Tromp
Użytkownicy-
Liczba zawartości
443 -
Rejestracja
-
Ostatnia wizyta
Typ zawartości
Profile
Forum
Galeria
Pliki
Kalendarz
Blogi
Zawartość dodana przez Tromp
-
Był-tylko nie bardzo podoba mi się umieszczenie EMES-15, tworzące znacznych rozmiarów strefę osłabioną, jak też brak izolacji amunicji od załogi i w ogóle jej rozmieszczenie. Innych zastrzeżeń w zasadzie nie mam Aczkolwiek, g'woli sprawiedliwości, takie a nie inne umiejscowienie EMES było merytorycznie uzasadnione w momencie wejścia do służby Leo, a przynajmniej tak się mogło zdawać. Przeniesienie przyrządów do doghouse'a wymusiło wejście do służby BMP-2 z działkiem 30mm. Ii, tam. Silnik sam w sobie tragiczny nie był-bardziej bym się zastanowił nad tym wielgachnym wałem, idący przez cały kadłub, co wymusiło stworzenie wysokiego kadłuba. Zresztą-gabaryty samej przekładni też swoje dołożyły do wzrostu długości kadłuba. Oddajmy zresztą znów głos Botrasowi: W Pantherze doprowadziło to do... wydłużenia kadłuba, żeby było dość miejsca w górnym pancerzu między górną krawędzią przedniej płyty, a wieżą, żeby można było tamtędy wyjąć układ napędowy. Taki przykład: Pz. IV mierzył 5,92 m z pierścieniem wieży o średnicy 1,6 m, ze szczególnie kompaktowym silnikiem o mocy 300 KM i paliwem w ilości 470 l umieszczonym pod przedziałem bojowym. Crusader mierzył 5,97 m z pierścieniem wieży 1,4 m, z silnikiem stanowiącym wersję silnika lotniczego z I w.ś. o mocy 350 KM i paliwem w ilości 500 l w przedziale napędowym - i oczywiście z układem napędowym skonstruowanym odpowiednio do zlokalizowania go z tyłu. Gdyby Crusadera wydłużyć o różnicę w średnicy pierścienia wieży to mierzyłby 1,6 - 1,4 = 0,2 + 5,97 = 6,17 m, czyli byłby dłuższy zaledwie o 0,25 m. Lecz jest jeszcze taka sprawa, że silnik Maybacha był krótszy od Liberty o gdzieś pół metra (ok. 1,1 m do ok. 1,5 m; od Liberty krótszy był nawet maybach w Pantherze, mierzący ledwie 1,3 m). Licząc 0,4 m różnicy w długości silnika, wychodzi, że to czołg z transmisją z tyłu był krótszy od porównywalnego czołgu z transmisją z przodu. A konkretnie które to wersje Centuriona były napędzane tym silnikiem? Mam jednak wrażenie, że odjechaliśmy od tematu. Co ty chcesz z tym swoim Konikiem zrobić? Chcesz maszynę myśliwsko-bombową? Do zwalczania pojazdów opancerzonych? Maszynę CAS ogólnego przeznaczenia?
-
...i dlatego marny sprzęt zastąpiono podrasowanymi jego wersjami (z rewelacyjnie rozwiniętymi Pz III i nieco mniej rewelacyjnie, ale z racji gabarytów łatwiejszymi wówczas do modernizacji Pz IV na czele) z jednej, a z drugiej strony czołami nowego pokolenia-czołgiem ciężkim, którego WH brakowało już w Polsce (Śląsk), a zwłaszcza w ZSRR, oraz czołgiem średnim nowego pokolenia-tak się ułożyło (ze względów politycznych), że obydwa w zasadzie skopano, wyszły lądowe Yamaciaki. A potem było już tylko gorzej i pierwszym dobrym niemieckim czołgiem od czasów Pz III w ogóle był dopiero Leopard 2A5...
