-
Liczba zawartości
260 -
Rejestracja
-
Ostatnia wizyta
-
Wygrane w rankingu
1
Typ zawartości
Profile
Forum
Galeria
Pliki
Kalendarz
Blogi
Zawartość dodana przez Slaw_21
- Poprzednia
- 4
- 5
- 6
- 7
- 8
- 9
- 10
- Dalej
-
Strona 9 z 10
-
Dzięki za sympatyczny wpis, co do tej 72-ki to trzymam za słowo , a że Kolega buduje świetnie szybowce to poniżej obrazek jednego z ich praprzodków Le Bris Albatros II, 1868 r. z Wikipedia; Public Domain
-
Dzień Dobry, Tak, był taki naprawdę, i latał. Jedna z wielu prób poszukiwań rozwiązań, która nie przyniosła efektu, który by się przyjął na trwałe i do tego powszechnie. Mimo to samolot ten zbudowany w 1913 r. miał wylatanych do początku pierwszej wojny światowej sto kilkadziesiąt godzin. Takie „okrągłopłaty”, wyposażone wtedy w słabe silniki, okazały się jednak mało stabilne w locie i trudne w sterowaniu. Poniżej zdjęcie z budowy pierwszej maszyny. Kilka egzemplarzy znanych ze zdjęć różniło się wyglądem, między innymi usterzenia. źródło: Wikipedia, Public Domain Istniała też podobno wersja tej konstrukcji w postaci dwupłata. Koncepcję zamkniętego skrzydła („circular vel annular wing”) rozwijano też na inne sposoby. Nie tylko w poziomie ale też w pionie, na przykład tak jak w projektach Bleriot III-IV (ten akurat nie doczekał się przetestowania). Rozwiązania takie wdrażane były i są co jakiś czas, włącznie z koncepcją płatowca w formie „latającego spodka”. W internecie jest dostępnych sporo zdjęć takich maszyn, włącznie ze współczesną amatorską konstrukcją bardzo podobną do Lee-Richards. Jako modele do sklejania są dostępne np. Avrocar. Model ciekawy, „egzotyczny”, z drugiej strony przynajmniej dla mnie trudny, a powody tego są takie: - prawie cały w jednej barwie, bez żadnych oznakowań; oryginał latał pewnie tylko przy względnie dobrej pogodzie i raczej nie był zbyt sfatygowany. Malowałem używając kilku zbliżonych barwą farb, próbując podkreślić żebrowanie na górnej stronie płata i zróżnicować odcienie całości. Na dolnej stronie zaznaczono na wyprasce wyraziste żebra, wyeksponowałem bardziej tylko niektóre z nich, żeby nie przekontrastować całości. Olejów użyłem w nieznacznych ilościach. Trudno to też sfotografować tak, żeby oddać wygląd cieniowania i rozkład barw. W mocniejszym świetle na zdjęciach wszystko może wydawać się jednolite, a oleje dużo bardziej wyraziste niż w rzeczywistości. - problemem było dla mnie też wnętrze, jest tam niewiele elementów ale większość do wklejenia w boczne ściany na małe patyczkowate płyciutkie wpusty, i to ma się zejść potem z przeciwległą połówką kadłuba, podobnie podwozie przewidziane do montażu zupełnie na styk. Dodatkowo góra i dół płata miały niewielkie przesunięcie formy, a chciałem dobrze oddać obie powierzchnie. Zrezygnowałem z dokładniejszego obrabiania tej krawędzi nie chcąc przerobić jej na kwadratową, co widać na zdjęciach. Dostępne zdjęcia oryginału są słabo czytelne i nieliczne co nie ułatwia oddania detali. Model miał być w skali 1/72 ale gdy chciałem taki kupić to dostępne były tylko 1/48. Według producenta są to serie limitowane po 500 egzemplarzy, więc nie czekałem i jest większy. Z dodatków są tu uniwersalne elementy PE z Part i Eduard użyte przy naciągach i cięgnach (te zrobione z nici EZ-Line). Na YouTube są filmy z dużymi modelami RC takiego samolotu. Może przynajmniej samym kształtem kogoś zaciekawi, stąd umieszczam w Galerii; w każdym razie tak jak przy innych modelach będę wdzięczny za uwagi. Przy okazji, czy ktoś zna dostępne modele innych tego typu naprawdę wczesnych i oryginalnych w wyglądzie konstrukcji (poza niektórymi modelami żywicznymi z Choroszy Modelbud i fototrawionymi zestawami Micro Brass 1/160 dostępnymi na e-bay) ? z serdecznymi pozdrowieniami Sławek
