Skocz do zawartości

Slaw_21

Użytkownicy
  • Liczba zawartości

    260
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

  • Wygrane w rankingu

    1

Zawartość dodana przez Slaw_21

  1. Koledzy, dzięki za uwagi i komentarze. Dla mnie ten model wygląda ciekawie jak się patrzy na całość bo łodzie latające tego typu same w sobie robią takie wrażenie. Jak się przyjrzeć szczegółom na zdjęciach modelu to znajdzie się sporo różnych „knocików”. Kalkomania z numerem bocznym 7 była rozerwana przy nakładaniu. Skrzydła to jeden duży problem, raz że siadły co słusznie zauważył @martinello (klejone bez robienia wpustów na styk co okazało się tu błędem), a dwa że inne problemy z klejeniem dały różne niepotrzebne ślady na powierzchniach. Co do naciągów to przy takich modelach wrażenie robi właśnie ich ilość, ta pajęczynka. Tutaj są z drutu mosiężnego kupionego w sklepie modelarskim. Oglądając dostępne zdjęcia tych samolotów zdecydowałem się zrobić połączenia ze skrzydłem w najprostszy sposób, kropelką kleju wikolowego (później pomalowanego) kładzionego po przyklejeniu drucika na CA.
  2. Dzień Dobry, Supermarine Seagull III to łódź latająca przeznaczona do lotów rozpoznawczych. Lot pierwszego egzemplarza odbył się w roku 1921. Maszyny te użytkowane były w okresie międzywojennym przez lotnictwo Wielkiej Brytanii, Australii i Japonii. Model to żywica do której dołączono kalki i niewielką blaszkę fototrawioną. Budowa była w zasadzie dość łatwa. Dla mnie pewne problemy pojawiły się przy składaniu skrzydeł ale nie wynikały one z cech części tylko z mojej nieuwagi. Żadna żywiczna część nie wymagała na wstępie prostowania. W sumie model czasochłonny ale przyjemny w budowie. Kto pracował z żywicą ten dobrze wie czym różni się to od pracy z plastikiem. Model z założenia jedynie z cieniowaniem z nielicznymi śladami eksploatacji. Na zdjęciach faktura drewna, odtwarzana olejami na kadłubie, jest słabo widoczna. Podstawka imitująca drewniany pomost została wykonana we własnym zakresie z arkusza polistyrenu, beczka ze skrzynką pochodzą z zapasów żywicznych różności. oznakowanie - RAAF, HMAS Albatross, Tasmania, 1930 r. zapraszam do oglądania i serdecznie pozdrawiam Sławek
  3. Jeżeli chcesz fotografować te samoloty na podstawce - płycie lotniska/pasie startowym to może spróbuj zrobić ją np. z grubszego arkusza polistyrenu ponacinanego (nie rozcinanego), pomalowanego w stonowanej szarości, z przynajmniej niewielkim cieniowaniem i liniami rozdzielającymi płyty, miejscami mniej lub bardziej podkreślonymi washem. Przy fotografowaniu może też trafnym okazać się nie „rozcinać” modelu krawędzią podstawki gdy kontrastuje ona mocno z tłem, a na niektórych zdjęciach warto wykadrować sam model. z pozdrowieniami Sławek
  4. Slaw_21