-
Inżynierowie idiotami nie byli-nie wszyscy w każdym razie. To, że po wspaniałym Pz III i nieco gorszym Pz IV historia niemieckiej pancerki potoczyła się tak, a nie inaczej, to wynik wielkich chodów Porschego u Adiego, oraz megalomanii tego ostatniego (albo i obu...). W efekcie powstało, co powstało. Co do Tygrysa, to oczywiście racja, ale co do Pantery-która była takim sobie czołgiem średnim-już niekoniecznie. Przy czym Tygrys miał też inne wady, nie tylko charakterystyki terenowe i manewrowe w ogóle-które, jak słusznie piszesz, wadami wcale nie były. To jedno-drugie to sposób przenoszenia owej mocy. Nawet bardzo skuteczny (jak w Kotach po podleczeniu różyczki czy świnek) będzie de facto do bani, jeżeli wywoła inne komplikacje-a u Niemców tak właśnie było, patrz wysokie (więc ciężkie) kadłuby. Oj, nie tylko. Samo w sobie zawieszenie było dość skomplikowane, wprawdzie raczej niezawodne, ale taka a nie inna konstrukcja silnie utrudniała serwis. Macias-czyli idzie o zgłoszenia. Czyli-zakładając nawet te 75% skuteczności (co byłoby zaiste fantastycznym-dosłownie-wynikiem), dochodzi jeszcze jeden problem-identyfikacji celów.
-
518 co? Zgłoszeń czy potwierdzonych, czy też zweryfikowanych trafień? Kol. spiton: To chyba jednak nie tak działa. Otóż niemiecki system szkolenia promował jednostki wybitne, których oczywiście jest zawsze i wszędzie mało-jednocześnie upośledzając całą szarą masę-która u Aliantów oddała tak nieocenione usługi, strącając po 1 czy 2 samoloty, lub wcale-ale będąc w stanie wrócić i przegonić wrogie myśliwce kolejnego dnia znad wyprawy bombowej czy zniszczyć kolejny pociąg. O wiele ważniejszy od masy jest współczynnik masa/moc, a więc gęstość/obciążenie mocy. Tu Pantera wypadała wcale nieźle, dzięki bardzo mocnemu silnikowi-a także dzięki rewelacyjnemu zawieszeniu-które też paradoksalnie było jedną z głównych wad wozu, ze względu na wysoki stopień skomplikowania, a przez to niski współczynnik idiotoodporności. Opisu nie znam, ale jeśli chodzi o niszczenie w ogóle niemieckich czołgów po jesieni 1943, to chyba lepszego sposobu nie było, ze względu na charakterystyki ichniej stali. Brytyjczycy po wojnie zresztą rozwijali ten pomysł, jako jedyni na masową skalę wprowadzili bowiem pociski z głowicą odkształcalną, tzw. HESH, gdzie reszta korzystała z różnych pocisków kinetycznych (Brytyjczycy oczywiście też) i HEAT. macias-to, że Żukow był kretynem, nie znaczy, że wszyscy krasnoarmiejcy (Koniew, Rokossowski, Bogdanow) też nimi byli. Co więcej, przynajmniej teoretycznie, Rosjanie zawsze od Iwana Groźnego począwszy, starali się uzyskać przewagę siły ognia nad nieprzyjacielem na głównym kierunku uderzenia. I zwykle tak się działo-jak to w praktyce wychodziło (bardzo ciekawych informacji dostarcza tu dziennik mojego pradziadka), ze względu na wyszkolenie czy logistykę, to insza inszość. W każdym razie to, że Żukow czy Woroszyłow próbowali chamsko zarzucić npla czapkami bez względu na straty nie znaczy, że cała reszta też tak robiła.
-
Dziękuję-ale moja jest tylko wzmianka o pozostawieniu jakiegokolwiek uzbrojenia na brytyjskich bombowcach nocnych z przyczyn psychologicznych. Więcej znajdziesz zapewne w artykułach w "Militariach XX wieku", w serii artykułów o nocnych bombardowaniach. Numerów niestety nie pamiętam. W ogóle niemiecki system, że tak powiem, walki lotniczej, był o wiele mniej efektywny od alianckiego. Owszem, experten tłukli dziesiątkami alianckie samoloty czy cele naziemne, ale za to było ich kilkudziesięciu-a na Zachodzie (bo jak w ZSRR to przyznam, że nie wiem) as szkolił kolejnych asów, przekazując żółtodziobom wiedzę. W efekcie aliancki żółtodziób miał większe szanse zostać pilotem efektywnym, choć nie tak efektownym, jak experten u Hunów. Akurat armaty to świetne nie były :P W ogóle to były czołgi źle skonstruowane, ale żeby zaraz nie były efektywne? Jak już się Niemcy uporali z chorobami wieku dziecięcego, to stały się wozami bardzo efektywnymi, radzącymi sobie na polu walki bardzo dobrze-pomimo oczywistych błędów koncepcyjno-konstrukcyjnych, jak za doskonałe podwozia, zbyt słabe (sic!) armaty w stosunku do gabarytów pojazdów, zbyt duże wskutek zastosowanego układu przeniesienia mocy kadłuby itd. Oj, to obawiam się, że z Konia czegoś takiego nie zrobisz... Sądząc po powierzchni skrzydeł, własności aerodynamiczne mógł mieć podobne do cegły-choć oczywiście lepsza jest boom n'zoom, choć przy walce na małych wysokościach, wskutek takiej a nie innej aerodynamiki, słabo to widzę.
