-
Liczba zawartości
357 -
Rejestracja
-
Ostatnia wizyta
-
Wygrane w rankingu
1
Typ zawartości
Profile
Forum
Galeria
Pliki
Kalendarz
Blogi
Zawartość dodana przez ZzB
-
Hej. Wieża była najprostszym elementem i model skończyłem brudzić już w styczniu. Jednak – jak pewnie zauważyliście - od ostatniego wpisu minęło ponad pół roku. No cóż... nie mam dedykowanego stanowiska do fotografowania, więc wszystkie zdjęcia zwykle robiłem na dworze. Tym razem jednak co wyjrzałem przez okno to przechodziła mi ochota na cokolwiek… Na szczęście nawet tegoroczna długa zimowa wiosna dała za wygraną i tym samym nadszedł czas na ostatni odcinek serialu o T1E1.. Tak, jak wspomniałem, wieża jest wyjątkowo prosta. Co zresztą widać na obrazku. Jedynym trudniejszym elementem stała się osłona jarzma armaty. Ale nawet ją dało się w miarę prosto wyrzeźbić z blaszki i szpachlówki. Potem zostało tylko przyprawić całość nitami i zawiasami. --- I tak oto dotarliśmy do końca relacji. Kolejny brzydal trafi na półkę. A ja spróbuję się zmierzyć z tajemną sztuką wydruków 3D. Do następnego spotkania. ZzB
-
cdn... I na koniec T1E1 już na własnych gąsienicach 1 – zbiorniki paliwa z zaokrąglonymi krawędziami 2 – pokrywy komory silnika z żaluzjami 3 – nie wiem do czego miały służyć te pręty/rurki. Ale przynajmniej na połowie fotek występują 4 – opancerzony wlew do układu chłodzącego 5 – rura wydechowa z tłumikiem 6 – dobudowana przekładnia redukcyjna Wierzę że nadszedł czas na wieżę. Niech wrzesień będzie z Wami. ZzB
-
Hej. Mimo że lato w tym roku to głównie Lipcopad i Siąpień, model więcej kurzył się na półce niż stał na warsztacie. Ale udało się zamknąć kadłub. A skoro sezon urlopowy minął, czas wrócić do relacji. Kadłub T1E1, jak wielu innych czołgów z tego okresu jest zwykłym pudełkiem. Myślałem więc, że pójdzie szybko. Nie doceniłem jednak swojego diabełka od szczegółów – szybciutko zaczął mi wytykać nieścisłości względem zdjęć i planów. Na pierwszy ogień poszły żaluzje od komory silnika. W wycinance były to pełne płyty. Plany i zdjęcia mówiły co innego. Dodałem też brakujący (opancerzony !!) korek układu chłodzącego. Kolejną modyfikacją były zewnętrzne zbiorniki paliwa – w wycinance miały ostre krawędzie, w rzeczywistości była to najprawdopodobniej gięta blacha. Dopiero w T1E2 chłopcy poszli na łatwiznę. Kolejny podszept diabełka dotyczył dziwnych pionowych kresek na planach (co ciekawe - na różnych planach miały one różne rozmiary). Nie dotarłem do żadnych sensownych zdjęć oryginału od tyłu, co problem rozstrzygnęłoby jednoznacznie. Zastanowił mnie jednak brak prześwitu przez koło napędowe zauważalny na zdjęciach z boku. Uznałem, że jest to jakaś tarcza zabezpieczająca przed nieostrożnym członkiem załogi. Szczególnie, że T1E2 też miał coś takiego. Ponieważ kadłub wraz z przeniesieniem napędu miałem już prawie gotowy, pokusiłem się o małe oszustwo. I kiedy już zaczynałem przymiarki do przyklejenia wózków jezdnych, diabełek wyciągnął asa z rękawa – trafiłem na schemat wnętrza pojazdu. I naraz wszystkie kawałki układanki wskoczyły na swoje miejsce. To nie była tarcza ochronna To była przekładnia redukcyjna ze sprzęgłem. I nagle stało się też dla mnie jasne, dlaczego np. wózek boczny jest wielką znitowaną w całość konstrukcją z jednym małym wyjątkiem - przykręconego śrubami wspornika koła napędowego. Jeżeli to tajemnicze „coś” rzeczywiście było przekładnią redukcyjną to wózek miał taki wspornik tylko po JEDNEJ stronie. Natomiast po drugiej stronie koło napędowe było łożyskowane właśnie w przekładni. A pojedynczy demontowalny wspornik znakomicie upraszcza serwisowanie. Ech.. Stanęła mi przed oczami wizja odcinania wewnętrznego wspornika i precyzyjnego osadzania w kadłubie osi koła napędowego. Na szczęście miałem wtedy wystarczająco rozsądku, żeby odłożyć model na półkę. Jak widać – nie zdecydowałem się na wycinanie wewnętrznego wspornika. Między kołem napędowym a korpusem czołgu jest tak mało miejsca, że widoczna na zdjęciu „proteza” doskonale spełnia swoje zadanie, szczególnie że jest dobrze dopasowana. Trzeba by było dokładnie wiedzieć gdzie i pod jakim kątem spojrzeć, żeby cokolwiek wypatrzeć. Przy okazji – wyślepiłem na jednym ze zdjęć, że rura wydechowa nie jest stałej średnicy a na połowie długości ma zgrubienie przypominające tłumik motocyklowy. W modelu prawie tego nie widać, ale diabełek sprawiał wrażenie zadowolonego. cdn...
