-
Liczba zawartości
872 -
Rejestracja
-
Ostatnia wizyta
-
Wygrane w rankingu
31
Typ zawartości
Profile
Forum
Galeria
Pliki
Kalendarz
Blogi
Zawartość dodana przez Marcin Witkowski
-
Moja dysza nabiera finalnych kształtów. Udało mi się wkleić cały zespół dyszy w przygotowaną wcześniej, a pomalowaną w ostatnich dniach obudowę. Przypomnę, że jest to element zwinięty z plastikowej płytki, ma wklejone konieczne wewnątrz pierścienie umożliwiające wklejenie rury komory dopalacza i samej dyszy. Charakterystyczne trzy przetłoczenia, jakie widać na jej obwodzie, uzyskałem wylewając klej CA od taśmy. Taki mój patent, z którego bardzo lubię korzystać. Malowałem tytanem od MRP z domieszką transparentnych żółtej i pomarańczowej, a później aplikowałem oleje. Ważnym elementem na etapie łączenia dyszy z jej obudową był pierścień ponacinanej i pełnej otworków (7x15), który wykonałem z blaszki z mosiądzu wysokoniklowego, dzięki czemu nie musiałem go malować, bo kolor dość dobrze pasuje z oryginałem. Pewnym wyzwaniem było uzyskanie idealnej linii otworów, których średnica to około 0,05mm. Dużo trudniejszym był element pierścienia, który połączy dyszę z komorą wewnątrz całego ustrojstwa. To jedyny element jaki musiałem zrobić przy całym projekcie trzy razy, by uzyskać średnicę, jaką powinien mieć. Musiałem się tu nieco posłużyć metodą "namacajewa", bo pierścień będzie zamontowany na nierównej powierzchni tworzonej przez zespół wewnętrznych piór. Na tym etapie mogłem już zacząć kolorować komorę dopalacza. Sprawdza się idea jej wykonania w sekcjach, co pozwala pierścienie w różnych kolorach dość łatwo pomalować. Finalne brudzenie będę aplikował po łączeniu kolejnych sekcji. Koniec blisko
-
Czuję się nieco wywołany do tablicy i muszę przyznać, że nie pomyślałem, że mój mały eksperyment i szybkie zmaterializowanie pomysłu na to, z czym się zmagałeś, aż tak na Ciebie podziała. Super, że podniosłeś sobie poprzeczkę jeszcze wyżej i udało Ci się ją przeskoczyć. Wirniki wyszły rewelacyjnie! Wydaje mi się, na tyle na ile poznałem Huberta wywiadując Go w InScale podcast., że ta propozycja druku i skrócenia męki, była chyba podszyta nieco sarkazmem i ironią Hubert, naprostuj jeśli się mylę. W kontekście przyjemności, które płyną z modelarstwa, to pewnie jest podobnie jak gustami, czy smakami. Każdy ma jakiś swój, w tym część, podobną do innych. Jedna jest jednak różnica, w kontekście tych, którzy widząc robotę jak ta powyżej, piszą że to masochizm i samobiczowanie, a przyjemność widzą w składaniu zestawu, jego malowaniu, aż do odstawienia na półkę. I trudno tu odmówić racji. Ale prawdą jest też, że większość (o ile ten wspomniany masohistyczny wydźwięk komentarzy, faktycznie nie jest, jak Gonzo pisze, formą uznania) pisząca w ten sposób, przyjemności płynącej z tworzenia czegoś wartościowego od zera, zwyczajnie nie zna. Bo nie przekroczyli bariery, do przeskoczenia której ja często staram się namawiać.
-
Może niech on tam sobie jeszcze poczeka w czeluściach na właściwy czas powrotu do samego modelu. Temat mocno we mnie rezonuje i jak mało który ma ciężar emocjonalny, więc on na pewno wróci. Zauważyłem też, że po latach PhotoBucket przestał działać, więc musiałbym zrobić tam resmume, albo uzupełnić posty zdjęciami. Póki co, aktywność będę kierował tutaj
-
Kurcze, jeszcze mnie nakusisz by wątek warsztatowy Spitifre'a odświeżyć. Zajrzałem tam na chwilę i wstyd złapał za powieki, szeroko otwierając oczy. Zbyt śmiałe deklaracje tam puszczałem, które czas zweryfikował Cieszę się, że ten mały prezent cały czas sprawia Ci radochę!
