Ipkinss
Użytkownicy-
Liczba zawartości
809 -
Rejestracja
-
Ostatnia wizyta
Typ zawartości
Profile
Forum
Galeria
Pliki
Kalendarz
Blogi
Zawartość dodana przez Ipkinss
-
Hej! Uff... 3 godziny bojów z kalkami Academy. Miałem co do nich sporo obaw ale nie było tak źle. Zdecydowanie najgorszej jakości są amerykańskie kokardy. Słabo reagują na płyny i mają lekkie przesunięcia barw. Będę nad nimi jeszcze pracował. Potem wezmę się za kolejne etapy malarsko-weatheringowe Pozdrawiam Ipkinss
-
Witam! Drugi kolor górnego kamuflażu nałożony. Teraz kolejna porcja maskowania i można malować zielenią, a potem moment prawdy... dzidas71! Morane pojawia się od czasu do czasu na aukcjach. Warto sprawdzać portale na bieżąco. Ja swojego zdobyłem właśnie w taki sposób. Też polowałem na niego jakiś czas. Pozdrawiam Ipkinss
-
Witam! Na postshading mam trochę za kiepski aerograf... Nie chcę sobie popsuć malowania, bo jestem z niego zadowolony crustian! No cóż, może i nie Polak ale dzięki niemu zyskałem moc by wrócić do polskiego MS.406 Poza tym, Helldiver zawsze mi się podobał A tymczasem model został pokryty sidoluxem. Wykonałem też obicia srebrną kredką. Nie ma ich za wiele bo ze zdjęć wynika, że o Helldivery dbano. Kilka obić jeszcze dojdzie po przyklejeniu kalek. Pozdrawiam Ipkinss
-
Hej! Prace nad MS 406 ponownie ruszyły. Model ma pomalowany spód oraz pierwszy kolor góry. Póki co nie wygląda to zbyt atrakcyjnie ale mam nadzieję, że efekt końcowy będzie OK. Prawdziwa zabawa z malowaniem dopiero się zacznie kornik_69! Tak właśnie planowałem się za to zabrać. Cieniutkie wałeczki Blu tacka i do dzieła! Godziny maskowania i 2 minuty malowania Aha poskładałem również podwozie z Partowskich blaszek. Pozdrawiam Ipkinss
-
Witam! Zakładam krótki wątek warsztatowy w ramach powrotu do modelowania po przerwie Sklejanie tego modelu to sama przyjemność. Nie użyłem nawet krzty szpachli. Spasowanie elementów jest świetne. Zestaw godny polecenia każdemu kto chce wykonać jakiś bezproblemowy i atrakcyjny model. Lotnictwo US Navy to zupełnie nie moja działka, ale ten model napełnia mnie bardzo pozytywną energią. Dzięki temu "bezboleśnie" powróciłem do zarzuconych projektów Mój Helldiver jest już pomalowany, zatem warsztat pokaże tylko prace wykończeniowe (chciałbym popróbować pewnych technik). In-box zestawu znajdziecie tutaj --> http://modelwork.pl/viewtopic.php?f=66&t=16448&hilit=+helldiver Fotki: Pozdrawiam Ipkinss
-
Witam po długaśnej przerwie! Nie było mnie 4 miesiące! Nawet nie wiem kiedy ten czas zleciał... Pewnym usprawiedliwieniem mojej nieobecności na forum była praca nad modelem na prezent ślubny dla mojego kolegi. A był nim pokazywany w tym wątku "antek": Aby w jakiś sposób zebrać się w sobie i wrócić do zaczętego tak dawno MS-406 potrzebowałem jakiegoś bodźca. Świetnym rozwiązaniem okazał się Helldiver Academy, który skleja się praktycznie sam. Dzięki niemu wróciłem na dawne tory Mam nadzieję, że więcej takich przerw nie będę przeżywał Helldiver wygląda obecnie tak: We wrześniu powinien wylądować w galerii W stanie gotowym do malunków jest również MS-406. Z jednej strony obawiam się trudnego francuskiego kamuflażu ale z drugiej, nie mogę się doczekać efektów malowania Zmontowałem również klapy. No cóż, z nowym zapałem wróciłem do warsztatu. Mam nadzieję, że starczy go na długo Wybaczcie "ciszę w eterze" Pozdrawiam Ipkinss
-
Witam! Dzięki Mikele, ale nie trzeba. Antka, którego model zamierzam zrobić, mam dobrze obfotografowanego Tymczasem Morane zyskał kilka dodatkowych blaszek na skrzydłach. Doszła również chłodnica pod kadłubem. Czas zmontować skrzydła z kadłubem i szykować się do malunków. Pozdrawiam Ipkinss
-
Witam! Sam kokpit pomalowałem gdy był już sklejony w całości (kratownica, fotel, podłoga itp.). Tablica przyrządów natomiast, była malowana osobno. Malowałem pędzelkiem oczywiście bardzo ostrożnie Potem wystarczyło wpasować tablicę z kadłubem i resztą kabiny. Tymczasem zająłem się oporządzaniem skrzydeł. Wkleiłem wnęki podwozia oraz klapy. Z wnękami było trochę problemów ale jakoś poszło. Niestety po zamontowaniu klap zauważyłem, że posiadały one w oryginale pewien szczegół, którego nie uwzględniłem. Mianowicie, sama końcówka spływu skrzydła była elementem klapy. Jest to zaznaczone linią podziałową na modelu. Aby wszystko było jak należy, powinienem głębiej osadzić klapę w płacie po to, by końcówkę spływu zainstalować na samej klapie. Ciężko mi to opisać słowami Trzeba popatrzeć na fotki oryginałów. Trudno, musi już tak zostać. Zaobserwowałem, że wielu modelarzy o tym zapomina. PS. Model miał być budowany znacznie szybciej niż zwykle ale ostatnio na warsztat "wtargnął" Antek, który goni mnie terminem. Przemycę zatem małe pytanie do fanów Antka. Czy posiada ktoś kalki napisów eksploatacyjnych? W modelu Trumpetera zupełnie je "olano", a przydałyby mi się. Jeśli ktoś może pomóc to proszę o informację. Wolałbym nie zakładać rzucającego się w oczy warsztatu Pozdrawiam Ipkinss
