Skocz do zawartości

jacmin

Użytkownicy
  • Liczba zawartości

    249
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

  • Wygrane w rankingu

    9

Zawartość dodana przez jacmin

  1. Witam wszystkich! Jako kolejny projekt rozpoczynam budowę modelu samolotu F-105F o sygnale wywoławczym Firebird 5, biorącego udział w osłonie słynnego Rajdu na Son Tay. Zacznijmy od tego czym był sam rajd. Była to operacja sił specjalnych USA przeprowadzona w północnym Wietnamie w nocy z 20 na 21 listopada 1970 roku. Celem była próba uwolnienia amerykańskich jeńców wojennych przetrzymywanych w obozie „Camp Faith”. Choć w obozie nie było już więźniów (przeniesionych kilka miesięcy wcześniej), operacja pozostaje wzorcowym przykładem precyzyjnie zaplanowanej misji specjalnej, z zaskoczeniem, koordynacją środków i minimalnymi stratami ( zainteresowanych odsyłam do lektury wspaniałej książki Terry Bucklera i Clifforda Westbrocka "Who will go..."). Zespół uderzeniowy składał się z 5 helikopterów HH-53C o sygnałach wywoławczych Apple 1-5 i 1 helikoptera HH-3E o sygnale wywoławczym Banana 1. Jednak to był tzw wierzchołek góry lodowej. W rzeczywistości akcję wspierała dobrze ponad setka innych maszyn jak tankowce, samoloty walki elektronicznej, samoloty Mig-CAP, bombowce i "Dzikie Łasice" w tym nasz tytułowy Firebird 5. Cóż to takiego te Dzikie Łasice. Były to dwumiejscowe odrzutowce, początkowo F-100, potem F-105, F4 i A6, mające za zadanie zwalczanie wietnamskiej rakietowej obrony przeciwlotniczej. Dysponowały elektroniką mogącą namierzać stacje radarowe (kierujące pociskami SAM) oraz rakiety antyradiacyne do ich zwalczania. Rakiety ziemia powietrze były istnym utrapieniem amerykanów i siały spustoszenie wśród samolotów udających się nad Wietnam Północny. Dzikie Łasice miały strasznie niewdzięczne zadanie. Chwilę przed planowanym przelotem sił uderzeniowych wlatywały w rejon wietnamskiej obrony powietrznej i prowokowały do uaktywnienia radarów i odpalenia pocisków. Następnie namierzały i likwidowały stacje radarowe i same stanowiska rakiet. Wszystko to jednocześnie walcząc o życie, próbując wymanewrować odpalone rakiety. Wielu z nich zginęło w ten sposób, ale taktyka była na tyle skuteczna, że donoszono o przypadkach, gdy Wietnamczycy po zorientowaniu się kto ich atakuje, wyłączali radary i odpalali pociski "na oślep". Ale wróćmy do naszego Firebird 5. Był to dwumiejscowy F-105 w wersji F o numerze 63-4463. Wiele źródeł błędnie podaje, że była to wersja G, ale potwierdziłem u pułkownika Lowry że był to F-105F wypożyczony z bazy na Okinawie. Tego pamiętnego dnia, 21 listopada 1970r jego załogę stanowili pilot major Donald Kilgus oraz WSO, wtedy kapitan Ted Lowry. Z misją wsparcia tego dnia poleciało 5 Dzikich Łasic. Firebird 5 był maszyną zapasową, której zadaniem było zastąpienie pierwszej zestrzelonej Łasicy. W kilka minut po przylocie w rejon celu uaktywniła się obrona przeciwlotnicza i w niebo poszły pierwsze rakiety. Jedna z nich eksplodowała w pobliżu Firebird 3 lekko uszkadzając maszynę. Mogła dalej lecieć, ale pilot meldował wibracje silnika i musieli opuścić rejon działań. Do akcji musiał więc wkroczyć Firebird 5. Wymanewrował 3 kolejne rakiety, w międzyczasie odpalając jednego AGM 45 Shrike. Niestety czwarta odpalona rakieta SAM eksplodowała 100m od samolotu Kilgusa i Lowry. Odłamki głowicy uderzyły w grzbiet kadłuba za drugą kabiną. Pomimo uszkodzeń samolot wydawał się stabilny, więc pilot podjął decyzję o pozostaniu i kontynuowaniu misji do czasu aż odpalili ostatniego Shrika. Po otrzymaniu sygnału od