Skocz do zawartości

elrogalo

Użytkownicy
  • Liczba zawartości

    313
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

Zawartość dodana przez elrogalo

  1. Ano co poradzić - kryzys Panie... Cena trawionych błotników skutecznie mnie odstraszyła, więc blaszane będą tylko odchylane części z przodu i z tyłu wozu. Będą - o ile zdołam to w jakimś sensownym czasie poskładać do kupy... Narzędzia też mam jedynie zestawowe, więc nie poszaleję. Tak przy okazji - da się gdzieś kupić same narzędzia, najlepiej żywiczne, tak, żeby nie trzeba ich było mozolnie czyścić z odlanych zapinek i uchwytów?
  2. Co zrobić. Wiesz jak było, wojna była... Ej, chyba za mało. Toć to raptem pręcik, a nie pręt, rzekłbym - grubszy drut. Celowałbym raczej w 15 - 20mm, i tu zestawowe 0,6 (a nawet 0,7 zależnie gdzie się złapie) ma sens (21 - 24 mm). Ale nie ma się co spierać - być może mam przyzwyczajenia z sowieckiej pancerki, bo na zdjęciach "trójek" te uchwyty faktycznie wyglądają filigranowo. Tak, czy owak: te, które są zostają - próby ich usunięcia mogłyby spowodować więcej szkód niż pożytku. Starczy, że przy trasowaniu linii podziałów zawiasów urwałem ogranicznik otwarcia drzwi. Dobra, teraz obiecane zdjęcia. Jak na dwa dni grzebania się z błotnikiem postępy nie powalają. Tempo prac zaczyna mnie martwić. Jednak mimo urlopu jakieś tam obowiązki przedświąteczne nie pozwalają mi posiedzieć zbyt długo nad modelem, w zasadzie mam dwie, góra trzy godziny dziennie, czyli tylko trochę więcej niż zwykle. Właśnie widzę oczyma wyobraźni, jak zaplanowany na koniec grudnia finisz prac oddala się ode mnie pociągiem pospiesznym, machając mi z okna chusteczką na pożegnanie. Wieża z poprawionymi podziałami zawiasów: Drugiej strony wieży nie pokażę, bo zrobiłem tam tak "plastycznie oddane" linie, że zalałem je surfacerem 500 i zacznę je robić od nowa, jak wszystko porządnie wyschnie.
  3. Ja wiedziałem, że tak będzie, tylko wam coś pokazać, to zaraz sypią się propozycje nie do odrzucenia Cóż, sam tego chciałem. Początkowo nie wiedziałem o czym mowa, ale rzut oka na zdjęcia i wszystko jasne. Trochę podziałałem, ale nie wiem, czy nie "uplastyczniłem" ich za bardzo. W dodatku dopiero teraz zwróciłem uwagę, że w ramkach jest jedna, chyba od Pz III Ausf. J lub L, na której są też włazy z liniami podziałów między zawiasami To jest tylko złudzenie, swoisty cień kołka, w rzeczywistości to miejsce jest gładkie, jeśli mowa o bokach skrzynki. Jeśli chodzi Ci o ten prostokąt na czole skrzynki (pomiędzy fototrawionymi zapinkami, patrząc od tyłu kadłuba) to jest on zaszpachlowany CA, stąd może wyglądać jak dziura. nie mam planów III w 1/35, nie mam tego jak sprawdzić. Drut ma 0,6mm, tyle co uchwyty zestawowe. Jaką średnicę miały w realu? Poza poprawkami posiedziałem dziś trochę nad błotnikami, a właściwie jednym, mocując w pocie czoła narzędzia. Postępy są niewielkie, bo oczyszczanie zestawowych narzędzi z odlanych uchwytów idzie mi jak krew z nosa. W dodatku w którymś momencie zaczęło mi się spieszyć i spaprałem lewarek. Na całe szczęście na innej ramce jest jeszcze jeden. Zdjęcia błotnika, jak i tej rzeźby na wieży wrzucę jutro, dziś już nie mam siły na rozstawianie aparatu.