-
Hej! To jeszcze kilka merytorycznych uwag ode mnie Osłona silnika powinna być w jednym kolorze. P.7 nie miała układu wydechowego "wpuszczonego" w pierścień Townenda, zatem nie mogło być mowy o jego niszczeniu (tak jak w przypadku P.11). Pozostając w temacie, to chyba zapomniałeś wkleić rury wydechowe. Z tego o widzę to pomalowałeś na czarno cały zagłówek. Skórzana poducha była tylko na jego początku (od strony kokpitu) reszta była w takim samym kolorze co kadłub. Naciągi podwozia mogłeś zrobić z cieniutkiego drucika lub żyłki, wyglądałoby to lepiej. A tak poza tym to fajnie, że skleiłeś coś naszego. Następnym razem nie bój się założyć warsztatu ta forum. Na pewno otrzymasz wiele dobrych wskazówek. Życzę powodzenia przy kolejnych modelach! Pozdrawiam Ipkinss
-
Dorzucam P.7a Leopolda Pamuły. Pozdrawiam Ipkinss
-
Witam! Dzięki za zainteresowanie! MrDyzio! Użyłem mieszanki dwóch farb Humbrola. 6 części H25 + 4 części H101. Przepis znalazłem kiedyś w sieci, ale gdzie to nie pomnę Mnie ten "francuski" kolor wnętrza odpowiada, chociaż nie wiem, czy nie jest za ciemny crustian! Nie było tak źle z tym spasowaniem. Zobaczymy jak pójdzie z klapami... przemekgksw3! Też mam taką nadzieję, że ten model pójdzie szybciej niż ostatni Chociaż montaż klap i malowanie mogą okazać się czasochłonne. Niebawem kolejne fotki! Pozdrawiam Ipkinss
-
Witam! Kokpit pomalowany i lekko sfatygowany Tak to wygląda po przymiarkach na sucho. Jak widać na fotkach, tablica wymaga jeszcze podmalowania przy zegarach. Potem czas na sklejenie kadłuba Pozdrawiam Ipkinss
-
Jedyny latajacy samolot II RP - czyli RWD-13 w Brazylii
Ipkinss odpowiedział Warka Bear → na temat → [L]Walkaround
Witam! Z tym "absolutnym" brakiem zainteresowaniem to lekka przesada. Sam mam w swojej kolekcji 9 samolotów w 100% polskich, przedwojennych konstrukcji. Wszystkie do obejrzenia na forum. A takich kolekcji jest tutaj kilka. Spytaj kolegi ZIO_BY_NAITT ile poloników zebrał Także, aż tak źle nie jest. Zgodzę się z tym, że rynki wydawnicze traktują ten temat drugorzędnie ale dla chcącego nic trudnego. Do każdego modelu miałem jakąś dokumentację. Co do RWD-13 to bardzo fajnie, że pokazałeś te fotki. Jeszcze fajniej, że "erwudziak" wciąż lata. Pewnie zainteresuje cię fakt, że Ardpol lada moment wyda piękny, żywiczny model tego samolotu. Będzie znacznie lepszy do Asterowego short-runa. No cóż, będziemy musieli radzić sobie sami. Pozdrawiam Ipkinss -
Witam! Dzięki za wsparcie na stracie ZIO! Faktycznie mogłeś czuć się osamotniony! Zmontowałem kokpit z blaszek Parta. Nieco gimnastyki wymagała tablica przyrządów. Reszta poszła bezproblemowo. Wszystko przymierzyłem na sucho do kadłuba. Teraz pora na malowanie. Pozdrawiam Ipkinss
-
Witam! P.7a gotowy, a zatem nadszedł czas, by wziąć się za następny model. Po ostrych selekcjach, w walce o warsztat pozostał: MS 406 PZL 23 "Karaś". Rozstrzygnięcie nastąpiło za sprawą monety. Grano do trzech zwycięstw. Morane wygrał w stosunku 3:1 Sam model to znany i (chyba) lubiany zestaw Hasegawy. Dla mnie - człowieka przyzwyczajonego do zestawów Mastercraftu, Plastyka czy PZW - wygląda znakomicie. Model dorwałem kiedyś na aukcji. Był bez pudełka, ale za to z kalkami Techmodu. Dokupiłem dodatkowo blachę Part'a i wygrzebałem ze swoich zasobów owiewkę z vacu Falcona. Więcej dodatków nie przewiduję. Zamierzam wykonać model samolotu plut. Antoniego Bedy, z rzymskim numerem "XVIII" na kadłubie . Beda latał na nim w składzie polskiego klucza GC I/2, w kwietniu 1940 roku. Poniżej tytuły publikacji, z których będę korzystał. Zapraszam do uczestnictwa w wątku i dzielenia się spostrzeżeniami! Fotki z pierwszych postępów niebawem Pozdrawiam Ipkinss
-
[11.11] PZL P.7a Leopolda Pamuły (Mastercraft 1/72)
Ipkinss odpowiedział Ipkinss → na temat → [L]Galerie
Witam! Dziękuję za pochlebne opinie oraz za konstruktywną krytykę! Banny! Masz rację co do wiatrochronu! Sprawa do poprawienia w przyszłości, bo od wtorku jestem poza domem i koniec konkursu zastanie mnie na wyjeździe. Kolego kornik_69 i crustian! Z tego samego względu, na zdjęcia o które prosicie przyjdzie poczekać Wam do przyszłego tygodnia Jeszcze raz dzięki za komentarze Trzeba pomyśleć nad kolejnym "pezetelem". A jest z czego wybierać Pozdrawiam Ipkinss -
[11.11] Wagon artyleryjski PP2 ŚMIAŁY - 1/35 (od podstaw)
Ipkinss odpowiedział Jarekk → na temat → [M]Galerie
Model nad wyraz piękny. Praca od podstaw na najwyższym poziomie. Firmy modelarskie powinny Cie z miejsca zatrudnić Chylę czoła przed umiejętnościami. Brawo za temat, brawo za relację i brawo za świetny model! Gratuluję! Pozdrawiam Ipkinss -