    Yamato 1/700

    Gratulacje za dobrze prezentujący się model i całą mini kolekcję.
  5. Bandery to kalki z zestawu, odbiór mogą psuć ich nieodcięte przezroczyste marginesy. Nie są one płaskie jak blacha, są lekko podgięte, fakt że można by je bardziej pofalować.
  6. Żywica nie jest taka straszna ale to cały osobny modelarski świat, mimo że wydaje się być bardzo podobna do polistyrenu. Trzeba popróbować żeby dobrze zobaczyć różnice i to nie tylko przy odcinaniu części z kostek wlewowych, ewentualnym prostowaniu czy klejeniu klejami CA. Żywice różnych producentów też potrafią się sporo różnić, podobnie jak plastik i to też przekłada się na pracę z nimi, niezależnie czy to okręt, samolot czy pojazd. Co do modelu choć merytorycznie nic nie umiem powiedzieć to po prostu mi się podoba, tyle że fotografowałbym go na niezadrukowanym papierze (zagięty w połowie papier czy karton A3 dałby też jednolite tło).
  7. Dzień dobry, Mini galerię tego zrobionego jakiś czas temu modelu zamieściłem już kiedyś w moim portfolio. Biorąc pod uwagę, że nie jest to miejsce, z którego łatwo wydobyć pozycje z danej tematyki, pozwalam sobie dodać tutaj pełną galerię. Chin Yuen czyli Delikatna Dal był chińskim krążownikiem pancernopokładowy, zbudowanym w Wielkiej Brytanii (wodowanie w 1886 r.). Okręt zatonął w 1895 r. Tak jak w przypadku innych chińskich czy japońskich okrętów z tego okresu ikonografia jest skąpa. Dostępne zdjęcia tego okrętu pochodzą głównie z prób stoczniowych w Wielkiej Brytanii. Model jest w malowaniu „wiktoriańskim”, czyli z czarnymi burtami, białymi elementami powyżej pokładu i ciemnożółtymi kominami i masztami, natomiast zgodnie z relacjami świadków, niedługo przed bitwą u ujścia Yalu, okręt przemalowano na szaro, czyli raczej nie jest z czasu samej bitwy. W polskojęzycznej literaturze obszerny artykuł na jego temat jest opublikowany w Okrętach Wojennych (111, 1/2012), ilustracje z niego posłużyły mi do oddania w uproszczeniu olinowania. W zestawie obok części plastikowych są toczone lufy dział oraz blaszka z detalami (w tym ładnie oddane relingi) i kalki z banderami oraz dodatkowo z ozdobami z dziobu i rufy oraz tablicami z nazwą na burty, niezależnie od tego że są one na blaszce. Z poza zestawu dodane są tu tylko koła ratunkowe i załoganci (jedno i drugie z Eduarda) oraz wiosła. Części są dobrze spasowane, pokład śródokręcia wchodzi nawet idealnie na wcisk, tak że składanie jest stosunkowo łatwe. Model zrobiony jest „po domowemu” czyli prosto z pudełka, bez przeróbek, w sposób bardzo prosty, stąd może zachęci do takich prac osoby szukające dopiero swojej modelarskiej tematyki. W niektórych miejscach nie udało się uniknąć różnych mankamentów, w tym malowania, klejenia detali fototrawionych i docinania olinowania co zawsze dobrze widać na dużych zdjęciach tak małych obiektów (model okrętu ma 11 cm długości). Chętnym do jego wykonania na pewno sugerowałbym zastąpienie omasztowania cieńszymi i zwężającymi się odpowiednio elementami. Podobnie można pokusić się też np. o lepiej odwzorowane uzbrojenie z marsów czy przycięcia kalek z banderami. Model nie jest trudny i nie jest bardzo czasochłonny, jest dobrze spasowany, można się na nim wiele nauczyć od strony technik modelarskich. Co do kolorów to jako ciemnożółta jest tu użyta farba Tamiya XF-60 Dark Yellow. Przy rożnych ustawieniach monitorów i wyświetlaczy telefonów może wydawać się mniej lub bardziej zielona. Całość malowałem głównie aerografem. z serdecznymi pozdrowieniami dla wszystkich Sławek Jak zwykle dla skali zdjęcie z pieniążkiem. Na koniec zdjęcie rodzinne z innymi okrętami z epoki, których galerie zamieściłem w ubiegłym roku, są to żywiczne modele IJN Fuso (wcześniejszy imiennik słynnej jednostki z drugiej wojny światowej; po lewej na dole) i u góry USS Kearsarge (BB-5).
  8. Przepraszam ale nie wiem czemu dodało się wyżej dwa razy.
  9. Gratulacje za wymagający sporego nakładu pracy ciekawie zrobiony model no i za nagrodę. Przemyślane jednorodne cieniowanie i brudzenie robią tu dobre wrażenie, a poza tym nie ma jak morski dwupłat z naciągami, uzbrojeniem z wózkami itd. Jest na co popatrzeć.
