Skocz do zawartości

Andrzej Ziober

Użytkownicy
  • Liczba zawartości

    99
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

  • Wygrane w rankingu

    1

Zawartość dodana przez Andrzej Ziober

  1. Zależy, co rozumiesz jako długą? Bo to zależy od grubości tej wyciąganej nitki. Nitkę o grubości np. 0,15 mm (i cieńsze) można wyciągnąć nawet na długość 0.5 m (a takie grubości włosa to w zasadzie na rozpiętość ramion). Pręcik o grubości ok. 0.3 mm mnie udaje się wyciągać na długość 15-20 cm. Ale już pręcik 0.5 cm to najwyżej na 10 cm. Innymi słowy im grubszy pręcik, tym trudniej zrobić go tym sposobem dłuższy. Zasada nagrzewania jest taka, żeby dobrać odległość od źródła ciepła w taki sposób, żeby plastik się powoli!!! rozgrzewał, ale nie topił. Chwytam kawałek tej przykładowej bierki o długości około 4-5 cm między dwie pincety i przesuwam powoli nad płomieniem, aż się zacznie lekko wyginać (robi się miękki). Trzeba wyczuć moment, żeby nie był,a zbyt miękki. Wtedy bardzo powoli rozciągam i potem rozciągnięty (uwaga: na tym etapie nie zaginać rozciągniętego odcinka!) wkładam pod kran z zimną wodą. Następnie zwalniam go z jednej pincety (trzymając w drugiej pionowo) i sprawdzam czy jest równy (tzn. nie zagięty). Następnie kładę na stole i odcinam ten fragment, który ma równą grubość. Jeśli udało mi się uzyskać grubość, o którą mi chodziło to… OK. Jak nie, to powtarzam aż do skutku z następnymi kawałkami. Cieńszych, niż chciałem uzyskać i tych zbyt grubych nie wyrzucam. Mogą się bowiem przydać w przyszłości. W ten sposób tworzy mi się zapas pręcików, które mogą akurat pasować do innych elementów modelu. I jeszcze na koniec – to wprawdzie prosta „operacja”, ale nie od razu wychodzi i trzeba trochę poćwiczyć, żeby nabrać wprawy. A także nie każdy plastik dobrze się rozciąga. Najlepiej nadają się do tego kolorowe ramki wlewowe. Stare kolorowe Matchboxy, jak ktoś ma, to „prawdziwy skarb” do robienia takich pręcików! Patyczki dla dzieci i bierki też nie wszystkie się nadają. Niektóre robione są z tworzywa, podobnego jak nakrętki do butelek PET, i najczęściej one właśnie tracą intensywność barwy po rozciągnięciu. I te są kiepskie. Ja ich nie używam. można to rozpoznać, próbując je opiłowywać. Jeśli w trakcie piłowania strzępią się... to są te kiepskie.
  2. Grzegorzu, jak już doradzasz, jak rozciągać "patyczki", to NIE nad świeczką. Zdecydowanie lepiej robi się to nad gazem, ewentualnie nad benzynową zapalniczką. Nie kopci i płomień ma szerszy, co znacznie ułatwia kontrolę rozciągania. Pozdrawiam A.Ziober
  3. Mam nadzieję, że Rymulus nie potratuje mojego postu jako zaśmiecanie wątku. Zaleta stosowania igieł (oprócz kolorystyki idealnie nadającej się na imitację tłoczyska amortyzatora) jest to, że do wnętrza takiej igły można wprowadzić metalowy rdzeń (np. z igły o mniejszej, dopasowanej średnicy) łączący i wzmacniający całe podwozie (jeśli je na całej długości nawiercimy). Jest to istotna zaleta, zwłaszcza przy robieniu podwozia dużych i ciężkich modeli.
