Co by nie było, że nic nie robię.
Postęp nikły bo maiłem kryzys kabinowy (po spasowaniu środka fotel był za wysoko i owiewka odstawała jakieś 2mm). Po drodze były też podniety związane z pojadami (zby wiele pomysłów na raz).
Do rzeczy.
Model będzie przedstawiał samolot stacjonujący w Tajlandii pod koniec 66r. Kamo SEA oczywiście. W moim zamierzeniu na "dio" po ostatnim przeglądzie i zdjąciu pasków oraz zabezpieczeń czeka na podkołowanie na początek pasa. Całe wielkie uzbrojenie w gotowości do użycia.
Zamknięte hamulce, ale klapy opuszczone. Tak jak na tej fotce z 1958 z ROC:
Postęp prac (jest jeszcze trochę dupereli, kt nie pokazałem):
Kadłub. Nawiercone otwory pod pylony uzbrojenia i sondę do tankowanmia. Pocieniona osłona przeciwsłoneczna nad tablicą.
Wklejony panel z pokrywą działka - przepiękny z porównaniu z F-16 Revella:
Tylna sekcja kadłuba. Zamknięte hamulce, było to dość koszmarne i musiałem rozwalić środek bo inaczej by mi się zapadły do wnętrza. Jak widać nie obyło się bez szpachlówki. Raczej z mojej winy bo niemrawo ścisnąłem podczas klejenia (częściowo szpachlowałem cjanoakrylem). Szpachlówka miała raczej za zadanie wyoblić spód, który lekko się przesunął w pionie.
Kabina. Kokpit razem z wnęką podwozia przedniego. Wklejenie tej części budzi pewne moje obawy. Widać jak pieknie zrobione są panele boczne. A model bodaj z 1988r!
Fotel. Po zeszifowaniu spodu okazał się za niski i dostał płytkę styrenu 0,5mm.
No i to co lubię najbardziej czyli pamperki (tj. ludki). Pochodzą z zestawów Hasegawy. Pilot został poszerzony w ramionach, w kabinie jest sporo miejsca, a zrobili wyjątkowego chudziaka. Jego siedzenie potraktowałem pilnikiem - siedział za wysoko. Teraz czeka jeszcze na nowy przewód tlonowy i pasy. No i dwóch "obsługantów". Wybrałem tego spokojniejszego
I na koniec wprawki w malowaniu. Koła od wersji G. Jedno potraktowane czarnym Testorsem, drugie jego mieszanką z bodaj stalą i na to metalizer Testorsa w formie suchego pędzla.