Danio
Użytkownicy-
Liczba zawartości
322 -
Rejestracja
-
Ostatnia wizyta
Typ zawartości
Profile
Forum
Galeria
Pliki
Kalendarz
Blogi
Zawartość dodana przez Danio
-
No cóż, dzięki za szczerość. Faktycznie, chyba pośpiech jest złym doradcą... W takim razie jeszcze dwa pytanka: 1. Czy matowy lakier Model Mastera można kłaść na MrColor? 2. Coś bezbolesnego na zmycie farb?
-
Witam. Zanim doszedłem do siebie po szoku związanym z malowaniem, dla relaksu przykleiłem sobie kołpaki do kół i zająłem się tworzeniem kalkomanii. Kupiłem dwa rodzaje papieru do drukarki atramentowej (bo takową posiadam): biały i bezbarwny. Nabyłem obydwa, bo doszedłem do wniosku, że numer seryjny i cyfry 223 znajdujące się na nosie samolotu, muszą zostać wydrukowane na papierze bezbarwnym, bo mają być widoczne wyłącznie czarne cyfry (bez jakiegokolwiek tła). Natomiast wydruk trójkolorowych francuskich kokard jest możliwy wyłącznie na papierze białym, ponieważ jednym z owych trzech kolorów jest biel niemożliwa do uzyskania na drukarce. Kiedy już się trochę uspokoiłem, przystąpiłem do "ratowania" modelu. Zacząłem od likwidacji pustych bąbli, które zdrapałem wykałaczką, po czym przeszlifowałem cały samolot drobnym papierem ściernym (nr 1000), a następnie po raz nie wiadomo który wytrasowałem linie... Po tym wszystkim zamaskowałem wszystkie fragmenty modelu, które miały otrzymać inne barwy, by uniknąć ładowania w te miejsca kolejnych warstw farby. Niestety, pomimo kilkukrotnego położenia cieniutkich warstw SM01 (tym razem farba kładła się rewelacyjnie - nie rozumiem, jak mogłem spartolić pierwsze podejście ) i każdorazowego szlifowania i polerowania miejsc, gdzie były bąble, nadal w tych miejscach pozostały nierówności (może później wymyślę, czy to zamaskować?). Układ trzech różnych odcieni aluminiowych blach samolotu zaczerpnąłem z Monografii Lotniczych nr 70 "Lockheed P-38 Lightning cz. 3" gdzie na str. 24 i 25 zamieszczono schemat rozmieszczenia powierzchni szpachlowanych i malowanych na srebrnych Lightningach, który nieco zmodyfikowałem, dostosowując go do posiadanych SM. Przed malowaniem innymi odcieniami rozmazałem je na kawałku plastiku (sam nie wiedziałem, która farba jest jaśniejsza, a która ciemniejsza). Dodam, że tym razem jeszcze mocniej rozcieńczyłem SM tak, że przy takim samym ciśnieniu ( 1,2 - 1,3 bara) kompresora, dysza aerografu była MAKSYMALNIE zmniejszona. Przy tak minimalnej ilości farba kładła się idealnie cieniutką, bardzo dobrze kryjącą i przylegającą warstwą. Po zakończeniu malowania SM01, przygotowałem model do malowania odcieniem SM04, maskując pozostałe fragmenty. Nie zapomniałem przy tym o tzw. lusterkach... Po tych dwóch kolorkach blachy wokół turbosprężarek, owiewkę centropłatu przy kokpicie i odbojniki u dołu stateczników pionowych pomalowałem SM03. No i w końcu zdjąłem maskowanie... Na zdjęciach widać niedomalowania w miejscach, gdzie zostanie położona Olive Drab. Dzisiaj rano przyszła kolej na malowanie błyszczącym MrColor GX100 Super Clear III... I ZNOWU... zaskoczenie! Po dość silnym rozcieńczeniu tym samym co zawsze MrColor Leveling Thinnerem ( farba w buteleczce była jakoś wyjątkowo gęsta) i niskim ciśnieniu, Super Clear zaczął jakby uciekać od modelu i tworzyć dziwne "farfocle"... Na poniższych fotach coś, co wyłaziło po lakierowaniu kalkomanii... Od razu mówię, że to nie jest kurz. A na modelu, zamiast błyszczącej powłoki pokazał się taki nalot... Po poprawce malowania (po kilku chwilach) efekt zanikał, by następnie pojawić się ponownie. Co znów robię źle??? Czyżby za mało farby? Za niskie, czy za wysokie ciśnienie? Pomóżcie, proszę. A czas leci...
