łsobota
Użytkownicy-
Liczba zawartości
671 -
Rejestracja
-
Ostatnia wizyta
Typ zawartości
Profile
Forum
Galeria
Pliki
Kalendarz
Blogi
Zawartość dodana przez łsobota
-
Wbrew pozorom to nie ma tego za wiele. Skończone to: A5M2a (x2), C6N1 (skończony wczoraj - po kąpieli w cleanluxie), Ki-15, G3M1,Ki-94II, Ki-48, B6N2, Ki-43I (prezentowany powyżej). Do tego dochodzą modele w różnym stadium budowy: A6M2 (w 1:48 - niemal ukończony), Ki-43II, D4Y2, Q1W1, G4M2e z Ohką, F1M2, B7A2 (skończony w ok.90%), D3A2, Ki-36 i to chyba tyle. Oczywiście, w końcu nie samymi Japońcami człowiek żyje (mój ostatni nabytek to np. dostarczony wczoraj Koolhoven FK-51). Staram się jednak, żeby wszystkie "inne" miały coś wspólnego z Japończykami - czyli wojna na Pacyfiku lub Chiny, ewentualnie Mandżuria. Skończone to: F4F-3 Wildcat (a raczej coś Wildcatopodobnego - bo z Academy) i SB2-U Vindicator. Oraz napoczęte - Breda 27M, MC.202 Folgore (ten akurat z Azją nie ma nic wspólnego ale przyplątał się kiedyś i już został), PBY-4 Catalina, SBD-3 Dauntless (kupiłem już napoczętego, po okazyjnej cenie z blachami Edka), TBF-1 Avanger, TBD-1 Devastator (tego już skleiłem, ale coś mi w nim nie pasowało i jakiś czas temu model wziął kąpiel w cleanluxie) i na koniec Brewster Buffalo (w 1:48).
-
Faktycznie, zapomniałem zaczernić środek Co do pigmentów, to jak się już w takowe zaopatrzę i trochę potrenuję to zajmę się wydechem i okolicami okołowydechowymi. Hmm, napisz na którym zdjęciu to widzisz (albo jeszcze lepiej zaznacz na czerwono). Właśnie obejrzałem model i... nic nie odłazi. Zresztą nie ma prawa odłazić, bo zarówno pod jak i na paski poszła warstwa sidoluxu. Koła są dobrze zamontowane, ale były nieco krzywo zeszlifowane, co ujawniło dopiero zdjęcie, ale już to poprawiłem. Koła faktycznie wymagają podmalowania - jak tylko się rozjaśni (za oknem zachmurzenie jak cholera, a przy sztucznym świetle źle mi się ostnio maluje) to się tym zajmę. Na żywo zbiorniki są ciemniejsze. Zdjęcia robiłem z lampą bo pogoda niestety nie pozwala inaczej Słaba farba (z dużą zawartością celulozy), bardzo podatna na warunki atmosferyczne i paskudny klimat Azji Południowo-Wschodniej - duża wilgotność powietrza, do tego mocne zasolenie, silne wiatry i słońce. No i do podkładu nie zawsze się przykładano. A i nie zawsze był czas na odmalowywanie samolotów.
