-
Liczba zawartości
19 -
Rejestracja
-
Ostatnia wizyta
Reputacja
43 ExcellentO Kustosz
- Urodziny 05.10.2004
Ostatnie wizyty
747 wyświetleń profilu
-
Carro Comando M14/41, IBG 1:72 – In-box i wstępna recenzja
Kustosz odpowiedział Kustosz → na temat → [M]Nowości i In-Boxy
Właśnie po to żeby mogły skutecznie prowadzić ogień artyleryjski. Semoventi czasem działały jako działa szturmowe, czasem jako zwykłe działa artyleryjskie, a czasem jako czołgi, zależnie od oddziału i konkretnego zadania. W 1943 roku, gdy w batalionie/dywizjonie czołgów średnich było już więcej dział niż samych czołgów w ogóle przestano przydzielać im Carri Comando, ale wciąż zostawiono je oddziałom pełniącym funkcje artylerii. -
Carro Comando M14/41, IBG 1:72 – In-box i wstępna recenzja
Kustosz odpowiedział Kustosz → na temat → [M]Nowości i In-Boxy
Wygląda na to że masz rację. Dalmierz akurat był montowany na ramieniu wewnątrz kadłuba, więc to musi być miejsce na goniometr. Dzięki wielkie, bardzo nie chciało mi się tego wczoraj szukać xD -
Do serii włoskich pojazdów w skali 1:72 od firmy IBG niedawno dołączył wóz dowodzenia dział samobieżnych Carro Comando M41 w wersji z CKM-em 13,2 mm. Ci którym zdarzało się czytać moje poprzednie recenzje wiedzą już, że włoskie maszyny od polskiego producenta okazały się dla mnie sporym rozczarowaniem, tym bardziej że długo i niecierpliwie oczekiwałem aż ktoś wreszcie się za nie zabierze. Bez owijania w bawełnę już na wstępie powiem, że absolutnie nic w tej kwestii się nie zmieniło, a wręcz przeciwnie. Model ten jest podręcznikowym przykładem tego jak olewczo do tematu podchodzi IBG. O moich odczuciach niech świadczy fakt, że mimo miłości do włoskich maszyn poważne zastanawiałem się czy w ogóle chcę go w swojej kolekcji... Na początek krótka notka historyczna: Carro Comando M41 powstał jako wersja rozwojowa modelu M40 (również dostępnego w ofercie IBG, recenzję można znaleźć na moim profilu). Bazował na podwoziu czołgu M14/41 i od poprzednika różnił się przede wszystkim usprawnionym silnikiem SPA 15T o nieco większej mocy. Produkcja rozpoczęła się w styczniu, a zakończyła w listopadzie 1942 roku. Do ważniejszych zmian wprowadzonych w trakcie produkcji można zaliczyć zastąpienie dwóch sprzężonych KM-ów Breda Mod.38 kal. 8 mm pojedynczym Breda Mod.31 kal. 13,2 mm. Łącznie zbudowano 49 sztuk wozu – 15 dla dział samobieżnych M41M da 90/53 (wszystkie z Bredami Mod.38) i 34 dla dział M41 da 75/18 (znaczna większość, jeśli nie wszystkie, z Bredami Mod.31). Carri Comando M41 przydzielano głownie do artyleryjskich dywizjonów dział samobieżnych (Gruppi Semoventi): • da 90/53: – CLXI (4 szt.; Sycylia); – CLXII (idem); – CLXIII (idem). • da 75/18: – DLIII (przewidziane 5 szt., nie wiadomo ile faktycznie dostarczono przed rozwiązaniem; Włochy kontynentalne); – DLV (prawdopodobnie 1 szt.; Tunezja); – DLVII (5 szt.; Tunezja); – DLVIII (4 szt.; Grecja, Albania); – DLIX (7 szt.; Sycylia, Tunezja); – DLX (5 szt.; Włochy kontynentalne); – DLXI (7 szt.; Sardynia, Korsyka). Można było je znaleźć także w kompaniach dział 75/18 mieszanych batalionów czołgów średnich: – 3. kompania XV batalionu (1 szt.; Tunezja); – 2. i 3. kompania XVI batalionu (po 1 szt.; Sardynia); – samodzielna 4. kompania (1 szt.; Sycylia). Ostatnie 3 szt. w wersji 90/53 służyły jako maszyny szkolne we Włoszech. Niektóre wozy w wersji 75/18 przerzucano pomiędzy różnymi oddziałami, stąd całkowita liczba w rozpisce jest większa niż 34. Do dziś przetrwały dwa egzemplarze – jeden w muzeum motoryzacji w Rzymie, a drugi w koszarach Babini w Bellinzago Novarese (po wojnie przerobiony w imitację czołgu poprzez dostawienie wieży od M15/42 na potrzeby reprezentacyjne armii). Przechodząc do samego modelu, instrukcja oraz poszczególne ramki wyglądają następująco: W zestawie dostajemy dwie identyczne ramki "W" z elementami nadbudowy. Zacznijmy od tego co zostało skopane w odlewach oraz procesie budowy: • Na pierwszy ogień idzie układ jezdny. Jest to taki sam zestaw topornych i zdecydowanie zbyt grubych elementów, jaki można było spotkać w najwcześniejszych modelach włoskich czołgów od IBG z 2023 roku. Co ciekawe już w 2024 wraz z modelami Semovente M41M da 90/53 i M11/39 pojawiły się nowe, poprawione i odchudzone układy, lecz od tamtej pory nie zawitały w żadnym innym modelu. Dlaczego? Nie wie nikt. O ile zawieszenie M11 było nieco inne niż w przypadku pozostałych maszyn, o tyle M41M używał dokładnie takiego samego typu, więc nic nie stoi na przeszkodzie aby dodać go również do innych zestawów. Oprócz zawieszenia nie zmienił się także toporny wizjer kierowcy z gigantyczną "szczeliną" obserwacyjną. Porównanie elementów układu. Na górze Semovente M41M, na dole Carro Comando. • Tradycją stały się już przykrótkie odlewy błotników we włoskich pojazdach od IBG. W tym przypadku jest tak samo, a ich przednia krawędź kończy się o wiele wcześniej niż powinna. O ile w przypadku pojazdów na podwoziu M40 dało się to łatwo naprawić, o tyle błotniki wersji M41 mają nieco inny kształt, którego nie da się tak łatwo uzyskać. Porównanie błotników modelu oraz prawdziwego Carro Comando: W miejscu niebieskiej linii kończy się prawdziwy błotnik, natomiast w miejscu czerwonej błotnik modelu. Warto zaznaczyć, że płytka przytwierdzona do kadłuba dwoma śrubami (żółta i zielona strzałka) jest integralną częścią błotnika i jego przednim punktem montażu, a nie oddzielnym elementem. Pomarańczową strzałką zaznaczyłem zgrubienie, które powinno ciągnąć się wzdłuż całej długości błotnika, a