łsobota
Użytkownicy-
Liczba zawartości
671 -
Rejestracja
-
Ostatnia wizyta
Typ zawartości
Profile
Forum
Galeria
Pliki
Kalendarz
Blogi
Zawartość dodana przez łsobota
-
To niewielkie pudełko Tamiyi o numerze 31501 zawiera dwa japońskie okręty desantowe z okresu IIWŚ. Na jednym z nich możemy umieścić 5 czołgów (dwa czołgi typ 97 Chi-Ha i trzy jeszcze przezemnie nie zidentyfikowane), na drugim zaś do wyboru albo dwa miniaturowe okręty podwodne lub pięć barek desantowych (13 i 14 metrowe). Oba modele są bardzo uproszczone, jednak o ile dobrze się orientuję to na rynku nie ma dla nich alternatywy. Jak to zazwyczaj bywa z zestawami Tamiyi, pakowanymi w małe, otwierane z boku pudełka z tyłu znajdziemy schemat malowania obydwu jednostek: A po otwarciu pudełka naszym oczom ukazuje się instrukcja (niestety tylko po japońsku, w związku z czym raczej nie dowiemy się z niej niczego na temat obu okrętów - tak więc wszelkich informacji trzeba szukać na własną rękę): Dwie ramki z częściami (po jednej na każdą jednostkę): Ramkę uniwersalną z wodnosamolotami (Rufe, Seiran, Rex i Glen), wieżami dział 127mm, samymi działami, wyrzutniami torped (potrójne i poczwórne), szalupami, działkami 25mm i kilkoma drobiazgami: Do tego oczywiście dochodzi mały arkusik z kalkami dla wodnosamolotów: A teraz trochę zbliżeń ramek z częściami: ps.1. jak tylko znajdę jakieś informacje na temat samych okrętów (choćby ich nazwy) to oczywiście uzupełnię o nie powyższy tekst. ps.2. jeżeli ktoś ma jakiekolwiek informacje o tych i innych japońskich jednostkach desantowych (linki, zdjęcia, publikacje) - ale tylko morskich - to proszę dać znać.
-
W tym akurat przypadku na relację z budowy nie liczyłbym za szybko. A to z zuważonej przez Ciebie przyczyny. Mianowicie, przy tym modelu będzie tyle roboty (w zasadzie można go traktować nie jako model redukcyjny, a tylko jako podstawę do budowy modelu), że go sobie w najbliższym czasie odpuszczę, jako, że mam wiele innych, znacznie przyjemniejszych w budowie jednostek (nie mówiąc już o samolotach). A czemu w takim razie go kupiłem? Po pierwsze nie miałem jeszcze w swoich zbiorach żadnego niszczyciela, a chciałem zobaczyć jak to mniej więcej wygląda w tej skali. Po drugie skusiła mnie cena niecałe 5 dolarów. No i po trzecie wreszcie dwie przesłanki, że tak to nazwę sentymentalne. Pierwszą było to, że Hibiki przetrwał straszliwą zawieruchę na Pacyfiku 1941-45, co już wzbudziło moją sympatię do tego okrętu. Drugą był natomiast fakt iż od 1947 okręt (choć już pod inną nazwą) służył w mojej ulubionej flocie powojennej.
-
Jest to bardzo stary (co widać zwłaszcza po kadłubie) zestaw Tamiyi (31407) pozwalający wykonanie japońskiego niszczyciela Hibiki (klasa Akatsuki) z końcowego okresu wojny na Pacyfiku - z dwoma podwójnymi wieżami dział 127mm i sporą ilością uzbrojenia przeciwlotniczego. Scheamt malowania dostajemy wydrukowany na pudełku: A co dostajemy w środku? Dwie instrukcie (angielska i japońska): Odlany w jednym kawałku kadłub, podstawę oraz metalową sztabkę: Jak widać na poniższym zdjęciu kadłub burty są całkowicie gładkie. Jest to chyba największa wada tego zestawu: Dwie ramki z częściami: Zbliżenie na ramki: W pudle znajduje się jeszcze dołanczana zazwyczaj do modeli w tej skali uniwersalna ramka z wodnosamolotami (w tym wypadku są to Glen, Rufe, Seiran i Rex), działami 127mm z różnymi wieżami, wyrzytniami torped 610mm, szalupami i kilkoma drobiazgami: Jak widać model jest dość toporny ("łyse" burty, grube maszty), ale jest to chyba jedyny zestaw dostępny za rozsądne pieniądze (ok. 5$ - niewątpliwie lepszy jakościowo Pit-road kosztuje ok.18$). ps. Hibiki jako jeden z niewielu japońskich niszczycieli przetrwał wojnę i 5 kwietnia 1947 został przekazany flocie wojennej Związku Radzieckiego (po zmianie nazwy na Pritky) w której służył aż do 1962 lub 1963 roku (a więc poszedł na przysłowiowe żyletki w wieku 30 lat).
