-
Liczba zawartości
12 746 -
Rejestracja
-
Wygrane w rankingu
19
Typ zawartości
Profile
Forum
Galeria
Pliki
Kalendarz
Blogi
Zawartość dodana przez Solo
-
Zapraszam do galerii, która jest TUTAJ.
-
Wreszcie skończony. Coś co miało być drobnym przerywnikiem przed kolejnym dużym sklejaniem modelu samolotu, rozrosło się niespodziewanie do całkiem fajnego projektu. TIE Intereceptor firmy Fine Molds to mój drugi myśliwiec TIE w skali 1:72, mam nadzieję że niedługo trzecim będzie TIE Advanced, który premierę miał kilka dni temu w Japonii. Ale do rzeczy. Sam model to bajka: niesamowite detale, niesamowite spasowanie, po prostu czysta przyjemność modelarska. Gdyby takie robili samoloty... Model chciałem po prostu zrobić czysto i zgrabnie, lepiej niż poprzednika i to mi się na pewno udało. To mój najlepszy model bez dwóch zdań, ze wszystkich jakie zrobiłem. Nieskromnie powiem, że uważam iż nie popełniłem przy nim żadnego błędu. Pokusiłem się o drobne waloryzacje: dorobiłem wewnątrz kabiny, przy wolancie, przewody niewiadomo-od-czego (w filmie je widać, więc powinny być), trochę obić ścian i podłogi, oraz fotel z czerwonymi poduszkami. Dlaczego czerwonymi? A bo tak. Trochę czasu zajął mi przedni panel kadłuba, czyli to co dokładnie widać pod szybką owiewki: dodałem trochę widocznych kabli i przewodów, a "lusterko wsteczne" ozdobiłem światełkami. Wiem, że tego w filmie nie było, ale model wiele przez to zyskał. Druga część tego projektu to podstawka. Miało być coś w rodzaju stacji dokującej dla statku i chyba tak wyszło. Sporo kabli i przewodów, światełek i antenek. Namęczyłem się z tym bardzo, ale efekt chyba nie jest taki zły. Ok, krótkie podsumowanie: model robiłem przez 5 tygodni, od 31 sierpnia do 6 października, a prace zajęły mi nieco ponad 49 godzin. Przy projekcie nie ucierpiał żaden szturmowiec. Przy okazji dziękuję za pomoc i wsparcie Alexowi976, bez których byłoby trudniej. A oto galeria: A tu odrobinka detali: I zdjęcia samego myśliwca: I kilka fotografii podstawki: I sam TIE, startujący ostro: Na koniec tradycyjnie zdjęcie rodzinne:
-
Jestem zdania, że żadna żywica i ręczne malowanie nie zastąpi blaszki. Blaszka najlepiej oddaje rzeczywisty kokpit samolotu, w którym wszystkie przyciski i wskaźniki są równe, jakby od linijki narysowane i rozmieszczone. Takie właśnie są blaszki, choć płaskie. Malowanie ręczne na najpiękniejszej żywicy nigdy nie da tak dobrego efektu.
-
To jednak zawsze półśrodek, jeśli są blaszki. Do tego zestawu kupiłem BigEda Eduarda.
-
Z detalami, aczkolwiek to jest raczej standard, szału jakiegoś nie ma. Blaszki na pewno ją pięknie ozdobią. Oto główny i boczne panele:
-
Opornie mi idzie ta podstawka, kilka rzeczy zepsułem, kilka rzeczy zabrudziłem, ale jakoś, w bólach, skończyłem. Zostało mi lekkie czyszczenie i kilka poprawek malarskich pędzelkiem. Efekt jest jaki jest, sami oceńcie jak to wygląda. Zdjęcia robione na szybko a i tło kiepskie.
-
Na szczęście nie masz racji: Za to teraz, przy świetle dziennym zauważyłem delikatne, ale wyraźne rysy na przedniej szybie wiatrochronu. Zobaczymy, czy odważę się je zapolerować.
