Skocz do zawartości

Danio

Użytkownicy
  • Liczba zawartości

    348
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

Zawartość dodana przez Danio

  1. Dzięki serdeczne @Psar77 i @barszczo. Słowa otuchy bardzo się przydadzą... Nie wiedzieć czemu, zabrałem się za montaż klap od ASK. Chociaż - wiadomo... Do dziś nie dotarła przesyłka z żywicznym nosem, więc bieżącej pracy jakby mniej. By nie marnotrawić bezczynnie czasu, postanowiłem wykorzystać zakupione wcześniej jako dodatek żywiczny, klapy czeskiej firmy mimo, że wcześniej z tego zrezygnowałem. Dotychczasowe prace były dość wyczerpujące, więc po prostu nie miałem ochoty na kolejną dłubaninę. Tym bardziej, że jakoś nie czułem się na siłach - brak instrukcji montażu żywicznych klap, nie zachęcał. Nie mogłem również znaleźć pomocnych materiałów, wyjaśniających tę kwestię. No, ale jest, jak jest... W końcu, jak się powiedziało "A"... trzeba brnąć dalej. Uprzedzam, że niniejszy wpis może być nudny i przydługi... Przeglądając bowiem zasoby internetu, nigdzie nie trafiłem na wiarygodnie opisany sposób montażu klap od ASK, co - jak pisałem - przy braku instrukcji, może stanowić poważny problem przy ich wklejeniu. Choć - być może - tylko tak mi się wydaje (co przy pewnym poziomie zarozumialstwa jest możliwe). Pomyślałem, że skoro zaczynam ten etap, będę go dokumentował, a być może ktoś na tym skorzysta... Jednocześnie przepraszam za swoją próżność, bo bynajmniej, nie czuję się specjalistą ... Chodzi - rzecz jasna o to: Patrząc na wydruk, trudno było mi ogarnąć, co jest do czego... Gdzie jest góra a gdzie dół... Nawet po odcięciu klatki zabezpieczającej: Po dłuższej chwili dopiero zauważyłem, że ASK jednak oznaczyło cześci na lewą i prawą stronę: To już wiele wyjaśniło. Teraz trzeba ciąć, tylko nie wiedziałem, po której linii. Dół: I góra: Zacząłem od cięcia po przymiarce żywicznej części, bo wreszcie wiedziałem, co tu ma być. Na początek poszło "L": Od góry wyszło tak: W tym momencie dotarło do mnie, że powinienem te klapy montować przed sklejeniem skrzydeł. Uprościłoby to znacznie wycinkę zbędnych fragmentów... Od dołu trzeba było jednak powiększyć wycięcie o kolejną płytę poszycia: Wszystkie prace wykonuję przy użyciu czeskiej żyletki i skalpela. Multiszlifierka się nie nada, nawet frezy mam za grube. Otworek finalny: I spasowanie po którejś z kolei korekcie: Góra coś się nie zgrała: Za to dół - ok. Teraz szpachlówka... Wyszło nie najgorzej. Tak sądzę. Wycinania skrzydeł pod kolejne klapy nie będę pokazywał, bo teraz już wszystko jasne. Dzięki. Idę rzeźbić dalej...
  2. Hej. Zgodnie z zapowiedzią, tym razem zająłem się ekspozycją lewego silnika. Odciąłem zbędny fragment i uzupełniłem płytkami plastiku, do formy zgodnej ze zdjęciami: Po dopasowaniu i wyszlifowaniu w/w fragmentu, wkleiłem dopasowaną tylną część gondoli. Zrobiłem to dopiero teraz, by uniknąć ryzyka jej oderwania w trakcie wcześniejszych operacji. Po przymiarce silnika okazało się, że niepotrzebnie przykładałem się do wyrównania dolnych powierzchni, bo jego korpus za mocno jest odchylony w dół, co widać po wystającym tylnym stożku: Musiałem więc zrobić miejsce na najbardziej wystające do góry elementy. Na szczęście, po tej operacji silnik siada na swoje miejsce jak należy: Na razie nie wklejam go, bo czeka mnie jeszcze mnóstwo pracy w tym rejonie, włącznie z malowaniem. Jego obecność bardzo by je komplikowała. Prawdopodobnie zrobię to pod sam koniec. Uff...