Firebird 1 o wycofaniu się z rejonu działań, pilot i EWO podsumowali swoją sytuację. Gubili duże ilości paliwa (uszkodzeniu uległ zbiornik grzbietowy), uszkodzeniu uległ również zbiornik hydrauliki. Nie mieli wystarczającej ilości paliwa, żeby wrócić. Skierowali się zatem nad punkt nad Laosem wyznaczony jako miejsce bezpiecznego katapultowania. Pomimo tego, że w ich kierunku skierowano cysternę, na kilka minut przed spotkaniem silnik Firebirda 5 zgasł z braku paliwa. Major Kilgus i kapitan Lowry katapultowali się i bezpiecznie wylądowali. Następnego dnia zostali podniesieni z ziemi przez helikoptery HH-53C Apple 4 i Apple5, które wracając z misji zawróciły by podjąć rozbitków. To tyle tytułem tła historycznego. A co mamy do dyspozycji na modelarskim rynku? Niestety niewiele, w zasadzie jedynie F-105G Trumpetera. Czemu niestety? Z 2 powodów. Po pierwsze, model posiada błąd w kształcie ogona. Kadłub jest wprawdzie z wersji G ale stabilizator pionowy pochodzi ewidentnie z wersji D! Drugi powód to właśnie ta wersja G. Różniła się od wersji F zasobnikami w kształcie podłużnych zgrubień na spodzie kadłuba, mieszczącymi elektronikę. Reszta w zasadzie była identyczna jak w wersji F, więc model po drobnych przeróbkach nadaje się do budowy Firebirda 5. Zakupiłem również kilka dodatków: - Res Kit F-105G Thunderchief vertical stabilizer - Res Kit Centerline 650 gal. fuel tank - Res Kit F-105 Thunderchief 450. gal wing fuel tanks with pylons - Res kit AGM 45 Shrike - LP Models F-105G ladders - Aires F-105D Thunderchief cockpit set - Eduard F-105D interior - Armory F-105 wheels - Wolfpack F-105G seats - Master Models M61 A1 Vulcan Zamówiłem jeszcze kilka rzeczy, ale dotrą pod koniec lutego.
  2. Po wyschnięciu figurek, tak jak planowałem, przetarłem je suchym pędzlem rozjaśnionymi kolorami. Z tym że użyłem do tego olejnych Humbroli a nie akrylowych Gunze. Przygotowałem mieszanki kolorów jak do drelichów i koszulek a następnie rozjaśniłem o 30% białą. Przecierkę robiłem delikatnie, jedynie po wystających fragmentach odzieży. Wyszło całkiem nieźle. Przebrałem jeszcze beczki, wybierając najlepsze i cały inwentarz wkleiłem na dioramę, stosując szpilki mocujące w kołach po przekątnej (np lewe przednie i prawe tylne) oraz po jednej szpilce na figurkę. Chodzi o to, żeby podczas transportu na zawody się nic nie odkleiło i nie latało po gablotce siejąc spustoszenie. Ostatecznie wyszło to tak: I to już wszystko! Po roku pracy udało się dotrzeć do szczęśliwego końca! Nie byłoby to możliwe gdyby nie pomoc jednego fantastycznego człowieka. Prawdziwej legendy amerykańskiego ratownictwa. Jest nim Chief Master Sergeant Wayne Fisk. Przez cały czas budowy modelu cierpliwie wspierał mnie swoją wiedzą, a jego wskazówki niejednokrotnie uchroniły mnie od popełnienia grubych błędów. Jestem mu za to niesamowicie wdzięczny. Dziękuję też wszystkim, którzy obserwując budowę zgłaszali uwagi i wspomagali swoim doświadczeniem. Bardzo mi to pomogło. Mam nadzieję, że moja relacja z budowy tego modelu też komuś pomoże w modelarskich zmaganiach. Cóż, jak to mówią, coś się kończy ale też coś się zaczyna. Niebawem zaproszę do relacji z budowy kolejnej maszyny związanej z Rajdem na Son Tay. Dzięki nieocenionej pomocy Clifforda Westbrocka ( współautora książki "Who will go") udało mi się skontaktować z Pułkownikiem Tedem Lowry, który był EWO w F-105 o kryptonimie "Firebird 5", zestrzelonym podczas rajdu i uratowanym przez załogę Apple 4. Pułkownik zgodził się wesprzeć mnie podczas budowy repliki swojego F-105F. To będzie ciekawa kontynuacja tematu.