  4. Widzę Grzegorzu, że z powodzeniem stosujesz moją metodę na niemalowane kolorowe przewody. Gratuluję pięknej pracy i pozdrawiam
  5. Gdy robiłem Mi-6 miałem podobny problem ze znalezieniem igły iniekcyjnej odpowiedniej średnicy. Pomógł mi znajomy weterynarz. Weterynarze używają specjalnych igieł do iniekcji mikrochipów RFID (służą do oznakowania zwierząt domowych i ptaków hodowlanych). Takie igły mają różne średnice, nawet powyżej 5 mm. Po wszczepieniu chipa igła jest do utylizacji, więc można się dogadać z weterynarzem, bez konieczności kupowania jej z chipem.
  6. Skoro już opadły emocje odnośnie wyniku w kat. lotniczej konkursu Profi pozwolę sobie na kilka słów do organizatorów. Donalyah00 i Lejgo_inc napisali, że trwają prace nad czymś w rodzaju instrukcji i będą zmiany w punktacji oraz przygotowanie szczegółowego opisu kryteriów oceny w konkursie PROFI. Należy im się uznanie za taką inicjatywę. Szczególnie jeśli chodzi o ten szczegółowy opis kryteriów (bo ten szczegółowy opis nie tylko pomaga sędziom, ale także pozwala zapoznać się uczestnikom konkursu, co jest oceniane i w jaki sposób). Nie wiem, czy Koledzy kierują się jakimiś funkcjonującymi na świecie regulaminami, czy starają się opracować coś własnego. Jeśli chcą zrobić coś oryginalnie własnego, to może jednak warto przy takich pracach rozważyć zapoznanie się z kilkoma regulaminami oceny obowiązującymi w różnych krajach. Nie mówię, że trzeba automatycznie kopiować jakiś regulamin, ale mam wrażenie, że warto skorzystać z różnych rozwiązań, które na świecie się sprawdzają. Wydaje mi się, że zaadoptowanie takich rozwiązań do naszych realiów jest o tyle rozsądne, że ktoś już dawno je sprawdził, i może nie trzeba „wymyślać koła od nowa”. Jedno z takich rozwiązań chciałbym Wam zasugerować do rozważenia. Otóż w niektórych krajach, w konkursach (gdzie jest ocena szczegółowa na punkty, a nie wedle podoba się/nie podoba) świadomie odstąpiono od podziału przyznawania tylko jednego złotego, jednego srebrnego i jednego brązowego medalu w danej kategorii, w zamian wprowadzając zasadę, że nawet kilka modeli może dostać złote, srebrne i brązowe medale, jeśli prezentują bardzo zbliżone poziomy wykonania i sędziowie mają problem, żeby wybrać tego jednego „najlepszego” dla danego koloru medalu. Takie rozwiązanie jest nie tylko korzystne dla zawodników, ale także dla sędziów, bo zdecydowanie zmniejsza „szansę” na ewentualne pretensje zawodników do ich oceny. Ma ono wprawdzie tę wadę, że organizator musi mieć w zapasie większą ilość medali, ale na to też są rozwiązania. To tylko sugestia pod Waszą rozwagę.
  7. Mikolaj75 napisał: Skoro został wywołany upiór polskiego modelarstwa, to upiór się wypowie Dobrze, że jakieś 40 lat temu nie było Internetu i nikt nie mógł mi uświadomić, że modelarstwa - cytuję - „trzeba się uczyć rozsądnie, zanim się porwie na zdobywanie Mount Everestu”. Skoro waloryzacja tego RWD to ma być jakiś Everest, no to w tamtych czasach… tylko „same Everesty” miałem do wyboru. Owszem, spadałem nie raz, obijałem się okrutnie, ale potem otrzepywałem się i… znowu do góry. I za cholerę nie było w tym rozsądku, tylko chęć zrobienia fajnego modelu. Dlatego Kolego Headhunter - rób tak, jak Ci dyktuje Twoja intuicja. Masz bowiem taki wybór, jak Ci napisał Greatgonzo na poprzedniej stronie. Ale jeśli chcesz zrobić z tego zestawu piękny model, to się nie przejmuj niepowodzeniami, tylko rób „na maxa”. Bo można z tego zestawu zrobić efektowny model (nawet nie szukając daleko, bo już na tym forum znajdziesz dobry przykład do naśladowania http://modelwork.pl/viewtopic.php?f=86&t=29920). I jeśli Ci za pierwszym razem nie wyjdzie (tak się może zdarzyć), to kup drugi zestaw i rób znowu. Zapewniam Cię, że ucząc się na swoich błędach osiągniesz znacznie szybciej dużo więcej umiejętności, niż poprzez rozsądne uczenie się klejenia zestawów dobrej jakości.
