Skocz do zawartości

jacmin

Użytkownicy
  • Liczba zawartości

    237
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

  • Wygrane w rankingu

    9

Zawartość dodana przez jacmin

  1. Niestety, w ostatni zapiątek nie udało mi się wiele popracować przy modelu. Jedyne co zrobiłem to położenie lakieru, przecierka różnych śmietków, które przykleiły się podczas całego procesu i położenie kolejnej warstwy lakieru. Słowem - przygotowanie pod zacieki. Nic co warto by pokazywać. Natomiast winien jestem pewne sprostowanie dotyczące osłon przeciwodłamkowych. Otóż słupki wcale nie były rurami kwadratowymi jak sugeruje dokumentacja autorstwa hawajskiego IPMS. W rzeczywistości były to profile u-kształtne z przetłoczeniami na otwartych końcach litery u: To odkrycie zmusiło mnie do drobnej korekty wyglądu mojej repliki. Usunąłem wszystkie "kwadraty" na górze moich słupków i zabrałem się za wykonanie prawidłowych końcówek u-kształtnych profili. Podobnie jak poprzednio wykonałem je z jubilerskiego drutu 0,3mm. Żeby uprościć sobie pracę, a jej wynik ustandaryzować, zbudowałem prostą pomoc naukową. Do podstawki z kawałka płyty HPL przykleiłem 2 kształtowniki odpowiadające przekrojem słupkom w moich osłonach. Odstęp między nimi wynosi 2,5mm, czyli dokładnie tyle co bok słupka. Ponieważ użyłem drutu 0,3mm ( po zmierzeniu 0,27mm), "popychacz" musiał być chudszy o ok. 0,6mm. Teraz wystarczyło w poprzek tego przyrządu położyć drut i wgnieść go popychaczem do środka. Następnie wystające końcówki drutu lekko wygiąłem na zewnątrz, a po wyjęciu drutu ze środka urządzenia obciąłem. W ten sposób otrzymałem kilkanaście elementów o identycznym kształcie, które nakleiłem na górę moich słupków: Żeby już wszystko było kompletne, na krawędzi kształtowników na froncie osłony przykleiłem wzdłuż krawędzi drut imitujący przetłoczenie: Nie lubię poprawek, ale trzeba było to zrobić. Pozostało jeszcze wykonanie imitacji nitów i będzie można malować.
  2. Minął kolejny zapiątek a na modelu pojawiła się kolejna warstwa brudzingu. Oczywiście poprzedzona warstwą półmatowego lakieru, żeby przypadkiem nie zmyć tego, co zrobiłem poprzednio. Tym razem użyłem następujących farb: Rembrandt Olive Green do punktowej zmiany odcienia ciemnej zieleni, Van Gogh RAW Umber do piaskowego i Van Gogh Chromium Oxide Green do jaśniejszego zielonego. W niektórych miejscach użyłem też Rembrandt Oxide Black. Farby oczywiście rozcieńczone do konsystencji takiego troszkę mocniejszego filterka i nanoszone punktowo. Na poniższych zdjęciach widać miejsca i zakres tych zabiegów. To te matowe punkty na półmatowej powierzchni. W tej chwili się mocno odróżniają ale po wyschnięciu i pomalowaniu kolejną warstwą lakieru to wrażenie zniknie a podmalówki wtopią się w kolor. Wszystko musi być bardzo subtelne, żeby nie biło po oczach. Przed zaciekami planuję jeszcze jedną warstwę ze sjeny palonej. Ale to już za tydzień
  3. No, ten pilot ewidentnie zgubił swój karnet na myjnię! A tak poważnie, to według słów Pułkownika Lowry, ich maszyny były myte kilka razy w roku, wg ustalonego harmonogramu. Okresowo były także malowane, rzadziej całkowicie czyszczone do podkładu i malowane od nowa. Bardzo zwracali uwagę na usuwanie jakichkolwiek śladów korozji, więc rdza na modelu tej maszyny byłaby grubym błędem.
  4. Jak potrzebujesz jakiś materiałów zdjęć itd to daj maila, podeślę. Dużo tego jest.
  5. Góry to jest cała masa. Bazuję głównie na tych kilku zdjęciach "Fat Fanny" + multum zdjęć różnych egzemplarzy w różnym stanie zużycia. Jak mam robić jakieś postarzanie to zawsze podsyłam zdjęcia Pułkownikowi Lowry, żeby ocenił, czy to pasuje do stanu Firebirda 5 czy nie. No mam ten luksus i często z niego korzystam. Po obejrzeniu zdjęć płowienia stwierdził, że wygląda to dokładnie tak jak zapamiętał a mnie taka rekomendacja wystarcza :-).
