HKK
Użytkownicy-
Liczba zawartości
2 404 -
Rejestracja
-
Ostatnia wizyta
-
Wygrane w rankingu
17
Ostatnia wygrana HKK w dniu 4 Stycznia
Użytkownicy przyznają HKK punkty reputacji!
Reputacja
2 007 ExcellentOstatnie wizyty
4 036 wyświetleń profilu
-
Własne dodatki. Modele i wydruki 3d.
HKK odpowiedział HKK → na temat → Fototrawienie, lutowanie, druk 3d
-
Własne dodatki. Modele i wydruki 3d.
HKK odpowiedział HKK → na temat → Fototrawienie, lutowanie, druk 3d
Żeby ruszyć do przodu z nieco zaśniedziałym projektem: ... musiałem odwiedzić małe muzeum w Thorpe Abbotts. Istniejące na terenie dawnej Stacji 139 czyli drugowojennej bazy słynnej amerykańskiej 100 Grupy Bombowej. O ile mi wiadomo, tylko tam (oprócz USA) można obejrzeć dobrze zachowaną/odrestaurowaną wieżyczkę ogonową Consolidated A6A. Zaletą takich amatorskich muzeów jest to, że łatwo się dogadać i można wleźć tam, gdzie typowy odwiedzający nie ma dostępu. Jak mi powiedziano, proces odbudowy wieżyczki trwał wiele lat, a samą wieżyczkę twórcy muzeum dostali zanim jeszcze zaczęto je organizować. Dzięki temu można ją tam obejrzeć, bo w innym wypadku zapewne by darowizny nie przyjęli. A6A nie ma bowiem nic wspólnego z 100 Grupą Bombową która używała B-17 a nie B-24 z którego wieżyczka pochodzi.. -
Raczej nie. Ultra to uniwersalny aerograf, który ma głównie służyć do malowania powierzchniowego lub większych detali. I przy okazji nieco gęstszej farby. To sprzęt dla przeciętnego użytkownika. Więc ciśnienie do atomizacji musi być większe. Mobius ma ambicje być aerografem do detali. Atomizować przy niższym ciśnieniu i rzadszej farbie. Coś za coś, malowanie powierzchniowe jest mniej wygodne, bo stożek farby jest smuklejszy i krycie gorsze.
-
O tym konkretnie, nie mogę nic rzec z własnego doświadczenia. Recenzje są na ogół pozytywne, ale trzeba patrzeć z przymrużeniem oka na entuzjastyczne oceny ludzi którym Gaahleri wręcz wciska sprzęt za darmo. Ale rzetelni recenzenci też wystawiają pozytywy. Sama firma kojarzy mi się źle, przez ich agresywną politykę marketingową polegającą w dużym stopniu na wciskaniu kitu. Np ich aero GHAD-39 określany jako 'Advanced'. Dokładnie taki sam, identyczny sprzęt pojawiał się na Amazon za równowartość 25 PLN. Tak, DWUDZIESTU PIĘCIU ZŁOTYCH. I to z trzema kompletami igła-dysza. Brakowało mu jedynie grawerowanego napisu. I jego jakość jest generalnie słaba, ale owszem, jej stosunek do ceny - nie do pobicia. Taki sam model i to z dwiema dyszami Gaalheri sprzedawało za ok 200 PLN. Gaahleri nie jest producentem ale kolejnym dostawcą/integratorem zapewne mającym też jakiś wpływ na projekty. Nic w tym złego, bo Iwata też nie była producentem aerografów do czasu gdy nie przejęła H&S. Ale wg mnie, Gaalheri daleko do Iwaty czy H&S jeśli chodzi o niezawodność i zaufanie do ich produktów. Wg mnie, żaden aerograf nie jest idiotoodporny i przy niewłaściwym obchodzeniu się z nim, ma prawo zawieść. Fineartowe chińczyki na pewno nie są bardziej idiotoodporne pod względem konstrukcji czy obsługi od markowego sprzętu, A nawet mniej, bo wymagają więcej ćwiczeń i wiedzy aby osiągnąć zadowalające efekty. I szybciej się zużywają. Co najwyżej są tanie w naprawie lub wymianie ale chyba nie o to chodzi. Moją definicję idiotoodporności spełniają japończyki jak Iwata czy MR Hobby. Używam od lat, szanuję, ale dbam tyle ile konieczne. Rozbieram, czyszczę dogłębnie i smaruję bardzo rzadko - raz, dwa razy do roku. Dyszę wykręcam i usuwam z niej paprochy w razie potrzeby, zwykle raz na kilkanaście sesji. To tyle.
