drabik
Użytkownicy-
Liczba zawartości
466 -
Rejestracja
-
Ostatnia wizyta
Typ zawartości
Profile
Forum
Galeria
Pliki
Kalendarz
Blogi
Zawartość dodana przez drabik
-
Ha, jak miło Sebastian, żeś tu przyczłapał, powiem więcej - przyleciał! Fascynująco ale i fajnie wygląda spitek ze zwiezdami;) Znając Twoje tempo sklejania - liczę, że będziesz się często w galeryi pojawiał
-
PZL P-50 czyli "jaszczomp", 1:72, PZW Siedlce, b. vintage
drabik odpowiedział drabik → na temat → [L]Galerie
Super! Robi nam się z tego Mega Galeria Jastrzębia! Dawajcie bracia i siostry (?) po kleju i plastiku następne z tych pięknych samolotów! Banny, Jarek, RAV (znalazłem na tym pierwszym zdjęciu wśród zacnego lotniczego grona) - witam Waszmościów w Galeryi! -
PZL P-50 czyli "jaszczomp", 1:72, PZW Siedlce, b. vintage
drabik odpowiedział drabik → na temat → [L]Galerie
Dziękuję za miłe a sympatyczne słowa Panowie! Cieszę się, że przypadł Wam do gustu... Ekstrawagancka owiewka pod wpływem "pilnikowania" w końcu wskoczyła w swoje miejsce w kadłubie odchodząc od futurystycznego garbu na odległość mierzoną niemal w metrach Co tu dużo mówić - po skończeniu tego "dzieła" uśmiechnęła mi się do niego gęba;) Jarek - trzymam Cię za słowo! I normalnie taka opinia, że aż spurpurowieć trzeba by, albo co... -
Witajcie! Słowem przedwstępnym pragnę ostrzec - do podniesionej Antonowem poprzeczki raczej nie doskoczyłem, ale i tak jestem zadowolony z ukończenia tego produktu, bardziej zasługującego na miano latającej mydelniczki. Ostrzegam jednocześnie też co wrażliwsze dusze, że niektóre z moich przyszłych "wiekopomnych dzieł" nie będą być może świadectwem rozrastającego się kunsztu modelarskiego... Ale... do rzeczy... Dziś nie będzie historii jednej maszyny bo też i trudno ją stworzyć wokół samolotu, który powstawał praktycznie u progu wojny i jeśli mnie pamięć nie myli (choć z tą wraz z wiekiem bywa coraz gorzej) nawet nie miał przesadnych szans w niej uczestniczyć. Będzie za to raczej historia modelu, choć to w przypadku "jaszczompa" (nowomowa jest zupełnie zamierzona), trudno produkt wyjściowy nazwać modelem. Nie powiem, że "kto sklejał ten wie" (bo byłby to plagiat) - jaki to gniot. Powiem za to, że gnany przemożną chęcią nabycia tego wyrobu modelopodobnego w końcu się skusiłem i za pośrednictwem poczty ściągnąłem zanabyty kawałek plastiku, zapakowanego ewidentnie w woreczek z podobnego okresu kopalnianego. Wewnątrz znajdowała się mydelniczka w kawałkach, z dobrze znanego części forumowiczów półprzezroczystego plastiku. Pozbawiona m.in. czegoś, co finalnie miałoby być połówką silnika czy reflektorem lądowania. Zaledwie przed tygodniem po raz n-ty spojrzałem na woreczek, zebrałem się na odwagę, uwolniłem trochę zaprzeszłego powietrza wraz z kawałkami mydelniczki. I skleiłem... starałem się to robić najporządniej jak umiem, tak, by model na tyle na ile to jest możliwe nie tyle przypomniał pierwowzór a raczej poprostu nie straszył. Jak wszystko w moim przypadku jest "wintydż" - czyli nie wzbogaciłem go o przetłoczenia osłony silnika jak również o km-y o których producent modelu najwyraźniej zapomniał. Wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują również, że udało mi się odwrotnie wkleić podwozie - przy tej czynności kierowałem się po prostu zdrowym rozsądkiem a kiedy później, tknięty złym przeczuciem, spojrzałem na plany było już z lekka "po ptokach". Garb za kabiną powstał z fabrycznego garbu, przypadkowych kawałków plastiku i połowy tubki szpachli; oryginalny przypominał... no w sumie nic nie przypominał. Ostatnie zdjęcie przeznaczam głównie dla wielbicieli kręcących się śmigiełek... Pozdrawiam
-
Artur - super! Kolejna miła niespodzianka... oby takich od Ciebie jak najwięcej! Miło popatrzeć...
-
Artur - kolejny smaczek! Jakoś nieprzesadnie mi przeszkadza ten brak szpachli - stworzyłeś bardzo ładny model bardzo ładnego samolotu. I w dodatku te zdjęcia w locie - które szczególnym sentymentem darzę... Gratulacje!