  10. Gratulacje za wymagający sporego nakładu pracy ciekawie zrobiony model no i za nagrodę. Przemyślane jednorodne cieniowanie i brudzenie robią tu dobre wrażenie, a poza tym nie ma jak morski dwupłat z naciągami, uzbrojeniem z wózkami itd. Jest na co popatrzeć.
  11. W sklepach pojawił się już „Model Ship Rigging” różnych grubości z Trumpetera, o którym pisałem wcześniej jako o zapowiadanym. Dla pełniejszego obrazu tego co już jest na Forum na temat „olinowania”, a temat był już jak wspominałem poruszany wielokrotnie w warsztatach, galeriach i części poradnikowej, wstawiam niżej odnośniki do kilku wcześniejszych wątków. Są w nich opisane różne doświadczenia Forumowiczów, warto może do niektórych wrócić. Niezależnie od tego zachęcam Kolegów do podzielenia się swoimi nowymi doświadczeniami i zebrania ich tu w jednym miejscu. Dla zainteresowanych tematem (część z nas na pewno już ten poradnik zna, kto nie zna, to warto się zapoznać) link do obszernego, dwuczęściowego opracowania tematu dostępnego na stronie KFS: https://www.kfs-miniatures.com/poradnik-olinowanie-materialy/ z serdecznymi pozdrowieniami dla wszystkich Sławek
  12. Tak, oczywiście, to nie jest żyłka tylko plecionka jak piszesz (nazwałem ją linką, o żyłce piszę trochę dalej). Choć ładnie imituje plecioną linę to jej wytrzymałość jest dla nas wadą, bardzo trudno ją ciąć, na pewno nie dotnie się jej małymi nożyczkami po przyklejeniu na model. Co do nici elastycznych z Ushi/A-Mig (Rigging) to są dostępne następujące grubości: 0,01 mm 0,02 mm 0,03 mm 0,05 mm Nici elastyczne z AK-Interactive (Bobbin) mają grubość: Mega-Thin - 0,02 mm (20 D) Hyper-Thin - 0,03 mm (40 D) Super-Thin - 0,045 mm (70 D) Thin - 0,055 mm (110 D) W samolotach w skali 1/72 można się pokusić o wykorzystanie najgrubszych, tym bardziej jeśli się je jeszcze chce pomalować. Poniżej przykład - Foker E.III (1/72, Eduard) - nić Ushi 0,05 mm, tu było łatwo bo nie wkleja się jej w kąty pomiędzy częściami: Klei się bardzo wygodnie. Dla tych co tego nie robili: Malutką ilość CA nakładamy nakładaczem czy końcem cieniutkiego drucika, przytykamy trzymaną pęsetą nić i po chwili już klej ją trzyma. Trzeba przytknąć pod takim kątem jaki chcemy uzyskać bo inaczej może ugiąć się przy kleju w niewłaściwą stronę i tak już zostać. Jak już klej wyschnie (nawet po minucie) nakłada się klej na miejsce gdzie ma być dociągnięta i naciągając nić lekko pęsetą przykłada tam, klej trzyma już po chwili. Potem gdy dobrze wyschnie docina się nadmiar cążkami lub nożyczkami pociągając leciutko pęsetą. To co zostanie odstające można dokleić później delikatnie na CA i pomalować w kolorze części. Jednak nie zawsze to dobrze wygląda (szczególnie w 1/700) gdzie bardziej może sprawdzić się drut, tym bardziej, że może usztywnić całość, a duża ilość nici może nam całość za bardzo ponaciągać o czym się już przekonałem przy okrętach. Pojawiła się też zapowiedź Trumpeter (Master Tools) - Model Ship Rigging w grubościach: 0,05 mm 0,1 mm 0,2 mm Co wygląda ciekawie bo będą grubsze od wyżej wymienionych. Inna rzecz to jaka będzie trwałość tych wszystkich nici elastycznych? Chociaż te stare białe nitki elastyczne, które kupiłem lata temu, dalej zachowują wszystkie swoje właściwości, a od starszych ode mnie stażem modelarzy słyszałem też dobre opinie. Czy możesz napisać gdzie kupiłeś nić Crystal Tec (portal aukcyjny czy jakiś sklep stacjonarny) ? I na koniec podziękowanie dla Kolegi @pmroczko za dokładny opis jak postępować przy wyciąganiu na gorąco włókien z polistyrenu.
