Andrzej Ziober
Użytkownicy-
Liczba zawartości
99 -
Rejestracja
-
Ostatnia wizyta
-
Wygrane w rankingu
1
Typ zawartości
Profile
Forum
Galeria
Pliki
Kalendarz
Blogi
Zawartość dodana przez Andrzej Ziober
-
Cel i sens modelarstwa redukcyjnego. Jak oceniać modele?
Andrzej Ziober odpowiedział HKK → na temat → Dyskusje ogólne
Zgadzam się z tą opinią. W polskich realiach jednak widzę tylko problem, jak zdefiniować określenie „trudniej zrobić”, bo pamiętam zażarte dyskusje o tym co jest trudniejsze – malowanie, czy samodzielna waloryzacja modeli. Dziś odpowiedź na te pytanie „dał czas”. Stosunkowo szybko wielu modelarzy opanowało trudności atrakcyjnego malowania, ale jakiegoś spektakularnego „wysypu” ambitnie waloryzowanych modeli raczej nie było. A tak w ogóle w temacie oceny modeli to od dawna dziwi mnie wymyślanie kolejnych polskich wersji zasad oceny modeli zamiast skopiować jeden z najbardziej popularnych regulaminów zachodnich (np, angielski) funkcjonujący w wielu krajach od lat i nie wywołujący tam zbędnych dyskusji. -
Cel i sens modelarstwa redukcyjnego. Jak oceniać modele?
Andrzej Ziober odpowiedział HKK → na temat → Dyskusje ogólne
Pojęcie mistrzostwa w modelarstwie to temat na osobną ciekawą dyskusję. Mogę jedynie dodać, że mam wrażenie, iż od jakiegoś czasu chyba nadmiernie szafujemy tym określeniem, spłycając jego wartość. Odnośnie druku 3D doceniam i doskonale rozumiem, że w ten sposób powstaje zupełnie nowy warsztat modelarski, ale ja nie znajduję w nim dla siebie niczego, co by mnie pociągało. Moje prywatne rozumienie modelarstwa, od wystawienia pierwszego modelu konkursowego, zawsze wiązało się z wyczynem. Nie interesowało mnie sklejenie i pomalowanie kolejnego modelu do kolekcji, lecz tworzenie modeli na granicy własnych możliwości manualnych. Wraz ze zdobywaniem doświadczenia stawiałem sobie coraz wyżej poprzeczkę. Innymi słowy w modelarstwie fascynowało mnie przekraczanie mojej – jak to tutaj określono – „granicy szaleństwa” w odzwierciedlaniu detali modelu. Odnalazłem je w budowaniu modelu Vulcana w skali 1/144. -
Cel i sens modelarstwa redukcyjnego. Jak oceniać modele?
Andrzej Ziober odpowiedział HKK → na temat → Dyskusje ogólne
Nie zawsze. Powinien być wyżej oceniany tylko wtedy, gdy praca była wykonana na poziomie lepszym lub przynajmniej na porównywalnym z elementami komercyjnymi. Oczywiście ilość roboczogodzin może stanowić jakąś ilustrację włożonego wkładu pracy, ale nie może być elementem podnoszącym ocenę modelu. Czasochłonność nie może być jakimś wyróżnikiem stopnia trudności wykonania modelu, bowiem zależy od wielu czynników, również pozamodelarskich, jak np. wiek, sprawność manualna, etc. Typowego muzeum modelarstwa, do którego mogłyby trafiać dzieła najwybitniejszych polskich modelarzy niestety nie mamy. Nie wiem jak obecnie, ale w Szczawnie Zdroju było Muzeum Modelarstwa i Lotnictwa w Miniaturze. Jest także trochę modeli w Muzeum Zabawek i Zabawkarstwa. W Koninie mamy Park Makiet Mikroskala. Osobną grupę stanowią makiety kolejkowe, których mamy Polsce kilka. Z europejskich muzeów warto zobaczyć np. we Włoszech w Voghhenza piękne Museo del Modellismo Storico ilustrowane modelami i dioramamami tematycznymi (zgromadzone tam modele wykonane są przez wybitnych włoskich modelarzy redukcyjnych). W Czechach w Polici nad Metují jest muzeum modeli papierowych. Za oceanem jest wiele muzeów modelarskich. W USA do najbardziej znanych należą The Miniature Engineering Craftsmanship Museum i Ruda Scale Models. Wiele pięknych kolekcji redukcyjnych model lotniczych stanowi stały element wystawowy muzeów lotnictwa w różnych krajach. U nas Muzeum Lotnictwa Polskiego w Krakowie dysponuje m.in. kolekcją W. Butrycza -
Cel i sens modelarstwa redukcyjnego. Jak oceniać modele?