-
Hej. Z odlewami jest łatwiej. Żeby ustabilizować długi i wąskie element wkładałem do formy kawałek stalowej rurki. A w przypadku wyjątkowo chorego kształtu zlutowałem druciany szkielet. Tak przy okazji - robiłem też kiedyś odlewy kompozytowe armat. Do formy wkładałem lufę z igły i oblewałem zamkiem. Pozdrowionka ZzB
-
Hej. Pochwaliłem się na sylwestra sekcją jezdną, więc czas rozwinąć temat Element jako taki jest pozornie prosty w budowie. Jest to, jak widać, nieomal pudełko. Tyle że ze ściankami sklejonymi z wielu warstw. Prostota jest jednak pozorna – wystarczy spojrzeć na mrowie nitów. Dodatkowo sekcja zawiera sporo usztywnień, których wysokość to ułamek milimetra. Wykonanie takich usztywnień (patrz niżej poz 1 lub 3) to solidny test cierpliwości – wycinałem z blachy jednomilimetrowy pasek, przyklejałem we właściwym miejscu a następnie mozolnie zeszlifowywałem na pożądaną wysokość. Warto tu przy okazji wspomnieć, że ten element w wycinance mocno się różni od oryginału 1 – brak drugiego paska usztywnienia 2 – brak otworu serwisowego, niektóre pojazdy miały go częściowo zakryte arkuszem blachy 3 – brak usztywnienia 4 – brak nitów i śrub na całej powierzchni 5 – brak przynitowanego prostokąta blachy 6 – brak nitów na całej powierzchni 7 – inny kształt usztywnienia (w wycinance odwzorowano usztywnienie z wersji T1E2) Ostatecznie po trzech miesiącach dłubania udało mi się wykonać obie sekcje jezdne. Będą one jeszcze ciapane, ale są już kompletne. I na koniec, ponieważ połowa ogniw już się wykluła, pierwsza przymiarka. Jeszcze na sucho, ale za to już w marcowym słoneczku 3majcie się ciepło ZzB
-
Hej. Następne spotkanie miało być szybko, wyszły cztery miesiące. Ale, jak to mówią, bogowie maja niezły ubaw z ludzkich planów. Na szczęście w końcu udało mi się usiąść do kompa i zmontować następny odcinek relacji Koło napędowe, mimo że fotki wstawiam dopiero teraz, zaczęło powstawać równolegle z ogniwami gąsienic. Z bardzo prostego powodu – zęby musiały pasować do otworów w ogniwach. Nie wspominałem o tym wcześniej, ale prototypowe ogniwa doczekały się kilku wersji różniących się o dziesiąte części milimetra zanim wszystko zaczęło jako tako pasować. Samo koło w wycinance różni się nieco od oryginału. W wycinance składa się z tarcz i pierścieni, pewnie ze względu na ograniczenia technologiczne kartonu. W rzeczywistości kształt wieńca z zębami jest dużo bardziej skomplikowany. Na pierwszej fotce (górny rząd, po lewej stronie – muzealny T1E2) widać że są to połączone dwa wyoblone ścięte stożki. Wyrzeźbienie czegoś takiego z polistyrenu i blaszki znacznie przekracza moje możliwości, dlatego wyoblenia wymodelowałem ze szpachlówki (dolny rząd po prawej stronie). Koło napinające w porównaniu do napędowego było spacerkiem. Na prowadnicy zostanie jeszcze zamontowany talerz oporowy dla sprężyny napinającej, którą pominął autor wycinanki. Widać