Witam! Postać Leopolda Pamuły od zawsze mnie interesowała. Często we wspomnieniach lotników, którzy mięli z nimi do czynienia, można było zauważyć wielki szacunek jaki czuli do tego człowieka. Był dla nich niedoścignionym wzorem pilota. Na lądzie, choć uchodził za wariata dbał o swoich ludzi. Mimo różnicy wieku i stopni wojskowych do każdego podchodził z przyjacielską dobrocią. Będąc dowódcą sam niejednokrotnie, zagadywał pilotów i prowadził z nimi swobodne rozmowy na każdy temat. Chciałem by tak interesująca i barwna osoba jakim bez wątpienia był Leopold Pamuła zaistniała na forum. Dlatego zdecydowałem się na model jego P.7a z okresu koncentracji jednostek na Okęciu w sierpniu 1935 roku. Samolot nosił wtedy, jedno z bardziej ekstrawaganckich malowań, jakie można było spotkać w naszym Lotnictwie Wojskowym z lat 30 ubiegłego wieku. Wymalowane wapnem na kadłubie i ogonie „kogucie” pióra, są chyba najbardziej charakterystycznym motywem zastosowanym kiedykolwiek na „pezetelu”. „Kogut”, miał zapewne ułatwiać jak najszybszą lokalizację w powietrzu, maszyny dowódcy. W trakcie manewrów latano w kilkudziesięcio samolotowych grupach i odnalezienie lidera miało duże znaczenie. Jak dotąd nie widziałem w internecie modelu tej „siódemki. Przynajmniej nie w plastiku. Tym bardziej cieszę się, że w końcu mam samolot Pamuły w swojej kolekcji. O przeróbkach, których było sporo można poczytać w wątku warsztatowym --> viewtopic.php?t=24409&start=0 Zapraszam do galerii Na zakończenie zapraszam do przeczytania epilogu części historycznej, którą w odcinkach można poczytać w wątku warsztatowym. Mam nadzieję, że mój "pamiętnik lotnika" przypadł Wam do gustu EPILOG Leopold Pamuła był jednym z najwybitniejszych lotników naszego przedwojennego lotnictwa. Karierę lotniczą zaczynał jako weteran wojny bolszewickiej, podczas której służył w jednostkach kolejowych. W 1923 roku zgłosił się do lotnictwa i po przejściu kursów szkoleniowych rozpoczął służbę w Pułku lotniczym w Krakowie. W roku 1925 roku służył w 11 Pułku Myśliwskim w Lidzie do czasu jego rozformowania. W 1926 roku został dowódcą 113. Eskadry Myśliwskiej. Dalszą karierę lotniczą kontynuował w 4 Pułku Lotniczym w Toruniu, w którym spędził 9 lat (od 1928 do 1937). Był dowódcą 141 Eskadry Myśliwskiej. Wraz z Pułkiem uczestniczył w wielu, zakreślonych na dużą skalę manewrach. Promował również wojskowe lotnictwo polskie poza granicami kraju, dając popisy akrobacji indywidualnej i zespołowej w Bukareszcie. W 1937 roku ukończył kurs na dowódców eskadr w Centrum Wyszkolenia Oficerów Lotnictwa w Dęblinie. Wybuch wojny zastał go w sztabie Brygady Pościgowej na lotnisku Zielonka pod Warszawą. Aby rozeznać się w sytuacji poleciał samolotem łącznikowym RWD-8 na lotnisko w Poniatowie, gdzie stacjonował IV/1 Dywizjon Myśliwski. Niedługo po jego lądowaniu nad lotnisko nadleciał samotny Heinkel He-111. Pamuła zobaczył na lotnisku gotową do lotu P.11 ze 113 Eskadry, zluzowaną przez st. Szer. Witolda Lipińskiego. Natychmiast podjął decyzję o starcie i pościgu za wrogiem. Zdołał dopędzić Heinkla i przegonić go z nieba, lecz niedługo potem sam został zaatakowany przez grupę trzech Messerschmittów 109. Walka była nierówna, samoloty wroga przewyższały osiągami polski myśliwiec. Polak został trafiony, samolot stanął w płomieniach. W momencie gdy Pamuła szykował się do skoku ze spadochronem, tuż nad jego głową przeleciał Messesrschmitt. Lotnik niewiele myśląc, ściągnął drążek i staranował Niemca. Oba myśliwce szczepiły się ze sobą i zaczęły spadać. Pamuła był poparzony i pokaleczony. Po chwili zmagań w kabinie zdołał wyskoczyć z samolotu i bezpiecznie wylądować ze spadochronem. Prawdopodobnie był to pierwszy przypadek staranowania wrogiego samolotu w czasie drugiej wojny światowej. Niestety, na tzw. „liście Bajana” nie zaliczono mu tego strącenia. Ranny Pamuła został odwieziony do szpitala w Warszawie. Po kilku dniach rekonwalescencji wyszedł ze szpitala i zaczął podążać w kierunku południowo-wschodnim w poszukiwaniu jednostek lotniczych. 19 września 1939 w Kutach przekroczył granicę rumuńską. Następnie różnymi drogami dotarł przez Włochy do Francji pod koniec listopada. Trafił do polskiego Centrum Wyszkolenia Lotnictwa w Lyon-Bron, gdzie po dalszym leczeniu stawił się przed komisją lekarską i został uznany za zdolnego do pełnienia służby wojskowej. Wyznaczono go na dowódcę III Dywizjonu Myśliwskiego Polskich Sił Powietrznych we Francji. Niestety, jego jednostka nie zdołała wejść do służby operacyjnej przed kapitulacją Francji. Pamuła zajął się organizowaniem ewakuacji polskich lotników z Francji na Wyspy Brytyjskie. Sam odpłynął z Bordeaux dopiero 19 czerwca 1940. Na pokładzie statku "Kmicic" dotarł do Plymouth w Anglii. Po przybyciu do Wielkiej Brytanii został podobnie jak wielu polskich pilotów, skierowany do Blackpool. Ponieważ miał przekroczone 40 lat nie został dopuszczony do latania operacyjnego. W drodze wyjątku, zaoferowano mu objęcie dowództwa któregoś z tworzonych polskich dywizjonów myśliwskich. Nigdy nie było dane mu objąć takiego stanowiska. 