-
Mówi się, że nie ma głupich pytań. I tego się trzymajmy. Bo nawet jak rozwiązanie jest dość oczywiste, to jednak pytanie i odpowiedź komuś może skróci proces myślowy i ułatwi robotę Wielkie dzięki za miłe słowo. Aktualizacja chyba całkiem niebawem.
-
Siatka musi bezpośrednio przylegać, jeśli faktura karbonu ma wyjść dostatecznie ostra. Inaczej, wyszła by "miękka", albo wcale, bo oczka by się ze sobą zlały.
-
Fakt, jakoś zapomniałem napisać o tym. Zastanawiałem się nad kalkomanią, ale odrzuciłem z dwóch powodów. Pierwszy to wzór nie odpowiadający skali a drugi to sama struktura karbonu widoczna na tych płytkach. Ona nie jest jednorodna. Stąd ewentualne niedokładności są w tym przypadku plusem. Mój carbon namalowałem natryskując farbę przez drobną siatkę. Zrobiłem przy tym kilka prób z różnymi kolorami, farbami różnych producentów i wreszcie kolejnością nakładania warstw z uwzględnieniem przesunięcia siatki, by uzyskać jeszcze drobniejszy wzór. Podkładem był czarny połysk, na to dwa rodzaje metalizera przez siatkę, a między nimi jeszcze jeden raz innym czarnym. Na to wszystko rozcieńczony smoke, a na (prawie) koniec półmatowy werniks. Każde pióro było malowane osobno. Finałem będzie brudzenie olejami i tuszami. No i wyszło więcej niż dwa zdania
-
Temat przysechł ostatnio z różnych powodów. Tymczasem przyszedł moment instalacji zewnętrznych piór dyszy. Mają podklejony półwałek, dzięki któremu pióra mocowałem do dolnego pierścienia klejem do plastiku, a następnie po dokładnym wypozycjonowaniu, podklejałem od spodu do pierścienia pośredniego już klejem CA. Szło to na tyle dobrze, że dopiero przed przyklejeniem ostatniego pióra połapałem się, że przydałoby się zrobić jakieś lepsze zdjęcie. Zrobiłem więc dwa, zanim pióro wskoczyło na swoje miejsce, kryjąc nie do końca atrakcyjnie widoczny system mocowania innych podzespołów. Pióra są wykonane z mosiądzu wysokoniklowego o grubości 0,1mm i pomalowane tak by spróbować oddać ich miejscami niejednorodną strukturę karbonu. Przy okazji drugiego zdjęcia, zwracam uwagę na płytki/pióra umieszczone najgłębiej. Niespecjalnie dokumentowałem ich powstawanie wcześniej.
-
Budowa postępuje i już widzę małe światło na końcu tunelu. Po tym jak udało się poskładać do kupy pióra wewnętrzne dyszy, przyszedł czas na dodatkowe elementy, jak łączniki między nimi. To taki element, na którego wykonanie pomysł miałem od początku z założenia uwzględniający folię aluminiową. Przyjąłem że cienki, a do tego wygięty w łuk, element o przekroju wywiniętego "U", będzie raczej trudno wykonać z jakichś plastikowych profili, czy sklejanych pasków. Szczególnie, że jego wymiar, to niecałe 2x3mm. Dlatego folia kształtowana na kopycie. Trochę analogicznie do tłoczenia owiewek, ale "na zimno" i dociskając mechanicznie stosownym narzędziem. Formę wypiłowałem z odpowiednio dobranej płytki z mosiądzu wysokoniklowego i miedzi, po czym kawałki folii aluminiowej o grubości 0,1mm odciskałem końcówką pęsety. Naddatek materiału odcinałem nożykiem, po czym krawędzie wykańczałem pilnikiem diamentowym. Sposób okazał się szybki, efektywny, a uzyskiwane elementy miały wystarczającą powtarzalność. Co ważne, uzyskiwałem części w naturalnym kolorze pierwowzorów, wiec nie musiałem ich malować. Wystarczyło je "tylko" zamontować. Na marginesie dodam, że widoczny wewnątrz dyszy plastikowy krążek, do którego doklejone są kawałki taśmy, by przyciągnąć pióra, to stelaż przechodzący przez całą dyszę. Taki "pomagier" pozwalający dbać o geometrię całości podzespołu, który wykorzystywałem przy montażu piór, a o czym nie wspomniałem w poprzednim poście. Dodam na koniec, że w rynience każdego łączników, na środku będzie jeszcze imitacja śruby łączącej z piórem, ale to pewnie pokażę przy okazji następnego posta z aktualizacją, w której najpewniej będzie już o głównych, zewnętrznych piórach.