  6. Nie mam tego za wiele, bo jak słusznie zauważył Paweł, zdjęć od spodu jak na lekarstwo:
  7. Wróćmy do weatheringu. Zabrałem się za spód maszyny. Zmieszałem Umbrę Naturalną z odrobiną białej i rozcieńczyłem White Spiritem do konsystencji filtra: Nanoszenie zacząłem od zbiorników. Filtr nakładałem polami, od linii podziałowej, do linii podziałowej. Poniższe zdjęcia pokazują różnicę między miejscami z filtrem a nie ruszonymi Wyglądało to nieźle, więc mogłem zabrać się za spód modelu. Filterek nanosiłem też polami, rozcierając najpierw bardzo cienką warstwę na wybranym polu, a następnie punktowo wzmacniając dodatkowymi "pacnięciami" mokrego pędzelka. I tu ważna rzecz. Nie należy ulegać pokusie przygotowania sobie większej powierzchni z cienką błonką filtra, by później zrobić punktowe wzmocnienia. To trzeba robić "mokre na mokre", bo jak pierwsza warstwa podeschnie (a jest cieniutka i dzieje się to dość szybko) to późniejsze miejscowe dodanie pigmentu powoduje jego niekontrolowane rozpłynięcie się w coś w rodzaju fraktala, na zasadzie wnikania kapilarnego. Efekt jest wtedy daleki od zamierzonego. Zacząłem od usterzenia poziomego: Następnie przerzuciłem się na kadłub: Skończyłem na skrzydłach: Jak to porządnie podeschnie, zabezpieczę lakierem i przejdę do kolejnych odcieni (szarości i siena). Potem oczywiście zacieki i jakieś lokalne zabrudzenia.
  8. No rzeczywiście, zdjęcia nie są moją mocną stroną. Problem polega na tym, że nie mam za dużo czasu i wszystko cykam "na gorąco" komórką, w oświetleniu jakie mam.
  9. No peeewnie! Ale to w następnych podejściach po wyschnięciu i zabezpieczeniu lakierem. To dopiero początek. Jeszcze różnicowanie paneli, kurz i zacieki. Wszystko będzie. Cierpliwości.
  10. Wróćmy do płowienia. Udało mi się wykonać płowienie na pozostałych 2 kolorach kamuflażu. Użyłem do tego olejnych farb Rembrandt Biel Tytanowa oraz Van Gogh Vert Oxyde Chrome (na jaśniejszą zieleń) i Terre Verte ( na zieleń ciemniejszą). Po zmieszaniu śladowej ilości zieleni z bielą dostawałem właściwy odcień do płowienia. Chodzi o to, żeby biel była złamana ale dalej była bielą. I znowu pracowicie nanosiłem kropki, rozcierałem, usuwałem nadmiar, poprawiałem itd. Tu się nie da pogonić. Wynik musi być subtelny i nie rzucać się w oczy. Trochę mylący może być satynowy podkład, bo trochę błyszczy i zaburza percepcję. Wydaje się, że efektu nie widać i jest pokusa, żeby coś dodać. Z doświadczenia wiem, że końcowy mat usunie odbłyski i "wyciągnie" ten efekt. Nie można przesadzić bo będzie groteskowo. Poniższe zdjęcia pokazują to co mi wyszło, choć ich jakość nie jest najlepsza:
  11. Niestety, na galerię przyjdzie jeszcze trochę poczekać. Planowałem skończyć model do następnej rocznicy Rajdu (21 listopad), ale coś czarno to widzę. Może dam radę bez figurek i osprzętu. Zobaczymy.
  12. To jest satyna. Mat może za bardzo chłonąć i są trudności z usuwaniem nadmiaru farby. Na błyszczącym wszystko spływa i trudno to opanować. Dla mnie satyna jest najlepszym wyborem.