-
A to są zgłoszenia czy zweryfikowane trafienia?
-
Dokładnie tak-samolot jako taki (podobnie zresztą śmigłowiec) nigdy nie był szczególnie dobrą bronią ppanc-za to wprost rewelacyjnie radził sobie zawsze z kolumnami lżej opancerzonych pojazdów i nieopancerzonych, tudzież z piechotą-a więc z celami bardziej miękkimi, niż czołgi. A jak wiadomo, te ostatnie bez części zamiennych czy paliwa długo nie powalczą...
-
Generalnie to Brytyjczycy doszli do wniosku, że w nocy... I tak się w nic nie trafi, więc można by zrezygnować z uzbrojenia strzeleckiego na bombowcach. Pojawiło się jednak drobne "ale"-morale załóg bombowców. Otóż lotnicy nie byli szczególnie przekonani do tego pomysłu i woleli mieć się czym omiatać od wrażych Mietków (przeważnie). Lekkie kaemy były kompromisem między tym, by mieć cokolwiek, a wzrostem udźwigu i/lub prędkości, ważyły bowiem niewiele. Warto przecież przypomnieć, że Brytyjczycy dysponowali w sporych ilościach zarówno własną (słabą, vickersowską), jak i amerykańską (znacznie lepszą) półcalówką, oraz produkowali znaczne ilości działek HS-404. Te ostatnie nie bez powodu wyrugowały na myśliwcach kaemy-ciężar salwy minutowej się kłania, jak też oddziaływanie pojedynczego pocisku. Nadto, tor lotu też predysponował działka. Co zaś się tyczy Amerykanów, to jak wspomniałem-wyłącznie niedoróbki technologiczne (a wg niektórych wręcz... Administracyjne!) nie pozwoliły przyjąć na uzbrojenie samolotów uzbrojonych tak, jak być uzbrojone miały-zarówno Corsair, jak Hellcat czy Mustang miały nosić po 4 działka 20mm wywodzące się z HS-404 (bodajże M2, rodzimy analog był kompletnie nieudany), Lighting 3 lub 4 (nie pamiętam), Dzbanek 4 albo 6 (?). Zasadniczo, w ogóle działko 20mm miało zastąpić półcalówki w USAAF i w lotnictwie USN czy Marines. Oddajmy głos powszechnie znanemu i lubianemu Botrasowi: Osiem kmów to istotnie była prowizorka do czasu pojawienia się w linii działek. I... dobrze na tym Anglicy wyszli: w Bobie strącali samoloty wroga, bo w deszczu stali i ołowiu z ośmiu sikawek, z reguły jakichś parę kropelek doleciało, a to do czaszki pilota, a to do drucika między drążkiem/wolantem, a powierzchnią sterową (dwie główne przyczyny strąceń samolotów niemieckich w Bitwie o Anglię), a zaraz potem statystyczny angielski myśliwiec był drugim najlepiej uzbrojonym na świecie (2 x 20 plus sikawki na Spitfire, 4 x 20 na całej reszcie). Amerykanie nie poszli w żadną inną stronę! Poszli DOKŁADNIE w tą samą, co Anglicy, tj. po długich i 'obfitych' poszukiwaniach (pamiętamy jak pojawiają się w pewny momencie 23mm działka Madsen we wszystkich prawie projektowanych myśliwcach, od P-38 do F5F?) zrobili to samo, co Anglicy, tj. kupili licencję na 20mm Hispano. To 20mm działka MIAŁY być standardową bronią amerykańskich myśliwców lat 1940-tych!! Nie półcalówki - te razem z .30 miały być zastąpione przez działka! Tak się nie stało mimo wyprodukowania prawie STU TYSIĘCY 20mm AN M1 i AN M2, bo na skutek paru błędów technicznych i organizacyjnych broń ta nie spełniała kryteriów niezawodności - łagodnie rzecz ujmując. Półcalówka to nic innego jak ERSATZ, zapchajdziura, bo wojna już była, a nie było w Stanach żadnej cięższej broni maszynowej nadajacej się do użytku, no poza... 37mm M4! Cała reszta to dorabianie ideologii do faktów i bardzo silny amerykański "techniczny patriotyzm" (nie wiem, czy wiecie, a ja dowiedziałem się od jednego wirtualnego