-
Wydaje mi się, że masz rację. Jestem prawie pewien, że to główny powód, choć być może nie jedyny... Należało odczekać choćby nawet dobę. To, żeby użyć czarnej Tamiyi jako podkład pod SM wyczytałem swego czasu w którymś z modelarskich czasopism (w tej chwili nie pamiętam gdzie, ale w wolnej chwili postaram się znależć artykuł). Nie tak dawno z kolei znalazłem informację, że te metaliki w ogóle nie wymagają podkładu (niestety tu też nie mogę tego teraz udowodnić). I z tym twierdzeniem się zgodzę... Gdybym natryskiwał SM na czysty, porządnie odtłuszczony plastik, nie byłoby całej biedy. A tak przy okazji - dzięki serdeczne wszystkim za życzliwość. Aż chce się dalej dłubać...
-
Cieszę się, że wywołałem taką dyskusję, szkoda tylko, że kosztem modelu... Ale cóż, człowiek uczy się na błędach. RAV Podkład jest nietknięty. SM odeszło od czarnej farby, ale tylko w załamaniach modelu. greatgonzo Skłaniam się ku tej hipotezie. Być może samo osuszenie aerografem nie wystarczyło. Od suszenia do malowania nie minęła godzina... Arkady-72 Nie sądzę, by farba była za gęsta, ale być może za dużo... Ten tani aerograf.... Tymczasem... Lecę ratować samolot.
-
Witam. Zanim zabrałem się za metalizery, najpierw postanowiłem pomalować śmigiełka. Zacząłem od żółtego akrylowego Hobby Color H329. Po wyschnięciu - maskowanie pomalowanych końcówek na długości 4 cali (oczywiście w oryginale) taśmą Tamiyowską, przy pomocy kserówek z planów Skrzydlatej Polski... Następnie pomalowałem je Flat Black`iem Mr.Color nr 33. Ponieważ odwlekałem w czasie malowanie modelu na ile się dało, wymyśliłem sobie maskowanie bębnów hamulcowych podwozia głównego. Na szczęście średnica bębnów odpowiada średnicy otworków wykonywanych zwykłym dziurkaczem biurowym, więc nakleiłem taśmę Tamiyi na cienką plastikową płytkę (wieczko po masełku Benecol), wyciąłem otworki dziurkaczem i po odklejeniu od płytki, zamaskowałem koła (wcześniej pomalowane Tire Black`iem - Mr.Color nr 137) W końcu przyszedł czas na metalizery... Po raz ostatni pogłębiłem zamalowane podkładówką linie i przepolerowałem cały samolot. Mycie modelu pomalowanego farbą akrylową z duszą na ramieniu przeprowadziłem wodą z płynem do mycia naczyń. Najpierw zrobiłem próbę na kołpaku śmigła, a gdy nic się nie wydarzyło, umyłem model. Zrobiłem to aerografem, poprzez silny natrysk płynem, a następnie, po zmoczeniu całego samolotu osuszyłem go tym samym aerografem, przedmu:bip:ąc samym powietrzem (takie dwa w jednym). No i malowanie... Wstyd się przyznać, ale sp........ Zastanawiałem się, czy ma sens pokazywać moje dzieło na forum... Jednak po długotrwałych przemyśleniach, doszedłem do wniosku, że pomimo narażenia się na słuszne słowa krytyki ze strony doświadczonych modelarzy, być może ci mniej doświadczeni - na tej pożałowania godnej lekcji skorzystają. Tak więc zaczynam. Malowałem aerografem (jak już chyba wcześniej wspominałem) jednym z najtańszych, co - jak się okazuje - już na wstępie jest błędem. Farba Super Metallic SM01 Super Fine Silver rozcieńczona Mr.Color Leveling Thinnerem. Ciśnienie ok. 1,2 bara, ilość farby - jak myślałem - dość słaba. Początkowo farba kryje dobrze i kładzie się cięnką warstwą, jednakże w trakcie malowania zauważam nierówne jej nakładanie się. Po kilku, kilkunastu minutach od malowania okazuje się, że w załamaniach modelu potworzyły się bąble!!! Porażka... Tragedia... Pogrom... Masakra... Apokalipsa... I tak dalej... i tak dalej... Na zdjęciach widać od razu, że farby jest po prostu za dużo... Metalizery Mr.Color są tak rewelacyjne, że naprawdę wystarczy ich mikroskopijna ilość. Stwierdzam to niestety po fakcie... Idę się chyba postrzelić... A Bytom tuż tuż...
