Skocz do zawartości

Hubert Kendziorek

Użytkownicy
  • Liczba zawartości

    1 342
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

  • Wygrane w rankingu

    10

Zawartość dodana przez Hubert Kendziorek

  1. Tak, gąsienice HB - wszystkie, z którymi miałem do czynienia - są okropne, wyzwaniem jest w ogóle ich złożenie, każde ogniwko trzeba doszlifować (np. te do prototypów VK 30.01, Toldiego), a nabicie ich na zęby koła napędowego do jeszcze inna historia.
  2. Krótko potem w 2018 roku na model spadła z półki książka, zrzucając go z gabloty na ziemię. Części się rozsypały, koła, gąsienice, blaszki, ułamane lufy... klnąc jak szewc zapakowałem do pudełka i wsadziłem do szafy. Niedawno przy porządkowaniu rozpoczętych modeli postanowiłem poskładać drania. Nic nie brakuje, jak się okazało - więc jednak go niebawem skończę. Brudzenie jest na bardzo wczesnym etapie, to zupełnie nie tak ma wyglądać docelowo.
  3. Po walce z kokpitem zmęczyłem się tym modelem i poszedł w odstawkę. W ubiegły weekend jakoś wpadł mi z powrotem w ręce, więc pomyślałem, żeby nieco posunąć prace do przodu. Efektem posunięcia jest to, co widać na załączonych obrazkach. Spasowanie elementów płata, szczególnie na spodzie, jest wręcz dramatyczne. O ile otwór, mimo wyraźnie owalnego kształtu, przypadkowo chyba pasuje do przezroczystej osłony radarów dopplerowskiego i panoramicznego (ta część też nie jest okrągła), to powstanie w tym miejscu tak dużej szczeliny zaskakuje. Będzie trzeba sztukować. Do tego ponad milimetrowej szerokości szczeliny w części tylnej. Zalane CA i po pierwszym szlifie. Korekty wymaga też przejście kadłuba w skrzydło po prawej stronie, kąt natarcia skrzydła i owiewki przy wlocie nie jest identyczny. W wielu miejscach zapadliska do szpachlowania. Jak widać z powyższego, model stawia opór. Trzeba się naprawdę zawziąć w sobie, żeby nim o ścianę nie rzucić, bo coraz mocniej się zastanawiam, czy skórka jest warta wyprawki.
  4. Bardzo dziwne, ja do dzisiaj pamiętam swoje rozczarowanie po rozpakowaniu pudełka z IŁ-2 od Plastyka. Po Łosiu, to był duży krok wstecz. Ja bym go zamienił nawet za pół, za ćwierć Hasegawy, ale że nie miałem z kim, to musiałem go skleić. Brrrr.
  5. A, faktycznie, na niektórych zdjęciach widać zieleń. Rzeczywiście, bardzo ciemne wyszły i na większości zdjęć wydaje mi się, jakby były czarne. Dzięki!
  6. Śliczny samolot, bardzo udany model, przyłączam się do opinii powyżej. Zafrapowały mnie czarne golenie podwozia. W sumie sam nie wiem, inne Kobry z tej jednostki miały golenie pomalowane na czarno i miejscowo odrapane do metalu. Może to kwestia czasu wykonania fotografii? Dociekliwość wywołana nagłą chęcią, żeby sobie podobną Kobrę zrobić. Mam sentyment do tego modelu, bodaj drugi mój model malowany aerografem, będzie ze trzynaście lat temu... jak ten czas zasuwa. Pozdrawiam Hubert
  7. W Google wiele konkretów nie ma. Ale na mojego bloga wrzuciłem co nieco z tego, co udało się ustalić czy choćby uprawdopodobnić. I inne zdjęcia modelu. Zapraszam Pozdrawiam serdecznie, Hubert