  3. No nie przeczę, nawet jednego zrobiłem na diorama z australijskim C-7Caribou. Ładne są.
  4. Niestety w Udorn ich nie używali.
  5. Ja też produkuję swoje https://allegrolokalnie.pl/oferta/172-m274-mechanical-mule-nqt
  6. W czasie gdy wash na figurkach dosychał, zająłem się ponownie sprzętem lotniskowym. Postanowiłem dodać jeszcze wózek do transportu zbiorników . Przerobiłem też standardową przyczepę (taką samą jak ta z beczkami) dodając stelaż do przewozu zbiorników. Przyszedł też czas na ostateczne zmontowanie podestów B1 i C1 po uprzednim dorobieniu instalacji hydraulicznej do podnoszenia podestu. Złożyłem też przyczepę z beczkami, gaśnicę i szafkę narzędziową. A oto cały inwentarz przymierzony do dioramy:
  7. Kolejnym etapem wykonania moich figurek było malowanie kolorów. Drelichowe spodnie wykonałem mieszaniną farb Pactra A33 (4 krople) + A25 (1 kropla). Koszulki rozjaśnioną o 20% Pactrą A30. Paski spodni czarne ze srebrnymi sprzączkami, a buty rozjaśnioną czernia. Włosy brunetów maluję zwykle w 2 etapach. Pierwszy to czarny nieco rozjaśniony bielą a następnie przecierka szarym. Dzięki temu nie wyglądają jak "hełm". Podobnie sprawa wygląda z blondynami, przy czym podstawowy kolor twarzy przecieram jasnym brązem. Co do oczu, to już od dawna ich nie maluję. Cokolwiek bym nie zrobił i tak w końcu pada pytanie jak z czerwonego kapturka "a czemu ma takie wielkie oczy?" Po prostu w tej skali to ponad moje siły. Przecieram jedynie suchym pędzlem brwi. Usta maluję mieszanką koloru podstawowego skóry z niewielkim dodatkiem czerwieni, ale bez przesady, żeby zbytnio nie wyróżniały się na twarzy. Tak pomalowane figurki prezentują się następująco: Teraz trzeba położyć wash. Zwykle stosuję olejną, artystyczną umbrę paloną o konsystencji rzadkiej śmietany . Figurki są tak małe, że jadę po całości. Po dotarciu washa wacikami, w zakamarkach ciała i odzieży pojawiły się cienie. W pewnym stopniu rekompensują brak oczu na twarzach. Trochę się jeszcze świecą, ale po odparowaniu zmatowieją. Gdy za tydzień wyschną, przetrę jeszcze suchym pędzlem wystające fragmenty odzieży rozjaśnionymi kolorami bazowymi.
  8. W tak zwanym międzyczasie dokończyłem pomosty B1 i C1. Po szarym podkładzie delikatnie trysnąłem srebrną farbą kraty pomostów i stopni, żeby uwidocznić przetarcia. Potem lakier bezbarwny, płyn do chippingu i oliwkowo zielony. Po wyschnięciu przecierka wodą i ponownie lakier. Odblaskowe paski wykonałem ze starych kalek. Do zrobienia pozostał wash i jakieś drobne otarcia. Pomalowałem też przerobioną z Hasegawy gaśnicę: Rzuciłem też pierwszy kolor na figurki. Robiłem to delikatnie aerografem, żeby nie zalać szczegółów.