9 sierpnia 1940, na skutek zakażenia krwi po zabiegu stomatologicznym, zmarł w szpitalu RAF Nocton Hall w Nocton. Pochowany został na cmentarzu Layton Cemetery w Blackpool. Leopold Pamuła był lotnikiem z krwi i kości. Sztukę pilotażu opanował do perfekcji. Jego „konikiem” była akrobacja. W czasie swoich pokazów indywidualnych często dotykał granicy bezpieczeństwa i wytrzymałości samolotu. Latał brawuro i pewnie. Dla swoich młodszych kolegów urastał do rangi boga przestworzy. Za przykład może posłużyć tu fragment wspomnień Jana Zumbacha, który w swojej książce „Ostatnia walka” opisał pewien wyczyn Pamuły. Dowódca ustawił w szeregu wszystkich młodych lotników. Panował upał, trudno było wytrzymać w krótkich rękawach. Pamuła przeparadował przed zebranymi w grubym, futrzanym kombinezonie lotniczym. Wsiadł do samolotu treningowego i wykonał niesamowity pokaz akrobacji, często zniżając się do pułapu kilku metrów. Po wylądowaniu wysiadł z samolotu całkowicie nagi i takim samym, spokojnym krokiem przedefilował przed zebranymi pilotami. Nawet jeśli, znany z koloryzowania Zumbach, przesadził nieco w tej opowieści, to pewnym jest, że swoim kunsztem lotniczym, wzbudzał Pamuła najwyższy szacunek i uznanie wśród lotniczej braci. Poza brawurą w powietrzu, Pamuła znany był również z dość ekscentrycznych zachowań na lądzie. Nie przywiązywał wagi do regulaminowego umundurowania, mieszkał w spartańskich warunkach bez przysługujących oficerowi wygód. Nie stronił także od mocnego alkoholu spożywanego pod dobrą zakąskę. Źródła: polishairforce.pl, wikipedia.pl Dziękuję wszystkim kibicom i osobom wypowiadającym się w warsztacie Zapraszam do oceny i krytyki! Pozdrawiam Ipkinss
-
[11.11] Minowiec wz 1933 ORP Rybitwa, skala 1/72, od podstaw
Ipkinss odpowiedział Marwaw → na temat → [O]Galerie
Kolejny piękny model w Twoim wykonaniu! Woda jak prawdziwa, niesamowity efekt! Gratuluję pięknego dzieła. Mają się dobrze z Tobą w tym muzeum, że im takie cuda dostarczasz Wątek warsztatowy śledziłem dokładnie. Kopalnia wiedzy. Dzięki! Pozdrawiam i GRATULUJĘ! Ipkinss -
[11.11] PZL P.7a Leopolda Pamuły (Mastercraft 1/72)
Ipkinss odpowiedział Ipkinss → na temat → [L]Warsztat
Witam! Część historyczna. Pamiętnik lotnika. Sierpień, 1934, Warszawa. Po pokazie w Bukareszcie nadeszły słotne dni zapowiadające nadchodzącą jesień. Pogoda psuła się i wykonywaliśmy coraz mniej lotów. Nastała zima, która jeszcze bardziej ograniczała nasze działania. Wykorzystywaliśmy ten czas na remonty samolotów i uzupełnianie wiadomości teoretycznych. Prowadziliśmy z kadrą oficerską sporo wykładów dla młodych pilotów. Przyda im się. Rok 1934 zaczął się dla naszego Pułku tragicznie. 3 stycznia, w wypadku lotniczym zginął dowódca 141 Eskadry, kapitan pilot Jan Łukasiewicz. Niestety, zabiła go brawura, której nigdy nie unikał. Zaczął wykonywać różne ewolucje poniżej dachów zabudowań... Zawadził skrzydłem o stodołę. Nie miał szans na przeżycie. Pokój Jego duszy! W marcu mieliśmy kolejne zdarzenie, które okazało się pierwszym tego typu wypadkiem na P.7a. Porucznik Mirosław Leśniewski ze 141 Eskadry zderzył się z rękawem do strzelań. Zagalopował się przy podejściu do „wroga” i przemielił śmigłem końcówkę rękawa. Na szczęście zdołał pomyślnie wylądować, a samolot był jedynie nieznacznie uszkodzony. Nazajutrz po tym wydarzeniu, podejście do lądowania zepsuł kapral Kazimierz Waśkiewicz. Szedł nad pas zdecydowanie za nisko i zawadził o rosnące nieopodal drzewo. Szczęśliwie zdołał opanować samolot i wylądować. Maszyna sporo ucierpiała w tym zdarzeniu. Kolizja uszkodziła prawą goleń i statecznik poziomy oraz śmigło i pierścień Townenda. Miał chłop sporo szczęścia! Wiosna minęła nam bez większych przygód. Aż do 13 czerwca kiedy to, o mały włos, a zginąłby porucznik Tadeusz Rolski ze 142 Eskadry. Leciał na zadanie odnalezienia i zaatakowania balonu obserwacyjnego „nieprzyjaciela”. Odnalazłszy go, postanowił zaskoczyć „wroga”. Zredukował obroty i obniżył pułap do „polskiej” wysokości. Leciał zatem niewiele ponad płotami chłopskich gospodarstw. Lawirował przy tym zręcznie lecz niestety, wysokie zboże okazało się zdradliwe. Zawadził podwoziem o „złote łany” i skasował samolot przepisowym kapotażem. Pilot nie odniósł obrażeń ale maszyna do niczego się już nie nadawała. Miłym akcentem lata był przylot do Polski naszych rodaków ze Stanów Zjednoczonych. Bracia Adamowiczowie na samolocie własnej konstrukcji przelecieli przez Atlantyk. Traf chciał, że zrobili międzylądowanie na naszym lotnisku. Przyjęliśmy ich chyba najcieplej jak się tylko dało. Widać było wzruszenie na ich twarzach. Byli u nas tylko kilka godzin ale na pewno zapamiętają wizytę w 4 Pułku. Po uzupełnieniu paliwa ruszyli do Warszawy pod eskortą naszych eskadr. Oczywiście dwóch gagatków, z całego wzruszenia wizytą, musiało nadwerężyć dwie maszyny. Pierwszy był porucznik Jerzy Orzechowski ze 142 Eskadry, który tak się spieszył do eskorty Bellanki, że staranował stojący pod hangarem wózek z butlą ze sprzężonym powietrzem. Z kolei porucznik Dyonizy Durko ze 141 Eskadry wracając z „misji”, przepadł przy podejściu do lądowania lekko uszkadzając samolot. Nad Modlinem Bellankę przejął 1. Pułk i doprowadził ją do Okęcia, już bez żadnych przygód. 