-
Witam i podziwiam... U mnie również z fotkami nie ma problemu, choć net ma 10 mega
-
Samolot majora Antoine`a de Saint-Exupery`ego malował będę metalizerami MrHobby MrColor Super Metallic: SM01-Super Fine Silver, SM03-Super Iron oraz SM04-Super Stainless. Będzie to moja pierwsza próba pracy z tymi farbami, więc mam niesamowitego pietra... Po mozolnych pracach szlifiersko-polerskich i nieziemskim "mordowaniu" modelu, postanowiłem przed użyciem metalizerów pomalować go podkładem, czyli czarną błyszczącą Tamiyą X-1. Wprawdzie wyczytałem, że Super Metallic`ki nie wymagają czarnego błyszczącego podkładu, niemniej jako początkujący, chciałem się niejako zabezpieczyć przed ewentualną wpadką. Poza tym model był strasznie pociachany liniami podziału, zarówno tymi właściwymi, jak i mnóstwem błędnych i poprawianych, dlatego jakikolwiek podkład był potrzebny, żeby zorientować się we właściwym wyglądzie powierzchni. Tak więc po odtłuszczeniu powierzchni spirytusem, przystąpiłem do malowania. Przy pomocy jednego z najtańszych aerografów (którego z powodzeniem używam już od dobrych kilku lat), przy ciśnieniu kompresora ustawionym na 1,5 bara położyłem warstwę farby. Zrobił mi się celulit... To znaczy nie mnie, tylko na powierzchni modelu. Miałem nadzieję, że może w miarę schnięcia farba się wygładzi, lecz nic takiego nie miało miejsca. Wpadłem w lekką panikę i po kilku minutach położyłem kolejną warstwę farby, tym razem zwiększając jej ilość i ciśnienie do 3 barów. Farba była dość solidnie rozcieńczona MrColor Leveling Thinnerem. W efekcie powierzchnia wyszła bardzo zróżnicowana: miejscami cellulits, miejscami połysk. Czyli generalnie - do szlifowania... Wniosek? Poza faktem, że rzeczywiście zobaczyłem istniejące linie podziału i kilka niedoróbek szpachlowania i szlifowania, cała idea zastosowania podkładu była do ... kitu. Zniecierpliwiony i lekko zniechęcony, już po ok. 8 godzinach przystąpiłem do wyrównywania powierzchni drogą szlifowania i polerowania, w wyniku czego pozostawiłem na modelu moje linie popilarne... Tak więc kolejna porażka... Załamka... No, ale cóż... Nie pierwsza i pewnie nie ostatnia. Nie pozostało nic innego, jak cierpliwie przystąpić do pracy z pilniczkami i papierem ściernym. Oto efekt szlifowania niektórych fragmentów modelu, np. w miejscu uwidocznionego błędu poprzednich zabiegów: i z drugiej strony... ... i jeszcze jedno zdjęcie... No, to by było na tyle... Do następnej razy.
