Skocz do zawartości

grzesioj

Użytkownicy
  • Liczba zawartości

    662
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

Zawartość dodana przez grzesioj

  1. Zdanie: sugerowało raczej, że model po zrobieniu wygląda badziewnie a nie przed. Ale, mniejsza o to, przestańmy zaśmiecać temat dyskusjami o gustach, bo jak mówił filozof de gustibus non est disputandum. I już . pozdrawiam Grzesiek
  2. Panowie!!! Widzę, że z podziwu godnym uporem próbujecie przekonać mnie, że tkwię w błędzie, malując gaśnice na czerwono. Ależ nie musicie tego robić (choć dzięki temu trwa dyskusja i jest zainteresowanie tematem ), bo doskonale zdaję sobie z tego sprawę. Ale, jak już napisałem: . Myślę, że zdecydowanie NIE BYŁA czerwona, jednakże bardzo lubię kontrast jakiegoś wyłochanego kamuflażu z czerwonym kolorem gaśnicy i z uporem maniaka na wszystkich modelach robię czerwone gaśnice. Takie moje zwichnięcie zawodowe... Dopóki jednakże robię modele na półkę (po to, żeby mógł nimi bawić się mój syn, któremu również nie przeszkadza taki kolor gaśnic, a wręcz mu się podoba), a nie na wystawy, gdzie być może podstawowym kryterium oceny jest wierność w stosunku do oryginału, pewno te gaśnice takie pozostaną. A z drugiej strony patrząc - czy czołg w trakcie swej eksploatacji nie mógł dostać nowej gaśnicy, nie splamionej łatami kamuflażu ? pozdrawiam Grzesiek
  3. No, ktoś wreszcie obudził się z zimowego snu . pozdrawiam Grzesiek
  4. I za to podziwiam Ciebie i Tobie podobnych, żeby nie pokazywać Ich palcem. Ja natomiast niedawno po raz kolejny boleśnie przekonałem się, że moje umiejętności są takie, jakie są w temacie wychodzenia poza zakres "plastiki z pudła". pozdrawiam Grzesiek
  5. Na ostatnim zdjęciu - zwróć uwagę - koła jezdne ułożyły Ci się na kształt sinusoidy - to wyżej, to niżej, to znowu wyżej. Chyba, że nie są jeszcze przyklejone. pozdrawiam
  6. No, Twoje słowa są być może nieco za mocne w stosunku do miłośników skali 1:72, którzy potrafią wykonać piękne modele, wystarczy się tylko rozejrzeć po Forum. Sam daleki jestem od zachwytów nad swoją twórczością, ale odnośnie na przykład tego, tego czy tego modelu (zgodnie z zasadą poszanowania praw autorskich jako przykłady podaje tylko swoje modele) padały różne słowa, ale nie takie, że wyglądają badziewnie. A są w skali 1:72 i malowane pędzelkiem. pozdrawiam Grzesiek
  7. Ależ ja jestem bardzo daleki od tego, żeby mieć komuś cokolwiek za złe za to porównanie. Po prostu, nie wiedziałem, co ów delikwent przeskrobał. Tylko nigdy nie myślałem o tym, że malowanie gaśnic na czerwono stanowi jakiś etap, nie wiem, w moim życiu . Ale chyba tak jest... W takim razie czuję się zaszczycony. pozdrawiam Grzesiek
  8. Hm... Nie wiem, co o tym porównaniu i stwierdzeniu sądzić. Czy ja mam jakiś etap? Zabrzmiało to trochę: miał etap, kiedy sikał w majtki, ale teraz już nie sika . pozdrawiam Grzegorz
  9. Święta racja. W 1:72 na upartego można jeszcze robić tak, ale w 1:35 to nie przejdzie. Z resztą, pędzel w 1:35? Na pewno nie do malowania. Jest to jeden z powodów, dla których "robię w" 1:72, bo tylko pędzluję(-wałem). pozdrawiam Grzesiek
  10. Wybaczcie mi naprawdę, ale w dalszym ciągu nie kumam. Nazwisko to obiło mi się o oczy gdzieś na jakimś forum, ale nie wiem, czy mam się wstydzić, czy cieszyć z komplementu (jeśli to był komplement - R_Mazzi?). pozdrawiam Grzesiek
  11. Że jak ? pozdrawiam Grzesiek
  12. . Myślę, że zdecydowanie NIE BYŁA czerwona, jednakże bardzo lubię kontrast jakiegoś wyłochanego kamuflażu z czerwonym kolorem gaśnicy i z uporem maniaka na wszystkich modelach robię czerwone gaśnice. Takie moje zwichnięcie zawodowe... pozdrawiam Grzesiek
  13. Ja też powiem, że bardzo ładny i niczego się nie czepiam. Też chciałbym takie robić... pozdrawiam Grzesiek
  14. grzesioj

