Andrzej Ziober
Użytkownicy-
Liczba zawartości
99 -
Rejestracja
-
Ostatnia wizyta
-
Wygrane w rankingu
1
Typ zawartości
Profile
Forum
Galeria
Pliki
Kalendarz
Blogi
Zawartość dodana przez Andrzej Ziober
-
Masz racje Kolego, że z kultowością nie należy przesadzać. I oczywiście słuszna uwaga, że w Klubie 1:72 nie było miejsca na porady dla tych, którzy zaczynali budować modele plastikowe. Jednak największe znaczenie tego działu polegało na tym, że średnio co dwa tygodnie pojawiało się lotnicze modelarstwo redukcyjne w sferze publicznej. Dzięki tym tekścikom ludzie (w tym ci, którzy należeli do lotniczych środowisk opiniotwórczych) zaczęli uczyć się patrzeć na „tych sklejaczy plastikowych zabawek” (jak nas wtedy nazywano), jak na modelarzy - modelarzy „równorzędnych” z innymi modelarzami zajmującymi się budową modeli lotniczych w ramach lotniczego sportu modelarskiego. To właśnie m.in. dzięki tym pierwszym krótkim tekścikom także łatwiej nam (piszę „nam”, bo brałem w tym udział) było rozmawiać z władzami APRL i uzyskać możliwość organizowania Mistrzostw Polski w modelarstwie redukcyjnym.
-
Współczesne techniki w budowie modeli vintage - felieton dyskusyjny
Andrzej Ziober odpowiedział Staryfajter1954 → na temat → Dyskusje ogólne
Ta dyskusja już chyba przekroczyła krytyczny poziom strawności przekazów. Na jej marginesie mam tylko taką konkluzję – szkoda, że ani jeden z obrońców tego ortodoksyjnego vintage (czy jak je tam zwał) nie stara się rozwijać pomysłu, żeby w ramach tej kategorii zapraszać do współpracy tych dawnych uczestników pierwszych polskich imprez modelarskich, po to, żeby opowiedzieli, jak się NAPRAWDĘ robiło pierwsze modele konkursowe w latach 1980-tych. Przy okazji może udałoby się też pokazać, że tamte modele nie miały nic wspólnego z wieszaniem na żyłkach, klejeniem butaprenem i malowaniem wilbrami. I że nie były to jakieś śmieszne potworki, jak niektórzy chcą, by tak o tych modelach dziś myślano. Bo jeśli faktycznie zależy Wam na pokazywaniu historii polskiego modelarstwa, a nie tylko na jaraniu się zawartością pudełek „z epoki”, to moim zadaniem warto takich ludzi, póki jeszcze żyją, odnajdywać i zapraszać do współpracy. -
Współczesne techniki w budowie modeli vintage - felieton dyskusyjny
Andrzej Ziober odpowiedział Staryfajter1954 → na temat → Dyskusje ogólne
Nie zagłębiając się w definicje, co jest vintage i co nim nie jest, to na pewno ŹLE JEST, jeśli inicjatywę tworzenia jakiejś kategorii modelarskiej krytykuje się, zanim udało się sprawdzić, czy znajdzie naśladowców i zainteresowanie u organizatorów imprez modelarskich, czy nie znajdzie. Bo to jest jedyne obiektywne kryterium, którym można oceniać ten pomysł vintage-retro Kolegi Staryfajter! Więc może zamiast go krytykować, to pozwolić facetowi robić to, co robi i zobaczyć co mu wyjdzie. Na razie widzę, że to tylko On z własnych pieniędzy funduje w tej kategorii nagrody na konkursach, a nie jakiś obrońca sensu/czystości takiego, czy innego vintage. -
Zdaję sobie sprawę, że robienie wnętrza w Twoim przypadku nie ma sensu. Ten mój poprzedni wpis z fotkami to był obył oczywiście taki – mam nadzieję - niegroźny żart. Mój Mi-6 był robiony głównie z myślą, by zmierzyć się z modelarzami w Japonii i w Chinach i stąd była taka koncepcja wykonania modelu. Serdecznie życzę Ci powrotu do pełnej sprawności rąk. Najważniejsze, że nadal robisz modele! Będę Ci kibicował przy dalszej pracy.