Andrzej Ziober odpowiedział HKK → na temat → Dyskusje ogólne
Przyznam, że nie umiem znaleźć odpowiedzi na pytanie postawione przez Gonza. I nawet nie wiem, czy uda się zdefiniować taką odpowiedź. Może jakąś próbą w zunifikowaniu oceny modeli będzie sposób w jaki do tematu podchodzą sędziowie na wielu modelarskich imprezach na świecie podczas ustalenia zwycięzcy nagrody Best of show. Tam gdzie miałem możliwość dowiedzieć się, jak pracowali sędziowie głównym wyróżnikiem była najczęściej odpowiedź na pytanie, który z nominowanych modeli cechował się najwyższym stopniem trudności wykonania. Takie kryterium umożliwiało sędziom porównywanie ze sobą modeli z różnych kategorii – lotniczych, szkutniczych, pojazdów, figurek i dioram. Tu oczywiście istotne są wiedza i doświadczenie modelarskie sędziów, co w samo w sobie może stanowić problem, jeśli sędziowie nie spełniają w.w. wymagań. A na pytanie czym jest modelarstwo redukcyjne sensowną odpowiedź zaprezentował tu Andrzej sas55. I ta definicja chyba nie wymaga jakiejś dyskusji. -
Cel i sens modelarstwa redukcyjnego. Jak oceniać modele?
Andrzej Ziober odpowiedział HKK → na temat → Dyskusje ogólne
Bardzo interesująca dyskusja. Pozwolę sobie i ja coś do niej dodać na temat celów zajmowania się modelarstwem. Wydaje mi się, że cel jest o tyle ważny, iż może mieć istotny wpływ na jakość wykonywania modeli. Dla zilustrowania zagadnienia dwa przykłady z historii naszego modelarstwa: 1/. zapewne wielu pamięta modele Wojtka Butrycza. Otóż Wojtek miał bardzo konkretnie zdefiniowany cel budowy modeli. Chciał stworzyć kolekcję miniatur samolotów, na który latali Polacy. I dlatego wykorzystywał tylko zestawy, a jakieś ich poprawki ograniczał do minimum. Chodziło mu bowiem o zbudowanie jak najwięcej modeli, często kosztem jakości ich wykonania. 2/. przykład – modelarstwo Edzia Boniego. Edward najpierw budował modele podobnie jak wielu innych modelarzy, tzn. starał się jak najbardziej poprawnie posklejać i pomalować zestawy. Z takich modeli stworzył całkiem sporą kolekcję. Ale któregoś razu pojechał na konkurs do Wrocławia. Zobaczył tam jak robią modele ówcześni najlepsi polscy modelarze. Zasmakował także w rywalizacji konkursowej. I to zmieniło Jego podejście do modelarstwa. Od tamtego momentu zainteresowały go samodzielnie robione konwersje zestawów i szczegółowe odtwarzanie detali w oparciu o zgromadzoną dokumentację. Te nowe podejście do celu modelarstwa przełożyło się także na czas wykonywania modelu, bo już nie wystarczyło przysłowiowych dwóch tygodni. Model konkursowy robiło się wówczas cały rok (a czasami dłużej). Podałem akurat te dwa przykłady dlatego, że obaj Panowie zaczynali swą przygodę z modelarstwem mniej więcej w podobnym czasie i w podobnych warunkach dostępu do zestawów i narzędzi. Różnica polegała na tym, że jednemu przez cały czas zależało na zrobieniu jak największej kolekcji, a drugi Pan z powodu zmiany celu swego modelarstwa całkowicie zmienił koncepcję wykonywania modeli. Innymi słowy cel zajmowania się modelarstwem może mieć zasadniczy wpływ na jakość wykonywania modeli. A co za tym idzie, w indywidualnej ocenie jakości ich wykonania także warto brać pod uwagę to, na czym zależało ich wykonawcy. I jeszcze odnośnie czy modelarstwo to sztuka, czy nie. Znam tylko jeden przypadek uznania modelarstwa za sztukę. To Japonia. Tam oficjalnie jest ono zaliczane do grupy sztuk plastycznych. A w kwestii wystawiania modeli na aukcjach dzieł sztuki też znam taki przypadek. Otóż po śmierci genialnego francuskiego modelarza Maurice’a Tiffaulta część Jego dzieł była wystawiona na sprzedaż w jednym z prestiżowych domów aukcyjnych i znalazły nabywców za poważne pieniądze. Można także dodać, że w niektórych krajach imprezy modelarskie swym anturażem świadomie nawiązują do atmosfery wystaw i festiwali artystycznych. I niejako na marginesie tej kwestii – to modelarzom powinno bardzo zależeć, by ich działalność została uznana za sztukę. Szczególnie tym, którzy zajmują się sprzedażą swych prac, bowiem za dobre pieniądze łatwiej jest sprzedać coś co jest klasyfikowane dzieło sztuki, niż coś co występuję pod nazwą zabawka politechniczna -
Jak hartowała się stal, czyli modelarskie lata PRL
Andrzej Ziober odpowiedział kopernik → na temat → Dyskusje ogólne
