-
Liczba zawartości
249 -
Rejestracja
-
Ostatnia wizyta
-
Wygrane w rankingu
9
Typ zawartości
Profile
Forum
Galeria
Pliki
Kalendarz
Blogi
Zawartość dodana przez jacmin
-
Czcigodni! Zastanawiałem się, jak bardzo powinienem "postarzyć" łopaty wirnika. Postanowiłem skonsultować to w Stanach. Okazało się, że łopaty w pierwszych wersjach HH-53 były jego piętą Achillesową. Znajomy powiedział mi, że prawdopodobnie z ich powodu zginęło w Wietnamie więcej załóg niż z powodu działań operacyjnych. Dlatego bardzo rygorystycznie przestrzegano ich stanu. Jeśli któraś łopata zaliczyła przestrzelinę - z automatu szła do wymiany. Wgniecenie od uderzenia w gałąź - do wymiany. Jakiekolwiek głębsze zarysowanie - do wymiany. Jedynym tolerowanym śladem zużycia były otarcia na krawędzi natarcia łopat do koloru podkładu i ew. delikatne przetarcia do aluminium spowodowane przedzieraniem się maszyny przez ulewne nawałnice w porze deszczowej. Mam w związku z tym do Was prośbę. Może ktoś ma zdjęcie łopaty dowolnego helikoptera w takim właśnie stanie? Byłbym bardzo wdzięczny!
-
Wyjdzie na pewno dobrze, czyli tak jak w 48 i w 35. Problem polega na tym, że nie wiadomo kiedy to będzie dostępne u nas. Jakbym mógł to kupić od ręki to pewnie bym się nie męczył ze swoją produkcją. A tak na marginesie, to produkcja zakończona. Mam już 380 elementów. Teraz je czyszczę i będę mógł docelowo kleić. Na razie robiłem próbę na sucho i wygląda nieźle:
-
Kolejnym etapem, który wykonałem w przypadku łopat było lekkie zróżnicowanie kolorystyczne. Zrobiłem je przy pomocy kilku kolorów artystycznych farb olejnych. Przed rozpoczęciem prac dobrze jest wycisnąć je na jakiś karton i na godzinkę odstawić. Chodzi o to, żeby karton odebrał nadmiar oleju z farby, wtedy lepiej się "rozciągają" a potem zmywają. Następnie nakładałem naprzemiennie kolory w postaci cienkich maźnięć: Potem te maźnięcia trzeba pędzlem leciutko zwilżonym white spiritem (prawie suchym) rozciągnąć zgodnie z kierunkiem spływu strug powietrza opływających łopatę. Prawdę mówiąc warto mieć kilka szerokich pędzli i używać ich naprzemiennie. Po pierwszym "rozmazaniu" wygląda to tak: Czynności powtarzamy aż efekt zacznie nam się podobać. Dobrze jest pomiędzy kolejnymi płukaniami podsuszyć np suszarką żeby widzieć jaki efekt osiągnęliśmy. Generalnie nie powinno się to rzucać w oczy ale po dokładnym przyjrzeniu się z bliska można zobaczyć delikatne smugi. Na koniec pigment Vietnam Earth położony na mokro i rozmyty White Spiritem. Po wyschnięciu można jeszcze na sucho zrobić korekty i na koniec utrwalić lakierem lub dedykowanym fixerem. To samo na wirniku ogonowym: Niestety zdjęcie tego nie oddaje ale z bliska to jednak widać. Skoro mamy już przygotowane łopaty to warto zabrać się za pozostałą część wirnika głównego. Pomalowałem ją na gun metal, a następnie przetarłem suchym pędzlem wszystkie wystające krawędzie olejną artystyczną farbą w kolorze srebrnym: To samo zrobiłem z końcówkami łopat Teraz przyszedł czas na oprzewodowanie. Wykonałem je z drutu 0,1mm pomalowanego na czarno Teraz mogłem już zacząć składać poszczególne elementy w całość. Najpierw do szablonu trafiła głowica wirnika: a następnie naprzemiennymi parami wklejałem kolejne łopaty: W międzyczasie zapigmentowałem kołpak wirnika: Całość po złożeniu prezentuje się tak: Następnie pomalowałem ciemnoszarym kolorem złączki przewodów (wcześniej naniosłem je na przewody za pomocą kleju CA w postaci żelu) Do wykonania pozostało mi oprzewodowanie wychodzące z kołpaka: Zrobiłem je z posrebrzanego, jubilerskiego drutu o średnicy 0,2mm I to na razie tyle. Tradycyjnie na ciąg dalszy zapraszam za tydzień.