pilota na innym forum, że point fifty jako JEDYNA ówczesna broń strzelała pociskami o prędkości, o słiiit loood, naddźwiękowej!). Śmieszne jak w końcu dowództwo uwierzyło we własną propagandę i USAF w Korei miał jedne z najlepszych myśliwców świata, z najsłabszym na świecie uzbrojeniem (znowu... ). W DWS z braku nadajacych się do użycia 20mm działek Amerykanie mieli problem fatalnej pod względem relacji koszt (masowy)/efekt instalacji uzbrojenia w postaci zestawów 12,7 wkmów. Nie przeczytacie o tym nigdzie, bo jaki normalny fan swojej armii byłby mówił głośno o tym, że z powodu zwyczajnej głupoty w jej szeregach POTĘŻNY program zbrojeniowy, rozpoczety i prowadzony z niesłychanym entuzjazmem (US Army tak się spieszyła zacząć produkcję, że ukradła Hispano, zanim je kupiła!) zakończył się przerwaniem, po trzech latach, produkcji pewnej broni na początku 1944r., tj. w okolicach szczytu produkcji zbrojeniowej, a prawie sto tysięcy wyprodukowanych egzemplarzy (po jakie 1000 porządnych, przedinflacyjnych $ od sztuki) trafiło z magazynów do hut. To by się American tax payers nie ucieszyli... http://www.dws.org.pl/viewtopic.php?f=59&t=15649&p=233082&hilit=p%C3%B3%C5%82cal%C3%B3wka#p233082 I znowu: Jeśli armaty 20 mm potrzebowały tysiąca sztuk amunicji, to wkm co najmniej kilka tysięcy. Samo to przemawia za 20 mm, bo takie naboje ważyły ze dwa razy więcej, niż poważne 12,7 mm (12,7 mm x 99 Browning, 13,2 mm x 99 Hotchkiss, sowiecki 12,7 mm x 107). Jeśli w istocie pierwszorzędnym środkiem działania lekkiego flaku nie było niszczenie wrogich samolotów, lecz straszenie załóg, to z jednej strony trafienia pocisków wkm - działających tak samo, jak pocisków km - w nieżywotne części samolotu z pewnością częśniej pozostawało zupełnie niezauważone, niż przeciwnie. Nie sądzę, żeby podobnie było w przypadku trafień pocisków 20 mm - wybuchających i jeszcze siekących odłamkami. Z drugiej strony, jeśli chodzi o oddziaływanie na załogi efektami wizualnymi, zwykłe km strzelały pociskami smugowymi, czy świetlnymi dającymi takie same widoki, jak pociski wkm. http://www.dws.org.pl/viewtopic.php?f=95&t=119097&p=1321810&hilit=p%C3%B3%C5%82cal%C3%B3wka#p1321810 I raz jeszcze: Przykład ze strzelaniem z jakiejkolwiek broni ręcznej powyżej .22 do strzelania z 20mm działka w samolocie jest śmieszny. Proponuję porównać pęd pocisków z powiedzmy AKM do pędu strzelca ( ) i pęd pocisków, a niech tam, najsilniejszego 20mm działka DWS, tj. Hispano do pędu parotonowego samolotu lecącego z prędkością paruset kmh. EDIT (bo to nie wszystko): podrzut, który istotnie sprawia, że w przypadku broni indywidualnych zwykle tylko pierwszy pocisk z serii trafia w okolice punktu celowania, bo podrzut właśnie powstały z pierwszego strzału podnosi lufę NIE WYSTĘPUJE w przypadku broni zmontowanej w samolocie. Powoływanie się nań tutaj jest kompletnie bez sensu, bo bronie lotnicze są ZAMOCOWANE do płatowca i nie mają możliwości wykonywania ruchu obrotowego na "osi obrotu" w górnej częsci stopki kolby Jeśli chceć porównywać broń "lądową" do lotniczej, to jedynymi kandydatami są ckm-y i to raczej na pierwszowojennych podstawach i wszelka broń zamontowana w pojazdach. Samolot z DWS był stabilną podstawą dla broni. Wystarczy pooglądać filmy z guncamów - jednosilnikowy myśliwiec strzela z baterii 20mm działek i nic nim nie rzuca, nawet pomimo faktu, że leci w powietrzu zaburzonym przez