Skocz do zawartości

Marcin Witkowski

Użytkownicy
  • Liczba zawartości

    877
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

  • Wygrane w rankingu

    31

Ostatnia wygrana Marcin Witkowski w dniu 21 Maja

Użytkownicy przyznają Marcin Witkowski punkty reputacji!

Reputacja

1 273 Excellent

5 obserwujących

Informacje

  • Zainteresowania
    F-14 Tomcat
  • Zawód
    Fotograf

Ostatnie wizyty

2 319 wyświetleń profilu
  1. I teraz nie wiem, czy dobre, czy nie Bo prace nad dyszą zacząłem jakoś chyba wczesną wiosną. Mamy zaraz zimę... Znamy wielu modelarzy, którzy w tym czasie kilka modeli zrobili... Pięknie Wam dziękuję. Motywujące!
  2. Ale zdjęcia pozostaną Ok, gotowe! Zrobiłem model w modelu, a w zasadzie jego zasadniczą część, bo za kilka dni turbina zniknie w rurze komory dopalacza, a ta połączy się wreszcie z dyszą. Po kolorach wygląda to tak: Z turbina obok dyszy, czyli moje ostatnich kilka miesięcy I jeszcze zdjęcie powstałe przy okazji sprzątania warsztatu z pomocnej kwit-esencji i doraźnych rysunków.
  3. Ludzie, w komentarze miłe szczodrzy! Dzięki!
  4. Czas na update. Od razu zaznaczę, że to co zobaczycie i o czym przeczytacie, w modelu będzie niemal niewidoczne. A nawet jeśli dostrzegalne, to każe zadawać dość racjonalne pytanie, czy było warto. No, ale to nie ja je sobie zadaję. Zakładam, ze spora część z Was może takie pytanie zadać. Czemu nie będę się specjalnie dziwił OK, turbina. Przy dyszy i komorze dopalacza robionych od podstaw, turbinę zostawiałem sobie na koniec i przyznam, że wobec powyższego, nawet zakładałem, że po prostu użyję lekko zmodyfikowanego elementu z zestawu. No, ale nie pykło z opcją na "pół gwizdka". Szybko skonstatowałem, że tu trzeba konsekwentnie do końca, na podobnym poziomie. Miałem jednak nieco problemów z dobrym rozpoznaniem tematu, bo turbina jest ukryta głęboko, w przypadku wersji 229 silnika P&W F100 jest dość złożona, a innych zdjęć jak od strony dyszy nie uświadczysz. Ale jakoś rozczytałem kwity i poszło. Na pierwszy ogień sama turbina, której 64 łopatki uzyskałem wycinając z pojedynczego krążka mosiężnej folii o grubości 0,075mm. Tu kluczem było precyzyjne trasowanie, a później cięcie idealnie po linii, bo łopatki u nasady mają około 0,2mm szerokości. Łatwo było więc, którąś stracić. Turbina na tym etapie wymagała prostowania, ale odpuściłem to bo łopatki są bardzo wiotkie, a na etapie dalszej budowy i tak będą pracować. Więc ostateczne prostowanie będzie dopiero po malowaniu, a przed ostatecznym montażem. W dalszej kolejności zbudowałem podstawę dla całości podzespołu, ale to będzie widoczne na samym końcu. A kolejnym etapem był kielich na środku i schowany w nim dekiel, (ten też będzie dopiero na koniec, bo tak szybko mi z nim poszło, że nie załapał się na zdjęcie w budowie). Kielich zrobiłem z tej samej folii, co turbina, a powstał, jako część stożka, z kawałka zwiniętego arkusza. Połączenie zlutowałem na zakładkę, po czym na obwodzie wywierciłem 12 otworków, a szczyt zwieńczyłem cienkim kołnierzem z miedzianej folii, 0,05mm. Jego finalny kształt, czyli okrąg o cięciwie około 0,2mm, uzyskałem dopiero po przyklejeniu, przez rozfrezowanie. Podobną metodą, czyli lutowaniem na styku, zrobiłem dwa pierścienie. Ten okalający turbinę i zewnętrzny, który jest podstawą dla całego systemu wtryskiwaczy paliwa do dopalacza oraz stabilizatora płomienia. Pierścienie też nie dostały zdjęcia "in progress", ale system wtrysków złapałem, bo powstawał nieco wolniej, Na wydrukowanym schemacie układałem drucik o średnicy 0,2mm, tymczasowo przyklejałem taśmą i