  4. Fachowa robota, nie dość, że wygląda to jeszcze jeździ i lufą macha. Ciekawi mnie jak wyglądają koła napędowe po współpracy z friulami, nie będą się aby ścierać?
  5. Zdziwisz się, ale akurat tego detalu Aber nie uwzględnił na swoich blaszkach. Pomyślę czy coś z tymi zawiasami robić, ale możliwości mam ograniczone, bo nie mam ze sobą całego magazynku modelarskiego (to co zabrałem i tak zajęło 1/4 bagażnika). W rzeczywistości te drobiazgi nie wyglądają tak źle, po zwashowaniu powinny prezentować się całkiem przyzwoicie. To białe coś dookoła to resztki pyłu po szlifowaniu, a nie klej, więc nie ma strachu! Jednakowoż poruszyłeś czułą strunę, więc chyba rozejrzę się za jakąś puszką po napoju takim czy innym...
  6. "Jedynie słusznego" - znaczy z Balkenkreuz'em ? Ot, taki przerywnik w lepieniu bolszewickich pokrak. Akurat Pz III to, moim zdaniem, jeden ze zgrabniejszych niemieckich tanków. Malowanie będzie oczywiście jednolite kolorem Dunkelgelb. A, tak odnośnie waloryzacji - początkowo zawsze zakładam szybki projekt, a oglądając blaszki i niektóre detale na nich mówię sobie często - "ni cholery, tego się nie da poskładać". Potem zaczynam kleić i mnie ponosi, blaszki okazują się składalne (z duża pomocą słów wulgarnych i obelżywych), a z szybkiego projektu robi się półroczna dłubanina. Na koniec obiecuję sobie, że ten następny, to już na 100% będzie prosto z pudła, tak dla samej frajdy klejenia...
  7. Kolejny wieczór minął pod znakiem szlifowania i czyszczenia kół, klejenia "sworzni" w gąsienicach oraz oczyszczania nadlewek metalu w niektórych ogniwach. Tym samym najbardziej żmudny etap każdego modelu czołgu, jakim jest doprowadzenie układu jezdnego do jako takiego wyglądu mam za sobą. Z tej radości usiadłem i skończyłem wieżę. Trochę żałuję, że na początku sklejania nie pootwierałem choćby kilku wizjerów na kopułce dowódcy. W ramach pokuty wymieniłem więc zestawowy mechanizm zamykania włazu na Aberowski (prawie go widać na zdjęciu). Tym oto sprytnym sposobem będę mógł się jutro zabrać do etapu, który odsuwałem od siebie przez cały czas - błotników i narzędzi. Mam już polutowane końcówki błotników i zapinki na narzędzia. Teraz zostaje "jedynie" dopasowanie zestawowych środków błotników do blach i oberżnięcie odlanych uchwytów z narzędzi. Jutro ma padać śnieg z deszczem - pogoda w sam raz na taką dłubaninę.
  8. Witam. Ponieważ święta spędzam poza domem, a nie miałem pomysłu jak bezpiecznie przetransportować "Katiuszę", a z drugiej strony bez klejenia ciężko byłoby wytrzymać dwa tygodnie urlopu, ruszam z kolejnym małym wątkiem warsztatowym. Będę kończył zaczęty jakiś czas temu model pojazdu obserwacyjnego artylerii samobieżnej - Panzerbeobachtungswagen III (SdKfz. 143). Producent zestawu to Dragon (nr 6030), model uzupełniony o dedykowany zestaw Abera, Friule i lufę RB-Model. Sam pojazd jest dość ciekawym wynalazkiem, powstałym na podwoziu Pz III. Jego cechą charakterystyczną jest brak działa - głównym i praktycznie jedynym uzbrojeniem był centralnie umieszczony w wieży MG34. Oprócz tego, na przednim pancerzu umieszczony był jeszcze port pistoletowy, przez który załoga mogła ostrzeliwać się z MP40, lub innej broni. "Lufa" umieszczona niesymetrycznie na wieży to kawałek rury przyspawanej do czołowego pancerza. Pojazdy te działały w bateriach artylerii samobieżnej