-
Dzięki, Panowie za ciekawą dyskusję... Cieszę się zwłaszcza z wizyty w tym wątku SebastianaC.. Planowany model Saint Ex`a udał się? Gwoli uzupełnienia: GR II/33 działa w ramach 3 MAPRW (Mediterranean Allied Photo Reconnaissance) 12th Air Firce. Filmik ciekawy, ale w rodzaju: Wariacje na temat... W modelu pomalowałem sprężarki i za pomocą krążka papieru średnicy 0,7 mm zrobiłem przesłony w wylotach z turbo. Myślę, że wyszło nienajgorzej. Przy okazji natrysnę jeszcze bezbarwny mat. Następną czynnością było szpachlowanie i szlifowanie przejścia centropłatu w gondole oraz okolic lotek i klap (wraz z trasowaniem linii) a także maskowanie kawałkami gąbki i Liquid Mask Vallejo wnęk podwozia i światła na dolnej powierzchni skrzydła. Przy tej pracy udało mi się wyłamać jedną z wcześniej wklejonych klap chłodnicy międzystopniowej. Na szczęście nie uszkodziłem jej, więc ponowne wklejenie nie zabrało dużo czasu (czego nie można powiedzieć o nerwach). Z cienkiej plastikowej płytki wyciąłem dziurkaczem kołpaki podwozia głównego (kołpaki podwozia przedniego były w zestawie blaszek Eduarda) i szpilką odcisnąłem ślady śrub. No i wziąłem się za malowanie... ( o żałosnych efektach może jutro...)
-
Witam. Dzięki, Seine, za bardzo przydatne informacje. Co prawda wolałbym uniknąć klejenia anten w modelu, bo zwyczajowo w ostatnim momencie mi się rwą, ale jak mus to mus. Rzeczywiście, można z dużą dozą prawdopodobieństwa przyjąć, że w takowe linki samolot Saint`Exa był wyposażony. Wielka szkoda, że nie można zdobyć zdjęć egzemplarza 223. Ile by to spraw rozwiązało... Z kalkomaniami zanosi się na problem większy, niż sądziłem. Dzięki Ci serdeczne za podpowiedzi (bez nich byłbym, jak dziecko we mgle), szukałem kalkomanii bezowocnie na kilku portalach aukcyjnych, w sklepach internetowych i nic... Obawiam się, że nie znajdę ich do czasu Festiwalu w Bytomiu (a to już prawie za miesiąc). Wobec tego zastanawiam się nad zakupem całego zestawu kalek francuskich oznaczeń (co trochę kosztuje i martwi mnie żmudne składanie numerków z pojedynczych cyferek), ewentualnie nad wyprodukowaniem kalki na domowej drukarce, co będzie z kolei dość pracochłonne i tym trudniejsze, że jeszcze tego nie próbowałem. Cóż począć? W modelu z blaszek zmontowałem siatki i klapy chłodnic międzystopniowych z dołu gondol silnikowych... ... następnie wkleiłem gotowe pylony odrzucanych zbiorników. Z blaszek wykonałem również klapy wylotu powietrza chłodnicy płynu chłodzącego silnik... ... a z miedzianego drutu - popychacze tych klap (w zestawie Eduarda są wprawdzie popychacze, jednak jak na moje możliwości manualne - zbyt delikatne). Druciki popychaczy pomalowałem, a otwory wylotowe zamaskowałem kawałkiem papieru. Nieuchronnie zbliża się czas malowania...