    KW-2 skala 1/72

    Nie będę się czepiał zwisów, okopceń, poręczy, czy za czysty, czy nie, bo mnie to nie rajcuje - po prostu - jak dla mnie - chylę czoła. . Jest bardzo ładnie. pozdrawiam Grzesiek
  15. IS-2 do szybkiego montażu a przedstawione tutaj modele to niebo a ziemia, pisałem z resztą, że byłem zaskoczony ich jakością... Oczywiście. Jest to jeden element razem ze wszystkimi kołami i rolkami podtrzymującymi. pozdrawiam
  16. Zaplątały się jakieś mechociny na zdjęciu . pozdrawiam Grzesiek
  17. W związku z (chwilowym - mam nadzieję) zakazem sklejania kolejnych modeli zdecydowałem się zaprezentować plon bożonarodzeniowego urlopu, nie przedstawionego wcześniej z powodu przejściowego braku sprzętu fotograficznego, który miał miejsce w tamtym okresie. Plon ten to model a raczej modele czołgu Pz. Kpfw. III Ausf. J w skali 1:72 firmy Italeri, zakupione i sklejone na wyraźne życzenie mojego syna. Są to modele bardzo uproszczone, przeznaczone do gier, dwa umieszczone w jednym pudełku. Krótki in-box zestawu znajduje się na stronie sklepu, w którym zestaw nabyłem. Co do samego zestawu - tak, jak napisałem, jest to zestaw zawierający dwa uproszczone do granic możliwości (ale nie bardziej) czołgi. Po, ogólnie rzecz biorąc, nie najlepszych doświadczeniach z produktami Italeri w tej skali, byłem zaskoczony jakością tego zestawu. Można oczywiście się czepiać, że układ jezdny ma się nijak do rzeczywistości - wszystkie podwójne koła zlane ze sobą w szerokie bloki, brak grzebieni prowadzących, kształt ogniw gąsienic zupełnie s-f, że narzędzia i liny odlane są razem z kadłubem, ale czego można się spodziewać po modelu złożonym z... 11 części. W zestawie nie było również jakichkolwiek kalkomanii, zatem musiałem wybrać, co się nadawało z mojej kolekcji naklejek po wcześniej zbudowanych modelach. Model(-e) doskonale nadają się do próbowania na nich różnych technik modelarskich, ze względu na niewygórowaną cenę zestawu, jak i na niewielki w sumie nakład pracy, potrzebny na ich zbudowanie. Zatem, w razie jakiejś wpadki modelu po prostu mniej szkoda, niż jakiegoś Dragona czy Trumpetera. Mnie osobiście, głównie ze względu na czas Świąt, który przypadł w okresie budowy modelu, jak i natarczywe ponaglanie ze strony zleceniodawcy, żadnych nowych technik zastosować się nie udało. Modele - tradycyjnie - wykonane prosto z pudełka (plus kalkomanie z "zewnątrz"), w całości malowane pędzelkiem przy pomocy farb Humbrol i brudzone pastelami. Co do zdjęć - niestety robione w naturalnym oświetleniu na stole w pokoju, przy nie najlepszym nasłonecznieniu (po prostu - było pochmurno) - zatem nieszczególna głębia ostrości, ale chyba akceptowalna. Przejdźmy do bohaterów relacji. Pierwszy model ma PRZYPOMINAĆ (ze względu na takie kalkomanie, jakie miałem akurat do dyspozycji w czasie Świąt) czołg 15DP/ Pz.Rgt 8/ I batalion/ I kompania z 1942 roku: Drugi model ma PRZYPOMINAĆ (choć w rzeczywistości był to model Ausf H, ale nikomu to nie przeszkadza, w szczególności memu synowi) czołg z 3DP/ Pz.Rgt 6/ II batalion/ 5 kompania/ 3 pluton z roku 1941: Na gąsienicach modeli widać niestety ślady łączenia form, ale straciłem cierpliwość przy ich usuwaniu, choć naprawdę chciałem to zrobić . Podstawka - gotowiec Dragona. pozdrawiam Grzesiek
