Skocz do zawartości

Danio

Użytkownicy
  • Liczba zawartości

    322
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

Zawartość dodana przez Danio

  1. Witam. Tym razem opiszę moje zmagania z owiewką... Jak pisałem na wstępie, korzystałem z wyrobu Squadrona, bo ta część Matchboxa, ze względu na specyficzny podział technologiczny i dość grube ścianki, nie za bardzo się nadawała. Tak więc najpierw zgrubnie wyciąłem po konturach, zeszlifowałem zbędny nadmiar na rozłożonym papierze ściernym do uzyskania jak najcieńszej ścianki, a na końcu ostrym skalpelem odciąłem resztki, uzyskując właściwy obrys. Rozciąłem czeską żyletką na wiatrochron i owiewkę, po czym zamaskowałem je maskami Montexu SM 72007, a Liquid Mask Vallejo i odpowiednio dociętymi kartonikami zabezpieczyłem obie części przed przypadkowym pomalowaniem od wewnątrz. Wkleiłem także z plastikowego okrągłego plasterka rolkę prowadzącą antenę. Malowanie ropocząłem wewnętrzną farbą RLM 66 Schwarzgrau, a następnie kolorem finalnym RLM 74 Dunkel Grau z rozjaśnieniem bielą w górnej tylnej części. Zakończyłem bezbarwnym matem MrHobby H20 Flat Clear. Przy pomocy dwuskładnikowego przeźroczystego Poxipolu wkleiłem ( uprzednio pomalowaną i zaopatrzoną w kalkomanię czerwonej tabliczki informacyjnej) zagłówkową płytę pancerną. Miałem problem ze wspornikami/wspornikiem tej płyty. Jednakże po analizie dostępnych zdjęć z literatury i internetu doszedłem do wniosku, - nie wiem, czy słusznego - że powyższy wykonany był prawdopodobnie z dwóch płaskowników ( ew. z pojedynczego, lecz ze szczeliną w środku). Niestety nie znalazłem odpowiednich zdjęć wersji A-3, więc moje domysły oparłem na innych... Na powyższym zdjęciu kształt wspornika widać jako cień na tylnej ściance płyty zagłowkowej... ...a tutaj problematyczną część widać dość wyraźnie. Opierając się więc na swoich domysłach, wspornik wykonałem z dwóch pasków blaszki fototrawionej (niewykorzystane części niewiadomego modelu). Jak widać owiewka wymaga jeszcze dopolerowania, jednakże najgorsze to fakt, że dopiero na wykonanych fotkach widać jej słabą "przezroczystość". Oceniana nieuzbrojonym (a nawet uzbrojonym) okiem wyglądała rewelacyjnie... Nie jestem z niej zadowolony, ale chyba będę musiał ją wykorzystać. Posunęły się także prace przy kadłubie. Po lustracji wykonanych przez siebie wcześniejszych zdjęć, stwierdziłem, że kształt szczelin wentylacyjnych komory silnikowej również mnie nie zadowala, więc je poprawiłem i podkleiłem je od wewnątrz czarną plastikową płytką (coby nie raziła oczu widoczna w środku pustka). Wkleiłem kokpit wraz z tablicą przyrządów i pokrętło trymeru na prawej burcie. Przed sklejeniem kadłuba wkleiłem również wykonaną z blaszki klapkę wyważającą steru kierunku, oczywiście niewidoczną na tym zdjęciu.
  2. Witam Po pierwsze - moje zdolności manualne są zbyt mizerne, by wytworzyć z kawałka plastiku tak misterne dzieło... Po drugie - przy okazji tego modelu po raz pierwszy mam do czynienia z żywicami. Traktuję to jak poligon doświadczalny, dlatego - między innymi - chcąc nabyć wszechstronnej praktyki, zaopatrzyłem się w tak rozliczne dodatki. Dopiero przy ich zamawianiu przekonałem się, jak wiele podzespołów jest odtworzonych w żywicy...