-
A dziękuję - coś tam się dostało;) I na dodatek udało mi się w całości te wszystkie moje cudaki przez Polskę przewieźć, co wcale nie jest takie łatwe jakby się mogło wydawać... Teraz koniec spoczywania na laurach - czas brać się za dalsze uszczuplanie szafki;)
-
Artek - piękne antosie! Nie potrafię powiedzieć, który mi się bardziej podoba; obydwa są urzekające - choć w cywilnym wydaje się być zaklętym więcej naszego wczesnego dzieciństwa;) Sklejaj, odnawiaj, pokazuj - jestem bardzo ciekaw Twojej "wintydżowej" kolekcji... I szkoda, że nie udało Ci się dotrzeć do Jaworzna... Ja własnie po 10-godzinnej "przejażdżce" z niego wróciłem;)
-
Dzięki wielkie za pozytywne przyjęcie! Nawet nie wiecie (choć pewnie jednak tak) - jak to dopinguje. Mam już pewien kolejny historyczny pomysł, mam nadzieję, że Was nie zawiodę, choć też ma przypomnieć pewną tragedię która się rozegrała tuż nad ziemią...
-
Jarek - piękny ratowniczy kajak! Tak mnie zawsze zastanawiało, czy ranny zapakowany do takiej łodzi czy kasety kukuruźnika nie zastanawiali się nad swoją świeżo nabywaną klaustrofobią czy było im to idealnie obojętne... Tylko mogę Ci pozazdrościć umiejętności, cierpliwości i kolejnego nietypowego pięknego maleństwa w kolekcji!
-
2 kwietnia 1969 roku, parę minut po 16-tej na zboczu Policy (bodaj ok. 60 km za Krakowem) rozbił się An-24, SP-LTF, lecący kursem z Warszawy do Krakowa właśnie. Pogoda na prawie całej trasie przelotu utrzymywała się dobra, nienajgorsze warunki atmosferyczne panowały też nad Krakowem a jednak maszyna minęła miasto docelowe, wpadając wkrótce w śnieżną zadymkę i rozbijając się o zbocze góry. Do dziś katastrofa SP-LTF pozostaje jednym z najbardziej tajemniczych wypadków lotniczych w Polsce. An-24 był samolotem względnie nowym, załoga też jest doświadczona - maszyną dowodzi kpt. Czesław Doliński. Na pokładzie - komplet pasażerów, wśród nich członkowie rodziny ówczesnego Ministra Komunikacji. W ostatniej chwili przed startem dosiada się do samolotu pilot innego Antonowa, który kilka minut wcześniej przyleciał właśnie z Krakowa. Maszyna startuje z Warszawy bez problemów, bez problemów dociera też do Jędrzejowa, gdzie przechodzi z kontroli Warszawy pod kontrolę lotniska w Balicach. Jędrzejów jest jednocześnie pierwszym punktem, w którym "coś się nie zgadza" - załoga podaje dwa różne czasy minięcia owej radiolatarni. Rozbieżność jest spora - wynosi 5 minut. Balice przejmują prowadzenie samolotu, w którym najprawdopodobniej nie była prowadzona własna nawigacja. Samolot mija Kraków, piloci zdają sobie sprawę, że się zgubili i do momentu uderzenia w górę wykonują polecenia wieży kontrolnej. Maszyna tuż przed uderzeniem wykonuje skręt zgodny z wydanym poleceniem ale w zbocze góry uderza już przy pełnej mocy silników i podczas wznoszenia... A teraz o modelu: to stary, "dobry" Plasticart, w skali 1:100, nie poddany żadnym przeróbkom, który w trakcie produkcji modelu przeszedł sam ze dwie katastrofy (fatum?), w większości malowany z wykorzystaniem taśmy maskującej i sprayów. Do ideału mu z pewnością daleko, ale i tak w zasadzie mi się podoba, choćby dlatego, że włożyłem w niego mnóstwo serca i zapału. Kalek jest niewiele (żurawie i napisy), reszta jest malowana. Nie będę już się pogrążał tłumacząc - dlaczego, ale okna musiałem szlifować i wklejać z zewnątrz. Do tego przydałaby się jakaś tybetańska praktyka, czy co... Jak przystało na niezbyt fartownego Plasticarta najbardziej męczący okazał się powyginany kadłub, z którego w trakcie zmywania źle położonej farby straciłem część usterzenia, było co potem dorabiać. Oszklenie kabiny wkleiło się "niechcący" ( zaciekło CA) i potem już się od środka wypłukać nie dało... Już dłużej nie straszę i mam nadzieję, że da się oglądać... Pozdrawiam
-
Normalnie... Ta owiewka z kadłubem pasuje w takim zakresie, że przykleić ją można w dowolnym położeniu;) Może w tym szaleństwie jest metoda? I tak uważam, że z Jaka, mimo kilku "konstrukcyjnych" baboli całkiem ładnie wybrnąłeś
-
Piękna! Gratuluję po stokroć! Jeśli mogę coś tylko dodać jako stary "syreniarz" (miałem takową przez ładnych parę lat, 105L, nie R20) - postaraj się zrobić coś z lusterkami - do pięknego całokształtu nie do końca pasują; w ostateczności może je nawet utrącić? Same mi się oczy do niej cieszą
-
Nie mogłem się powstrzymać przed słonecznym zdjęciem...