  8. Zazdrość jest tu nieuzasadniona zupełnie... Ja właśnie wróciłem z urlopu. Chyba, że zazdrościsz, że wracam do kieratu ?. To wtedy spoko, taka zazdrość może budować.
  9. Pytanie, czy nasze L-14 z drugiej serii dostaw je miały? Na znanych mi zdjęciach nie widać. Też przepatrzę instrukcję, ale to jak wrócę z urlopu, właśnie w trasie :).
  10. Na dziobie jest dodany reflektor. Po zalaniu Micro Cristal Clear może nie rzuca się w oczy. Było tam jeszcze oprócz tego światło ostrzegawcze? Dzięki za komentarze Hubert
  11. Kilka zdjęć z warsztatu. Więcej zdjęć i trochę historii na moim blogu. Pozdrawiam Hubert
  12. Inspiracja: Fotki stąd oraz z forum Odkrywca.pl. Model Lockheeda Hudsona w małej skali MPM wydał w 2006 roku, później pojawiły się reedycje, także pakowane przez inne marki: Italeri, Revell. Mój egzemplarz to A-29/PBO-1 Hudson wydany pierwszy raz w 2010 roku, który pasował ze względu na dodatkową ramkę z silnikami i ich osłonami właściwymi dla naszych L-14H. Typowy shortrun z tamtych lat, dość „mydlane” detale, uproszczenia, kiepskie spasowanie, geometria swoista. Do tego z jednego pudła można wykonać wiele wersji samolotu, włączając cywilną Super Electrę – co ma swoje konsekwencje w utrudnieniu budowy (dodatkowe wyzwania w zakresie dopasowania). Lista dodatków i modyfikacji jest spora. Żywiczny kokpit z CMK, dorobione z drucika i profili Plastruct wolanty, dorobiona ścianka do kabiny pasażerskiej z drzwiami, w kabinie fotele (z Ju-52) i pasy od Eduarda, siatki na bagaże nad fotelami, imitacje nawiewów, nowa ścianka i drzwi z kabiny pasażerskiej do toalety. Otwarte i dorobione z Hipsu nowe drzwi wejściowe z oszkleniem. Część nosowa nie pasowała szerokością i kształtem przekroju poprzecznego do kadłuba, trzeba było piłować i szpachlować, była też zbyt zaostrzona – pilnik znów poszedł w ruch. Część ta pozbawiona była linii podziałowych, które trzeba było wykonać samodzielnie, podobnie jak inne linie podziałowe właściwe dla cywilnej Super Electry, zwłaszcza luki bagażowe. Dodałem też imitację nitów, prawie nie widać, ale to jest OK. Oszklenie kabiny pilota i radiotechnika wykonane zgodnie ze zdjęciami oryginalnej maszyny, jako przeszklone także od góry, ale inaczej, niż w Hudsonach – okna są mniejsze, ramy górnej części oszklenia płaskie i szersze. Ponadto dorobione zostały deflektory na wiatrochronie. Koła wymieniłem na żywiczne z CMK do P-51D Mustang w 1:48, z odpowiednim wzorem bieżnika, zgodnym z montowanym na polskich L-14 z drugiej partii dostaw, czyli Goodrich Airplane Silvertowns. Są nieco chude i małe, ale nie razi to zanadto w finalnym wyglądzie. Kołpaki starałem się wykonać na wzór tych ze zdjęć SP-BPM. Dodane także światła pozycyjne na końcach skrzydeł i ogonie (trzeba było spiłować wybrzuszenie proponowane w tym miejscu przez MPM), instalacja zrzutu paliwa i pod dziobem dwa maszty: instalacji radiowej oraz rurki Pitota. Lodochrony standardowo były na wyposażeniu L-14H i standardowo były montowane lub demontowane zależnie od pory roku. Informację na ten temat można znaleźć w instrukcjach obsługi L-14. Dlatego na zdjęciach z września 1939 mogło ich jeszcze nie być, a przed czerwcem 1940 pewnie nikt nie zdążył ich zdemontować. Uznałem też, że modelarsko nie może się obyć bez instalacji antenowej, linki Uschi 0,02 mm. Zapraszam do galerii. Pozdrawiam Hubert