wyposażonej w działa samobieżne Hummel lub Wespe. Sam model jest nierówny, ogólnie ma niezły detal i większość elementów pasuje do siebie bez walki, ale część, np koła, odlana jest marnie i wymaga mozolnego obrabiania. Generalnie jednak klei się go dość przyjemnie. Stan prac na dzień dzisiejszy to sklejony kadłub i wieża ozdobione większością blaszek i poskładane na szybko Friule. Koła wymagają jeszcze obrobienia i nawiercenia części otworów, które, chyba z racji zużycia form, są pozalewane. Całość podwozia wraz z gąsienicami poskładana jest na sucho, więc to i owo jest jeszcze krzywo. Plan zakłada ukończenie tego modelu do końca grudnia. Biorąc pod uwagę, że po raz pierwszy od dawna mam mnóstwo czasu na dłubanie - powinno mi się udać ten plan zrealizować.
  9. Im niższa liczba tym większa ziarnistość Surfacera, czyli jest - jakby to obrazowo powiedzieć "gęstszy", łatwiej nim wypełniać głębsze rysy. 1000 i 1200 mają mniejszą ziarnistość, gorzej nimi szpachlować, ale dają gładszą powierzchnię na modelu. Surfacer przez to, że wypełnia drobne rysy i świetnie przywiera do plastiku idealnie nadaje się na podkład. Ja do podkładowania używam 1000 w spraju. Do szpachlowania mam 500 w słoiczku. Zwykłą szpachlówkę też warto mieć. Podobnie jak jakąś dwuskładnikową (np. green stuff). Każda ma trochę inne zastosowanie. Wszystkie da się szlifować takim samym papierem ściernym. Poprzeglądaj spokojnie parę wątków warsztatowych i poradników na forum, wszystko powinno Ci się rozjaśnić.
  10. Kolego, nie rób sobie złudzeń, w tym (ani pewnie żadnym innym) hobby nie ma czegoś takiego, jak "ostateczne zakupy uzupełniające". Ile byś nie miał zabawek wciśniętych w szuflady i pochowanych po szafkach - zawsze będzie coś, co będziesz musiał (chciał) mieć...
  11. Nie wiem, nigdy nie próbowałem Blaszki są cienkie, już po kliku sekundach ogrzewania lutownicą gazową robią się czerwone. Pewnie gdyby je dalej grzać to zaczęłyby tracić sprężystość, a w końcu utleniłyby się. Tylko po co je grzać dłużej niż 2 -3 sekundy, jeśli tyle mniej więcej trzeba na stopienie pasty? W końcu chcemy tylko, żeby lut zwilżył blaszki i je połączył, co nie? Ten moment łatwo wyłapać nawet jeśli nie widać samej spoiny, topnik w paście zaczyna parować, a lut zazwyczaj wypływa spomiędzy łączonych elementów lub pojawia się na ich brzegach, więc po paru próbach łatwo poznać "czy to już". Gorzej, jak mamy element, który wymaga kilku lutowań w kilku miejscach. Zazwyczaj tak jest, na tym polega cała zabawa! Trening czyni mistrza. Jeśli nie są one zbyt blisko, to zazwyczaj świeży lut złapie szybciej niż puści stary. Tak jak pisałem wcześniej, można też pomóc sobie mokrą chusteczką. Na obu elementach zostanie Ci mała, nieregularna, zazwyczaj wypukła plamka zastygłej spoiny. Na upartego można próbować złapać pęsetą oba elementy i wykorzystać te bąble do kolejnego połączenia (po podgrzaniu stopią się ponownie), ale ja z reguły szlifuję na płasko oba elementy pilnikiem, albo papierem ściernym 1000, nakładam świeżą pastę i zaczynam od nowa. Drugie lutowanie przebiega zazwyczaj szybciej (wystarczy podgrzać przez krótszy czas), bo blaszki są już "pobielone", tzn. jest na nich cienka warstwa spoiny z poprzedniego lutowania, przez co lut łatwiej łapie.
  12. elrogalo