-
Dziękując za miłe słowo przypomniałem sobie coś, co chyba będzie na Twoją opinię duju69 chyba dość dobrą odpowiedzią. Że na szczegółach, realizowanych jeden po drugim konsekwentnie, da się zbudować obraz ogólny. W odwrotną stronę to się nie zadzieje. Albo będzie dużo trudniejsze. Widzę tu nieco analogię do malarstwa. Można pięknie namalować obraz miejskiej ulicy w kilku kreskach i plamach oddających dynamicznie postaci, samochody, etc. I to będzie piękne. Ale da się obejrzeć i zachwycić raczej patrząc na całość. Można stworzyć obraz ulicy skupiając się na każdym pojedynczym oknie, samochodzie, krawężniku przy ulicy - detal po detalu, aż powstanie obraz. A ten będzie można oglądać jak te obrazki z książek dla dzieci "Mam oko". Nieco jak szczegółową mapę. I wydaje mi się, że ta metoda w przełożeniu na modelarstwo, jest lepsza.
-
Mikołaj, serdeczne gratulacje! Przepięknie tym przykładem chowasz do szuflady doktrynę mówiącą, że duży może więcej.
-
Elementy, które w poprzednich postach powstawały i nabierały kolorów, właśnie zaczynają się ze sobą przytulać w przewidzianym dla nich miejscu.
-
Skromny update. Model w modelu za chwilę doczeka się składania podzespołów w bardziej zwięzłą całość, tymczasem załączam kilka zdjęć z etapu kolorowania piór wewnętrznych dyszy. Jednego z rodzajów, ale za to tego, na którym dzieje się najwięcej i najciekawiej. Swoją drogą, to w kontekście malowania ujawnia się największa zaletą takiego podejścia do tematu, czyli budowy od podstaw. Mając wszystkie elementy dyszy jako osobne, każdy z nich można malować indywidualnie. I można się też pokusić o pójście nieco głębiej w szukanie smaczków i detali, które tworzą obraz dyszy od środka. Na zdjęciach poniżej widać typ płytek, które są pokryte ceramiką, a na nich wskutek wysokich temperatur widać niekiedy przebarwienia oddające ich wewnętrzną strykturę "plastra miodu". A także ślady wynikające z tarcia z płytkami innego typu podczas zmiany średnicy dyszy. Starałem się to oddać malując elementy o wymiarach 11x2,2mm. Z kolei na płytkach drugiego typu temperatura uwidacznia strukturę zębów, jakie płytki mają od swojej zewnętrznej strony. To właśnie ten efekt jest błędnie interpretowany jako fizycznie istniejące zmiany faktury. Ja to namalowałem przesłaniając narzędziem, które zbudowałem do odwzorowania struktury, co widać we wcześniejszym poście.
-
Prawa autorskie: Kuba Chłodek, InScale podcast Dzięki!
-
Model w modelu powstaje. Udało mi się zrobić wszystkie główne (będzie jeszcze nieco drobnicy)) elementy składowe dyszy silnika. Za chwilę będzie ich malowanie. Ale najpierw test, czy wszystko ze sobą pasuje zgodnie z założeniami. Tak prezentuje się sekcja złożony cze sobą "na sucho" jedna z piętnastu sekcji elementów dyszy silnika P&W F100 PW 229 w skali 1:48
-
Kolejny element na drodze do zbudowania dyszy. Czyli płytki z charakterystycznymi zębami. Pokazuję proces od trasowania na arkuszu folii 0,075mm, do uzyskania prawie finalnego kształtu dla tego elementu.
-
Ja się już kilka razy zastanawiałem skąd się wzięło to dość powszechne przekonanie, że na tym elemencie są wgniecenia. Widzę, że wszyscy producenci dodatków, które najczęściej są faktycznie super jakości, dają taką strukturę. Czasami nawet te wgniecenia mają ostre krawędzie. Tymczasem te pióra/płytki/listki są od wewnętrznej strony gładkie. Albo inaczej - płaskie, bo do gładkości im daleko. Są bardziej szorstkie. Teorie mam dwie. Albo takie złudzenie i przez to wyciągnięte wnioski, robi to charakterystyczne termiczne odbarwienie owych elementów - właśnie w kształcie ząbków, albo jest to celowy zabieg producentów, którzy owe ślady pomagają w ten sposób osiągnąć, bo łatwiej to zapuścić farbą. W moim modelu będzie płasko. Tak jak w pierwowzorze Dzięki za miłą opinię.