różową klapkę otworu technicznego – tych detali także brakuje. • Na 7 i 8 etapie budowy instrukcja mówi nam aby do boków modelu przykleić fototrawione boczne stopnie. Według producenta do wyboru mamy dwie wersje tych elementów: PE-3/PE-4 i PE-5/PE-9. Poniekąd mamy tu powtórkę z modelu Semovente M40, ponieważ ani jedne, ani drugie z proponowanych stopni nie pasują do Carro Comando M41. W ich miejscu powinien znaleźć się trzeci zestaw, w ramce oznaczony jako PE-1/PE-2. Stopnie PE-3/PE-4 to wersja montowana wyłącznie na wczesnych czołgach M13/40 z długimi błotnikami, przytwierdzana bezpośrednio do nich. PE-5/PE-9 to natomiast wersja z dodatkową osłonką, przeznaczona dla wszystkich pojazdów z krótkimi błotnikami (większość M13/40, Semoventi i Carri Comando M40, wczesne M14/41). PE-1/PE-2 przeznaczone są dla długich błotników w wersji M41 i M42; wyglądają bardzo podobnie do PE-3/PE-4, jednak w przeciwieństwie do nich mocowano je do boków kadłuba, a nie samych błotników. Prawdopodobną przyczyną takiego rozwiązania jest fakt, że stopnie PE-1/PE-2 mają nieco szerszy rozstaw ramion niż dwa pozostałe zestawy (ciężko stwierdzić z jakiego powodu, bo powinien być taki sam), w skutek czego domyślnie nie pasują do przeznaczonych na nie otworów w kadłubie. Nie jest to nic trudnego do naprawienia, wystarczy lekko wgiąć je do wewnątrz. Porównanie trzech typów stopni. Po lewej wczesny M13/40 (PE-3/PE-4), po środku późniejszy M13/40 (PE-5/PE-9), a po prawej M14/41 (PE-1/PE-2). • Pozostając na etpaie 8 natkniemy się na kolejne niedopracowania, również znane z poprzednich modeli tego producenta. Pierwszym z nich jest montaż KM-u przeciwlotniczego. IBG proponuje nam zamontowanie go na przedniej części włazu w pozycji zamkniętej. Szkopuł w tym, że w rzeczywistości klapki we włazie nie służyły do montażu karabinu (będąc kompletnie szczerym, sam nie wiem do czego właściwie służyły, ale na pewno nie do tego). Faktyczny montaż wyglądał w sposób ukazany na poniższym zdjęciu: Ze względu na swoje położenie, karabin ten mógł być używany wyłącznie przy otwartym włazie, natomiast gdy właz trzeba było zamknąć, chowano go do środka przedziału bojowego. • W tym miejscu zauważyć można kolejną chroniczną przypadłość firmy, tj. niepotrzebne tworzenie oddzielnych, specjalistycznych elementów, które zamiast poprawić zgodność modelu z oryginałem tylko ją pogarszają. W przypadku naszego Carro Comando mówię tu chociażby o ww. przedniej części włazu, która w rzeczywistości była identyczna jak ta tylna, ale w modelu IBG została specjalnie przystosowana pod montaż KM-u. Na podobny problem cierpiał model Carro Comando M40, który zamiast montażu KM-u w ogóle nie miał klapki w przedniej ćwiartce. Inną sprawą jest ogólna kiepska jakość włazów: brakuje im jakichkolwiek detali na spodzie, więc w zasadzie można umieścić je tylko w pozycji zamkniętej. Z drugiej strony zewnętrzny uchwyt został odlany w złym położeniu; jego rączka powinna być skierowana na wprost,a nie w lewo. Właz prawdziwego Carro Comando od strony wewnętrznej i zewnętrznej. • Innym, bardziej ogólnym przykładem tego problemu jest fototrawiona płytka oznaczona numerem PE-6, umieszczana na kadłubach wszystkich wydanych do tej pory włoskich pojazdów pancernych. Element ten ma reprezentować metalową plakietkę, na której znajdował się zestaw symboli państwowych i wojskowych: rózga liktorska, gwiazda oraz napis RoEto. Ja można jednak zauważyć, nijak jej nie przypomina; zamiast tego składa się z pustego krzyża. Jest to o tyle ciekawe, że element który wiernie odwzorowuje taką plakietkę już od dawna można znaleźć w zestawie blaszek przeznaczonych dla ciężarówek Lancia 3Ro. Porównanie dwóch elementów z oryginałem. Po lewej PE-6 z pojazdów pancernych, a po prawej blaszka z Lancii. • To samo tyczy się podstaw pod anteny, lecz w tym przypadku z korzyścią dla omawianego modelu. O ile Carri Comando dostają dokładniejsze, dwuelementowe podstawy, które w razie czego można złożyć, o tyle czołgi (np. M13/40) dostają bardziej toporną podstawę jednoelementową, mimo że w rzeczywistości części te były identyczne. • Skoro już jesteśmy przy radiach, to muszę też wspomnieć, że tak jak w każdym poprzednimi modelu, tu również brakuje podpór pod anteny do pozycji złożonej (zaznaczone na czerwono) oraz uchwytu po prawej stronie kadłuba (zaznaczony na niebiesko). To tyle jeśli chodzi o uwagi dotyczące budowy, teraz czas na moją ulubioną sekcję dotycząca proponowanych schematów malowania. Z góry zaznaczę, że i w tym przypadku nie doszło do jakiejkolwiek poprawy, a wręcz przeciwnie. Pomimo dostarczenia czterech różnych numerów rejestracyjnych, w instrukcji zaprezentowano jedynie dwa pełne wzory: • Pierwszy z nich przedstawia wóz o numerze rejestracyjnym RoEto 5840, mający należeć do niesprecyzowanego pododdziału słynnej 132. Dywizji Pancernej „Ariete”. Zacznijmy od tego, że przestawiony na pojedzie czarno-żółty trójkąt skierowany wierzchołkiem do dołu był charakterystycznym oznaczeniem 1. baterii DLI Dywizjonu Dział Samobieżnych 75/18, faktycznie będącego częścią Ariete (więcej szczegółów na temat wspomnianych oznaczeń można znaleźć w recenzjach modeli Carro Comando M40 i Semovente M40 da 75/18). Szkopuł w tym, że żaden z dwóch dywizjonów dywizji Ariete nie miał w swoich szeregach pojazdów w wersji M41, lecz wyłącznie M40. Ze względu na częstą obecność na zdjęciach z epoki oraz błędy w przestarzałej literaturze ww. trójkąt stał się oznaczniem najczęściej utożsamianym z włoskimi oddziałami dział samobieżnych, mimo