-
Nietrudno przyznać rację wszystkiemu co Gonzo rzekł powyżej. Gwoli uzasadnienia mojego podejścia, czy też raczej moich odczuć w tym temacie, przytoczę historię która stała się moją okołomodelarską traumą (z przymrużeniem oka). Chodzi mi o słynny (chyba) projekt Wojtka Fajgi sprzed wielu lat, prowadzony na dawnym PWM. To był PZL P.11 wykonany w zasadzie od podstaw i niemal całkowicie z elementów fototrawionych. Kibicowałem mu wręcz fanatycznie, czekając z niecierpliwością na każdą kolejną odsłonę. Podzielałem wszystkie jak najbardziej słuszne ochy i achy sypiące się obficie z komentarzy. Nie miałem wątpliwości, że kto jak kto ale on dokończy tą fantastyczną budowę i będziemy podziwiać rezultaty. Ultimate P.11c 1/48. I wtedy, bez jednego słowa wyjaśnienia (jak mi się wydaje) projekt utknął i umarł. Sam Autor porzucił zresztą w tym samym czasie modelarskie hobby. Zrobił co zrobił, miał prawo. A ja i reszta publiki w sumie nie mamy prawa tego oceniać. Ale jednak poczułem się... oszukany? Za mocne słowo. Zawiedziony, rozczarowany? Może nawet więcej. Od tego czasu, sceptycznie, choć może nazbyt, podchodzę do modelarskich cudów i wianków w odcinkach. Na zasadzie poczekamy, zobaczymy.
-
Ja nie mam wątpliwości, że Gonzo odebrał moją wypowiedź tak, jak była pomyślana. A tak bardziej filozoficzne. Skupianie się na warsztacie i podnoszenie sobie poprzeczki przez kolejne wyzwania jest dla mnie jak najbardziej ok. Sam tak często miałem i mam. I wiem, że to samo w sobie może być głównym źródłem przyjemności w modelarstwie. Ja tylko zwracam uwagę, że łatwo wpaść w pewną pułapkę, kiedy to stawianie sobie poprzeczki w detalowaniu coraz wyżej, może stać się niepostrzeżenie celem samym w sobie, powodując odsunięcie lub utratę tego pierwotnego celu - zbudowania gotowej miniatury. Zrozumcie mnie dobrze, nie krytykuję, bo sam tak często mam. Co więcej, rozumiem, że to przesunięcie celu może być całkiem świadome. Ale warto sobie zadać pytanie, czy właśnie o to mi w moim modelarstwie chodzi. Ja sobie je zadałem i odpowiedź brzmiała - niekoniecznie. Że satysfakcja z ręcznego wykonania jakiegoś absurdalnie miniaturowego detalu nie kompensuje mi żalu, że ten wymarzony model zapewne nigdy nie powstanie. Chociażby dlatego, że nie dam rady wykonać kolejnych kilku tak samo udanych kopii tego elementu. Nie dam rady psychicznie, choć czasem i fizycznie. Jeśli ktoś potrafi taką niemoc przezwyciężyć, to ja się kłaniam do ziemi. Jeśli komuś nie przeszkadza, że od 5 lat nie skończył żadnego modelu, ale ma frajdę z budowy, to też ok i rozumiem. Oszczędzałem sobie wysiłku i nerwów kupując gotowe profile, przymiary, frezareczki, gilotynki i tego typu szpeje do detalowania zamiast robić to całkiem ręcznie. Przy okazji zyskiwała jakość. Poszedłem dalej. Projektuję i drukuję. Traktuję to jako kolejne narzędzie ułątwiające pracę i oszczędzające czas. Umożliwiające szybsze osiągnięcie podstawowego celu, bez utraty efektu detalu (wręcz przeciwnie). A przy okazji również dające nowe wyzwania twórcze i przyjemności. Zresztą mówiłem o tym w wywiadzie dla InScale. I moja uwaga była właśnie spojrzeniem z tej mojej (i tylko mojej) perspektywy. A i z obawy, że być może nigdy tego gotowego Lightninga nie zobaczę... Chociaż nic mi do tego, co Gonzo zamierza i co zrobi.
-
Twoje podejście ma w sobie coś z awangardowej poezji – jest piękne, choć skrajnie nieoczywiste i dla mnie niesłychanie trudne w odbiorze. Znowu powtórzę sentencję która mi tu się uporczywie nasuwa: 'Cel jest niczym, dążenie wszystkim'. Gonzo, ja ci zaprojektuję i wydrukuję te wirniki (dobra, całą sprężarkę) a Ty ruszysz dalej z robotą co? Bo już nie mogę patrzeć na to kopanie rowu srebrną łyżeczką.
