Jump to content

Marcin Witkowski

Members
  • Content Count

    498
  • Joined

  • Last visited

  • Days Won

    3

Everything posted by Marcin Witkowski

  1. Thor, wypowiadasz się tak autorytatywnie jak gdybyś na podłogach Grumman Iron Works w Calverton zdarł podeszwy kilku par butów, albo w kilku rejsach dowodził lotniskowcem. Może masz aż takie doświadczenie. Wtedy szczerze zazdroszczę. To, że doszedłeś do tego jak wg. procedur powinien się odbywać shoutdown to jedno, a to jak się odbywało, co pokazują zdjęcia, to inna sprawa. Co niby na lotniskowcach miałoby się w tej kwestii odbywać inaczej? Bez problemu znajdę zdjęcie gdzie także na lotnisku F-14 mają dysze w różny sposób przymknięte/otwarte. I nie będzie to jedno z dwudziestu wyimaginowanych odstępstw od procedury jaka obowiązywała w USN przez 32 lata, a raczej normalna sprawa, że bywało z tym różnie.
  2. Ja się nie spieram, jedynie próbuję zdjęciami dowieść, że pisanie ZAWSZE jednak nie zawsze ma uzasadnienie.
  3. Podpierasz się "grubymi" materiałami i to jest dobre. Ja o tej procedurze też wiem od lat. Ale z drugiej strony życie od każdej reguły zna wyjątek. W przypadku F-14A było takich mnóstwo.
  4. To jakby zgadza się z moją szczątkową wiedzą w temacie F-15. Thor, spokojnie. Nie podpalaj się. Zdjęcie, które zamieściłeś jest wykonane z dość małej odległości obiektywem szerokokątnym, stąd perspektywa może powodować, że widzisz dysze o dwóch różnych średnicach. Nie napisałem, że F-14 miał dysze o różnych średnicach. Cały czas rozmawiamy o ich spoczynkowym kształcie/przekroju. Znam temat pracy tego systemu w F-14, więc jeśli jeszcze coś nowego wniesiesz mi to tego tematu, to chętnie przygarnę dawkę wiedzy. Pisałem, że w przypadku wersji A dysze w 90% przypadków były w różnym położeniu, a w B i D (silniki GE F110), było odwrotnie bo zwykle silniki miały dysze w tej samej konfiguracji, a raczej czasami zdarzało się jak w przypadku TF-30 na A. Mam mnóstwo zdjęć pokazujących różne położenie dyszy w F-14A. I nie zawsze to prawa była rozwarta, a lewa zwężona, bo i na odwrót też bywało.
  5. Zdjęcie, które wkleiłeś to F-15 z silnikami P&W F100. Aż tak dobrze na F-15 to się nie znam, ale wydaje mi się, że dopiero niektóre wersje eksportowe dostały GE F110. Amerykanie ich (raczej) na swoich nie używali. No i na zdjęciu dysze są jednak w takiej samej konfiguracji. Sprawa w F-14 miała się tak, że w przypadku TF-30 na A w zasadzie odstępstwem od reguły były dysze w takiej samej konfiguracji, bo w większości przypadków były w zróżnicowanych pozycjach. Z kolei na B i D odwrotnie - jedynie bywały odmiennie ustawione.
  6. Dokładnie tak jak to napisałeś i dotyczy to wyłącznie F-14. Jak napisałem wcześniej zdecydowałem się na takie coś w modelu z dwóch powodów. By nawiązać do Tomcata i dlatego, że mam takie zdjęcie Super Horneta gdzie dysze są w różnych konfiguracjach. Choć zapewne z innego względu. Wydaje się, że albo krótko po wymianie jednego z silników, albo wymianie ceramicznych elementów wewnątrz dyszy. Jest ona wtedy częściowo rozbierana i niejako "rozwierania". W modelu zasymuluję to malowaniem.