duży czterosilnikowy bombowiec - albo ich większą ilość. Większość samolotów DWS to metalowe konstrukcje z pracującym poszyciem, czyli kadłub to poszycie wraz z podłużnicami rozpięte na wręgach, które inaczej niż w samolotach PWS czy Jakach, bierze udział w przenoszeniu obciążeń. Trafienie z .50 to dziura niewiele większa od kalibru. Trafienie pociskiem HE z 20mm działka to dziura od 15cm do pół metra. Co tu jeszcze wyjaśniać? Trafienia z .50 działają na samolot przeciwnika tylko i wyłącznie w wąskim "kanale" wzdłuż trajektorii. Trafienia wybuchającymi pociskami z działek działają obszarowo. Prawie wszystkie zapalniki miały minimalną zwłokę (u Niemców od 1941r.) i wybuchały z reguły wewnątrz konstrukcji. Trafienia w usterzenie i skrzydła zawsze powodowały powstawanie DUŻYCH dziur, bo z racji mikrej objętości wnętrza nadciśnienie powstałe z eksplozji wyrywało poważne obszary poszycia. Taka "modyfikacja" konfiguracji aerodynamicznej płatowca nie była zdrowa, a jeśli w momencie trafienia samolot był silnie obciążony - prędkość i przeciążenie - mogła być fatalna - z racji wspomnianej konstrukcji z pracującym poszyciem, które w przypadku klasycznej dźwiagarowej konstrukcji przeciwdziałało skręcaniom. W przypadku kadłubów uszkodzenia zewnętrzne były mniej spektakularne (większa objętość), za to układ sterowana i wszystko inne wewnątrz, było poważnie zagrożony tak nadciśnieniem jak i odłamkami, a te, nawet leciutkie z cienkościennych, "blaszanych" Minengeschoss potrafiły przeciąć linki, a nawet nadwyrężyć podłużnice. No właśnie - ODŁAMKI! Każde trafienie pociskiem HE oznaczało wtórne trafienia przynajmniej kilkudziesięcioma odłamkami różnej wielkości. Pocisk HE Hispano ważył 130g, a ładunek wybuchowy ledwie 10,4g. Te 120g stali nie parowało w chwili wybuchu! Oto powstawały małe ale szybkie, wtórne pociski o łącznej masie 2,5 - 3 pocisków z .50! Anglicy strzelali z Hispano do skrzydła He-111 od tyłu, odrobinę z dołu. Pocisk ekspodował na pewnej głębokości, wybuch zrobił swoje, a głowicowa część pocisku poleciała dalej, przebiła się do samouszczelniającego zbiornika i zrobiła w nim dziurę przekraczającą jego samozabliźniające własności, tj. wyciek paliwa nie ustał - jest to dodajmy więcej niż było w stanie dokonać trafienie z 12,7mm! Trafienie W POBLIŻE Jumo 211 spowodowało uszkodzenia silnika i jego osprzętu, które w krótkim czasie spowodowałyby jego zatrzymanie - a zdziałały to wyłącznie odłamki. A pociski z .50 nie produkowały odłamków. Inaczej niż Niemcy, Sowieci czy Włosi, Amerykanie nie mieli żadnych pocisków z ładunkiem wybuchowym - inna rzecz, że tego byłoby malutko. Mniej pewnie niż zapalającej mikstury stosowanej przez Amerykanów, tj. IM 11, paskudztwa na bazie azotanu baru (poprosze Speedego o wypowiedź ), a było tego od 2,2g w zapalającym (I) M1 do ok. 5g w I M23 wprowadzonym w końcu wojny (nie znam się na gęstości MW i nie znam tejże IM 11) Jako się rzekło pociski wkmów czynią szkody tylko w tym przez co przelecą. A to przelatywanie nie jest takie znowu oczywiste. Amerykańskie dane mówiące o przebijaniu 21mm stali przez .50 AP M2 z 300 jardów to piękna teoria. Nie tylko dlatego, że przebijalność po amerykańsku to przebijalność uzyskiwana przez połowę pocisków, ale dlatego, że nie bywało, żeby pancerz chroniący pilota był bezpośrednio dostępny. Wszyscy testowali wszytkich: Niemcy ustalili, że .50 AP M2 przebija 25mm/100m/90st. Tyle, że