17 lipca znowu rękaw chciał „zestrzelić” nam samolot, jakby nie wiedział, że powinno być na odwrót. Ppor. rez. Stanisław Zieliński ze 142 Eskadry podczas strzelania zaczepił prawym skrzydłem o stalowy hol rękawa. Na szczęście linka zerwała się uszkadzając jedynie krawędzi natarcie skrzydła. Pilot zdołał cało wylądować. Koniec lipca przebiegł nam na przygotowaniach do corocznych wielkich manewrów lotniczych z udziałem wszystkich Pułków lotniczych. Koncentrację jednostek wyznaczono nam na okolice Łodzi. Manewry miały odbyć się nad Mazowszem i Wielkopolską. W planie były pozorowane walki, alarmowe zmiany lotnisk oraz loty w dużych formacjach. Niestety pierwszego dnia ćwiczeń zawiodłem sam siebie. Podczas alarmowego startu, chcąc zgrabnie wychynąć spomiędzy drzew dałem za dużo gazu i przyhamowałem prawe koło. Samolot zawinął ogonem chcąc ściąć nim pobliskie drzewo. Uszkodzenia były niewielkie ale na lot się nie wybrałem. Użyłem wszystkich regulaminowo znanych oficerowi Lotnictwa Wojskowego przekleństw! Dzień po mojej pociesznej kraksie stała się prawdziwa tragedia. Zginął kapral pilot Jan Rietzki z naszej 141 Eskadry. Prowadził pozorowaną walkę z porucznikiem Durko. Rietzki na wysokości 500 metrów wprowadził samolot w nurkowanie. Na wysokości ok. 200 metrów oderwała się wewnętrzna połowa prawej lotki. Samolot kładł się powoli na prawe skrzydło, na wysokości 50 metrów zgubił drugą część lotki, przeszedł do lotu plecowego, po czym wpadł w płaski korkociąg i runął na ziemię. Przyczyny wypadku nie odgadnięto. Podejrzewano kolizję z samolotem Durki w trakcie bliskich starć, lecz na jego samolocie nie było żadnych śladów potwierdzających tę tezę. Być może, pomimo wzmocnień, zawiódł zawias lotki, co było jedną z chorób niemowlęcych „siódemki”. 5 sierpnia, po zakończonych manewrach zarządzono koncentrację wszystkich jednostek na Okęciu. Ponownie nadarzyła się okazja do plotek z pilotami z innych Pułków. Podobnie jak w zeszłym roku, nie doszło do żadnego wypadku, mimo ogromnej ilości samolotów zgromadzonych w jednym miejscu. 28 sierpnia rozpoczęły się IV Międzynarodowe Zawody Samolotów Turystycznych Challenge ’34. Gościem honorowym był sam prezydent Mościcki. Zaproszono takżę pilotów wojskowych dla uświetnienia imprezy. Dawaliśmy podobny pokaz do tego w Bukareszcie. Ja również miałem okazję do pokazania tego i owego. Wraz z kapitanem Kazimierzem Kuzianem daliśmy popis lustrzanej akrobacji. Kazik to świetny pilot, podobnie jak ja lubi ostro latać. Pokaz udał nam się znakomicie. Po zakończeniu lotów nie omieszkaliśmy uczcić tego wyczynu przy szklaneczce mocniejszego trunku. Źródło: PZL P.7 cz. 2, wyd. AJ-Press Część modelarska. Panowie! Podwozie jest wklejone okej. Koła zamocowałem na Blu-tacka i dlatego tak dziwnie to wygląda. Przykleję je na samym końcu gdy wkomponuję model w podstawkę, nad którą właśnie pracuję "Siódemka" jest właściwie gotowa. Poprawiłem na ile mogłem washa. Naprawiłem trymer lotki. Dodałem celownik, pasy, uchwyt na lusterko, wiatrochron, dyszę Venturiego, chłodnicę i kilka drobnych detali np. oczka na skrzydłach do podnoszenia samolotu. Dziś można spodziewać się galerii oraz epilogu pamiętnika. Mam nadzieję, że mi się uda. Pozdrawiam Ipkinss -
[11.11] PZL P.7a Leopolda Pamuły (Mastercraft 1/72)
Ipkinss odpowiedział Ipkinss → na temat → [L]Warsztat
Witam! Część historyczna. Pamiętnik lotnika. 25 października, 1933, Toruń. Pokaz w Bukareszcie możemy zaliczyć do połowicznie udanych. Pogoda była przeciwna lataniu pod rumuńskim niebem. Już od początku nas prześladowała. Zachmurzenie niemal całkowicie ograniczyło widoczność. Z trudem dotarliśmy do Lwowa. Jeden gagatek z naszego Pułku tak pobłądził, że po wyczerpaniu paliwa wylądował w Zamościu. Maruderem okazał się por. Franciszek Jastrzębski ze 142 Eskadry. We Lwowie przyszło nam stacjonować aż 4 dni. Dopiero szesnastego, aura łaskawie zezwoliła nam na lot do Jass. Na lotnisku tamtejszego pułku lotniczego mieliśmy międzylądowanie. Niedługo potem udaliśmy się w dalszą drogę, kierując się na Bukareszt. Nad płytę lotniska w stolicy Rumunii wlecieliśmy eleganckim szykiem „strzała”. Powitano nas bardzo godnie. Zakwaterowani byliśmy w najlepszych hotelach Bukaresztu, a miejscowi piloci, co i rusz zapraszali nas na zakrapiane integracje. Odbyła się także oficjalna recepcja, na której każdy z nas otrzymał rumuńską odznakę pilota. Pokaz, który miał uświetnić swoją obecnością król Rumunii Karol zaplanowano na 18 października. Niestety pogoda wciąż płatała nam figle. W dniu pokazu podstawa chmur wynosiła 150m co uniemożliwiło nam wykonanie części figur. Poważnie rozważano odwołanie pokazu, lecz na szczęście, major pilot Stefan Pawlikowski zdecydował, że polecimy, z tymże wiele ewolucji sobie odpuścimy. Widowisko zaczęliśmy od wspólnego startu wszystkich maszyn ustawionych w kilka linii. Zaraz po starcie wpadliśmy w chmury, które zmusiły nas do obniżenia