  3. Hej. Znowu się odzywam, chociaż nie zamierzałem... Myślałem, że po problemach z cięciem gondoli silnikowej będzie już z górki, a tu kolejna "rozkmina". Zastanawiałem się dzisiaj, jak ma wyglądać płat skrzydła nad przednią częścią silnika. Na nieszczęście brałem pod uwagę dwie opcje. "Na nieszczęście", bo jężeli są minimum dwa wyjścia, to zawsze wiąże się to z koniecznością podjęcia decyzji, co z kolei wiąże się z ryzykiem, stresem z nim związanym, itd., itp... Jednym słowem komplikacje. Pierwsza wersja, to coś takiego Tym bardziej, że zestawowy płat do tego nakłania: Jednakże po analizie dostępnych zdjęć, raczej wykluczam tę opcję. Okazuje się, że przy tej konfiguracji winny być boczne górne owiewki, z których już uprzednio zrezygnowałem. Poza tym, widoczna na zdjęciu górna owiewka wymagałaby znacznego poszerzenia i uzupełnienia o szczegóły, co przy jej krzywiźnie byłoby bardzo ryzykowne. Bardziej - wobec tego - skłaniam się ku drugiej opcji: Jest zdecydowanie bardziej udokumentowana i wydaje się prostsza w wykonaniu. Oczywiście także wymagać będzie ingerencji w skrzydło, a efekt końcowy i tak będzie dość daleko idącym uproszczeniem. Jeszcze tylko rozwiązać problem zamocowania silnika... i ten etap będę miał za sobą.
  4. Masz rację, koniecznie muszę zastosować dietę. Nic straconego, da się zrobić. To na razie tylko przymiarka...
  5. Dzięki, @Piotr Dmitruk, ale stanowczo za mało widać. Będzie coś takiego... ... ale bez przedniej części gondoli.
  6. Dzięki, @wuwumaster, ale zrobiłem to świadomie, bo na pewno wykorzystam tylną część (tę z wywietrznikami). Wczoraj zastanawiałem się jeszcze nad potencjalnym użyciem poziomych owiewek, tych bezpośrednio pod płatem, dziś tę opcję już odrzuciłem. Mimo znacznego poszerzenia otworu w owiewce, silnik nadal nie chciał się zmieścić... ...musiałem więc rozciąć dodatkowo jej górną część. Z wielkim trudem, ale w końcu silnik znalazł si e w środku. Wreszcie zobaczyłem to, co chciałem. Jak widać, w dość dużej części "motor" jest zasłonięty, a zwłaszcza jego najładniejsze, filigranowe elementy. Dlatego do płatu dokleję tylko końcową część gondoli i to ona będzie głównym punktem mocowania silnika (czyli wczorajsza wersja nr 1). Pozostałych blach osłony nie będę eksponować, nawet obok modelu. Jeszcze raz dzięki. Zadałeś sobie dużo trudu by ułatwić mi podjęcie decyzji. Bardzo to doceniam, chociaż nie wiem, czy takie rozwiązanie jest dla Ciebie satysfakcjonujące. Na żadnym z dostępnych zdjęć nie widziałem takiej konfiguracji, co jednak - moim zdaniem - nie znaczy, że jej nie było. Teraz muszę rozwiązać problem przymocowania silnika do płata. W przerwach od rozważań nad jego ustawieniem, działałem w środku kadłuba. M.in. dodałem kilka kabelków i przewodów: Co prawda niewielkie fragmenty tego wnętrza będą widoczne, ale nie będzie tam już tak pusto, jak na fotkach modeli zrobionych "prosto z pudła". Można zamykać kadłub i doklejać skrzydła.