  7. Tylko dlatego, że rozwarta dysza więcej ukazuje. Chodzi o strukturę wewnętrznych łopatek, które zrobiłem z białego styrenu, a którą widać niekiedy między zewnętrznymi, metalowymi piórami. Szczególnie tam gdzie zrobiłem pióra z wyciętym rogiem. Doszło tam więc łącznie 24 elementy. Kolejnych 24 to wspomniane wcześniej blaszki widoczne od tyłu. Rozwarta dysza pozwala dojrzeć je jeśli do wnętrza zajrzy się pod sporym kątem. W zamkniętej dyszy nie było sensu tych elementów robić. Nie przy konwencji mocnego uproszczenia jaką sobie założyłem przy tym projekcie. A swoje koniecznie pokazuj. Nie ma co trzymać takich rzeczy w szufladzie.
  8. A tu efekt końcowy jeśli chodzi o samą budowę. Na malowanie pewnie jeszcze chwilę trzeba będzie poczekać. Robiąc dysze od podstaw wykorzystałem okazję by pokazać także różnice w kształcie zewnętrznych piór (wycięcie jednego z rogów), czy tych wewnętrznych, które występują na tej samej dyszy z inną opcją mocowań. Zrobiłem więc po kilka odmiennych. Dysza rozwarta ma więcej elementów, bo w jej przypadku będzie widać krótsze blachy wewnątrz całego zespołu, które odpowiadają za regulację profilu kanału dopalacza i dyszy. Dorobiłem też nieco mechanizmów widocznych między zewnętrznymi piórami. A tu porównanie z dyszami żywicznymi Airesa, które jak wspominałem, szczególnie w opcji otwartej, raczej słabo wypadają.
  9. Mieli dziś polecieć, ale podobno w sobotę 😉 Anyway, dzięki Dziękuję. Będę kibicował, bo w F-15, czy B-1B dysze pozbawione zewnętrznych piór są mega skomplikowane. Wszystkie popychacze, żeberka, etc. są na wierzchu. Fest wyzwanie. Ale widziałem, że są świetne aftermarkety. Piona!
  10. Po tym jak znalazłem zdjęcie, na którym Super Hornet ma jedną dyszę rozwartą, a drugą przymkniętą (taka mocno tomcatowa cecha), postanowiłem zrobić tak w modelu. Miałem zestaw przymkniętych dysz jakie oferuje Aires w dużym zestawie, a dzięki przyjacielskiej przysłudze (wielkie dzięki Piotrek), dostałem też te, które Aires sprzedaje osobno, jako otwarte. Okazało się, że słabo odpowiadają temu co powinno być bo wnętrze dyszy jest dokładnie takie samo jak w zamkniętej wersji, a to właśnie tam średnica zmienia się najbardziej, ukazując komorę dopalacza i turbinę. Postanowiłem więc obydwie dysze zrobić od podstaw. Pomysł na takie rozwiązanie kołatał mi się w głowie od dawna, ale w tym modelu postanowiłem zrobić to w nieco uproszczony sposób, wewnętrzne pióra wykonując z tworzywa (jako mniej "upierdliwego" w obróbce i łączeniu), a nie z metalu, tak jak to zrobiłem z tymi zewnętrznymi. Najpierw powstała rozwarta, którą uznałem za trudniejszą, Ma też sporo więcej części, a później przymknięta. Kilka zdjęć warsztatowych z etapu powstawania dysz.
  11. Mario, monitory to filtry żelowe do lamp błyskowych. Natomiast HUD to... płyta DVD.
  12. Dzięki za komentarze. Miałem wczoraj z aktualizacją dorzucić i mi wyleciało. Mechanizm składania skrzydła będzie widoczny od przodu/z boku, w zakresie 1/4 obwodu zawiasów. Ten zespół jest na razie pociągnięty białym podkładem, a kilka detali jak przeniesienie napędu klap przednich, czy drobne przewody i inne szpeje czeka na montaż razem z końcówką skrzydła. To też dopiero po malowaniu całego modelu. Widać na tym drobne niedociągnięcia, ale przy trybie w jakim robię ten model, mogę na to przymknąć oko. Z kolei przed przyklejeniem stateczników pionowych zrobiłem dysze zrzutu paliwa, przeprofilowałem anteny i na prawym stateczniku dorobiłem pozycyjną lampę stroboskopową. Odchudziłem i naostrzyłem też krawędzie na samym szczycie.