-
To prawda, jest. Hmmm... a przypadkiem w prawdziwym A-10 takiego nie ma? A jeśli nie, to... co z tym zrobić? EDIT: Tam coś jednak jest, spójrz na zdjęcie:
-
Wczoraj wreszcie dotarł do mnie mój model z dalekiego Hong Kongu. Solidne, z grubej tektury pudło robi niezłe wrażenie: A-10 zapakowany jest jak jakiś sprzęt elektroniczny, nie widziałem jeszcze tak solidnego pudła do modelu. W środku masa wyprasek, masa plastiku do obrobienia. Wygląda to wszystko bardzo dobrze. W porównaniu z najlepszym produktem jaki miałem w ręku, czyli mojąTamką F-16CJ, A-10 wypada co najmniej tak samo dobrz,e o ile nie lepiej. Gdzie tam, prawie na pewno jest lepiej wykonany. Praktycznie nie ma nadlewek, wszystko jest wykonane starannie, linie podziału wyraźne, nie za głębokie, nity także, nie ma ich zbyt wiele, a do tego kilka szczegółów, o których za chwilę. Pudło wygląda tak. Co ciekawe, na zdjęciu jest prawdopodobnie komputerowy model służący za podstawę do projektu wyprasek, nie jest to zdjęcie. Czyli na pudle to co w pudle. Po otwarciu pudełka widać kupę plastiku. W sumie 298 części. Pierwsze wypraski: uzbrojenie i zasobniki ALQ. Jest tego złomu do wyboru, nie mam na razie pomysłu jaką konfigurację uzbrojenia wybiorę. Spójrzcie tylko na ALQ-119, wygląda jakby już miał nałożone blaszki, widać wystające panele. A tu dla porównania kadłub AGM-65 zestawowy i sam kadłub żywiczny od NorthStar. Różnica jest, ale nie aż tak znowu wielka. Naturalnie zrobię żywiczne. A to części silnika: Kolejna wypraska z drobnicą. Bomby. Bomby. Bomby. Uwielbiam je. Skrzydła. Zwróćcie uwagę ile tu jest elementów do ustawienia wedle własnej woli. Druga wypraska ze skrzydłami, klapami i lotkami. I kadłub. Psia kość, jest klasycznie podzielony na połówki, będę miał znowu problemy z ładnym zaszpachlowaniem. Nie lubię tego. Oddzielna wypraska z elementami kokpitu. Spójrzcie na fotel. Też nie jestem zachwycony, bo tyle detali a wszystko w jednym kawałku. Trzeba będzie ręcznie malować. Może być ciężko. Światełka, głowice rakiet, wszelkie inne szkiełka, opony i sznurek do snopowiązałki. Prosta i piękna owiewka. Obym nie porysował. Spójrzcie jak oni to zrobili. Na przykładzie wiatrochronu: widać pancerne ramy i nitowanie. Czuć, że to jest sprzęt przeznaczony do pchania się prosto pod ogień wrogiej artylerii p-lot. A tu chyba jedyny minus tego zestawu, czyli kalki, moim zdaniem mocno ubogie, poza zestawem do uzbrojenia. Czyli dobrze zrobiłem inwestując w zestaw Afterburner Decals. Piękna instrukcja malowania, na wielkiej płachcie papieru kredowego. I sama instrukcja, też na wielkiej płachcie zamiast książeczki. Trochę niewygodna. Wspaniały model, zobaczymy czy równie będzie dobrze się nad nim pracowało.
-
Prace nad podstawką, najtrudniejszym dla mnie elementem (i najbardziej ryzykownym), trwają. Na razie (poza pewną drobnicą niewartą na razie pokazywania), zrobiłem samą podstawkę, jedynie skróciłem trochę rozłażące się na boki nogi kratownicy. Teraz są skośne zamiast prostokątnych i sama podstawka wygląda dużo zgrabniej. Malowanie to osobna historia. Nakupiłem sobie metalizerów Alclada i postanowiłem je przetestować. Tak więc to co widać na podstawce poniżej: - kratownica to aluminium - ramiona chwytaka to titanium gold - płaskie platformy na zborniki paliwa to stainless steel - napis to oczywiście chrome - są jeszcze, słabo widoczne na zdjęciu, dwa włazy do węży paliwowych, pomalowane gun metalem (obok platform). Wszystko na czarnym, błyszczącym podkładzie Alclada. Tak na marginesie, te metalizery Alclada to jakaś rewelacja, w porównaniu z supermetalizerami Gunze, nie jest. Na pewno są dużo tańsze, ale czy lepsze... Czas pokaże. O, tak wyszło: A te tutaj, to właśnie zbiorniki paliwa. Generalnie są dwa, zawierać będą dwa składniki paliwa napędzającego Interceptora, a jako ciekawostkę podam, że znaczniki na zbiornikach będą odpowiadać kolorom węży jakie do nich będą podłączone. Do tego wszystkiego dojdzie jeszcze prosty panel, z którego będą wychodzić przewody elektryczne.
-
Nieeee, koncepcja jest inna, żadnych zegarów, to jest Star Wars.
-
Klocki będą albo zastąpione innymi obiektami, albo zostaną nieco przerobione. No nie miałem innego pomysłu jak w miarę sensownie pokazać jakieś sprzęty które mogą stać w hangarze takiego statku.