-
-
Jak hartowała się stal, czyli modelarskie lata PRL
Andrzej Ziober odpowiedział kopernik → na temat → Dyskusje ogólne
Nie, to nie jest zestaw i z zestawu nie ma w nim ani jednej części. Ten model był zrobiony od podstaw z tzw. „klapy od sedesu”, czyli z różnego plastikowego złomu. Zresztą określenie „z klapy od sedesu” też nie jest jedynie przenośnią, bo faktycznie plastik z niektórych klap był doskonałym materiałem do budowy modeli. -
Jak hartowała się stal, czyli modelarskie lata PRL
Andrzej Ziober odpowiedział kopernik → na temat → Dyskusje ogólne
...no ale żeby z tego powodu aż do Skrzydlatej Polski na skargę pisać?!...zaiste, to chyba tylko za komuny było możliwe A co tu komuna ma do rzeczy? Ludzie uwagi krytyczne o modelach pisali do gazety, bo gdzie mieli pisać? Internetu nie było. A odnośnie treści tamtych „skarg do gazety” to gdy dziś czytam w internetach niektóre „dyskusje” z okazji wydania jakichś zestawów, to tamte „skargi” niczym się od tych współczesnych nie różnią. No może z wyjątkiem jednego - w tamtych czasach, jeśli ktoś chciał, żeby opublikowano jakiś jego krytyczny tekst w Skrzydlatej, to pisał pod imieniem i nazwiskiem, a nie ukrywał się pod nickiem -
Jak hartowała się stal, czyli modelarskie lata PRL
Andrzej Ziober odpowiedział kopernik → na temat → Dyskusje ogólne
A może założycie osobny wątek: Jak hartowała się guma do żucia? -
Jak hartowała się stal, czyli modelarskie lata PRL
Andrzej Ziober odpowiedział kopernik → na temat → Dyskusje ogólne
Dopiero teraz zwróciłem uwagę na autora zdjęć z Czechosłowacji – Frantiszek Pawelczik. Otóż on także miał ciekawy epizod z polskim modelarstwem, a właściwie polskie modelarstwo z Jego udziałem. Franek, niezwykle sympatyczny facet i wielki miłośnik historii naszego kraju (bardzo przyzwoicie mówił po polsku), był prezesem klubu modelarzy redukcyjnych w Ostrawie. Już w latach 70-tych ubiegłego wieku staraliśmy się budować bezpośrednie kontakty międzynarodowe, na tyle na ile się wtedy dało, czyli tylko w obrębie - jak je wtedy propaganda nazywała – „bratnich krajów socjalistycznych”. Najłatwiej można było je nawiązać z modelarzami z Czechosłowacji i NRD. To zaowocowało rodzajem wymiany międzynarodowej - Franek Pawelczik i jego koledzy z Ostrawy przyjeżdżali na konkursy do Polski jako goście naszego kaliskiego klubu Miniaturka, a my (byłem członkiem tego klubu) jeździliśmy do Ostrawy na ich konkurs (Memorial mjr. Frantiska Dolezala). Do Polski przyjeżdżali także modelarze z Berlina Wschodniego z Hans Grade Model Sport Klub i KMK Otto Lilienthal. Dzięki tym kontaktom udało się doprowadzić do oficjalnego międzynarodowego porozumienia pomiędzy Komisją Modelarską APRL i czechosłowackim SVAZARM-em (Svaz pro Spolupraci s Armadou - to taki odpowiednik naszego ówczesnego LOK) i zorganizować dwa razy Mistrzostwa Państw Socjalistycznych Lotniczych Modeli Redukcyjnych. Te zawody miały status prawny międzynarodowej lotniczej imprezy sportowej w rozumieniu FAI i każdy kraj mógł wystawić trzyosobową kadrę narodową. Pierwsze zawody odbyły się w Pardubicach w 1987, drugie u nas na zamku w Książu w 1988, a trzecie miały być w 1989 w Berlinie Wsch., ale wiadomo, że w tamtym roku skończył się ten „najwspanialszy ustrój świata” i przy okazji NDR przestało również istnieć. Taka uwaga odnośnie imprez tamtych lat. Wprawdzie wszystko miało w oficjalnych nazwach jakieś socjalistyczne konotacje, ale w praktyce to były normalne konkursy modelarskie, na bardzo wysokim poziomie merytorycznym, a kontakty, które wówczas nawiązaliśmy często przerodziły się w prawdziwe przyjaźnie i przetrwały wiele lat. -