  7. Hej. Oprócz prac nad wnętrznościami kadłuba, rozmyślam i ostrożnie pracuję nad lewym silnikiem, przewidzianym do pokazania. Po pierwsze - wymalowałem jego środek na szaro z domieszką gunmetalu, lekko rozjaśnionym bielą: Po drugie - odciąłem tylną część obudowy, ponieważ wg mojej koncepcji, tylna część silnika będzie niewidoczna, bo będzie wewnątrz okapotowania. Wyloty turbin obu silników muszą być oczywiście takie same. jeżeli w prawym jest "koronka", w lewym też musi być. Dlatego, po odcięciu fragmentu żywicznej końcówki od ASK( czyli tzw. "koronki" właśnie), wkleiłem go do lewej owiewki. Po trzecie - przed wklejeniem lewej obudowy silnika, wyciąłem jej zbędny środek (okazało się, że i tak zbyt mało). Zrobiłem to w nadziei, że przez powstały otwór uda mi się wepchnąć do środka silnik. Wszystko w celu jego przymiarki do ostatecznej wersji ekspozycji, która nie jest jeszcze określona. Mówię i objaśniam: Na pewno do płatu doklejona zostanie tylna część owiewki, ta z zaznaczonymi otworami wentylacyjnymi wraz z wklejoną już "koronką". Ona to stanowić będzie główny punkt mocowania całego silnika i jego stabilizacji względem płatu i całego modelu. Drugi punkt jego mocowania do skrzydła będę musiał jakoś dorobić na podstawie słabo czytelnego zdjęcia, które już się tutaj ukazało. Obecnie zastanawiam się, czy zostawić tylko tę końcową część, po odcięciu jak niżej: Wówczas widoczny będzie "goły" wewnętrzny płat... Czy może zostawić fragment owiewki silnik-skrzydło, czyli ciąć w ten sposób: Nie wiem jednak, na ile zasłoni ona pięknie zdetalowany silnik. A tego chciałbym uniknąć... Na razie jestem w kropce, bo powstały otwór jest za mały i silnik nie chce wejść do środka. Cały powyższy opis mojej koncepcji jest dość zawiły, mam nadzieję jednak, że w końcowym efekcie - czytelny.
  8. Hej. No to idźmy dalej... 24. Vought F4U-1A Corsair. Model tym razem w jedynie słusznej skali 1:72, również ukończony w 2002 roku, bo sklejany równocześnie z większym "bratem". Jego sklejanie zacząłem znacznie później niż 1:32, ponieważ w trakcie budowy dużego korsarza doszedłem do wniosku, że przecież on nijak nie pasuje do mojej kolekcji, której jednym z założeń było pokazanie różnic w wielkości maszyn. Musiałem więc popełnić identyczny samolot, ale w 1:72. No i powstał ten model. Na szybko, by nie powiedzieć, że "na wariata". Bez większych emocji - jak typowa "zapchajdziura". Przedstawia egzemplarz, na którym latał major Gregory "Pappy" Boyington z VMF-214 "Black Sheep". Ciekawostką jest, że więcej poruszenia niż budowa modelu wywołał we mnie serial "Ba Ba Black Sheep", dziwnym zrządzeniem losu właśnie emitowany na jednym z kanałów dostępnych w ówczesnej telewizji. Do tej pory, gdzieś na strychy mam płyty CD z nagraniami odcinków. Model, jak widać ma te same błędy, co poprzednik, bo malowany w tym samym czasie i w ten sam sposób. Ale kabina otwarta i w pełni wyposażona: A tak prezentują się oba w witrynie, ukazując swoje gabaryty: 25. Republic P-47D-23-RA Thunderbolt Razorback. Ukończony po kolejnej dłuższej przerwie, około 2009 roku (brak bliższych danych - niestety). Pamiętam, że do budowy tego konkretnego egzemplarza zainspirowało mnie ( oprócz niewiele znaczącego faktu obecności tych właśnie kalek ) to zdjęcie: Jest to samolot 9 USAF, 404 FG, 506 FSq z czerwca 1944 na lotnisku Winkton, w Anglii. Inspiracja była tak silna, że nie mogłem się powstrzymać, by nie zrobić podstawki: Model ma mi.in. opuszczone klapy, wytłoczone własnoręcznie wiatrochron i owiewkę, wyloty powietrza z boków kadłuba wykonane z blaszek, wysuwane uchwyty do otwierania limuzyny (oczywiście niewysuwalne)... ... zmodyfikowany silnik, przewody na goleniach podwozia i wyrzutniki bez bomb, za to z imitacją ich uchwytów. No i wyposażenie kabiny. Od tego modelu, każdy następny (z wyjątkiem następnego) ma już swoją, dedykowaną podstawkę. Oczywiście nie są one żadnym dziełem sztuki, ale w zależności od inwencji i czasu im poświęconego w ten, czy inny sposób pomagają wyeksponować model. Bo, co jest niezwykle istotne, po raz pierwszy w życiu odważyłem się pokazać swoje dzieło na konkursie. Działo się to w Bytomiu, w 2011 roku. Thunderbolt nie został niestety zauważony. Niemniej jednak przekonałem się, że podstawka ułatwia również transport modelu. Dziś dziękuję za uwagę...