-
Oj, nie wiem. Raczej niespecjalnie, choć oczywiście zawsze coś mnie może opętać Ten projekt małego przecież autka wyssał ze mnie soki. Naprawdę, łatwiej się projektuje latadła niż pojazdy cywilne z ich milionem detali w silniku, zawieszeniu, wnętrzu. O pułapkach geometrii i przetłoczeń nie wspomnę. A chyba nie byłbym w stanie zaprojektować zabawkowego, zamkniętego nadwozia z atrapami zawieszenia i elementami silnika zrośniętymi z podłogą. Nawet nie wiem czy istnieją jakieś wiarygodne, szczegółowe plany Poloneza, najlepiej oparte o rysunki fabryczne. Przede wszystkim rzuty. Do Malucha niczego takiego nie byłem w stanie znaleźć, a istniejące namiastki okazywały się pełne błędów. Jak już pisałem - zdjęć i filmów jest do wyboru. Ale gdy przychodzi do zwymiarowanych kształtów poszczególnych elementów, to pustynia.
-
Dzięki @Wojtek59dowiedziałem się o pojawieniu się silnika Genet w ofercie katmodelshop.pl. Z niekłamaną ciekawością obejrzałem zamieszczone na stronie rendery. Nb. oferowanie gotowych wydruków a zamieszczenie jedynie renderów projektu 3D, uważam za praktykę naganną, choć niestety powszechną nie tylko u tego producenta. Ale do rzeczy. Oferta obejmuje skale 1/72, 1/48 i 1/32. Zakładam, że rendery pokazują projekt 1/32. Jeśli są wspólne dla wszystkich skal, to mamy do czynienia ze zwyczajną ściemą, bo drobne detale które mają szansę wyjść w druku 1/32, w mniejszych skalach się nie pojawią, lub gorsza mogą pojawić się częściowo, dając jakieś dziwne artefakty. Tak czy inaczej projekt mogę śmiało określić jako absurdalny. Z jednej strony mamy wręcz przesadną dbałość o detale w niektórych miejscach, podczas gdy w innych detali brak lub są zmyślone. Nie uproszczone (co byłoby zrozumiałe) tylko włąśnie zmyślone. Co gorsza, tam gdze te detale są sensowne i wyjątkowo szczegółowe, to po bliższym przyjrzeniu się i tak zwykle okazują się nieprawidłowe. Przykład. Drobiazgowo oddane popychacze zaworów z przetłoczeniami w kształcie guzków (chyba nie wyjdą w 1/32). Za nimi wycięcie w cylindrach. Jest to jak najbardziej zgodne z rzeczywistościa. Tylko że te wycięcia były po coś. Tam znajdowały się mocowania osłon zaworów w modelu nieistniejące. I tak można wymieniać te niekonsekwencje. Tu projektant napracował się, aby oddać jakiś niedostrzegalny na wydruku detal, a zaraz obok zignorował inny, nawet bardziej widoczny. To właśnie określam absurdem. Brak dbałości o dokumentację to inny problem. Wygląda na to, że projektant posługiwał się głównie zdjęciami muzealnego egzemplarza z wiatrakowca Cierva. Świadczy o tym chociażby mocowanie śmigła. Ale RWD-6 miał kompletnie inne mocowanie. Do śmigła metalowego. I te z wydruku będzie przeszkadzać w zamontowaniu osłony i śmigła właśnie. To może model ma być bardziej uniwersalny? Też nie, bo kolektor wydechowy jest właściwy tylko dla RWD-6. A już zupełne cuda dzieją się z tyłu silnika. To co tu widać nawet nie stało obok prawdziwego Genet-a Ok, w krakowskim egzemplarzu są powycinane elementy z gaźnika i jest tylko jeden iskrownik. Ale to, plus instrukcja obsługi silnika (dostępna w Sieci) wystarczy aby odtworzyć prawidłowo wygląd silnika z tyłu. W przeciwnym razie po co ten tył w ogóle odtwarzać? Tym bardziej, że będzie kompletnie niewidoczny w modelu samolotu. A tu producent zachęca do wyeksponowania silnika, tylke że głupio wyglądającego z tyłu. Uderza tu zrezsztą jakieś lekceważenie dla elementarnej wiedzy o silnikach lotniczych. Tworząc nawet uproszczony wygląd akcesoriów trzeba zadać sobie kilka pytań. Gdzie jest gaźnik i wlot powietrza do niego. Gdzie są iskrowniki i jak dochodzą do nich przewody zapłonowe. Gdzie jest rozrusznik i jaki. Jeśli brak nam dokumentacji, to nie róbmy tych detali w ogóle, zamiast proponować elementy absurdalne technicznie. Ale jak mówiłem, jest egzemplarz muzealny w Krakowie (choć niekompletny) i jest instrukcja obsługi silnika. Tył, nawet uproszczony, powinien wyglądać jakoś tak: Ok, tu też są pewne elementy domyślone, np. wlot powietrza. Ale niech te domysły mają sens techniczny i są poparte jakąś argumentacją. Kończąc tą przydługą recenzję. Dla mnie, braki w modelu katmodels są dyskwalifikujące. Nie ze względu na ich kaliber, bo można w zasadzie machnąć na to ręką - i tak nikt ich nie dostrzeże. Ale ze względu na lekceważące i niekonsekwentne podejście do projektu. Gdzie zamiast uproszczeń lub ominięć mamy nieuzasadnioną fikcję, ale zdetalowanie sugerujące głęboką wierność oryginałowi. Dla mnie, to wprowadzanie klienta w błąd.