-
Ja zrobiłem w pewnym sensie to samo - nakładałem poprawki i na moje nieszczęście czyniłem to wykorzystując resztki spraya. Wyszedł koszmar, płynący, syfiasty, nieschnący - no i przekonałem się, że malowanie białym sprayem to dramat - ledwo kryje, schodzą jakieś koszmarne ilości tej farby... masakra - spróbuję w związku z tym bardziej wintydżowo zrobić to moje "dzieło"...
-
blaszek nie mam, niestety - model to stary plasticart - którego ze względu na dostępność i cenę raczej wolałbym nie zniszczyć za to nie wiem jak owe dziwne tworzywo zareaguje. Waham się między Mr Mascle (jest szansa przy okazji uzupełnić zasoby domowe) a DOT-3. Filmik instruktażowy na YT widziałem, tylko pytanie - jak on podziała na akryl w sprayu. Poproszę o szybką odpowiedź raczej - za parę minut wybieram się po odpowiedni specyfik... Kadłub własnie rozdzielony bez zbytnich strat własnych, teraz go tylko doprowadzić do normalnego wyglądu...
-
Przegrzebałem różne fora i znalazłem co następuje: - Mr Mascle - Kret - płyn hamulcowy - proszek do prania - cleanlux - wamod - rozpuszczalnik Co Wy na to?
-
Cześć! No to wtopa - muszę z Antosia (plasticart) usunąć biały akryl położony sprayem; robiłem poprawki, jedna warstwa "odpuściła" drugą, wygląda to ogólnie rzecz biorąc dramatycznie. Chcę i muszę, a raczej muszę się tego akrylu pozbyć nie pozbywając się jednocześnie modelu. Jak to zrobić? Pomocyyyyyyy... Pozdrawiam
-
Wybaczcie, ale nie mogłem się powstrzymać...
-
Yyyy... gapa ze mnie - no cóż - przy ratowaniu po perturbacjach tak już zostanie...
-
Oto i on - model, który w toku produkcji doprowadzał mnie do stanów iście schizofrenicznych, od euforii po chęć wyrzucenia go z balkonu - przebieg tych przypadków klinicznych wraz z próbą zrobienia z niego "czegoś" znajduje się tutaj: viewtopic.php?f=86&t=26892 Po ostatnim numerze, jaki mi wykręcił lakier (albo sam sobie w końcu wykręciłem), miałem ochotę wcale się z nim nie pokazywać, ale co mi tam... Model, jak mniemam, wszystkim doskonale znany; posiadający mniej niż śladowe wnętrze, śmigło antyobrotowe (w drugą stronę i z odchyleniem osiowym na jakieś 1.5 mm) km-y w każdym możliwym miejscu kadłuba (bez fabrycznej instrukcji demontażu jednego z nich), połówki kadłuba o różnych wysokościach, antenę o średnicy rury ściekowej, podwozie, przy którym bezkształtny AModel okazuje się idealnie wyprofilowany... Dobrze - koniec malkontenctwa, oto, co spróbowałem zrobić: - wintażowe wnętrze (by je spróbować zobaczyć, trzeba przekopać się przez warsztat) - chyba trochę bardziej ludzki wlot powietrza u nasady skrzydła - odrobinę zmodyfikowane podwozie - śmigiełko ze zbalonikowanym kołpakiem i działkiem zamiast "pryszcza" "Ósemeczka" za mała, ale większej nie znalazłem. No i odważnie rozdzieliłem szachownice ogonowe w osi obrotu statecznika, co wyszło pewnie dość masakrycznie... A oto i on - z góry przepraszam za fotograficzne "syfki":
-
A oto i klamot - jeszcze wczoraj próbowałem coś z nim zrobić... Zostanie pewnie przez dłuższy czas taki błyszczący jak psu [...], bo ten nieszczęsny lakier schnąć nie chce a nim nie wyschnie - boję się na niego kłaść kolejną warstwę niewiadomego... Jeśli nie zbraknie Wam odwagi - możecie zajrzeć do jego galeryji...
-
Cześć! Nie niszczysz, odbiór sam się zniszczył - świeży lakier nie chce schnąć Szachownicę z premedytacją ciąłem w osi obrotu statecznika... chociaż za gruby raczej tej podział mi wyszedł... a najsmętniejsze w tym, że cała długa praca na marne poszła. Tych kalek to raczej nie poprawię już... I ciekawe, kiedy wyschnie - za pół roku?!?
-
De Havilland DH.98 Mosquito FB Mk.VI - 1/72 - Airfix
drabik odpowiedział ZIO BY NAITT → na temat → [L]Galerie
Jaki fajny, czyściutki... Się po prostu podoba:) -
Jest to doskonałe potwierdzenie zasady: staraliśmy się, dziubaliśmy a wyszło - jak zwykle...