Jak hartowała się stal, czyli modelarskie lata PRL
Andrzej Ziober odpowiedział kopernik → na temat → Dyskusje ogólne
Sądzę, że znowu warto spojrzeć na autora artykułu. Tym razem Waldemar Salach. Info dla młodszych czytelników – Waldemar Salach (1934-2018) to postać bardzo istotna dla historii polskiego modelarstwa redukcyjnego. Od 1956 roku pracował Pałacu Młodzieży w W-wie. Istotne jest to, że chociaż był on „modelarzem latającym” klasy F2C (modele wyścigowe) i w tej kategorii miał wiele spektakularnych sukcesów, w tym tytuły mistrzowskie, to już w 1971 roku dostrzegł pozytywne wartości w modelarstwie redukcyjnym i założył klub modelarstwa redukcyjnego „Śmigiełko”. W latach 1970-tych w Polsce były tylko trzy modelarnie dla modelarzy redukcyjnych. Jedną z pierwszych stworzył właśnie W. Salach. Ponadto razem m.in. z Krzysztofem Wagnerem organizował coroczne Przeglądy Modelarstwa Redukcyjnego w Muzeum Techniki. Jako instruktor modelarstwa wychował wielu modelarzy, w tym także tych redukcyjnych. -
Jak hartowała się stal, czyli modelarskie lata PRL
Andrzej Ziober odpowiedział kopernik → na temat → Dyskusje ogólne
O! Nawet nie wiedziałem, że u Krzysia Wagnera znalazły się te moje stareńkie kalkomanie do P.11. Pamiętam, że się strasznie namordowałem z malowaniem „matek” do tego wszystkiego. Bo to była całkowicie ręczna robota (kalka techniczna, tusz i grafiony). Skutecznie wyleczyłem się z robieniem takich rzeczy. -
Mikołaju! Poruszyłeś sporo zagadnień. W kwestii wyliczanki z pikselami mogę powiedzieć tak: 0,1 mm to tylko „kropka” i dla mnie zrobić kropkę, czy nawet ...dziesiąt kropek to nie problem; problem robi mi się żeby te „kropki” złożone do kupy nie dały jedynie efektu… kupy kropek, lecz ZŁUDZENIE OBIEKTU, który chciałem z tych kropek zbudować. Tak więc nie jest to kwestia wyłącznie skali pomniejszania poszczególnych elementów modelu, ale kwestia wywoływania złudzenia. Z moich doświadczeń wynika, że w tej skali to złudzenie - niezbędne do zainteresowania (i podziwu) u widza - znacznie trudniej wywołać, niż w „większych skalach”. To kwestia przykuwania jego uwagi do modelu, czyli to przede wszystkim sprawy związane z percepcją wzrokową. A tym zajmuje się tym neurofizjologia narządu wzroku i psychologia postrzegania oraz kojarzenia (mnie jest tu łatwiej, bo kiedyś zajmowałem się m.in. tym zawodowo). Jakiś czas temu napisałem w innym wątku, że warto podyskutować na te i inne tematy związane ze skalą1/144. Ale wtedy mi odpowiedziano, że cyt: nie ma o czym dyskutować, tylko kupować i kleić modele. Pytanie więc, jak wielu ludzi naprawdę interesuje coś więcej, niż właśnie to „kupowanie i klejenie”? I czy głównie na obrocie handlowym ma być oparte popularyzowanie i rozwijanie tej skali? Sięgając do historii – chociaż modele okrętów w 1/700 można było zrobić szybciej, niż te większe, jednak początkowo miały słaby odbiór i najpierw uznawano je z modelarskiego punktu widzenia za mniej wartościowe, nadające się tylko do zabawy dla dzieci! Zyskały na wartości dopiero gdy modelarze zaczęli je waloryzować - najpierw samodzielnie, a potem dzięki pojawieniu się zestawów uzupełniających z blaszek i żywicy. Sądzę, że z potencjalnym rozwojem lotniczej skali 1/144 będzie podobnie.