-
Jak prawi rollingstones do malowania już nie daleko O czym może świadczyć choćby zrobiony przed chwilą preshading: Hmm, wyszedł tak sobie, bowiem w kilku momentach aerograf niemile zaskoczył mnie nagłym skokiem ciśnienia (jednak kąpiel w cleaneluxie rozwiązała ten problem - zawsze dokładnie myję aerograf więc tym bardziej byłem zaskoczony tym co z niego wypłynęło ), ale widywałem już gorsze "preszejdingi", a mimo to efekt końcowy był bardziej niż zadowalający - więc nie będę już nic zmieniał bo potem więcej z tego problemów niż pożytku. Tak więc jutro malowanie spodu
-
Witam po świętach Po symbolicznym "szpachlowaniu" (za pomocą cyjanoakrylu) i przeszlifowaniu łączeń połówek kadłuba i przejścia na linii skrzydło-kadłbub, dokleiłem fototrawione żaluzje: Następnie zalałem wnęki podwozia oraz miejsca pod klapy maskolem, przygotowując całość pod nałożenie podkładu: No i w końcu przyszedł czas na podkład:
-
Okrętowe nowości i zapowiedzi modelarskie
łsobota odpowiedział Jędrek → na temat → [O]Nowości i In-Boxy
Przyjemniejszej informacji na początek dnia nie mogłem otrzymać (oczywiście mam na myśli 1:700) No to teraz pozostaje tylko cierpliwie czekać... -
Jak już koledzy pisali kup jakiś model w skali 1:72 np. Revella, Italeri lub Airfixa (raczej unikaj Plastyka, Aeroplasta, Mastercrafra, KoPro - są tanie ale skutecznie potrafią zniechęcić do klejenia). Ewentualnie możesz rozejrzeć się za jakąś starszą Hasegawę (można kupić już nieco za ponad 30 złotych) lub nawet Fujimi (to wydatek 35 - 50 złotych) i w pierwszej kolejności postaraj się je dobrze skleić i pomalować. Jak już skończysz to będziesz wiedział czy Ci się podoba to hobby czy nie. Jak tak, to powinieneś już czuć, czy w następnej kolejności będziesz chciał skleić coś większego, czy może zostaniesz przy "małej" skali.
-
Dzięki Spiton, ale z tym mistrzostwem trochę przesadziłeś - ot, zwykłe rzemiosło Co się zaś tyczy malowania, to raczej nie użyję maskolu (mam złe doświadczenia z jego użyciem do takich celów - strzępienie krawędzi, o czym napisał już Gulus). Próbowałem wycinać skalpelem maski z papieru i nie za bardzo się da (po wycięciu kilku "prążków" całość znacznie traci na wytrzymałości i zaczyna się rwać). Najprawdopodobniej zdecyduję się więc na taśmę Tamiyi.