lotu. Wykonaliśmy wiraż i wróciliśmy nad lotnisko w formacji 4 ław. Wspomnę tutaj, że na przedmieściach Bukaresztu stoją wieże radiostacji i kominy fabryczne, które jak na złość, zbudowano na trasie naszych nawrotów. Gimnastykowaliśmy się co nie miara między tymi kominami, ale szyki zawsze formowaliśmy należycie. Drugim punktem programu były akrobacje grup po 7 samolotów. Zaczął Pawlikowski. Po nalocie nad pas startowy wykonali ciasny zawrót z wyrównaniem nad ziemią i poszli w górę do Immelmana, którego wykończyli już w chmurach. Następny był kapitan Kępiński. Wraz ze swoimi pilotami wykonali „karuzelę” na niskim pułapie. Niestety pętle kończyły się w chmurach gdzie mogło dojść do kolizji. Sytuacja była groźna lecz żaden z pilotów się nie zgubił i wszyscy wykończyli manewr poprawnie, na swoich pozycjach . Widać było, że ekipa warszawska potrafi latać. Następni byliśmy my – Toruniacy. Naszym popisowym numerem była jednoczesna beczka wszystkich maszyn. Lecieliśmy na około 100 metrach wysokości. Nad lotniskiem, jako prowadzący formację dałem znak do beczki. Wyszła nam pięknie! Wszystkie samoloty niczym jeden organizm, wykonały ten manewr. W trakcie nawrotu nad lotniskiem wpadliśmy w chmury i zrobiło się trochę gorąco, bo każdy z pilotów wyleciał zeń pod innym kątem. Szybko jednak zwarliśmy szyki i elegancko wylądowaliśmy. Pokaz grup siedmiu maszyn zakończyła krakowska ekipa kapitana Bajana. Wykonali kilka wspólnych beczek i trawersów, po czym zademonstrowali idealne, grupowe lądowanie lecąc prawie „na zakładkę” i na minimalnych obrotach. Loty indywidualne odwołano. Król Karol osobiście gratulował wszystkim występu. Pokaz nasz wzbudził zachwyt zebranej publiczności. My nie byliśmy do końca zadowoleni, bo znacznej części planu nie wykonaliśmy. Jednak biorąc pod uwagę beznadziejne warunki meteo, pokazaliśmy chyba wszystko co było możliwe. Nazajutrz prasa rozpisywała się o naszych wyczynach. Planowy wylot do Polski 19 października nie powiódł się ze względu na pogodę. 20 nie było lepiej, ale nad Bukaresztem zdarzały się okresowe przejaśnienia. Postanowiliśmy to wykorzystać i dać pokaz indywidualnej akrobacji. Wieść rozniosła się po okolicy i zebrała się spora widownia. Popisy zaczął Mumler, który ułożył swoją „wiązankę” z beczki na plecach, półtorej beczki z pleców, połowy pętli w przód, ślizgu na ogon i korkociągu przekładanego. Kołodyński zademonstrował wielokrotny korkociąg, podwójne i potrójne beczki oraz ślizg na ogon z przejściem w przód. Od samego patrzenia gapiom pewnie zakręciło się w głowie. Kosiński z 2. PL latał głównie na plecach dając niezły pokaz. Ja postawiłem na demonstrację wytrzymałości „Siódemki”. Zacząłem od ułańskiego startu ostro manipulując gazem i hamulcami. Pezetel szarpał się jak narowisty koń. Po starcie nabrałem wysokości i zszedłem ostrą piką nad lotnisko. Wyrównałem gwałtownie tuż na głowami widzów. Pewnie niejedna rumuńska dama straciła swój kapelusz! Wyrwałem w górę i wykręciłem półtorej powolnej beczki z przejściem do dwóch szybkich zwitek. Wpadłem w chmury, nawróciłem ślizgiem na ogon i runąłem kolejną piką w dół. Samolot ryczał na pełnym gazie i trzeszczał nieco na nitach. Byłem jednak pewien, że wytrzyma. Lądowałem bez przeszkód. Kto dał najlepszy popis? Trudno ocenić... Remis wydaje się sprawiedliwy, szkoda tylko, ze król nie mógł zobaczyć nas w akcji. 21, w końcu wylecieliśmy z Bukaresztu do Galacu. Dzień później wystartowaliśmy w kierunku Jass, lecz na trasie dorwała nas zła pogoda. Lecieliśmy jednak dalej, kierując się doliną Prutu i na lotnisko dotarliśmy. Jak się okazało, przylecieliśmy tylko my i „krakusy”. Pozostałe dwa pułki zawróciły do Galacu. Dołączyli do nas nazajutrz. Było im chyba trochę głupio, że nam mimo złej pogody udało się dolecieć do celu i zademonstrowali nad polem wzlotów piękną „karuzelę” dla podreperowania reputacji. 24 października, około południa przedefilowaliśmy nad Lwowem, skąd po uzupełnieniu paliwa i pożegnaniu się z pozostałymi pilotami odlecieliśmy na lotniska macierzyste. Źródło: PZL P.7 cz. 2, wyd. AJ-Press Część modelarska. Na początek ustosunkuję się do Waszych postów Jarekk! Tak, planuję małą podstawkę. Już mam nawet pomysł kornik_69! Na pierwszym zdjęciu widać elementy zbiornika paliwowego (wlew i taśmę mocującą), nie jest to niedoróbka Po washu wszystko lepiej widać. Chyba, że nie o to Ci chodziło? Na drugim zdjęciu widać delikatne podpylenie farby khaki, jeśli to masz na myśli. Udało mi się to bezboleśnie poprawić Banny! Fakt, zwichrowała mi się ta blaszka podczas manipulacji modelem. Usunąłem ją, i zainstaluję nową w końcowym etapie prac Dzbanek! Pytałeś o to wcześniej ale zapomniałem odpowiedzieć. Otóż, maluję aero A tymczasem, model dostał washa, który tchnął w "siódemkę" nowe życie. Jest do zrobienia jeszcze kilka drobnych korekt malarskich. Kilka detali czekana instalację i właściwie finisz jest już bliski Pozdrawiam Ipkinss -
[11.11] PZL P.7a Leopolda Pamuły (Mastercraft 1/72)