że w rzeczywistości posługiwała się nim tylko pojedyncza bateria. W internecie można znaleźć liczne grafiki przestawiające różne pojazdy samobieżne z tym oznaczniem, jednak tak na prawdę nosiły je wyłącznie 4 Semoventi M40 i dowodzący nimi Carro Comando M40. Do przedstawionego modelu nie pasuje także przypisany mu numer rejestracyjny. RoEto 5840 co prawda był wozem dowodzenia M41, jednak w wersji przeznaczonej dla dział M41M da 90/53, uzbrojonym w dwie Bredy Mod.38 (w zestawie wciąż znajdują się elemeny pozwalające na zamontowanie takiego uzbrojenia, choć nie był to cel projektanta). Żaden wóz w tej wersji nie znalazł się w Afryce, a tym bardziej w szeregach Ariete. Ponadto tylna rejestracja została umieszczona po złej stronie. • Maszyna z drugiego schematu o numerze RoEto 4655 została podpisana jako należąca do DLVII dywizjonu, mającego znajdować się na Sycylii w 1943 roku. Wóz nosi nazwę własną "Archibugio". Wbrew temu co napisano w instrukcji, charakterystyczny system oznaczeń w postaci nazw pisanych białymi literami na czerwonym tle był unikalny nie dla DLVII, lecz DLIX dywizjonu. To właśnie DLIX dwyizjon stacjonował na Sycylii na początku 1943, podczas gdy DLVII walczył w Tunezji już od listopada 1942. DLIX miał trafić na ten front w lutym 1943, jednak statek transportujący jego sprzęt został stracony na morzu wraz z całym ładunkiem. Następnie oddział odbudowano w pomniejszonym składzie i ponownie wysłano do Tunezji. Obydwie iteracje oddziału posługiwały się takim samym systemem oznaczeń, choć o nieco innych szczegółach. Pierwsza malowała swoje nazwy na bokach nadbudów, a ich czerwone tła były bardziej zaokrąglone, tak jak widać na poniższych zdjęciach: Druga iteracja otrzymała jednak pojazdy w nieco późniejszej odmianie, które na swoich bokach przewoziły zasłaniające płyty pancerza kanistry. Z tego powodu oznaczenia przeniesiono wówczas na klapę kierowcy oraz tył kadłuba, a ich tła stały się prostokątne: Model IBG przedstawia Carro Comando w wersji wcześniej, toteż oznaczenia powinne być umieszczone na jego bokach. Ich tła jednak nie są zaokrąglone, a prostokątne. Jednocześnie są za duże aby dało się je umieścić na klapie kierowcy. Dodatkowo proponowany numer rejestracyjny, oprócz tego że znów umieszczony po złej stronie, jest o wiele za niski jak na pojazd tego typu. Semoventi M41 da 75/18 i przeznaczone im Carri Comando były rejestrowane w przedziale 5603–5798. Najwcześniejszy znany Carro Comando M41 nosił numer 5684, natomiast najpóźniejszy 5783 (nie licząc przedziału 5829–5843, w którym znalazły się wozy dla dział 90/53). 4566 był zwykłym czołgiem M14/41. • Oprócz tych dwóch schematów do wyboru otrzymujemy dwa inne numery rejestracyjne: RoEto 4891 i 5768. Tak jak w przypadku 4655, 4891 w rzeczywistości był zwykłym M14/41, a nie wozem dowodzenia. 5768 jest o tyle interesujący, że numer ten faktycznie należał do Carro Comando M41 o nazwie własnej "Archibugio" z drugiej iteracji DLIX dwyizjonu. Dlaczego więc IBG nie przypisało go do drugiego schematu malowania? Kto ich tam wie. Tak czy siak, numer ten również nie pasuje do tej konkretnej wersji pojazdu, ponieważ (tak jak już wspomniałem) model IBG przedstawia jego wcześniejszą odmianę, podczas gdy 5768 był odmianą późniejszą. Oprócz wspomnianych uchwytów na kanistry, wóz powinien posiadać dodatkowe wzmocnienia błotników z przodu i z tyłu oraz blaszki do wydrapywania błota z kół napędowych. • Jako notę podsumowującą sekcję kamuflażową zostawiłem wisienkę na torcie: obydwa schematy malowania proponowane przez IBG są jednymi z pierwszych grafik jakie wyskakują po wpisaniu w wyszukiwarkę "Carro Comando M41" xD O ile przy poprzednich modelach frima chociaż trochę się starała i przynajmniej zaglądała do jakiejś literatury przedmiotu, o tyle teraz nie zrobili już nawet tego i poszli na łatwiznę, korzystając z losowych rysunków znalezionych w necie, czego rezultat widać we wcześniejszych akapitach. To może również wyjaśniać dlaczego na pierwszej stronie instrukcji zabrakło notki historycznej, która zazwyczaj się tam pojawiała. Na zakończenie: Model ten jest uosobieniem ibegowego podejścia do tematyki włoskiej – odwalić żeby zapełnić lukę na rynku i mieć fajrant. Jakość modelu w zasadzie się nie zmieniła od poprzednich wydań, wady pozostały te same. Schematy malowania to kopiuj-wklej z googla. Nawet w instrukcji można znaleźć dziwaczne błędy, np. nagle pojawiające się na błotnikach w kroku 6 podnośniki, które następnie znikają na finalnym obrazku, po czym znów pojawiają się w schematach malowania. Ponownie mamy tu do czynienia z modelem, który może najwyżej służyć za reprezentację pojazdu na półce, ale raczej nic bardziej ambitnego (przynajmniej nie prosto z pudła). Swoją drogą: nie wiem czy zwróciliścię uwagę na notkę, która znajduje się na pierwszej stronie instrukcji każdego włoskiego pojazdu od IBG. Chodzi mi konkretnie o podziękowanie dla pana nazwiskiem Leonardo Landi, który miał pomagać przy tworzeniu tych modeli. IBG nie raczyło napisać kim jest ta osoba, więc udało mi się znaleźć trochę informacji na własną rękę. Wynika z nich, że pan Landi nie jest historykiem, nie jest też producentem modeli, ani specjalistą od włoskiej wojskowości. Jest modelarzem specjalizującym się w dioramach, który swego czasu napisał ze dwa teksty w czasopismach modelarskich. Jemu samemu oczywiście nic nie zarzucam, natomiast kwestię podjęcia takiej, a nie innej współpracy przez IBG i idących za nią rezultatów zostawiam czytającym do samodzielnego przemyślenia...