-
Dzięki wielkie Sonic! Teraz to rozwiałeś wszystkie moje wątpliwości. Będę to budował od podstaw, więc zacznę od rysunku w skali. Jak go zrobię, to oczywiście ze wszystkimi się podzielę! A tymczasem powróciłem do maty M8A1. Wyprodukowane elementy poddałem selekcji wybierając najlepsze 25szt. Dodatkowo dorobiłem 8 "połówek" potrzebnych na zamknięcie z każdej strony. Elementy rozdzieliłem między 3 formy - 19, 8 i 6 szt. Matryce "zaszalowałem" fragmentami rurek kanalizacyjnych, zalałem silikonem formierskim i do próżni, a po 24h można było rozszalować i wyciąć z silikonu matryce: Teraz to już tylko 10-12 odlewów i materiał na pas postojowy będzie gotowy. Czasu zostało mi jedynie na wstępne wycieniowanie łopat wirnika głównego. Wykonałem je gęstym washem z olejnej, artystycznej bieli tytanowej. Zdjęcie tego nie oddaje, ale na gotowym elemencie widać delikatne rozjaśnienie czerni w miejscu washa: Na ciąg dalszy zapraszam za 2 tygodnie.
-
Ależ ja na takie wtrącanie się właśnie liczę! Przejrzałem Twoje linki, ale nie jestem do końca przekonany. Spójrz, proszę, na górną część platformy: Wygląda zupełnie inaczej niż na Twoich linkach. Za to jota w jotę jak C1: Dolna zaś część jest łudząco podobna do B1: Rozmawiałem ze znajomym, który swoje młode lata przelatał w 40th ARRS na ten temat i wprawdzie nie mógł na 100% potwierdzić mi typów platform na zdjęciu ( bo nie był mechanikiem ale PJ-em) ale przekazał istotną informację: mechanicy mieli dużą swobodę w konstruowaniu sprzętu pomocniczego do obsługi helikopterów. Te maszyny były stosunkowo nowym nabytkiem jednostki i mogło nie być na miejscu specjalistycznego sprzętu, dedykowanego do ich obsługi. Dlatego modyfikacje polowe były na porządku dziennym. Duża część ich sprzętu była w stylu "przetestuj i używaj, jeśli działa". Dlatego skłaniam się raczej do połączenia platform B1 i C1. Co do fototrawów to jeśli spojrzymy na powyższe zdjęcia to zobaczymy tam głównie rurki. Blaszki będą płaskie, dlatego muszę to zrobić od podstaw. Ale dzięki za czujność i zainteresowanie.
-
Dzięki Pawle! Czytałem, czytałem... Gość bardzo fajnego BUFF-a zrobił. Instrukcje do pomostów będą mega pomocne.
-
Czcigodni! Czy ma ktoś informacje na temat platformy serwisowej jak na poniższym zdjęciu? Wygląda to jak skrzyżowanie C1 z B1 ale może to jakiś odrębny byt. Muszę to wykonać od podstaw a nie posiadam żadnych materiałów.
-
Oczywiście jak działa to można i taśmą, ale osobiście obawiałbym się nieco o bęben pieca. Za którymś razem może się zrobić kłopot...
-
No to u nas na gwiazdkę chyba będzie. Nie będę czekał i robię swoją.
-
A dałbyś linka?
-
Rzeczą ludzką jest błądzić, rzeczą głupców trwać w błędzie. Dlatego koniecznie trzeba było przerobić!
-
Niestety w tą sobotę niewiele udało się zrobić a i tak większość czasu usuwałem swój kolejny błąd. Znajomy zwrócił mi uwagę na błędne miejsce umieszczenia amerykańskich znaków na burtach. W 40th ARRS były one umieszczane nie między 2 a 3 oknem a za 3 oknem w stronę rampy. Była to modyfikacja polowa, charakterystyczna dla tej jednostki do 1975r. Zmyliło mnie to zdjęcie a właściwie jego opis: Wiele wskazuje na to, że jest to maszyna z 40th ARRS ale nie zgadza się data. W tym czasie oznaczenia były malowane gdzie indziej: Tak więc błogosławiąc swoją przezorność (która kazała mi położyć 3 warstwy twardego lakieru błyszczącego pod kalki) przystąpiłem do pracowitego szlifowania na mokro papierem 1500. Strasznie się bałem, że przy okazji uszkodzę kolor pod, ale nie było tak źle. Po poprawkach wygląda już prawidłowo: I to na razie tyle. Za tydzień znowu podejmę walkę.