z tych 25mm zostawało już tylko 10mm po przejściu przez poszycie tyłu kadłuba - efekt destabilizacji pocisku spowodowanej przez napotkanie nawet tak miękkiej przeszkody. Dodajmy do tego konstrukcję usterzenia, kółka ogonowego itd - nie przez przypadek wszyscy bardzo chętnie instalowali wszelkie instalacje radiowe tak, by były za plecami pilota (pomijając ograniczenia konstrukcyjne)! I nie jest to niemiecka propaganda, bo podobne angielskie eksperymenty zjawisko to potwiedzały (dotyczy to oczywiście wszelkich broni). Za Williamsem i Gustinem powtórzę, że 12,7mm pociski AP M2 i API M8 w praktyce przebijały 10-15mm pancerza i to o ile strzelano z mniej niż 100m. A ten pancerz był tylko z tyłu - wyobrażmy sobie teraz pocisk 12,7 trafiający w nasadę skrzydła, pół metra obok kokpitu. Trafił, przeleciał i poleciał. Takie samo trafienie z HE 20mm oznaczałoby, że do kabiny wleciałoby ileś lekkich, ale bardzo szybkich odłamków... Czytałem ostatnio, że jakaś grupa AMERYKANÓW przeanalizowała ileś filmów z fotokaemów z P-47 i P-51 znad Europy. Oglądali je powoli i liczyli trafienia (filmy pochodzące z okresu od wiosny 1944, kiedy taśmowanie półcalówek to były wyłącznie API - znaczy widać błysk spalenia materiału zapalającego), które spowodowały, że pilot zgłosił zestrzelenie. Wyszło im 20 do 30 trafień... I właściwie spór o to co lepsze: .50 czy działka jest bezcelowy, bo został dawno rozstrzygnięty, i to przez samych zainteresowanych. Pierwsza rozstrzygnęła go US Navy, która w DWS przez cały czas forsowała amerykańskie Hispano, a przecież walczyła z miękkimi i relatywnie mało odpornymi samolotami Japońskimi. Był to nawiasem mówiąc chyba pierwszy przypadek, kiedy Navy udowodniła gigantyczną przewagę intelektualną nad Air Force. Bo te ostanie poczekały z taką samą decyzją do Korei, upierając się przy point fifty aż okazało się, że przy znacznie większych prędkościach kątowych znacznie szybszych odrzutowców szanse na usyskanie "ilości krytycznej" trafień z .50 znacznie spadły i trzeba się strrrasznie nastrzelać, by strącić MiGa-15. http://www.dws.org.pl/viewtopic.php?f=58&t=12737&p=200063&hilit=p%C3%B3%C5%82cal%C3%B3wka#p200063 I Alkariemu: W zasadzie napisałeś to co ja więc nie wiem o co chodzi. Napisałem że zależy z czego do czego sie strzela i jakby nie mówić to potwierdziłeś. Zgadzamy sie widze że 12,7mm wystarczał na jednosilnikowe samoloty (takiego w zasadzie tylko przeciwnika spotykali amerykanie w powietrzu). Jednakże mam pare uwag. W swojej wypowiedzi momentami sam sobie przeczysz. Nie znasz widze zasad balistyki. Piszesz że cięższy pocisk szybciej traci energie. Bzdura! Zachowuje ją własnie na dłuższym odcinku. To lżejszy pocisk szybciej traci prędkość i energie. Skąd Ty to wytrzansąłeś? Np. 5,56mm pocisk przy wylocie lufy M16 ma predkość ok. 1000m/s a karabinowy 7,62x51 wystrzelony np. z G3 ok. 780-800m/s. Cóz z tego jak na 500 metrze karabinowy zachowuje prędkość i energie większą niż początkowo szybszy pocisk pośredni. Odsyłam do literatury. Sprawdź jak nie wierzysz. Co do uzbrojenia to ja mimo wszystko jestem zwolennikiem większych kalibrów. Zresztą amerykanie pod koniec wojny byli jedyną chyba nacją pośród wojujących która używała w uzbrojeniu większości myśliwców tylko i wyłącznie wkmy. Zarówno Rosjanie, jak Niemcy, Japończycy, Brytgole używali kalibrów 20+. Nie zapominaj że 20mm pocisk przy trafieniu eksplodował. Ile