-
Semovente M40 da 75/18, IBG 1:72 – In-box i wstępna recenzja
Kustosz odpowiedział Kustosz → na temat → [M]Nowości i In-Boxy
Przy okazji ponownego przeglądania ramek trafiłem na kolejne "ciekawe" rozwiązanie... Z jakiegoś powodu na spodniej części włazów postarano się o dodanie główek śrub, mimo że ta część nie będzie widoczna po złożeniu. Jednocześnie nie pokuszono się o dodanie uchwytów do otwierania, albo chociaż szczeliny między połowami... Podobne rozwiązania można znaleźć też w innych modelach, np. czołgu M13/40, gdzie właz boczny ma odlane wszystkie detale od wewnątrz, ale ten główny na wieży już nie. -
Semovente M40 da 75/18, IBG 1:72 – In-box i wstępna recenzja
Kustosz odpowiedział Kustosz → na temat → [M]Nowości i In-Boxy
Rzeczywiście, słuszna uwaga. Wygląda trochę jakby zaprojektowali ją w odbiciu lustrzanym, bo krzywizna idzie dokładnie przeciwnie do kształtu dachu... -
IBG kontynuuje swoją linię włoskich pojazdów, tym razem dając nam model działa samobieżnego M40 da 75/18. • Zarys historyczny: Semovente M40 było pierwszym włoskim, gąsienicowym działem samobieżnym, które trafiło do czynnej służby. Łącznie wyprodukowano 60 sztuk, wszytkie w 1941 roku. Były budowane na podwoziu późnej odmiany czołgu M13/40. Przydzielano je do dywizjonów samobieżnych (wł. Gruppo Semovente), które następnie miały trafiać w szeregi pułków artylerii należących do dywizji pancernych. Łącznie sformowano sześć dywizjonów wyposażonych w działa M40. Każdy z nich liczył 10 dział i 5 wozów dowodzenia (Carro Comando M40), rozdzielonych pomiędzy dowództwo, dwie baterie artylerii i rezerwę. Każda z trzech dywizji pancernych miała otrzymać dwa takie dywizjony. Początkowo każdą parę numerowano jako V. i VI. dywizjon konkretnego pułku artylerii. Zmieniło się to w maju 1942 roku, gdy każdy z dywizjonów otrzymał swój indywidualny numer, zaczynając od DLI. (551.), a kończąc na DLVI. (556.). Powodem takiej zmiany był fakt, że z czasem pierwotne plany dotyczące przydziałów zmieniły się. Aby tekst był łatwiejszy w odbiorze od tego momentu będę posługiwał się jedynie numeracją serii DL, nawet jeśli rzeczywiście nie obowiązywała w omawianym momencie. Dwa pierwsze dywizjony (DLI. i DLII.) trafiły na front Afrykański w styczniu 1942 roku. Początkowo należały do 133. D.Panc. "Littorio", jednak na miejscu przekazano je w ręce 132. D.Panc. "Ariete", jako że ta uczestniczyła w działaniach frontowych już od dłuższego czasu. Zaraz po pierwszej dwójce do Afryki wysłano także DLIII. dywizjon, jednak ten został zatopiony w trakcie transportu na Morzu Śródziemnym i spoczywa na dnie do dziś. Następnie oddział odtworzono z powrotem we Włoszech, już na działach M41 i w powiększonym składzie. Swój faktyczny koniec spotkał wiosną 1943 roku w Tunezji. Następny dywizjon (DLIV.) przybył do Afryki dopiero w sierpniu 1942 roku, gdzie przydzielono go do 133. D.Panc. "Littorio". Jeszcze przed wypłynięciem wydzielono z niego dwa rezerwowe działa i wysłano je do okupowanej Słowenii. Brakujące pojazdy szybko uzupełniono, prawdopodobnie wozami pierwotnie należącymi do DLV. dywizjonu. W międzyczasie ww. DLV. dywizjon został przydzielony do 10. RACo - zgrupowania pancernego przygotowywanego do planowanej inwazji na Maltę. Z planu ostatecznie zrezygnowano jesienią 1942 roku, a dalsza działalność oddziału jest niepewna. Możliwe, że przynajmniej część jego sprzętu została rozdysponowana pomiędzy inne dywizjony w ramach uzupełnień. Niepewne jest czy w ogóle przydzielono mu załogi, jednak widniał na liście aktywnych jednostek jeszcze w 1943 roku. Ostatni, DLVI. dywizjon, trafił do Afryki we wrześniu 1942 roku. On także został przydzielony do 133. D.Panc. "Littorio" jako rekompensata za oddziały wcześniej oddane do dywizji "Ariete". Niedługo później wszystkie cztery dywizjony walczące w Afryce zostały zniszczone podczas II Bitwy pod El Alamein, razem ze swoimi dywizjami. Semoventi da 75/18 sprawdziły się w boju i były jednymi z najlepszych pojazdów bojowych w służbie włoskiej. Funkcjonowały głównie jako artyleria bezpośredniego wsparcia i niszczyciele czołgów. Działa M40 dały początek całej rodzinie podobnych pojazdów, które ostatecznie wyszły z użycia dopiero w latach '50-ych. Do dziś przetrwały trzy takie maszyny - jedna w USA (należąca do DLIV. dywizjonu), druga we Francji (prawdopodobnie należąca do DLV. dywizjonu) i trzecia w Egipcie (przydział nieznany). Przejdźmy więc do tego, co proponuje nam producent. • Zawartość pudełka: Już na pierwszy rzut oka da się zauważyć, że nie jest tak dobrze jak możnaby tego oczekiwać. – Układ jezdny, który dostajemy to ponownie stary wzór, znany z pierwszych modeli włoskich maszyn od IBG. Nie da się ukryć, że nie wygląda to najlepiej i sam producent jest tego świadom, bo np. w modelu Semovente da 90/53 dostaliśmy odchudzoną i poprawioną wersję tego elementu. Niestety w tym przypadku nie pokuszono się o poprawki i trzeba będzie zabrać się za nie na własną rękę. – Dość dziwną wydaje się decyzja o odlaniu obydwu włazów pojazdu jako jednego, dużego elementu. Jeśli ktoś będzie chciał wykonać model z otwartymi włazami także będzie musiał się trochę namęczyć. – Detalem który sprawił, że wyjątkowo zawiodłem się na tym modelu jest celownik głównego uzbrojenia, a raczej jego brak. Celownik