-
Jak hartowała się stal, czyli modelarskie lata PRL
Andrzej Ziober odpowiedział kopernik → na temat → Dyskusje ogólne
Pokazany tu artykuł Pawła Elsteina ( „pokoleniu seniorów” dobrze znany autor m.in. kultowej książki „Młody modelarz rakiet” z 1963 roku, i „Modelarstwo lotnicze w Polsce: od zarania do 1944 roku”, znakomity człowiek i wspaniały popularyzator modelarstwa, zmarł w kwietniu ubiegłego roku w wieku 98 lat), jest bardzo ważnym etapem historii modelarstwa redukcyjnego, bo jest pierwszym szczegółowo omawiającym te modele w Skrzydlatej Polsce, jedynej wówczas gazecie lotniczej. Warto zwrócić uwagę, jakich wtedy określeń używano w opisie naszego modelarstwa: „budowa, a ściślej składanie modeli”, zaś ich wykonawcy wtedy jeszcze formalnie nie byli uznawani za modelarzy lecz tylko za „zbieraczy-kolekcjonerów”. Musiało upłynąć kilka lat, żeby w Skrzydlatej, pełniącej wtedy ważną opiniotwórczą rolę w polskim lotnictwie, pojawiło się najpierw określenie „modelarstwo plastikowe” (w czym spory udział miała m.in. wspominana tu wcześniej książka Krzysztofa Wagnera). Pierwsze ogólnopolskie konkursy organizowane we Wrocławiu też najpierw nazywały się „konkursami modeli plastikowych”. Dopiero po pierwszych aeroklubowych (ówczesnego APRL) Mistrzostwach Polski modeli lotniczych klasy F4IC w 1984 roku wprowadzono oficjalną nazwę „modelarstwo redukcyjne”. -
Cyt: Andrzeju - mówiąc o czasie mam na myśli czas faktycznie przeznaczony rozumiejąc to tak: jeśli wezmę 21bis w skali 144 i 48 i założę identyczny zakres otwarć (kabina, panele itp.) to jednak mam przeczucie, że 144 zbuduje się szybciej. Nie to, żebym na siłę się sprzeczał, bo wszystko w dużym stopniu zapewne zależy także od indywidualnej sprawności manualnej człowieka. Ja już sobie przećwiczyłem to, co mnie sprawia w 1/144 trudności powodujące zaskakująco duże zwiększenie czasu na wykonywanie detali w tej skali. Wiem, że to brzmi paradoksalnie, ale czas w tej skali bardzo przedłużał mi się z różnych nietypowych powodów. Taki jeden przykład: w momencie łączenia tych prawie mikroskopijnych części to już samo nałożenie kleju na taki mikro detal często kończyło się niepowodzeniem, gdy detalik przyklejał mi się do aplikatura z klejem i proces jego robienia trzeba było powtarzać (nawet kilka razy), bo nie nadawał się on do ponownego użycia (a chyba bez jakiegoś zarozumialstwa mogę powiedzieć, że do prac z maleńkimi detalami mam bardzo dużą wprawę i mogę również powiedzieć, że na razie raczej nie odczuwam typowych „problemów wiekowych” typu słaby wzrok i trzęsące się ręce ). Dlatego moim zdaniem lotnicza skala 1/144 to „trochę inne modelarstwo”, niż budowa większych modeli, jeśli chce się robić je na naprawdę wysokim poziomie samodzielnego detalowania. Suma summarum nabrałem pokory do tych prac i cały czas ćwiczę cierpliwość I tej cierpliwości życzę Tobie i każdemu, kto będzie chciał się z takimi problemami zmierzyć.