to na lewym mocno niewyraźnym zdjęciu. Środkowe zdjęcie pokazuje wygląd tego elementu w muzealnym egzemplarzu T1E2 Koła jezdne wytoczyłem z polistyrenu i blaszki. Za tokarkę posłużyła miniwiertarka. Już po skompletowaniu wszystkich wózków jezdnych trafił do mnie schemat zawieszenia czołgu. Wynikało z niego że wózek nie jest całością a składa się z dwóch niezależnych elementów. Ponieważ jednak wspomniany wózek jest praktycznie w całości ukryty pod pancerzem zostawiłem wszystko jak jest. W następnym odcinku sekcja jezdna, która – jak widać na ostatnim zdjęciu – jest już na mocno zaawansowanym etapie. Niech moc będzie z Wami w nowym 2025 roku. ZzB
-
Hej Po zakończeniu budowy tramwaju uznałem, że szybek na jakiś czas mam dość. I że przydałby się jakiś kawałek pancerza. Najlepiej oczywiście nitowanego Szukając inspiracji trafiłem na książkę „US Battle Tanks 1917-1945” w której opublikowano kilkanaście zdjęć wyjątkowych brzydactw. Na dodatek jedno z tych brzydactw – prototyp czołgu lekkiego T1E1 - doczekało się wycinanki. Trochę się wahałem, czy wziąć na warsztat T1E1 czy raczej kolejną jego wersję czyli T1E2, którego egzemplarz stoi w Aberdeen więc można przebierać w zdjęciach. Ostatecznie jednak lenistwo zwyciężyło – skoro jest kartonówka, to projektowania powinno być jakby mniej. Niestety, już na samym początku okazało się, że kartonówka trochę różni się od dostępnych zdjęć. No cóż… łatwizna nie zawsze bywa łatwiejsza Ale do rzeczy. Zacząłem od najtrudniejszego elementu – czyli gąsienic. Uznałem, że jak nie poradzę sobie z gąsienicami to nie ma co brać się za model. Bazując na wycinance wyrzeźbiłem sobie kilka ogniwek z blaszki. I szybko zauważyłem pierwszą nieścisłość – w kartonówce ostroga gąsienicy była prostopadłościanem. Rzeczywista ostroga w środku szerokości miała poszerzenie. Różnicę widać wyraźnie na drugiej i trzeciej fotce. Po skorygowaniu kształtu prototypowe ogniwa powędrowały do silikonu. A potem pomalutku zaczęły się rozmnażać… Ogniwo ma 8*6*2 mm, więc w trakcie rzeźbienia nie obyło się bez mocnej lupy. Ale następnym razem chyba spróbuję wydruku z drukarki 3D. I to tyle na dziś. Czas zmierzyć się z kołem napędowym. Do następnego spotkania. ZzB
-
Tramwaj Konstal N (1:72) czyli nie gniewaj się Przemek ...
ZzB odpowiedział ZzB → na temat → [C]Warsztat
Trochę brudzingu tam jest, ale głownie na wózku podwozia. Dach delikatnie pocieniowałem w rynienkach deszczowych (ale fakt- przydałoby się jeszcze postarzyć sprężyny od pantografu). Trochę brudu trafiło na podłogę wewnątrz kabiny pasażerskiej. I to w zasadzie wszystko. Długo zastanawiałem się co zrobić z zewnętrznem kabiny ale ostatecznie skończyło się tylko na drobnych odpryskach lakieru. Te tramwaje które udało mi się zobaczyć jeżdzące po torach były ... czyste. No cóż ... czyli czas wrócić do czołgów i błota -
Tramwaj Konstal N (1:72) czyli nie gniewaj się Przemek ...
