Swego czasu w biedronce pojawiły się modele Airfixa z farbkami i pędzelkiem. A że były w bardzo dobrej cenie, to zaopatrzyłem się w Mitsubishi Zero (mój młody 4-latek jest jego fanem ) i Hurricane.
Zero skleiłem z młodym - tyle, że był zawiedziony, że taki mały ten model. Model pomalowałem załączonymi farbkami (plus za akryle wodne, minus za całą resztę ). Model postał parę dni na półce i mimo, że był mały szybko pozbył się anteny, podwozia, zbiornika i stateczników. Pozbierałem ten cały złom, poprzeglądałem internety, znalezłem fora, filmy itp. Postanowiłem zreanimować "Zero" i poćwiczyć na nim (ponad 20 lat nic nie sklejałem). Zaopatrzyłem się w aerograf, zestaw do weatheringu Vallejo (ten z płynami do kalek, werniksem, washami ). Malowanie aerkiem dołączonymi farbkami to była mordęga, mimo, że pierwszy raz w życiu aerograf używałem. Dopiero zakup farbek tamiya i vallejo spowodowało, że w końcu coś zaczęło być widać.
Z racji mocnej degradacji podwozia zrobiłem model ze schowanym podwoziem. Bardziej mi zależało, żeby poćwiczyć malowanie i weathering.
Spróbowałem też sił z weatheringiem - i chyba przesadziłem .
Starą farbkę przetarłem papierem ściernym.
Podkład Vallejo gdzieniegdzie się nie trzymał.
Washe vallejo to chyba nie do końca washe a bardziej półprzezroczyste farby. Słabo zostają w liniach, szybko wysychają i strasznie brudzą. Dopiero suche pastele dały lepszy efekt.
Za cienką i nierównomierną warstę klaru dałem przed weatheringiem i kalkami.
Kalki z Techmodu - dość delikatne jak na moje niewprawione palce - co widać.
Maski na kabinę robiłem ręcznie - gdzieniegdzie się farba oderwała z maską - chyba z winy podkładu.
Trochę nie poszło mi z przecieraniem blach - wygląda to słabo ale reszta... z resztą, będę wdzięczny za komentarze.