  13. Dzień Dobry, Szanowni Koledzy, wielu z nas ma różne doświadczenia związane z wykonaniem w modelach jednostek pływających i samolotów (najczęściej wielopłatów) w różnych skalach odciągów, lin, linek, cięgien, anten i innych tego typu elementów nazywanych często potocznie całościowo linkami czy olinowaniem. Mniej więcej rok temu Kolega @Jacorro poruszył ten temat w osobnym wątku w tym dziale, jednak wtedy Jego pytanie o materiały do takich prac pozostało bez szerszego odzewu. Informacje tego rodzaju są rozproszone w wielu miejscach Forum, w tym w wątkach warsztatowych i galeriach. Proponuję żebyśmy w miarę możliwości podzielili się tu swoją praktyczną wiedzą w tym zakresie i to właśnie głównie własnymi doświadczeniami a nie samymi tylko odnośnikami do internetowych sklepów i instruktaży, choć i te się oczywiście przydadzą. Poniżej przedstawiam materiały, z którymi sam pracowałem i mogę coś o nich powiedzieć od strony praktycznej. Będę wdzięczny jeśli uzupełnicie ten wątek, dołączycie swoje uwagi czy sprostujecie moje błędne podejście do takich prac. Materiały do wykonania olinowania (tak to dla uproszczenia nazwę) można zgrubnie podzielić na następujące grupy: 1. Nici elastyczne dedykowane do zastosowań modelarskich lub do innych celów, 2. Zwykłe nici lub cieniutkie linki w tym dedykowane do celów modelarskich, 3. Drut i pręty metalowe, 4. Elementy fototrawione, 5. Żyłki i różne inne materiały wędkarskie, 6. Polistyren ciągnięty np. z ramek od wyprasek lub najcieńsze okrągłe profile polistyrenowe, 7. Inne. Dobór materiału w pierwszej kolejności zależy od tego: - jak cienki ma być element, - czy ma być prosty czy ugięty, - w jakim miejscu ma być wklejony, - czy chcemy go zawiązać na czymś, - czy chcemy go malować. 1. Nici elastyczne dedykowane do zastosowań modelarskich lub do innych celów Używałem: - Rigging A-MIG i Ushi (o ile wiem A-MIG pakuje wyrób Ushi i jest to to samo) różnych grubości (0,01 mm, 0,02 mm, 0,03 mm, 0,05 mm). Wszystkie w czarnym kolorze. Są dostępne też podobne nici elastyczne z Das Werk i AK Interactive (różne grubości) ale nie próbowałem ich. Nici takie wyglądają tak: powyżej w powiększeniu szpulki z nićmi 0,01 i 0,05 mm Przykład użycia: Chin Yuen (Delikatna Dal), 1/700, długość modelu 11 cm, nici elastyczne Ushi malowane pędzlem akrylami po przyklejeniu do modelu: - EZ Line, jest to grubsza nić niż wymienione powyżej, łatwiejsza w operowaniu (nie zwija się tak łatwo przy przypadkowym pociągnięciu), z bardzo dużą elastycznością, dostępna w różnych kolorach. Przykład użycia: Lee-Richards-3, 1/48; wszystkie naciągi z EZ Line koloru czarnego, miejscami delikatnie metalizowane akrylami: - Nitka modelarska elastyczna, biała, grubość: 0,04 mm, 0,08 mm, 0,12 mm, dostępne w sklepie z modelami kartonowymi wydawnictwa Orlik. Tą którą używałem kupiłem kiedyś na giełdzie, dobrze się z nią pracuje ale nie ma stałej grubości. W sklepie GPM jest dostępna podobna o grubości 0,2 mm. Wszystkie powyższe to materiały dedykowane do modelarstwa. Nie mam doświadczeń z nitkami z pończoch itp. Plusy: - można łatwo uzyskać element prostoliniowy, - dobrze się kleją gęstym klejem CA, - po porządnym wyschnięciu kleju można pęsetą delikatnie odciągnąć pozostały nadmiar i dociąć nożyczkami lub cążkami, jeśli coś jeszcze zostało można dokleić to do np. masztu klejem CA i pomalować, - można na czymś zawiązać pętelkę. Minusy: - trudniej jest uzyskać element z ugięciem, może się to udać przy grubszych niciach np. EZ Line ale jest trudne w kontrolowaniu, - trudno jest wkleić taką nić w kąt między jakimiś elementami (np. skrzydło samolotu i zastrzał/rozpórka), - trudno jest je malować, można to zrobić np. farbą podkładową pędzlem po przyklejeniu ale jest to pewna loteryjka czy nie zrobią się „koraliki” z farby (można je szybko rozetrzeć pędzlem), malowałem tak (sam podkład albo od razu akryle Tamiya), nie było najgorzej, oczywiście element ulega wtedy pogrubieniu i trzeba go malować dość szybko inaczej albo zacznie się ścierać zasychającą farbę albo będą różnice w jej grubości. 