Wrócę jeszcze do tych „nostalgicznych” wspomnień z naszego ancien regime. W latach 1970. już jeździłem na polskie konkursy, ale wyjazdy na konkursy zagraniczne były realne tylko jako tzw. „zorganizowane” jedynie do Czechosłowacji i do DDR. Żeby pojechać trzeba było należeć do klubu (ja należałem do kaliskiej Miniaturki, która miała kontakt z klubem w Ostrawie), który miał kontakty z klubami z tych krajów i odbywało się to wyłącznie na zasadzie „wymiany klubowej”. Tak to się wtedy nazywało i polegało na tym, że my jechaliśmy do „nich” a „oni” potem do nas. Wtedy nawet nikomu nie przychodziło do głowy, żeby sobie, od tak, prywatnie pojechać na taką imprezę. Po prostu było wiadomo z założenia, że to niemożliwe. A nawet jak już klub miał zaproszenie, to jeszcze trzeba było zdobyć vouchery na paliwo, znaczki do wkładki paszportowej i walutę czechosłowacką lub DDR-owską. I każda z tych rzeczy mogła być też przeszkodą nie do pokonania, bo chodziło o to, żeby ludzie nadmiernie się nie wałęsali nawet po „bratnich”, socjalistycznych krajach. A jak już miało się wszystko załatwione na taki wyjazd, to jeszcze jakiś wredny celnik mógł pod byle pozorem cofnąć z granicy. Natomiast wyjazd na Zachód wydawał mi się wówczas równie realny, jak lot w kosmos (i to nie było przesadnie porównanie!). Dziś to brzmi dziwacznie, ale tak właśnie oddziaływał na wyobraźnie tamten system, więc słusznie Gonzo napisał, że „nie tyle zabierał marzenia, ale sprawiał, że człowiek nawet nie próbował marzyć”. Dlatego gdy wreszcie pierwszy raz pojechałem na ten Zachód (do Anglii na ModelWorld w 1995), to czułem się tak, jakby mi się spełniły te niewyobrażalne marzenia. -
Współczesne techniki w budowie modeli vintage - felieton dyskusyjny
Andrzej Ziober odpowiedział Staryfajter1954 → na temat → Dyskusje ogólne
Widzę, że poczucie humoru też teraz jest chyba inne. Przecież mój poprzedni post to był tylko żart. A kwestia nowoczesnych technik modelarskich? Kogo one dotyczą? Ilu modelarzy w Polsce stosuje w praktyce technologię CNC, czy druk 3D do swych modeli (nie mówię tu o producentach i projektantach komercyjnych modeli)? Chyba trudno byłoby znaleźć kilkunastu w skali całego kraju. Nawet dużo prostsze i tańsze fototrawienie też jakoś nie stało się globalnie popularne. Dziś większość modelarzy z tych zrobionych nowoczesnymi technikami wyrobów jedynie korzysta w formie kupowanych zestawów do waloryzacji. Do starych i do nowych zestawów ich używa. I to wszystko. O czym tu więcej pisać? No chyba, że znowu o tym czy vintage to jest jakieś zło, czy nie jest. Ale za aktywność krasnali nie dają, więc ja wracam do robienia modelu. A szpachlówkę oczywiście zakazać robić -
Współczesne techniki w budowie modeli vintage - felieton dyskusyjny
Andrzej Ziober odpowiedział Staryfajter1954 → na temat → Dyskusje ogólne
Ja wprawdzie dzieci mam dorosłe, a wnuczki jeszcze zbyt małe na modelarstwo, więc się nie znam i jak czytam o zniechęcaniu młodego do modelarstwa kiepskimi zestawami, to nasuwa mi się pytanie, czy dzisiejsze dzieci są jakoś felernie zrobione? Bo gdy ja byłem dzieckiem, to przecież były tylko kiepskie zestawy. I mimo tego dzieciaki kleiły na tony te plasticarty itp. badziewie ... Ops , pardon, teraz dopiero doczytałem, że winę za wypłukiwanie modelarskich ambicji u współczesnego młodego ponoszą pokaźne porcje szpachlówki niezbędne do kiepskich zestawów. No tak, przecież za mojego dzieciństwa szpachlówki do modeli nie było i dlatego jakoś mi się te moje ambicje nie wypłukały. Może wiec dziś wystarczy zakazać produkcji szpachlówki? -
Panowie, tak z lekką nieśmiałością chciałbym przypomnieć, że temat tego wątku brzmi: „Porozmawiajmy o poziomie modelarstwa redukcyjnego od lat 60 do początku lat 90.” Tylko przez kawałek pierwszej strony było z grubsza na temat. Mnie akurat zaciekawiły tam wypowiedzi Merlina_70 i HKK o ich przyczynach odejścia od modelarstwa „w czasach słusznie minionych” HKK: …rzeźbienia łopatą w g...nie. Borykaniem się z ciągłą prowizorką i prymitywizmem w materiałach i narzedziach. Chciało się robić coraz dokładniejsze, cieszące oko minatury, ale waliłem głowa w mur. […] Zamiast myśleć nad tym, jak osiągnąć dany efekt, zastanawiałem się skąd wziąć głupią igłę od strzykawki, cienki arkusz polistyrenu, czy przyzwoity pędzelek… Merlin_70: Taka też