-
Liczba zawartości
93 -
Rejestracja
-
Ostatnia wizyta
-
Wygrane w rankingu
6
Typ zawartości
Profile
Forum
Galeria
Pliki
Kalendarz
Blogi
Zawartość dodana przez GrzegorzM
-
Na konkursie modelarskim w lipcu 2024 była loteria typu "raffle" . Córcia l.9 zakupiła parę numerków i wygrała, mogła wybrać sobie nagrodę no i padło na Fiata CR.42 w wersji Luftwaffe. "Będzie pasować do włoskiej kolekcji, na pewno dasz radę zrobić'' - orzekła:) No cóż...kalkomanie były tylko do niemieckich malowań, podobnie układy podwozia. Miałem trochę włoskich kalkomanii pozostałych, ze zrobionych wcześniej modeli i zamierzałem wykonać malowanie "what if" włoskiego asa Giuseppe Aeronautico, który zestrzelił na Falco m.in. Me-262 i Me-163. Jak się domyślacie pilot i jego historia też "what if". Jednak po przejrzeniu zdjęć i zapasów oznakowania wyszło mi, że mogę zrobić coś, co będzie przypominać jeden z samolotów CR. 42AS ze Szkoły Lotnictwa Szturmowego w Ravennie, z numerem bocznym 45. O ile przełknę niekompletne oznakowanie, inne podwozie i dość trudne dla mnie malowanie typu "ameby". Kalkomanie są do uzupełnienia, podwozie jak się okazało może być dopuszczalne, bo zdaję się, że z fabryki wszystkie Fiaty wyjeżdżały z osłonami kół, demontowano je w zależności od potrzeb w jednostce. Malowanie... cóż, myślę, że pora na nowy aerograf, tymi które mam już osiągnąłem moje maksimum... Model stoi dumnie na półce obok Ro-37 i CR.32 Malowanie: Giallo Mimetico to MiG Ammo 0272, zielony Hataka C016, spód Humbrol Acrylic 167.
-
IMAM (Romeo) Ro.37, Special Hobby 1/48 ( ex-Classic Airframes)
GrzegorzM odpowiedział GrzegorzM → na temat → [L]Galerie
Tył śmigła, od strony pilota, jest pomalowany na czarno, częsty zabieg (m.in. nasz Łoś tak miał) stosowany po to, by pilota nie oślepiał odblask od słońca. A przód zostawał w metalu, bo wroga można, a nawet należy oślepiać;-) Mimo maskowania i takich kombinacji pewnie idealnie równo nie pomalowałem, do tego dochodzą kąty pod jakim wszystko jest ustawione, dlatego widać tę czarną krawędź. A na części przedniej kadłuba jest trochę zadrapań, była z metalu. Powstawały zwykle na granicach paneli, zwłaszcza tych, gdzie grzebano w silniku, często je ściągając. -
To nawet sfotografować ciężko
-
Short run to nie jest łatwe budowanie modeli, ale czasem człowiek się skusi, bo modele są ciekawe, z tych mniej znanych samolotów. Główne części w modelu nie bardzo chcą współpracować i wymagają sporo obróbki. Za to mamy sporo dodatkowych, ładnych elementów w detalu. Malowany Vallejo Model Air 71.327 i 71.289, spód Humbrol Acrylic 167. O samym samolocie dowiedziałem się niewiele, latał w 31 squadrigila z Bari w roku 1940, prawdopodobnie wziął udział w kampanii w Grecji.
- 9 odpowiedzi
-
- 15
-
-
Jak pierwsza kalkomania na spodzie się rozleciała to postanowiłem już filmu nie ruszać. Z dwojga złego lepiej mieć i film i całe napisy niż wszystko w strzępach.
-
Gdzie u licha podziała się przezroczysta obwódka - ślad po zamalowanym większym znaku na lewym skrzydle ? Zmyłem z washem i lakierem ? I jakim cudem tylko jedną część kalkomanii, reszta jest na miejscu... Eh... te farby i filmy z kalkomanii Eduarda... Jeszcze czegoś takiego nie widziałem, żeby coś zabezpieczone lakierem tak po prostu zniknęło. Prawe skrzydło idealne (przynajmniej w kwestii obwódki...). Trzeba będzie popracować nad odtworzeniem tego detalu. Wykonać maski i prysnąć innym lakierem, np. satyna na mat
-
Łapie za oko, a nawet oba ta praca Mam pojedyńczego z ICM w tej skali, jeden z większych w kolekcji, ten to musi być kawał samolotu,,,przy okazji jak coś mogę zapytać. Ja tu niedawno dołączyłem. Jakbym pokazał niemiaszka jakiegoś to swastyka nie będzie problemem?;-) Na FB to juz pare banów miałem....no ale tu my wszyscy temat rozumiemy ...