  9. Hej. Zabawa dalej trwa. Być może trochę mniej beztrosko, ale to dobrze Nic nie wiedziałem o Twoim projekcie. I o tym, że jest dostępny dla śmiertelników. Dzięki za wpis, który poszerza horyzonty. Od dziś będę śledził Twoje prace i pewnie w niedalekiej przyszłości skorzystam z niejednego Twojego zestawu korekcyjnego ( na pewno wnęki do Curtissa). Robisz dobrą robotę. Wiem, że to banalne, ale takie są fakty... Cóż my, zwykli "sklejacze" zrobilibyśmy bez tzw. "zestawów waloryzacyjnych"? Zostawię to pytanie bez odpowiedzi... Oczywiście nie mam pojęcia, co znajdę w zamówionym zestawie. Spodziewam się, że niektóre elementy wymagać będą ingerencji. Często tak się dzieje, że w końcowym efekcie waloryzacja jakiegoś elementu modelu ma postać swoistej hybrydy, łączącej części oryginału, 3D i osobistej twórczości. Oczywiście wszystko tutaj opiszę...
  10. Mam, chociaż nie wiedziałem o zestawie klap i lotek - mam tylko klapy. O ile użycie kół nie "podlega dyskusji", o tyle klapy wymagają jeszcze zastanowienia, bo prócz 2-3 nie za wyraźnych zdjęć, nie mam żadnych dowodów ich wychylenia. Mam na myśli sposób i kąt... W tej chwili jeszcze niedostępny, ale już mam zamówiony. Na tę przesyłkę czekam z niecierpliwością. Co do ceny - wolę się nie wypowiadać, ale - kto bogatemu zabroni... Dzięki, @wuwumaster za dobre słowo. Dziś udało mi się skończyć siłowniki podwozia: Mam wrażenie, że za szybko mi idzie... Staram się spowalniać samego siebie, ale - o dziwo - jakoś ostatnio mam dużo wolnego czasu. Mam z tyłu głowy, że może się to źle skończyć... Oby nie.
  11. Hej. Poza kolejnością polecaną przez instrukcję, zająłem się prawym silnikiem (a właściwie jego żywicznymi końcówkami od ASK): Prawy silnik będzie w całości ukryty w gondoli, natomiast lewy prawie cały wyeksponowany. Po wielu godzinach przemyśleń, analizy zdjęć i sprawdzaniu różnych pomysłów, w końcu mam ostateczną koncepcję. Co prawda nie jest ona do końca sformułowana, bo zwłaszcza ostatnie etapy, będą dopiero wynikać z poprzednich, jednakże w ogólnym zarysie wiem, co mam robić. Polecam się więc szanownej kolegów uwadze...
  12. Hej. Dzięki za wpis w moim portfolio Nie mogłem inaczej, jak zobaczyć Twoją kolekcję, o której wspominałeś. No, i jest super! Nasze drogi modelarskie nieco się rozjechały, ja zostałem wierny 1:72 i II wojnie. Zadziwiające, że nasze początki, to Jak-1 Widzę, że nie tylko on się powtarza. Miło zobaczyć te same zestawy w innym wykonaniu. Dzięki... I życzę powodzenia
  13. Dzięki, @wuwumaster. Taki też miałem zamiar, ale... Również dzieki, @Psar77. Czytałem, co prawda, już wcześniej, ale jakoś mi to umknęło. Rzeczywiście, jest tam wyraźnie napisane: "użycie farby konserwującej ograniczono do wybranych elementów i materiałów takich jak stal, drewno czy płótno" i "wnętrze kadłuba i komory w skrzydłach pozostawało niemalowane." Wobec powyższych informacji, nie mam innego wyjścia, jak użyć koloru aluminium. Jeszcze raz dzięki
  14. Hej. Wanna gotowa do wklejenia w kadłub: Mam pytanie do znawców tematu: na jaki kolor powinny być pomalowane zaznaczone wnęki podwozia? RLM02, czy może pozostaje niemalowane duraluminium? Instrukcja nic nie mówi o malowaniu wewnętrznej części górnej połówki skrzydła. Bardzo proszę o pomoc. I z góry dziękuję.
