Skocz do zawartości

jacmin

Użytkownicy
  • Liczba zawartości

    219
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

  • Wygrane w rankingu

    9

Zawartość dodana przez jacmin

  1. W czasie gdy wash na figurkach dosychał, zająłem się ponownie sprzętem lotniskowym. Postanowiłem dodać jeszcze wózek do transportu zbiorników . Przerobiłem też standardową przyczepę (taką samą jak ta z beczkami) dodając stelaż do przewozu zbiorników. Przyszedł też czas na ostateczne zmontowanie podestów B1 i C1 po uprzednim dorobieniu instalacji hydraulicznej do podnoszenia podestu. Złożyłem też przyczepę z beczkami, gaśnicę i szafkę narzędziową. A oto cały inwentarz przymierzony do dioramy:
  2. Kolejnym etapem wykonania moich figurek było malowanie kolorów. Drelichowe spodnie wykonałem mieszaniną farb Pactra A33 (4 krople) + A25 (1 kropla). Koszulki rozjaśnioną o 20% Pactrą A30. Paski spodni czarne ze srebrnymi sprzączkami, a buty rozjaśnioną czernia. Włosy brunetów maluję zwykle w 2 etapach. Pierwszy to czarny nieco rozjaśniony bielą a następnie przecierka szarym. Dzięki temu nie wyglądają jak "hełm". Podobnie sprawa wygląda z blondynami, przy czym podstawowy kolor twarzy przecieram jasnym brązem. Co do oczu, to już od dawna ich nie maluję. Cokolwiek bym nie zrobił i tak w końcu pada pytanie jak z czerwonego kapturka "a czemu ma takie wielkie oczy?" Po prostu w tej skali to ponad moje siły. Przecieram jedynie suchym pędzlem brwi. Usta maluję mieszanką koloru podstawowego skóry z niewielkim dodatkiem czerwieni, ale bez przesady, żeby zbytnio nie wyróżniały się na twarzy. Tak pomalowane figurki prezentują się następująco: Teraz trzeba położyć wash. Zwykle stosuję olejną, artystyczną umbrę paloną o konsystencji rzadkiej śmietany . Figurki są tak małe, że jadę po całości. Po dotarciu washa wacikami, w zakamarkach ciała i odzieży pojawiły się cienie. W pewnym stopniu rekompensują brak oczu na twarzach. Trochę się jeszcze świecą, ale po odparowaniu zmatowieją. Gdy za tydzień wyschną, przetrę jeszcze suchym pędzlem wystające fragmenty odzieży rozjaśnionymi kolorami bazowymi.
  3. W tak zwanym międzyczasie dokończyłem pomosty B1 i C1. Po szarym podkładzie delikatnie trysnąłem srebrną farbą kraty pomostów i stopni, żeby uwidocznić przetarcia. Potem lakier bezbarwny, płyn do chippingu i oliwkowo zielony. Po wyschnięciu przecierka wodą i ponownie lakier. Odblaskowe paski wykonałem ze starych kalek. Do zrobienia pozostał wash i jakieś drobne otarcia. Pomalowałem też przerobioną z Hasegawy gaśnicę: Rzuciłem też pierwszy kolor na figurki. Robiłem to delikatnie aerografem, żeby nie zalać szczegółów.
  4. Jak słusznie zauważył Moses, beczki w takiej formie wyglądają słabo. Początkowo chciałem je poprawiać, ale znalazłem w starych zapasach 4 porządne beczki, zrobiłem formę i odlałem potrzebną ilość: Następnie, razem z innymi elementami potraktowałem je Surfacerem 1000 w sprayu i zagruntowałem ciemnoszrym Gunze. Na to poszedł płyn do chippingu i oliwkowozielony. Teraz wyglądają dużo lepiej. Zawsze zastanawiałem się nad kolorem beczek, tzn czy ich kolor ma coś wspólnego z zawartością. Przykładowo Agent Orange był transportowany w beczkach koloru pomarańczowego lub oliwkowych z pomarańczowym pasem pośrodku. Beczki widoczne na zdjęciu poniżej raczej nie mogły zawierać paliwa, bo było ono w bazach tankowane z cystern, więc prawdopodobnie olej: Zdjęcia są czarno-białe, więc nie mam pojęcia jaki kolor będzie właściwy. Może ktoś ma wiedzę na ten temat?