  18. No właśnie. pozdrawiam
  19. Słowo się rzekło. pozdrawiam Grzesiek
  20. Cóż, przepraszam . Zrozumiałem, że skoro model testowy, to wyjdzie, jak wyjdzie, zobaczymy. I wyszedł dobrze... pozdrawiam
  21. A myślisz, że mnie się ręce nie trzęsły, gdy malowałem obicia i całą resztę? O aerografie to już nie wspomnę nawet Przez słowo "zniszczyć" bardziej rozumiałem "przerobić" ten model ze zwykłego Hummela . Co zaś do zniszczeń dokonywanych przy pomocy pędzla i aerografu - są bardzo dobre, zaś ja, nie mogąc się z tym uporać, od kilku już modeli zupełnie zarzuciłem ich wykonywanie (tak nawiasem mówiąc - ku uciesze chyba wszystkich - w tej chwili zarzuciłem wykonywanie nie tylko zniszczeń, ale modeli w ogóle). Raz jeszcze - bardzo ładnie . pozdrawiam
  22. Powinienem to napisać jutro w galerii , ale napiszę teraz - bardzo ładnie, jak zwykle . Ja z moimi umiejętnościami nie odważyłbym się tak "zniszczyć" oryginalnego modelu. pozdrawiam Grzesiek
  23. Śnieg na kołach wygląda trochę jak lukier, którym oblewane są pączki, ale jeśli ten model wyszedł Ci tak dobrze przez zupełny przypadek (tak bynajmniej Cię zrozumiałem), no to . pozdrawiam Grzesiek
  24. Pewno masz rację, jest tylko jedno ale. Będąc kiedyś na gościnnych występach w Rzeszowie, na życiowym zakręcie sklejania StuG'a Revella, poprosiłem pana w sklepie modelarskim o pokazanie mi gąsienic fototrawionych dedykowanych revellowskiej trójce. Były bardzo fajne. Kosztowały trochę więcej niż sam model, poza tym trzeba je było w jakiś sposób wymontować z blaszki i pozaginać. Uśmiechnąłem się głupio do pana i mu podziękowałem, tłumacząc (z resztą - zgodnie z prawdą), że jak dla mnie są one za drogie, bo pewno nie będę ich umiał użyć i wylądują w koszu. Od tamtego momentu u mnie nic się nie zmieniło. Poza tym - może kiedyś, kiedy zacznę sklejać (o ile zacznę) modele na półkę, a nie na bitewne pole , może użyję czegoś takiego, bo myślę, że tego fototrawione gąsienice by nie przetrzymały . Być może. Gąsienice do Shermana są "pełne", ja próbowałem rozciągnąć (raczej - naciągnąć) gąsienice posiadające rzędy otworków na koła zębate. pozdrawiam Grzesiek
  25. Bo starałem się unikać ujęć, na których byłoby widać, że sp...łem model . Takich, jak na przykład poniższe (tu samo zdjęcie jest do d..., sprawę kiepści również perspektywa zdjęcia - makrofotografia): Jednak odpowiednio zrobione zdjęcia dużo dają... pozdrawiam Grzesiek
×
×
  • Dodaj nową pozycję...

Powiadomienie o plikach cookie

Umieściliśmy na Twoim urządzeniu pliki cookie, aby pomóc Ci usprawnić przeglądanie strony. Możesz dostosować ustawienia plików cookie, w przeciwnym wypadku zakładamy, że wyrażasz na to zgodę.