-
Harvard Mk.IV, Revell (ex-Monogram 1979) 1/48
GrzegorzM odpowiedział GrzegorzM → na temat → [L]Galerie
Ona i tak jest przycięta i odchudzona, ale masz rację, trzeba było jeszcze ciąć. -
3000 km od Polski znalazł mnie stary 1/72 z Kovozavody...a miałem już kukurużnika nie ruszać;-)
-
Nowego typu, ze ściąganym filmem. Ale niestety z lat 2020-21. Nie wiem jak teraz, ale te moje to masakra. Dobrze, że Eduard ma obsługę klienta na poziomie wprost proporcjonalnie wyższym niż te kalkomanie...przysłali mi ekspresem z Czech do Szkocji nowe arkusiki kalkomanii. Z dwóch kompletów jakoś jeden samolot oznakowałem.
-
Miałem grubszy problem z kalkomaniami. No, ale ten temat już powoli z górki...nie licząc tego wrednego napisu od.spodu, który wypada na rondlu Jestem w takim miejscu z robotą.
-
Wiedzę masz nieprzeciętną. A właśnie zwiesiłem się na napisach eksploatacyjnych, kalkomania S27. Nie jestem pewny czy w tym egzemplarzu (19 dywizjon, Duxford pierwsza połowa 1939, litery WZ-S) bardziej prawdopodobne jest, że zewnętrznego napisu nie było bo w tym miejscu wypada duży roundel.? Czy może to, że napis był na roundlu, bo to w tamtym czasie był nowy samolot, mógł mieć napisy fabrycznie tak zrobione ? Oba obrazki z instrukcji Eduarda. Szukałem zdjęć po sieci, ale jakoś nie mogę znaleźć w ogóle jakiegoś samolotu z takim napisem na kokardzie.
-
Zespół Akrobacyjny ''Goldilocks'' (pol. ''Złotowłosi''), 1962-64 MODEL Zestaw bazowy to Texan T-6G Monogramu, w edycji Revella. Mimo, że wykonany w starszej, ''wypukłej'' technologii to spasowanie jest na dobrym poziomie. Uroku dodawał żółty plastik. Zestaw zawierał dużo części także do wersji Harvard, więc nie trzeba było za wiele dorabiać. Kalkomanie Leading Edge trzymają dobrą jakość, mimo daty wydruku 1998. Malowany żółtym Humbrol Acrylic 24 i niebieskim Revell Enamel 51. HISTORIA W pierwszej połowie l.60-tych na niebie królowały już niepodzielnie odrzutowce. Oficjalnym zespołem akrobacyjnym Kanadyjskich Królewskich Sił Powietrznych były wówczas Złote Jastrzębie (ang. Golden Hawks). Eskadra latała na pomalowanych na złoto F-86 Sabre. Goldilocks byli tak naprawdę swego rodzaju żartem lotników, parodią Golden Hawks. Nazwa nawiązywała do baśni o Wścibskiej Złotowłosej, która pod nieobecność rodziny misiów spała w ich łóżeczkach, jadła z ich miseczki itd. Zespół latał na pomalowanych na żółto samolotach Harvard z napędem tłokowym, konstrukcji pamiętającej czasy II wojny światowej. Co w żaden sposób nie ujmuje umiejętnościom ich pilotów.