  5. Moses! Całkowicie się z Tobą zgadzam. Te beczki są przeznaczone do poprawy, ale jeszcze nie miałem na to czasu. Będą nowe korki i obręcze. Reszta zostanie, bo są ciekawie powgniatane.
  6. Zanim skończył się mój zapiątkowy, modelarski czas, wykonałem jeszcze 2 palety. Umieszczę je na przyczepie, a na nich beczki, tak jak widziałem to na jakimś zdjęciu.
  7. Dobrze, że platformę B1 mam już za sobą, bo strasznie dała mi w kość. Nie sądzę, żebym miał jeszcze kiedyś ochotę zrobić ją ponownie na jakąś dioramę. Jest zbyt pracochłonna. Inaczej wygląda sprawa z C1. Jest dużo prostsza, a używana była nagminnie (B1 jest jednak bardziej specjalistyczna i przeznaczona do większych maszyn), więc prawdopodobnie pojawi się jeszcze nie raz w moich pracach. Dlatego postanowiłem zbudować szablon, który w miarę szybko pozwoli mi wygiąć odpowiedni, powtarzalny kształt. Jako bazę użyłem miniatury platformy C1 z zestawu Hasegawy obsługi naziemnej. Nie zastosowałem jej na swojej dioramie, ponieważ jest zbyt toporna. Imitacja rurek jest prawie dwukrotnie za gruba, a stopnie są pełne, a nie ażurowe. Ale geometrię ma w miarę prawidłową i mogłem z niej skorzystać. Na tym szablonie, z polistyrenowego pręta o średnicy 1mm wygiąłem zewnętrzną ramę platformy. Potem przeniosłem ją na papier milimetrowy, docinając i doklejając pozostałe elementy. I tak 2 razy. Potem to już z górki. Stopnie i podest wykonałem tak jak dla platformy B1 a następnie całość złożyłem ponownie korzystając z papieru milimetrowego. I jeszcze przymiarka wszystkiego na sucho: Celowo nie kleiłem poszczególnych elementów docelowo ze sobą, bo łatwiej to będzie malować i odrapywać.
  8. Witam po długiej nieobecności. Miałem nadzieję, że w te święta coś mi się uda podłubać, ale wszyscy wiedzą jak sprawa wygląda z nadzieją... Dość, że dopiero w ten zapiątek udało mi się ruszyć z tematem platform B1 i C1. Mając już konstrukcję głównych ram, zabrałem się za wykonanie podestu i stopni. Zrobiłem je z siatki, drutu i pasków polistyrenu: Następnie złożyłem to w całość. Największy kłopot polegał na jednakowym ustawieniu stopni tak aby wszystkie były równoległe. Empirycznie dobrałem grubość podkładek, które następnie podkładałem pod jedną krawędź stopnia. Dzięki temu wszystkie są obrócone tak samo. Dużą pomocą był tu papier milimetrowy pozwalający zachować równoległość stopni. Do zrobienia pozostały jeszcze boczne barierki, ale tym zajmę się później.
  9. Czcigodni! Niech Święta przyniosą więcej wolnego czasu niż obowiązków. Dużo spokoju, cierpliwości i godzin przy biurku modelarskim! Wesołych Świąt i udanego Nowego Roku!