-
Sam model jest już gotowy. Dla odmiany pomalowałem go matowym lakierem bezbarwnym i to był strzał w dziesiątkę: na zdjęciu tego nie widać, ale na żywo wygląda dużo lepiej niż błyszczący czy półmatowy, dosłownie jakby urwał się z filmu. A wygląda teraz tak: Teraz najtrudniejsza dla mnie rzecz, czyli podstawka. Koncepcja jest mniej więcej taka jak na zdjęciu niżej. Co z tego wyjdzie, sam jeszcze nie wiem. Wszelkie rady mile widziane.
-
Zaczynam kombinowanie z podstawką i instalacjami na niej. I tu pojawia się pierwszy duży problem, bo nie za bardzo mam pomysł jak i z czego wykonać jakiś w miarę interesujący postument/pudło z którego wychodziłyby do modelu wszystkie rury i kable. Próbowałem coś wyrzeźbić z płytek hipsowych, ale wyszło marnie i to nie jest dobra droga. Może ktoś mi coś doradzi, podpowie: może są w sklepach jakieś drobne elementy które można by użyć do stworzenia takiego obiektu, z którego całe to okablowanie i węże mogły sobie ładnie wychodzić?
-
W międzyczasie kładzenia i ścierania washa, zainspirowany pewną pracą z podobnego tematu, postanowiłem trochę jeszcze zwaloryzować panel pod owiewką. Dołożyłem kilka przewodów wykonanych z profilu 0,3 mm. Wyszło tak:
-
Chodzi Ci o preshading? Może i masz rację, choć mi obie strony się podobają. Strasznie trudno utrafić z tym preshadingiem przy takiej powierzchni, gdzie trzeba pomalować różne zakamarki i położenie kilku równych, cienkich warstw farby jest po prostu bardzo trudne. Stąd stopień pokrycia preshadingu trochę się różni pomiędzy stronami, na szczęście stopień pokrycia nie różni się chyba pomiędzy prawym i lewym skrzydłem. No i nie zapomnij, że do tego dojdzie całkiem wyraźny wash. Nie zamierzam robić mocnego brudzenia w liniach podziału i przede wszystkim zakamarkach, tylko dość delikatny (ale nie taki znowu bardzo delikatny) wash z rozcieńczonej emalii Smoke od Tamiya. Powinno wyjść ładnie i realistycznie. Może skusi Cię bardziej TO albo TO.
-
Pół godziny roboty i w efekcie cały model jest już w 100% pomalowany. Najpierw była zabawa ze skrzydłami. Zabawa, bo nie jest łatwo tak pokryć farbą tę nierówną powierzchnię, żeby jednocześnie farba leżała wszędzie równo, a z drugiej strony żeby preshading nie wyszedł za mocny albo za słaby. Ale chyba się udało. Skrzydła od zewnątrz. A tak wyglądają od wewnątrz. Preshading nieco mocniejszy, bo myśliwiec tam bardziej się brudzi. Nie mam pojęcia dlaczego, ale tak właśnie jest. A tak wygląda gotowy szkielet konstrukcji. Poza podstawką, co do której jeszcze nie wiem do końca jak ma wyglądać, został: Sidolux do położenia na skrzydłach, wash na całym modelu i matowy lakier na finał. Tak, myśliwiec będzie matowy, bo zawsze wydawało mi się w filmach, że imperialne statki był matowe, żaden tam półmat.
-
I się już skończyły. Ja wiem, że Ty byś ten model młotkiem poobijał ze wszystkich stron i natarł smarem w każdej szczelinie, ale u mnie tak nie będzie. I tak już go zużyłem mocniej niż chciałem, teraz czas na ładne malowanie i montaż. No i podstawkę. Jak mi podstawka wyjdzie jak planuję, to dopiero będzie...
-
Słuszne podsumowanie, jednak charakter moich obić wskazuje raczej na działanie człowieka, a nie obiektów przestrzeni kosmicznej. Od nich powinny powstać jakieś wgięcia, ślady po uderzeniach, No ale takie coś to dla mnie jeszcze za trudny temat. Mówiąc szczerze, to po prostu miałem ochotę poćwiczyć robienie delikatnych obić.
-
Za miłe słowa dziękuję, a co do obić, to już tłumaczę, 5 słowami zaledwie: obsługa techniczna w podkutych buciorach. Tak na serio, to masz rację, model nie powinien w zasadzie nawet mieć washa, no bo gdzie się miał pobrudzić: w kosmosie, czy w sterylnych hangarach Gwiazdy Śmierci? Zasadniczo tego TIE miałem zrobić jako nówkę sztukę nieśmiganą, ale z czasem ochota na "obrobienie" modelu rosła, więc targnąłem się nawet na obicia. W końcu to nie tylko obsługa, ale wszelkiej maści chwytaki i stojaki, na których musi się opierać statek w czasie postoju, narzędzia upadające na pokrywy włazów itp. Od biedy da się to wyjaśnić.