  13. Jadar Hobby tym kiedyś handlował, ale jeżeli nie, to poszukałbym w Rosji albo na Ukrainie, nie musi być wcale drogo ani długo, w marcu kupowałem Ła-15 w Mars Models, za wysyłkę wyszło 9 EUR i przyjechało bodaj w dwa tygodnie.
  14. Skończony, w sam czas - właśnie dojechał Re.2000 ze Special Hobby, będzie następny Włoch do kolekcji. Re.2005 ze Special Hobby zaczeka jeszcze na swoją kolej. Co się zaś tyczy Re.2005 od Sworda, model śmiało mogę polecić każdemu fanowi włoskiego lotnictwa. Przyjemnie zdetalowany (np. żywiczne lufy robią świetne wrażenie), aczkolwiek bez odstraszającej przesady, dobrze spasowany i mimo, że niektóre szczegóły pozostawiają pewien niedosyt (wyloty luf na masce silnika chyba największy), całościowo oceniam model na mocne 4 w starej pięciostopniowej skali. Od siebie dodałem niewiele, jakąś rurkę w kokpicie, lufy z mosiężnych rurek, instalację antenową (linka Uschi 0,02 mm, izolatory z wyciągniętego nad ogniem patyczka kosmetycznego). Całość płatowca przenitowałem na podstawie szablonu z dostępnych planów. Malowany farbami MRP i Lifecolor. Washe MW, pigmenty AK. Zapraszam do galerii.
  15. No to śmigło, maszt radio, pitot... jeszcze trochę brudu, kolorki na pozycyjne, oczyszczenie uchylnej części limuzyny kabiny z kleju i kończę go.
  16. Na chwilę Re.2005 poszedł w odstawkę z uwagi na inne rozpoczęte budowy, ale teraz wraca, z zamontowanym podwoziem, światłami pozycyjnymi (jeszcze nie pomalowane), pryśnięty matem.
  17. Na kadłubie nity powinny być widoczne, ale nienachalnie, moim zdaniem w tej skali tak zupełnie bez nich będzie trochę łyso, płasko. Chyba bym przejechał nitowadłem. Przy okazji, linie podziału Dragonowi dość szeroko wyszły. Dobra robota. Pozdrawiam Hubert
  18. Model rozgrzebałem w maju 2016 roku. Po czterech latach chcę zamknąć tą budowę, której nie mogę niestety zaliczyć do udanych. Wszystko szło opornie, ale nawet niedolana osłona silnika, brak blaszek w pudle, które miały tam być, nie wstrzymywały mnie z pozytywnym myśleniem o tym modelu, do czasu zdjęcia masek z oszklenia... razem z większością ram oszklenia, za to został klej spod masek. To przechyliło czarę goryczy i model wylądował na kwarantannie. W końcu trzeba jednak go skończyć, żeby zmniejszyć choć trochę liczbę modeli w budowie. Przez chwilę myślałem, czy się nie cofnąć, zerwać to oszklenie i zrobić jeszcze raz, ale jednak nie. Po prostu, zrobię go kiedyś jeszcze raz, mądrzejszy o wszystkie doświadczenia. Zatem polska Czajka ląduje w galerii, nie po to by budzić zachwyty, ale po to żeby model uznać za gotowy, mimo wszystkich miejsc, które można by jeszcze poprawić. Malowany Hatakami. Przenitowany, dorobione lufy km pilota, blaszki do Karasia. Powinien być chyba zdwojony km strzelca, ale nie bardzo miałem koncepcję, jak mogła wyglądać obrotnica. Uprzedzając pytania: szachownice na skrzydłach są, jak należy. Pozdrawiam Hubert