-
Ale ja głupi jestem !!! Szukałem wszędzie, tylko nie tam gdzie trzeba... Dzięki, Slawek_26869. W dalszym ciągu polecam się szanownej pamięci kolegów względem moich dwóch zapytań. Wracając do modelu: po zamaskowaniu osłony następnego dnia pomalowałem ją kolorem mnętrza (Vallejo 71010 Interior Green). Osłonę pomalowałem od zewnątrz, by od środka widoczny był kolor zielony, natomiast część podnoszoną trysnąłem od właściwej, wewnętrznej strony. Niektóre modele, które widziałem, mają tę część w całości w barwie metalu, myślę jednak, że niewłaściwie... Moja słonka górna będzie zielono-srebrna. Poprawiłem - zgodnie z zapowiedzią - Dragonowe turbosprężarki... ale po obejrzeniu wykonanego zdjęcia, zauważyłem, że jedna z rur wylotowych jest dłuższa (chwała uczestnictwu w Forum, tylko dzięki fotce stwierdziłem błąd). Przystępując do poprawki. postanowiłem wykonać imitację kołnierza mocującego wylotową końcówkę do turbiny spalinowej (z plastra odciętego z wkładu do długopisu i zeszlifowanego do odpowiedniej grubości). Igłą zaznaczyłem na nim otworki mocowania śrub. Na zdjęciu turbosprężarki gotowe do malowania.
-
Wkleiłem więc belki do kadłuba... Sklejało się dość dobrze, z wyjątkiem połączenia z dolną częścią centropłata. Szczeliny pozostały wg mojego rozeznania za szerokie. Możliwe, że uda się je zalać Extra Thinem Tamiyi, jeśli nie, to szpachla... Można już kompletować kabinę: wkleiłem fotel pilota, manetki przepustnicy i akumulatory wraz z przewodami. Zmontowaną i kompletną kabinę zamknąłem owiewką. Owiewkę wymyśliłem sobie jako otwartą. Część górna będzie w pozycji odchylonej do tyłu, lewa zamknięta, a prawa opuszczona na tyle, by było widać sposób otwierania kabiny, jednakże opuszczona nie do końca, żeby było ciekawiej. W moich planach miało być odwrotnie (lewa opuszczona, a prawa zamknięta), lecz tak mi wyszło z rozcinania owiewki. Na początku zamierzałem wykorzystać kupione osłonki wacu, lecz gdy przyszła na nie pora, zauważyłem, że oryginalne owiewki Hasegawy są o niebo lepsze. Wprawdzie dużo grubsze od tych ciśnieniowych, jednakże bardziej przeźroczyste. A jako, że dołączono dwie sztuki (jedna dla wersji F, druga dla J/L), różniące się głównie wiatrochronem, mogłem dowolnie nimi manipulować przy rozcinaniu. Przed przyklejeniem wiatrochronu, uzupełniłem go o uchwyt odrzucania owiewki. Przystąpiłem do maskowania oszklenia, całkowicie samodzielnie, maskami wyciętymi z taśmy Tamiyi. Mam kilka pytań do szanownych Kolegów: 1. Jak wygląda sprawa linkowych anten? Na niektórych rysunkach myśłiwskich wersji, samoloty wariantu J ma takie anteny, a na niektórych nie... Niestety nie spotkałem się dotąd z dowodem na istnienie linek w F-5B. Może ich nie było? 2. Dotąd nie mam kalkomanii dla samolotu Saint Ex`a. Czy ktoś wie, gdzie można je zdobyć, ew. zrobić? Może nowa pozycja miniTopcolors nr 33: "P-38 Lightning at War" wydawnictwa Kagero zawiera kalkomanie tego egzemplarza? Nigdzie nie mogę sprawdzić zawartości tej książki. Pozdrawiam.
-
Witam w Nowym Roku! Do modelu wkleiłem wnęki podwozia wykorzystane z zestawu Dragona, bo jak wcześniej pisałem, w Hasegawie straszyły puste dziury. Modyfikacja prawie bezproblemowa, wymagała pocienienia bocznych scianek belek kadłuba. Na kadłubie koszmarnie wyglądają trasowane linie, jednakże te najbardziej krzywe są zaszpachlowane, czego fotka nie oddaje, myślę, że po podkładzie efekt będzie znacznie lepszy. Musi być... Na zdjęciach widać wycięte otwory klapy chłodnicy międzystopniowej, która zostanie zastąpiona blaszkami Eduarda. Pomiędzy wyciętym otworem, a wlotem powietrza do silnika wkleiłem pomalowaną od frontu na czarno płytkę, by uniknąć prześwitywania różnych dziur. Wnęki już uzupełnione blaszkami i pomalowane. Myślę, że belki można już wklejać.