    KW-2 - Trumpeter - 1:35

    Panzer4 - wydaje mi się, że arturos1965 miał raczej na myśli napisy w stylu tego sławnego spod Dubna "Userem Fuehrer gestiftet...". ISU leży w szafce i czeka na swoją kolej. Piszczy i skamle jak szczeniak za każdym razem, gdy otworzę drzwi, ale będę twardy i skończę najpierw Katiuszę. Muszę trochę poprawić stosunek modeli rozgrzebanych, zalegających warsztat, do ukończonych
  13. Nie ma za co. Tak, jak każdy miękki lut zresztą. Ma to także dobre strony - jeśli coś nie wyjdzie można rozlutować i zacząć od nowa.
  14. elrogalo

    KW-2 - Trumpeter - 1:35

    Obicia robiłem sieną paloną i naturalną z Renesansu, czasem w różnych proporcjach mieszanymi ze sobą, żeby nie były tak jednorodne. Dzięki za komentarze i opinie, dopingują mnie do rozwijania warsztatu (ale podstawek chyba już nie będę robił )
  15. Najpierw studiuję instrukcję i zastanawiam się, które elementy będę lutował. Potem przecieram je na mokro papierem o ziarnistości 1000 jeszcze przed wycięciem z ramki, aż do pojawienia się miedzi. Szlifując powoli i w jednym kierunku (najlepiej wzdłuż elementów, żeby ich nie zwichrować) daje się to zrobić całkiem dobrze, choć trzeba uważać, bo elementy w blachach edka są mocno podtrawione, a blaszki są cienkie i faktycznie łatwo je powyginać. Po osuszeniu i przetarciu alkoholem lutują się aż miło. Edit: Miałem trochę czasu, za mało jednak, żeby brać się za malowanie Katiuszy, więc pomyślałem, żeby machnąć mały tutorial dla dobra ogółu. Na początek główne osoby dramatu: pęsety, lutownica gazowa, pasta koki, blaszki, z których będą pochodzić lutowane elementy i postaci drugoplanowe, czyli zaginarka. Przyda się też kawałek drobnoziarnistego papieru ściernego. Lutowane będą "czarne" blaszki Eduarda, trzeba je więc oczyścić z warstwy pasywatora. Tak jak pisałem wyżej czyszczenie przeprowadzam jeszcze przed wycięciem elementu z ramki, w ten sposób łatwiej je przytrzymać i trudniej zdeformować (choć uważać trzeba). Lutowany będzie m. in. środkowy element blaszki: tu już po czyszczeniu (ekspozycja w aparacie trochę głupieje przy błyszczących elementach): To samo robię z pozostałymi elementami: Pierwszym krokiem jest zgięcie górnej części środkowego wspornika. Dobra okazja, żeby zlutować obie części, dla ich pewnego połączenia. Przy okazji usztywni to całą konstrukcję. Za pomocą igły od strzykawki nakładam odrobinę pasty na łączone połówki: Zaginam je i chwytam pęsetą: Potem odpalam lutownicę, ogrzewam i po 2 - 3 sekundach mam gotowe połączenie. Blaszka jest gorąca, więc odradzam łapanie jej rękoma na tym etapie Można ją zanurzyć w wodzie dla przyspieszenia stygnięcia, lub po prostu trochę podmuchać. Po chwili stygnie na tyle, żeby przejść do dalszego etapu. Po ukształtowaniu wspornika, muszę przylutować do niego poprzeczki: Postępuję analogicznie jak poprzednio, nakładam małą ilość pasty na jeden z łączonych elementów: chwytam całość pęsetą i ustalam wzajemne położenie: i gdy wszystko jest w porządku lutuję. Po chwili obie blachy są połączone na dobre i na złe: Ewentualne bąble lub nadmiar cyny daje się dość łatwo zeszlifować pilnikiem, papierem, lub, przy większych "wypływkach", zeskrobać nożem modelarskim, a następnie przeszlifować. Aby nie mieć z tym zbyt wielkich problemów nie warto nakładać zbyt dużo pasty - nie musi być jej dużo, aby lut trzymał lepiej niż CA. Całą operację powtarzam dla drugiej strony i po chwili wspornik jest gotowy: Aby uniknąć rozlutowania wcześniej łączonych elementów można je przykryć namoczoną w wodzie chusteczką. Dobra lutownica z regulacją intensywności płomienia też pomaga w takiej sytuacji: przy umiejętnym operowaniu kierunkiem płomienia ustawionego na minimum zmniejszamy ryzyko podgrzewania elementów już złączonych. Lutować da się wszystko, nawet bardzo małe elementy. Na poniższym zdjęciu przedstawiam kilka blaszek do Pz III, czekających na warsztacie. Ta zapinka do narzędzi też jest lutowana - lut, choć mikroskopijny, trzyma z siłą nieosiągalną w przypadku kleju CA. I na koniec ciekawostka, pasta koki jest sprzedawana w strzykawce, po dodaniu tłoczka i przykręceniu igły można ją wyciskać prosto z tuby (choć ja z tego akurat nie korzystam, nie lutowałem jeszcze blach hurtowo). Poparzenia paluchów życzę