-
Powolutku prace nad I-16 dobiegają końca. Dokończyłem relingi (muszę je jeszcze dokleić w jednym miejscu i oczywiście podmalować), a z wyciąganych nad płomieniem ramek zrobiłem mały trójnożny maszt na przodzie okrętu: Do końca pozostało wykonanie olinowania, dorobienie peryskopu do miniaturowego okrętu podwodnego (orginalny odciąłem bo był za gruby), zapuszczenie okien sidoluxem (imitacja szyb) oraz doklejenie kilku marynarzy. No i oczywiście muszę w końcu poprawić numer na kiosku bo jak go zrobiłem tak został (tzn. rozmyty i rozjechany). I na koniec jeszce I-16 w towarzystwie I-58:
-
Witam! Prace nad I-58 powoli posuwają się do przodu. Jak widać relingi są już doklejone (oczywiście wymagają poprawy i podmalowania - zwłaszcza na prawej burcie), a Glen już sobie "wisi" na dźwigu (ale zastanawiam się czy nie postawić go po prostu na katapulcie ). Do końca w zasadzie zostały tylko drobne poprawki w malowaniu, zrobienie olinowania, wpuszczenie po kropelce sidoluxu do okienek (imitacja szkła) oraz przyklejenie kilku marynarzy. No i oczywiście na koniec bandera I jeszcze zdjęcie I-58 i jego towarzysz z pudełka I-16:
-
Użyj (oczywiście na mokro) papieru wodnego 1000, 1200 a potem 1800 lub 2000 i będzie git. A na przyszłość staraj się nie dawać aż tyle szpachli, jeżeli nie jest to konieczne, bo potem będziesz miał więcej roboty niż byś sobie życzył. Tym bardziej, że w przypadku modeli Hasegawy (przynajmniej tych z którymi ja miałem do czynienia) ilość potrzebnej szpachli jest naprawdę niewielka - a często wystarcza nawet sam cyjanoakryl
-
Malowanie faktycznie ciekawe, jak tylko je zobaczyłem to od razu mi się spodobało. Zastanawiam się tylko na jaki kolor się zdecydować - bardziej brązowo-piaskowy (jak na profilu) czy raczej ciemniejszy brąz (obie wersje są tak samo prawdopodobne, może nawet z lekkim wskazaniem na kolor ciemniejszy). No ale na szczęście jeszcze mam jeszcze trochę czasu, żeby się zastanowić. Jeśli natomiast chodzi o maskowanie to jeszcze nie wiem. Muszę popróbować na jakimś złomie. Ale w grę wchodzi raczej jeden z dwóch sposobów - alba za pomocą blue tack'a, albo przygotóję sobie maski wycięte z papieru, przymocowane do modelu taśmą. To drugie wydaje mi się prostsze w wykonaniu, tym bardziej, że chciałbym aby przejścia kolorów były w miarę ostre, o co przy użyciu plasteliny może być trudno. Ale oczywiście jak masz jakieś sugestie to z chęcią wysłucham:D No niestety aparat odzyskałem dopiero dzisiaj, a z robotą ruszyłem trzy dni temu. Wnętrze faktycznie prezentuje się bardzo fajnie (Part odwalił kawał dobrej roboty), tym większa szkoda, że przez dość ciasny otwór nie za wiele będzie widać w kabinie, ale taki już urok myśliwców Nakajimy. Pasy natomiast wyszły takie na wskutek zrobienia zdjęcia z lampą i późniejszego rozjaśniania wnętrze kabiny w Photoshopie (żeby było cokolwiek widać na zdjęciach robionych już po zamknięciu kadłuba). Chociaż może faktycznie jeszcze je lekko zmatowię. Klamry natomiast pomalowałem natomiast srebrnym Humbrolem (191), o czym zresztą zapomniałem wspomnieć wcześniej. Zdjęcia będą, obiecuję
-
To jest Aotake Iro - standardowy lakier używany w lotnictwie japońskim do zabezpieczania przed korozją powierzchni wewnętrznych samolotów. Był on w zasadzie przeźroczysty, ale w zależności od ilości położonych warstw mógł on nadawać zabezpieczonej powierzchni różny kolor od seledynowego po niebiski czy niebiesko zielony. Tu masz kilka próbek tego koloru:
