W rzeczy samej. Rosjanie przecież będą instalować, szkolić personel i testować sprzęt na miejscu w Turcji. Gdyby przy tym mieli dostęp do F-35 (bo dlaczego by mieli nie mieć), to łatwo zgadnąć czym by się to skończyło.
Co do nas, to przecież to kompletnie bez sensu, w końcu F-35, jak wszystkie myśliwce, ma za zadanie przede wszystkim przenikać do przestrzeni wroga, więc jakiekolwiek macanie go zdalnie przez Rosjan zostało raczej uwzględnione przy jego konstruowaniu. W końcu też i stacjonowanie tych maszyn w pobliżu granic z potencjalnym wrogiem (nie tylko przecież z Rosją) jest z góry zakładane dla każdej ofensywnej maszyny. Gdyby tak łatwo było rozgryźć tajemnice najbardziej zaawansowanych maszyn, to zarówno F-22 jak i F-35 powinny być zamykane w bunkrach na klucz i przyłożone kamieniem, no bo inaczej Rosjanie ich zmacają i trzeba będzie wymyślić od nowa F-37.
Gdyby Amerykanie nie chcieli nam tego sprzętu ożenić, to LM nie prowadziłby takiej intensywnego lobbingu od kilku lat. A oni to chyba dobrze wiedzą komu mogą, a komu nie mogą sprzedawać swoich samolotów.