-
USS Ward (DD-139), 1/700, Flyhawk Uboższa wersja modelu zrobiona „z pudełka” co widać po masywności żurawików. Malowanie jednolite w Neutral Standard Gray, takie jakie mógł mieć w czasie pobytu w bazie niszczycieli w San Diego przed przywróceniem do służby w dniu 15.01.1941 i sprzed obowiązywania standardów SHIPS-2. USS Sacramento, 1/700, Trumpeter Galeria dostępna tutaj: https://modelwork.pl/topic/42442-uss-sacramento-morska-diorama-lądowa-1700-trumpeter-niko-od-podstaw/ Minidioramka portowa, 1/700, Hasegawa Galeria dostępna tutaj: https://modelwork.pl/topic/42435-minidiorama-portowa-wwii-1700-hasegawa-i-niko/ Przy okazji zabaw z wodą powstały poniższe dwie małe scenki z jednostkami z zestawu wykorzystanego przy dioramce portowej w skali 1/700 Pomocniczy zbiornikowiec floty, 1/700, Hasegawa Holownik, 1/700, Hasegawa a do tego jeszcze szalupa (1/700, Niko Model) IJN I-27, 1/350, AFV Club
-
Jeden z takich, na których można się wzorować. Ciekawe dlaczego praca z żywicą jest u nas w modelarstwie okrętowym chyba mało popularna, mimo że mamy kilku rodzimych producentów, z liczną ofertą zróżnicowanych pod różnymi względami modeli w skali 1/700, dzięki czemu są one dostępne bez konieczności sprowadzania z zagranicy i umożliwiają wejście w liczne tematy.
-
Lekki krążownik ChungKing (ex HMS Aurora, klasa Arethusa), 1/700, Flyhawk Nazwa taka jaką podaje producent modelu, w literaturze tak jak przy innych okrętach z Chin są różne pisownie. Dla mnie pierwsza większa 700-tka z dokładniejszą detalizacją, też zrobiona jak okręty wyżej w wersji „czyścioszkowej”. W porównaniu z żywicą praca szła mi tu dużo łatwiej, jednak dopiero teraz na zdjęciach widzę np. część nierówności farby czy niedoszlifowane niektóre krawędzie.
-
Dzień Dobry, Serdecznie witam wszystkich, którzy mieli ochotę tu zajrzeć. Tak jak napisałem w powitalnych postach, do modelarstwa wróciłem kilka lat temu. Ponieważ od lat hobbystycznie interesuję się historią okrętów to i tematyka modelarska jest głównie skupiona wokół nich, co nie znaczy że nie próbowałem też innych tematów. Spośród nich szczególnie spodobały mi się wczesne konstrukcje lotnicze. Te kilka lat upłynęło mi na zapoznawaniu się z możliwościami jakie obecnie daje modelarstwo plastikowe i żywiczne. Przy okazji powstało trochę modeli, mających jak to na początek charakter doświadczalny. Kilka z nich, które jak mi się przynajmniej wydaje, nie powinny już tak bardzo razić błędami pokazałem w Galeriach na Forum. W tym wątku chciałbym przedstawić w jednym miejscu te i inne wybrane modele. Na początek żywiczne modele okrętów w skali 1:700. Praca z żywicą była dla mnie zupełną nowością, tak samo jak malowanie aerografem czy próba umieszczenia okrętu w morskiej scenerii. W Galerii, w dziale Okręty, są już zdjęcia dwóch japońskich jednostek: XIX-wiecznego okrętu pancernego Fuso i pionierskiego okrętu lotniczego Wakamiya oraz dwóch amerykańskich: pancernika USS Kearsarge i stawiacza min USS Terror. Linki do galerii i przykładowe zdjęcia są poniżej. Dodaję jeszcze zdjęcia dwóch innych żywicznych modeli - niszczyciela HMS Hero i kajzerowskiego dużego torpedowca z serii V156-V160 oraz plastikowego modelu lekkiego krążownika ChungKing (ex HMS Aurora). Fuso (stan z około 1900 roku), 1/700, Kombrig wymiary z podstawką: 16,5 na 11,5 cm galerię można zobaczyć tutaj: https://modelwork.pl/topic/42313-ijn-fuso-stan-z-około-1900-r-1700-kombrig/ Wakamiya, 1/700, Niko Model samolot to Farman MF. 11 wymiary z podstawką: 21,5 na 8,5 cm galerię można zobaczyć tutaj: https://modelwork.pl/topic/42690-wakamiya-farman-mf11-1700-niko-model/ USS Kearsarge (BB-5), 1/700, Niko Model wymiary z podstawką: 24 na 14,5 cm galerię można zobaczyć tutaj: https://modelwork.pl/topic/42573-uss-kearsarge-bb-5-1700-niko/ Szkoda że nie ma mosiężnej ozdoby na dziobie ale „wypchełkowała” mi się z pęsety i już jej nie znalazłem. USS Terror (CM-5), 1/700, Niko Model wymiary z podstawką: 26.5 na 10,5 cm galerię można zobaczyć tutaj: https://modelwork.pl/topic/42572-uss-terror-cm-5-1700-niko/ HMS Hero, 1/700, Niko Model kamuflaż w „standardzie 507” – Admirality Dark Grey i Adm. Light Grey wymiary z podstawką: 18 na 5,5 cm To mój pierwszy żywiczny model i jednocześnie jedna z pierwszych prób zrobienia wody. Akurat przy tym modelu popróbowałem też w umiarkowanym zakresie śladów eksploatacji. Grosse Torpedoboot V156-V160, 1/700, Choroszy Modelbud wymiary z podstawką: 14.5 na 5 cm Z tym modelem miałem dwa problemy. Pierwszy taki, że kupiłem go z drugiej ręki i w środku była blaszka jak się później okazało do mniejszego torpedowca, więc jest tu trochę improwizacji. Drugi problem dotyczył wygiętego kadłuba. Próbowałem go wyprostować na gorąco ale zawsze wracał potem do pierwotnego stanu i tak już został. Zamaskowałem to trochę wodą. W następnym poście (nie chcę tu przekroczyć limitu objętości zdjęć) dodaję fotografie lekkiego krążownika ChungKing (ex HMS Aurora). Za jakiś czas postaram się dodać fotografie kilku innych okrętów i nie tylko ich. Tak jak napisałem w jednej z odpowiedzi modelarstwo jest dla mnie odpoczynkiem, zabawą i oderwaniem się od innych spraw, czyli jako to się mawia praca „bez spiny”, co nie znaczy, że nie zależy mi na doskonaleniu warsztatu. Jestem wdzięczny za dotychczasowe uwagi i liczę na przyszłość na inne Wasze sugestie. Dziękuję też osobom, które pozytywnie zareagowały na moje posty, było to dla mnie miłym zaskoczeniem.
-
Dzięki za sympatyczne słowa, przede wszystkim jednak za uwagi, na których mi właśnie zależy. Także wszystkim, od których dostałem je przy tym i innych modelach. Część z tych rzeczy to takie, na które bym sam nie zwrócił w ogóle uwagi. Dbałość o zgodność historyczną różnych detali to dla mnie na razie dalszy etap. W każdym razie dobrze wiedzieć już pewne rzeczy na przyszłość. Przy okazji pytanie o druciki. Przy różnych modelach do elementów, które trudno by było zrobić z elastycznych nici (odciągi kominów czy żurawików, szlupbelki, niektóre krótkie linki itp.) używałem drutu mosiężnego różnej grubości (tak jak są dostępne teraz w sklepach modelarskich czy z częściami do elektroniki), rzadziej miedzianego (obydwa malowane podkładem w różnych odcieniach szarości). Czy są jeszcze inne, które bardziej do tego się nadają (i w ogóle do olinowania)? Miedź jest bardzo miękka, łatwo potem coś powyginać, mosiądz w dłuższych odcinkach trudno uzyskać prosty. PS. Co do złotówki, to szkoda że takie modele nie kosztują tyle złotówek co mają długości.