-
Od dłuższego czasu interesują mnie różne aspekty związane z modelami lotniczych w skali 1/144. Mam nadzieję, że jeszcze pozwolisz na małe zaśmiecenie Ci w wątku. - Cyt: …jeśli modelarz jest - nazwijmy to - przyzwyczajony do precyzji (czy może dokładniej nastawiony na jej osiągnięcie) to zakres problemów chyba jednak w każdej skali będzie podobny... Pełna zgoda, że nawet gdy mówimy o samodzielnej waloryzacji, a nie o podpieraniu się zestawami z blaszek i żywicy, to taka osoba oczywiście poradzi sobie z dużym poziomem miniaturyzacji. Ale warto dodać, że również spotka się z zupełnie innymi/nowymi problemami, nie istniejącymi podczas budowy modeli w 1/72, a tym bardziej tych większych. Nie miejsce, by je tu wymieniać, bo mówimy o popularyzacji, a nie o odstręczania od budowy takich modeli. Cyt: …da się taki model zbudować szybciej niż w skali 32… Czas na wykonanie? Wiem, że to dziś modny aspekt modelarstwa , ale ten czas przecież zależy tylko od konkretnego statku powietrznego i od tego, co i jak chcemy zrobić w jego modelu. Bo to jest generalna zasada, dotycząca każdej skali pomniejszenia. I 1/144 akurat tu nie będzie wyjątkiem. - Cyt: …obserwacje z imprez lat wcześniejszych wskazują, że skala 144 ma się coraz lepiej. Mamy tu dwie różne sprawy – wartość wynikającą z poziomu trudności wykonawczych i wspomniana przez Ciebie popularność. Popularność rośnie i będzie rosła bardziej wraz ze wzrostem jakości zestawów i rozwojem rynku dodatków uzupełniających, podnoszących atrakcyjność wizualną modeli. Otwarte pytanie, czy producenci pójdą nie tylko w ilość, ale i w jakość swych wyrobów. Na razie z tym jest różnie. Natomiast większą wartość w kontekście szacunku/uznania u ludzi skala 1/144 zyska moim zdanie dopiero, gdy będzie więcej modelarzy chętnych do robienia i pokazywania atrakcyjnych wizualnie waloryzacji takich modeli. I tu jest duża otwarta przestrzeń do działania
-
Jak hartowała się stal, czyli modelarskie lata PRL
Andrzej Ziober odpowiedział kopernik → na temat → Dyskusje ogólne
Odnośnie prasy DDR-owskiej. Wprawdzie nie do końca lotnicze, ale modelarskie czasopismo Modelbau Heute było w krajach soc. pierwszą gazetą dedykowaną wyłącznie dla modelarzy plastikowych. Co ciekawe, zaczęło wychodzić w czasach, gdy u nas w Polsce budowanie plastikowych modeli jeszcze nie było oficjalnie uznawane za "prawdziwe" modelarstwo. -
Cyt: Dzięki skali 144 można się przekonać, jak łatwo jest w 72... Otóż to! Bardzo słuszna uwaga. Wielu modelarzy nie docenia ani wartości, ani trudności tej skali. Wartość oczywiście może być różna. Sklejenie zestawu tylko z pudełka może takie wrażenie potwierdzać (parę godzin i gotowe). Ale gdy człowiek zaczyna bawić się waloryzacją (zwłaszcza tą samodzielną) to wówczas można się przekonać, że to faktycznie zupełnie inny wymiar trudności bo… okazuje się, że budowa takich modeli zmusza do precyzji o wiele większej, niż w innych skalach. Ciekawe, czy za jakiś czas modelami lotniczymi w 1/144 uda się powtórzyć sukces popularności modeli okrętów w 1/700. Jeszcze całkiem niedawno modele okrętów w tej skali też były uważane za „niegodne prawdziwych modelarzy”. A dziś budzą zasłużony podziw - właśnie za tę niezbędną do ich wykonania precyzję!