  3. Witam. Dzisiaj tematem wiodącym będzie silnik. Przypomnę poprzednie zdjęcie: Zacząłem od odcięcia od kadłuba (4) części, które po sklejeniu w pierścień na następnym zdjęciu oznaczone są symbolem A. Podzespół (1) rozciąłem na dwie części: (B) chłodnica oleju i © oś śmigła i wirnika. Sam wirnik (2) pozostaje bez zmian. W silniku (3) wziętym z Corsaira wyryłem uszkodzone cylindry... ...i w tym momencie zorientowałem się, że ma on niewłaściwą liczbę cylindrów - 18 (Prat & Whitney R-2800 Double Wasp). W swoich muzealnych zasobach wygrzebałem wypraski PZL P-24 F/G, gdzie odkryłem "imitację" silnika Gnome-Rhone 14 N07. Jako ciekawostkę zamieszczam fotkę tego zestawu z lat 70-tych ub. wieku. Porażające... Nawiasem mówiąc, ciekaw jestem, czy ktoś z forumowiczów zna ten model? Producent: Spółdzielnia Rzemieślnicza "Wielobranżowa" 41-902 Bytom pl. P. Maciejowskiej 7 Wracając do Fw 190 - na zdjęciu elementy 5a i 5b, to dwie części, które zamierzam wykorzystać do zamarkowania w moim modelu silnika BMW 801 D-2. Po sklejeniu części A i B powstała chłodnica ze zbiornikiem oleju (X), a po wycięciu i wyszlifowaniu ośki z części C, wpasowałem ją w część 5a (Y) tak, aby wraz z wirnikiem i śmigłem idealnie zgrywała się w replice. Przed sklejeniem w całość części (dawne 5a i 5b) pomalowałem metalizerem MrColor Super Metallic SM03 Super Iron, po czym metodą suchego pędzla kolorem MRColor 33 Flat Black zaznaczyłem żebra cylindrów. Na koniec z kawałków plastiku, blaszanego złomu i miedzianego drutu różnych średnic dorobiłem oprzyrządowanie silnika. Z lekka posiłkowałem się przy tym zdjęciami BMW 801 D-2, aby uchwycić chociaż jego ogólny pokrój, bo przecież pod zamontowanym wirnikiem i tak niewiele będzie widać. Finałem prac przy silniku było wklejenie go w przedni pierścień. Powoli kończy się praca przy owiewce i zbliża się czas zamknięcia kadłuba. No to tymczasem...
  4. Witam. Prace nad foczką toczą się wielotorowo, z różnym stopniem zaawansowania w poszczególnych podzespołach. Poniżej efekty tych zakończonych... 1. Rury wydechowe. Do odtworzenia wydechów użyłem żywic Quickboosta QB 72 047 Jako bazę przy ich malowaniu użyłem koloru wnętrza RLM66 - Mr Hobby H 416 (jako,że malowałem je równocześnie z kabiną), wnętrza rur i ścianki odlewów potraktowałem farbą Flat Black ( Mr Hobby 33). Na ścianki zewnętrzne poszły dwa odcienie brązu Model Mastera - 1540 Braun oraz 17011 Militarbraun (z palety posiadanych przeze mnie odcieni zastosowałem kontrastowo: pierwszy - najciemniejszy, drugi - jasny). Kolejnym krokiem był wash AK Light Rust, a na koniec zaznaczając "krągłości" rur, wykorzystałem Tire Black Mr Hobby 137. Ponieważ po tych zabiegach całość nabrała nienaturalnego połysku, zabezpieczyłem wydech bezbarwnym matem Mr Hobby H20 Flat Clear. Po malowaniu boczne wydechy wkleiłem w kadłub, natomiast na część dolną przyjdzie czas po sklejeniu kadłuba, wnęk podwozia i skrzydeł. 2. Kabina pilota. Prace przy niej zacząłem rzecz jasna od usunięcia z połówek kadłuba elementów przeznaczonych do montażu Matchboxowego fotelu pilota, przeszlifowaniu i wyrównaniu ścianek. W następnej kolejności przygotowałem tablicę przyrządów z kolekcji Eduarda. Po jej sklejeniu, wraz z gałkami i przełącznikami, które pomalowałem na czerwono, zmodernizowałem ją przez pomalowanie na biało krawędzi zegarów. Jak widać na zdjęciach, wyszło to w niektórych wskaźnikach fatalnie - na szczęście, największy "babol", w dolnej części, będzie po montażu niewidoczny. Kolejną fanaberią było "przeszklenie" zegarów błyszczącym lakierem bezbarwnym. Z tego efektu jestem akurat zadowolony... W mojej wersji A3 odcięcia wymaga, widoczna jeszcze na zdjęciach, dolna część środkowego panelu, mieszcząca przełącznik wyrzutników bombowych. Co ciekawe, w blaszce Airesa dołączonej do żywicy, tego elementu nie ma. W ramach prac przy kabinie poprawiłem osłonę tablicy przyrządów (Eduard), imitując szpachlówką Mr Dissolved Putty skórzaną ochronę tejże blachy. Pomalowałem ją na ładny brązowy kolor, ąle wydaje mi się, że właściwy będzie szary - do