-
Tak, Val był samolotem dwumiejscowym. Już to zapewne znacznie różni wygląd wnętrza kabiny obu samolotów. Do tego D3A był bombowcem nurkującym, a Jake był samolotem rozpoznawczym. W związku z tym pojawią się zapewne duże różnice w choćby wyposażeniu radiowym czy nawigacyjnym. Zresztą zerknij chociażby na porównanie obu tablic przyrządów: D3A: E13A: Czy paneli z kabin obserwatorów: D3A: E13A: Lepiej więc chyba będzie wziąść kawałek drutu, trochę polistyrenu i samemu coś podłubać. ps. podeślij mi swojego maila, myślę, że mam coś co Cię ucieszy
-
Równolegle z konkursowym Ki-43 II, zacząłem sobie dłubać kolejnego Oscara. Tym razem jest to Ki-43 I z 64 Sentai (Chińczycy mają Rok Szczura, a ja coś czuję, że 2008, będzie u mnie rokiem "Sokoła Wędrownego" - w kolejce czekają jeszcze Ki-43 II i Ki-43 III AML'u, a coś czuję, że jeszcze coś dokupię). Ale na początek trochę historii Wkrótce po wprowadzeniu do służby Ki-27 japońska Armia zleciła zakładom Nakajima rozpoczęcie prac nad jego następcą. Zespół konstrukcyjny pod kierownictwem Hideo Itokawy (konstruktor Ki-27), postanowił zbudować samolot w tej samej konfiguracji jak wcześniejszy model - czyli dolnopłata o konstrukcji całkowicie metalowej i z powierzchniami sterowymi pokrytymi płótnem. Skrzydło trójdźwigarowe jednoczęściowe, wzmocnione w celu uzyskania maksymalnej zwrotności. Kadłub bardzo wąski z pokryciem metalowym. W odróżnieniu od Ki-27 nowy samolot wyposażono w pełną kabinę oraz wciągane podwozie. Pierwszy lot prototypu odbył się w styczniu 1939 roku. Ogólnie zbudowano 3 prototypy wyposażone w dwurzędowy, 14-cylindrowy, chłodzony powietrzem silnik Nakajima Ha-25 o mocy 925 KM. Uzbrojenie samolotu stanowiły dwa karabiny maszynowe 7,7 mm Typ 89 zamontowane w górnej osłonie silnika i strzelające przez śmigło. Nowy samolot spełniał wymagania postawione przez armię, ale piloci nie byli zadowoleni z jego zwrotności - ich zdaniem gorszej niż u poprzednika (Ki-27). Wciągane podwozie postrzegano jako zbędny dodatek podnoszący wagę samolotu i redukujący jego zwrotność. Ponadto pełna kabina ograniczała widoczność do tyłu. Wszystkie te niedociągnięcia postawiły przyszłość Ki-43 pod znakiem zapytania. Lotnictwo Armii postanowiło jednak kontynuować testy i zamówiło 10 sztuk samolotów serii próbnej oznaczonych jako Ki-43-KAI. Zamówienie zrealizowano pomiędzy październikiem 1939 roku a wrześniem 1940. Samoloty te nie różniły się od prototypu, z wyjątkiem małych zmian w wyposażeniu, oraz nowego typu kabiny, podnoszącej widoczność we wszystkich kierunkach, w odróżnieniu od pierwszej z gęstymi obramowaniami, którą zakwestionowali piloci. Jednej z maszyn testowych dodano klapy bojowe, które po opuszczeniu podczas lotu umożliwiały uzyskanie większej prędkości wznoszenia, oraz zmniejszenie promienia skrętu. Ta zwiększająca zwrotność modyfikacja zyskała doskonałe opinie u pilotów. Dowództwo Armii orzekło, że zwrotność samolotu dzięki zastosowaniu klap bojowych jest zadowalająca i złożyło zamówienie na pierwszą partię myśliwca. Maszyny seryjne były bardzo podobne do tych z serii testowej, ale wyposażono je w 950-konny silnik gwiazdowy Nakajima Ha-25. Pierwsza wersja produkcyjna została oznaczona jako Myśliwiec Armii Typ 1 Model 1A (Army Typ 1 Fighter Model 1A), oraz nadano mu nazwę Hayabusa (sokół wędrowny). W kwietniu 1941 roku wszedł do produkcji Ki-43-Ia, wyposażony we wzmocniony silnik Ha-25 Typ 99 o mocy 980 KM, po ujednoliceniu systemu oznaczeń przez armię i marynarkę znany także pod nazwą Ha-25/12. Na początku wyposażony w dwułopatowe drewniane śmigło o stałym skoku, wkrótce zamienione na metalowe o zmiennym skoku. Uzbrojenie stanowiły dwa karabiny 