-
Jak hartowała się stal, czyli modelarskie lata PRL
Andrzej Ziober odpowiedział kopernik → na temat → Dyskusje ogólne
Wspomnienie Kopernika o latającym modeliku P-40 przypomniało mi doświadczenie z moim pierwszym modelem latającym. To była gumówka o nazwie Smyk. Jakoś udało mi się, wprawdzie bardzo pokracznie, ale jednak skleić ten modelik. Oczywiście pobiegłem na pobliskie szkolne boisko, żeby „polatać”. Nakręciłem gumę modelarską, puściłem model, a on… fiknął kozła do tyłu i walnął oczywiście w ziemię. Po kilku podobnych zachowaniach modelu jego statecznik się połamał i było po zabawie. Problem polegał na tym, że jeszcze wtedy nie wiedziałem, iż istotny był kierunek nakręcania gumy. A ja modelowi ze śmigłem ciągnącym uporem usiłowałem narzucić „napęd pchający”. Cóż, w pierwszej klasie szkoły podstawowej nie przewidziano nauki o zasadach działania śmigła. Poznałem je dopiero, gdy zacząłem chodzić do modelarni. Ale na niewiele się to zdało, bo moje latające modele zawsze po jakimś czasie kończyły żywot katastrofą lotniczą. Ponieważ kartonowe i plastikowe okazały się bardziej żywotne i później Rysiu Szerer i jego Koledzy zaczęli organizować konkursy we Wrocławiu i ja tam dostałem swoje pierwsze "wyróżnienie" - dyplom za kolekcję, więc takie modelarstwo pozostało mi do dziś. Ale jedną katastrofę modelem redukcyjnym także zaliczyłem. Robiłem model scratch śmigłowca Robinson R-22. Model był gotowy i pozostała tylko jedna czynność - dokleić wirnik. Jednak okazało się, że otwór na oś wirnika po malowaniu zrobił się trochę zbyt ciasny, więc chciałem go troszkę rozwiercić. Nie zwróciłem uwagi, że wiertareczkę mam ustawioną na wysokie obroty. Włączyłem zasilanie ...a Robinson wypadł mi z ręki i walnął w ścianę. Nie było co zbierać. W tym przypadku miałem faktycznie hartowanie, wprawdzie nie stali, ale odporności psychicznej z całą pewnością. Do budowy modelu Robinsona jednak miałem spory uraz i nigdy już nie zrobiłem do tego projektu. Za to po wielu latach miałem okazję tym śmigłowcem polecieć (oczywiście jako pasażer) i ponieważ teraz mogłem napisać ten post, więc jest to dowód, że oryginał nie okazał się tak pechowy, jak mój model. -
Jak hartowała się stal, czyli modelarskie lata PRL
Andrzej Ziober odpowiedział kopernik → na temat → Dyskusje ogólne
Cyt: A kto ze starej młodzieży kojarzy to wydarzenie Cóż, ja kojarzę. Nawet jestem na zdjęciu w tym artykule. Miałem wówczas 27 lat ?. Cyt: Wrocław przez kilka lat był niekoronowaną stolicą wystaw modelarskich. Przede wszystkim był głównym – i przez jakiś czas jedynym – ośrodkiem konkursów modeli redukcyjnych i miejscem, gdzie w 1976 zaczął się rozwijać polski ruch modelarstwa redukcyjnego, który, jak napisano w artykule, zaowocował m.in. tym, że budowa plastikowych modeli oficjalnie zyskała status modelarstwa (wcześniej pisało się o nas "kolekcjonerzy plastikowych samolocików, autek, statków, itp."). Na zdjęciach są także dwaj znakomici modelarze. Niestety, obaj już nie żyją: Jurek Jabłoński (pierwszy polski modelarz, który swoimi pracami pokazał, jak z zestawowej zabawki zrobić znakomite dzieło modelarskie) i Staszek Thier (wielokrotny medalista Mistrzostw Świata i Europy klasy C NAVIGA). -
Jak hartowała się stal, czyli modelarskie lata PRL
Andrzej Ziober odpowiedział kopernik → na temat → Dyskusje ogólne