-
Ja się tym bawię dopiero od paru lat. Próbowałem żywicznym okrętów z Niko Model, Kombriga i Choroszy Modelbud, w sumie 6, z czego 4 są tu na Forum. Żywica każdego z producentów inaczej zachowywała się pod nożykiem, inaczej przy kładzeniu farby (podkładu z aerografu, przy czym inaczej nie znaczy że źle), miały też różną powierzchnię itd. Rzeczywiście inny świat niż plastik, który zresztą też przecież bywa różny. No i samo klejenie, przy plastiku jestem w stanie pewne małe niezgodności "nadszpachlować" samym klejem rozpuszczając minimalnie plastik tu już nie.
-
Dzięki za sympatyczne słowa. O nierównościach właśnie przed chwilą napisałem. Teraz będę tego już pilnował (chyba że będzie gładziutki plastik). A co ciekawe to Wakamiya z tej pokazanej na Forum żywicznej gromadki była pierwsza.
-
Dzięki. Albo farba albo miejscami niedopracowana przeze mnie powierzchnia żywicy. Na to już będę zwracał uwagę, zresztą przy jednym z poprzednich modeli już mi na to wskazano. Co do wody to próbowałem już trochę z masami plastycznymi, papierem akwarelowym itp. ale to jeszcze pewnie dużo czasu minie za nim coś z tego będzie. Jak oglądam perfekcyjnie zrobioną morską dioramkę to zawsze bardziej moją uwagę przyciąga w pierwszej kolejności właśnie woda potem dopiero okręt.
-
rozumiem Dzięki za sugestię, na razie próbuję ogarnąć jako tako budowę samych okrętów, próbując z przedstawicielami różnych klas. Woda to dla mnie rzecz dużo bardziej na przyszłość.
-
Dzień Dobry, Model jednego z pierwszych japońskich okrętów lotniczych jakim był Wakamiya to ostatni z żywicznych modeli zrobionych przez mnie w ubiegłych latach, który chciałbym pokazać w Galerii (wcześniej były to Fuso, USS Terror i USS Kearsarge). Tym razem, pierwszy raz miałem do czynienia z modelem jednostki handlowej, co prawda zaadaptowanej do roli wojennej ale mimo to statku (ex Lethington) z wszystkimi jego cechami konstrukcji. Scenka z wodowaniem samolotu Farman MF.11 oparta jest z grubsza na jednej z nielicznych fotografii Wakamiya dostępnych w internecie. Malowanie aerografem - Tamiya Kure Grey, pędzel – AK Wooden Deck Woda na bazie folii aluminiowej, malowana aerografem + Still water AK Podobnie jak przy innych modelach będę wdzięczny za wszelkie uwagi pomocne przy dalszych pracach. z serdecznymi pozdrowieniami dla wszystkich Sławek
-
Dzięki, dokładnie właśnie o takie konkrety mi szło, po to wstawiłem tą galerię. Część rzeczy widzę sam, na pewne na część o których piszesz nie zwróciłbym zupełnie uwagi.
-
Dzięki za zdjęcie. Może przy takich prędkościach i sposobie walki jak wtedy to się sprawdzało, tym bardziej że to były dopiero początki strzelania przez śmigło i poszukiwano rozwiązań. Przy okazji bardzo ładnie widać oznakowania na śmigle. Też taki „smaczek z epoki”, choć później też oczywiście bywały.
-
I sprawa wyjaśniona
-
Ale, ale... muszka to część przyrządów celowniczych, ja się rozpędziłem i napisałem że w wersji 15 (lotniczej) miały tą nastawną szczerbinkę jak w innych wersjach, tymczasem chyba tego nie było.
-
Dzięki za uwagi i sympatyczne słowa o „całokształcie”. Prawdę mówiąc nie przypuszczałem, że po miesiącu ktoś jeszcze skomentuje ten model. Jak napisałem na samym początku, robiłem tak jak było w zestawie i na osobnej blaszce (też Eduard) do tego modelu, nic nie modyfikując, stąd taki celownik. Rzeczywiście kształt ma ciekawy. W LMG08/15 stosowano celowniki ramkowe, ale czy muszki to nie wiem. Za to kilku producentów dodatków do modeli daje takie właśnie prostokątne. Lufa opadła - cały karabin rozsypał mi się przy montażu na samolot, kleiłem potem elementy na styk (w tym osobno celownik), w sumie jakoś się udało. A co do skrzydeł to czy przy takim niewielkim modelu miało by sens robić samemu jakieś dodatkowe wpusty lub coś jeszcze innego poza klejeniem praktycznie prawie na styk? Tu bym prosił o radę. Przy okazji zaległe podziękowania dla wszystkich, którzy w komentarzach w ciepłych słowach przyjęli ten model (dla mnie w dużej mierze „doświadczalny”). Przepraszam, że dopiero teraz.