  10. Jak pisałem wcześniej, jednym z elementów na dioramie będzie podest roboczy B1. Jeszcze się zastanawiam, czy sam, czy połączyć go z platformą C1. Najpierw jednak B1. Niestety, żadna firma nie robi czegoś takiego w 1/72, a prawdę mówiąc chyba w żadnej skali. Trzeba zatem zrobić to od podstaw. A jak od podstaw, to przydałaby się jakaś dokumentacja. Dość długo szukałem, ale co nieco udało się znaleźć. Na początek trochę rysunków: I jeszcze jak to wyglądało w naturze: Żeby cokolwiek zacząć, potrzebne są chociaż przybliżone wymiary. Teraz wystarczy ten rysunek położyć na ksero i zmniejszać, aż uzyskamy te wymiary ale w skali 1/72. Następnie mierzyłem suwmiarką wymiary z rysunku i docinałem elementy z kształtowników polistyrenowych i drutu: W międzyczasie przygotowałem jeszcze elementy przyczepy, szafki narzędziowej i gaśnicy: Tyle udało się zrobić tym razem. Na ciąg dalszy zapraszam za 2 tygodnie.
  11. No Bob Mason to klasyka. Też to czytałem na studiach !
  12. Czcigodni! Dziś pamiętna data. 55 lat temu rozpoczęła się operacja "Ivory Coast" znana jako Rajd na Son Tay. Była to operacja sił specjalnych USA przeprowadzona w północnym Wietnamie w nocy z 20 na 21 listopada 1970 roku. Celem była próba uwolnienia amerykańskich jeńców wojennych przetrzymywanych w obozie „Camp Faith”. Choć w obozie nie było już więźniów (przeniesionych kilka miesięcy wcześniej), operacja pozostaje wzorcowym przykładem precyzyjnie zaplanowanej misji specjalnej, z zaskoczeniem, koordynacją środków i minimalnymi stratami. Apple 4, którego tak usilnie próbuję wskrzesić, odegrał bardzo ważną rolę w tej operacji. Jego podstawowym zadaniem było zapewnienie dodatkowego transportu, gdyby okazało się, że w obozie znajduje się większa liczba więźniów niż donosił wywiad. Był też rezerwową maszyną do zrzucenia flar nad obozem, gdyby zawiódł MC-130. Miał też zapewnić ewakuację w przypadku zestrzelenia któregokolwiek z helikopterów głównego zespołu uderzeniowego. Po rozpoczęciu ataku Apple 4 i Apple 5 oddaliły się nieco od obozu i wylądowały na jednej z wysepek na jeziorze nazywanym Finger Lake. To było odludzie, wiec nikt ich tam nie niepokoił. Czekali w pełnej gotowości na sygnał do startu. Doskonale widzieli kulę ognia po trafieniu jednego z samolotów zapewniających wsparcie misji. Był to F-105G, sygnał wywoławczy Firebird 5. Załoga Apple 4 pomyślała wtedy, że właśnie stracili kolejnych ludzi. Tak jednak nie było. Firebird 5, choć poważnie uszkodzony, leciał dalej. Ciągnąc za sobą ognisty ogon (trafienie przebiło zbiornik paliwa za kabiną EWO i gubili znaczne jego ilości), maszyna zmierzała do obszaru wyznaczonego na rejon bezpiecznego katapultowania. Naprzeciw wysłano im tankowiec, ale nie dociągnęli. Silnik zgasł z braku paliwa. Zarówno pilot jak i EWO bezpiecznie katapultowali się nad Laosem. Wiadomość o uratowaniu się załogi Firebird 5 dotarła do Apple 4 i 5 już w drodze powrotnej do bazy. Oba helikoptery zawróciły i nad ranem, bez komplikacji, podjęły z ziemi obu członków załogi pechowego F-105. Zdania co do sukcesu czy porażki tej misji do dziś są podzielone. Pomimo wielkiego rozmachu, zaangażowania olbrzymich sił, ani jeden więzień nie został uratowany (kilka miesięcy wcześniej przeniesiono ich do innego obozu, co umknęło wywiadowi). Z drugiej strony, los wszystkich amerykańskich więźniów w Wietnamie Północnym uległ znacznej poprawie. Zostali przeniesieni z małych obozów, rozsianych po dżungli (gdzie ich los zależał od widzimisię komendanta) do kilku centralnych obozów wokół Hanoi. Po powrocie do kraju opowiadali, że po Rajdzie, wietnamczycy bardzo się bali, że akcja się powtórzy i zaczęli traktować amerykańskich jeńców bardziej "po ludzku". Tak czy inaczej jedno jest pewne. Dla Apple 4 i Apple 5 ta akcja zakończyła się sukcesem. Uratowali 2 amerykańskich pilotów i szczęśliwie powrócili do bazy. Jeśli kogoś zainteresowała ta opowieść, gorąco polecam przeczytanie książki Terry Bucklera i Clifforda Westbrocka "Who Will Go".
