem też przygotowywać z przodu grunt pod montaż góry. Jako materiału użyłem chipowych kart telefonicznych. Niestety jest to tworzywo, które nie reaguje z klejami do ABSów, czy plastiku. Do klejenia używam więc Super Glue. Dalszy ciąg wnętrza i mocowanie z przodu. Jak wyszło - oceńcie sami? Jeszcze sporo piłowania, szpachlowania, ale coś już widać. Aha. Tworzywo użyte, to wnętrze lodówki Kolejny etap prac nad Skorpionem. Wnętrze wyczyszczone ze zbędnych elementów i wykonane imitacje przetłoczeń blachy. Załatane, zaszpachlowane i wyrównane ubytki. Podniesione ścianki w okolicy gniazda magazynka. Lufa nabrała już prawie takiego kształtu, jaki powinna mieć. Brak jeszcze szczeliny do wyciągania łusek, ale mamy czas. Po nadaniu kształtu, utwardzaniu, szpachlowaniu, polerowaniu, utwardzaniu… itd. powstało coś takiego: Niestety po pryśnięciu srebrnym ujawniły się nierówności. O ile we wnętrzu repliki byłyby do przełknięcia, to na zewnątrz są nie do przyjęcia. A więc kolejne szpachlowanie i polerowanie aż do zadowalającego efektu. Jutro spróbuję wykonać imitację śladów toczenia lufy. Jak wyjdzie – to super, jak nie – od początku… Tak wygląda lufa … … i przymiarka do korpusu. Zająłem się mocowaniem lufy w korpusie. Wykonałem dwa pierścienie o różnych średnicach wewnętrznych, ale takich samych zewnętrznych. Połączyłem je tuleją długości 24,5 mm. Następnie wykonałem kołnierz mocujący. Wnętrze tulei jeszcze muszę polerować, żeby lufa po pomalowaniu wchodziła swobodnie i dało się ją zabezpieczyć pinem. Zrobiłem też imitację toczenia. Wyszło po chińsku, czyli jako-tako. Skończone mocowanie lufy. Brak jeszcze otworu pod pin blokujący. Połówki sklejone i schną do obróbki. Jaszcze troszkę szpachlowania, poprawka tyłu i z górą daję sobie spokój. To prace wykonane między 11 grudnia 2008 a 16 lutego 2009
-
Jeśli chodzi o kadłub, to faktycznie jest za krótki.
-
Od kilku dni walczę z kolbą i chwytem. Kolbę postanowiłem robić pełną, bateria pójdzie pod pokrywę. Uprości mi to konstrukcję. Na zdjęciach RPKa ze Skarżyska pięknie widać, że ten typ miał sklejkowy chwyt. Postanowiłem go wykonać we własnym zakresie. Klejony jest z warstw sklejki odpowiednio dociętej. Dla bezpieczeństwa poszerzyłem go o 3 mm (1,5 z przodu i z tyłu). Jeśli nie będzie to potrzebne - spiłuje się. I już zdjęcia: Wnętrze będzie wzmocnione przez nasączanie klejem modelarskim AK20 ( nie mylić z innymi AK ) Dobierając bejcę starałem sie dobrać zbliżony kolor do drewien, jakie posiadam. Wtarłem Humbrolowski Satin Cote. Jutro delikatnie przetrę papierem polerskim i wetrę olej. Sądzę, że uda mi się uzyskać efekt zbliżony do nakładki i łoża. łoże i nakładka oryginalne (jarzmo - jeszcze makieta).