  16. Lutownica gazowa ma tę przewagę, że lutujesz bezdotykowo. Możesz więc ustalić sobie względem siebie lutowane elementy, a potem "owiać" je jedynie strumieniem gorącego powietrza, bez ryzyka, że poprzesuwasz je grotem lutownicy. Poza tym, płomień praktycznie od razu ma odpowiednią temperaturę, nie musisz czekać, aż się lutownica nagrzeje - odpalasz, lutujesz, gasisz i możesz zabrać się za spokojne pozycjonowanie kolejnego elementu. Z drugiej strony bawimy się z ogniem, więc wszelką chemię i materiały łatwopalne trzeba odstawić na bok, a i odpowiednie podłoże jest nie od parady (ja używam ceramicznego talerza, albo starego spodka do kawy - zależnie od rozmiarów lutowanych elementów). Tak przy okazji, do lutowania przydatne są pęsety zamozaciskowe (takie dla elektroników), którymi można wygodnie przytrzymać lutowane elementy. Co prawda lutując raczej nie da się "zdmuchnąć" nawet bardzo małych blaszek, płomień nie ma aż takiej energii, ale pasta topiąc się czasem lekko gazuje, przez co lutowany element może się przesunąć albo obrócić i zepsuć cały efekt.
  17. Właściwie każda gazowa lutownica się nada, dobrze żeby miała regulację temperatury (intensywności) płomienia, ale nie jest to przy odrobinie wprawy niezbędne. Pasta Koki, jak zauważył Ritter jest droga, ale bardzo dobra. Sam jej używam (pasta o symbolu SS4-M951DK, cynowo - ołowiowo-srebrowa) i jestem bardzo zadowolony. Opakowanie starczy przeciętnemu modelarzowi na całe życie Czytałem, że niektórzy używają pasty do lutowania miękkiego rur, ale osobiście jej nie używałem, więc nie wiem czy to faktycznie da radę. A lutować da się praktycznie wszystko, nawet drobne uchwyty do narzędzi. Na tym modelu praktycznie wszystko jest lutowane, także te duperelki na osłonie maski, czy imitacje zawiasów na górnej płycie. Lutowanie ma tę przewagę nad CA, że jeśli tylko dobrze odtłuścisz blaszki (niektóre, trzeba jeszcze wcześniej oczyścić z warstwy pasywatora, jak np. "czarne" blachy Eduarda) to później prędzej je pogniesz w świński ogon lub połamiesz, niż rozłączysz.
  18. Od ostatniego postu minęło trochę czasu. Rama i elementy kabiny zostały w międzyczasie pokryte podkładem. Skończyłem też sklejanie kół (nie mam ich niestety na zdjęciu, za szybko zwinąłem sprzęt). Postanowiłem najpierw pomalować i skleić ze sobą ramę, koła i kabinę, żeby zminimalizować ryzyko uszkodzenia delikatnych blaszek na kabinie. Dziś udało mi się pokryć pierwszą warstwą farby ramę. Czeka mnie przy niej jeszcze sporo pracy - ciężko dotrzeć aerografem we wszystkie zakamarki. Położyłem też cienie na kabinie i pomalowałem ją Gunze H80. Malowało się całkiem przyjemnie, więc z rozpędu zamalowałem część pieczołowicie położonych wcześniej cieni. Bez rozjaśniania się więc nie obejdzie. Na ostatnim zdjęciu udało mi się w miarę dobrze oddać odcień koloru na modelu. Prawa ramka osłaniające reflektor zaczęła się złowrogo kiwać podczas malowania. Mam nadzieję, że nie odfrunie zanim "ożenię" górę kabiny z podłogą.