  13. Pilnie kupię żywiczny kokpit Pavla lub blaszki Eduard 73310 lub SS310 Pozdrawiam jacmin
  14. A z tym to nie ma kłopotu. Potencjometr jest (to niebieskie) i wystarczy pokręcić. Regulacja jest od zera aż do spalenia diod!
  15. Z tym oświetleniem to raczej nic się już nie zrobi. Problem polega na tym, że w ładowni i w kabinie są zastosowane inne diody, o różnych parametrach. To zresztą widać po kolorze światła. Diody z ładowni byłyby 3x za duże gabarytowo do kabiny, te z kabiny z kolei zbyt małe do ładowni. Wystąpiło zjawisko kompromisu. Mógłbym te oświetlenia dać na 2 oddzielnych obwodach z osobną regulacją, ale to dodatkowa para kabli do wyprowadzenia ze śmigłowca. Z drugiej strony, podczas prób, gdy podłączyłem tylko diody z kabiny i dałem światło na full to były prześwity przez pomalowane ramki podziału szkła i wyglądało to okropnie. Z dwojga złego tak chyba jest lepiej.
  16. No postaram się postarać, ale nie obiecuję. Z figurkami w tej skali to różnie bywa...
  17. Kolejny etap to wszelkie dodatki do dioramy - figurki i sprzęt lotniskowy. Przymierzyłem figurki do zamontowanego już helikoptera, żeby orientacyjnie zobaczyć czy będą mi pasować. Jak widać, nad niektórymi pozami trzeba będzie chwilę popracować, ale same figurki są obłędne!
  18. I jeszcze kilka zdjęć efektu końcowego:
  19. Na koniec zostawiłem sobie dość długą antenę, ciągnącą się z prawej burty helikoptera. Zaczyna się z krótkiego masztu na sponsonie, przechodzi przez 2 maszty pośrednie w części ogonowej i wchodzi w kadłub na grzbiecie. Antenę wykonałem z gumki 0,3 MIG do robienia olinowań w statkach. Zrobiłem to na końcu, żeby przy wszystkich manewrach związanych z wklejaniem helikoptera na podstawkę jej nie zerwać.
  20. Skoro model stoi już na podstawce, to należałoby podłożyć mu coś pod koła. W 40th ARRS używano drewnianych klocków połączonych liną. Malowane były na kolor żółty, często obsługa nanosiła na nie 3 ostatnie cyfry z numeru helikoptera. Znajomy nie pamięta, czy w Apple 4 mieli naniesione te numery ale postanowiłem je dać. Klocki wykonałem z kawałków polistyrenu a liny skręciłem z bardzo cienkich drucików. Ponieważ klocki były drewniane, otarcia wykonałem brązową farbą. A tak prezentują się na modelu:
  21. Kolejnym drobiazgiem, który przykleiłem do modelu były streamery "Remove Before Flight". Początkowo zamierzałem użyć dotychczas stosowanego przeze mnie produktu CMK. To znane przez wszystkich kolorowe blaszki. Zupełnie przypadkiem rzuciły mi się w oczy tekstylne zawieszki firmy HGW Spróbowałem i już nie wrócę do CMK! Te są dużo lepsze. Przede wszystkim nadruk mają z obu stron, co zdecydowanie poprawia realizm. Są bardzo cienkie i idealnie układają się na modelu. Można je skręcać, miętosić, zwijać a ponadto same się pionują pod wpływem grawitacji. Trzeba jednak bardzo uważać przy pracy z nimi, bo są niezwykle delikatne i łatwo się uszkadzają. Moim zdaniem są też nieco zbyt jaskrawe i połyskliwe. To oczywiście nie jest kłopot, bo można dać na nie ciemny wash a potem lakier matowy. Ale wracając do modelu. Przedyskutowałem ze znajomym miejsca, gdzie powinny znajdować się te steamersy. Oczywiście na osłonach dysz, choć znajomy mówił, że