Ipkinss odpowiedział Ipkinss → na temat → [L]Warsztat
Witam! Dzięki za komentarze! Fajnie, że dziennik się podoba Dziś kolejny odcinek Część historyczna. Pamiętnik lotnika. 11 października, 1933, Warszawa Wrześniowe manewry wypadły nad wyraz dobrze. Wzięły w nich udział wszystkie pułki wyposażone w „siódemki”. Mieliśmy piękny przegląd godeł poszczególnych eskadr. Spotkaliśmy wielu kolegów z innych jednostek. Wieczorami, przy kieliszku miejscowej gorzałki, gwarzyliśmy o lataniu, samolotach i możliwościach naszego lotnictwa. W miarę upływu czasu i opróżnianych butelek historie stawały się coraz ciekawsze. Piloci wszędzie są tacy sami... O poranku, gang silników niejednemu sprawiał nieopisaną przykrość. Pomimo ogromnej liczby samolotów zgrupowanych w jednym rejonie nie doszło do żadnej kraksy! Niestety wypadki co jakiś czas się zdarzały. Październik już od początku źle się zaczął. Drugiego, por. Karol Lubański ze 141 Eskadry rozbił „siódemkę” po podejściu do lądowania ze zbyt małą prędkością. Nazajutrz doszło do tragedii w 142 Eskadrze. Zginął por. pilot Szczepan Głosek. W czasie zwykłego lotu po trasie Toruń – Warszawa, zboczył z kursu i zaczął kręcić akrobacje nad rodzinnym domem. Niestety, w trakcie pokazu wpadł w korkociąg, z którego nie udało mu się wyjść. Zginął w szczątkach samolotu... Na 12 października zaplanowano wylot do Bukaresztu na pokazy. Mamy zademonstrować sztukę polskiego pilotażu w najlepszym wydaniu. Zaprezentujemy też możliwości naszych myśliwców. Próba generalna nad Warszawą wyszła jak należy. Program zapowiada się niezwykle atrakcyjnie, choć jest bardzo wymagający. Przewidziano ewolucje powietrzne wykonywane wszystkimi pułkami. Zaczniemy od startu ławą, jak szeroką, zależy od lotniska, następnie stworzymy duże formacje w powietrzu. Szykujemy przelot poczwórnej ławy, strzałę i roje siódemkowe. Planujemy też jednoczesny looping czterech maszyn w szyku schody. Trudnym elementem będą akrobacje grup po siedem samolotów. Każdy Pułk wystawia swoją reprezentację, która wykona inne figury tak, by nie zanudzać widowni tymi samymi ewolucjami. I tak, 1 Pułk ma wykonać ostre nurkowanie wszystkich maszyn oraz karuzelę, czyli kręcenie pętli za pętlą z szyku szeregowego. 2 Pułk wykona wspólną, powolną beczkę i trawers. 3 Pułk ma za zadanie wykonać wywrót z szyku schody w prawo. Nasz Pułk wykona jednoczesną beczkę oraz przejście wywrotem, z szyku szeregowego, do ostrego pikowania, z wyrównaniem nad ziemią. Na koniec przewidziano indywidualną akrobację. W tym wypadku nie pozwoliłem nikomu zabrać się za moją ulubioną działkę i osobiście będę reprezentował nasz Pułk. W szranki do zawodów indywidualnych staną nie lada piloci. 1 PL. wyznaczył porucznika Kołodyńskiego, 2. PL porucznika Kosińskiego, zaś 3. PL kapitana Mümlera. Ustaliśmy w gronie solistów pewne zasady naszych programów. Umówiliśmy się, że będziemy starali się nie powtarzać akrobacji poprzednika oraz, że będziemy latać na określonej wysokości i miejscu. Laur najlepszego ma zdobyć pilot, który połączy najrozmaitsze figury w całość, będzie najszybciej przechodził z figury do figury ograniczając „puste” latanie do minimum. Zobaczymy kto okaże się największym rutyniarzem! Jutro startujemy do Bukaresztu via Lwów Źródło: PZL P.7 cz. 2, wyd. AJ-Press Część modelarska. Od ostatniej aktualizacji zaszły ogromne zmiany. Model jest już pomalowany i okalkowany! "Siódemkę" pomalowałem Humbrolami. Od spodu zastosowałem H 65, góra to mieszanka H 29 z H 159. Model został pokryty lakierem błyszczącym Vallejo. Z malowania jestem zadowolony. Kalki to zestaw Techmodu. Fajnie współpracowały z płynami i udało mi się położyć spore elementy bez dramatycznych przeżyć Dodałem także numer boczny. Jest to pewne ryzyko z mojej strony ponieważ nie mam żadnych mocnych dowodów, że był to właśnie 35. Wydedukowałem to na podstawie zdjęcia z Polskich Skrzydeł (zamieszczone na 3 stronie wątku), gdzie zza prawego barku jednego z ludzi stojących obok samolotu, wystaje coś, co przypomina daszek "piątki". Inna liczba nie mogła mieć takiego zakończenia. Uznałem więc, że będzie to piątka, informację o trzydziestce znalazłem w monografii AJ Pressu (cz. 1) gdzie podano, że od 1935 roku 141 eskadra otrzymała numery od 31 do 40. I tak powstał numer 35 T (Toruń). A teraz fotki: Pozdrawiam Ipkinss -
[11.11] PZL P.7a Leopolda Pamuły (Mastercraft 1/72)
Ipkinss odpowiedział Ipkinss → na temat → [L]Warsztat