była moja przyczyna odejścia od modelarstwa pod koniec lat 80 - tych , więcej czasu zajmowało zdobywanie różnych rzeczy , kombinowanie , a na końcu byl ciagle ulep pomaziany olejną farbką artystyczną, która mimo rozcienczenia i tak schla tygodniami .jak byłeś w mniejszym mieście gdzie nikt na poważnie się w to nie bawił to i pomocy nie dostałeś… W końcu lat 1960. i początku lat 1970. cała moja „modelarska narzędziownia” mieściła się w metalowym pudełeczku po czekoladkach wielkości tak około 20 x 10 x 3 cm. Były tam: kilka igieł do szycia różnej grubości; wyproszone u mamy - mały metalowy pilniczek do paznokci i pincetka do skórek, którą na końcówkach spiłowałem na ostro i ostre nożyczki do paznokci, ponadto pędzelek z buteleczki po lakierze do paznokci umyty zmywaczem do paznokci (nawiasem mówiąc, bardzo dobre włosie miały te pędzelki), żyletki, o które prosiłem tatę, by ich nie wyrzucał, gdy mu się stępiły podczas golenia. Papiery ścierne miałem z takich pasków do ostrzenia grafitu w ołówkach automatycznych, a sam automatyczny ołówek przerobiłem na uchwyt do igły służącej do nakładania kleju. Jako uzupełnienie miałem jeszcze filatelistyczną lupę powiększającą. Za „chemię modelarską” służyły kupione w sklepie chemicznym: rozpuszczalnik benzynowy do farb, olejne farbki w trzech podstawowych kolorach konfekcjonowane w małych puszeczkach, TRI (można było kupić do czasu, aż zainteresowali się nim domorośli narkomani) do robienia kleju (z rozpuszczanymi w nim ramkami wlewowymi), zasypka dla dzieci (do robienia z farbą olejną szpachlówki i do matowienia farb błyszczących). Nie miałem zielonego pojęcia, że robienie modeli takimi „narzędziami” to jest rzeźbienie łopatą w gównie. Mieszkałem w Częstochowie - nie było tam ani jednej modelarni dla modelarzy plastikowych, więc od nikogo wtedy nie mogłem liczyć na pomoc. Ale w kiosku RUCH-u założyłem sobie tzw. teczkę na prasę i regularnie czytałem SP i Modelarza, z którego dowiedziałem się o konkursie organizowanym przez Rysia Szerera we Wrocławiu. Chyba byłem wtedy mało wymagający i mało krytyczne względem siebie, bo nie miałem zielonego pojęcia, że zamiast modeli robię tylko ulepy. I całe szczęście, że byłem taki mało bystry w kwestiach myślenia i oceny własnych umiejętności, bo dzięki temu nie zrezygnowałem z robienia tych swoich „ulepów” i nawet w 1974 pojechałem z nimi na konkurs do Wrocławia. A potem - robiony takimi właśnie narzędziami (tyle, że malowany już prawdziwymi farbkami modelarskimi, czyli Humbrolami) - model SM-1 jeszcze nawet w drugim tysiącleciu zdobywał na świecie nagrody. Cóż, każdy ma swoje własne wspomnienia początków modelarstwa. Moje są takie
-
-
Wiraże - Czasopismo Wojsk Lotniczych i WOPK
Andrzej Ziober odpowiedział barszczo → na temat → Dyskusje ogólne
W tamtych latach generalnie niewiele miejsca w prasie poświęcano modelom redukcyjnym. Ale gdy Wiraże funkcjonowały w Poznaniu pod kierunkiem red. nacz. Andrzeja Górczyńskiego z Jego inicjatywy pod patronatem redakcji powstało Stowarzyszenie modelarzy Wiraży. Spotkania odbywały się raz w miesiącu w niedzielę w redakcji. Wprawdzie klub działał krótko, ale dwóch jego członków zafunkcjonowało w publicystyce lotniczej: Michał Mucha i ja. Michał został znanym fachowcem w tematyce zaginionych w akcji lotników II w. św. (m.in. w ramach Aircraft Missing in Action Project) i publicystą lotniczym, a ja na łamach Wiraży pisałem cykl artykułów o technologii budowy modeli plastikowych. Cykl skończył się, gdy zrezygnowano z wydawania numeru sprzedawanego w kioskach Ruchu. -
Współczesne techniki w budowie modeli vintage - felieton dyskusyjny
Andrzej Ziober odpowiedział Staryfajter1954 → na temat → Dyskusje ogólne