używali ich rzadko, tylko przy długich postojach. W silniku z zestawu Black Dog osłona była odlana z dyszą więc nie miałem wyboru. Zawieszki ułożyły się bardzo naturalnie i całkiem nieźle wyglądają: Kolejne miejsce to piny podwozia głównego i przedniego oraz piny przy zbiornikach zewnętrznych: Tych miejsc było jeszcze kilka (rurki pitota, pokrywy różnych otworów itp) ale te wymienione były najważniejsze. Wagę ich usunięcia przed lotem znajomy podkreślił w krótkich żołnierskich słowach: "Nie usuniesz - giniesz". No to ptak oflagowany, można go wkleić na podstawkę. Jak wspominałem wcześniej, wklejałem go na Poxipol, jednocześnie przewlekając przewód oświetlenia przez otwór w podstawce. Po włożeniu szpilek w posmarowane klejem otwory model dociążyłem dużym magnesem, który miałem akurat pod ręką, żeby nie "wstał". Jak już wszystko dobrze wyschło, na podstawkę nałożyłem klosz z plexi, odwróciłem na plecki i mogłem zająć się lutowaniem instalacji oświetleniowej: Ten niebieski "cosiek" na zdjęciach to potencjometr. W moim układzie spełnia 2 funkcje. Po pierwsze stanowi zabezpieczenie prądowe diod LED, po drugie za jego pomocą mogę bardzo precyzyjnie ustawić jasność świecenia diod. A skoro mowa o jasności, to czas na małą próbę:
  22. Tak, będzie przyklejony na stałe. To upraszcza transport na zawody, wymianę baterii (po prostu całą gablotę obracasz na plecki i już jest dostęp) i poprawia bezpieczeństwo modelu. Zawsze tak robię. Wszystkie moje wypociny to mniejsze lub większe dioramy.
  23. Minął świąteczny zapiątek, podczas którego sporo udało się zrobić. Poprawiłem malowanie podstawki ( drobne odpryski farby, przetarcia podkładu) i położyłem pigment Vietnam Earth. Nie zmienił jakoś radykalnie jej wyglądu, ale wprowadził delikatną czerwonawą barwę, która nieźle się komponuje. Przyszedł również czas na wklejanie różnych drobiazgów. Uzupełniłem okna kabiny pilotów o imitację mechanizmu zamykającego i klamki: Przygotowałem też koła do wklejenia modelu na podstawkę. Zwykle mocowania robię przy pomocy igieł lekarskich lub stalowego drutu. Najpierw delikatnie nawiercam koło, a krawędź otworu frezuję w "lejek". Następnie wnętrze otworu smaruję Poxipolem i wklejam docięty fragment igły. Poxipol zastyga przez 10 min, mam więc sporo czasu na wklejenie wszystkich 3 igieł i spokojną korektę ich pionowości. Na koniec, w wyfrezowany lejek wpuszczam kroplę kleju CA. Dzięki temu frezowi na powierzchni stykającej się z podstawką nie tworzy się żadna "górka" powodująca odstawanie opony od podłoża. Po wklejeniu igieł model ustawiam na podstawce i małym pędzelkiem z czerwoną farbą stawiam kropki na podstawce tuż przed każdą igłą. W zaznaczonych miejscach wiercę otwory i frezuję "lejki". Gdy model będzie gotowy, operację klejenia powtórzę dla otworów w podstawce. A tymczasem zająłem się wklejaniem różnych drobiazgów. Na pierwszy ogień poszły okna kabiny pilotów i pokrywy przedziałów awioniki. Wkleiłem je na CA a siłowniki wykonałem drutu 0,2mm. Ostatnią rzeczą, którą wczoraj wkleiłem były pokrywy silnika wraz z siłownikami. Za dwa tygodnie model pójdzie na podstawkę i zasadnicze prace zostaną zakończone. Pozostanie kosmetyka, sprzęt lotniskowy i figurki.