-
Witam! Przepraszam, że tak późno odpisuję, ale dopiero przez ostatnie trzy dni w końcu znalazłem natchnienie, żeby coś ruszyć przy Nakajimie Fajnie, że lubisz lotnictwo japońskie (bo jest tam naprawdę wiele ciekawych kontrukcji, a poza tym wydaje mi się, że w naszym kraju wciąż jest to temat dość niszowy), jednak tym razem będzie to coś japońskiego, ale w "ubraku" tajskim (no ale to już pewnie wiesz, z mojego pierwszego postu). Chociaż mogę już teraz zdradzić, że jakiś element japoński znajdzie się i w tym samolocie (oprócz rzecz jasna samej konstrukcji). A teraz do rzeczy. Na wstępie chciałbym przeprosić, za brak zdjęć ze składania wnętrza (po prostu ostatnio nie miałem dostępu do aparatu) - kabiny i silnika. A teraz kilka słów objaśnienia. Do budowy wnętrza wykorzystałem ok. 80% elementów z blaszki Parta. Czyli - kratownice, podłogę kabiny, orczyk, fotel z pasami, tablicę przyrządów, przepustnicę, radiostację i kilka drobnych dźwigienek i pokręteł. Brakujące elementy to dwie małe dźwignie oraz celownik (które to elementy zgubiłem podczas wycinania - celownik mam nadzieję jeszcze jakimś cudem znaleźć, jak nie to zostawię pudełkowy, do którego dodam tylko szybki z kliszy) . Silnik natomiast zwaloryzowałem w 100% tym co daje Part na swojej blaszcze - czyli popychaczami i przewodami. Mam nadzieję, że poniższe zdjęcia dadzą jako takie wyobrażenie na temat tego co się tam znajduje: No i jeszcze słówko o malowaniu. Wnętrze pomalowałem IJN Cocpit Green Tamiyi, Pasy to Leather Citadela, a elementy czarne (tablica, radiostacja i tym podobne skrzyneczki) to czarny mat Gunze, silnik natomiast to mieszanka akryli Citadel - Chaos Black i Chainmail. A tak prezentuje się bryła samolotu przed szpachlowaniem łączeń połówek kadłuba i lini skrzydło-kadłub. Chociaż w tym przypadku ze względu na doskonałe spasowanie części szpachlowanie ograniczy się chyba tylko do delikatnego zalania tych lini cyjanoakrylem. Jak widać na zdjęciu spodu, miejsce na klapy i wnętki podwozia są już psiknięte aotake. A tak na chwilę obecną prezentują się już wspomniane klapy (będą zrobione w pozycji wychylonej), które są jednym z bardziej chcarakterystycznych elementów Ki-43: I to na razie tyle
-
Jak zmywacz do paznokci to trzeba pamiętać, żeby był to zmywacz bezacetonowy, bo chwila nieuwagi i się można nieźle przejechać.
-
Ciekawe kiedy dołączą do nich nasze "Jastrzempie". Pewnie już nie długo, bo myszy się już nimi zajęły (a, że kiedyś chodowałem kilka sztuk to wiem do czego te potwory są zdolne) A swoją drogą ciekawe, ile tych smolotów mogło znaleźć swój "dom" w muzeach...
-
Leń jak leń przyznaj się, że "podebrano" Ci krasnale i nie masz komu dyrygować w Twojej stoczni Właśne ostatnio przyjąłem kilku do pracy. Mówili, że odeszli od Okonka bo kiepsko płacił Co do lenia to mną też zawładnął - ale w kategoriach lotniczych. Mam kilka rozgrzebanych samolotów (kilka z nich jest o włos od ukończenia) w tym jeden zgłoszony na konkurs zimowy (zdążyłem zrobić fotel z blaszki - a i to nie do końca), ale co na nie zerkam to mi się od razu odechciewa Z okrętami jest inaczej, bo to całkowita nowość dla mnie, więc praca w stoczni wre (dzięki krasnalom ).