-
Gotowych wydruków aktualnie nie oferuję. Nie ma mnie w Pl (do jesieni) a z przesyłka z zagranicy (+ możliwy VAT) byłaby kosztowna. Jedyna rada, to ściągnąć z Cults (silnik) i z podanych linków (RWD-5) oraz znaleźć usługodawcę na druk gdzieś w pobliżu. Zaznaczam jednak, że zarówno elementy do RWD-5 jak i silnik Genet były opracowywane z planów i nie starałęm się ich dopasować do zestawów ZTS. Zresztą ich nie posiadam. Więc nie mam pojęcia czy i jak dadzą się zamontować do modeli. Szczególnie silnik do RWD-6 z całą pewnością nie zmieści się pod zestawowym pierścieniem i osłoną. Jego głównym przeznaczeniem jest gotowy zestaw RWD-6 który przygotowuję.
-
Niestety lotki jak widać "się wygły". To typowa przypadłość dłuższych elementów o zmiennej grubości. W RWD-9 znalazłem na to sposób. Trzeba do nich dorobić lustrzany element dający symetrię podczas druku i utrwalania: Takie coś się już nie wygina i łątwo lotkę odciąć wzdłuż cienkiej krawędzi spływu.
-
Projekt jest już nieco poprawiony względem wydruku na zdjęciu. Dodane śruby na osłonie, zmieniony przebieg przewodów zapłonowych i dorobione parę szczegółów. Projekt na Cults jest pozbawiony kolektora wydechowego, bo z nim nadaje się jedynie do RWD-6. Ze względu na rozmiar silniczka zrezygnowałem z zamieszczania kolektora jako osobnej części. A propos silnika Genet, to w czasie ostatniej wizyty w muzeum w Duxford, zaoczyłem wiatrakowiec Cierva z wyżej wzmiankowanym motorkiem w roli głównej. Więc sobie obfotografowalem.
-
Szczególnie w wypadku takiej firmy jak Gaahleri. CZasem mam wrażenie, że wystarczy założyć kanał modelarski na YT a po tygodniu dostaniesz od nich farby i aerografy 'do testowania'.
-
PZL.26 miał bardzo charakterystyczne, załamane w dół przejście skrzydło-kadłub przy krawędzi spływu. Mam wrażenie, że Autorowi nie udało się tego dobrze odtworzyć.
-
Przerwałm na moment budowę modeli (fizycznych) w 1/35 i 1/72, bo musiałem się zająć przeskalowaniem fiacika do 1:24 żeby zgłosić do konkursu Aladdin Model *. Wersja 1:24 (i może 1/35) w postaci plików będzie dostępna jedynie tam . 1/72 umieszczę na Cults, jak tylko skończe jego budowę. Gotowe wydruki to nieco inna sprawa. Jeszcze nie zdecydowałem jak będą rozprowadzane. Na pewno kilka 'przedpremierowych' będę mógł zaoferować bezpośrednio u mnie. Martwi mnie trochę kwestia licencji, bo Fiat Auto Poland/Stellantis ma jednak wszelkie prawa do projektu i nazwy samochodu. * Jeśli ktoś zechce zagłosować na mój design będzie mi miło. Choć ciśnienia na nagrodę nie mam, zapewniam.