ten powinien znajdować się w niewielkim otworze po prawej stronie dachu wozu, jednak klapa zakrywająca ów otwór została odlana w pozycji zamkniętej jako część nadbudowy, a co za tym idzie - modelu nie da się wykonać w konfiguracji bojowej. Ze względu na połączone włazy i brak jakiegokolwiek wnętrza umieszczenie go na makiecie, np. w trakcie postoju z załogą, także będzie problematyczne. – Oczywiście standardowo dla tej serii wraca także problem źle zaprojektowanych błotników, które nijak nie przypominają oryginału. Chcę uniknąć ponownego rozpisywania się na ten temat, dlatego osoby ciekawe szczegółów odsyłam do mojej recenzji nt. czołgu M13/40 od IBG. • Instrukcja montażu: Przeglądając instrukcje krok po kroku możemy natrafić na więcej dziwnych decyzji projektanta, których sensu nie umiem dostrzec jakkolwiek bym na nie nie spojrzał... – Kroki nr. 7 i 8 mówią nam, abyśmy po bokach pojazdu przyczepili elementy fototrawione PE-1 i PE-2. Są to stopnie pomagające załogantom wejść na pojazd. Jak można jednak zauważyć, pośród metalowych elementów znajdziemy trzy odmiany tych stopni: - Pierwszą (PE-3 i PE-4) dla wczesnych M13/40 z długimi błotnikami; - Drugą (PE-5 i PE-9) dla późniejszych M13/40 i wszystkich pochodnych z krótkimi błotnikami; - Trzecią (PE-1 i PE-2) dla M14/41 i wszystkich pochodnych z długimi błotnikami. W przypadku Semovente M40 poprawną odmianą jest ta druga (PE-5 i PE-9), jako że została wyposażona w dodatkowe osłonki, chroniące nogi załogantów przed gąsienicami i rekompensujące brak długich błotników. Mimo to, projektant zastosował odmianę trzecią, która nijak ma się do pierwowzoru. Co prawda na zdjęciach z frontu możemy znaleźć maszyny, którym osłonki na stopniu brakuje, jest mocno zdeformowana, lub nie mają owego stopnia wcale, ale jest to jedynie wynik działań bojowych w trudnym terenie. Fabrycznie każdy pojazd z krótkimi błotnikami dostawał stopnie typu drugiego. – Ponownie krok nr. 8. Tym razem wskazuje się nam, abyśmy umieścili element Y16 na lewym błotniku wozu. Elementem tym jest podnośnik używany w trakcie napraw układu jezdnego. Problem w tym, że nasz model ma już jeden taki podnośnik. Znajduje się on z tyłu, zaraz obok zapasowego koła jezdnego i łącznika gąsienic (element A8). W rzeczywistości każdy pojazd na podwoziu M przewoził ze sobą tylko jedno takie narzędzie, a w przypadku Semovente M40 poprawnym położeniem jest właśnie to tylne. Podnośnik na lewym błotniku mogliśmy znaleźć jedynie na wczesnych czołgach M13/40 (z długimi błotnikami) i maszynach na podwoziu M42, ale żadna z nich nigdy nie miała miejsca na dwie sztuki (gdy podnośnik znajdował się na błotniku, z tyłu montowano drugie koło zapasowe). Co ciekawe ani tego, ani poprzedniego błędu nie znajdziemy we wcześniejszych modelach używających tego samego wzoru podwozia. Wychodzi więc na to, że ktoś w IBG specjalnie włożył dodatkowy wysiłek w zmodyfikowanie tego modelu, tylko po to, żeby bardziej oddalić go od pierwowzoru... – Już ostatni punkt dotyczący kroku nr. 8. Tym razem chodzi o element U5 - karabin maszynowy. Producent mówi nam, abyśmy umieścili go na dachu po wklejeniu zamkniętych włazów. Problem jest jednak taki, że w rzeczywistości ta konfiguracja nie była możliwa, ponieważ kaem mógł być używany wyłącznie przy otwartych włazach. Gdy chciano je zamknąć trzeba było go wymontować i umieścić w uchwycie wewnątrz pojazdu. Tak samo było w przypadku czołgów i wozów dowodzenia. Gdyby pozostawiono go na zewnątrz, to właz po prostu by o niego zahaczał, nie dając się zamknąć lub otworzyć. Sam dobór karabinu też mógł być lepszy. Co prawda Breda Mod.38 występowała na tych działach w polu, jednak fabrycznym wyposażeniem była Breda Mod.30, której tu nie uświadczymy. • Schematy malowania: Teraz przechodzimy do mojej ulubionej części każdej recenzji, czyli schematów malowania. No i tu zadziało się coś dziwnego... Jak można zauważyć, każdy ze schematów został podpisany jako "Carro Comando M13/40", a nie "Semovente M40 da 75/18". Wychodzi więc na to, że podczas tworzenia instrukcji ktoś w IBG przekopiował tekst z jednego z poprzednich modeli, a potem zapomniał go podmienić... Podobna sytuacja zaszła przy spisie ramek znajdującym się na drugiej stronie instrukcji - mówi on, że w pudełku znajdziemy ramkę "S", która zawiera klapę włazu z modelu Carro Comando. W rzeczywistości takowej oczywiście nie ma, o czym informuje nas karteczka dołączona do zawartości pudełka. Wracając do schematów - ze względu na ww. błąd nie wiem czy dalsza część podpisów też nie jest wynikiem pomyłki, jednak i tak sprostuję je tam, gdzie będzie trzeba. Muszę także zaznaczyć, że IBG posługuje się numeracją sprzed maja 1942, więc opisane przez nich V. i VI. dywizjon 132. pułku w moim tekście występowały jako DLI. i DLII. – Schemat nr.1 nie zawiera większych błędów. Zarówno wizualizacja, jak i podpis są poprawne. Jedyne do czego mógłbym się przyczepić, to użycie słowa "batalion" zamiast "dywizjon" i podany zakres roczny - trójkątne oznaczenia w tym oddziale pojawiły się dopiero w '42 roku, więc ograniczenie się do "1942" byłoby lepszym rozwiązaniem. – Schemat nr.2 również jest poprawny pod względem wizualnym, ale błąd zawarto w podpisie. Oznaczenie widoczne na maszynie było unikalne dla VI/132. (DLII.) dywizjonu, konkretnie