2. Zwykłe nici lub cieniutkie linki w tym dedykowane do celów modelarskich - Nici Shipyard (Vessel) o grubości od 0,1 mm dedykowane głównie do żaglowców. Są nawijane na płaski motek i ulegają dość trwałym odkształceniom w miejscach zagięcia. Jak większość takich, jak nie wszystkie, trochę „mechacą się”. Robiłem z nich np. buchty lin w okrętach kartonówkach 1/200. Przy plastiku i żywicy też się mogą przydać przy podobnych skalach. Są też różne inne nici i linki dedykowane do żaglowców, w tym produkowane przez firmy specjalizujące się w modelach drewnianych (Amati, OcCre, Artesania itp.; w jasnych i ciemnych odcieniach, mniej lub bardziej włochate). Poza Shipyard nie testowałem. Żaglowce to osobny temat, tą kwestię zostawiam już innym Kolegom. Co do zwykłych nici to mam jedynie niezbyt dobre doświadczenia sprzed lat gdy nie było dostępnego nic innego sensownego, natomiast na jednej z giełd modelarskich kupiłem kiedyś takie (nie miałem okazji przetestować): 3. Drut (mosiężny, miedziany, stalowy, chromoniklowy, ołowiany i inne) oraz pręty metalowe - drut mosiężny o różnych grubościach zaczynając od 0.05 mm oraz pręty mosiężne od 0,5 mm (te np. z Aber) Przykład jednego z cieńszych takich drutów dostępnego w sklepach modelarskich (szerokość woreczka - 15 cm): Dobry do dłuższych fragmentów, które mają być ugięte, po odtłuszczeniu można przed przyklejeniem malować aerografem, malowałem też pędzlem. Po przyklejeniu może się zdarzyć konieczność wyretuszowania drobnych ubytków farby. Przykład użycia zarówno nici elastycznych Ushi jak i drutu mosiężnego (malowane akrylami), USS Kearsarge, 1/700, długość modelu 15 cm: Jeszcze przykład użycia nici elastycznych Ushi, drutu mosiężnego i nici z Shipyard (torpedowiec Z-5, 1/200, sklejony dawno temu bez olinowania, które jakiś czas temu dodałem): - drut miedziany dostępny w różnych kolorach, łatwy do wyprostowania (można np. wałkować go metalową linijką na blacie, czego nie zrobi się z mosiądzem), łatwy do kształtowania ale też do przypadkowego wygięcia na modelu, stąd nadaje się raczej do krótkich elementów co nie znaczy, że nie da się zrobić i długich. Dostępny jest w różnych grubościach i opakowaniach u różnych sprzedawców, też w sklepach dla elektroników. Są też druty miedziane srebrzone do zastosowań w elektronice. Przykłady drutów miedzianych barwionych (zielony i czarny): i miedzianych niebarwionych różnych grubości: oraz cieniutkiego miedzianego drutu nawojowego i drutu wyciągniętego ze zwykłego kabla wielożyłowego (po prawej, da się porozplatać i ładnie wyprostować): A poniżej przykład użycia (trochę już lat temu) drutu miedzianego barwionego na czarno do olinowania w skali 1/200 (Novik, model kartonowy), uzupełnionego niedawno nicią elastyczną Ushi i nitką modelarską elastyczną: Przy okazji widać przewagę pod jednym względem drutu nad nicią elastyczną, gdy drut odklei się z jednej strony można łatwo go wkleić ponownie (tu przy dziobie przy nawiewnikach widać taki wysunięty odklejony drut łatwy do skorygowania), gdy odklei się nitka elastyczna to już gorzej, choć naprawiałem też takie. - drut stalowy, używałem dawniej do kartonówek do rej itp. gdy nie było dostępnych innych, sprężynuje, do olinowania się raczej nie nadaje. Podobnie jest z drutem chromoniklowym. Z takich drutów można wykonać grubsze elementy w oparciu o szablony ale raczej nie olinowanie. - drut ołowiany, bardzo miękki, dobry do wykonania przewodów na czymś np. na silniku, czy przewodów pary na kominie itp., kształtowanych na danej części i klejonych do niej (jak na obrazku niżej), do olinowania raczej nie. Przewodnik jak używać drutu przy modelach 1/700 jest dostępny na Forum w krótkim wątku Olinowanie 1:350 i 1:700 tutaj: Temat ten był też w tym roku omawiany w komentarzach do mojej galerii okrętu Wakamiya w 1/700 (drut molibdenowo-wanadowy) i przy okazji tego taki drut z Shelf Oddity (0,06 mm): Kupując druty warto zajrzeć do sklepów internetowy z modelami kartonowymi i sklepów dla elektroników. Rzeczą optymalną są druty w postaci prostych, nie zwijanych kawałków (prętów), jednak najczęściej to co można kupić jest już odkształcone w kółeczko. 