Mam wrażenie, że nie tylko data jest umowna, ale cała koncepcja oparta na rozwoju jakości zestawów jest… też umowna. W kontekście definicji vintage/retro to oczywiście można sobie jakieś daty przyjmować. Ale mnie cały czas chodzi o rzecz bardziej istotną. Wyraźnie napisałem wcześniej, że część modelarzy kojarzy lata 80-te ubiegłego wieku z jakimś modelarskim prymitywizmem. Taką tezę, niestety, do pewnego stopnia wspierali swego czasu niektórzy miłośnicy vintage (patrz np. stare dyskusje na nPWM). Brak rzetelnej wiedzy o jakości wykonywanych wówczas modeli wielu zastąpiło sobie prostym równaniem: prymitywne zestawy i prymitywne wykonawstwo = modelarstwo lat 1980-tych. I taka teza zaczęło „żyć własnym życiem”. Tymczasem to właśnie lata 1980-te w Polsce były okresem największego rozwoju modelarstwa redukcyjnego. Rozwoju w sensie jakości wykonywanych modeli. A ta jakość nie miała nic wspólnego z jakością oferowanych wówczas na rynku zestawów, lecz z rozwojem umiejętności polskich modelarzy!!!!! Z gównianych zestawów część modelarzy z tamtego pokolenia potrafiła robić modele na bardzo wysokim poziomie (nawet oceniając wedle współczesnych kryteriów). I to ich prace pobudzały wyobraźnię i prowadziły do rozwoju umiejętności innych ludzi, a nie import lepszych jakościowo zachodnich zestawów. Ale jak już chcecie trzymać się wpływu przemysłu modelarskiego na rozwój jakości modelarstwa, to przede wszystkim dostęp do narzędzi modelarskich był tym czynnikiem rozwijającym jakość wykonywanych modeli. -
Współczesne techniki w budowie modeli vintage - felieton dyskusyjny
Andrzej Ziober odpowiedział Staryfajter1954 → na temat → Dyskusje ogólne
Nie doczekałem się odpowiedzi na pytania o „rozwój modelarski” i "nowoczesne technologie" więc może ujmę to inaczej. Dlaczego rok 1989 funkcjonuje tu jako rok graniczny dla czegoś w rodzaju modelarskiego prymitywizmu/dziadostwa, a po tej dacie to niby miałby być już ten "rozwój i nowoczesność"? Mogę zrozumieć, że ktoś, kto w latach 1980 był dzieckiem i zapamiętał swoje pierwsze doświadczenia modelarskie z tamtego kresu, więc będzie on mu kojarzyć się z prymitywnie wykonanymi dziecięcymi „ulepkami”, ale w tamtych latach ludzie robili już modele dużo trudniejsze, niż te "nowoczesne", za które obecnie wielu modelarzy dostaje lajki. Świat modelarstwa redukcyjnego na wysokim poziomie zaczął się na wiele lat przed wynalezieniem Internetu i Facebooka. Poniżej modele sprzed 1989 - pierwszy scratch, drugi konwersja -
Współczesne techniki w budowie modeli vintage - felieton dyskusyjny
Andrzej Ziober odpowiedział Staryfajter1954 → na temat → Dyskusje ogólne
Zaciekawiło mnie, jak należy rozumieć określenie „rozwój modelarski” i "nowoczesne technologie". Bo mnie „nowoczesna technologia” do pewnego stopnia kojarzy się z technologią CNC i 3D. Tyle, że wykorzystują je projektanci i producenci zestawów, a modelarze indywidualni głównie raczej jedynie korzystają z efektów ich pracy. A rycie linii, przygotowanie powierzchni i pracę z aerografem poznano dopiero po roku 1989? Bardzo interesujące ! -
Jak hartowała się stal, czyli modelarskie lata PRL
Andrzej Ziober odpowiedział kopernik → na temat → Dyskusje ogólne
To nie była tylko „moja walka”. Walczyło o to wielu ludzi na rożne sposoby. Ja zostałem w tej „walce” zapamiętany tylko dlatego, że miałem możliwości, ażeby o tym pisać. Gwoli wyjaśnienia: Aeroklub nie ma prawa przyznawania Błękitnych Skrzydeł. Może jedynie do Kapituły tej nagrody składać wnioski, tak samo jak każda instytucja lotnicza, czy jakaś organizacja społeczna, o przyznanie komuś tego wyróżnienia. Gdybyśmy mieli jakąś sensownie działającą dużą własną organizację modelarską, to mogłaby ona z takimi wnioskami występować. Nie mówiąc już o tym, że dziś jest możliwość powrotu lotniczych modelarzy redukcyjnych do Aeroklubu, ale chyba nikt nie ma takiej chęci. Nie trzeba tak wysoko sięgać aż do salonów artystycznych (choć byłby to dobry kierunek), żeby dorobek polskiego modelarstwa redukcyjnego nie został zaprzepaszczony. Wystarczyłoby, żeby polski IPMS zadbał o tę historię. Ale tej organizacji na razie zdecydowanie lepiej wychodzi jedynie gumowanie tejże historii z niewygodnych faktów i zdarzeń. -
Jak hartowała się stal, czyli modelarskie lata PRL
Andrzej Ziober odpowiedział kopernik → na temat → Dyskusje ogólne