ZzB odpowiedział ZzB → na temat → [C]Warsztat
Hej. Właśnie sobie uświadomiłem, że od ostatniego wpisu minęło pół roku. Przyznaję bez bicia ze całe lato i kawałek jesieni nie kiwnąłem palcem przy modelu. Ale wraz z jesiennymi deszczami wróciła wena. I co najważniejsze – wolny czas. Bo wolnego czasu zawsze miałem deficyt. Tak jak wspomniałem nadszedł czas na drobiazgi. Spośród tych drobiazgów najtrudniejszą rzeczą był pantograf, składający się zasadniczo z kilku drucików i dużej ilości powietrza. Sporym wyzwaniem było dobranie takiej ilości kleju żeby z jednej strony wszystko się jakoś trzymało a z drugiej żeby nie pozalewać połączeń. W efekcie pantograf składałem do kupy kilka razy, bo z uporem zamieniał się pod własnym ciężarem w kupkę drucików. Ale ostatecznie udało się. I to nawet całkiem nieźle, bo miesiąc później przetrzymał solidną katastrofę (o czym niżej) Z pozostałych drobiazgów zdecydowałem się pokazać tylko numer linii i motorniczego. Uchwyt numeru powstał, jak wszystko inne, z trawionej puszki po piwie (miniaturka po lewej stronie zdjęcia). Ramię uchwytu ma 0.4 mm szerokości - i to jest ostateczna granica tego, co potrafię uzyskać domowymi metodami. Natomiast jeśli chodzi o motorniczego to .. na pewien czas utknąłem na doborze kolorów. Bez problemu można znaleźć zdjęcia z epoki, ale niestety wszystkie czarno-białe. Dlatego malując chińskiego kartofla postanowiłem wspomóc się zdjęciem jednego z bohaterów serialu Miodowe lata I kiedy już miałem wszystko pokończone, podkusiło mnie, żeby pokazać tramwaj koledze. Owinąłem gablotkę folią bąbelkową, włożyłem do siatki i wyszedłem z domu. Ledwie skręciłem za róg budynku gdy podmuch wiatru rąbnął siatką o ścianę. Folia wytłumiła co mogła ale dmuchnęło naprawdę solidnie. Nawet przez chwilę się zastanawiałem czy tego tak nie zostawić. W sumie wyszła niezła diorama Ostatecznie zdecydowałem się na odbudowę, szczególnie że katastrofę przetrwał wspomniany na początku pantograf. Nie wszystko się udało odtworzyć, m.in. wyrwany został jeden z relingów z wnętrza kabiny – bez zdjęcia dachu nie było szans na wklejenie go na miejsce. I tak oto po dwuletniej podróży dotarliśmy do celu. Dzyń dzyń... Proszę wysiadać. Przystanek końcowy. ZzB -
Tramwaj Konstal N (1:72) czyli nie gniewaj się Przemek ...
ZzB odpowiedział ZzB → na temat → [C]Warsztat
Hej. Jak wspomniałem – wózek jezdny to już czysta przyjemność w stosunku do „szybek”. Szkoda tylko, że przynajmniej połowa osprzętu jest ukryta pod kabiną pasażerską, więc przyszło mi zastosować metodę kniazia Potiomkina. Czyli odpuścić sobie większość tego, czego za ChRLD widać nie będzie (a to oznaczało rezygnację m.in. z praktycznie całego układu hamulcowego). A jak bardzo tej większości „nie widać” – doskonale ilustruje ostatnie z zamieszczonych dziś zdjęć. Torowisko jest improwizacją – sklonowałem w żywicy segment torów rozmiaru H0, następnie rozciąłem go w poprzek podkładów i rozsunąłem na potrzebną szerokość. Koła są ruchome, ale chyba się złamię i przykleję wagon do torowiska. Dłubię aktualnie pantograf który składa się z kilkunastu drucików i dużej ilości powietrza. Już kilka razy musiałem zaczynać nieomal od nowa po zbyt energicznym ruchu ręki (mam nadzieję że całość nie rozsypie się podczas malowania ;P). Po dodaniu lusterek, wycieraczek i innych drobiazgów koniecznością stanie się gablotka. Więc o przekładaniu modelu z miejsca na miejsce chyba lepiej zapomnieć. I to by było na tyle. Następnym razem pantograf, oświetlenie i różne-łatwo-urywalne-drobiazgi. No i pan motorniczy w żółtym berecie. ZzB -
Tramwaj Konstal N (1:72) czyli nie gniewaj się Przemek ...
ZzB odpowiedział ZzB → na temat → [C]Warsztat
Hej. Przyznaję bez bicia, że „mycie szybek” w tej skali to nie to samo, co w realu. Po kilku próbach zaczęło mnie po prostu męczyć. Co pomyślałem, że mam wreszcie koniec to makro wyprowadzało mnie z błędu. W końcu dałem sobie spokój. Najwyraźniej pewna ilość paprochów po prostu będzie i już. Dach zajął mi więcej czasu niż to widać na zdjęciach. Dokładność wymiarów konieczna do prawidłowego spasowania „dołu” z „górą” przekroczyła moje najśmielsze wyobrażenia. Na dodatek kabina lekko się zwichrowała. Lekko – czyli 1 mm różnicy na przekątnych. Ale to wystarczyło, żeby geometria połączenia kłuła w oczy. Szlifowałem, pasowałem, szpachlowałem, znowu szlifowałem. I tak w koło Macieju. W końcu udało mi się namówić obie części do związku partnerskiego. Dalej to już spacerek – uchwyty przyciąłem z igieł, klosze lamp wytoczyłem z kawałków polistyrenu przyklejonych do czubka wykałaczki. Za motorniczego robi chiński „kartofel”. Całą torebkę „kartofli” obu płci zakupiłem na Aliexpresie za obłędne 10 PLN razem z wysyłką. Cudów jak widać nie ma, ale po lekkim dorzeźbieniu powinien zacząć przypominać człowieka. Niniejszym ogłaszam, że najgorsza, najbardziej irytująca część modelu czyli !@#$%^ szyby mam za sobą. Czas na odpoczynek - w następnym odcinku wózek jezdny Niech Wam majówka lekką będzie. ZzB -
Tramwaj Konstal N (1:72) czyli nie gniewaj się Przemek ...