      • 5
      • Like
  19. Percival Proctor o numerze seryjnym H.32 został zbudowany przez firmę F. Hills and Sons jako Mk. II, a do standardu Mk. III został przebudowany, będąc jeszcze w służbie wojskowej w RAF, jako BV538. Po wojnie został w 1947 roku sprzedany w ramach demobilizacji firmie Southern Aircraft (Gatwick) Ltd. , z rejestracją cywilną G-AJTS, by dwa lata później trafić w prywatne ręce pana Charltona Higgsa z Reading. Niedługo potem pan Higgs sprzedał go za 400 funtów dwóm przyjaciołom z Nowej Zelandii – byli to Phil Lightband i Peter Hobart. Maszyna miała być w Nowe Zelandii sprzedana z zyskiem. Maszynę przemalowano, przerejestrowano na ZK-ATW i w grudniu 1949 wyruszyła w podróż do Nowej Zelandii, która trwała aż sześć tygodni, częściowo lotem, pod koniec (z Sydney do Auckland) drogą morską. Ponownie zmontowany w Auckland, ZK-ATW przeleciał do New Plymouth, gdzie odkupił go ojciec Phila, Herbert. Niestety, niespełna dwa lata później maszyna doszczętnie spłonęła w pożarze hangaru. Rys historyczny i zdjęcia z kolekcji p. Petera Lewisa zaczerpnięte ze strony: https://rnzaf.proboards.com/thread/21790/new-zealand-percival-aircraft?page=3 Zestaw Dora Wings składał się bardzo przyjemnie – dość dobrze dopasowane części, niewielkie nadlewki – ale i drobne niedolania też się zdarzyły, szczególnie na lotkach. Zbudowany prosto z pudła, z wykorzystaniem blaszek z zestawu. Świetnie sprawiły się kalkomanie (zwłaszcza srebrne paseczki). Model na pewno wart zainteresowania, ale nie poleciłbym go początkującym modelarzom. Malowanie farbami Mr.Hobby H33 i Dark Aluminium z serii Vallejo Metal Color. Ślady eksploatacji to pigmenty Dark Earth i Smoke oraz olejny Engine Oil od AK. Zapraszam do galerii. Pozdrawiam Hubert
  20. Oby, oby. Zacząłem działać z washami i innymi olejnymi specyfikami. Doklejone też wydechy.
  21. Nie ma prawa nic się zerwać, zwłaszcza w przypadku farb MRP.
  22. Nie powstrzymałem się i jednak kupiłem te maski Montexu. Nie żałuję.
  23. Obstawiam kombinację dwóch przyczyn: zbyt gęsta farba, zbyt duże ciśnienie. Farba schnie w locie i osiada na malowanej powierzchni w postaci grudek. Kurz to oczywiście też poważny problem, ale objawia się inaczej. Trzeba dbać o czystość i trzymać modele w pudełkach.
  24. Jak to u HB, mieszanka wersji, dziwne uproszczenia, np. puste wloty powietrza do silników, problemy wymiarowe. I pamiętam jeszcze słabe spasowanie góry i dołu kadłuba, co jak na dość nowy (kilka lat temu) model było sporym rozczarowaniem, chyba że tylko mój tak miał. Oczywiście, w 1:72 nie ma nic lepszego, ale chciałoby się mieć.
  25. Jeżeli w 1:72, cóż - oba modele są bardzo słabiutkie, aż dziw bierze, że ktoś nie zrobi porządnej miniatury według dzisiejszych standardów (HB pominę milczeniem), to moim zdaniem jedna z najładniejszych współczesnych maszyn.
×
×
  • Dodaj nową pozycję...

Powiadomienie o plikach cookie

Umieściliśmy na Twoim urządzeniu pliki cookie, aby pomóc Ci usprawnić przeglądanie strony. Możesz dostosować ustawienia plików cookie, w przeciwnym wypadku zakładamy, że wyrażasz na to zgodę.