razy można przeczytać opisy walk z Bitwy o Anglie gdzie trafione pojedyńczymi pociskami Spitfire czy wytrzymałe Hurricane nie były zdatne do walki. Przykład Daszewskiego. Trafiony w kabine (leciał Hurricane) jednym 20mm z MG FF zainkasował powazne rany ciała, duże uszkodzenie maszyny i pożar w kabinie. Takiego efektu nie dałaby nawet seria 5-8 pocisków 12,7 robiących dziure z jednej strony i wylatujących z drugiej. Poczytaj dlaczego np. Pierre Closterman latający na Tempeście wolał jego 4x20mm niż Thunderbolta 8x12,7mm. Dowiesz sie czegoś więcej. Z tymi danymi odnośnie przebijalności silników i sekundowej serii robiącej miazge z konstrukcji to nie skomentuje bo to z niebios ściągnąłeś. Wiesz, jakby sie ktoś uparł to by i z jednego km strącił fortece B-17 (bo gdybyś nie trafił w co trzeba to zawsze by spadła od masy ołowiu która w nią weszła wink.gif). Kwestią pozostaje tylko w co możesz trafić i jaką ilość amunicji można "wsadzić" za jednym razem. Dlatego też w czasie wojny liczono tzw. mase sekundowej salwy uzbrojenia. I niestety działka były bezkonkurencyjne. Co do MG151/20 to też nie wiem kto Ci powiedział że była to broń o niskiej szybkostrzelności i małej predkości początkowej. Z MG FF Ci sie chyba pomyliło. A już najbardziej zabawne jest stwierdzenie że jego pocisk był słaby. Rozumiem słabszy niż 12,7x99? Dobre. Idąc tym tropem okazałoby sie że bocznego zapłonu .22 jest mocniejszy od 9x19 Para. Co do uzbrojenia to mamy tu kwestję starą jak świat... znaną też z boksu... jedno mocne trafienie czy kilka słabszych jest lepszych? W manewrowych walkach powietrznych wolałby trafić jednym eksplodującym 20mm pociskiem niż nawet 10-20 0,50cal. No i na koniec stwierdzenie że jedno trafienie może załatwić sprawe. Oczywiście. Jak trafisz pilota między oczy to jasne ze tak. Tylko na to akurat raczej bym nie liczył.. http://www.historycy.org/index.php?showtopic=6886&st=0 Mam nadzieję, że wystarczy? Kol. Slash: Co zabawne, jego 37mm miało być bronią nie szturmową, a do strącania bombowców Na tej samej zasadzie, za "maszyny szturmowe mające rozwiązywać działkiem wszystkie problemy", można uznać większość Jaków. A co do masowych armii, miałem na myśli oczywiście drugowojenne i ciut późniejsze, nie obecne
-
Jesteś tego pewien? ;) BTW obawiam się, że marcias ma rację. Wiadomo od dawna, że nic tak nie cieszy, jak seria z pepeszy-którą to pepeszę w większej skali fajnie zastąpić działkiem. Owszem, może dziś skuteczność uzbrojenia lufowego nie powala, ale w dobie armii masowych, wielokilometrowych kolumn logistyki oraz licho opancerzonych pojazdów lżejszych i cienkich stropów w wozach cięższych, kilka działek to jest to, co tygryski polujące na cele naziemne lubią najbardziej-obok HVAR czy podobnych zabawek.
-
A co tam przez kołpak wystaje? ;) Bo faktycznie skleroza zabrała mi możliwość napomknięcia o tym, że można i za silnik wstawić cosia, strzelającego przez wał śmigła. Jak dużego cosia w tym wypadku-nie mam pojęcia.
-
Radzę ci poszukać różnych urządzeń testowanych na Mietku Czterystadziesiątym. Wśród nich było np. jakieś działko rewolwerowe 50mm, różne działka (w tym rewolwerowe i chyba w układzie Gatlinga) 20 i 30mm itd. 37mm... Chyba jednak nie, ewentualnie (podobnie zresztą, jak wspomniane rewolwerówki) zamiast komory bombowej-ale chyba to lepiej w wersji mordercy B-17. Jak chcesz wersję szturmową, poszedłbym w zestaw 2xMK103+2x20mm coś.