-
Dzięki za podpowiedź; wprawdzie myślałem o części z Hasegawy (nawet poczyniłem pewne kroki... ... czyli wymieniłem rurę wlotu powietrza na metalową, oryginalny "dings" mnie nie satysfakcjonował), bo moim zdaniem jest ładniejsza. Jednakże, po Twojej sugestii przeanalizowałem zdjęcia z książki (jak pisałem na początku, opieram się głównie na Modelmanii nr 8) a także z powyższego portalu (dzięki !) i doszedłem do wniosku, że masz rację... Podmienię więc turbosprężarki na Dragonowe. Zastosuję taką samą modyfikację wlotu na metalowy, ale ponieważ u Dragona nie podoba mi się również odwzorowanie wylotu, mam już koncepcję wymiany i tej części (na skośnie ściętą igłę strzykawki). Odnośnie dalszych prac przy modelu, to z kawałków gumki "Myszki" i różnistych drucików udziergałem akumulatory, które starałem się pomalować zgodnie ze zdjęciami ze wspomnianej książki. Pomalowałem też metalizerami (pędzlem) podwozie, uprzednio zmodyfikowane blaszkami i ducikami... Podwozie główne i goleń przednią wziąłem od Dragona, bo mam zamiar także wykorzystać jego wnęki (w modelu Hasegawy straszą tylko "czarne dziury"). Gotowe też są pokrywy podwozia, uzupełnione blaszkami. Tyle na dziś. Życzę Do Siego Roku !
-
Dzięki za sugestię, ale pamiętałem o balaście. Może dlatego, że ostatnio skleiłem Douglasa A-20 i tam też dociążenie było konieczne. W tym przypadku udało mi się zmieścić w "nosie" śrubkę i dwie nakrętki... Dalsze prace przy Lightningu: Wkleiłem siatki chłodnicy płynu silnika - przód i tył (na zdjęciu widoczna jest siatka wylotu) i podmalowałem je. Uprzednio usunąłem element imitujący klapy, ponieważ zamierzam wykonać je z blaszki Eduarda (w pozycji otwartej). Konieczne było również uzupełnienie odsłoniętego otworu plastikową płytką (na zdjęciu fragment pomalowany czarnym matem). W swoim modelu postanowiłem odtworzyć pylony odrzucanych zbiorników, ale bez tychże zbiorników. Tak jakoś mnie naszło... Wydaje mi się, że te wielkie bańki zakłócają piękną sylwetkę samolotu. Mając do wyboru elementy Hasegawy i Dragona, wybrałem te ostatnie - mają ładnie zaznaczoną fakturę, podczas gdy pylony Hase są gładkie. Oczywiście jak na złość w obu modelach pylony są zamieszczone w dwóch częściach: dolny ich fragment połączony jest ze zbiornikiem. Musiałem odciąć zbiornik, skleić dwie części pylonu i za pomocą szpachli wymodelować dolną część. Na zdjęciu stan wymagający jeszcze ostatecznego szlifu. Aktualnie zastanawiam się, którą wybrać turbosprężarkę? Mimo, że Dragonowska jest chyba lepiej odwzorowana, "oryginalna" też nie jest zła, a myślę, że w końcowym efekcie lepiej się wkomponuje w model. Pozdrawiam i w razie czego - Wesołych Świąt wszystkim forumowiczom
-
Dzięki Diobeu. Mnie się udało... A jako, że nie jestem z pokolenia informatyków, więc to jest rzeczywiście proste.