jego pierwszej baterii, a nie V/132. (DLI.). Z tyłu wozu możemy nawet zauważyć namalowany rzymski numer "VI". – Schemat nr.3 także przedstawia maszynę z pierwszej baterii DLII. dywizjonu. Tym razem to podpis jest poprawny, ale ilustracja już niekoniecznie. Ten egzemplarz także powinien nosić numery "133" i "VI" namalowane po bokach tylnego trójkąta. Numer 133 oczywiście odnosi się do pierwotnego przydziału obydwu dywizjonów, które zostały sformowane przez 133. pułk dywizji "Littorio", a dopiero później przeniesione do 132. z dywizji "Ariete". – Schemat nr.4 ponownie jest poprawny wizualnie, ale błędnie podpisany. To konkretne działo należało do pierwszej baterii DLVI. dywizjonu z dywizji "Littorio". Rozpoznanie konkretnego oddziału po oznaczeniach w tym przypadku jest dość proste, ponieważ włoskie oddziały artylerii samobieżnej nie miały z góry ustalonego systemu, a co za tym idzie - większość dowódców poszczególnych dywizjonów musiała wymyślić je na własną rękę. • Podsumowanie: Niestety, mnie osobiście ten model dość mocno rozczarował. Miałem zamiar kupić kilka sztuk i umieścić je na makiecie, jednak ze względu na takie, a nie inne decyzje projektanta raczej nie osiągnę zamierzonego efektu i będę musiał zrezygnować. Co prawda jest to najlepszy plastikowy model tego pojazdu chwilowo dostępny na rynku, ale wyłącznie dlatego, że właściwie nie ma konkurencji - jedyną alternatywą są badziewne quickbuildy z Italeri. Przy okazji naszła mnie refleksja dotyczącą produktów IBG jako ogółu: Czasem wygląda to tak, jakby firma sama nie widziała co właściwie chce osiągnąć. Z jednej strony w pudełkach dostajemy blaszki fototrawione, dzięki którym możemy uzyskać lepszy detal i dopieścić nasze modele, jednak z drugiej spotykamy się z elementami bardzo topornymi, jak i dziwnymi decyzjami projektantów, które sprawiają, że miejscami model w ogóle nie przypomina pierwowzoru. Wiele decyzji podjętych podczas projektowania wydaje się być mocno nieprzemyślanych, co ostatecznie prowadzi do produktu nijakiego, który w pełni nie podpasuje żadnej grupie odbiorców, bo każda znajdzie jakieś "ale". Jeśli chcemy wypuścić model prosty, dla casualowego odbiorcy, to po co bawić się np. w blaszki? Z drugiej strony jeśli chcemy modelu odkładnego, to czemu nie zadbać o każdy detal, tylko o niektóre, wybrane? Zachęcam do pozostawienia własnych przemyśleń
-
IBG M11/39 Italian Medium Tank (1:72) - In-box i wstępna recenzja.
Kustosz odpowiedział Kustosz → na temat → [M]Nowości i In-Boxy
Rysy historyczne to fajna sprawa, ale w tym tu też pojawiło się parę błędów i nieścisłości, chociaż to raczej drobnostki: - Łączna liczba czołgów w I i II batalionie to zawsze 72 maszyny, nigdy nie miały 96; - "Ariete" pisze się przez jedno "t"; - Nigdy nie było takiej jednostki jak "Zgrupowanie Babini"; - Do Maletti'ego nigdy nie przydzielono więcej niż 16 maszyn; - M11/39 nie walczyły pod Beda Fomm, ostatnie 4~ sztuki w Afryce Płn. utracono pod Derną w końcowych dniach stycznia 1941; - Ostatni egzemplarz przetrwał conajmniej do 1944 roku w szeregach RSI i brał udział w operacji przeciwpartyzanckiej Nachtigall. Tu nie ma żadnej niejasności, za to jest jeszcze więcej błędów. I i II batalion dywizji Ariete to te same jednostki, które później walczyły w Afryce Północnej. Maletti dostał tylko jedną kompanię z II batalionu. "Brigata Corazzata Speciale" z kolei to poprawna nazwa jednostki określanej błędnie jako "Grupa Babini". Poprawny schemat (z założeniem zachowania daty podanej przez autorów oryginału) powinien przedstawiać czołg w kamuflażu trójkolorowym, podpisany jako: "Czołg M11/39, I Batalion, I Zgrupowanie Czołgistów "Aresca", Rezerwa Pancerna, Libijska Komenda Czołgów, Afryka Północna, wrzesień 1940". Dobre spostrzeżenie, dzięki. Ten schemat nazywa się "imperiale" i nigdy nie był używany na froncie. Malowano nim niektóre prototypy, właśnie takie jak M11/39 czy M6. Poza wozem prototypowym mógł być krótko używany na czołgach przedseryjnych, ale ostatecznej wszystkie przemalowano na wzór fabryczny. -
IBG M11/39 Italian Medium Tank (1:72) - In-box i wstępna recenzja.
Kustosz odpowiedział Kustosz → na temat → [M]Nowości i In-Boxy
Otwór jest, tylko go nie widać, bo: A) Zdjęcie wykonano w ruchu B) Prześwitujące przez niego tło zlało się z błotnikiem Taki efekt fajnie obrazuje ten fragment zdjęcia czołgu M13/40: Dolna część otworu jest wyraźnie widoczna, bo prześwituje przez nią gąsienica, za to górna zlewa się z tłem i kontrastuje jedynie z ciemnym frangentem. C) Perspektywa - otwór powinien zaczynać się nad punktem, gdzie przednia płyta styka się z bokiem błotnika. Nawet jeśli tło miałoby większy kontrast, to otwór i tak byłby ledwo widoczny, bo praktycznie w całości zakrywa go drugi, bliższy aparatu błotnik. Przy okazji jestem pewien, że to późny błotnik z bardzo prostego powodu: Po prostu nie istniał żaden trzeci typ, a skoro kształtem odpowiada wersji późnej, to musi nią być. -
IBG M11/39 Italian Medium Tank (1:72) - In-box i wstępna recenzja.
Kustosz odpowiedział Kustosz → na temat → [M]Nowości i In-Boxy
Zdecydowanie nie, to błotnik typu późnego. W żadnym włoskim czołgu średnim nie było błotnika w kształcie, który podsuwa IBG. -
IBG M11/39 Italian Medium Tank (1:72) - In-box i wstępna recenzja.