  19. Nie jestem pewien, czy ta galeria nie powinna wylądować w dioramach, ale po mojemu ciężko tę podstawkę uznać za dioramę. Jeśli mod uważa inaczej to proszę o przeniesienie tematu. Teraz do rzeczy. Model skończyłem już jakiś czas temu (wątek warsztatowy jest tu: http://modelwork.pl/viewtopic.php?t=15313), ale brakowało mi motywacji i czasu do zrobienia galerii. W końcu się zebrałem i przedstawiam swoje "dzieło" szerszemu gronu. Kilka rzeczy przy okazji tego modelu robiłem po raz pierwszy: pierwszy raz kleiłem model w tej skali, pierwszy raz miałem do czynienia z Friulami, pierwszy raz kleiłem i malowałem figuranta, no i wreszcie - model stoi na pierwszej w moim życiu własnoręcznie wydłubanej podstawce. Z tego wszystkiego właśnie z podstawki jestem najmniej zadowolony, ale ostatecznie uznałem, że nie będę jej bardziej cyzelował, więc się zbytnio nie czepiajcie - wiem, że jest cienka jak żyletka . Jeśli chodzi o znane mi błędy merytoryczne, to są przynajmniej dwa: w rzeczywistości ten fajowy napis na wieży "Za Stalina" jest znany ze zdjęć KW-1, a nie KW-2. Na tym drugim prawdopodobnie nie wystąpił. Jednak jest tak fajny, że nie mogłem sobie odmówić. Druga rzecz to menażka giermańca - z tego, co już po sklejeniu figurki widziałem na zdjęciach, to powinna być obrócona o 90 stopni w prawo. Scenka przedstawia desperacki atak grenadiera, który będzie próbował wetknąć granat trzonkowy w otwarty otwór strzelniczy, któryś z włazów, lub do lufy, aby zniechęcić obsługę wozu do dalszej walki. Zapraszam do komentowania.
  20. Ha! Słusznie - tak mi się dobrze pisało o gąsienicach, że przeoczyłem jedną ramkę - dzięki za zwrócenie uwagi. Jak się miało 13 lat to klapy faktycznie ciężko było dźwignąć i czasem spadały na paluchy, dobrze pamiętasz
  21. Jakoś przeoczyłem Twoją odpowiedź, będę pamiętał i zgłoszę się, gdy model trafi na warsztat, choć nie ukrywam, że bardziej mnie kusi malowanie z Berlina. Jak na razie wrzuciłem in-box tego modelu: viewtopic.php?p=289904#289904
  22. Gdy tylko pojawiły się zapowiedzi tego modelu, wiedziałem, że muszę go mieć. Jest to jeden z tych pojazdów o urodzie zdeformowanego, metalowego śmietnika, który, gdyby ogłosić konkurs na najbrzydszy pojazd opancerzony w historii światowych konfliktów zbrojnych, miałby zapewnione co najmniej 3. miejsce na pudle. Wczoraj wylądował na moim biurku, więc niniejszym dzielę się z wami zawartością opakowania. Box-art: Góra kadłuba jest podzielona na dwie części. Elementy, które w oryginale były odlewane mają wyraźną fakturę odlewu. Blachy walcowane, z których spawana była nadbudówka, także mają wyraźną fakturę. Dookoła detali kadłuba także odwzorowane są spawy, zresztą są one odwzorowane wszędzie tam, gdzie występowały w oryginale. Elementy układu jezdnego są zgrupowane na dwóch ramkach. Wygląda na to, że są one wspólne z modelem IS'a-2 (zawierają one lufę działa D25-T) i nic dziwnego, bo w końcu ta pokraka jeździła na podwoziu IS'a właśnie. Kolejna ramka zawiera dwóch załogantów, drobne elementy kadłuba, elementy haubicy i pancerną osłonę jarzma tejże, z fachową, glutowatą aż miło fakturą odlewu. Lufę prawdopodobnie zastąpię podczas montażu jakąś toczoną z metalu, bo nie przepadam za sklejaniem luf z połówek. Zazwyczaj nie udaje mi się zachować jej okrągłego przekroju podczas tej operacji. Ramka z drobnicą i DSzK: Kolejną rzeczą są dwa zestawy gąsienic - gumowych i plastikowych z dłuższych odcinków i pojedynczych ogniw. Oba rodzaje są niezłe, ale oczywiście plastikowe są ciekawsze. Ta fala widoczna w górnej części ramki, to "przyrząd do zwisu", umożliwia uzyskanie realistycznie wyglądających zwisów gąsienic w obrębie kół podtrzymujących. Część ogniwek ma niewielkie ślady wypychaczy po wewnętrznej stronie, ale są one naprawdę małe, a w dodatku wypukłe (sic!), więc usunięcie ich nie powinno sprawiać problemów. Ogólnie całość robi na tyle dobre wrażenie, że nie przewiduję zakupu Friuli. No i na deser mały arkusz kalkomanii, blaszka z siatkami na wloty powietrza, kawałek sznurka do imitacji lin i ramka z przezroczystego plastiku, z której do wykorzystania jest jedynie szkło reflektora. Na koniec proponowane przez Tamiyę schematy malowania (w tym jeden zimowy).
  23. elrogalo