-
Dzięki Robertas! A gdzie to można dostać?
-
No i kalki położone. Drukowałem je na papierze Wamodu który gorąco polecam. Jest cieniutki i układa się rewelacyjnie. Przy nim firmowy Print Scale jest kompletnie na drugim biegunie. A wyszło to tak : z lewej strzałka z napisem Print Scala a z prawej moja. W następnej kolejności podkreśliłem linie podziałowe. Używam do tego rozcieńczonej white spiritem olejnej farby artystycznej w kolorze umbra palona. Do samych linii podziałowych stosuję mieszankę gęściejszą a do wszystkiego innego klasyczny rzadki wash. W czasie gdy to sobie radośnie schło dorwałem się do silnika. Niestety nie posiadałem ani jednego zdjęcia silnika z wersji C, więc posiłkowałem się tym co udało się zdobyć: Przede wszystkim prysnąłem podkład: Po zamaskowaniu podkładu silnik pomalowałem na srebrno a następnie pierwszą sekcję za wlotem na gun metal. Końcówkę dyszy też na gun metal, ale bardzo rozrzedzony, tak żeby był niemal transparentny. To da dobrą bazę pod cieniowanie dyszy: Wcześniej pozbyłem się denerwujących imitacji uchwytów w korkach dysz: Zastąpiłem je uchwytami wygiętymi ze starych fototrawów: Teraz mogłem zacząć zabawę z cieniowaniem. Zależało mi na pokazaniu przepalonego metalu dyszy i zrobiłem to za pomocą kilku kolorów Clear: Użyłem ich dokładnie w takiej kolejności jak stoją: żółty, pomarańczowy, czerwony i niebieski. Nanosiłem po kolei zanim wyschły w postaci kolejnych zachodzących na siebie "pręg". Na pierwszą za wlotem sekcję naniosłem pędzlem szuwaks do rdzawych zacieków Ammo, podmalowałem przewody i wyszło jak poniżej: Kolejne podejście za dwa tygodnie.
-
Samodzielne opracowanie kalkomanii w postaci czarnych oznaczeń literowo-cyfrowych jest genialnie proste. W tym celu musimy mieć: papier do kalkomanii w wersji dla drukarek laserowych (przezroczysty), klej do papieru w sztyfcie (zawiera niewiele wilgoci) , kompa z zainstalowanym MS World i drukarkę laserową, względnie kserokopiarkę. Pierwszą czynnością jest zainstalowanie odpowiedniej czcionki. USAF do oznaczeń używało czcionki o nazwie Amarillo USAF. Można ją ściągnąć np. tu: https://www.dafont.com/amarillo-usaf.font. Po instalacji czcionki w systemie, w programie World rozplanowujemy nasze napisy na stronie tak, aby zmieściły się na posiadanym przez nas papierze. Robimy próbny wydruk. Jeśli jest ok, to przechodzimy do właściwego drukowania. Posiadacze drukarek laserowych i większych arkuszy papieru do kalkomanii mają łatwiej, bo zwykle podajnik takiej drukarki da się skonfigurować do wymiaru papieru. Wtedy papier do kasety, enter, i już wychodzi nasza kalkomania. Ja musiałem się nieco pogimnastykować. Dzięki uprzejmości mojego przyjaciela Artura, brata w modelarskim szaleństwie, w moim mieszkaniu stoi kserokopiarka Toshiba z serii e-studio. Drukowanie kalkomanii na tym sprzęcie jest trochę bardziej skomplikowane ale nikt nie obiecywał, że będzie łatwo. Przede wszystkim trzeba wiedzieć jak to ustrojstwo działa. Najpierw naświetlany jest światłoczuły bęben, do którego przywiera później proszek toneru. Następnie toner przenoszony jest na papier i utrwalany poprzez zapiekanie w piecu. Im grubszy jest papier, tym temperatura utrwalania musi być wyższa. Ustawia się to w opcjach wybierając jak najgrubszy rodzaj papieru. A czemu? Przecież nasz papier do kalkomanii nie jest jakoś specjalnie gruby. Już tłumaczę. Ze względów oszczędnościowych kupiłem papier w małych arkusikach. Już nie pamiętam co to za format dość, że niestandardowy i nie da się go puścić z kasety. No ale od czego jest podajnik ręczny. Tylko jak