-
Witam! Oto efekt późnowieczorno-nocnej dłubaniny. 1. Katapulta. Skleiłem ramę drugiej katapulty. Do obu egzemplarzy dokleiłem rolki na ich przodach (widać to na zdjęciu po lewej), po czym zorientowałem się, że w obu katapultach brakuje niezwykle istotnej części wewnątrz kratownicy (mianowicie "bebechów" rozpędzających ustawiony na katapulcie samolot), które oczywiście należało wkleić przed zamknięciem konstrukcji (to ta część po prawej): No ale na szczęście klej cyjanoakrylowy nie trzyma tak mocno jakby się wydawało, dzięki czemu szybko i co ważniejsze bez uszkodzenia konstrukcji udało mi się dostać do wnętrza i umieścić "rolki" w przeznaczonych dla nich miejscach: Powycinałem jeszcze z ramek podstawy pod katapulty oraz cztery stopnie, które należy umieścić po bokach katapult: Ponadto zmontowałem jeden wózek transportowy, a także kilka "kolebek" na których ustawiano wodnosamoloty (na blaszcze są dwie wersje - dla samolotów jedno i dwupływakowych): 2. Dach. Po ponad godzinie, cięcia, wypalania, rwania, szarpania i dziubania wklejonych wtryskowych kratownic udało mi się ich pozbyć i doprowadzić dach do stanu mniej więcej początkowego. Potem jeszce tylko 20 minut szlifowania i już można było wklejać fototrawione kratownice. Potem przyszła kolej na relingi. Użyłem relingów znajdujących się w zestawie TM i muszę napisać, że w porównaniu z Aberem czy LR są one po prostu rewelacyjne - zrobione ze zdecydowanie najcieńszej blachy są przy tym wystarczająco wytrzymałe i sprężyste aby nie dać się wygiąć przez ptzypadkowe dodknięcie (jak ma to miejsce przy relingach wymienionych wcześniej firm). Na koniec zrobiłem mały preshading i całość pomalowałem Neutral Gray Tamiyi: A rano nad dachem wzeszło Słońce:mrgreen: : 3.Nadbudówka. Tak się prezentuje po wstępnym szpachlowaniu i szlifowaniu: Na razie tyle ps. w budowie okrętu użyję jeszcze jednego zestawu blaszek (o których zapomniałem na wstępie) - mianowicie drabinek LR.
-
No to się cieszę, że trafiłem w gusta kolegi Przyznam, że też mam słabość do takich dziwadeł, a jak tak patrzę sobie na Chiyodę to do głowy nasuwa się tylko jedna myśl - ależ on jest brzydki (i temu mi się właśnie podoba, taki już ze mnie turpista ) A co dzisiaj słychać było w stoczni? 1. Powierciłem iluminatory na częściach składowych nadbudówki dziobowej: Niestety nie dysponując rzadną dokumentacją do tego okrętu (w internecie niestety nic nie znalazłem, poza kilkoma, powtarzającymi się zdjęciami), robiłem je na wyczucie (czyli tam, gdzie wydawało mi się, że mogły one być) spoglądając od czasu do czasu na artboxa na pudle. 2. Skleiłem komin (wymaga jeszcze delikatnego przeszlifowania szwu na łączeniu połówek): 3. Wkleiłem w kadłub pokłady - rufowy i dziobowy: Na pokładzie dziobowym przy okazji przeszlifowałem osłonę stanowiska dział, ścieniając ją o około jedną czwartą. 4. Wkleiłem kratownice na obu bokach "zadaszenia" śródokręcia: Po czym zorientowałem się, że fototrawione kratownice (i to na wszystkie cztery strony, anie tylko na boki) są na blaszcze TM'a Jak na złość pudełkowe kratownice przykleiłem jeszcze zwykłym klejem modelarskim (a nie jak zazwyczaj cyjanoakrylowym) dzięki czemu ładnie się "wtopiły" w dach Nie pozostaje mi więc nic innego jak spędzenie upojnego wieczoru przy świeczce z rozgrzanym skalpelem w ręce i wycinanie nieszczęsnych kratownic na gorąco. Potem jeszcze tylko szlifowanie i będzie można wklejać części od Toma. 5. Po obu stronach dziobowej części kadłuba, w miejscu zatartych kotwic wywierciłem otwory na fototrawione odpowiedniki. Dziury: I czekające na malowanie kotwice: (te małe to oczywiście na rufę) 6. Po sklejeniu kotwic postanowiłem zająć