  9. Jak słusznie zauważył Moses, beczki w takiej formie wyglądają słabo. Początkowo chciałem je poprawiać, ale znalazłem w starych zapasach 4 porządne beczki, zrobiłem formę i odlałem potrzebną ilość: Następnie, razem z innymi elementami potraktowałem je Surfacerem 1000 w sprayu i zagruntowałem ciemnoszrym Gunze. Na to poszedł płyn do chippingu i oliwkowozielony. Teraz wyglądają dużo lepiej. Zawsze zastanawiałem się nad kolorem beczek, tzn czy ich kolor ma coś wspólnego z zawartością. Przykładowo Agent Orange był transportowany w beczkach koloru pomarańczowego lub oliwkowych z pomarańczowym pasem pośrodku. Beczki widoczne na zdjęciu poniżej raczej nie mogły zawierać paliwa, bo było ono w bazach tankowane z cystern, więc prawdopodobnie olej: Zdjęcia są czarno-białe, więc nie mam pojęcia jaki kolor będzie właściwy. Może ktoś ma wiedzę na ten temat?
  10. Moses! Całkowicie się z Tobą zgadzam. Te beczki są przeznaczone do poprawy, ale jeszcze nie miałem na to czasu. Będą nowe korki i obręcze. Reszta zostanie, bo są ciekawie powgniatane.
  11. Zanim skończył się mój zapiątkowy, modelarski czas, wykonałem jeszcze 2 palety. Umieszczę je na przyczepie, a na nich beczki, tak jak widziałem to na jakimś zdjęciu.
  12. Dobrze, że platformę B1 mam już za sobą, bo strasznie dała mi w kość. Nie sądzę, żebym miał jeszcze kiedyś ochotę zrobić ją ponownie na jakąś dioramę. Jest zbyt pracochłonna. Inaczej wygląda sprawa z C1. Jest dużo prostsza, a używana była nagminnie (B1 jest jednak bardziej specjalistyczna i przeznaczona do większych maszyn), więc prawdopodobnie pojawi się jeszcze nie raz w moich pracach. Dlatego postanowiłem zbudować szablon, który w miarę szybko pozwoli mi wygiąć odpowiedni, powtarzalny kształt. Jako bazę użyłem miniatury platformy C1 z zestawu Hasegawy obsługi naziemnej. Nie zastosowałem jej na swojej dioramie, ponieważ jest zbyt toporna. Imitacja rurek jest prawie dwukrotnie za gruba, a stopnie są pełne, a nie ażurowe. Ale geometrię ma w miarę prawidłową i mogłem z niej skorzystać. Na tym szablonie, z polistyrenowego pręta o średnicy 1mm wygiąłem zewnętrzną ramę platformy. Potem przeniosłem ją na papier milimetrowy, docinając i doklejając pozostałe elementy. I tak 2 razy. Potem to już z górki. Stopnie i podest wykonałem tak jak dla platformy B1 a następnie całość złożyłem ponownie korzystając z papieru milimetrowego. I jeszcze przymiarka wszystkiego na sucho: Celowo nie kleiłem poszczególnych elementów docelowo ze sobą, bo łatwiej to będzie malować i odrapywać.
  13. Witam po długiej nieobecności. Miałem nadzieję, że w te święta coś mi się uda podłubać, ale wszyscy wiedzą jak sprawa wygląda z nadzieją... Dość, że dopiero w ten zapiątek udało mi się ruszyć z tematem platform B1 i C1. Mając już konstrukcję głównych ram, zabrałem się za wykonanie podestu i stopni. Zrobiłem je z siatki, drutu i pasków polistyrenu: Następnie złożyłem to w całość. Największy kłopot polegał na jednakowym ustawieniu stopni tak aby wszystkie były równoległe. Empirycznie dobrałem grubość podkładek, które następnie podkładałem pod jedną krawędź stopnia. Dzięki temu wszystkie są obrócone tak samo. Dużą pomocą był tu papier milimetrowy pozwalający zachować równoległość stopni. Do zrobienia pozostały jeszcze boczne barierki, ale tym zajmę się później.