-
Jak hartowała się stal, czyli modelarskie lata PRL
Slaw_21 odpowiedział kopernik → na temat → Dyskusje ogólne
Ten kokpit na zdjęciu to jak teraz z porządnego zestawu dodatków. Dorzucę jeszcze takie pudełko „z epoki” tym razem bez zawartości. Trzeba przyznać, że polskie przedwojenne lotnictwo miało wtedy całkiem niezłą reprezentację w modelach plastikowych. -
Dzień Dobry, Model ten był dla mnie pierwszą próbą zbudowania i pomalowania współczesnego czołgu i to w jednolitym pustynnym kamuflażu (choć nie pierwszą próbą zabawy z pancerką). Zrobiony jest „z pudełka” bez analizowania czy producent oddał wszystko jak należy i dodawania czegokolwiek poza kilkoma kanistrami i tobołkiem w koszu za wieżą. W zamiarze ślady eksploatacji miały być nie za intensywne, głównie z niewielkimi zaciekami, z zadrapaniami i obiciami farby. Ponieważ dla mnie jest to model „szkolno-doświadczalny”, to tym bardziej proszę nie oszczędzać i powytykać wszystko co jest do zmiany. Z rzeczy, które sam widzę to chociażby sposób wklejenia niektórych elementów („przeszklenia”, wieżyczka peryskopu, wyrzutnie flar) i niedopracowanie malowania kół. Ponieważ model w jednobarwnym jasnym malowaniu jest przynajmniej dla mnie trudny do fotografowania wstawiam niektóre zdjęcia podwójnie w różnym oświetleniu. z serdecznymi pozdrowieniami dla wszystkich Sławek
-
Nie przypuszczałem, że ten samolocik spowoduje taki odzew, tak więc kajam się serdecznie za te francuskie, kolejowe szachownice. Kleiłem bezmyślnie jak dziecko, patrząc na obrazek z instrukcji (tam jest właśnie tak) i już było za późno, a podwozie tak samo czyli tam gdzie pasowało, bo jak napisano wyżej miało być sentymentalnie a nie redukcyjnie. pozdrawiam wszystkich Sławek Malowałem pędzlem, na skrzydła i nie tylko dołożyłem trochę niebieskiego na sucho .
-
Jeżeli "renesansy" to farby olejne polskiej marki Renesans to można je mieszać bezpiecznie z rozcieńczalnikami modelarskimi do olejów typu "odorless thinner" (stosowałem bezproblemowo z rozcieńczalnikiem z AMMO-Mig i chyba też z Abteilung, kładąc na lakiery akrylowe). Przy czym Renesans robi kilka linii olejów i farby z nich mogą dawać po rozcieńczeniu wash mniej lub bardziej jednorodny. Terpentyna balsamiczna jest dość agresywnym odczynnikiem, to może być przyczyna problemu. Unikałbym "whit spirita" prosto ze sklepu dla plastyków, jest tańszy ale zwiera inne frakcje niż modelarskie rozcieńczalniki prawie niepachnące, stąd zresztą właśnie ten brak zapachu. Może okazać się też zbyt agresywny, może zresztą ktoś to już testował na Renesansach. Czy używałeś tych z Van Bleiswijck? Jak się zachowują? pozdrowienia Sławek
-
Dzień Dobry, Kilkadziesiąt lat temu gdy nie było internetu modelarstwo miało dużo wyrazistsze znaczenie edukacyjne. O Łosiu słyszałem skądinąd ale Czaplę poznałem dopiero dzięki temu, że był taki model. Sklejona, ale nie pomalowana Czapla, z dokładnie tego pudełka, które jest na zdjęciu stała u nas w domu na półce wiele lat. Jako dziecku podobało mi się to, że na takim plastikowym modelu można oddać plastycznie strukturę powierzchni poszycia. Z tamtego modelu zostało tylko pudełko, model który jest na zdjęciu zrobiłem ze dwa lata temu (Mistercraft, 1/72) tylko z przyczyn „sentymentalnych”, stąd też wykonanie celowo takie jakie mogło by być lata temu. Takie wspomnienie z dzieciństwa („wyzwanie, co?” - spytał mnie sprzedawca w sklepie, nie - tylko wspomnienia). z pozdrowieniami dla wszystkich Sławek