4. Elementy fototrawione Do niektórych modeli samolotów istnieją dedykowane fototrawione odciągi (np. firma SBS - blaszki dedykowane do konkretnych modeli ale też i uniwersalne). W niektórych są odwzorowane elementy mocujące. Są też fototrawione reje z niektórymi elementami olinowania podwieszonymi pod nimi. 5. Żyłki i różne inne materiały wędkarskie Próbowałem parę razy przed laty linki o grubości 0,08 mm (zdjęcie poniżej), imituje skręcaną linę, nie jest elastyczna, jest za to bardzo wytrzymała, trudno ją ciąć. Trudno mi coś jednoznacznie powiedzieć na plus czy minus. Próbowałem też przed laty cienkiej żyłki wędkarskiej (0,2 mm). Problem leżał w pamięci kształtu, tak jak przy niektórych drutach. Żeby w miarę trwale wyprostować taką żyłkę wieszałem odcięty kawałek z ciężarkiem przywiązanym na dole, wcześniej malowałem pisakiem do plastiku. Dało się wykonać tak przede wszystkim te elementy olinowania, które powinny być ugięte. 6. Polistyren ciągnięty np. z ramek od wyprasek lub najcieńsze okrągłe profile polistyrenowe Nie mam doświadczeń z ciągnięciem polistyrenu na gorąco natomiast używałem najcieńszych profili okrągłych polistyrenowych (Plastruct), dostępne są od średnicy 0,3 mm. Są giętkie, białe, bezproblemowe w malowaniu, nawet pędzlem, choć oczywiście lepiej aerografem. 7. Inne materiały Tu już inwencja modelarzy jest na pewno spora. Lata temu próbowałem używać do najcieńszych linek w kartonowych okrętach 1/400 włosów. W pewnym zakresie nawet się to udało. W dużych skalach można by się pokusić o użycie do niektórych rzeczy giętkich cienkich przewodów. Są takie dostępne w sklepach specjalizujących się w modelach plastikowych, choć tańsze mogą okazać się ze sklepów dla elektroników czy modelarzy RC. Przykład: Narzędzia niezbędne do pracy z powyższymi materiałami to podstawowe narzędzia modelarskie: nożyk, małe nożyczki, cążki płaskie boczne, pęsety - zwykle z ostrym zakończeniem (czasem trzeba posłużyć się dwiema), a podstawowym klejem to klej CA (zwykle gęsty) choć dawniej z powodzeniem kleiłem żyłki i druty wikolem (tak wikolem). Zapraszam do kontynuowania wątku, Koledzy od okrętów i wielopłatów na pewno mogą tu w oparciu o własne doświadczenia dodać wiele informacji czy też uzupełnić lub sprostować to co podałem. Materiały i techniki stosowane przy modelach kartonowych sprawdzają się tu też przy modelach plastikowych i żywicznych więc też warto wymienić się doświadczeniami. Tak jak napisałem na wstępie było by z pożytkiem zebrać rozproszone w różnych wątkach informacje w jednym miejscu.
  14. Jeszcze raz dzięki za wszystkie uwagi i komentarze, też te natury ogólnej co do posługiwania się aerografem. Sporo rzeczy mi się wyjaśniło (przynajmniej na razie w teorii). Wiele informacji dotyczących porównania aerografów można znaleźć w postach z ostatnich paru lat, w wątku Aerograf II. Jak widać ostatnio chyba nie tak wiele się na rynku zmieniło. Inna kwestia to jakość materiałów wykorzystywanych do produkcji tych samych modeli aerografów (np. dysze). Zobaczymy jak to będzie wyglądać w przyszłości.
  15. Tak, właśnie szybkozłączka z regulatorem ciśnienia w postaci śrubki wkręcanej w nagwintowany otwór. Może zbytnio odkręciłem, w każdym razie wystarczyło by zniechęcić do używania. Regulator przy kompresorze daje ograniczone możliwości, ale w braku innych zawsze to coś.
  16. Przy Ultrze robię tak samo, w razie potrzeby używam pokrętła regulacji ciśnienia przy manometrze kompresora. Próbowałem używać zaworka-regulatora nakręcanego na wężyk ale skończyło się to wystrzeleniem z niego śruby co skutecznie przekonało mnie do odłożenia tego udoskonalenia do szuflady.
  17. Akurat mnie podobają się zarówno modele z naniesionymi śladami eksploatacji jak i bez nich, ale te ostatnie bardzo zyskują gdy uda się oddać na nich światłocień, płynne przejścia barw tam gdzie to potrzebne i tym podobne efekty. Zachęcałem już Kolegę w jednym z Twoich wątków lotniczych do przekonania się do aerografu. Nie chcę tu już zaczynać dyskusji o tym, ale z własnego doświadczenia mogę zapewnić, że malować akrylami aerografem można bezpiecznie dla siebie i domowników nawet w małym mieszkaniu nie używając wyciągu, nie trzeba z tym chodzić do piwnicy jak pisałeś. Oczywiście należy zastosować odpowiednie zasady bezpieczeństwa. PS. A haubica jest całkiem ładna.