To jeszcze taka trochę inna ciekawostka wspomnieniowa. W drugiej połowie lat 1980-tych istniała możliwość zostania członkiem IPMS UK. Członkostwo było atrakcyjne, bo... zyskiwało się możliwość otrzymywania biuletynu IPMS UK, który w czasach przedinternetowych był bardzo cennym źródłem informacji o zachodnich nowościach rynku zestawów i zawierał także artykuły z materiałami do dokumentacji modelarskich. Ale istota ciekawostki polega na tym, że zamiast opłacenia rocznej składki członkowskiej w funtach, można było wysłać paczkę 10 modeli polskich lub czechosłowackich na adres ówczesnego prezesa IPMS UK. Do adresata w Anglii na ogół paczka docierała. Gorzej było z gazetą, bo w Polsce czasami „znikała” przed dotarciem do adresata. Ale udało się znaleźć rozwiązanie. Za dodatkowy model (jedenasty) przesyłka była wysyłana jako coś w rodzaju „polecony” i takiej już nie kradli. Jak widać z powyższego, pudełka z modelami przez jakiś czas funkcjonowały jako rodzaj „waluty wymienialnej”. ? -
Jak hartowała się stal, czyli modelarskie lata PRL
Andrzej Ziober odpowiedział kopernik → na temat → Dyskusje ogólne
To raczej nie ma nic wspólnego z polityką. To po prostu kwestia ogólnie uznawanych zasad obyczajowych. Zakaz publicznego prezentowania scen przemocy ze względu na dzieci, to ogólnoświatowy trend obowiązujący co najmniej od lat 1970-tych i oczywiście dotyczył nie tylko boxartów na pudełkach modeli. Co ciekawe, do dziś w większości regulaminów konkursowych na świecie obowiązuje punkt, który zabrania na modelach i dioramach prezentowania scen mogących być uznane jako „epatowanie przemocą”, bo w wystawach uczestniczą także dzieci. I np. dioramy nie mogą prezentować scen rozstrzelania oraz ludzkich zwłok (wyjątek stanowią modele z grupy fantasy). A w kwestii „ukrywania” swastyk to w Niemczech jeszcze w latach 1990-tych podczas konkursów w tym kraju obowiązywała zasada, że np. swastyka na ogonie modelu w czasie publicznej prezentacji musiała być zakryta papierowym kapturkiem. Gdy podczas konkursu we Frankfurcie mój znajomy postawił model ze swastyką, to organizatorzy natychmiast kazali mu przykryć ogon modelu papierowym kapturkiem, bo jeśli tego nie zrobi, to i oni i on będą mieć kłopoty z policją. -
Jak hartowała się stal, czyli modelarskie lata PRL
Andrzej Ziober odpowiedział kopernik → na temat → Dyskusje ogólne
Taka odrobina historii dla młodszych Kolegów. W połowie lat 70-tych i w latach 80-tych istniały NIEZALEŻNIE od siebie dwie koncepcje zainteresowań modelami plastikowymi: typowe kolekcjonerskie budowanie modeli zestawowych i rodzący się ruch konkursowy. Konkursowe modelarstwo plastikowe (nazwa „redukcyjne” jeszcze nie funkcjonowała w oficjalnym obiegu) zaczęło się od imprez organizowanych przez Ryszarda Szerera i jego Kolegów we Wrocławiu. Wówczas bardzo staraliśmy się udowadniać, że zestaw jest jedynie zgrubnym surowcem do zbudowania własnoręcznie „prawdziwego modelu”. I powodem do tego nie był jedynie siermiężny poziom zestawów oraz brak części do waloryzacji. Zależało nam, żeby budowanie modeli plastikowych było oficjalnie uznane jako kolejna dziedzina MODELARSTWA. Bo jako „oficjalne” modelarstwo otwierało ono nam drogę do rozgrywania oficjalnych mistrzostw kraju i konkursów międzynarodowych. Pomijając kwestie prestiżowe, trzeba pamiętać, że w tamtych latach organizowanie takich imprez nie mogło się