Co do zasady wywód jest bardzo przekonujący i trudno polemizować z wyłożoną w nim koncepcją, choć sam osobiście uważam, że dobry model (jako produkt, jako rzecz, którą się nabywa) to taki, który można rozwijać i ulepszać ale którego nie trzeba poprawiać - precyzyjnie: którego ja sklejacz weekendowy nie muszę poprawiać, żeby gotowy nie był karykaturą prawdziwego obiektu albo kompletną fikcją.
W przypadku rekonstrukcji 411096 założyłem, że nie wymyślili sobie (lub nie dopowiedzieli jej części) tej nazwy tylko mieli fotografię - bo jaki mieliby niby cel w robieniu malowania akurat tego samolotu, który nie jest (chyba?) specjalnie znany ani, tym bardziej, nie wywołuje debat czy kontrowersji - jeśli nie mieliby dobrej w miarę pewnej dokumentacji? Nie wykluczałem, że "Fanna Henna" jednak istniał, obok "Stanna Henna". Ostatnio Eduard przynajmniej sygnalizuje w instrukcjach, że dana sylwetka to tylko interpretacja czy domysł.