  24. Dzięki temu, że mój znajomy przygotował mi płytę meblową, mogłem zakończyć podstawkę pod helikopter. Płyta była mi potrzebna, żeby w jej grubości ukryć pojemnik na baterie i wyłącznik. Musiałem wykonać w niej otwory na wspomniany osprzęt. Normalnie zrobiłbym to frezarką lub wyrzynarką, ale pechowo nie miałem niczego takiego pod ręką, więc skończyło się na otwornicy i tarniku. Znajomy nie miał czarnej płyty, która pasowałaby najbardziej więc musiałem ją pomalować. Czarny primer Mr. Hobby w sprayu sprawdził się doskonale. Pozostało pokleić plexi. I tu opiszę swój patent, który być może komuś się przyda. Zawsze miałem kłopot z czystością klejenia takich elementów. Przez większość swojej modelarskiej działalności gabloty robiłem ze szkła i dopiero wielkość dioramy z USS Intrepid ( https://modelwork.pl/topic/41838-uss-intrepid-1350-trumpeter/#comment-945883 ) zmusiła mnie do wypróbowania lżejszej alternatywy. Nawet z Plexi ciężko to podnieść a ze szkłem po prostu sobie tego nie wyobrażam. Ale do brzegu. Trudność sprawiało mi takie naniesienie silikonu, żeby nie było wypływów, a spoina była równomierna. Wymyśliłem pewien sposób który sprawdza się zarówno dla szkła jak i dla plexi. Polega na oklejenia miejsca naniesienia kleju taśmą malarską (4 warstwy naklejone jedna na drugą) tak, żeby powstało zagłębienie na klej wysokości ok. 0,5mm. W tak przygotowane zagłębienie nanosimy klej z lekkim naddatkiem i ściągamy go czymś płaskim po krawędziach taśmy. Po zerwaniu taśmy mamy ładny, równy wałek z kleju o grubości 0,5mm. Teraz wystarczy złożyć ze sobą elementy i docisnąć. Wypływ jest minimalny i do tego równy na długości i o to chodziło. Gablota schnie, a ja mogłem się zająć olbrzymem. Wkleiłem uchwyty pomagające przy wchodzeniu na helikopter oraz podest serwisowy na sponsonie Po wklejeniu siłowników rampy mogłem wkleić samą rampę. Siłowniki wykonałem jako teleskopy (igła lekarska w innej igle) i po zamontowaniu rampy ich końcówki wysunąłem i wkleiłem we właściwe miejsca. Dziś rano przyszedł mail od znajomego ze Stanów i już wiem, że kabel zasilający miniguna muszę przemalować na czarno. W tym okresie nie używali czerwonych. Będzie to nieco karkołomne ale powinno się udać. Postanowiłem przymierzyć mojego olbrzyma do podstawki, na razie "na sucho". Zdążyłem jeszcze wykonać otarcia na łopatach i trzeba było kończyć działalność. Ciąg dalszy tradycyjnie za tydzień.
  25. Podstawka prawie gotowa więc można wrócić do helikoptera. Przymierzyłem się do przeciągnięcia przewodów. Przewidywałem problemy ale poszło nieźle. Teraz można było uzupełnić rampę: oraz część ogonową Wkleiłem także pokrywę przedniego podwozia Przymierzyłem się też do figurek mechaników. Wykorzystam 3 zestawy Res Kit: Po mozolnym wycinaniu figurki prezentują się następująco Prawdę mówiąc jestem pod wielkim wrażeniem ich jakości. Po prostu bajka! Na ciąg dalszy zapraszam za tydzień.
×
×
  • Dodaj nową pozycję...

Powiadomienie o plikach cookie

Umieściliśmy na Twoim urządzeniu pliki cookie, aby pomóc Ci usprawnić przeglądanie strony. Możesz dostosować ustawienia plików cookie, w przeciwnym wypadku zakładamy, że wyrażasz na to zgodę.