  13. Dzięki za miłe słowo. Tymczasem w cockpicie podziało się na tyle, że można to i owo pokazać zanim zasłonię wnętrze do kolejnych etapów, czyli w zasadzie już malowania. Do cockpitu wrócę po malowaniu i dopiero wtedy będę robił fotele i kilka brakujących detali wewnątrz. Na tę chwilę pomalowana jest wanna cockpitu z bocznymi panelami. Gotowe są obydwie tablice, przy czym obudowa tylnej wykonanej od zera będzie dopieszczana po malowaniu, kiedy też ją finalnie wkleję. Samej tablicy przyda się jeszcze nieco make'upu bo na zbliżeniach widzę kurz (jak wszędzie na tym etapie), ale i brakujące przyciski. Dojdzie tez kilka detali między nią, a ramą kabiny. Niepomalowane są również przestrzeń bezpośrednio za cockpitem, która kryje się pod owiewką, jak również rama kabiny. To na razie czarny podkład. Pokusiłem się o wykonanie wystających rantów na ramie wiatrochronu. W jego podstawie zrobiłem też oprofilowania i otwory, w które wchodzą rygle owiewki. Wokół ramy wiatrochronu będę jeszcze dość mocno działał masą szpachlującą. Znikną też szczeliny widoczne u podstawy tego elementu. Szybę wiatrochronu lekko u jej podstawy z przodu przykurzyłem. Na wielu zdjęciach Super Hornetów widać charakterystyczne ślady przy dyszach nadmuchu systemu klimatyzacji. Spróbowałem je delikatnie zaznaczyć na obudowie tablicy przyrządów i własnie na szybie. HUD. Wyszedł, jak widać. Różnie
  14. Dzięki za miłe słowo. Do tematu cockpitu niebawem wrócę, bo tam oprócz mebli powoli zbliża się koniec. Tymczasem mała zajawka tego co dzieje się na skrzydłach, które postanowiłem złożyć.
  15. Wygląda to na na element drukowany i dość nieudolnie powielony w żywicy. Chyba, że to kopia. Tak czy inaczej wolałem to zrobić sam, bo lubię. A widząc niedawno wykonaną taką właśnie tablicę, zaryzykuję stwierdzenie, że moja będzie jednak lepsza.
  16. W zasadzie to niezbyt estetyczne zdjęcie z obficie rozlanym klejem zdradza wszystko. Ale w skrócie to wygląda tak, że zaczynam od wycięcia samej ramki monitora: najpierw otwór, a później po obwodzie. Następnie kolorową folię naklejam na czarny plastik i w dalszej kolejności wcześniej przygotowaną ramkę. Mega istotne jest by krawędzie ramki od zewnętrznej strony i powierzchni przylegającej do folii lekko sfazować, i własnie tam aplikować klej. Przy jednoczesnym docisku do filii. Chodzi o to by klej nie wyciekł do wnętrza monitora i nie zepsuł całego efektu. Tak sklejoną całość wycinam i obrabiam ściskając w pęsecie by nie rozwarstwić "kanapki" według kształtu ramki. Na zdjęciach nie widać jeszcze przycisków, które będą namalowane. Niebawem pewnie to pokażę. Wydaje się dość istotne dla całego procesu, że elementy są wykonane z czarnego tworzywa, które w zasadzie nie wymaga malowania. Ale to można oczywiście obejść.
  17. Cyjanoakrylowym. Tak by spoina była na tyle silna by dało się po wycięciu taką kanapkę z ramki, folii i podstawy, obrabiać jako jeden element.
  18. Możliwe, bo internety znają już wszystko 😉 Model pokazuję tutaj z niejakim opóźnieniem w stosunku do procesu budowy. Tymczasem zapraszam na tylny fotel. Okazało się, że potrzebuję nieco inną niż oferowana w zestawie i w żywicy tablicę przyrządów. Czyli tak zwany Advanced Cockpit Station i panel nad nim. Zmiana, to przede wszystkim większy monitor centralny, ale a przez to także zmieniona obudowa. W dość uproszczony sposób zrobiłem ją od zera.