-
Jak hartowała się stal, czyli modelarskie lata PRL
Slaw_21 odpowiedział kopernik → na temat → Dyskusje ogólne
Z czasów szkolnych pamiętam jak wracając ze szkoły zaglądało się do kiosku „Ruch-u” czy jest może nowy tomik z serii „z Tygrysem” (o czym przypomina też zdjęcie z postu powyżej, ten tomik akurat udało mi się kupić), a może też nowy model z serii Mikro. Tak kupiłem tego Łosia (za 13 złotych, teraz mógłby kosztować podobnie). Kupiłem ale nie skleiłem, komplet był całkiem porządny z owiewkami i kalkami. pozdrowienia dla wszystkich Sławek -
Dzięki za uwagi o masztach. Ja niegdyś przy swoim zrobiłem naprawdę niewiele, tak że na pewno takie doświadczenia się przydadzą. Pewnie to znasz ale trochę różnych dodatków pomocnych przy robieniu takielunku jest robionych pod kątem modeli kartonowych. Niektóre można by pewnie wykorzystać przy plastiku, tym bardziej że są robione w różnych wymiarach a nie pod konkretne skale (np. serca, jufersy, bloki, w tym podwójne, potrójne, wiolinowe, bloki do topenant z wymiarami podawanymi w mm robione przez Shipyard, ta firma miała też liny o grubości 0,1 i 0,3 mm w kolorze kremowym, używam choć nie do żaglowców, są dobre). Na pewno też można by wiele rzeczy z rozwiązań czysto modelarskich podpatrzeć na modelach kartonowych żaglowców, gdzie skalą dominującą jest 1/100, czyli szczegółowość będzie jeszcze większa, a materiał jest bardziej podatny na deformacje niż plastik lub drewno, choć maszty i reje są teraz najczęściej drewniane. I takie pytanie trochę jak w przysłowiu „przyganiał kocioł garnkowi” (na moich 700-kach z pokładami drewnianymi, które są w galerii tego nie ma), czy planujesz zaznaczyć deskowanie pokładu delikatnym washem na samych krawędziach desek. Wiadomo że drewno pokładu na takim paradnym żaglowcu byłoby czyste, cegiełkowano by bez opamiętania, ale chodź same krawędzie desek. Kolor i konsystencję washa można dobrać np. mieszając „oilbrushery” z odcieni żółtych i brązowych (np. Summer soli i Dark brown z AMMO-Mig) w rozcieńczalniku do olejów (dowolny typu „odorless thinner”) albo użyć któregoś gotowego np. z AK do niemieckiego kamuflażowego Dunkelgelb. Zresztą bardziej doświadczeni ode mnie modelarze podpowiedzą jeszcze pewnie dużo lepsze rozwiązania. Przy czym jeśli tego nigdy nie robiłeś to może tak zaawansowany, pracochłonny model nie jest dobrym poligonem doświadczalnym do takich rzeczy.
-
Z przyjemnością patrzę na zdjęcia tego okrętu. Jakieś 20 lat temu kupiłem ten sam zestaw, próbując zrobić coś nie z kartonu. Z różnych niezależnych względów szybko prace wtedy przerwałem i leży tak to zaczęte w pudełku do dziś. Z przyjemnością popatrzę co można z tego uzyskać, może będę miał wzór i zachętę do dokończenia swojego egzemplarza (tylko nie wiem gdzie go potem upcham, jest dużo większy od 700-tek). Powodzenia w pracy. Jeśli można to jedna uwaga do zdjęć. Może warto spróbować na jakimś jednolitym jasnym tle. To duży, i to w każdym z 3 wymiarów model, trudny do fotografii, ale gdyby jako tło dać jasną tkaninę lub karton to byłoby lepiej widać szczegóły olinowania. Lepiej też nie robić zdjęć za bardzo pod światło z okna.
- Poprzednia
- 4
- 5
- 6
- 7
- 8
- 9
- 10
- Dalej
-
Strona 9 z 10