    M26 Pershing 1:35

    To ja się też dorzucę z małym linkiem do ciekawej relacji, może się przyda: http://armorama.com/modules.php?op=modload&name=SquawkBox&file=index&req=viewtopic&topic_id=145165&page=1 Powodzenia w budowie!
  24. elrogalo

    ISU 122 ITALERI 1/72

    Prawda jest taka, że podstawek robić nie umiem, a brudzić po trochu nie umiem, a po trochu mi szkoda (niezbyt lubię gdy błoto zasłania szczegóły konstrukcji pojazdu). KW był pierwszym modelem do którego dłubałem podstawkę i drugim, przy którym próbowałem brudzenia No, ale dość już tego OT na mój temat - dawaj dalej ze "Zwierobojem"
  25. elrogalo

    ISU 122 ITALERI 1/72

    Po skończeniu BM-13 doszlusuję z ISU-152, tyle, że w 1/35. Będę Cię do tego czasu podglądał!
×
×
  • Dodaj nową pozycję...

Powiadomienie o plikach cookie

Umieściliśmy na Twoim urządzeniu pliki cookie, aby pomóc Ci usprawnić przeglądanie strony. Możesz dostosować ustawienia plików cookie, w przeciwnym wypadku zakładamy, że wyrażasz na to zgodę.