  13. Wracając do rzeczy istotnych, to niewątpliwie jest to malowanie. Rozpocząłem proces postarzania od punktowego rozjaśnienia kolorów podstawowych. Polega to na naniesieniu drobnych kropek farby a następnie na rozprowadzaniu ich do postaci delikatnego filtra. No dobrze, to jaka farba? Ja używam Rembrandtów. Nie są tanie, ale jedna tubka prawdopodobnie wystarczy do końca życia. To może być coś innego, ważne żeby była olejna i żeby miała drobny pigment dobrej jakości. Co do koloru, to trzeba go dobrać na oko. Nie może to być czysta biel tytanowa, bo jest za ostra. Ja złamałem ją kolorem Warm Gray. Do nanoszenia użyłem igły do akupunktury ze stępionym czubkiem. Chodzi o to, żeby ilość farby była minimalna. Po wstępnym roztarciu pędzelkiem lekko zmoczonym w White Spirit, widziałem gdzie farby jest za dużo i mogłem to korygować zbierając ją przez delikatne "pacnięcia" końcówką pędzelka. Nie warto się tu śpieszyć. Trzeba w międzyczasie przerywać pracę i czekać aż farba nieco przeschnie i będzie widać jej "nalot" (dość szybko to widać, po minucie czy dwóch). Wtedy można robić kolejne korekty. Obowiązuje tu zasada "mniej znaczy więcej". Efekt nie może bić po oczach, musi być bardzo delikatny i widoczny po bliższym przyjrzeniu. Musi ujawnić się różnica tonalna między kolorem podstawowym a naniesionym filtrem punktowym. Na zdjęciach efekt widać dopiero po powiększeniu. Z odległości 30-40cm tego już nie widać ale pozostaje wrażenie, że nie jest to gładka jednorodna kolorystycznie powierzchnia. Widać, że "coś się tam dzieje", ale na pierwszy rzut oka nie wiadomo co. I o to chodzi. Poniżej widać różnicę (w powiększeniu mocno przesadzoną) między obszarem obrabianym a nie dotkniętym: Na razie wykonałem rozjaśnienia na kolorze piaskowym. Inne kolory będą wymagały swoich mieszanek farb i jest to jeszcze przede mną. Po skończeniu tego etapu całość zabezpieczę lakierem i przejdę do kolejnych zmian tonalnych ale już na wybranych panelach.
  14. Panowie! Widzę, że tym małym elementem wywołałem burzę, więc czuję się zobowiązany zabrać głos i wyjaśnić. Oczywiście rymulus ma rację. Element ten mogłem wykonać lepiej, podobnie jak kilka innych rzeczy we wnękach. Świadomie tego nie zrobiłem, bo nie widziałem potrzeby. Pamiętajmy, że model będzie na stałe przytwierdzony do podstawki i nigdy nikt go nie obróci do góry kołami żeby popatrzeć. Podwozie będzie częściowo przysłonięte zbiornikami, częściowo kręcącą się obsługą. Problem polega na tym, że mam na hobby bardzo mało czasu. Moje działania sprowadzają się do pracy w nocy z piątku na sobotę i z soboty na niedzielę i to nie w każdy weekend. Przy tak ograniczonym czasie zawsze muszę szukać kompromisów. Dlatego mniejszą staranność przykładam do elementów prawie niewidocznych by skoncentrować się na pierwszoplanowych. Pasuje tu stare powiedzenie: "Można ogolić świnię, tylko po co? Kwiku co niemiara a wełny co kot napłakał." Nie twierdzę, że to jedyna właściwa droga, ale w moim przypadku się sprawdza. Alternatywą jest jeden model na kilka lat. A wtedy zabraknie mi życia na jakąś rozsądną kolekcję z Wietnamu. Mam nadzieję, że emerytura (do której jeszcze trochę mam) pozwoli mi w pełni rozkoszować się tworzeniem mega dokładnych detali. O ile drżenie rąk nie rozwali tych planów :-).
  15. Po dokładnym obejrzeniu zdjęć podwozia doszedłem do wniosku, że to i owo muszę przerobić. Rzecz dotyczy pokryw podwozia głównego. W zestawie są płaskie, nudne i do tego o wiele za grube. Problem w tym, że miałem je już pomalowane. Malowanie od środka spisałem na straty ale zewnętrzne udało się zamaskować i ocalić. Zacząłem od górnych, mniejszych pokryw. Ich grubość wynosi 1mm. Po zamaskowaniu taśmą zewnętrznych powierzchni starłem papierem ściernym połowę grubości. Następnie przy pomocy jubilerskiego drutu 0,2mm wykonałem imitację żebrowania. Oryginał wygląda tak: Moja kopia zaś tak: Teraz pokrywy główne: Z głównymi pokrywami było nieco gorzej, bo musiałem pocienić jedynie górny fragment, tak od spodu reflektora licząc w górę. Pozostało już tylko ponowne malowanie i wash: Zdążyłem jeszcze zrobić podkład pod dot fading z satynowego lakieru na następny zapiątek.