się katapultami. W celach porównawczych skleiłem po jednej katapulcie z zestawów LR i TM. W swoim modelu zdecyduję się na użycie tych pierwszych - mają zdetalizowaną powierzchnię górną (u TM'a jest ona całkiem gładka). Obie katapulty można obejrzeć poniżej: I jeszcze zdjęcie zwycięzcy na tle zapałki: I to tyle co udało mi się dzisiaj zdziałać. Do tej pory oczywiśćie, bo chciałbym jeszcze dzisiaj poprawić dach oraz skleić nadbudówkę i zaszpachlować łączenia jej poszczególnych segmentów. I aby tradycji stało się zadość na koniec dwa zdjęcia z serii "na sucho":
-
Po dłuższej przerwie wczoraj dokleiłem relingi na kiosku: Resztę relingów mam nadzieję nakleić jeszcze w tym tygodniu. Dzisiaj natomiast zabrałem się za Glen'a: Kilka miejsc wymaga poprawek malarskich (szczególnie dół). Poza tym muszę jeszcze namalować żółte pasy szybkiej identyfikacji na krawędzi natarcia skrzydeł. Hinomaru malowałem ręcznie (co widać - ale na szczęście tylko na zdjęciach) pędzlem 00. Śmigło to połowa czterołopatowego śmigła z blaszki Tom's Modelwork (jeszcze nie pomalowane). No i na koniec rzut oka na całość:
-
Wczoraj i dzisiaj pobawiłem się trochę relingami. Oczywiście nie byłbym sobą gdybym czegoś nie zchrzanił. Otóż jak widać na jednym ze zdjęć rufowy, lewy reling przyciąłem o dwa segmenty za krótki Niby nic wielkiego, łatwe do naprawienia, ale zawsze do dodatkowa, niepotrzebna robota. Jak widać na zdjęciach relingi wymagają porawek malarskich (po naklejeniu przejechałem je tylko na szbyko jedną warstwą farby) i doklejenia w kilku miejscach. Na koniec jeszcze tradycyjny rzut na całość:
-
Ja do usuwania farby (nieważne czy akrylowej czy olejnej) używam cleanluxa (zmywacz do sidoluxu) - działa szybko (efekty daje już kilkunastominutowa kąpiel), i co ważne nie oddziaływuje w żaden sposób na model czy ręce.
-
Witam! Dopiero co skończyłem swój pierwszy okręt a już mnie wzięło na następny (nie liczę dwóch rozpoczętych w międzyczasie okrętów podwodnych - te sklejam sobie w wolnych chwilach gdy np. schnie farba przy większych projektach). Tym razem miałem ochotę na okręt lotniczy. Długo wachałem się pomiędzy lotniskowcem IJN Junyo (Tamiya) i nosicielem wodnosamolotów IJN Chiyoda (Aoshima) - jak widać w temacie padło na tego drugiego. Orginał wyglądał tak: (IJN Chiyoda na Morzu Wewnętrznym, listopad 1938) "In box" tego modelu można zobaczyć klikając tutaj. Oprócz tego co dał producent w pudle przy budowie tego modelu mam zamiar skorzystać igieł lekarskich i z przedstawionych poniżej elementów fototrawionych firm Lion Roar i Tom's Modelwork: Na początek do kadłuba dokleiłem i zaszpachlowałem rufę: W trakcie szpachlowania, niejako przy okazji zatarłem kotwice (to samo zrobiłem z kotwicami dziobowymi): A to dlatego, że mam zamiar zamienić je na fototrawione odpowiedniki z blaszki TM:
-
Skoro to elastyczna żyłka to raczej ciężko (tak jak w przypadku pończoch) będzie uzyskać zwis Ale dzięki za informacje, spróbuję nabyć coś takiego i wypróbować. A przy okazji, wiesz może w jakim zakresie grubości są dostępne te żyłki?
-
Dzięki wszystkim za dobre słowo A teraz w skrócie trzy sprawy: 1. Spiton - obiecuję następnym razem postarać się zrobić lepsze zdjęcia. 2. Olinowanie - faktycznie zeszło mi na nim najwięcej czasu (ale nerwów straciłem mniej niż przy relingach ), więc tym bardziej cieszę się, że się podoba, ale efekt końcowy mnie nie zadowala w 100% (o przyczynach już pisałem). Przy okazji budowy następnych modeli spróbuję użyć nitek wyciąganych nad ogniem ramek. Efekt powiniem być lepszy. 3. Lufy działek przeciwlotniczych zaczynają mnie coraz bardziej denerwować i chyba zdecyduję się na ich wymianę na fototrawione.