-
Zostawiłem Was z obietnicą rychłej aktualizacji i czterema ostatnimi zdjęciami, które pokazywały wstępne etapy budowy jednego z pięciu (x15) zasadniczych elementów składowych dyszy silnika P&W F100. Dziś kolejne cztery zdjęcia pokazujące niemal finał zmagań z tym dość wymagającym elementem. Na charakterystyczne ząbki miałem kilka różnych pomysłów, a ten który widać na zdjęciach sprawdził mi się nawet lepiej niż się spodziewałem. By uzyskać ząbki skonstruowałem sobie narzędzie, które można porównać do wypadkowej grzebienia i radiatora. Przy niemal dokładnie odpowiadającej pierwowzorowi liczbie zębów i ich rozmiarów, udało się dzięki temu uzyskać pożądany efekt z dość dobrą powtarzalnością. Sposób zasadza się na ułożeniu w odpowiednim miejscu masy szpachlowej Tamiya Epoxy, uformowaniu w równo leżącą objętość, po czym odciśnięciu zębów przygotowanym narzędziem. Elementy będą jeszcze nieco szlifowane i dopieszczane przed malowaniem.
-
Zainspirowany podcastową rozmową w ramach InScale z jednym z Was, uznałem że zaniedbywanie wątku trwa zbyt długo i czas się przypomnieć. Przeskakuję tu nieco postępów, jakie zadziały się na dystansie roku i od razu pokazuję "model w modelu" jak to zwykle u mnie. Pracuję aktualnie nad zbudowaniem dyszy silnika P&W F100 całkowicie od podstaw. To będzie taka próba, udowodnienia głównie sobie, że jak się wyłączy czynnik czasu, uruchomi wyobraźnię, zaprzęgnie odpowiednie narzędzia, to jeszcze da się rywalizować z drukami 3D, które dziś w temacie takim jak dysze silników, dają nam bardzo dobre zamienniki, zwykle słabych elementów z zestawów. Swoją dyszę zacząłem od komory dopalacza, która w silnikach odrzutowych ma postać rury z falistą perforacją, w której widać dziurki. Spore wyzwanie, ale pomysł na to chyba się sprawdził. Dopasowałem element rurki PVC do instalacji elektrycznych, której poszerzona końcówka idealnie oddaje średnicę i kształt. Następnie przygotowany kawałek podzieliłem na sekcje, których długość wynikała z różnic w perforacji i miejsc zwężenia. Kluczowe dla kolejnych etapów było przecięcie sekcji idealnie prostopadle do osi całego elementu. Na zdjęciu powyżej komora jest już pocięta. A tak wyglądała rozdzielona na sekcje. W tym momencie przyszedł moment kluczowy dla powodzenia procesu, czyli zbudowanie stryktury i faktury wewnętrznej, które postanowiłem wykonać z aluminiowej folii. Pomysł zasadza się na precyzyjnie dociętym do wewnętrznego obwodu arkuszu, następnie jego podziurkowaniu nitowałem, w dalszej kolejności wykonanie przetłoczeń, a na koniec zwinięcie go odpowiedniej średnicy pierścień, który wejdzie idealnie do sekcji z fragmentu rurki PVC. Proces pokazują kolejne zdjęcia. Aluminiowe pierścienie wykonane z niewielkim naddatkiem około 0,5mm, wklejałem czarnym CA w sekcje ze sfazowaną wewnętrzną krawędzią tak by klej łatwiej penetrował ciasną przestrzeń. Gotowy komplet sekcji komory dopalacza i jego próbne dopasowanie. \ Pomysł na wykonanie komory w sekcjach ma umożliwić i ułatwić dwie sprawy. Pierwsza to ukrycie szwa, który dzięki obróceniu sekcji będzie "rozrzucony" po obwodzie, co mam nadzieję po szpachlowaniu płynną szpachlówką i malowaniu, uda się ukryć. I