- 6 odpowiedzi
-
- 13
-
-
MODEL Bardzo fajny Eduard, dobrze spasowany, były tylko pomniejsze problemy przy obróbce kół. Reszta bez stresu .Pomalowany farbami Vallejo Model Air 71.293( jasny brąz), 71.289( zielony ) i 71.114 (szary spód). Ciemny brąz MiG Ammo 0034. HISTORIA Samolot - tajemnica:) W roku 1979 Związek Radziecki dostarczył do Wietnamu w ramach uzupełnienia różnych strat partię używanych maszyn MiG-21PFM, pomalowanych w sowieckim kamuflażu. Samoloty trafiły do 927 pułku myśliwskiego "Lam Son", gdzie zamalowano radzieckie gwiazdy i numery zastępując je wietnamskimi oznaczeniami. Według instrukcji modelu samolot 6173 miał mieć malowanie przypominające pustynne kamo samolotów radzieckich z Afganistanu. Podobne modele "die cast" sprzedawał Hobby Master. Jednak nie trafiłem na żadne zdjęcie samolotu 6173 w takim malowaniu. Jedyne jakie znalazłem w necie to samolot o takim samym numerze w muzeum w Wietnamie, ale kompletnie bez malowania ( albo... biały). Jednak śledząc temat w sieci trafiłem na informacje, że samoloty z tej uzupełniającej partii wcale niekoniecznie miały piaskowe malowanie. Są przesłanki, by przyjąć, że pomalowane były raczej w ciemniejsze, brązowo -zielone barwy. Na to wskazywałoby zachowane zdjęcie samolotu 6122 z tej samej jednostki. Dlatego ostatecznie wybrałem właśnie takie ciemniejsze malowanie. Niejasne pozostaje również, dlaczego w przedniej części samolotu namalowano symbole siedmiu zwycięstw powietrznych. Samolot trafił do pułku kilka lat po zakończeniu działań wojennych, możliwe jednak, że latał na nim jakiś pilot, który "przeniósł" swój dorobek z wojennej maszyny na nową. Dowódcą 927 pułku był Nguyen Hong Nhi, który w trakcie wojny w Wietnamie zestrzelił 7 samolotów i dwa drony, wyobraźnia podpowiada mi, że mógł to być jego samolot.
-
Jak te pasy blaszane można tak do posłuchu namówić to podziwiam. U mnie sprężynujące bez litości, a kleić strach bo uwalić klejem elementy to ja potrafię
-
...oraz gniazdo ładowania lotniskowego, tuż nad lewym skrzydłem, którego nie chciało mi się zaszpachlowac, chociaż instrukcja to zaleca. Wysoko prawdopodobne jest, że go w tym miejscu nie było. Pomine je w washu to może się ukryje;). Gratulacje za znajomość szczegółów wczesnego Spita
-
Bywały i takie sytuacje w moim modelarskim życiu. Ale grunt to wiedzieć co się chce od modelu i znać tego wartość...ten miał być taki grzeczny. Jak coś to potrafię zrobić poobijanego i brudnego jak czołg z poligonu, tylko błota brak . To mi daje swobodę wyboru stylu.
-
Z pudła. Z worka też zresztą części wyjąłem;) I zastrzeżeń ja akurat nie mam jak dotąd.
-
Też mi wychodzi by jednak jakiegoś urozmaicenia poszukać dopiero na etapie washa i weatheringu. To pomalowane. Hataka C003.
-
Miodzio:)Wieki temu miałem Intech w tym malowaniu, miał kwadratowe, czerwone znaki na skrzydłach. Pewnie nowsze badania pokazały, że ich tam nie było. Arma ma to fajne, że przykłada się do historii samolotów, których malowania proponują.
-
Kiedyś używałem cienkich nici MigAmmo Rigging vel Ushi, ale miałem wrażenie, że są za delikatne nawet do skali 1/72( Morane, Spitfire), a w 48 (Albacore) to zdjęcia musiałem robić pod specjalnym kątem, żeby naciągi były widoczne:). No, ale może teraz przeginam w drugą stronę
-
Taki wczesny Spit, z pierwszych dostaw. Śmigło z dwoma łopatami, płaski wiatrochron. Malowanie będzie z literami kodowymi WZ-S, 19 dywizjon RAF. Pierwszy jaki otrzymał nowe samoloty. Jestem przy pierwszym podkładzie, spojrzę czy będzie coś do poprawek i maluję spód. Kolor srebrny ogólnie. Ciekawe, czy jakoś były widoczne różnice w panelach, robiłem takie rzeczy np.w Mustangach czy EE Lightningu, ale Spitfire ze srebrnym spodem i zróżnicowanymi panelami, pokrywami luków ?
