Był mroźny październikowy poranek. Nasz bohater obudził się o 6:30. W domu nie było prądu. Nie było też słychać żadnych głosów, jedynie ciche szczekanie psa gdzieś w oddali. Wszyscy jeszcze spali. Wyjrzał za okno. Przy tej ilości światła ledwo zauważył, że ulica została przypruszona śniegiem. Fajnie-pomyślał, wlokąc się z powrotem do łóżka.
Cztery godziny później był już w drodze. Śnieg zacinał z każdej strony. Jego brązowe, letnie buty były całkowicie przemoczone. Wiatr wiał niezwykle silnie, siekąc drobinkami zmrożonej wody po jego twarzy. Szedł dalej, z grymasem determinacji brnął przez błoto pośniegowe rozbryzgane po całym chodniku.
Dotarł. Przemoczony i zmarznięty, ale jednak. Pewnym ruchem ściągnął kaptur, następnie czapkę. Otrzepał rękaw z śniegu. Nie zatrzymując się sunął w stronę regału z grami planszowymi i puzzlami. Wziął głeboki oddech, lustrując półki przenikliwym wzrokiem-znów nic... Już miał wychodzić, kiedy w jego oczy rzuciło się niebieskie pudełko z symbolem "UM"...
Tak, TAK! Czy to może Marder, a może Pz38(t)? Jego oczom ukazał się napis M4(105) HVSS...Ryzyk fizyk-pmyślał, i oddał kasjerce 27zł, 50 gr otrzymując go już na własność...
Wracając przemoczył do reszty już przemoczone buty, i nogawki jeansów. Tym razem jednak dało się u niego zauważyć nieco tzajemniczy uśmiech. Przebrał się, i ją rozrywać folię okrywającą wypraski. Niezłe-myślał. Ładnie wykonana wieża. Detale średniej jakości. Czy wybrnę jakoś z tej lufy? A jakie ma malowania?-Belgia. O Belgia, to w tym czasie tam była zima. Widok jak teraz za oknem-myślał, delikatnie obracając zielone kawałki plastyku w rękach...
Widok, jak teraz za oknem...
Niezłe-myślał...
Ładnie wykonana wieża...