7,7 mm Typ 89 strzelające przez śmigło. Ponadto samolot był wyposażony w dwa węzły dla dodatkowych podwieszanych zbiorników paliwa w centralnej części płata. W momencie wybuchu wojny na Pacyfiku do jednostek dostarczono tylko 40 sztuk myśliwców Ki-43 które weszły w skład 59 i 64 dywizjonu myśliwskiego na Półwyspie Malajskim. Po zastąpieniu Ki-43-I przez nowocześniejsze i lepiej uzbrojone wersje, myśliwiec ten był używany do zaawansowanego szkolenia pilotów. Część maszyn trafiła także do sprzymierzonych z Japonią Królewskich Sił Powietrznych Tajlandii, gdzie wykorzystywano je do 1949 roku. W okresie od kwietnia 1941 do lutego 1943 wyprodukowano 716 sztuk samolotu w wersji Ki-43-I. Tyle tytułem, któtkiego wstępu (idąc mocno na skróty większość informacji zaczerpnąłem z wikipedii). Model, który chcę przedstawić to właśnie Ki-43 I z 64 Sentai na którym wiosną 1942 latał major Tateo Kato. Tateo Kato przy swoim Ki-10 Perry w Chinach w 1938 roku Tateo Kato urodził się na Hokkaido 28 września 1903 roku. Swoją przygodę z lotnictwem rozpoczął w czerwcu 1926 roku, kiedy to został przyjęty do szkoły lotniczej Tokorozawa. Jak większość japońskich pilotów chrzest bojowy przeszedł w czasie walk w Chinach, gdzie latał na dwópłatowym Ki-10 Perry, a później na Ki-27 Nate. Swoje dwa pierwsze zwycięstwa powietrzne (zestrzelił dwa radzieckie I-15) odniósł 31 stycznia 1938 roku Do 10 kwietnia 1938 Kato miał już na koncie 9 samolotów. W marcu 1939 został skierowany do Europy, gdzie zapoznawał się z taktyką walki i strukturą organizacyjną niemieckiej Luftwaffe. Po powrocie do Japonii w połowie 1939 roku został oddelegowany do 64 Sentai. Gdy Japonia rozpoczęła wojnę z USA, jednostka ta działała bojowo nad Indochinami, Holenderskimi Indiami Wschodnimi i Birmą. W walkach powietrznych pomiędzy 22 grudniem 1941 a 8 kwietniem 1942 Kato zestrzelił 7 samolotów (2x Brewster Buffalo, 3xCurtiss P-40 i 2xHawker Hurricane) i dwa prawdopodobnie (2xHawker Hurricane). Zwycięstwa te nagłaśniane przez propagandę japońską rozsławiły majora Kato w całej Japonii. Niestety każda piękna seria kiedyś się kończy. Tateo Kato zginął 22 maja 1942 w rejonie Akyab nad Zatoką Bengalską, podczas ataku na samotnego Blenhaim'a... wizja śmierci majora Kato, umieszczona w jednym z japońskich magazynów A teraz zdjęcia (przeprasazam za jakość, ale pogoda nie sprzyja robieniu zdjęć): Model niemalże prosto z pudła (dodałem pasy i trochę polistyrenu do kabiny oraz zrobiłem przewody hamulcowe). Niestety nie ustrzegłem się kilku błędów - najpoważniejszy to kolor kabiny (zbyt zielony). Trochę za bardzo naciągłem też linkę anteny (nić z pończochy) i przez noc maszt antenowy uległ lekkiemu wygięciu - w najbliższym czasie to poprawię. Jest jeszcze kwestia żółtych pasów na krawędzi natarcia skrzydeł - tu spotkałem się z dwiema wersjami - z pasami i bez pasów. Ja zdecydowałem się na ich brak. Tak samo kolor łopat śmigła - widziałem dwie wersje - aluminium z czerwonymi pasami i brąz z żółtymi pasami. Wybrałem aluminium. To chyba tyle. Acha, jeszcze kwestia okopceń - na razie ich brak, ale wkrótce mam zamiar zaopatrzyć się w jakieś pigmenty i pastele i wówczas spróbuję coś z tym zrobić. A na koniec jeszcze znaleziony w sieci rysunek Ki-43 I Tateo Kato, autorstwa Yokoyamy Konichi:
-
Dzięki Piotrek Prosiłem o tego in box'a, bo byłem ciekaw co zawiera pudełko tej firmy. Idę zaparzyć kawę i zabieram się za przeglądanie podanego przez Ciebie linka ps. gdybyś potrzebował jakiś materiałów to daj znać
-