właśnie malowanie. Każda z sekcji będzie pomalowana osobno, a dopiero finalne brudzenie będzie po złożeniu w całość. W dalszej kolejności zabrałem się za najbardziej widoczne elementy dyszy, czyli zewnętrzne (w samolocie wykonane z carbonu) pióra. Swoje postanowiłem wykonać z mosiądzu wysokoniklowego grubości 0,1mm. To dokładnie ta sama metoda i materiał jak w przypadku Super Horneta, którego zrobiłem kilka lat temu. Ale tym razem wszystkie pióra, zamiast wycinać i obrabiać je osobno, postanowiłem uzyskać obrabiając jako jeden element, składając bloczek z blaszek, zaciskając w imadle. Cały zestaw widoczny tu na zdjęciu, wraz z segmentami komory dopalacza, obudową dyszy (której procesu tworzenia tu nie opisuję), a także stelaża, jaki zrobiłem w celu ułatwienia precyzyjnego montażu wszystkich pięciu rodzajów piór. W dalszej kolejności zabrałem się za najmniej widoczne, elementy zwierające w dyszy, czyli zestaw piór dwóch rodzajów. Pominę je w tej aktualizacji, ale obiecuję do nich wrócić. Wymagają lepszych nieco zdjęć. Tymczasem ostatni tym razem akord, to jeden z dwóch rodzajów piór wewnętrznych, które stanowią wyzwanie głównie dzięki swojej strukturze. Łatwo nie będzie, ale na poniższych zdjęciach pokazuję jak ową strukturę staram się stworzyć. Z kolejną aktualizacją obiecuję pojawić się nieco szybciej
-
Jak hartowała się stal, czyli modelarskie lata PRL
Marcin Witkowski odpowiedział kopernik → na temat → Dyskusje ogólne
Dla sprostowania: Pan Krzysztof ma 87 lat. I oby do 97 i jeszcze dalej kroczył w równie świetnej formie. Cieszymy się z miłego odbioru wywiadu, mimo uwag dotyczących jego prowadzenia.. -
Wydaje mi się, że na dystansie pracy, tyle Ci nasłodziłem, że polanie tego jeszcze lukrem mogłoby już przedobrzyć. Ale chcę by to tu zostało, bo jednak co forum, to forum. Dla mnie ten model jest niesamowitym dowodem na to, że mimo upływu czasu, wzrostu jakości zestawów, przesunięcia granic technologicznych, etc. wciąż są kluczowe liczą się najbardziej podstawy i - może nieco górnolotnie określone - pryncypia. Piszę to jeszcze na fali emocji jakie we mnie siedzą po spotkaniu i rozmowie z jednym z nestorów dziedziny, w której się poruszamy, czyli Krzysztofem Wagnerem. Mimo całego tego "nawisu" technologicznego i postępu, jak poskrobać mocniej, to dochodzimy do warstwy pt. ludzka inwencja, ambicja i pogłębianie swoich umiejętności. I ten model, a właściwie modelik, tym właśnie jest. Modelem nie tylko przez wielkie eM. Taki przypadek trzeba opisywać wielkimi: M, O, D, E, L. Jeszcze raz gratuluję!
-
Specjalnie nie pisałem o nich, bo nie wydaje mi się, bym dobrze ten temat przerobił. Ale tragedii też nie ma. Poza tym, będę je jeszcze nieco modyfikował, bo tak jak same zbiorniki nie są jednym elementem zakładanym na płatowiec, tak uszczelki też mają nieco zróżnicowany kształt. A jak je zrobiłem? W dość prosty sposób. Najpierw dłutkiem szerokości 0,4mm wytrasowałem w zbiorniku, na jego krawędzi, rowek. A w niego wkleiłem po obwodzie, na raty, pręcik plastikowy o w miarę dopasowanej średnicy, powstały z rozciągniętej nad płomieniem ramki. Czyli żadna skomplikowana operacja. Mam nadzieję, że w finale nie będą odstraszać.