  15. Proszę uprzejmie 21. Polikarpov I-153 Czajka. Ukończony 18.12.1988 roku Stan obecny: Oczywiście musiał mieć otwieraną kabinę z wyposażeniem: Model stanowiący wyzwanie na równi z wcześniejszym Po-2, głównie ze względu na naciągi. Miejscami zdublowanymi "linkami"... ...ale i wykonanymi własnym sumptem żaluzjami silnika (których tu nie widać, ale są i to częściowo uchylone), a także lufami z igieł lekarskich Podczas klejenia tego modelu, wpadło mi w ręce (i to nie z internetu!) zdjęcie Czajki... ...które zainspirowało mnie do tego stopnia, że musiałem zrobić pierwszą w swoim dorobku podstawkę: Sama podstawka powstała dobrych parę lat później. W tym celu musiałem wykonać model samochodu-startera AS-2 ukraińskiej firmy UM, czyli ciężarówkę Gaz AAA, przystosowaną do mechanicznego rozruchu samolotów. Jako siatka maskująca robiła rozpięta na patyczkach nylonowa chusta, tzn . jej fragment, przyprószony sztuczną trawą. Przykro mi, ale jest to ostatni model z dokładną datą jego ukończenia. Kalendarze z lat kolejnych nie posiadają już wpisów tego typu. Być może z prostego powodu... Niestety, I-153 kończy okres radosnego, bezkompleksowego sklejania modeli, malowanych pędzlem. Zaczęły się lata innych priorytetów, obowiązków i ogólnie mówiąc - braku czasu na modelarstwo. Przerwa ta nie była jednak całkowicie bezowocna, bo coś tam udało mi się udłubać, kradnąc z uciekającego czasu cenne chwile relaksu, oczywiście sklejając modele. I tak... 22. Boeing B-17D Flying Fortress "Swoose". Po przeprowadzonym dochodzeniu i intensywnym śledztwie, polegającym na przesłuchaniu członków rodziny (czas ucieka i jest tak samo ulotny, jak moja pamięć) - ustalono, że został ukończony w 1991 roku. Szczegółowej daty nie sposób określić... Stan obecny: "Przeżył" m. in. przeprowadzkę, a z uwagi na swoje gabaryty, walał się tu i ówdzie, wystawiony na działania czynników środowiskowych. Nie mieści się tam, gdzie reszta modeli. Chwała mu za to, że w ogóle dotrwał Odbiło się to na jego wyglądzie. Nie pomaga nawet traktowanie izopropanolem: Model po raz pierwszy malowany aerografem (najprostszym, takim z dolnym zbiornikiem na farbę), robiony w zasadzie "prosto z pudła". Zestaw pozwalał na otwarcie komory bombowej, ja ze swej strony - nie mogłem się oprzeć - zrobiłem otwierany właz pod kabiną załogi i drzwi z tyłu kadłuba. Widać (co zauważyłem jakiś czas po ukończeniu modelu), że zapomniałem pomalować zewnętrzne ramki oszklenia dziobu Prawdziwy weteran kolekcji... Czas upływał, lata mijały, sklejanie kolejnego samolotu zajęło mi dekadę. A to m. in. dlatego, że... 23. Vought F4F-1 Corsair. Pierwszy i jedyny model w skali 1:32. Ukończony już w XXI wieku, bo kiedyś w 2002 roku. Zamarzyło mi się sklejanie samolotu w tej skali, bo daje ona wręcz nieograniczone możliwości. Szczegółowość jest niesamowita. Zakończenie jakiegoś etapu budowy, po chwili powodowało niedosyt i rozczarowanie, bo przecież można to było zrobić inaczej, lepiej. Wszelkie modyfikację robiłem własnoręcznie, brak dodatków z zakupu. O ile malowanie jest w miarę, to kalkomanie wyszły tragicznie. Przekonałem się boleśnie, że kalki kładzie się na błyszczący lakier, nie na mat. Rury wydechowe z izolacji przewodów: Lampki na końcówce skrzydła z dołączonego elementu, ale z rozwierconą "żarówką". Światła dolne to pomalowane na odpowiedni kolor otwory, zalane bezbarwnym lakierem. Wykonywanie kabiny, to po prostu marzenie... Tylko, że to tak, jak w piosence Skaldów: "nie o to chodzi, by złowić króliczka..." Samo kombinowanie wyposażenia daje więcej frajdy, niż satysfakcja po ukończeniu. Reasumując: moje "doświadczenia" ze skalą 1:32 (może właściwie - obcowanie, by nie urazić fanów trzydwójki) są jak najbardziej pozytywne. Budowa dawała mnóstwo satysfakcji. Ekstremalnie wręcz... Jedynym minusem, ale za to decydującym o fakcie, że nigdy więcej nie tknąłem się tej skali, jest wielkość modeli. Kolekcja wymagałaby potężnej powierzchni do jej ekspozycji. Być może ktoś ma takie warunki, ja nie. Czas na przerwę relaksacyjną.