Otóż drogi gunze, ja nie określiłem tego kleju jednoznacznie. Napisałem tylko, że wydawanie 25 złotych za klej tylko dlatego, że ma pędzelek nie ma sensu. Przynajmnie dopóki nie zobaczę na własne oczy (może będzie okazja na którejś ze wspomnianych przez Ciebie prezentacji) lub nie przeczytam/usłyszę co najmniej kilku pochlebnych opinii (Twojej opinii, jako dystrybutora tego kleju, niestety - nawet jak jest zgodna z prawdą - nie mogę uznać za obiektywną, bo to tak jakby uwieżyć sprzedawcy np. filtrów do wody, że muszę taki kupić jeżeli chcę dożyć setki), wówczas kto wie, może i sam się skuszę Osobiście bardzo cenię sobie chemię Gunze, ale póki co nie sądzę, żeby ten klej był w czymś lepszy od innych cyjanoakrylowych. Osobiście próbowałem kilkunastu różnych klei w przedziale cenowym 1,2 - 16 złotych i...... do klejenia używam najzwyklejszego super glue (i wcale nie mam problemów z zasychającym klejem - wystarczy dabać o czystość końcówki i dobrze go zakręcać). Chyba każdy by chciał, czego nam wszystkich życzę ps. jasnowidzem nie jestem - po prostu w swoim krótkim życu wiele już widziałem (oczywiście jeszcze więcej nie widziałem )
-
[PG] Carski torpedowiec Izmail (1/350 , od podstaw)
łsobota odpowiedział ZzB → na temat → [O]Warsztat
Co jakiś czas zaglądam do Twojej relacji i muszę przyznać, że z każdym kolejnym razem robi się coraz ciekawiej. Gratuluję tego co zrobiłeś do tej pory i niecierpliwie czekam na finał -
NIecodzienny pomysł czyli "wspólna budowa modelu"
łsobota odpowiedział redhot12 → na temat → Jak to zrobić i jak pokazać
Na pewno mieć pod ręką każdy z tych specyfików. Ja używam bluetacka, maskolu (ja mam jeszcze resztkę Humbrola, ale jako następny kupię Talensa. Wamodu nie używałem, ale czytałe niezbyt pochlebne opinie o nim) i taśmy Tamiyi nierzadko na jednym modelu naraz. -
Pozwolę sobie odpowiedzieć za Konrada: klik
-
Arturjeżeli już koniecznie chcesz używać cyjanoakrylu do elementów przeźroczystych to spuóbój "wersji" żelowej, która nie paruje tak gwałtownie jak np. zwykły Super Glue, tyle, że łączenie elementów trwa nieco dłużej. Ja używam najzwyklejszego Super Glue do sklejania połówek kadłuba czy skrzydeł i jeszcze mi się nie zdażyło, żebym nie zdążył. Może dajesz za cienką warstwę poprostu? A co do samego kleju Gunze to moim zdaniem nie warto. Pędzelek do niczego nie jest mi potrzebny przy nakładaniu kleju (zwłaszcz kleju CA), a cena za 4g woła o pomstę do nieba (podejrzewam, że w tym przypadku akurat płacimy nie za cenę, a za napis Gunze na opakowaniu). No ale może ktoś się na niego skusi i opisze swoje wrażenia i wówczas wszystko się wyjaśni
-
Na całość pójdzie jeszcze jedna warstwa sidoluxu a potem brudzenie i mat. Także mam nadzieję nic się błyszczeć nie będzie.
-
Kabinka już pomalowane, ale jak pokazało zdjęcie muszę jeszcze podmalować ramkę (po lewej) z przodu wiatrochronu i zetrzeć wykałaczką nadmiar farby po prawej stronie (przy drugiej i trzeciej ramce). Na dzień dzisiejszy całość wygląda tak (kabinka nie jest jeszcze przyklejona): Słoni jeszcze nie ruszałem.
-
Zrobiłem próby na złomie z tą kalkomanią i okazało się, że hypersol by je zniszczył Słoń zostanie więc tak jak jest z tym, że go poprostu tak jak sugerowałeś rozetnę.
-
Nie ma za co. Akurat miałem te zdjęcia na dysku więc nie było problemu.
-
Jeżeli zadowolą Cię zdjęcia, to proszę bardzo: I jeszcze kolorowy schemat z tyłu pudełka:
-
Wiem. Pomimo użycia Tensola (płyn zmiękczający Agamy) słonik nie siadł jak należy, a pomoc w postaci patyczka higienicznego skończyła się rozdarciem kalki na linii oddzielającej ster kierunku od statecznika Są to kalki, dołączone onegdaj do monografii Ki-27 Kagero - nie wiem czyjej one są produkcji (podejrzewam Techmod), ale są tragicznie kruche. Nie wiem czy coś jeszcze będzie się z tym dało zrobić na tym etapie. Jakieś sugestie?