-
Wracając do zakupionego modelu Dragona, pewnie każdemu nasuwa się pytanie, czy nie lepiej było porzucić wypraski Hasegawy, a model F-5B zrobić z wykorzystaniem "nabytku"? Odpowiadam: teoretycznie tak..., jednakże po wytrasowaniu nowych linii, które trwało całą wieczność i zakończeniu wyposażania pustej przestrzeni kabiny pilota, czuję się z zielonym plastikiem związany emocjonalnie, jak z zakładem pracy przez kasę zapomogowo-pożyczkową (starsi forumowicze wiedzą o czym mówię). Ponadto Dragon to przecież F-5E, więc jest kilka różnic w stosunku do modelu, który chcę popełnić. No i trzecia sprawa, decydująca o pozostaniu przy pierwszej opcji: powierzchnia wyprasek Dragona nie jest idealnie gładka (w przeciwieństwie do Hasegawy), co jest dość istotne przy malowaniu metalizerami. Chcąc osiągnąć zamierzony efekt, następną wieczność (chyba niemożliwe ) musiałbym poświęcić na polerowanie. Dalsze fotki: Poprawiony nos wkleiłem w kadłub wersji myśliwskiej, co wymagało znacznych korekt i dość obfite cięcie w oparciu o plany. Przy okazji ułamałem pionowy maszt, ale zbytnio nie rozpaczam, bo przy moich manualnych zdolnościach było to i tak nieuniknione... Dorobić taki maszt już po złożeniu modelu nie będzie trudno. Widok na okienka z prawej strony... ...i z lewej...
-
Dzięki Azazello i Seine za pokrzepiające słowa, ale jeszcze niezasłużone... Przez cały czas wypełniania kabiny pilota, rozmyślałem, jak rozwiązać problem charakterystycznego nosa fotograficznej wersji samolotu. Samodzielne wytworzenie z żywicy (na przykład) nie wchodziło w grę, bo nie mam takich zdolności. Korekta istniejącego "dzioba" z wersji myśliwskiej P-38 J, tym bardziej odpadała - jestem cierpliwy, ale NIE AŻ TAK! A tę cierpliwość, którą mam solidnie zredukowało trasowanie linii w modelu... Wizja mozolnego szpachlowania i "rzeźbienia" odbierała mi chęć pracy nad samolotem. Myślałem więc, myślałem, aż wymyśliłem - moim zdaniem i w moim przypadku - jedyne rozsądne rozwiązanie! Podkreślam słowa "moje", bo koledzy pewnie przestaną mnie traktować poważnie... Otóż dokonałem zakupu poprzez Ebay`a piekielnie drogiego modelu Dragona wersji F-5E W zamyśle zakupu utwierdziłem się przede wszystkim z dwóch powodów: 1. Dragon zamieszcza w pudełku identyczny w kształcie zewnętrznym (lecz z innymi okienkami na kamery - wersja F-5E) nos wykonany z przezroczystego plastiku 2. Dragon posiada w częściach wnętrza wolant, którego nie ma moja Hasegawa (próby wykonania samodzielnego mnie nie zadowoliły). Korekta Dragonowskiego "nosa" polegała więc na zaszpachlowaniu od wewnątrz lewego wypukłego okienka i wykonaniu nowych (wszystkich), w oparciu o plany. Musiałem także zaszpachlować niektóre linie, a niektóre zrobić nowe. Zastanawiałem się przy tym, czy okienka "oszklić" w jakiś tam sposób, czy zamarkować ich obecność np. malując je czarną farbą. Pozostałem przy pierwszym rozwiązaniu, nie wiem jeszcze, czy szybki zrobić z przezroczystej pleksi, czy Clear Fixem Humbrola. Poniżej efekt przeróbki...
-
Ziejący pustką otwór kabiny uzupełniłem burtami wykonanymi z plastikowych płytek, wkleiłem tablicę przyrządów i korby opuszczania bocznych szyb (z płytki i blaszki). Następnie elementami z blaszki foto (tak jak ta skrzynka przepustnicy, trymerów, podwozia, etc.) oraz drucikami i czym tam popadło, uzupełniłem wnętrze kabiny.