Cyt: Z racji wieku byliśmy świadkami niemal całej historii modelarstwa plastikowego w Polsce:) Ominęły nas co prawda początki, bo te to lata sześćdziesiąte, ale wtedy chyba nikt nie myślał o tym jako modelarstwie redukcyjnym. I tu chyba też mamy jasność, że to "Skrzydlata Polska" była jedynym powszechnie dostępnym źródłem informacji… Ależ byli tacy i myśleli! Ale to byli ci pierwsi paskudni nagrodziarze. I cały ten bałagan z rywalizacją konkursową, zamiast sklejania sobie dla zabawy modelików z plastiku tylko na półeczkę, zaczęli już robić w latach 1960-tych. Pierwsze imprezy związane z modelarstwem plastykowym w Polsce miały miejsce bodajże w 1965 roku w Opolu. W 1967 roku była zarejestrowana oficjalnie jedyna w kraju sekcja modelarstwa plastikowego przy opolskim aeroklubie (czyli zanim zaczęło działać Śmigiełko, że o Pancelocie nie wspomnę). O tych imprezach można było przeczytać m.in. także w miesięczniku Modelarz. W 1975 brałem udział we Wrocławiu w konkursie modeli redukcyjnych o charakterze – o zgrozo – typowo sportowym pod nazwą Ogólnopolska Wystawa Modeli Redukcyjnych, a w 1980 w tym samym mieście rozegrano I Międzynarodowy Konkurs Lotniczych Modeli Redukcyjnych (z udziałem modelarzy z CSRR). To już było nagrodziarstwo pełną gębą. Potem ta zaraza rozlazła się po całej Polsce. I do dziś funkcjonuje. -
Jak hartowała się stal, czyli modelarskie lata PRL
Andrzej Ziober odpowiedział kopernik → na temat → Dyskusje ogólne
Libi ne libi nie miało nic wspólnego z podziałem na klasy konkursowe. Bo to dwie różne sprawy! Libi ne libi to był tylko tamtejszy sposób oceniania modeli.O ile dobrze pamiętam, zaczęto stosować taki sposób oceny modeli tylko w imprezach pod patronatem tamtejszego IPMS, czyli chyba dopiero w końcówce lat 1990-tych. Określenie w tym artykule, że cyt: modele będą oceniane według regulaminu obowiązujące w CSRR wynikało z faktu, że u nas w Polsce w 1980 roku wtedy wzorowaliśmy się czechosłowackich zasadach oceny modeli. Jeszcze w 1988 roku odbyły się oficjalne II Mistrzostwa Państw Socjalistycznych Redukcyjnych Modeli Lotniczych, w których brała udział m.in. Czechosłowacja i zasady oceny modeli w tych mistrzostwach były zunifikowane tzn. identyczne, jak w naszym ówczesnym regulaminie klasy F4IAD Aeroklubu PRL. edit: To wyróżnienie dotyczące modeli plastikowych wynikało również z faktu, że w tamtym konkretnym konkursie można było startować nie tylko modelami „plastikowymi”, lecz także wykonanymi z innych materiałów i np. okręty „nieplastikowe” oceniano wedle regulaminu NAVIGA. -
Trochę OT, ale dla zachowania ciągłości myśli tu wstawiam. Piękną pamiątkę po wybitnym modelarzu Marku Aksaku zrobił jego syn: http://marekaksak.pl/index.php/pl/ Podaję link, bo uważam, że warto się zapoznać z tą stroną www (nie tylko z obrazkami, ale także z ciekawymi tekstami artykułów z tamtej epoki). Ale to jeden z nielicznych przypadków takiego upamiętnienia modelarzy redukcyjnych, którzy już odeszli.
-
Nagrody specjalne retro & vintage Jaworzno 2021, regulamin
Andrzej Ziober odpowiedział Staryfajter1954 → na temat → Dyskusje ogólne
Ponieważ poproszono mnie o uwagi do tego regulaminu to, dwie sprawy proponowałbym w nim uwzględnić: Pierwsza – dotyczy pkt.2. Wyboru laureata nagrody na festiwalu lub konkursie modelarskim (stacjonarnym lub online) w porozumieniu z organizatorem imprezy dokonuje jej fundator. Tu dodałbym jeszcze [„albo osoba przez fundatora upoważniona”] bo może zdarzyć się, że z jakichś powodów fundator nie będzie mógł być obecny na imprezie żeby osobiście dokonać tego wyboru. Druga – Jest wprawdzie pkt 4b. Vintage Freestyle, ale dodałbym tam jeszcze, uszczegóławiając, że dotyczy on zarówno zestawów sprzed 1989 roku wykonanych współcześnie przez modelarza oraz modeli wykonanych przez modelarza autentycznie przez 1989 rokiem. Bo w obecnej postaci ten punkt brzmi niejednoznacznie. -
Odnośnie artykułu W. Gawrycha: W 1989 Henio Hemke i ja faktycznie już nie startowaliśmy w tym konkursie. Ale to nieprawda, że poziom modeli się obniżył. Zastąpił nas Jarek Tłuszcz, świetny modelarz z Sosnowca, który tak jak my wygrywał lotniczą klasę 1:72 (jego model Me-262 jest na zdjęciu w tym artykule), a następnie był równie niepokonany w kategorii modeli artylerii. W tym artykule jest także model Gawrona Eugeniusza Sobczyka. Trochę zdjęć Jego modeli jest na tym forum, ale niestety ani słowa o dokonaniach ich Autora. Co gorsza, nie ma o Nim również nawet maleńkiej wzmianki tam, gdzie działał jako instruktor modelarstwa, zakładając po wojnie pierwszą modelarnię w Grudziądzu. Wychował tam kilka pokoleń modelarzy! Przy okazji czytania komentarzy w tym dziale nasuwa mi się taka smutna konkluzja, że historia pudełek ze starymi modelami nadal „żyje” i ma się dobrze, ale niestety „znika” z polskiego modelarstwa pamięć o ludziach, którzy kiedyś tę jego historię tworzyli.