  16. Dzięki. Tych zdjęć jeszcze nie widziałem.
  17. Tak, tak. Silnik na razie tryśnięty pierwszym kolorem. To jeszcze nie koniec. Dzięki Dzięki serdeczne Właśnie przed chwilą znalazłem kolejne fotki interesujących mnie miejsc. Coś mi się zaczyna układać. Trzeba improwizacji...
  18. Hej. Ponieważ dotarła jedna z oczekiwanych przesyłek, drgnęła produkcja odrzutowca. Czekałem na kalki 3D, bo uważam, że są najlepszą wersją z dodatków do kabin: Skończony i gotowy do wklejenia wydruk Arma Hobby: Nadal czekam na kolejną paczkę, front robót jednak nie jest zagrożony... Silnik pomalowany Super Matem Aluminium nadal wygląda rewelacyjnie. Zastanawiam się, w jaki sposób był mocowany do płata. Mam wiele fotek odsłoniętego silnika, jednak żadna z nich nie rozwiewa moich wątpliwości. Może ktoś z kolegów zna rozwiązanie?
  19. Hej. Wracając do roku powstania ostatnio opisanego modelu Hasegawy (1987), mała dygresja. Niestety nie pamiętam już dokładnie, ale skoro mogłem "zdobyć" model tego producenta, to znaczy, że w tym okresie sytuacja modelarzy zaczęła się radykalnie zmieniać. Import modeli znacznie się rozwinął. Jedyne, co pamiętam z tego czasu, to coraz większa ilość nowych, prywatnych sklepów modelarskich, tak zaopatrzonych, że po wejściu zapierało dech w piersiach. I to dosłownie... Prawie tak, jak wtedy, kiedy do kiosku Ruchu rzucono nowy model... Każda wycieczka do któregoś z tych sklepów , kończyła się zakupem kilku pudełek. Po pełnym emocji otwarciu opakowań i zajrzeniu do środka, zachwycony nowymi zakupami, ustawiałem je w stos, który jeszcze przez kilka dni cieszył moje oczy. Po jakimś czasie, pewnie przed kolejnym wyjazdem do modelarskiego eldorado, kartony lądowały na strychu. Wpadałem w zakupoholizm, aż do czasu, kiedy stwierdziłem, że chyba życia nie starczy, by je wszystkie skleić. No i pewnie tak jest... Kontynuując listę: 18. North American P-51 D Mustang. Ukończony 29.12.1987 roku Stan obecny: Mój model to samolot z Dywizjonu 303, RF-P, KH 865, z 1945 roku. Litery kodowe wyglądają na własnej produkcji, pewnie ręczne malowane na bezbarwnym arkuszu. Samolot ma - jak widać - wychylone klapy, tym razem już zamocowane na stałe. Oczywiście odcięte od skrzydeł z zestawu. Się rozumie, że odsuwana owiewka skrywa pełne wyposażenie kabiny, również i to za fotelem pilota. Tym razem również pootwierałem luki uzbrojenia. Pokrywy są ruchome, jak widać, na ośkach z drutu - i potwornymi zaciekami. Dla zdezorientowanych - widoczne są taśmy amunicyjne, a w głębi karabiny. Miedzy karabinami są otwory wyrzutników łusek, przez które do wewnątrz dostała się srebrna farba. 19. North American P-51 C Mustang Mk,III. Wykonany 25.08.1988 roku. Po raz pierwszy zabrałem się za model Vacu. A to dlatego, że po P-51 D z kroplową osłoną kabiny, umyśliłem sobie, że skompletuję mustangi z trzema rodzajami oszklenia. No i wpadł w moje ręce zestaw, który umożliwia wykonanie wersji B i C. Kupując dwa zestawy jednocześnie, nie byłem świadom, co to Vacuform. Pomimo ogromnego rozczarowania, nie pozostało nic innego, jak zmierzyć się z taką materią. Stan obecny: Jest to model samolotu Eugeniusz Horbaczewskiego, PK-G, FB 166, z 315 Dywizjonu Myśliwskiego "Dęblińskiego", z czerwca 1944 roku, na co wskazują pasy inwazyjne. Owiewka Malcolm Hood jest oczywiście przesuwna, po prowadnicach wg jeszcze innej modyfikacji. Wyposażenie kabiny obowiązkowe, tak jak ostatnio panele uzbrojenia. Nowość - otwierana klapka z lewej strony kadłuba i wylot poniżej. 