ZzB odpowiedział ZzB → na temat → [C]Warsztat
Hej. Nawet mi przez myśl nie przeszło, że "drewniak" może przywołać tyle fajnych wspomnień Daję znać. Tak sobie myślałem, żeby postawić tam jakąś Lodzię-tramwajarę. Albo posadzić na stopniu gościa ze Sport-em w zębach. Ale sam takiej figurki nie wyrzeźbię. A w sieci to tylko Wehrmacht... Pozdrowionka ZzB -
Tramwaj Konstal N (1:72) czyli nie gniewaj się Przemek ...
ZzB odpowiedział ZzB → na temat → [C]Warsztat
Hej. Lato się skończyło, nadeszła jesień, potem zimowa jesień a przeszkadzajek wszelakich zamiast sezonowo ubywać to przybywało. W końcu po świąteczno-noworocznym szaleństwie powiedziałem – DOŚĆ. Wysłałem Ślubną na narty i wziąłem tydzień urlopu z mocnym postanowieniem, że będę robił … NIC. Dużo NIC. Przez ten tydzień przeczytałem więcej książek niż przez ostatnie pół roku. Znalazłem czas żeby wybrać się do kina. I co najważniejsze znalazłem też czas żeby powalczyć z pomostami. Nie zrobiłem zbyt wiele zdjęć, więc wstawiam to co mam. Teraz tylko umyć szybki, zamontować klamki w drzwiach i można będzie przymierzać się do dachu. Tak BTW – dach mocno zacienia wnętrze. Ciekawe ile z tego, czym nafaszerowałem Konstala pozostanie widoczne Do następnego przystanku. ZzB -
... ale za to widać na nich dokładność maszyny (skoro TY uzyskałeś taki efekt to znaczy "da się"). Na pierwszym zdjeciu (winda kotwiczna) widać warstwy na dużym bębnie - ale w porównaniu do grosza dla mnie są akceptowalne. Patrzyłem jeszcze na ryfle podstawy armaty (2 fotka), zbiorniki spręzonego powietrza (3 fotka), reflektor Aldisa (4 fotka). Jeżeli te elementy powstały z drukarki 35 mikro, to dla mnie taka dokładność wystarczy. Dzięki za pomoc. BTW - pokrętło zaworu z fotki 1 (to najbliższe grosza) to też wydruk czy trawionka ? Pozdrowionka ZzB
-
Hej. Doświadczenie doświadczeniem. Ale jeżeli maszyna nie ma wystarczających możliwości to - cytując klasyka - z g... bicza nie ukręcisz. Też się przymierzam do druku 3d i w podobnej skali co Edward. Dlatego podglądam takie wątki. Bo nie chciałbym zamienić kilkuletniego zapasu piwa na gustowny acz bezużyteczny bibelocik. Dzięki za jednoznaczną odpowiedź : "da się". Reszta jest ... treningiem. Pozdrowionka ZzB
-
Tramwaj Konstal N (1:72) czyli nie gniewaj się Przemek ...
