Dziś udało mi się ogarnąć jedną gąsienice i przygotować elementy drugiej. Cały czas jak to robiłem zastanawiałem się nad sensem takiego rozwiązania. Gąsienica jak gąsienica, po złożeniu pracuje, ale... No właśnie... Ta gąsienica składa się z 234 elementów. Każdy z nich przyczepiony był do ramki i wymagał po wycięciu obróbki pilnikiem/papierem. W mojej ocenie wykonanie kilkuset powtórzeń "z ręki" nie jest możliwe. Niby każdy z elementów jest taki sam, kiedy jednak przyjrzymy mu się z bardzo bliska jednak się różnią. I to chyba główna przewaga "Fruili", gdzie mamy elementy właściwie identyczne.
Nie mam pojęcia jakie są "tendencje" w tym segmencie modelarskiego świata ale dla mnie miałoby sens składanie takich plastikowych gąsienic jedynie wtedy, kiedy byłyby tłoczone jako każdy z elementów z osobna i wymagałyby jedynie złożenia, bez obrabiania...