-
Trochę popracowałem i oto co zrobiłem. Pracę nad samym modelem dobiegają końca. Dziś położyłem kalkomanie na Sidoluksie (pierwszy raz go użyłem zamiast lakieru błyszczącego, faktycznie to fajna rzecz, efekt miły dla oka), a w trakcie dopatrzyłem się, że zgodnie z instrukcją na górnym włazie na kadłubie powinienem pomalować kolorem C013 6 malutkich prostokątów. Cóż było robić: wziąłem się za maskowanie i z drżeniem serca (powierzchnia jest nierówna, więc prawdopodobieństwo że strumień farby dostanie się pod maskę jest spore) pomalowałem. Wyszło dobrze, nawet bardzo. Tak wygląda ten właz, z obiciami i w ogóle. Strzałki pokazują co musiałem namalować. Potem preshading skrzydeł. Mam tylko nadzieję, że nie przesadziłem. A na koniec maleństwo: według instrukcji wyloty działek na końcówkach skrzydeł są koloru kadłuba. Ja postanowiłem zrobić je smoliście czarne z metalicznymi przetarciami. Oto efekt:
-
A mi się podoba wyjątkowo A-7 i FJ-4 Fury. Jak zrobiłeś te niesamowite, metaliczne krawędzie natarcia? To jakiś metalizer, czy folia aluminiowa?
-
Z rozpędu zrobiłem od razu i obicia, wyszło ich trochę więcej niż planowałem, ale tak wygląda dobrze. Cóż, myśliwiec trochę już latał, to się poobijał. A tak wygląda toto w porównaniu z TIE Fighterem:
-
Trochę czasu mi to zajęło, ale kadłub wreszcie skończyłem. Największy problem miałem z doborem koloru, bo C074, czyli taki niebieskawy, zalecany przez producenta w ogóle mi nie pasował. Z drugiej strony nie chciałem malować modelu tym samym kolorem co TIE Fightera, czyli C0338. Postanowiłem wymieszać obo kolory, tak aby wyszedł jasnoszary z delikatnym odcieniem błękitu. Wyszło lepiej niż przypuszczałem i model zyskał bardzo ciekawy odcień. Zachęcony przez Alexa976 dodałem jeszcze lekki postshading C338 wymieszanym z niewielką ilością białej farby, co delikatnie rozjaśniło panele kadłuba. Wyszło tak: Tutaj widzicie kadłub bez owiewki: na wyświetlaczu (lub cokolwiek to jest, w kształcie lusterka wstecznego) dodałem kilka światełek, żeby coś tam się w środku działo. A tutaj to samo, tylko z założoną owiewką. Tym razem mi nie pękła. Jak widać, sporo światła wpada do kabiny przez górny panel. A tak ten panel wygląda z zewnątrz. Tutaj obróbka zdjęcia mi nie wyszła, model nie jest aż tak kolorowy. Tak naprawdę to zdjęcie z owiewką najbardziej odpowiada rzeczywistości. A tak to wygląda z perspektywy: A tu jeszcze ładniej: Do dorobienia zostaje mi: - lekkie obicia kadłuba i pokryw - osmalenie dyszy silnika - pomalowanie wnętrza luf działek. A potem: skrzydła. Ten model po prostu sam się robi. EDIT: A tak wygląda osmolona dysz silnika:
-
Palnikiem powiadasz? No to chyba podziękuję, bo raz że nie mam, dwa że wolę jednak coś bardziej elastycznego. Ok, przyszedł do mnie wczoraj drut cynowy 2 mm (idealny do mojego celu), z którego zrobiłem drugiego węża paliwowego, tym razem sporo dłuższego, bo ma być bardziej powyginany i poskręcany. Muszę jeszcze wykombinować na przyszłość, czym takiego coś malować, żeby było na tyle elastyczne, aby ewentualne korekty ułożenia takiego węża nie powodowało pęknięć na nim. Na razie szpary pomiędzy zwojami drutu zalewam klejem CA i potem surfacerem, ale to pęka gdy chcę węża zgiąć potem. Do dorobienia zostały jeszcze złącza no i całość pomaluję kobaltowym błękitem. Wyszło tak: A tak wyszedł mi preshading na tym maleństwie. Mam wrażenie, że troszkę go za dużo na tym maleńkim kadłubie, ale niech już tak zostanie, będzie bardziej plastycznie.