  8. Zanim dojdzie do kolejnej wojny o czyjąś „mojszą prawdę”, to jeszcze dodam coś o tej „ciężkiej pracy”, bo to akurat mam wrażenie, że może się przydać wielu modelarzom, zwłaszcza tym początkującym oraz tym w starszym wieku. Ja oczywiście rozumiem, że „ciężka praca” potocznie kojarzy się np. z machaniem łopatą lub tłuczeniem młotem po kamieniach. Ale ciężka praca może polegać również na wykonywaniu precyzyjnych czynności wymagających maksymalnego skupienia, siedząc sobie w wygodnym fotelu. Tak się składa, że swego czasu zawodowo zajmowałem się neurofizjologicznymi aspektami pracy i badałem zagadnienia związane ze znużeniem oraz skutki fizjologicznego zmęczenia organizmu na wykonywaną pracę. Nie miejsce tu na fachowe szczegóły, ale myślę, że warto zapamiętać jedną zasadę. Otóż gdy mamy przed sobą jakąś dłuższą, kilkugodzinną sesję modelarską, to wśród prac, które mamy w niej zaplanowane, na początek warto wykonać trochę prac prostych, potem zrobić te, które wymagają największego skupienia i precyzji, a na koniec znowu tylko prace proste i łatwe do zrobienia. Nigdy nie należy najtrudniejszych prac w danej sesji zostawiać na koniec, ani też nie należy od razu od nich zaczynać. Zasadę tę w odniesieniu do prac precyzyjnych opracowali amerykańscy fizjologowie podczas II w. św., prowadząc badania na wniosek jednej z firm produkujących amunicję, gdy podczas montażu zapalników zaczęło dochodzić do wielu tragicznych wypadków. Wprawdzie podczas budowy modeli nic nam nie powinno wybuchnąć, ale ta zasada sprawdza się również znakomicie w naszym modelarstwie. Po prostu mamy większe szanse unikania błędów spowodowanych zmęczeniem neurofizjologicznym, którego początkowo nawet możemy nie odczuwać w wyraźny sposób.
  9. Napisałem o nauce cierpliwości, bo uznałem, że to ważne jest, skoro co rusz można przeczytać coś w tym stylu: „nie mam cierpliwości do robienia tego, czy tamtego, bo to hobby jest, a nie ciężka praca”. Zawsze mnie takie podejście do modelarstwa dziwiło (i nadal dziwi), ponieważ cierpliwość z modelarstwem jest tak ściśle związana, jak kot ze swoim ogonem I to niezależne od wymogów, jakie sobie stawia modelarz. Bo jednemu do zrobienia modelu potrzeba jej więcej, innemu mniej. Tylko na ogół jest tak, że ci co mają jej więcej, to robią lepsze modele do tych, co mają jej mniej. Poznałem wielu wybitnych modelarzy i jakoś nie mogę wśród nich znaleźć ani jednego, który ma tej cierpliwości mało. Co więcej, każdy z nich uważa, że robienie modeli to momentami jest ciężka praca. Nawet bardzo ciężka. I cały modelarski fun czerpią właśnie z tej ciężkiej pracy. Ale teraz pewnie nie wypada się do czegoś takiego przyznawać, gdyż nowoczesne hobby ma się równać z łatwe i przyjemne.