ZzB odpowiedział ZzB → na temat → [C]Warsztat
Hej. Chciałem „cieplej” to mam … „cieplej” Znaczy – trzeba uważać czego sobie życzę, bo może mi się spełnić. Pomosty dalej się lepią – znacznie wolniej, bo tramwaj przegrał z ogródkiem i rowerem. Więc dziś – ławki. W ostatecznym rozrachunku gorzej być nie mogło – w wagonie są cztery komplety po dwie ławki. Dlatego przyszło mi rzeźbić wszystko ręcznie zamiast wykpić się klonowaniem w żywicy. Jak widać na pierwszym zdjęciu – elementy zostały wytrawione, powyginane i wypełnione szpachlówką. I dopiero na szpachlówkę trafiła imitacja deskowania. Ale najtrudniejsze było dopiero przede mną – uparłem się wykonać ozdobne podpórki ławek. Po przeliczeniu wymiarów okazało się że ich grubość wynosiła 0.3 mm. Taka pajęczynka to prawie granica moich możliwości – i to zarówno jeśli chodzi o trawienie jak i o sam montaż. Żeby podpórka nie gięła się od oddechu sklejałem ze sobą trzy „warstwy”. I mimo tych trzech warstw blachy wystarczyło lekkie drgnięcie pensety żeby podpórka nadawała się do wyrzucenia. Na drugim zdjęciu widać wyłamaną końcówkę podpórki – tą konkretną ławkę zostawiłem, bo po zamontowaniu w modelu uszkodzenie jest w zasadzie niedostrzegalne gołym okiem I tak oto wygląda prawie kompletna część pasażerska. Do następnego przystanku. ZzB -
Hej. Zanim sprawiłem sobie komorę pŕożniową używałem "wirówki". Z blachodachówki wygiąłem koszyczek, który zaczepiałem na końcu smyczy (ale takiej od owczarka a nie ratlerka). Do koszyczka trafiała zalana żywicą forma (obudowana klockami Lego coby się nie rozpadła, rozmiar tej obudowy limitował wymiary koszyczka), łapałem za drugi koniec smyczy i kręciłem. Siła odśrodkowa metra smyczy wystarczała żeby odpowietrzyć formę. Trzeba tylko ZAWSZE dobrze posprawdzać wszystkie połaczenia, bo jakby się coś urwało... Pozdrowionka ZzB
-
Problem niestety polega na tym, że od jakiegoś czasu KOSZTUJE to nas kupę pieniędzy. Tyle że efekty ... hmm... Weźmy taki ORP Gawron/Ślązak budowany przez 18 lat... Wiem, że to wszytko są informacje "tajne/poufne", ale chętnie przeczytałbym jakąś sensowną analizę, jaki procent budżetu MON (powiedzmy z ostatnich 20 lat) został zamieniony na realny wzrost siły bojowej WP. A jaki wydany na wunderwaffe w rodzaju mobilnych ołtarzy polowych.
-
Tramwaj Konstal N (1:72) czyli nie gniewaj się Przemek ...
ZzB odpowiedział ZzB → na temat → [C]Warsztat
Hej Jako że prace przy pomostach wciąż trwają, dziś ciąg dalszy przedziału pasażerskiego. Podłoga w przedziale była różnie wykonana – czasem linoleum, czasem drewniane listwy a czasem tylko zwykła sklejka. Postanowiłem zmierzyć się z listwami. Za pierwszym razem ambitnie przetrawiłem szczeliny na wylot. Wyszło … średnio. Przy zachowaniu proporcji szczeliny były zbyt wąskie aby cokolwiek prześwitywało spod spodu – co doskonale widać na pierwszym zdjęciu. A jednocześnie deskowanie stało się wiotkie jak skrzydło motyla. Za drugim razem tylko podtrawiłem szczeliny – efekt wizualny taki sam, ale element stał się znacznie sztywniejszy. W następnej kolejności zająłem się nagrzewnicami. Nagrzewnice to właściwie sztuka dla sztuki – wszystkie umieszczone były pod ławkami, więc z zewnątrz będą praktycznie niewidoczne. Ale zdecydowałem, że jest to niezły test moich możliwości technologicznych, szczególnie jeśli chodzi o precyzję podtrawiania. Bo ławki też miały mieć deskowanie. A na dodatek były ustawione na ozdobnych podporach. Ale to już w następnym odcinku Mam nadzieję, że przy trochę cieplejszej aurze. ZzB -
Tramwaj Konstal N (1:72) czyli nie gniewaj się Przemek ...