Hej! Część historyczna. Pamiętnik lotnika. Sierpień, 1933, Toruń. Po kilku miesiącach eksploatacji zaczęły ujawniać się pierwsze usterki konstrukcyjne „pezeteli”. Zaczęło się od wadliwych zaworków zbiorników paliwowych, które zacinając się, sprawiały nadmierny przepływ paliwa przez przewód przelewowy. Czas lotu był przez to wyraźnie skrócony. Słyszałem o przypadku lądowania w polu, fabrycznie nowej „siódemki”. Obecnie, zaworki wymieniono już niemal w każdym płatowcu. W ostatnim czasie doszło do kilku groźnych wypadków. Między innymi w naszym Pułku. 27 lipca mieliśmy dwa incydenty, które mogły skończyć się tragicznie. Ppor. Eugeniusz Fisch ze 141 Eskadry lądował przymusowo po tym, jak silnik w jego samolocie nagle przerwał pracę. Kilka godzin później, kpr. Paweł Mokwa ze 142 Eksadry rozbił „siódemkę” z dokładnie tej samej przyczyny. Chwilę po starcie na wysokości około 30 metrów silnik przerwał. Pilot próbował zawrócić na pas ale zawadził kołami o drzewa i runął na ziemię. Kraksa wyglądała bardzo źle, ale Mokwa jest chyba w czepku urodzony i wyszedł z niej jedynie lekko poturbowany. W pozostałych pułkach zdarzały się podobne historie i kilka samolotów uszkodzono w trakcie lądowań w przygodnym terenie. Przeprowadzono dochodzenie, które wskazało na wadliwe gumy uszczelniające zbiorniki paliwowe. Guma szybko murszała i kruszyła się zatykając przewód i wyłączając w ten sposób silnik. Uszczelki w każdym płatowcu zostały wymienione. 7 sierpnia por. Franiszek Jastrzębski ze 142 Eksadry nadwerężył swój samolot, kiedy lecąc jako lewoskrzydłowy, w trakcie lądowania klucza, zawadził kołem o stolik startowy. Pilot odbił natychmiast od formacji, odszedł na krąg i lądował samodzielnie. Niestety kolizja na tyle osłabiła podwozie, że goleń złożyła się w trakcie kołowania pod hangar. Po krótkim remoncie samolot powinien być gotowy do lotów. Bardzo groźną przygodę przeżył również por. pilot Mirosław Leśniewski. W trakcie akrobacji nad lotniskiem stracił główny zbiornik paliwa! Prawdopodobnie w trakcie kręcenia jednej z figur, noga wyśliznęła mu się z orczyka i zawadziła o rączkę awaryjnego zrzutu zbiornika. Na szczęście pilot bezpiecznie posadził maszynę na lotnisku. Intensywnie ćwiczymy loty w formacjach. Szykujemy się do zaplanowanych na pierwszą połowę września ćwiczeń lotniczych, w których wezmą udział wszystkie eskadry wyposażone w P.7a. Wypada godnie zaprezentować nasze dwie eskadry „dzikich kaczek”! Źródło: PZL P.7 cz. 2, wyd. AJ-Press Część modelarska. "Siódemka" właściwie gotowa do prac malarskich. Pocieniłem zastrzały i dodałem kilka detali, takich jak: płoza ogonowa czy zawiasy lotek. Poprawiłem też część centropłata pod wiatrochronem. Pozdrawiam Ipkinss -
[11.11] Minowiec wz 1933 ORP Rybitwa, skala 1/72, od podstaw
Ipkinss odpowiedział Marwaw → na temat → [O]Warsztat
Superancko to wygląda! PS. Dzięki za opis trałowania! Bardzo ciekawa lektura Pozdrawiam Ipkinss -
[11.11] PZL P.7a Leopolda Pamuły (Mastercraft 1/72)
Ipkinss odpowiedział Ipkinss → na temat → [L]Warsztat
Witam! Część historyczna. Pamiętnik lotnika. Maj, 1933, Toruń Nie zawiedliśmy się! „Siódemki” sprawują się bardzo dobrze. Są zwinne i szybkie, a przy tym bardzo solidne. Śmiało możemy kręcić na nich wszystkie akrobacje bez obaw, że samolot nie wytrzyma. Latanie stało się jeszcze piękniejsze. Teraz, siedząc w kabinie czuję jedność z samolotem. W trakcie akrobacji maszyna jakby wyczuwała moje intencje i współdziała ze mną wyśmienicie. Zdecydowanie jest to myśliwiec godny zaufania. Należy jedynie dobrze go traktować, a na pewno nie zawiedzie. Staram się wpajać tę zasadę swoim pilotom. Niestety mimo dobrych własności samolotów zdarzają się wypadki. Główną ich przyczyną są błędy lotników. Jest to rzecz nieunikniona w lotnictwie... Pierwszy taki wypadek zdarzył się w 111 Eskadrze. Było to 15 maja. Por. pil. Józef Ostrowski w trakcie lotu ćwiczeniowego zepsuł podejście na Okęcie. Szedł wirażem ze ślizgiem na skrzydło i wyrównał za wysoko. Maszyna przepadła i uderzyła o ziemię doznając poważnych uszkodzeń. Pilot szczęśliwie wyszedł z opresji bez szwanku. Kolejny wypadek również stał się udziałem pilota z 1 Pułku. Tym razem pilot 112 Eskadry por. pil. Stanisław Wołkowiński podchodził do lądowania na zbyt małej wysokości i nie zauważywszy nasypu ziemnego oraz stojącego na nim wozu, zawadził kołem o ziemię, po czym skasował wóz skrzydłem i spadł tuż za nasypem. Pilot nie odniósł poważnych obrażeń ale samolot nadawał się tylko do remontu. Najważniejsze jednak, że nawet z takich opałów można wyjść cało na „siódemce”. Piloci mieli szczęście, że nie lecieli Spadem albo PWS-em... Wszystkie pułki latają już na PZL.7 i ciągle uzupełniają stany o kolejne maszyny. Do końca roku ostatnie myśliwce powinny zejść z taśm produkcyjnych. A my kontynuujemy loty szkoleniowe. Źródło: PZL P.7 cz. 2, wyd. AJ-Press Część modelarska. Dokończyłem nitowanie płata, po czym przykleiłem go do kadłuba. Musiałem wymienić zastrzały. Te z zestawu gięły się pod naporem skrzydeł, które "leciały" ku dołowi. Postanowiłem więc, wykonać zastrzały z wykałaczek. Teraz skrzydła trzymają poziom Skończyłem również prace nad osłoną silnika. Same wsporniki będę musiał jeszcze nieco pocienić bo są trochę za szerokie. "Siódemki" tak miały. Od tyłu można było spokojnie obejrzeć głowice cylindrów. Fotka poglądowa PS. Kilka okrętów już się na mnie czai Kto wie, może po tym projekcie coś zacznę? Na budowę czekają: ORP Wicher, Orzeł, Dzik, Mazur wz. 35. Pozdrawiam Ipkinss