łączyłem klejem CA. Wewnętrzny zestaw rurek/drucików połączyłem CA tylko na początku. Bo po osadzeniu w pierścieniu, łączenia zastąpiłem mostkami, które zawinąłem na kręgach, by uniknąć "oblanego" spawu CA. To rozwiązanie okazało się dobrym nie tylko ze względów czysto estetycznych, ale także praktycznych. Dzięki temu kręgi były względem siebie połączone dość luźno, co miało dużą zaletę przy dziesiątkach przymiarek. Do tego U-kształtne mostki mogłem precyzyjnie przesuwać na ich właściwe miejsce. Całość mocno rachitycznego systemu wtryskiwaczy trafiła na swoje miejsce na zewnętrznym pierścieniu, po czym dopiero wtedy znalazłem zdjęcie jak zamocowany jest stabilizator płomienia (o nim niżej) więc koniecznym okazało się wywiercenie serii niezbędnych otworów pod suporty i zawieszenie. Stabilizator płomienia w tej odmianie silnika ma formę nie do końca regularnego "słoneczka" o profilu U, czyli niejako rynny. Postanowiłem do jego stworzenia wykorzystać folię aluminiową 0,15mm grubości, którą wyprofilowałem na szablonie - czyli płytce z wyfrezowanym rowkiem. Precyzyjne wycięcie wiotkiego elementu postanowiłem zrobić... papierem ściernym przecierając folię na krawędziach, aż do odseparowania "rynienki". Pierścień od spodu usztywniłem miedzianymi drucikami, a w dalszej kolejności konieczne było zrobienie 24 "promieni słoneczka". Zrobiłem je odpowiednio kształtując paseczki aluminiowej folii. Na koniec pracy nad stabilizatorem uznałem, że usunę ścianki na jego obwodzie, tak by nie było ścianek przy połączeniu z wypustkami. Frez diamentowy okazał się tu właściwym narzędziem. I w ten sposób doszedłem do skompletowania (niemal) wszystkich składowych zespołu turbiny. Całość jest składana i będzie malowana w częściach, tak jak je widać na zdjęciach. W zestawie widać wspomniany dekiel, którego nie sfotografowałem na etapie tworzenia. Podobnie jak okrągła podstawa pod niego i kielich. Ten czarny element uzyskałem z kawałka długopisu. Te elementy łączą się z bazą osiowo, na rurkach mosiężnych i aluminiowych. Z kolei pierścienie wchodzą w bazę dzięki widocznym wpustom. I na koniec tej aktualizacji, kilka zdjęć poskładanego zespołu turbiny. W następnej aktualizacji mam nadzieje pokazać ten model w modelu już w jego docelowych kolorach.
  5. Epicki warsztat i model. Super, że wróciłeś. Trzymam kciuki za sprawne i już bez przerw dokończenie projektu.
  6. Moja dysza nabiera finalnych kształtów. Udało mi się wkleić cały zespół dyszy w przygotowaną wcześniej, a pomalowaną w ostatnich dniach obudowę. Przypomnę, że jest to element zwinięty z plastikowej płytki, ma wklejone konieczne wewnątrz pierścienie umożliwiające wklejenie rury komory dopalacza i samej dyszy. Charakterystyczne trzy przetłoczenia, jakie widać na jej obwodzie, uzyskałem wylewając klej CA od taśmy. Taki mój patent, z którego bardzo lubię korzystać. Malowałem tytanem od MRP z domieszką transparentnych żółtej i pomarańczowej, a później aplikowałem oleje. Ważnym elementem na etapie łączenia dyszy z jej obudową był pierścień ponacinanej i pełnej otworków (7x15), który wykonałem z blaszki z mosiądzu wysokoniklowego, dzięki czemu nie musiałem go malować, bo kolor dość dobrze pasuje z oryginałem. Pewnym wyzwaniem było uzyskanie idealnej linii otworów, których średnica to około 0,05mm. Dużo trudniejszym był element pierścienia, który połączy dyszę z komorą wewnątrz całego ustrojstwa. To jedyny element jaki musiałem zrobić przy całym projekcie trzy razy, by uzyskać średnicę, jaką powinien mieć. Musiałem się tu nieco posłużyć metodą "namacajewa", bo pierścień będzie zamontowany na nierównej powierzchni tworzonej przez zespół wewnętrznych piór. Na tym etapie mogłem już zacząć kolorować komorę dopalacza. Sprawdza się idea jej wykonania w sekcjach, co pozwala pierścienie w różnych kolorach dość łatwo pomalować. Finalne brudzenie będę aplikował po łączeniu kolejnych sekcji. Koniec blisko