  14. Czcigodni! Niech Święta przyniosą więcej wolnego czasu niż obowiązków. Dużo spokoju, cierpliwości i godzin przy biurku modelarskim! Wesołych Świąt i udanego Nowego Roku!
  15. Jak pisałem wcześniej, jednym z elementów na dioramie będzie podest roboczy B1. Jeszcze się zastanawiam, czy sam, czy połączyć go z platformą C1. Najpierw jednak B1. Niestety, żadna firma nie robi czegoś takiego w 1/72, a prawdę mówiąc chyba w żadnej skali. Trzeba zatem zrobić to od podstaw. A jak od podstaw, to przydałaby się jakaś dokumentacja. Dość długo szukałem, ale co nieco udało się znaleźć. Na początek trochę rysunków: I jeszcze jak to wyglądało w naturze: Żeby cokolwiek zacząć, potrzebne są chociaż przybliżone wymiary. Teraz wystarczy ten rysunek położyć na ksero i zmniejszać, aż uzyskamy te wymiary ale w skali 1/72. Następnie mierzyłem suwmiarką wymiary z rysunku i docinałem elementy z kształtowników polistyrenowych i drutu: W międzyczasie przygotowałem jeszcze elementy przyczepy, szafki narzędziowej i gaśnicy: Tyle udało się zrobić tym razem. Na ciąg dalszy zapraszam za 2 tygodnie.
  16. No Bob Mason to klasyka. Też to czytałem na studiach !
  17. Czcigodni! Dziś pamiętna data. 55 lat temu rozpoczęła się operacja "Ivory Coast" znana jako Rajd na Son Tay. Była to operacja sił specjalnych USA przeprowadzona w północnym Wietnamie w nocy z 20 na 21 listopada 1970 roku. Celem była próba uwolnienia amerykańskich jeńców wojennych przetrzymywanych w obozie „Camp Faith”. Choć w obozie nie było już więźniów (przeniesionych kilka miesięcy wcześniej), operacja pozostaje wzorcowym przykładem precyzyjnie zaplanowanej misji specjalnej, z zaskoczeniem, koordynacją środków i minimalnymi stratami. Apple 4, którego tak usilnie próbuję wskrzesić, odegrał bardzo ważną rolę w tej operacji. Jego podstawowym zadaniem było zapewnienie dodatkowego transportu, gdyby okazało się, że w obozie znajduje się większa liczba więźniów niż donosił wywiad. Był też rezerwową maszyną do zrzucenia flar nad obozem, gdyby zawiódł MC-130. Miał też zapewnić ewakuację w przypadku zestrzelenia któregokolwiek z helikopterów głównego zespołu uderzeniowego. Po rozpoczęciu ataku Apple 4 i Apple 5 oddaliły się nieco od obozu i wylądowały na jednej z wysepek na jeziorze nazywanym Finger Lake. To było odludzie, wiec nikt ich tam nie niepokoił. Czekali w pełnej gotowości na sygnał do startu. Doskonale widzieli kulę ognia po trafieniu jednego z samolotów zapewniających wsparcie misji. Był to F-105G, sygnał wywoławczy Firebird 5. Załoga Apple 4 pomyślała wtedy, że właśnie stracili kolejnych ludzi. Tak jednak nie było. Firebird 5, choć poważnie uszkodzony, leciał dalej. Ciągnąc za sobą ognisty ogon (trafienie przebiło zbiornik paliwa za kabiną EWO i gubili znaczne jego ilości), maszyna zmierzała do obszaru wyznaczonego na rejon bezpiecznego katapultowania. Naprzeciw wysłano im tankowiec, ale nie dociągnęli. Silnik zgasł z braku paliwa. Zarówno pilot jak i EWO bezpiecznie katapultowali się nad Laosem. Wiadomość o uratowaniu się załogi Firebird 5 dotarła do Apple 4 i 5 już w drodze powrotnej do bazy. Oba helikoptery zawróciły i nad ranem, bez komplikacji, podjęły z ziemi obu członków załogi pechowego F-105. Zdania co do sukcesu czy porażki tej misji do dziś są podzielone. Pomimo wielkiego rozmachu, zaangażowania olbrzymich sił, ani jeden więzień nie został uratowany (kilka miesięcy wcześniej przeniesiono ich do innego obozu, co umknęło wywiadowi). Z drugiej strony, los wszystkich amerykańskich więźniów w Wietnamie Północnym uległ znacznej poprawie. Zostali przeniesieni z małych obozów, rozsianych po dżungli (gdzie ich los zależał od widzimisię komendanta) do kilku centralnych obozów wokół Hanoi. Po powrocie do kraju opowiadali, że po Rajdzie, wietnamczycy bardzo się bali, że akcja się powtórzy i zaczęli traktować amerykańskich jeńców bardziej "po ludzku". Tak czy inaczej jedno jest pewne. Dla Apple 4 i Apple 5 ta akcja zakończyła się sukcesem. Uratowali 2 amerykańskich pilotów i szczęśliwie powrócili do bazy. Jeśli kogoś zainteresowała ta opowieść, gorąco polecam przeczytanie książki Terry Bucklera i Clifforda Westbrocka "Who Will Go".