Kustosz odpowiedział Kustosz → na temat → [M]Nowości i In-Boxy
Tallillo w 2012 roku faktycznie napisali o kamuflażu dwukolorowym, ale później dodali, że nowsze zdjęcia i brytyjski raport potwierdzają istnienie trzeciego, szarego koloru. Obecnie właściwie panuje konsensus, że wzór nie występował w wersji dwukolorowej. Trzeba pamiętać, że książki braci mają już swoje lata i niektóre zawarte w nich informacje są nieaktualne. W przypadku podlinkowanego zdjęcia raczej ciężko cokolwiek oceniać, bo jedynym widocznym fragmentem, na którym dałoby się jednoznacznie dostrzec różnice w odcieniach szarości jest tył wieży. Tu natomiast mamy zdjęcie tego konkretnego egzemplarza, na którym wzorowano schemat: Po przyjrzeniu się można zauważyć, że fragment na bocznym włazie (w schematach przedstawiony jako zielony) jest nieco jaśniejszy od zielonego na wieży i rogu z którym graniczy, a przy tym tylko trochę ciemniejszy od piaskowej bazy pod nim. To właśnie przez tak subtelną różnicę w odcieniu czasem ciężko dostrzec trzeci kolor. Innym czynnikiem, który nie sprzyja rozróżnianiu jest pył osadzający się na kadłubie. Jeśli chodzi o Caunter to tak jak napisałem, Brytyjczycy nie są moją działką, choć nie wykluczałbym obecności farb do tego kamuflażu już na tym etapie. W przypadku Włochów Kaki Sahariano (oficjalnie wdrożony dopiero na wiosnę 1941) na front zaczął docierać już w styczniu/lutym tego samego roku. W każdym razie faktem pozostaje, że pochodzenie farb nie jest znane, ale nie mogły być to standardowe kolory włoskiej pancerki. Może farby lotnicze? A no i ważna sprawa - jeśli miałeś na myśli opis grafiki ze strony 160, to nie sporządzali go bracia Tallillo, ani Guglielmi, tylko Claudio Pergher odpowiadający za ilustracje. Pan ten nie wykonał swojej roboty najlepiej i narobił masę błędów zarówno w tej, jak i pierwszej części książki. To on chociażby uznał, że omawiany kamuflaż był charakterystyczny dla II. batalionu mimo, że autorzy jasno stwierdzili, że był to I batalion. M11/39 ze strony 159 bynajmniej nie jest jedyną grafiką z błędem. Inne znajdują się na stronach: 161, 165, 166, 167, 170, 173, 174 i 178. -
IBG ostatnio na poważnie wzięło się za włoski sprzęt, więc jest i kolejny wóz do kolekcji - czołg średni M11/39. Szybka dawka historii: M11/39 był pierwszym włoskim czołgiem średnim produkowanym seryjnie. Do służby trafił w 1939 roku. Wyprodukowano zaledwie 100 egzemplarzy, po czym produkcję przestawiono na usprawniony model M13/40. Z owych 100 czołgów utworzono I i II batalion czołgów średnich, a także samodzielną kompanię dla Włoskiej Afryki Wschodniej (AOI). Jeden batalion liczył 36 czołgów w dwóch kompaniach, a kompania samodzielna składała się z 24 maszyn w pięciu plutonach. Obydwa bataliony trafiły do Afryki Północnej, gdzie w 1940 roku wzięły udział w inwazji na Egipt, a następnie zostały zniszczone na przełomie '40 i '41 roku. Kompania dla AOI została podzielona na dwie mniejsze o numerach 321 i 322, które także utracono razem z koloniami na wschodzie w 1941. Pozostałe 4 egzemplarze trafiły do ośrodków szkoleniowych na terenie Włoch, z czego conajmniej jeden został rozmontowany. Po raz ostatni czołgu M11/39 w boju użyły wojska Włoskiej Republiki Socjalnej w 1944 roku. Zawartość pudełka: Instrukcja: Schematy malowania: Wstępne spostrzeżenia: Pozytywne: Detale modelu są zdecydowanie zgrabniejsze, niż w przypadku poprzednich włoskich maszyn. Odchudzono gąsienice, koła napędowe i koła powrotne. Zdecydowanym plusem jest zmiana sposobu montażu dwóch wspomnianych kół, co zmniejszyło przerwę między połowami. Zmieniła się także ilość żeber wylotów powietrza na pokrywie silnika - teraz jest ich więcej, co bliżej odpowiada pierwowzorowi. Ogółem czołg został odwzorowany całkiem dobrze. Negatywne: Niestety projektanci IBG po raz kolejny popełnili ten sam błąd dotyczy kształtu błotników. Tak jak i w poprzednich przypadkach kompletnie nie przypominają pierwowzoru, jednak tym razem problem jest zdecydowanie bardziej zauważalny. Przy okazji poprawienie ich na własną rękę może okazać się sporym wyzwaniem ze względu na specyficzny kształt. Front błotników modelu jest zdecydowanie za krótki i brakuje mu przedniego punktu mocowania, co widać na załączonych zdjęciach: Błotnik typu wczesnego (16 czołgów) Widać też inny sposób montażu haków. Błotnik typu późnego (84 czołgi) Błotnik IBG Warto zaznaczyć, że błotnik z ilustracji na pudełku to niehistoryczna kombinacja dwóch odmian. Mimo wszystko najwięcej błędów pojawia się w schematach malowań. Lećmy więc po kolei. Uwagi ogólne: - Żaden M11/39 nie miał namalowanej przedniej rejestracji. Praktyka ta została wprowadzona dopiero na wiosnę 1941 roku, gdy do produkcji trafiała najpóźniejsza odmiana czołgu M13/40, a ani jeden M11 nie pozostał w czynnej służbie. - Schematy sugerują, że powinniśmy namalować ogumienie na kole powrotnym, jednak w rzeczywistości takowego nie było. - IBG źle dobrało kolory do proponowanych malowań, więcej poniżej. Schemat numer 1: Po pierwsze i najważniejsze - schemat, który chciało nam przedstawić IBG w rzeczywistości nie był dwukolorowy, a trójkolorowy. Trzy kolory widać wyraźnie na tym zdjęciu: Był to kamuflaż improwizowany, malowany w polu. Składał się z kolorów piasku (1), zielonego (2) i szarego (3), najprawdopodobniej pochodzących ze zdobycznych brytyjskich zapasów. Mogły więc to być te same kolory, których Brytyjczycy używali w swoim wzorze "Caunter". IBG proponuje użycie kolorów "Saharyjski