-
Współczesne techniki w budowie modeli vintage - felieton dyskusyjny
Andrzej Ziober odpowiedział Staryfajter1954 → na temat → Dyskusje ogólne
Teraz już wyłącznie dla zabawy mój post. Wiele lat temu miałem Malucha, któremu z przodu zamontowałem rurę (jak rajdówce), a na niej dwa reflektory przeciwmgielne. Ponadto Maluch miał wszystkie możliwe „dodatki uzupełniające”: kołpaki imitujące felgi szprychowe, gumy na rynnach przy dachu, plastikowe „spojlery” na szybach przy drzwiach i taki daszek z tyłu, szyberdach, piękne pomarańczowe przewody do świec, włoską cewkę zapłonową (czy jak się zwało to ustrojstwo), filtr paliwa, a w kabinie kubełkowe fotele i - uwaga - obrotomierz, wskaźnik naładowania akumulatora, termometr elektryczny pokazujący temp. zewnętrzną oraz wiatraczek robiący za klimatyzację. Maluch mógł jeździć nawet 100 km/h (ale tylko krótko, bo silnik się grzał) i jak pojechałem nim do Berlina to na mnie Tiry otrąbiły jako zawalidrogę. Za to w Polsce był ful wypas i mogłem zadawać nim szyku. Dziś to byłby Maluch retro w 110 procentach. Pozdrawiam wszystkich dyskutantów, życząc Wam przyjemności z modelarstwa w każdej postaci i odlatuję z tego wątku. -
Współczesne techniki w budowie modeli vintage - felieton dyskusyjny
Andrzej Ziober odpowiedział Staryfajter1954 → na temat → Dyskusje ogólne
Jak najbardziej, to jest dobre! I nie dlatego, że się nam podoba, ale że ludzie po prostu tak to ocenili Takie rozmywanie odbywa się dzięki temu, że w Polsce jest zwyczaj polegający na tym, że ktoś funduje nagrodę pt. Najlepszy model zdaniem (tu wpisać dowolnego sponsora). W większości znanych mi konkursów na świecie sponsorowi wolno jedynie napisać, że jego nagroda dotyczy modelu, który jemu się spodobał, a nie, że jego zdaniem jest to najlepszy model. To bardzo istotna różnica! Bo od oceny, który model jest najlepszy powinni być TYLKO sędziowie i nagrodą jest Best za najlepszy samolot, okręt, pojazd etc. i na koniec często (acz nie zawsze i nie wszędzie) Best of show. Kryterium jak każde inne. Np. Włosi i Francuzi przez lata dzielili modele lotnicze tylko dwie klasy: 1/72 i mniejsze oraz 1/48 i większe. I w tych dwóch klasach mieściło się wszystko: pionierskie, bojowe, cywilne, jednosilnikowe, wielosilnikowe etc. Wyjątek robiono tylko dla śmigłowców, ale za to bez podziału na skale pomniejszenia. W efekcie modelarz chcący startować z nadzieją na wygranie musiał robić model jak największego samolotu/śmigłowca z jak największą ilością silników i stanowisk strzeleckich etc. I jeśli się znalazło kilka takich dobrze zrobionych modeli, to reszta robiąca np. jednosilnikowe małe modele, praktycznie była tylko tłem bez szans zdobycie medalu. Efekt był taki, że frekwencja w konkursach spadała, więc Francuzi wymyślili ideę festiwali i „od razu” im się poprawiło, a Włosi wprowadzili zasadę nielimitowania ilości medali do trzech. Zresztą nie tylko oni, bo w innych krajach też zaczęto to stosować. Nawet znani ze swego tradycjonalizmu Brytyjczycy też zrezygnowali z zasady nagradzania tylko jednego w danej klasie i wprowadzili medale, żeby inni również mogli do domu wracać z „pamiątką”, a nie jedynie z odręcznie przez sędziów napisaną karteczką, że ten „drugi i trzeci” to także zrobili fajne modele. Nie wiem, czy kiedyś będzie widać jakiś optymizm. Może faktycznie nie będzie. Ale za to wiem, że imprezy modelarskie cały czas podlegają zmianom i jedne koncepcje podziału oraz nagradzania giną, inne się rozwijają, jednak nie poprzez czyjeś widzimisię, że w danym momencie jemu wydaje się „coś” nieuzasadnione. W tych zmianach ważne jest jedynie to, żeby były przyjazne dla jak największej liczby modelarzy i żeby jak najwięcej ludzi znalazło swoje miejsce w tych imprezach. -
Współczesne techniki w budowie modeli vintage - felieton dyskusyjny
Andrzej Ziober odpowiedział Staryfajter1954 → na temat → Dyskusje ogólne