-
"I./JG 20 reported a clash with a Blenheim formation and made one claim...'' Teraz sprawdziłem ten fragment raportów i faktycznie przestawiłem znaki. To zdaję się była I eskadra JG 20(?). Zaraz biorę się do poprawiania
-
MODEL Airfix zrobił dobry model samolotu o dość trudnej z modelarskiego punktu widzenia konstrukcji. Trzeba dokładnie przyłożyć się do malowania wnętrza, ja trochę odpuściłem bo przecież to w środku to mało widać. A tu w tej szklarni WSZYSTKO jest widoczne, nawet fragmenty, które normalnie znikają pod dolną ramką oszklenia. Sporo uwagi wymaga montaż "dachu'' oraz górnych paneli gondoli silników, są spasowane bardzo ciasno i łatwo tutaj o błąd. Mimo tych zagadnień model składa się dobrze, tylko trzeba unikać "chaosu ". Malowanie to pomarańczowa Hataka z zestawu dla RAF. HISTORIA 1 czerwca 1940 r. trzy Ansony z 500 dywizjonu Royal Auxiliary Air Force wyleciały z lotniska Detling na patrol pomiędzy Dunkierką a Ostendą. Zadaniem klucza było poszukiwanie kutrów torpedowych i ścigaczy, które mogły zagrozić flocie ewakuacyjnej. Ansony zaatakowane zostały przez dziewięć niemieckich myśliwców Bf-109E z I/JG 20. Dwa brytyjskie samoloty zostały ciężko uszkodzone i zawróciły. Jak wspominał jeden z radiooperatorów: " Przez dwie minuty wciąż nadawałem SOS, pewny że zaraz wpadniemy w zimne wody Kanału La Manche. Dopiero gdy pilot kazał mi sprawdzić co ze strzelcami zauważyłem, że mój kolega leży ranny, a obok niego zobaczyłem na podłodze karabin, który jakoś wypadł z uchwytu w oknie. Chciałem go podnieść, ale samolot gwałtownie skręcił i poleciałem na burtę. Wieżyczka też była zablokowana zwisającym bezwładnie ciałem rannego strzelca. Nie mogłem go wydostać. Samolot pełen był przestrzelin, mieliśmy wyciek paliwa i ledwo dolecieliśmy do Manston, najbliższej bazy. O powrocie do Detling nie było mowy. Podwozie na szczęście się wysunęło, ale lądowanie było twarde, bo opony były bardzo postrzelane(...). Niestety jeden z naszych strzelców umarł. Być może wszyscy byśmy zginęli, gdyby nie nasz dowódca, który gwałtownie zawrócił w stronę Niemców (...)". Rzeczywiście sytuację uratował P/O Philip Peters, który gwałtownie zawrócił w stronę atakujących myśliwców i dał ognia z jednego karabinu jaki był zabudowany w kadłubie. Pomieszało to na tyle szyki Bf-109, że dwa uszkodzone Ansony mogły uciec. Teraz przyszła kolej na "tajną broń " Petersa. Ansony z 500 dywizonu były nieco dozbrojone, w bocznych oknach miały dwa dodatkowe karabiny maszynowe. Nie czyniło to może z Ansona jakiejś "latającej fortecy", ale cztery lufy to zawsze lepiej niż dwie. Co ciekawe - w kronice dywizjonu odnotowano, że lokalna firma, która wykonała robotę na zlecenie lotników zdecydowanie odmówiła przyjęcia zapłaty. Peters tak manewrował swoim samolotem, by atakujące myśliwce znajdowały się jednocześnie w ogniu wieżyczki i strzelca z okna. Taktyka ta przyniosła zaskakująco dobre rezultaty. Do morza wpadły dwa Bf-109, kolejne dwa widziano odlatujące z kłębami dymu. Ostatecznie RAF zaliczył załodze Petersa dwa pewne, zestrzelone samoloty i jeden uszkodzony. Najważniejsze było jednak to, że myśliwce w końcu zostawiły samotnego Ansona, którego pilot postanowił... dokończyć patrol. Przez dwie kolejne godziny schnellbooty nie miały czego szukać w patrolowanym sektorze. Próbowałem dotrzeć w internecie do niemieckich relacji, ale z raportów I./JG20 wynikać by miało, że nie walczono tego dnia z Ansonami. Niemcy wspominają za to, że w tym rejonie i czasie doszło do starcia "z formacją bombowców Blenheim". W jej wyniku jeden z Bf-109 miał zaliczyć kraksę podczas przymusowego lądowania na plaży. Mogło dojść do pomyłki w rozpoznaniu typu samolotu przeciwnika, Anson i Blenheim nie są bardzo podobne "na spokojnie", ale mają podobny układ konstrukcyjny - to dwusilnikowe samoloty z wieżyczką na grzbiecie. W walce nie takie pomyłki już się zdarzały. Bez względu na to, czy przyjąć niemiecką czy brytyjską wersję wydarzeń - Peters i jego załoga wygrali ten dzień.