Khaki" i "Szaro-zielony", które w tym wypadku nie są odpowiednie. Kolejnym błędem jest oddział, któremu IBG przypisało owe malowanie - producent mówi o II. batalionie, jednak w rzeczywistości był to I. batalion. Schemat numer 2: Znów rozchodzi się o kolor. IBG proponuje jednolity "Szaro-zielony", problem jednak w tym, że żaden M11/39 nigdy nie został pomalowany w ten sposób. Standardowym malowaniem fabrycznym tych czołgów były duże, naprzemienne pasy w kolorach "Rdzawy Czerwony" i "Ciemny Zielony". W trójkolorowy kamuflaż opisany w punkcie powyżej przemalowano tylko 36 egzemplarzy należących do I. batalionu, natomiast cała (lub prawie cała) reszta pozostała w malowaniu fabrycznym. Gdy czołgi w zielono-brązowych pasach służyły na pustyni farby, którymi je pomalowano blakły i zlewały się ze sobą, przez co na czarno-białych zdjęciach czołgi z II. batalionu i kompanii dla AOI najczęściej wyglądają na jednokolorowe. Niewykluczone, że czołgi treningowe pozostające we Włoszech w pewnym momencie przemalowano w "Saharyjski Khaki", ale z pewnością żaden z nich nie był całkowicie zielony. Warto nadmienić, że Australijczycy nie przemalowywali zdobycznych czołgów włoskich. Schemat numer 3: Ten schemat przedstawia wóz oryginalnie należący do kompanii dla AOI, zdobyty przez siły południowoafrykańskie. Malowanie to wzór fabryczny opisany w punkcie powyżej, jednak znów IBG podsuwa nam zły kolor. "Rdzawy Czerwony" oznaczony literką G się zgadza, ale zamiast prawidłowego "Ciemnego Zielonego" zasugerowano "Szaro-zielony". Nie zgadza się też opis, bo kompania walcząca na wschodzie nigdy nie miała "plutonu dowodzenia" - czy to przed podziałem, czy po nim. W każdym przypadku dowodził jeden czołg. Rozpiska wszystkich wymienionych kolorów: - Saharyjski Khaki/Saharian Khaki/Kaki Sahariano (FS 33434) - Szaro-zielony/Grey Green/Grigioverde (FS 34159) - Ciemny Zielony/Dark Green/Verde Scuro (FS 14036) - Rdzawy Czerwony/Rusty Red/Rosso Ruggine (FS 20100) Dokładnych kolorów używanych do malowania kamuflażu "Caunter" niestety nie znam, bo brytole to nie moja działka. Swoją drogą wiem nawet z jakiej książki IBG czerpało informacje, bo sam ją posiadam. Jak widać na załączonym zdjęciu skopiowano nie tylko schematy, ale i zawarte w nich błędy. Książka to "Carro M Vol.2" autorstwa Antonio Tallillo, Andrea Tallillo i Daniele Guglielmi. Ogólnie bardzo dobra publikacja, jednak posiadająca parę błędów, takich jak te wymienione wcześniej. Wynikają głównie z faktu, że doborem ilustracji zajmowała się osoba trzecia, a nie jeden z autorów. Wczytując się w tekst można je wyłapać, jednak najwyraźniej osoby odpowiadające za research w IBG tego nie zrobiły. Tekst z pierwszej strony instrukcji także zawiera trochę baboli, ale już nie będę się przesadnie rozpisywał. Podsumowując: Na pierwszy rzut oka model wydaje się być całkiem porządny. Poprawiono sporo wad poprzedników, a detal jest naprawdę fajny. Zawiódł jedynie research team. A no i klasycznie - błotniki.
-
Kustosz zmienił swoje zdjęcie profilowe
-
Baza i lakiery aero, reszta pędzel.
-
A dziękuję ^^ Kolor bazowy to pomarańczowa hataka Sable Desert IR, zadrapania i antena to Tamiya XF-86 German Grey, a elementy metaliczne XF-56 Metallic Grey. Washowanie robiłem czarnym, brązowym i szarym Panel Linem (też od Tamiyi), a pył to pigment Beach Sand od Modeller's World. Podkład, lakiery i płyn do kalek też Tamiyowe. Oznaczenia to składaki - numer batalionowy był robiony z kalek w zestawie, a rejestracje ze starego quickbuildu Italeri.
-
Ibegowy M13/40 z późnej produkcji w 1:72 po paru modyfikacjach. Egzemplarz o rejestracji RoEto 3359 należał do LII. batalionu czołgów z RECAM (wrzesień '41 - styczeń '42). Jakiś czas temu popełniłem recenzję tego modelu. Pisałem tam między innymi o tym, jak tragicznie odwzorowano błotniki czołgu, więc przerobiłem je do właściwej formy. Na prawym boku nadbudowy dodałem uchwyt, podporę pod antenę i zaślepkę na drugi port radiowy, których brakowało. Nieco uzgrabniłem zawieszenie podpiłowując zęby koła napędowego i odchudzając koło powrotne. Odchudziłem też szczelinę wizjera kierowcy. Przy okazji podczas budowy natknąłem się na parę innych wad/błędów, których nie zauważyłem podczas pisania recenzji: • Punkt obrotu wieży znajduje się 3 - 4 mm za miejscem w którym powinien być. Przez to wieża w jakiejkolwiek innej pozycji niż "domyślna" będzie za bardzo wysunięta w stronę, w którą patrzy armata. Jeśli ktoś chciałby zbudować zgodny historycznie model z obróconą wieżą, będzie musiał odciąć oryginalny zaczep i przykleić ją na oko. • Ręczny rozrusznik (ten cypek na środku tylnej płyty kadłuba zaraz nad zaczepem holowniczym) to model zamontowany tylko w pierwszych 50 egzemplarzach. W tej wersji czołgu powinien być odlany nieco wyżej i bardziej poziomo (jak wyglądał na prawdę dobrze widać na ostatnim zdjęciu). Przy okazji odlano go bez nałożonej osłonki. • Montaż elementów kadłuba nie został dobrze przemyślany, trzeba się z nim nieźle namęczyć, zwłaszcza z przednią-górną płytą. • Nałożenie kalki ze znakiem do rozpoznania z powietrza (białe koło na wieży) nie należy do najprostszych. Jeśli wcześniej zamontuje się zaczep KM-u, trzeba będzie go odrywać i przyklejać na nowo, już na kalce.
- 5 odpowiedzi
-
- 15
-
-
Carro Comando M13/40 IBG 1:72 – In-box i wstępna recenzja.
Kustosz odpowiedział Kustosz → na temat → [M]Nowości i In-Boxy
Nie wiem czemu na końcu załącza się dodatkowe zdjęcie, którego nie mogę usunąć w edycji ;<;