  7. Czuję się nieco wywołany do tablicy i muszę przyznać, że nie pomyślałem, że mój mały eksperyment i szybkie zmaterializowanie pomysłu na to, z czym się zmagałeś, aż tak na Ciebie podziała. Super, że podniosłeś sobie poprzeczkę jeszcze wyżej i udało Ci się ją przeskoczyć. Wirniki wyszły rewelacyjnie! Wydaje mi się, na tyle na ile poznałem Huberta wywiadując Go w InScale podcast., że ta propozycja druku i skrócenia męki, była chyba podszyta nieco sarkazmem i ironią Hubert, naprostuj jeśli się mylę. W kontekście przyjemności, które płyną z modelarstwa, to pewnie jest podobnie jak gustami, czy smakami. Każdy ma jakiś swój, w tym część, podobną do innych. Jedna jest jednak różnica, w kontekście tych, którzy widząc robotę jak ta powyżej, piszą że to masochizm i samobiczowanie, a przyjemność widzą w składaniu zestawu, jego malowaniu, aż do odstawienia na półkę. I trudno tu odmówić racji. Ale prawdą jest też, że większość (o ile ten wspomniany masohistyczny wydźwięk komentarzy, faktycznie nie jest, jak Gonzo pisze, formą uznania) pisząca w ten sposób, przyjemności płynącej z tworzenia czegoś wartościowego od zera, zwyczajnie nie zna. Bo nie przekroczyli bariery, do przeskoczenia której ja często staram się namawiać.
  8. Może niech on tam sobie jeszcze poczeka w czeluściach na właściwy czas powrotu do samego modelu. Temat mocno we mnie rezonuje i jak mało który ma ciężar emocjonalny, więc on na pewno wróci. Zauważyłem też, że po latach PhotoBucket przestał działać, więc musiałbym zrobić tam resmume, albo uzupełnić posty zdjęciami. Póki co, aktywność będę kierował tutaj
  9. Kurcze, jeszcze mnie nakusisz by wątek warsztatowy Spitifre'a odświeżyć. Zajrzałem tam na chwilę i wstyd złapał za powieki, szeroko otwierając oczy. Zbyt śmiałe deklaracje tam puszczałem, które czas zweryfikował Cieszę się, że ten mały prezent cały czas sprawia Ci radochę!
  10. Mówi się, że nie ma głupich pytań. I tego się trzymajmy. Bo nawet jak rozwiązanie jest dość oczywiste, to jednak pytanie i odpowiedź komuś może skróci proces myślowy i ułatwi robotę Wielkie dzięki za miłe słowo. Aktualizacja chyba całkiem niebawem.
  11. Siatka musi bezpośrednio przylegać, jeśli faktura karbonu ma wyjść dostatecznie ostra. Inaczej, wyszła by "miękka", albo wcale, bo oczka by się ze sobą zlały.
  12. Fakt, jakoś zapomniałem napisać o tym. Zastanawiałem się nad kalkomanią, ale odrzuciłem z dwóch powodów. Pierwszy to wzór nie odpowiadający skali a drugi to sama struktura karbonu widoczna na tych płytkach. Ona nie jest jednorodna. Stąd ewentualne niedokładności są w tym przypadku plusem. Mój carbon namalowałem natryskując farbę przez drobną siatkę. Zrobiłem przy tym kilka prób z różnymi kolorami, farbami różnych producentów i wreszcie kolejnością nakładania warstw z uwzględnieniem przesunięcia siatki, by uzyskać jeszcze drobniejszy wzór. Podkładem był czarny połysk, na to dwa rodzaje metalizera przez siatkę, a między nimi jeszcze jeden raz innym czarnym. Na to wszystko rozcieńczony smoke, a na (prawie) koniec półmatowy werniks. Każde pióro było malowane osobno. Finałem będzie brudzenie olejami i tuszami. No i wyszło więcej niż dwa zdania