odbywać bez nadzoru i kontroli władzy, tylko musiało mieć „patronat” konkretnej instytucji przez tę władzę do tego „patronowania” wyznaczonej, a uczestnicy musieli być w tej instytucji zrzeszeni. Najpierw więc wszystkimi plastikowymi modelami rządził LOK, później plastikowe modele lotnicze włączone zostały w sferę zarządzania przez Aeroklub PRL, a w LOK-u zostały imprezy z modelami statków i okrętów oraz pojazdów. Potem modele lotnicze wypadły z APRL i wróciły do LOK. Aż nadeszły czasy, że można było imprezy z modelami redukcyjnymi organizować bez tego instytucjonalnego nadzoru. -
Jak hartowała się stal, czyli modelarskie lata PRL
Andrzej Ziober odpowiedział kopernik → na temat → Dyskusje ogólne
Nie wiem, czy w tym wątku jestem najstarszy, ale z pewnością tamtą epokę znam i pamiętam bardzo dokładnie. Oczywiście zaczynałem od sklejania NRD-dowskich modeli, ale już w końcówce lat 1970-tych zacząłem robić trochę inaczej modele. W latach 1980-tych postały: Hawker Hunter z zestawu w wersji myśliwskiej, chyba F.2, ale nie wiem, bo kupiony był od znajomego jako sklejony i nie pomalowany model, który udało mi się rozłożyć na części (był sklejony gumowym Buraprenem) i następnie przerobić na wersję dwumiejscową ! Malowany pędzelkiem, kalki przerobione z nie pamiętam już czego. Cała masa szpachlówki była potrzebna do ukształtowania garbu za kabiną (zrobionej z zasypki dla dzieci wymieszanej z lakierem bezbarwnym). Farby olejne mieszane samodzielnie z barw podstawowych, zmatowione lakierem bezbarwnym z odrobinką tejże zasypki. Ten model Mi-4 (i jego zdjęcie) znany jest zapewne starszym czytelnikom Skrzydlatej. To mój pierwszy model nagrodzony złotym medalem (w Ogólnopolskim Konkursie Modeli Redukcyjnych we Wrocławiu). Robiłem go w latach 1980-82. "Sensacją” było wówczas zrobienie przeze mnie całego wnętrza kabiny transportowej, załogi i przedziału silnikowego. -
Motolotnia Aeros Stranger / Dream - 1:72
Andrzej Ziober odpowiedział Mikolaj75 → na temat → [L]Galerie
Mikołaju moje gratulacje! Widzę, że Grekom się poprawiło z nagrodami, bo teraz dają ładne statuetki i medale ?. Gdy ja u nich startowałem 14 lat temu, to były tylko dyplomy za zwycięstwo w klasie i Best of show. -
II Nieoficjalny Zlot Posiadaczy Luksusowych Modeli 1/144
Andrzej Ziober odpowiedział net_sailor → na temat → Popularyzacja 1:144
Cyt: Bo z czym tu dyskutować? „Z czym” faktycznie niema, ale „o czym” może by i było - np. o tym, jak przekonywać ludzi, że budowa modeli w skali 1/144 może być równie interesującym wyzwaniem modelarskim, jak ich budowa w skalach większych (a w szczególnych przypadkach, że budowa takich małych modeli może nawet być równie trudna, jak tych w dużych skalach!). Ale skoro chętnych do rozmowy nie ma, to nie będę się na siłę wpychał ze swoimi przemyśleniami. Generalnie nie czuję potrzeby jakiegoś upartego dyskutowania. Wydawało mi się tylko, że mając sporo obserwacji robionych przez lata odnośnie „odbioru” modeli w skali 1/144, to może o sprawach związanych z popularyzacją tej skali warto pogadać nie tylko w kontekście, co kto ostatnio wypuścił na rynek i co kto sobie kupił do posklejania. Skoro jednak niema zainteresowania, to przepraszam, że się tu na chwilę wprosiłem i już stąd znikam. Ale bardzo serdecznie pozdrawiam wszystkich miłośników tej skali, życząc wiele radości z robienia modeli .