  16. Pawle! To muzeum właśnie dlatego jest fantastyczne, że eksponaty nie są ogrodzone. Można podejść na centymetry, włożyć głowę we wnęki, wturlać się na pleckach pod maszyny i obfotografować wszystko!
  17. Maciej R miał wątpliwości co do ciemnego washa na spodzie maszyny i to też postanowiłem wyjaśnić. Otóż na zdjęciach linie podziałowe wyglądają prawie jak czarne, więc chyba wielkiego błędu nie popełniłem. Pójdzie jeszcze brudzing i będzie git!
  18. Witam wszystkich po długiej nieobecności! Ponieważ wokół budowanego modelu narosło mi wiele wątpliwości, a zdjęć kilku detali nigdzie nie mogłem znaleźć (lub były niewyraźne) postanowiłem udać się do nieodległego Pearl Harbour, do tamtejszego Aviation Museum i wyjaśnić wszystko na miejscu. Stoi tam piękny egzemplarz F-105G o numerze 62-4438. Nie jest w najlepszym stanie ale w miarę kompletny. W "miarę", bo nie ma zewnętrznych pylonów pod skrzydłami. Ma natomiast komplet anten pod kadłubem, na którym najbardziej mi zależało. Cała mechanika i hydraulika podwozia też jest kompletna. Zrobiłem zatem bardzo dokładną, modelarską dokumentację fotograficzną tego egzemplarza oraz 13 innych maszyn związanych z wojną wietnamską takich jak: F-102, F-5, F-4, 0-2, F-111, AH-1, UH-1, CH-46, CH-53, H-34, SH-3, A-4 i A-3. Niestety F-100 i F-104 były w renowacji i nie mogłem ich obcykać. Jeśli ktoś potrzebowałby tych zdjęć to śmiało piszcie. Chętnie się podzielę. Ale wróćmy do wątpliwości. Pierwszą, którą udało mi się wyjaśnić był bok trójkąta ostrzegawczego pod owiewkami. Zmierzyłem go trochę pośrednio przy pomocy telefonu: Pomiar potwierdził, że Trumpeter przesadził z wielkością trójkąta o 1 mm. Niestety nic z tym już nie zrobię. Trzeba polubić. Kolejną rzeczą, która mi się nie zgadzała był kolor światła na prawej końcówce skrzydła. Zgodnie z lotniczymi standardami powinien być zielony, a na zdjęciach jest wyraźnie turkusowy czyli bardziej niebieski niż zielony. Poszperałem trochę w literaturze i okazało się, że kopułki były niebieskie, za to żarówki żółte. Finalnie, gdy samolot miał włączone światła, były one zielone.
  19. Ponieważ jakiś czas temu pomalowałem osłonę Vulcana, przyszedł czas na wykonanie imitacji otworów wylotowych gazów. Osłonę zamaskowałem, a otwory "namalowałem flamastrem: Gdy spojrzeć z bliska może nie wygląda jakoś szczególnie ale z 20cm już ujdzie. Ostatnią rzeczą jaką udało mi się zrobić było malowanie różnej drobnicy. I to na razie tyle.
  20. Kolejny etap to powrót do Vulcana. Po pomalowaniu na gun metal dałem na całość wash z umbry palonej Po przetarciu wygląda następująco: I jeszcze krótka przymiarka do wnęki: Kolejny element to AGM 45 Shrike. Po pomalowaniu na biało dałem tradycyjny wash z umbry a po wyschnięciu lakier połysk i nakleiłem kalkomanie. Muszę przyznać, że Res-Kit ponownie wykonał kawał dobrej roboty. Już same rakiety wykonane są bardzo dokładnie ale kalkomanie to już prawdziwy obłęd. Kalkomanie położyłem też na wszystkie zbiorniki:
  21. W ten zapiątek działania zacząłem od hamulców aerodynamicznych. Kiedyś, na jakimś forum podpatrzyłem całkiem fajny patent na imitację przepalonego metalu przy pomocy flamastrów z tuszem wodnym. Normalnie zrobiłbym to aerografem, ale postanowiłem spróbować. Najpierw na ćwiartce hamulca naniosłem naprzemiennie niebieskie i czerwone kreski: Następnie obciętym na krótko pędzelkiem lekko zwilżonym wodą rozcierałem kolistymi ruchami tusz, aby się wymieszał: Na koniec wash z umbry palonej Efekt wyszedł całkiem niezły bez karkołomnego malowania aerografem.