taki malutki kartonik wpuścić do takiej wielkiej maszyny. Toż maleństwo zagubi się tam w czasie drogi. Zwłaszcza, że z wrodzonego sknerstwa mam zamiar użyć jedynie jego fragmentu, już wcześniej zadrukowanego inną kalkomanią, gdzie wolnego miejsca jest jakieś 5x2cm. Jest na to sposób. Jak opisałem poprzednio, robimy próbny wydruk. Mamy więc na kartce A4 pięknie rozmieszczone nasze literki i cyferki. Wiedząc już gdzie, przy pomocy kleju w sztyfcie, naklejamy nasz papier kalkowy do wydruku próbnego (to zwiększa grubość naszego papieru). Kleju trzeba używać jak najmniej i tak, żeby nie było go w miejscu wydruku. Ten sprzęt nie lubi wilgoci (choć w sztyfcie jest jej i tak bardzo mało) i tam gdzie ona jest mogą być kłopoty z utrwaleniem. Ja podklejam zwykle rogi i krawędź arkusza która jako pierwsza jest wciągana do kopiarki. Po jakiejś półgodzinie, gdy klej wyschnie, możemy działać dalej. Ustawiamy źródło papieru na podajnik ręczny, rodzaj papieru na jak najgrubszy, druk czarno-biały, jakość najwyższa i poszło! A oto efekt końcowy: Jak się okazuje - w tym szaleństwie jest metoda. Oczywiście z godłami w kolorze już tak łatwo nie jest ale przy numerach sprawdza się bardzo dobrze. W piątek położę brakujące kalki i ruszę dalej!
-
No i w końcu nadeszła pora na kalkomanie. Z utęsknieniem czekałem tej chwili, bo wiadomo, że bardzo ożywiają model. Ale najpierw podkładowy lakier błyszczący. Tak ze 2 warstwy z lekką przecierką pomiędzy. Ponieważ pudełkowe kalki nie do końca podchodziły pod tą wersję, dokupiłem zestaw Print Scale. Nie do końca jestem z nich zadowolony. Słaby klej, rysunek nieostry - prawdę mówiąc niewarte tej kasy (Co innego pudełkowe. Ostre jak żyletka, dobry klej i bardzo cienkie). Pierwsze rozczarowanie przyszło przy napisach ostrzegawczych na pokrywach silnika. Zacząłem od nich ba tam upatrywałem problemu. Okazało się, że kalka z Print Scale jest po prostu za duża. W oryginale to oznaczenie w całości mieściło się na pierwszej za filtrem pokrywie silnika: A tak to wychodzi na modelu: Pudełkowa kalka pasuje idealnie, ale jest nieprawidłowa. W USAF nie używano białego tła pod strzałką i napisem Danger: Zakończyło się hybrydą kalki oryginalnej i jakiegoś fragmentu ze złomu kalkowego: Oczywiście kolejność znana przez wszystkich: set, kalka, sol. No a potem to już z górki. Część kalek z pudełka, ale większość z Print Scale i ze starych zapasów: Zostały jeszcze numery na ogonie i na nosie, ale ich przygotowaniem zajmę się już jutro.
-
Tylko żeby ten samochód nie zasłonił wnętrza . Może lepiej jakieś małe bambetle?
-
No i ziarno zasiane, teraz trzeba czekać aż wzejdzie!
-
Trzymam kciuki!
-
Co do oświetlenia to zauważyłem, że kadłub zamknięty, ale nic straconego. Jak go postawisz na podstawce, to zawsze w okolicy rampy możesz ustawić jakiś sprzęt lotniskowy z wbudowanym LED-em skierowanym na wnętrze.
-
Się należały!
-
Respect i szacun!!! Pomyśl, proszę o podświetleniu wnętrza. Szkoda, żeby taka świetna robota nie ujrzała światła....
-
Całkowicie się z kolegą Albatrosem zgadzam. Czasem ktoś nie ma albo czasu, albo zacięcia do produkowania skomplikowanych elementów od podstaw. Taka "proteza" nieraz się przydaje. Ja też używam, i też w większości przypadków przerabiam. Ważne, żeby ostateczny efekt cieszył oczy. A powyższy warsztat i robota Rymulusa godna jest najwyższego uznania! Gratuluję cierpliwości i życzę powodzenia w dalszej budowie.
-
Mi-2URN i Mi-2URP (Mistercraft) skala 1:72
jacmin odpowiedział Floki → na temat → Mistercraft galeria
Gratulacje! -
No wnętrze jak marzenie! Gratulacje!