  10. Moim zdaniem zrobienie nawet najbardziej ambitnego dzieła modelarskiego to nie jest coś, co wymagałoby przysłowiowych wieloletnich studiów w Massachusetts Institute of Technology, czyli to nie jest dziedzina, która stawia wymogi niemożliwe do osiągnięcia nawet przeciętnie uzdolnionemu dorosłemu człowiekowi. Jeśli ktoś ma naprawdę ochotę robić owe ambitne dzieła, to opanowanie niezbędnej technologicznej wiedzy praktycznie może uzyskać budując nawet swój pierwszy w życiu model. Właściwy problem leży „w innym miejscu”. Otóż wielu modelarzy przyznaje się do braku cierpliwości. Ale cierpliwość to nie jest cecha nabyta genetycznie, więc trzeba nauczyć się ją w sobie wyrabiać. A to jest, niestety, dużo trudniejsze niźli opanowanie całej tej „modelarskiej wiedzy tajemnej”. W wyrabianiu cierpliwości pomaga motywacja/chęć/potrzeba zrobienia tego ambitnego dzieła. Oba te aspekty muszą z sobą „zatrybić” - bez silnej motywacji może człowiekowi nie starczyć cierpliwości, a bez cierpliwości nawet największa motywacja nic nie da. A co to jest to „ambitne dzieło”? Dla jednego będzie ono poprawnym sklejeniem i pomalowaniem zestawu, a dla innego zrobieniem jakiegoś niesamowitego modelu scratch. Jak powiedział kiedyś wybitny alpinista Gaston Rebuffat: - „każdy ma swój prywatny Matterhorn do zdobycia”. Czyli dla jednego będzie to wejście np. na Babią Górę, dla innego na Mont Everest. Ważne, że obaj mają z tego radość. Więc oby robienie modelu sprawiało przede wszystkim radość. Reszta to są już indywidualne, absolutnie prywatne wybory… niekiedy tak skrajnie różne, jak ta Babia Góra i Everest.
  11. Ponieważ widzę, że zainteresowała Was relacja z malowania silników Mi-6 i informacja o tensocromach, to może kilka uwag nie zostanie potraktowane jako OT do wątku Kolegi Observera. Pierwsza sprawa to nie do końca prawdą jest, że: Tensocromy pomagają imitować różne efekty (podałem je w swojej relacji, do której link został tu załączony przez Kol. Arka.) Nie są dosłownie „przezroczyste”, lecz po nałożeniu na jakąś pomalowaną powierzchnię pozostają transparentne, czyli prześwieca przez nie kolor, na który zostały nałożone. Im większą ilość warstw tensocromu nałożymy, tym bardziej intensywna staje się jego barwa. To pozwala cieniować malowaną powierzchnię. Półprzezroczysty tensorom to tzw. Medium (w istocie ma raczej kolor zbliżony do lekko rozwodnionego mleka). Umożliwia zrobienie sobie własnej palety kolorów tensocromów za pomocą pigmentów, sproszkowanych pasteli, albo wymieszania z innymi farbami z zestawu Lifecolor (być może z farbami innych firm też można go mieszać, ale tego nie próbowałem – nie miałem takiej potrzeby). Chcę również zaznaczyć, że zdecydowanie lepiej tensocromy rozprowadza się na powierzchniach pokrytych lakierami matowymi. Na meralizerach, niestety, kładą się one najtrudniej. Do efektów przegrzanej blach konieczne jest zastosowanie aerografu żeby uzyskać płynne przejścia warstw bardziej intensywnych w mniej intensywne. Wspomniane Medium ułatwia nakładanie tensocromów na metalizery– wtedy służy jako coś w rodzaju podkładu. Wypada także zwrócić uwagę – co zaznaczyłem również w relacji na www.modelarstworedukcyjne.pl , że tensocromy nie są jakąś „cudowną miksturą”, która „od razu” wywołuje jakiś efekt. Jest to jak najbardziej doskonały wyrób, ale radzę – zanim ktoś zacznie coś robić z nimi na modelu – poćwiczyć „gdzieś na boku”. Ja to robiłem na starych długopisach i kawałkach plastiku pokrytych różnymi kolorami farb, którymi maluję swój model. I przyznam uczciwie, że na początku niespecjalnie mi to wychodziło. Wykonałem sporo prób, zanim udało mi się zapanować nad tymi specyfikami. Ważne jest przede wszystkim ustalenie doświadczalne, ile warstw tensocromu należy nałożyć na daną powierzchnię, żeby uzyskać taki efekt, jaki się chce, a nie jakiś przypadkowy. To tyle uwag o tensocromach z mojej strony. Mam nadzieję, że pomogłem, a nie tylko zaśmieciłem wątek. Pozdrawiam Andrzej Ziober
  12. O Su-22 wydaliśmy AeroPlana z płytą CD - jest tam praktycznie wszystko, żeby zrobić dobry model. Schematy malowań i setki zdjęć też są. Plus sporo informacji o zestawach uzupełniajacych. Pozdrawiam Andrzej Ziober
  13. Kermit napisał: To popatrz na te "przedmiotowe" kamienie i na to, co poukładałeś. Te Twoje kamienie Kermit też Ci nie wyszły – same kolorowe „okrąglaki” tam poukladałeś. Przecież to nie problem wyjść przed dom i poszukać trochę bardziej odpowiednich kamyków i trochę je podmalować. Przyjrzyj się człowieku krytycznie temu, co zrobiłeś. Siądź sobie do komputera i pooglądaj dioramki w necie, a potem próbuj to naśladować. Może w ten sposób łatwiej będzie Ci nauczyć się czegoś, co będzie "trochę bardziej" dioramą. Tu masz dwa losowo wybrane przykłady zupełnie przyzwoitych dioram, które w ciągu 10 sekund znalazłem na Modellversium. http://www.modellversium.de/galerie/artikel.php?id=1880 http://www.modellversium.de/galerie/artikel.php?id=123
  14. Hmmm! Może najpierw wyjaśnię, dlaczego wymiękam. Otóż Kermit napisał wcześniej, że upiera się na „piaskową” dioramę, żeby zebrać doświadczenie do innej, morskiej dioramy, którą ma w planie. Otóż nie widzę najmniejszej logiki w czynności posypywania luźnym piaskiem podstawki i modelu ze „zbieraniem doświadczeń do budowy jakiejkolwiek dioramy”. Po prostu nie widzę. Ale jednocześnie nie chciałbym żeby poczucie humoru, które może wzbudzać to, co zaprezentował Kermit przekroczyło cienką granicę i nie stało się naigrawaniem z jego relacji. Każdy bowiem zaczyna eksperymenty modelarskie na różne sposoby, czasami bardzo profesjonalnie, a czasami... no trochę... mniej profesjonalnie. Gdy wystartowałem w pierwszym swoim konkursie modeli redukcyjnych, zaprezentowałem tam takie „prace”, że sędziowie ponoć mało nie umarli ze śmiechu. Ale zachowali się bardzo pedagogicznie i postanowili dać mi „w nagrodę” dyplom „za kolekcję”. Jak mnie zmobilizowała ta „nagroda”? Pewnie niektórzy wiedzą. Dlatego, ile razy nachodzi mnie ochota, żeby się trochę powyzłośliwiać nad czyjąś nieudolnością, to staram się przypomnieć sobie początek swojej własnej drogi do modelarstwa. Innym też to radzę. Przepraszam za lekko belferski ton, ale niektóre typy po pięćdziesiątce to tak mają. Ja, niestety, mam.
  15. Kermit, a teraz powiedz szczerze - Ty sobie z nas tu caly czas jaja robiłeś, czy to było na poważnie? Bo jak to pierwsze, to doceniam studenckie poczucie humoru, ale jak to drugie to... wymiękam
  16. Jacku zdaje się, że niechcący wyciąłeś istotne wyjaśnienie Kermita, że ten piasek na dioramie jest tam... luzem Jak dla mnie to Kermit nie słyszałeś o tym, że można go przykleić np. wikolem?