Brałem udział w redagowaniu całego regulaminu oceny modeli (a nie tylko definicji jednej klasy), więc wiem, że mimo starań zawsze znajdzie się ktoś niezadowolony. Bo z regulaminami jest tak, jak z modelami – Nie ma doskonałych! Nie dziwi mnie więc, że zarówno Twoją Letalin i Marcina koncepcję jedni popierają, a inni krytykują. Szczególnie, gdy oprócz popisów elokwencji i nabijania sobie licznika postów nie muszą w tej materii nic konkretnego robić, ze mną włącznie, sprawiedliwie przyznaję. Ale ja już sam jestem takim samokroczącym vintage , więc tylko dlatego pozwalam sobie na poniższe uwagi: - Letalin, Twoja definicja klasy vintage jest spójna. Nie wiem tylko, co znaczy pełnowartościowe modele redukcyjne? Ale mogę wyprodukować jeszcze pięć innych definicji i wszystkie one z tą Twoją włącznie będą miały wartość funta kłaków dopóki nie znajdą się organizatorzy konkursów, którzy wprowadzą tę kategorię do swojej listy oraz sponsorzy, którzy dadzą jakieś fanty na nagrody. I oczywiście muszą się znaleźć modelarze chcący w tej kategorii wystawiać modele. Czy po za krakowskim konkursem ktoś inny wprowadził do swojej listy klasę Vintage w takiej postaci jak napisałeś? Chyba nikt, ale jeśli się mylę, to przepraszam. - A teraz odnośnie koncepcji Marcina. Faktem jest, że przyjmując zastosowanie współczesnych dodatków „zazębia się” z typowymi klasami modelarskimi. Nie jest jednak zatarciem granic między vintage/retro, a współczesnym modelarstwem, bo jednak bazą wyjściową ma być stary zestaw. Argument, że wersja Marcina dubluje kategorie też jest słaby. Słaby dlatego że przykładów dublowania kategorii w regulaminach imprez modelarskich na świecie jest sporo. A dlaczego jest ich sporo? Bo to ZALETA, a nie wada!!! Dzięki temu „dublowaniu” modelarz ma szansę wyboru, gdzie ma wstawić swój model lub np. dwa modele rozstawić w dwóch klasach i nie walczyć sam ze sobą w jednej. Zaleta jest również dla organizatora, jeśli tylko chce nagrodzić jak największą liczbę modelarzy. A wada koncepcji Marcina? Dokładnie taka sama, jak Twojej. Potrzebni są organizatorzy i sponsorzy. Pardon, jest ciut mniejsza, bo nagrody to Marcin sam ze swoich prywatnych pieniędzy sponsoruje. Ja tylko nie mogę pojąć, że skoro zależy Wam obu na spopularyzowaniu tej klasy, to dlaczego nie potraficie „zewrzeć szeregów” i wspólnie popracować razem? Czyżby sugestia Gonza – „jakiś odcisk”? Mam natomiast nieodparte wrażenie, że właśnie ten wątek, zamiast propagować, teraz skutecznie ośmiesza tę klasę! Żeby była jasność – w obu jej wersjach równo. -
To jeszcze dla porządku dodam, że w okresie, o którym mówimy redaktorem naczelnym SP był Pan Jerzy Konieczny. To kolejny człowiek, o którym chyba większość modelarzy redukcyjnych (tych młodszych) nie ma zielonego pojęcia, a przecież to On zdecydował o przeznaczeniu miejsca na Klub 1:72 w gazecie TYPOWO LOTNICZEJ, chociaż w tamtym czasie spotykało się to także z takimi negatywnymi opiniami, że to marnowanie powierzchni gazety na „jakieś plastikowe zabawki”. Mimo tych opinii red. Konieczny nie wycofał swojego wsparcia tej inicjatywie, więc uważam, że należy się mu za to nasza pamięć!
-
Ta kreatywność była koniecznością w tamtych czasach. I - paradoksalnie - dała znakomite rezultaty, bo SAMI nauczyliśmy się szukać koncepcji budowy modeli, co potem przełożyło się pierwsze dobre rezultaty w „zderzeniu” z zachodnimi modelarzami, którzy mieli wszystko „podane na tacy ”, od nieskrępowanego dostępu do farb, przez zestawy, o których my nawet nie mieliśmy pojęcia, że istnieją, przez techniki i narzędzia modelarskie, do literatury merytorycznej włącznie. Moje modele A-12 i Li-2 wygrywały w zachodnich konkursach, bo były „inne” (bardziej oryginalne) niż wtedy typowe modele wystawiane tam do konkursów. Również w dużym stopniu Klub 1:72 przyczynił się w Polsce (także w małych miastach!) do powstawania klubów modelarskich, które na początku stały się szkołą modelarstwa redukcyjnego dla tych mniej zaawansowanych miłośników tego hobby. Pamiętam, że jako bardzo młody człowiek nie mający w mojej rodzinnej Częstochowie nikogo, kto by mi pokazał, że nie tylko można skleić zestaw, ale można go także przerabiać i „udokładniać”, gdy pojechałem pierwszy raz do Wrocławia, to tamtejsi wspaniali modelarze Rysiu Szerer, Staszek Thier i Jurek Jabłoński pokazali mi, jak robić modele, to dosłownie „otwarły mi się oczy” i już niedługo potem zrobiłem swojego Jaka-9 z zestawu Jak-1 i Mi-4 z Plasticarta, którymi rozpocząłem wygrywanie w polskich konkursach. A Skrzydlata faktycznie była wtedy dla takich jak ja, „jedynym oknem na świat” modelarstwa i lotnictwa. Więc moim zdaniem nie warto teraz wypisywać czego nie było w tej gazecie (bo oczywiście nie było wielu rzeczy) lecz z szacunkiem docenić to, co było, bo akurat to, co rzeczywiście było, to i tak było BARDZO DUŻO, jak na ówczesne realia naszego kraju!