20. North American P-51 B Mustang. ukończony 28.08.1988 rok. Jak wspomniałem wcześniej zestaw kupiony równocześnie z poprzednim i tak samo - na co wskazują daty - sklejany. Stan obecny: Samolot B7-E "BALDEAGLE", nr 2106839, z 374 Dywizjonu Myśliwskiego 361 Grupy Myśliwskiej USAAF, operacja "Overlord", czerwiec 1944 roku. Tutaj po raz pierwszy zdobyłem się na odwagę, by odsłonić silnik. Wydłubany ze styropianu i kawałków plastiku, uzupełniony o przewody z drutu. Malowanie pewnie wziąłem z zestawu, pamiętam, że najtrudniejsze do tej pory,. Jak zawsze malowane pędzlem, co dokładnie widać... Powód, dla którego powstał ten model, czyli charakterystyczna kabina "birdcage" - otwarta. Otwarte wnęki uzbrojenia, teraz uzupelnione o boczne ścianki. No, i mam trzy Mustangi... Wtedy, w 1988 roku postanowiłem sobie, że do kompletu muszę jeszcze zbudować Mustanga w wersji A. Do tej pory nie zbudowałem... Ale ciągle pamiętam i mam to z tyłu głowy. Tyle na dziś. Dzięki za uwagę. Mówię poważnie.
  20. Hej. Po dłuuuuugiej przerwie coś mnie tknęło, żeby zajrzeć do dawno, dawno nie odwiedzanego swojego portfolio. Nie przypuszczałem, że w ogóle jeszcze istnieje. Zajrzałem, i mnie zamurowało... Byłem pewien, że - o ile nie wszystkie, to na pewno te pierwsze - zdjęcia, które kiedyś zamieszczałem, będą niedostępne. Wszak portale, na których je za darmochę przechowywałem, dawno stały się płatne, a w związku z nieuiszczaniem opłaty, te fotki zostały zablokowane. A tu proszę... Widzę, że wszystko jest! Nie wiem jak, i co się tu zadziało, ale widzę, że moje posty zostały edytowane przez niejakiego Gościa. Pewnie to jego zasługa, dlatego muszę Ci serdecznie Gościu, podziękować! Jestem kompletnie zaskoczony, a tym bardziej uszczęśliwiony. Wobec takiego, dla mnie niespodziewanego, obrotu sprawy, poczułem się zobowiązany przez "los", do kontynuacji swojego życiowego dzieła. Nie jest to - być może - pozytywna informacja dla potencjalnych odwiedzających, ale już na samym początku uprzedzałem i ostrzegałem, że wchodzi się tutaj na własne ryzyko. Jak na razie nic się pod tym względem nie zmieniło, bo mam do "pochwalenia się" modelami jeszcze z końca ubiegłego wieku. Ich wykonanie MOCNO odbiega od standardów estetyki, a to m. in. dlaczego tak wyglądają (pomijając brak moich zdolności modelarskich) zrozumieć są w stanie tylko pamiętający czasy PRL-u. Idźmy więc... 15. Iliuszyn Ił-2. Model ukończony 31.12. 1086 roku. Zdjęcie modelu "przedstawiające" Iła-2 w locie bojowym Stan obecny: Model, jak zwykle z otwartą kabiną, sposobem wg własnego pomysłu, działającym do dzisiaj. Oszklenie wytłoczone również własnym sumptem (zdolność wykonania czegoś własnoręcznie - nie tylko w modelarstwie - była wówczas bardzo wskazana i ceniona) z krystalicznie przezroczystej folii, z naniesionymi znakami ułatwiającymi pilotowi celowanie. Antena z rajstopowej nitki nadal rozpięta. Modelu się nie wyprę, zostawiłem na nim swoje odciski palców... Wewnątrz kabiny oczywiście skrywa się wyposażenie. W tym samolocie podobnie jak w kolejnym, zrobiłem ruchome lotki, wychylające się na ośkach z cienkiego drutu. 