ZzB odpowiedział ZzB → na temat → [C]Warsztat
Hej Wykrakałem z tym „okrągłym segregatorem” Do kosza powędrowała i ta wersja, którą się ostatnio chwaliłem. I następna. I jeszcze następna … Dopiero kolejne przeszły kontrolę jakości. W międzyczasie bogatszy o zdobyte doświadczenie ulepiłem przedział pasażerski. Inna sprawa że był o niebo łatwiejszy – płaskie ściany, płaska podłoga. Nic, tylko ciąć i sklejać. Tak więc minęliśmy pierwszy przystanek. Mam nadzieję, że dalej wreszcie będzie z górki… P.S. Na fotce „rodzinnej” szyby w pomostach zaklejone są od wewnątrz taśmą malarską. Przekonałem się na własnej skórze, że upaćkanie przeźroczystego plastiku jest …. problemem. Pozdrowionka ZzB -
Hej Po zakończeniu budowy Śmiałego, którego wbrew planowi Kusiciela zlepiłem w 1/87, postanowiłem przeprosić się z 1/72. Ale też przy okazji zrobić sobie urlop od militariów i machnąć jakiegoś cywila. Okazało się to jednak dużo trudniejsze niż początkowo sądziłem. Pancerka zwykle jest „zamknięta”. A jeżeli już widać wnętrze to zwykle przez otwarte włazy lub zdjętą wieżę. Natomiast „cywile” mają karoserię która jest cienkiej blachy a nie pancernych płyt. Oraz … okna. Dużo okien. A niektóre z tych okien są wygięte. Po kilku nieudanych próbach wytłoczenia „szyb” z przezroczystego plastiku uznałem, że zanim zacznę biegać trzeba nauczyć się chodzić. Szukając czegoś co ma płaskie oszklenie trafiłem na wycinankę stareńkiego tramwaju. Tramwaj Konstal N to powstała w końcu lat 40-tych adaptacja niemieckiego wagonu KSW. Tramwaje tego typu produkowane były w wersjach od N do 5N, do 1962 roku i charakteryzowały się tym, że miały drewnianą kabinę. W tym czasie nie byłem nawet w planach na następną pięciolatkę więc mocno się zdziwiłem bo wygląd tramwaju wydawał mi się dziwnie znajomy. Ba – miałem nawet wspomnienia z jazdy w młodości takim „drewniakiem”. Co samo w sobie było niezapomnianym przeżyciem ponieważ centralnie umieszczony wózek jezdny szarpał całym wagonem a od zgrzytów kół o szyny potrafiły rozboleć zęby W przepastnych archiwach internetu wygrzebałem jednak informację że wczesne Konstale były w Gdańsku długo eksploatowane na linii prowadzącej na Stogi-Przeróbkę (m.in. po nieistniejącej już linii na ulicy Łąkowej), ponieważ nowsze tramwaje były za ciężkie dla mostu saperskiego nad Nową Motławą. Tak więc ostatecznie okazało że to nie pierwsze objawy Altzheimera tylko rzeczywiste wspomnienia :). Tym samym wyszedł mi nieplanowany powrót do przeszłości. Chociaż nie jestem do końca pewien czy „drewniak” którym jeździłem był N-ką czy którąś z późniejszych wersji. Tyle wspomnień – czas na model. Bardzo szybko okazało się, że nawet z płaskimi szybami łatwo nie będzie. Słupki okienne miały 0.5 mm szerokości, co wykluczało użycie polistyrenu. Zdecydowałem się więc na „kanapkę” z wytrawionej blachy, chociaż nawet z elementami z blachy trzeba było obchodzić się wyjątkowo delikatnie. Przy okazji musiałem rozwiązać problem sklejenia kilku takich warstw – cyjanopan wysychał za szybko, kleje oparte na butaprenie zostawiały trudne do usunięcia elastyczne wypływki, kleje polimerowe słabo łączyły blachę. Ostatecznie udało mi się z żywicą, która wiązała przez kilka godzin. Jednak nic za darmo - klejone elementy trzeba było dokładnie unieruchomić i mocno ścisnąć. W efekcie w ciągu jednego dnia mogłem skleić co najwyżej dwie warstwy. Kilka warstw – kilka dni. Oczywiście zaraz po rozwiązaniu poprzedniego problemu pojawił się kolejny - okazało się że nie jestem wstanie dociąć odpowiednio precyzyjnie szybek okiennych. Konieczne stało się wklejenie przezroczystego tworzywa jako jednej z warstw „kanapki”. Kiedy już wydawało się że mam z górki, uświadomiłem sobie, że przy wyliczaniu liczby warstw „kanapki” nie wziąłem pod uwagę grubości spoin. W konsekwencji ścianka zamiast 0.9 mm grubości miała 1.2 mm. Niby mało. Ale wystarczająco, żeby zabrakło miejsca na odsuwane drzwi (różnicę grubości widać na lewym dolnym zdjęciu) Dość narzekania. Może się okazać, że i ta wersja ostatecznie powędruje do „okrągłego segregatora” ale chyba wreszcie mam się czym pochwalić. Znaczy czas ruszać z zajezdni…. „…Pan motorniczy w żółtym berecie Przystanął, oświadczył mi Że mnie zabiera w podróż po świecie Wiadomość włożyłem w drzwi ...” Pozdrowionka ZzB
-
Hej. Lato nadeszło. Oczywiście nagle i niespodziewanie. Wskutek czego Śmiały przegrał sromotnie ze szklarnią, remontem dachu i kilkoma innymi przeszkadzajkami. Ale w końcu udało się dolepić szczególiki, naładować wóngla do zsypni i na koniec wszystko gruntownie usyfić. Wyszło lepiej niż w przypadku BRDM-a, ale sporo mi jeszcze brakuje do konkurencji Inna sprawa, że dopiero na fotkach zauważyłem, że tu i ówdzie poodpadały nity, że odkleiły się stopnie w lokomotywie... Czyli przed zaparkowaniem w gablocie trzeba będzie jeszcze poświęcić Śmiałemu trochę czasu. Co nie zmienia faktu, że po prawie dwuletniej podróży dojechaliśmy wreszcie do stacji końcowej. 3majcie się ciepło. Do następnego modelu.