  17. PKD4GA napisał: To o czym myślisz występuje pod nazwą „modele fantazyjne” (nie mylić z fantasy). Tylko, że nikt tego nie traktuje w kategoriach „modelarstwa”, lecz jako coś w rodzaju dowcipu i zabawy z wyobraźnią za pomocą modelarskiego warsztatu i akcesoriów. I ocenia się właśnie dowcip i wyobraźnię. Czyli nic, co by z oceną modelarską miało cokolwiek wspólnego. Chociaż na imprezach modelarskich jest to niekiedy pokazywane i nawet nagradzane, to jednak robi się to wyłącznie dlatego, żeby modelarska impreza nie była tylko takim dętym sztywniactwem, lecz żeby trochę humoru do niej wprowadzić. A określenie „diorama modelarska” ma swą definicję: jest to przestrzenna wizualizacja rzeczywistości przedstawiona w pomniejszeniu (zawierająca zabudowania, elementy przyrody, ukształtowanie terenu, figurki postaci i inne obiekty) przedstawiająca jakieś konkretne wydarzenie. I czasami dla uściślenia i ułatwienia oceny dzieli na kilka klas i kategorii. Prosto, krótko i treściwie. Ktoś kiedyś powiedział, że po to definiujemy wszystko, co na świecie występuje, by np. pupa z kupą nam się nie myliła i żebyśmy wiedzieli, że wycierać mamy to pierwsze, a to drugie spłukiwać wodą (a nie na odwrót). Zdaje się, że dotychczasowe wypowiedzi większości uczestników wynikały z faktu, że Kermit zapowiedział budowę dioramy modelarskiej. W swojej poprzedniej wypowiedzi tego się trzymałem. Ale skoro o wrażeniach teraz mówimy, to faktycznie nikomu nic do tego, z czego Kermit czerpie radość i można się jedynie razem z nim cieszyć, że zrobił coś, co mu przyjemność sprawiło. Więc brawo Kermit!
  18. Rozumiem Kermit Twój zapał twórczy i nawet ten upór w robieniu czego po swojemu, mimo różnych rad bardziej doświadczonych modelarzy. Rozumiem, gdyż jeszcze pamiętam, że jako dzieciak przerabiałem nomen omen też Iskrę na... Spitfire. Ale to były lata 1960-te ubiegłego wieku i o prawdziwym modelu Spitfire mogłem sobie jedynie pomarzyć w snach. Nie miałem także wówczas dostępu do dokumentacji, jedynie kilka książek - wspomnień pilotów z pojedynczymi zdjęciami niskiej jakości, które budziły moją „modelarską wyobraźnię”. Ale przede wszystkim nie miałem najmniejszej możliwości w kontaktowaniu się z takimi samymi jak ja (ale bardziej doświadczonymi) zapaleńcami modelarstwa. Kombinowałem więc samotnie, robiąc rozmaite potworki modelarskie. Ale dziś, gdy jest Internet, gdy są książki (w tym monografia Iskry), gdy masz do dyspozycji rozległe doświadczenie Kolegów z Forum, którzy Ci rozsądnie doradzają, mogłeś ucząc się technologii robienia dioramy przy okazji bez większego kombinowania i nadmiernego wysiłku zrobić prostą dioramkę przedstawiającą prawdziwą sytuację Może nie wyszłoby Ci to od razu rewelacyjnie, ale przy okazji skonfrontowałbyś się sytuacją, gdy trzeba nie tylko coś posklejać, by zadbać o realizm wyglądu modelu, ale nauczyć się budować realizm sytuacji, co w przypadku dioram jest najtrudniejsze. Bo modelarstwo (niezależnie od tego, czy jest to hobby, czy jakiś wyczyn) zawsze wiąże się ze staraniem do osiągnięcia realizmu. Tym się m.in. różni ono od zabawy w piaskownicy, że ludzie usiłują zrobić coś co istniało, lub istnieje w rzeczywistości w jakiejś