-
W ostatnim wpisie przed przerwą zastanawiałem się, czy montować w modelu płytę pancerną. Po analizie dostępnych zdjęć i zebraniu informacji o pilocie, doszedłem do wniosku, że tak postawny (delikatnie mówiąc) gość, jakim był Saint Exupery, musiał z niej zrezygnować... Co się tyczy pylonów, to już wiem, że były różne.
-
Witam ponownie. Po 2-letniej przerwie odświerzam swój wątek F-5B Saint Exupery`ego. Od ostatniego wpisu zaszło wiele zmian, ale budowa szła ospale... Nie zdążyłem na tegoroczną (2012) wystawę w Bytomiu, a niedawno - dzięki lekturze pism modelarskich - dotarło do mnie, że następny Bytom tuż, tuż... Tym razem w końcu chciałbym się wyrobić. Przepraszam więc za niedbalstwo i solennie obiecuję poprawę. Muszę sobie tylko przypomnieć, jak się ładuje zdjęcia
-
Dzięki Sławko za uznanie i krytykę - postaram się poprawić. Dwa pytania - a właściwie potwierdzenie moich dociekań: 1. Czy samolot Saint Exuperyego mógł nie mieć płyty pancernej z zagłówkiem za fotelem? 2. Czy obydwa pylony odrzucanych zbiorników były identyczne (bez fotokarabinu w prawym)?
-
Tydzień upłynął mi na zrobienu fotela pilota z blaszek Eduarda+stelaż z cienkiego druciku... ... oraz sklejenie blaszek w tablice przyrządów. W otwory zegarów, zgodnie ze sztuką, zaaplikowałem po kilka kropel błyszczącego, bezbarwnego lakieru. Ponadto usunąłem starą , plastikową osłonę zegarów oraz półkę na aparaturę radiową za fotelem pilota. One również były w zestawie Eduarda. Na poniższym zdjęciu widać także, że Hasegawa nie odtworzyła bocznych burt kabiny i otwór zieje pustką. Trzeba będzie je czymś zastąpić.
-
Dalszy ciąg trasowania linii, tym razem na górnej części. Zdjęcie przedstawia część po usunięciu starych... a to, już po wyznaczeniu nowych. Ponieważ już mnie nuży zabawa w linie, zabieram się za wyposażenie kabiny. Poprzednie zdjęcie przedstawia wszystkie fabryczne części Hasegawy, które składają się na kabinę. Niezbędne więc są blaszki.
-
Witam ponownie!!! Miałem krótką, wiosenną przerwę, wykorzystaną m.in. na nieudane próby zdobycia żywic do F-5. Od kilku dni potężnie leje, więc zatęskniłem za modelarstwem. Zabrałem się za usunięcie starych, wypukłych lini i wytrasowanie ich na nowo. Poniższe zdjęcie ukazuje efekt wyszlifowania i polerowania połówki dolnej części centropłata. Prawa część jeszcze nietknięta. Do trasowania linii użyłem zwykłego nożyka modelarskiego, korzystając z szablonu wykonanego z cienkiej blaszki (pozyskanej z dyskietki). Efekt mojej pracy ukazuje zdjęcie poniżej. W kilku miejscach zadrżała mi ręka, więc musiałem użyć Mr. Dissolvet Putty Gunze. Nieudolnie rozmieściłem również dolne światła, w związku z tym środkowe musiałem zaszpachlować, by w przyszłości ulokować je w centrum. Fotka ukazuje efekt już po szlifowaniu szpachlówki. Fajerwerk to to nie jest, ale zacząłem na wszelki wypadek od najmniej widocznej, dolnej strony modelu.
-
Koniec świata!!! We francuskim czasopiśmie znalazłem cóś takiego: I co o tym sądzicie? Mimo wszystko skłaniam się ku wersji z naturalnym aluminium, zwłaszcza po przeczytaniu strony podanej przez LordDisneyland`a. Mam problem ze znalezieniem sklepu oferującego żywice Xtraparts czy Contact Resine. Ktoś coś wie w tej sprawie? Danio