-
Myślę, że czas najwyższy na jakiś update Szczególnie, że w najnowszym odcinku In Scale podcast namawiamy, by nieco chętniej angażować się w modelarskie fora internetowe. Zachęcam, tak na marginesie, do posłuchania. F-16 po latach rezydowania w pudełku po butach zarósł brudem, nabawił się kilku drobnych kontuzji, a i też próby czasu nie wytrzymały pewne rzeczy, które kiedyś zrobiłem, a dziś postanowiłem poprawić mając lepsze kwity. I o tym dziś będzie. Umyłem model, po czym położyłem czarny podkład (no dobra, nie wszędzie, bo mi brakło), by analizę struktury sprowadzić do analizy faktury. Choć o strukturze nie zapominam. Okazało się, że roboty będzie więcej niż planowałem, ale to nie problem. Choćby kwestia lamp oświetlających statecznik pionowy. Znajdują się na płaskiej, ogonowej części kadłuba. Wykonałem je pierwotnie w swojej niewiedzy jako zielone i czerwone, czyli jak lampy pozycyjne. A do tego nie miały stosownych obudów. Tymczasem one świecą światłem neutralnym, a w naszych F-16 mają zielone klosze. Szybka konsultacja z Adamem Dobranowskim, który zna nasze F-16 od nita po malowanie i już wiedziałem, jaki typ obudowy zrobić. Poszło dość szybko dzięki wybijakom. Na spodzie kadłuba wymieniłem wzmocnienie jakie znajduje się w okolicy końcówki haka hamującego. Metalowe z bardzo cienkiej folii miedzianej było za cienkie, miało niewłaściwy kształt, a i też widoczne uszkodzenia. Odwrotnie więc niż to ma najczęściej miejsce u mnie, metal zamieniłem na plastik. Tu pokazany jeszcze przed ostatecznym kształtowaniem. Większym wyzwaniem były ukruszone końcówki skrzydeł. Model doznał kontuzji w tych miejscach pewnie jeszcze podczas prac lata temu, ale też dwie przeprowadzki w pudełku po butach nie pomogły. Chciałem po najmniejszej linii oporu spróbować dosztukować, ale od razu wiedziałem, że nie obędzie się bez metody, którą przecież mam przetestowaną choćby w F-14, jaki możecie oglądać na tym forum. A więc metal. Zeszlifowałem skrzydła na stałym odcinku, po czym przykleiłem przycięte z naddatkiem kawałki mosiądzu. Kluczem tej metody jest by "przeszczep" licował z górnym poszyciem. Od spodu obficie oblewałem element ulubionym gęstym czarnym CA. Nadanie właściwego kształtu, oszlifowanie i lekkie szpachlowanie, w zasadzie było formalnością. I na koniec nieco nosa, gdzie prócz czyszczenia anten IFF, na których nawet śniedź po latach się pokazała, dorobiłem nieco brakujących elementów na zakończeniu pasków na osłonie radaru.
-
NF-14D Tomcat, Hasegawa, 1:48
Marcin Witkowski odpowiedział Marcin Witkowski → na temat → [L]Warsztat
O jednej rzeczy zapomniałem po drodze do zamknięcia etapu budowy poprzedzającego malowanie. Tak zwany chin pod, czyli zestaw IR/TCS. Samolot, którego model buduje, akurat modułu IR nie miał. Zamiast niego była imitacja/owiewka. Co nieco ułatwiło prace. Z kolei ze względu na konstrukcję modułu kamery z obiektywem teleskopowym, uznałem że przerabianie i tak nie do końca zgodnie z realem wyglądającego elementu zestawowego ma mniejszy sens, niż zrobienie całości od zera. Wykorzystałem do tego rurkę z anteny radiowej i inne mosiężne rurki o stosownych, pasujących średnicach, a także wybijane oszklenie klejone z warstw poliwęglanu i cienkiej folii z confetti. Moduł kamery i imitację modułu IR przykleiłem do stelażu wykonanego ze styrenowych płytek, a resztę obudowy wykonałem z Magic Sculpta. Również z tej masy plastycznej zrobiłem owiewkę modułu IR. Z kolei antenę ALQ-100 zrobiłem z grubszej płytki plastikowej. Światło pozycyjne z czerwonego pleksi, w którym przed przyklejeniem nawierciłem imitację żarówki. Gotowy detal nie wygląda tu zbyt imponująco, ale dołożę zdjęcie już po trasowaniu linii, imitacji wkrętów i po podkładzie, kiedy cała struktura znika pod równą i uporządkowaną strukturą. Całość będę przyklejał dopiero po malowaniu. -
NF-14D Tomcat, Hasegawa, 1:48
Marcin Witkowski odpowiedział Marcin Witkowski → na temat → [L]Warsztat
Jakiś czas temu popełniłem takie "dupsiki", które w modelach F-14, jak śledzę od dekad, są w zasadzie kompletnie pomijane. A bo to się na koniec lepi, jest zamocowane na samym końcu, pod spodem. Małe, brzydkie, i w ogóle po co to komu Tymczasem to elementy mega charakterystyczne dla F-14, bo jako jeden z niewielu samolotów ma uchwyty do wodzidła umożliwiające holowanie go tyłem. Są one opuszczane po wyjęciu zawleczki i w takiej właśnie opcji będą w moim modelu. Posklejałem do kupy kilkanaście plastikowych kawałeczków i pewnie całość trafi na swoje miejsce po malowaniu.