skali pomniejszenia! Cały dowcip polega na tym, że byłeś bardzo blisko, żeby tę podstawową cechę modelarstwa osiągnąć przy tej konkretnej pracy. A tak wyszło Ci coś abstrakcyjnego, co bardziej przypomina zatopioną Iskrę na dnie morza, a nie jej awaryjne lądowanie. I nie chodzi o to, że zabrakło Ci doświadczenia, że je dopiero zdobywasz, tylko o to że nie do końca słuchałeś rad Kolegów. Forum to jest naprawdę bardzo mądry wynalazek, jeśli się z niego korzysta umiejętnie, gdyż dzięki wielu ludziom, którzy angażują tu swój czas bezinteresownie, młody niedoświadczony modelarz może zyskać szybko znakomitą pomoc. I warto to docenić. Warto też z tej pomocy czerpać bardziej, niż Ty skorzystałeś. We wspomnianych latach 1960 dałbym wiele, żeby mieć szansę porozmawiania w taki sposób, jak próbowali z Tobą rozmawiać Maxek, Spiton, Jawkers, Grzes i inni. Nauczenia się tej umiejętności korzystania z rad kolegów modelarzy życzę Ci równie mocno jak zdobywania modelarskiego doświadczenia... ... i serdecznie Cię pozdrawiam Andrzej Ziober
  19. To nic strasznego. Możesz delikatnym dłutkiem albo pilnikiem zrobić rowek (oby nie na wylot) w wewnętrznej stronie niezwichrowanej połówki skrzydła. Następnie wklej tam na cyjanoakryl pręt stalowy (np. kawałek szprychy rowerowej – musi być dłuższy, niż długość odkształcenia!). Jak spoina wyschnie i zespolenie będzie sztywne, doklej „odkształconą” połówkę – podczas schnięcia zastosuj klamerki dociskające, albo owiń całość nicią. Po sklejeniu usztywniona połówka będzie trzymać tę odkształconą we właściwej pozycji. Generalnie w przypadku dużych (długich) skrzydeł warto wkleić w nie dźwigary usztywniające zrobione z kawałków plastiku z przyklejonymi do nich blaszkami metalowymi (np. miedzianymi – nie muszą być grube – 0,1 mm wystarczy). Blaszka będzie działać jako usztywnienie w grubszych partiach skrzydła, a szprycha metalowa w tej cieńszej, gdzie już profil dźwigara byłby zbyt wiotki. Wskazane jest, by element dźwigara był połączony z opisanym wcześniej prętem (szprychą). To dodatkowo wzmacnia i stabilizuje, nawet bardzo pracujące skrzydło. Możesz również naciąć od środka połówkę odkształconą i podczas klejenia dogiąć ją do połówki nieodkształconej – ale ten sposób nie gwarantuje zachowania symetrii i z czasem też mogą powstać jakieś odkształcenia. Nie próbuj tego prostować na gorąco! Pozdrawiam A. Ziober
  20. Niema takiego przypadku, by Iskry lądowały na pasach takich, jak przedstawiony na zdjęciu. Kermit masz sporo wyobraźni i inwencji, ale koniecznie chcesz ją wykorzystać po to, żeby stworzyć jakąś sytuacje abstrakcyjną. Ja Ci proponuję taką sytuację, która miała miejsce w rzeczywistości . Naprawdę zdobądź się na ten mały wysiłek i poszukaj trochę w prasie lotniczej, a znajdziesz tam zdjęcia z wypadków lotniczych, w których to, czym dysponujesz z zestawu modelu wystarczy, żeby zrobić dobrą dioramę! i na tyle nieskomplikowaną, że może sobie z nią poradzić nawet modelarz mający niewielkie doświadczenie. Zrobienie samodzielnie elementów osłony kabiny, jak Ci napisał Maxek nie jest trudne. Przy okazji nauczysz się czegoś nowego. Ale oczywiście to tylko propozycja. Można ją wykorzystać lub nie.