  18. Pilnie kupię żywiczny kokpit Pavla lub blaszki Eduard 73310 lub SS310 Pozdrawiam jacmin
  19. A z tym to nie ma kłopotu. Potencjometr jest (to niebieskie) i wystarczy pokręcić. Regulacja jest od zera aż do spalenia diod!
  20. Z tym oświetleniem to raczej nic się już nie zrobi. Problem polega na tym, że w ładowni i w kabinie są zastosowane inne diody, o różnych parametrach. To zresztą widać po kolorze światła. Diody z ładowni byłyby 3x za duże gabarytowo do kabiny, te z kabiny z kolei zbyt małe do ładowni. Wystąpiło zjawisko kompromisu. Mógłbym te oświetlenia dać na 2 oddzielnych obwodach z osobną regulacją, ale to dodatkowa para kabli do wyprowadzenia ze śmigłowca. Z drugiej strony, podczas prób, gdy podłączyłem tylko diody z kabiny i dałem światło na full to były prześwity przez pomalowane ramki podziału szkła i wyglądało to okropnie. Z dwojga złego tak chyba jest lepiej.
  21. No postaram się postarać, ale nie obiecuję. Z figurkami w tej skali to różnie bywa...
  22. Kolejny etap to wszelkie dodatki do dioramy - figurki i sprzęt lotniskowy. Przymierzyłem figurki do zamontowanego już helikoptera, żeby orientacyjnie zobaczyć czy będą mi pasować. Jak widać, nad niektórymi pozami trzeba będzie chwilę popracować, ale same figurki są obłędne!
  23. I jeszcze kilka zdjęć efektu końcowego:
  24. Na koniec zostawiłem sobie dość długą antenę, ciągnącą się z prawej burty helikoptera. Zaczyna się z krótkiego masztu na sponsonie, przechodzi przez 2 maszty pośrednie w części ogonowej i wchodzi w kadłub na grzbiecie. Antenę wykonałem z gumki 0,3 MIG do robienia olinowań w statkach. Zrobiłem to na końcu, żeby przy wszystkich manewrach związanych z wklejaniem helikoptera na podstawkę jej nie zerwać.
  25. Skoro model stoi już na podstawce, to należałoby podłożyć mu coś pod koła. W 40th ARRS używano drewnianych klocków połączonych liną. Malowane były na kolor żółty, często obsługa nanosiła na nie 3 ostatnie cyfry z numeru helikoptera. Znajomy nie pamięta, czy w Apple 4 mieli naniesione te numery ale postanowiłem je dać. Klocki wykonałem z kawałków polistyrenu a liny skręciłem z bardzo cienkich drucików. Ponieważ klocki były drewniane, otarcia wykonałem brązową farbą. A tak prezentują się na modelu:
×
×
  • Dodaj nową pozycję...

Powiadomienie o plikach cookie

Umieściliśmy na Twoim urządzeniu pliki cookie, aby pomóc Ci usprawnić przeglądanie strony. Możesz dostosować ustawienia plików cookie, w przeciwnym wypadku zakładamy, że wyrażasz na to zgodę.