16. Iliuszyn Ił-2m3. Model ukończony 11. 01. 1987 roku. Podobnie, jak w przypadku Jaka-1, kupiłem dwa zestawy, od razu zdecydowany na budowę dwóch wersji tego samolotu. Zdjęcie modelu Ił-2m3 Ludowego Wojska Polskiego: Stan obecny: Samolot, jak poprzednik, ma m. in. antenę z nitki, własnoręcznie ruchome oszklenie i wychylne lotki. W mojej wersji pilot musiał być chudzielcem, żeby wcisnąć się do kabiny. Widać dorobione uchwyty z drutu, uchylany na bok wiatrochron strzelca, no i jego karabin wraz z mocowaniem. Poniżej widać wyposażenie przedniej i tylnej kabiny: 17. Mitsubishi Reisen 32, A6M3 Zero, Model ukończony 26,10,1987 roku. HASEGAWA! Toż to rozpusta w biały dzień! Model zdobyty niesamowitym wysiłkiem: finansowym, fizycznym, logistycznym i społecznym Tu na zdjęciu "z epoki": Niestety, to ostatni mój model, któremu zrobiłem wtedy zdjęcie. Chociaż widać, że brakowało mi już pomysłów na aranżacje, więc może to i lepiej... Stan obecny: Antena nie wytrzymała próby czasu, kabina oczywiście otwierana. Do tego otwierane pokrywy uzbrojenia: Na razie tyle... Proponuję spacer dla nabrania dystansu...
  21. Proszę, oto one, bo są nawet dwa. Pilot Jan Dzwonek. Bardziej zależy mi na drugim zdjęciu. Chodzi oczywiście o uzupełnienie modelu P.11-stki. Mogę mieć nadzieję?
  22. Hej. Proszę o pomoc i radę. Do kogo mam się udać z prośbą o wyprodukowanie, na podstawie zdjęcia, figurki pilota w skali 1:72? Szukałem na fejsie, ale tam nikt "zaczepiany" się nie odzywa.
  23. Hej. W ostatnim czasie dotarło jedno z zamówień: Niestety, to jeszcze nie wszystko. Brak niektórych elementów spowodował, że muszę zmodyfikować kolejność klejenia, podaną w instrukcji. Zgodnie z ogólnymi zasadami, malowanie zacząłem od kabiny, ale na aktualnym etapie muszę także przerwać prace i uzbroić się w cierpliwość: Wziąłem więc na warsztat silnik. Jego model jest rewelacyjny, ale przekleństwem jest ilość i umiejscowienie słupków wzmacniających: Niemniej jednak po podkładzie wygląda nieźle: Mam nadzieję, że brakujące części dotrą wcześniej, niż przewidywane 1 i 4 tygodnie...
  24. Niestety, Pepik odpada - robię tylko II wojnę światową.
  25. Hej. Dziś zaczyna się kalendarzowa i astronomiczna jesień, a za miesiąc zmieniamy czas na zimowy. Wieczory będą długie, szare i ponure, najlepszy to moment na otwarcie nowego projektu modelarskiego. Tak też czynię. Tym razem będzie to - jak wynika z tytułu - Messerschmit Me 262 A-1a, firmy Arma Hobby, oczywiście w skali 1:72. Model Arma Hobby wybrałem dlatego, że niedawno udało mi się szczęśliwie zakończyć jej P.11-tkę. Łatwą i bardzo przyjemną w budowie. Mam nadzieję, że ten samolocik też taki będzie. Pewnie nie tak łatwy, ale spodziewam się, że będzie równie przyjemny, a jego montaż dostarczy wiele frajdy. Aktualnie nie posiadam do niego, wiele dodatków prócz dodanego w przedsprzedaży wydruku 3D: i zakupionego silnika: Reszta jeszcze nie dotarła lub jest dopiero zamówiona. Nie mam jeszcze sprecyzowanego malowania, chociaż skłaniam się ku drugiemu, łatwiejszemu: Czas zaczynać
×
×
  • Dodaj nową pozycję...

Powiadomienie o plikach cookie

Umieściliśmy na Twoim urządzeniu pliki cookie, aby pomóc Ci usprawnić przeglądanie strony. Możesz dostosować ustawienia plików cookie, w przeciwnym wypadku zakładamy, że wyrażasz na to zgodę.