W sumie sam nie wiem. Konsystencję farby miałem jak zawsze czyli mleczko, ciśnienie 1,5 i niestety poleciały kropelki przy odpuszczeniu palca ze spustu. Chciałem to ratować zamalowaniem ale znowu mi chlusło grubszym strumieniem w kilku miejscach. Więc pomyślałem , że sprawdzę patyczkiem o co biega i wydobyłem ze zbiorniczka gluta gestej farby który chyba przytykał ujście ze zbiorniczka na dyszę. Nie wiem gdzie popełniłem błąd mieszałem jak zawsze , proporcje jak zawsze, a mimo to sie @##$$$$ało. Żebym jeszcze malował byle jakimi farbami ale używam gunze. Może zestarzały się i jakoś dziwnie zareagowały , a może po prostu dałem ciała i źle wymieszałem już sam nie wiem.
Generalnie zły jestem ale jeszcze powalczę ,chcę go skończyć ,a na zmywanie i zaczynanie od nowa nie mam czasu niestety.
Może na końcu nie będzie tak źle.