Poniżej efekt moich ostatnich zmagań z aero z uszkodzoną dyszą. Wyszło jak wyszło. Czy mogłem czekać na nowy sprzęt? Mogłem. Czy chciałem? Chyba niespecjalnie Postanowiłem więc zobaczyć co stanie się, kiedy zacznę walczyć z tym co mam.
Wstyd się przyznać, ale jestem z tego nawet zadowolony. Wszystko jest z ręki, jak na mnie udało mi się uzyskać linie o w miarę powtarzalnej grubości oraz pracować na ciśnieniu znacząco poniżej 0,5 (jak na mnie, to wyczyn). Widzę teraz, że ze sprawnym aero będę w stanie zbliżyć się do naprawdę wąskich linii (kiedyś malowałem głównie „strefy”). Daję sobie czas do jutra i zobaczę czy nadal będzie mi się to podobać. Jeśli tak, to rozpocznę (nierówną) walkę z olejami.
Cały wstęp powyżej, nie znaczy oczywiście, że nie przyjmę krytyki. Nie wykluczam nawet zmycia tego co mam (chociaż przyznam, że niechętnie). Chętnie posłucham Waszych opinii.