-
Dzięki Nad przetarciami jeszce popracuję przy okazju brudzenia. Co do farb to Tajowie raczej nie używali swoich tylko właśnie japońskie (np. ta farba brązowo-piaskowa stosowana była przez japońskie 25 Sentai). No i jeszcze kwestia zdjęć orginalnych tajskich Oscarów (ze słoniami) - tu niestety panuje straszliwa posucha. Sam zresztą to oceń: To niestety wszystko
-
Dzisiaj także udało mi się trochę posiedzieć na Oscarem. Położyłem kalki na górę, dół i statecznik - czyli tam gdzie być powinny. Tu muszę się wytłumaczyć z hinomaru na skrzydłach. Jedyne źródło jakim dysponuję to znaleziony w internecie profil (ten sam co na początku tej relacji), z którego nie wynika co powinno być na górnych powierzchniach skrzydeł (bo wynikać nie może, jako, że to profil w końcu). W tym więc przypadku posłużyłem się publikacją Ospreya - "Ki-43 Hayabusa. In Japanese Army Air Force, RTAF, CAF, IPSF Service" z serii Aircam (numer 13). Znajdują się tam dwie informacje dotyczące insygniów na tajskich Ki-43. Jedna z nich mówi, że tajskie Hayabusy działające wspólnie z lotnictwem japońskim, zamiast słoni miały na górnych powierzchniach skrzydeł hinomaru czerwone, pomaracńczowe, a nawet różowe (w celu ułatwienia identyfikacji). I ta informacja (wraz z rysunkiem - co prawda samolotu w innym kamuflażu, ale z tego samego okresu) skłoniły mnie do nałożenia na górne powierzchnie właśnie japońskich hinomaru, zamiast tajskich słoni. Zająłem się podwoziem - z żyłki wędkarskiej zrobiłem przewody hamulcowe a także dokleiłem osłony podwozia. Tak więc przy podwoziu zostały jeszcze do naniesienia poprawki malarskie przy felgach: No i jeszcze udało mi się skończyć śmigło: Teraz zostaje jeszcze skończyć owiewkę, poskladać całość do kupy i zająć się brudzeniem i matowieniem modelu. Ale to zapewne nastąpi dopiero w przyszłym tygodniu
-
Błąd już poprawiony Zawsze po pięć razy czytam swoje posty, a tu taka wpadka
-
Model bardzo ładny (jak patrzę na Twoje szmatopłaty to aż mnie kusi, żeby jakiegoś kupić - ale na razie walczę z tym ). Pierwsze co się rzuca w oczy to ciekawy kamuflarz - bardzo mi się podoba. Fajnie też wyszło Ci "drewno" na kadłubie Gratuluję kolejnego udanego modelu
-
Lunetowe to tylko Ki-43 I. Późniejsze wersje miały już refleksyjny. A nawet niektóre Ki-43 I (pięć sztuk) zostało w lutym 1942 wyposażonych w celowniki refleksyjne, oraz mocniejszy silnik (Ha-115) z dwustopniową sprężarką i trójłopatowe śmigło. Poza tym zmniejszono o 60 cm rozpiętość ich skrzydeł. Podniesiono też nieco kabinę pilota i tak powstał Ki-43 IIa
-
Witam! Wszystkim zainteresowanym chciałem tylko zasygnalizować, że projekt żyje, ale z powodu chwilowego braku czasu jeszcze jakiś czas pracę nad Chiyodą będą wstrzymane (na pewno do końca przyszłego tygodnia). Na koniec pochwalę się jeszcze, że w ostatnim czasie dotarły do mnie kolejne blachy - kable demagnetyzacyjne Parta oraz drzwi od Tom's Modelwork. Jutro wrzucę fotki obu blaszek.
