Jak uczyłem się grać na harmonijce ustnej to na początek kupiłem jakieś chińskie g...ledwo to brzmiało, normalnie później już na takiej grać to była męka, ale po jakimś czasiepki stwierdziłem że to była dobra droga nauki.
Dlaczego?
Bo aby osiągnąć powiedzmy poziom na tyle wysoki by grać w duecie z gitarzystą zarżnąłem ich kilkanaście, jak nie kilkadziesiąt
Co rujnowało by kieszeń przy zakupie instrumentu przyzwoitego klasy hohner, a harmonijka to instrument raczej jednorazowy ( nie da się jej nastroić - a przynajmniej rzadko ten numer wychodzi).
I względu na tępotę brzmienia musiałem myśleć kilka taktów do przodu by nie skopać solówki, dwa rewelacyjnie regulowało to gospodarkę oddechem i cwiczyło przeponę, trzy wytrenowało osiąganie efektów niedostępnych dla gostków grających od zawsze na porządnym sprzęcie.
Po prostu im było łatwiej, mieli czysty, fajny dźwięk, ale brzmieli płasko bez ikry...nie mieli wytrenowanej przepony, buźka nie pracowała , tudzież język...czemu ?
Bo nigdy nie musiał.
Bo było prosto.
Łatwo sklejalnie.