  18. Bardzo ładnie zrobiona dioramka. Gratulacje. PS. Przy okazji widać, że na tego typu żywicy mimo starań nie jest łatwo mieć w efekcie gładziutkie powierzchnie wszędzie tam gdzie by się chciało.
  19. Szanowni Koledzy, dziękuję za rady, sugestie, a przede wszystkim za podzielenie się swoimi praktycznymi doświadczeniami na temat aerografów. Sporo się dowiedziałem, mam nadzieję, że inni zaglądający na Forum też na tym skorzystają. Co do Ultry, którą używam od kilku lat, i jak pisałem jest to mój pierwszy aerograf, to plusy i minusy dla mnie są takie: Plusy: - podstawowy taki, że jestem do tego narzędzia przyzwyczajony, - przez cztery lata go nie zepsułem i raczej ciężko jest to zrobić, trzeba by uderzyć, zrzucić itd., - jest bardzo łatwy w rozbieraniu i czyszczeniu (nie ma dyszy na gwincie, ma wyjmowany zbiorniczek), da się dokupić części (choć są drogie co już jest minusem), - jedyne większe problemy jakie miałem, wynikały z zabrudzenia co można było łatwo usunąć i jak się okazało z obecności wody w zbiorniku kompresora, którą można wylać odkręcając zawór w jego dnie (pomijam szkolne błędy z rozcieńczaniem i mieszaniem farby). Minusy: - twardo chodzący spust (o czym pisał @TAW), który po dłuższym malowaniu męczy rękę, - brak regulatora skoku iglicy (HKK słusznie zwrócił uwagę, że o to chodzi, w pierwszym poście niejasno to wyraziłem), może ten brak nie jest dla mnie tak istotny, - bardziej istotny problem to deformowanie się z czasem dysz, - żeby zamocować dyszę musi się nakręcić jej osłonę (czyli to o czym wspomniał @Klapouch), której koszyczkowaty, ażurowy kształt mniej lub bardziej wpływa na kształt stożka farby, na co wpływa też oczywiście odległość od malowanej powierzchni i kąty nachylenia bliskich powierzchni względem aerografu, w Infinity są tylko małe widełki osłaniające koniec iglicy, w FA 180X można chyba nie zakładać osłonki, - zbiorniczek po kilku latach używania słabo siedzi w korpusie i jest to kwestia wytarcia się metalu w korpusie aerografu. Wiadomo, że umiejętności praktyczne, znajomość teorii, zmysł artystyczny, umiejętna obserwacja rzeczywistości w tym analiza zdjęć itp. i odpowiednia farba to zasadnicze składowe efektu malowania. Nie wiem czy będę na razie zmieniał aerograf, może zastanowię się nad FA-180X. W każdym razie jeszcze raz dzięki za pomoc. PS. Inna jeszcze istotna rzecz to taka, że w filmowych recenzjach aerografów często prezentuje się je malując na papierze a nie na twardym a przede wszystkim niechłonącym farby podłożu. @HKK słusznie zwrócił uwagę, że trenować trzeba na polistyrenie. Ja to właśnie robiłem na papierze, a potem dziwiłem się, że na plastiku jest gorzej.
  20. Dzień Dobry, Mam prośbę do osób, które malowały aerografem H & S Ultra, zmieniły go na inny i są z tego zadowolone o radę co może okazać się lepsze od Ultry. Używam tego aerografu od czterech lat. Jest to mój pierwszy i dotąd jedyny aerograf. Używam go w komplecie z kompresorem ze zbiornikiem wyrównawczym Fine-Art A-5000. Maluję akrylami używając dysz 0,2 i 0,4. Poznałem właściwości akryli Tamiya, Hataka, MIG, AK i Vallejo. Cechy innych modeli H & S jak i niektórych innych aerografów znam z filmów i różnych recenzji też z Forum. Nigdy nie malowałem innym aerografem. W Ultrze cenię między innymi łatwość czyszczenia, w tym możliwość wyciągnięcia zbiorniczka. Regulacja siły ściągnięcia spustu do tyłu w postaci śruby w obsadce, której brak w Ultrze choć cenna, nie jest dla mnie rzeczą bardzo ważną. Jestem w stanie dość precyzyjnie kontrolować pracę spustu, choć takie ułatwienie byłoby dobre. Zdaję sobie sprawę, że rodzaj aerografu to jedna z wielu składowych efektu jaki osiągnie się w malowaniu i nie zastąpi się nim ani umiejętności technicznych ani pewnego zmysłu artystycznego czy sztuki doboru i rozcieńczenia farby jak i innych czynników. Wiem, że odpowiedź na moje pytanie będzie zawierać dużą dozę subiektywnych odczuć, mimo to będę wdzięczny za wszelkie sugestie, zarówno jak chodzi o tańsze jak i droższe aerografy, jak i za informację co w danym aerografie okazało się lepsze niż w Ultra.
  21. Slaw_21