-
Witam po dłuuuugiej przerwie! Dopiero dzisiaj udało mi się znaleźć trochę czasu. Podgoniłem więc trochę Oscara i zrobiłem mu małą sesję, pokazującą stan obecny. Z rzeczy "drobnych" dokleiłem zagłówek, rury wydechowe, maszt anteny i szkiełka do celownika (niestety celownik fototrawiony zgubiłem po raz drugi - więc zostaje pudełkowy - chyba, że jakimś cudem znowu go znajdę przed zamknięciem kabiny). Wszystko to mam nadzieję widać na poniższym zdjęciu: A teraz malowanie. Generalnie malować już skończyłem i na całość poszły już dwie warstwy sidoluxu - jako podłoże pod kalki. Cienkim pędzlem porobiłem też trochę odbić. Jako, że samolot ma nie być zbyt obdarty ograniczyłem się do niewielkich przetarć i odbić na okapotowaniu silnika, krawędziach natarcia, w rejonie klap bojowych, podwozia i na skrzydłach w miejscu, gdzie mogła poruszać się obsługa techniczna i pilot. Pomalowałem też śmigło i kołpak (brakuje jeszcze żółtych pasków na łopatach) oraz zbiorniki paliwa (które gdzieniegdzie pościnałem nożem imitując wgięcia blachy) - ale na dzień dzisiejszy nie jestem przekonany co do ich podwieszenia pod tym akurat modelem. Zacząłem też malować owiewkę (do zdjęć jest założona na sucho). Oprócz tego zacząłem jeszcze podwozie i skończyłem klapy bojowe. A teraz zdjęcia: Na powyższych zdjęciach zbiorniki i śmigło trzymają są trochę krzywo, bo są "zaczepione" na sucho (trzymają się na blutack'u). A, byłbym zapomniał - końcówka rurki Pitota jest zrobiona z igły lekerskiej.
-
Tak, izopropanolu używam zarówno do rozcieńczania farby jak i mycia aerografu. Kosztuje niewiele (klikanaście złotych za litrową butlę), a przedewszystkim spisuje się rewelacyjnie Orginalny rozpuszczalnik Gunze (Mr.Color Thinner) do serii C jest drogi jak cholera (w Gunze Polska 400ml jest za 50 złotych) a i w 95% składa się z izopropanolu a reszta to zapewne jakieś retardery (ja, używając czystego izopropanolu nie narzekam na zbyt szybkie zasychanie farby - jak dla mnie wszystko jest OK, więc nie potrzebuję opóźniaczy). Natomiast do serii H dedykowany jest Mr. Aqueous Hobby Color Thinner. Z Wamodem nie miałem jeszcze do czynienia, więc nie wiem jak działa na Gunze.
-
Ja używałem obu. - seria C (Mr. Colour) - jak napisał subgrafik należy używać dedykowanego rozcieńczalnika, co niestety wychodzi dość drogo. Aby oszczędzić ozcieńczałem je czystym izopropanolem, który jest podstawowym składnikiem orginalnego rozcieńczalnika Gunze i zazwyczaj nic złego się nie działo, ale czasem robiły się paprochy (wydaje mi się, że w orginalnym rozcieńczalniku stężenie izopropanolu jest mniejsze), więc zrezygnowałem z używania farb z tej serii. - seria H (Hobby Colour) - niby można wodą rozcieńczać ale, ale mi przynajmniej źle się nimi malowało gdy je "rozwadniałem", dlatego używam do ich rozcieńczania izopropanolu, który w tej roli spisuje się znakomicie. Są to moje ulubione farby akrylowe, doskonale kryją i mocno trzymają się powierzchni, ale pod warunkiem zastosowania podkładu - najlepiej olejnego (np. jakiś Humbrol), chociaż dobrze trzymają się też podkładów Citadel i Tamiya (a zapewne i Gunze, choć tego nie próbowałem, ale raczej trudno zakładać, że może być inaczej). A czym się różnią obie serie? Hmm, na pewno składem chemicznym, co można poznać choćby po zapachu (mi akurat "aromaty" obu serii odpowiadają i uważam je za najprzyjemniejsze z całej znanej mi chemii modelarskiej). Seria C są to farby na bazie celulozy i ze swoich obserwacji wnioskuję, że nieco lepiej trzymają się malowanych powierzchni (a na pewno lepiej leżą na powierzchniach nie pokrytych podkładem). I jeszcze jedno, niby farby te nadają się do pędzlowania, jednak ja nie umiałem nimi malować za pomocą pędzla (z Tamiyą nie miałem większych problemów). Może to kwestia doświadczenia, a może tego, że nie używałem orginalnych rozcieńczalników tylko wspomnianego już izopropanolu w czystej formie. Natomiast do aerografu nadają się idealnie.