  22. Ponieważ to, co zauważył barszczo, bardzo mnie męczyło, zrobiłem proste pomiary. Na zdjęciu zrobionym w miarę prostopadle do samolotu, dolna krawędź tylnej owiewki ma długość 26mm. Trójkąt pod nią - 12mm. Na zdjęciu mojego modelu rzeczona krawędź owiewki ma długość 27mm, zatem z proporcji trójkąt powinien mieć12,5mm. No i rzeczywiście jest większy, bo ma 13mm. Myślę, że daruję sobie te 0,5mm i zostawię jak jest bo to błąd niecałych 4%. Biorąc pod uwagę niedoskonałość pomiaru i perspektywę można to pominąć.
  23. One były olbrzymie. Też mi się to rzuciło w oczy ale jak spojrzymy na zdjęcia to szerokość trójkąta wynosi mniej więcej połowę szerokości dolnej krawędzi owiewki.
  24. Przed położeniem kalek pomalowałem jeszcze na modelu osłonę radaru. Na większości zdjęć pomiędzy osłoną a resztą maszyny albo nie ma niczego albo jest żółty pasek. Od Pułkownika Lowry wiem, że na Firebird 5 ten pasek był, ale nie żółty a srebrny. Taki też zrobiłem: Gdy lakier zabezpieczający na modelu porządnie wysechł mogłem się zabrać za kalki. Te z zestawu układają się bardzo dobrze, ale instrukcja ich lokalizacji woła o pomstę do nieba. Niestety producent zamieścił lokalizację kalek na tym jednym arkuszu ze schematem malowania przez co praktycznie nic nie widać. Konia z rzędem temu co zrobi to poprawnie w oparciu o taki materiał. Nie chcąc ryzykować pomagałem sobie instrukcją do kalek innego producenta. Wprawdzie do wersji D ale tonący brzytwy się chwyta. Oczywiście opierałem się też na zdjęciach oryginalnych maszyn, ale fotek w jakości pozwalającej odczytać napisy eksploatacyjne miałem niewiele. Ponieważ obracając modelem prawie na pewno uszkodziłbym niezwykle delikatną rurkę pitota, wykonałem proste zabezpieczenie z obciętej osłonki igły lekarskiej: Teraz mogłem już swobodnie i bezpiecznie działać. W zasadzie jedyne kalki, których nie miałem w zestawie to oznaczenia na ogonie. Dla Firebird 5 musiałem wykonać je indywidualnie. I tu napotkałem pewien problem. Dysponuję sporą liczbą zdjęć maszyn z dywizjonu 6010 Wild Weasel Squadron, ale oznaczenia na ogonie znacznie się różnią zarówno wielkością liter i cyfr jak i różnym podejściem do napisu "AF" z rokiem produkcji. Dzięki wskazówkom Pułkownika Lowry udało się wybrać właściwy wariant. Z pomocą przyszedł zestaw kalkomanii Techmodu z białymi literami i cyframi. Wynik poniżej: Za tydzień, gdy kalki dobrze wyschną, zabezpieczę je lakierem, zrobię drobną przecierkę, ponownie lakier i przystąpię do brudzingu.
  25. Skoro koła mają już oponki, można przystąpić do dalszej obróbki: Przede wszystkim wash. Tradycyjnie umbra palona. Mocno rozcieńczony nanosiłem pędzelkiem we wszystkie zagłębienia felg oraz w bieżniki i wgłębienia opon. Po wyschnięciu przygotowałem mieszankę farb do suchego pędzla z artystycznej czarnej i białej. Chodziło mi o to, żeby uzyskać odcień szarości nieznacznie odróżniający się od koloru opony, ale jednak odróżniający się. Po co to wszystko? Żeby wyciągnąć nieco na wierzch napisy na oponkach. Ten kolor musi być naprawdę delikatny, żeby napisy nie biły po oczach, bo będzie to nienaturalne wyglądało. Zasada jest taka, że jak to widać z 30cm to już przesadziliśmy. Tym samym kolorem można przetrzeć też krawędzie opon bo całkiem nieźle to wygląda. Oczywiście po dokładnym przyjrzeniu się. Przy okazji wywierciłem też otwory do późniejszego mocowania modelu do podstawki. Tradycyjnie najpierw wiercę otwór a następnie wykonuję stożek, który przyjmie ewentualny nadmiar kleju i zabezpieczy przed jego wyciśnięciem się spod opony.
×
×
  • Dodaj nową pozycję...

Powiadomienie o plikach cookie

Umieściliśmy na Twoim urządzeniu pliki cookie, aby pomóc Ci usprawnić przeglądanie strony. Możesz dostosować ustawienia plików cookie, w przeciwnym wypadku zakładamy, że wyrażasz na to zgodę.