  21. Proponuję Ci inną scenografię. Musisz zrobić kawałek pasa startowego w rogu dioramy. To nie jest trudne – wystarczy wyrzeźbić go z plastikowej płytki i pomalować szarymi odcieniami imitującymi beton. Resztę podstawki pod dioramę wykonać jako nawierzchnię trawiastą. To też zrobisz bez problemu – „trawę” kupisz w każdym sklepie modelarskim, a wikol do klejenia również jest powszechnie dostępny. Trochę drobnego piasku też się przyda – zaimituje zrytą ziemię z zerwaną trawą. A jaki scenariusz wydarzenia? Iskra ląduje, przyziemia prawidłowo i w czasie dobiegu, już na małej prędkości następuje awaria podwozia (pęka opona , składa się goleń lub coś w tym rodzaju). Wtedy samolot wypada z pasa i po przeszorowaniu na brzuchu, zastyga na jego obrzeżu. Przewaga takiego scenariusza – to REALNA sytuacja (takie zdarzenia miały miejsce, wystarczy sięgnąć do literatury, a znajdziesz nie tylko opisy, ale także i zdjęcia, które mogą stanowić nawet podstawę rozsądnej dokumentacji merytorycznej dla takiej dioramy), a nie jakie SF proponowane dotychczas. Pomysł, w którym Iskra „sama ląduje” na piachu po awaryjnym opuszczeniu kabiny przez załogę w powietrzu, to absolutna bzdura. Samolot ten po awarii silnika i wytraceniu prędkości miał w locie szybowym „cechy aerodynamiczne” cegły! Czyli realistyczną dioramę takiego „lądowania” należałoby zrobić przy użyciu młotka (starannie porąbać model i rozrzucić go na podstawce, ewentualnie jakiś duży dół w pobliżu wyprofilować w podstawce). Również drugi scenariusz raczej mało prawdopodobny – wprawdzie jakieś logiczne podstawy już w tym scenariuszu wstępują, ale tak jak stwierdził sam Autor, załoga musiałaby mieć dużo szczęścia. Tak dużo, że prawdopodobieństwo takiego lądowania bez rozbicia samolotu jest bliskie zeru. Po co jednak tworzyć sytuacje abstrakcyjne, skoro jest tak wiele możliwości wykorzystania zestawu Iskry do realistycznej dioramy. Dodatkową zaletą tego, co Ci proponuję jest możliwość potraktowania Twojej dioramy, jako „rozwojowej”. Z czasem możesz dostawić do tej scenki jeszcze pojazdy (np. wóz strażacki, sanitarkę lub ciągnik do usunięcia uszkodzonego samolotu), ludzi (np. członkowie Komisji Badania Wypadków Lotniczych)... i tu przyda się wyobraźnia, ale działająca w konkretnych realiach. Możesz również zrobić model w taki sposób, żeby osłonę dziobową można było zdemontować i gdy zdobędziesz zestaw do waloryzacji, wykorzystać go do wzbogacenia wyglądu modelu. Powstanie coś ładnego, atrakcyjnego wizualnie i REALISTYCZNEGO. Jak napisałem wcześniej – wystarczy sięgnąć po „literaturę faktu”. Przy okazji zapoznasz się z elementami konstrukcji tego samolotu, co z pewnością zaprocentuje w przyszłości. Pozdrawiam Andrzej Ziober
  22. Andrzej Ziober

    SU-22 1/48

    W AeroPlanie 5/6 2002 masz nie tylko pełną dokumentację zdjęciową, ale jeszcze przy okazji będziesz wiedział co i jak się nazywa i do czego służy - prawie 1000 zdjęć detali i wiele przykładów różnych malowań + info o zestawach do waloryzacji. Pozdrawiam A. Ziober
×
×
  • Dodaj nową pozycję...

Powiadomienie o plikach cookie

Umieściliśmy na Twoim urządzeniu pliki cookie, aby pomóc Ci usprawnić przeglądanie strony. Możesz dostosować ustawienia plików cookie, w przeciwnym wypadku zakładamy, że wyrażasz na to zgodę.