-
Hej. A mawiali – uważaj czego sobie życzysz bo może ci się spełnić. Ostatnim razem życzyłem Wam wszystkim śnieżnej zimy I chyba przesadziłem. Jest 25 kwietnia a u mnie za oknem właśnie … prószy śnieg. Jednak mimo nocnych przymrozków powietrze coraz bardziej pachnie wiosną, tak więc Śmiały przegrał z ogródkiem batalię o wolne popołudnia. Niemniej w końcu udało mi się wyrzeźbić podstawkę. W międzyczasie parowóz zyskał kolorki i podobnie jak wagony dotarł do etapu „łatwoobrywalnego”. Na kadłubie postawiłem jeden z dodatkowych pojemników na węgiel (w roli węgla gościnnie - piasek plażowy). Na koniec kolejna fotka całości. Jak widać zostały już tylko szczególiki i brudzing. Znaczy recykling zgrzewki puszek piwa pomalutku dobiega końca. Niech Wam wiosna ciepła będzie. (jak z zimą mi się udało, to może z wiosną też wypali ;P) ZzB
-
Hej. Po raz pierwszy udało mi się wrócić do relacji po miesiącu (a nie po pół roku ;P) W modelu dużo nie przybyło, ale jest co pokazać. Parowóz ma mocno skomplikowaną bryłę, więc żeby wykryć ewentualne niedociągnięcia budowy już na tym etapie musiałem prysnąć całość cieniutką warstwą farby. Komin na razie stoi tylko jeden. Pozostałe dwa pojawią się dopiero po nałożeniu docelowego koloru. Inaczej miałbym poważne problemy żeby wszędzie dotrzeć z farbą. Poprzednim razem wspomniałem, że podwozie jest mocno uproszczone. Teraz wyraźnie widać, dlaczego … I na koniec pozwolę sobie zbiorczo odpowiedzieć na pytania, które otrzymałem od kolegów śledzących tą relację. TAK – model naprawdę powstaje z puszek po piwie. To nie fotomontaż. TAK – znakomita większość elementów jest trawiona. Blachę z puszek można bezproblemowo trawić wodorotlenkiem sodowym. A środek ten za kilka złotych da się kupić w każdym sklepie z chemią gospodarczą (nazwy handlowej celowo nie podaję ale od czegóż Wujo Gógle) Niech Wam zima śnieżną będzie ZzB
-
Witam noworocznie Nie wiem jak u Was, ale u mnie jest -17 stopni i śniegu tyle, że można ulepić bałwana. Pierwszy raz od ładnych kilku lat. Mój młodszy kot przeszedł swój chrzest zimowy - poleciał łukiem w zaspę, w którą zapadł się po czubek ogona. Starszy kontrolował sytuację z wysokości parapetu „wielkie mi halo… jak mnie wrzucali to były zaspy, nie to co teraz”. Młody był wybitnie zdegustowany ale miseczka mleka wyjątkowo skutecznie leczy zranioną kocią dumę. Ale do rzeczy. Miał być wagon artyleryjski to i jest. Co prawda też bez drutologii ale – jak wspomniałem wcześniej – elementy łatwoobrywalne zostawiam na koniec. No i wreszcie nadszedł czas na samowar. Kiedy męczyłem się z kołami przy wagonie szturmowym jeden z kolegów zapytał mnie dlaczego nie skorzystam z gotowców. Fakt – koła w rozmiarze pasującym do wagonów można kupić. Ale takiej do lokomotywy już nie. I dzięki temu, że przeszło rok temu zmierzyłem się kołami do wagonów, teraz wiedziałem jakie pułapki mnie czekają. Faktem jest że konstrukcja podwozia jest mocno uproszczona. Ale faktem też jest że pancerne fartuchy zasłonią prawie wszystko. I nie zmienią tego klapy rewizyjne, które postaram się zostawić otwarte. Na koniec pierwsze zdjęcie wspólne całego składu. Znaczy … stacja końcowa coraz bliżej. Pozdrowionka ZzB P.S. Dzięki za zdjęcie koła hamulcowego. Dużo łatwiej coś ulepić kiedy wiadomo jak działał oryginał.