  13. Temat przysechł ostatnio z różnych powodów. Tymczasem przyszedł moment instalacji zewnętrznych piór dyszy. Mają podklejony półwałek, dzięki któremu pióra mocowałem do dolnego pierścienia klejem do plastiku, a następnie po dokładnym wypozycjonowaniu, podklejałem od spodu do pierścienia pośredniego już klejem CA. Szło to na tyle dobrze, że dopiero przed przyklejeniem ostatniego pióra połapałem się, że przydałoby się zrobić jakieś lepsze zdjęcie. Zrobiłem więc dwa, zanim pióro wskoczyło na swoje miejsce, kryjąc nie do końca atrakcyjnie widoczny system mocowania innych podzespołów. Pióra są wykonane z mosiądzu wysokoniklowego o grubości 0,1mm i pomalowane tak by spróbować oddać ich miejscami niejednorodną strukturę karbonu. Przy okazji drugiego zdjęcia, zwracam uwagę na płytki/pióra umieszczone najgłębiej. Niespecjalnie dokumentowałem ich powstawanie wcześniej.
  14. Budowa postępuje i już widzę małe światło na końcu tunelu. Po tym jak udało się poskładać do kupy pióra wewnętrzne dyszy, przyszedł czas na dodatkowe elementy, jak łączniki między nimi. To taki element, na którego wykonanie pomysł miałem od początku z założenia uwzględniający folię aluminiową. Przyjąłem że cienki, a do tego wygięty w łuk, element o przekroju wywiniętego "U", będzie raczej trudno wykonać z jakichś plastikowych profili, czy sklejanych pasków. Szczególnie, że jego wymiar, to niecałe 2x3mm. Dlatego folia kształtowana na kopycie. Trochę analogicznie do tłoczenia owiewek, ale "na zimno" i dociskając mechanicznie stosownym narzędziem. Formę wypiłowałem z odpowiednio dobranej płytki z mosiądzu wysokoniklowego i miedzi, po czym kawałki folii aluminiowej o grubości 0,1mm odciskałem końcówką pęsety. Naddatek materiału odcinałem nożykiem, po czym krawędzie wykańczałem pilnikiem diamentowym. Sposób okazał się szybki, efektywny, a uzyskiwane elementy miały wystarczającą powtarzalność. Co ważne, uzyskiwałem części w naturalnym kolorze pierwowzorów, wiec nie musiałem ich malować. Wystarczyło je "tylko" zamontować. Na marginesie dodam, że widoczny wewnątrz dyszy plastikowy krążek, do którego doklejone są kawałki taśmy, by przyciągnąć pióra, to stelaż przechodzący przez całą dyszę. Taki "pomagier" pozwalający dbać o geometrię całości podzespołu, który wykorzystywałem przy montażu piór, a o czym nie wspomniałem w poprzednim poście. Dodam na koniec, że w rynience każdego łączników, na środku będzie jeszcze imitacja śruby łączącej z piórem, ale to pewnie pokażę przy okazji następnego posta z aktualizacją, w której najpewniej będzie już o głównych, zewnętrznych piórach.
  15. Dziękując za miłe słowo przypomniałem sobie coś, co chyba będzie na Twoją opinię duju69 chyba dość dobrą odpowiedzią. Że na szczegółach, realizowanych jeden po drugim konsekwentnie, da się zbudować obraz ogólny. W odwrotną stronę to się nie zadzieje. Albo będzie dużo trudniejsze. Widzę tu nieco analogię do malarstwa. Można pięknie namalować obraz miejskiej ulicy w kilku kreskach i plamach oddających dynamicznie postaci, samochody, etc. I to będzie piękne. Ale da się obejrzeć i zachwycić raczej patrząc na całość. Można stworzyć obraz ulicy skupiając się na każdym pojedynczym oknie, samochodzie, krawężniku przy ulicy - detal po detalu, aż powstanie obraz. A ten będzie można oglądać jak te obrazki z książek dla dzieci "Mam oko". Nieco jak szczegółową mapę. I wydaje mi się, że ta metoda w przełożeniu na modelarstwo, jest lepsza.
×
×
  • Dodaj nową pozycję...

Powiadomienie o plikach cookie

Umieściliśmy na Twoim urządzeniu pliki cookie, aby pomóc Ci usprawnić przeglądanie strony. Możesz dostosować ustawienia plików cookie, w przeciwnym wypadku zakładamy, że wyrażasz na to zgodę.