    Trumpeter THAAD 1:35

    Merytorycznie nie znam się. Natomiast od strony estetycznej model jak dla mnie bardzo ciekawy.
  22. Slaw_21

    RWD-8 PWS, 1/72 IBG

    Dzięki. Jest to dobry przykład, że dokładając nawet same pasy do tego co jest w zestawie można taki dość schematycznie potraktowany przez producenta kokpit całkiem sobie ożywić.
  23. Świetnie zrobiony model i dobrze zgrany z podstawką. A co do klejowato-gumiastych substancji na blaszkach PE to też się z tym spotkałem, dało się to usunąć alkoholem izopropylowym.
  24. Slaw_21

    RWD-8 PWS, 1/72 IBG

    To nawet nie chodzi o dorabianie we własnym zakresie tylko to co jest w zestawie. Nie znam go ale tak patrząc po tych zdjęciach co są, to mi się wydaje, że jest tam trochę „różności”, które można dokładniej pokazać na fotografii.
  25. Jeśli nie uda się zmyć nadmiaru CA debonderem to jeszcze można spróbować delikatnie usunąć go nożykiem modelarskim w kształcie dłutka (dobre może być skośne). Tylko to już trzeba robić bardzo delikatnie. Powodzenia w całości prac.
×
×
  • Dodaj nową pozycję...

Powiadomienie o plikach cookie

Umieściliśmy na Twoim urządzeniu pliki cookie, aby pomóc Ci usprawnić przeglądanie strony. Możesz dostosować ustawienia plików cookie, w przeciwnym wypadku zakładamy, że wyrażasz na to zgodę.