-
...tylko dlatego, że Brytyjczycy uznali za wystarczające do odstraszania stare km 7,69 dla nocnych w zasadzie bombowców, zaś Amerykanie nie byli w stanie ze względu na problemy technologiczne dostarczyć stosownej ilości kopii (bez?)licencyjnych działka Hispano-Suiza HS-404. Zarówno Mustang, jak i cała reszta maszyn myśliwskich i myśliwsko-bombowych (a chyba też i bombowce lekkie i średnie, na pewno ciężkie, co widać po B-29) miał korzystać wyłącznie z działek-ale nie za bardzo to wyszło. Jak chcecie, to mogę o tym poszukać czegoś na dws-ie lub na historykach. No i-Niemcy też raczej rugowali kaemy z samolotów, nieprawdaż? Zwłaszcza myśliwsko-bombowe miały wyłącznie działka, tym bardziej pod koniec wojny-a o tym okresie mówimy, prawda? Spiton-bateria 4 (raczej 6-o ile w rzeczonym płacie i kadłubie dałoby radę tyle upchnąć-choć w sumie w mniejszych Fokach tyle potrafiło wleźć...) da jeszcze lepszy efekt-sterroryzuje równie dobrze, a znacznie cięższe pociski wywrą lepszy efekt, jeżeli w coś istotnego trafią Ale to twój model, możesz nawet i zamontować z 20 pistoletów maszynowych
-
Jeżeli, to 4 (raczej 2) 20mm działek. Niemcy (i w zasadzie wszyscy) po 1941 starali się, na ile mogli, rezygnować z km na uzbrojeniu maszyn bojowych.
-
Powodzenia-jakbyś chciał zdjęcia, są na pewno w pracach Ledwocha i Magnuskiego
-
Witam! Rysunków poszukaj w starych numerach NTW, TWH lub "Lotnictwa"-nic lepszego ci nie wymyślę. Złącz między maszynami nie widziałem, ale zapewniam, że Niemcy miewali baaardzo dziwne pomysły
-
Dół wieży to najpewniej podstawa/dno kosza wieży
-
Wyposażenie lotniskowe Łask - Krzesiny
Tromp odpowiedział Czesio → na temat → Jak to zrobić i jak pokazać
Znowu?! Ech... A to wybacz, acan. Naprawili to widać na jakiś czas i znowu nie działa... Jeżeli tylko widzisz forum-miłych poszukiwań. -
Wyposażenie lotniskowe Łask - Krzesiny
Tromp odpowiedział Czesio → na temat → Jak to zrobić i jak pokazać
http://forum.militarium.net/viewtopic.php?f=2&t=991&start=0 Ostrzegam-trzeba się logować, ale to nie boli. -
O widzisz-podziękował Jakby jeszcze L2A się gdzieś jakiś znalazł w niegłupiej cenie... Ech...
-
Woit-a gdzie i za ile te kalki kupiłeś? Bo mam podobny pomysł, acz ciut bardziej pasujący do "planów" MON (kupna 64 F-35 w cenie 21 1/3)... I-jest dostępny w Polsce F-35A w 1:144? Bo widziałem tylko B...
-
Zapowiedzi/Nowości - First To Fight (kolekcja Wrzesień 1939)
Tromp odpowiedział Botan → na temat → [M]Nowości i In-Boxy
Ci, co za żart primaaprilisowy odsądzali FtF od czci i wiary, pewnie nie przeczytali całości: Rzecz jasna poniższa lista jest żartem primaaprilisowym. Ale… nie aż tak do końca. Dowcip przygotowaliśmy w porozumieniu z firmą First To Fight i rzecz jasna numery kolejnych pozycji są wymyślone. Jednak na liście jest kilkanaście pozycji, które rzeczywiście zostaną wydane. Na liście są również dwa pojazdy, o których wcześniej nikt nie informował, a które zostaną wydane. Mamy nadzieję, że to poprawi odrobinę nastrój graczom i modelarzom. Jak tylko wz. 29, Sokół i choć jeden FT to nie wałki, to ja jestem przeszczęśliwy! <3 -
Dobrzy ludzie-dopomóżcie. Leń ze mnie i mi się nie chce jechać do centrum, a w sklepie modelarskim za rogiem nie było panzergrau. Mam kilkadziesiąt różnych Humbroli-ma ktoś pomysł, co z czym i ile zmieszać, żeby coś z tego było? Może 125 zaciemnić jakimś ciemnym siwym?
-
Duze jest piekne ? Pz.Kpfw.II Ausf. C Skala 1:6 !!!!
Tromp odpowiedział BigIsPiekne → na temat → [M]Warsztat
6 baniek+ przesyłka za taki uproszczony model? No, no... -
Duze jest piekne ? Pz.Kpfw.II Ausf. C Skala 1:6 !!!!
Tromp odpowiedział BigIsPiekne → na temat → [M]Warsztat
Z ciekawości-ile to bydlę (służę pomocą-jeżeli dane na wikipedii są poprawne, gotowy model powinien mieć ciut ciut powyżej 80 centymetrów długości!) kosztowało? Życzę powodzenia-i mnóstwa cierpliwości. -
Karwasz twarz, zakochałem się! <3