  19. Dzięki Panwie, ale ja jedynie pomalowałem żywice. W przedniej wnęce dołożyłem raptem dwa przewody.
  20. Miki, u Ciebie to się ogląda jak kolejny, długo wyczekiwany odcinek ulubionego serialu Pochłania się z wilczym apetytem, a i tak człowiek wiecznie nienasycony. Podziwiam niezmiennie Drobna uwaga. Nie wydaje Ci się, że profil osłony kabiny nie do końca współgra z grzbietem kadłuba? Mam wrażenie, że osłona ma nieco większy promień obłości niż kadłub i masz tam "schodek".
  21. Przyszedł czas na ożywienie szarości jakimiś kolorami. Wnękę przednią malowałem przed przyklejeniem poszycia kadłuba, które dorobiłem, jak już pisałem wcześniej z mosiądzu. Dzięki temu miałem lepszy dostęp do elementów, które bardziej widoczne dla oka, są jednocześnie trudniej dostępne dla aerografu czy pędzla. W poszyciu trzeba będzie jeszcze odtworzyć niektóre linie i nity, ale po zainstalowaniu w przygotowane miejsce dość spójnie licuje z resztą. Zdjęcia wykonywałem na etapie szpachlowania niewielkich szczelin na styku blachy z plastikiem. Wnęki główne były o wiele łatwiejsze do pomalowania, bo dostęp do tego co w żywicy utrwalił Aires jest bardziej przystępny. Na zdjęciach można dostrzec też dyszę APU, którą dorobiłem. W zestawie po prostu jest tam jedynie zagłębienie.
  22. Już tak nie wyolbrzymiaj tematu Miki 😉 Kiedy ostatni raz rozmawialiśmy to albo miałem ten projekt zamknięty, albo już zrealizowany. Przy następnym będę o Tobie pamiętał 😉 Jest coś na rzeczy w tym co piszesz. Takie "celebryty" trochę 😉 Nie, nie zmieniłem. To nadal mój temat numer jeden. Na Super Horneta to mnie mocno namówili w ramach wąskiego projektu grupowego. I tak w temat wdepnąłem zabierając ze sobą nawet żywiczne dodatki, których zasadniczo nie lubię. Tymczasem w modelu poprawiłem wyloty powietrza na napływach. W zestawie były to dość grube powierzchnie, które zastąpiłem mosiądzem, a brakujące milimetry powierzchni i pionowe żeberka zrobiłem już z tworzywa. Widać też poprawiony nieco profil napływu tuż przed miejscem zaklinowania skrzydła. Będzie tu jeszcze drobna poprawka jeśli chodzi o linię podziału, ale po nałożeniu podkładu mosiądz i plastik stały się jednym ciałem. Wytrasowałem też na nowo, w nieco innym miejscu linię gdzie w Super Hornecie jest charakterystyczny chyba tylko dla tego samolotu element aerodnamiczny jakim jest z opuszczany z napływu fragment klapy. To powierzchnia która miała pomóc w manewrowaniu na dużych kątach natarcia, ale okazała się kłopotliwa bo samolot był przez to niestabilny. Więc niemal od początku jest to nieużywane i zablokowane na stałe.
  23. Nie mam ciśnienia na Jolly Roger. Nie jest to moje ulubione malowanie tego samolotu. Ale idąc po najmniejszej linii oporu jak w kilku innych kwestiach w tym modelu, miałem wykorzystać kalkomanie z zestawu. A że od jednego przyjaciela dostałem nieco lepsze i też JR, tyle że LowVis, a inny przyjaciel mocno kości lubi, to taki będzie. Wytrzymasz jakoś? 😉
×
×
  • Create New...

Important Information

We have placed cookies on your device to help make this website better. You can adjust your cookie settings, otherwise we'll assume you're okay to continue.