poprawki. Jak wcześniej wspomniałem, wnętrze kabiny dostało kolor RLM66 Schwarzgrau, w niektórych miejscach rozjaśniony tą samą farbą z dodatkiem białego Mr Hobby 62. Części brązowe (poduszka w fotelu, osłona celownika Revi 16, zagłówka na płycie pancernej), pomalowane zostały kolorem Model Master 1736 Leder, a rozjaśnione na krawędziach odcieniem Militarbraun. Zakamarki pocieniłem czernią, a wystające części rozświetliłem bielą, metodą suchego pędzla. Na koniec całość pokrył wash AK 093 (Wash For Interior) i AK 045 Dark Brown. W kokpicie wymieniłem zintegrowany z odlewem żywiczny mapnik, na blaszany Eduarda. Tej firmy są też pasy i pedały orczyka... Tyle z rzeczy gotowych... Do sklejenia kadłuba potrzebna jest jeszcze imitacja silnika. Idąc za namową wuwumastera, zdobyłem model Zvezdy, i z wykorzystaniem jego części oraz fragmentu gwiazdowego silnika Corsaira, planuję zmontować przód mojej Foki. Oczywiście technologicznie obydwa modele znacznie się różnią, więc czeka mnie nielicha "burza mózgu". Jak tu sklecić coś sensownego? Kończąc, mam pytanie do kolegów-speców od Fw. Dotyczy ono tego cóś widocznego m.in. na tym zdjęciu Domyślam się, że to jakiś "wspornik" płyty pancernej, widoczny na planach jako kreska... Nie na wszystkich jednak. Czy część ta występuje we wszystkich egzemplarzach Fw 190 A3, a ponadto, czy to pręt, rurka, czy może płaskownik? Wdzięczny będę za wszystkie informacje.
  5. Witam. Kończy się czas kanikuły (niestety), a nastaną niebawem długie, jesienne wieczory. Czas więc zintensyfikować prace modelarskie... Do tej pory, właśnie ze względu na czas "laby" i oczekiwanie na zamówione części i narzędzia, prace przebiegały niesłychanie powoli. Oto, co udało mi się wytworzyć: Z powodów technologicznych, prace przy kadłubie nie zaczynam od kokpitu, lecz od manipulacji w okolicach wydechu i podwozia. Przy pomocy wiertła 0,4 mm zainicjowałem otwory pod wydechy i szczeliny wentylacyjne komory silnika (24 otworki z jednej strony kadłuba), które z kolei poszerzyłem skalpelem, a od wewnętrznej strony ściany pocieniłem dłutkiem do plastiku (Przepraszam za jakość zdjęcia, ale siadła kamerka) Kolejną czynnością było wpasowanie w kadłub żywicznego odlewu wnęk podwozia AML 72 023 poprzez wycięcie odpowiedniega otworu w połówkach kadłuba wraz z pocienieniem papierem gradacji 600 właściwych miejsc tegoż. Po ulokowaniu żywicy w kadłubie, niezbędne okazało się wpasowanie jej w skrzydła, co wymaga kolejnych prac... i tyle...
  6. Dzięki, wuwumaster, za dobre słowo o Lightningu, a jeszcze bardziej za cenne rady. Miło poczuć, że nie jest się osamotnionym... Zgadzam się, jednak kokpit foczki, to moja pierwsza żywica w "karierze" i nie wiedziałem o dołączonej blaszce (niezbyt dokładnie przestudiowałem zdjęcia). Człowiek uczy się na błędach... Nawiasem mówiąc, nie żałuję bardzo zakupu Zooma, bo moim daniem, jest po prostu ładniejszy. W/w blaszkę już wcześniej zamówiłem i oczekuję. Żywicy AML oczywiście nie znam, ale spodziewam się, że pewnikiem bez przeróbek nie będzie pasować, a tych (przeróbek), akurat w przypadku komór w Matchboxie, się obawiam. Zapewniam, że pozostałe wskazówki wezmę pod uwagę i już wiem, że niektóre wykorzystam. Dzięki !
  7. Witam. Budowa postępuje, acz powoli i wyjątkowo nieefektownie... Zacząłem od niewdzięcznego zeszlifowania starych i wytrasowania nowych linii, a także zaszpachlowania starych otworów inspekcyjnych i wykonania nowych, oczywiście w oparciu o plany. "Wyrżnąłem" też otwory wyrzutników łusek: Na dolnej stronie lotek wyciąłem zawiasy, które muszę jeszcze jakoś wypełnić: Mając ten etap za sobą, kolejnym krokiem będzie wyrzeźbienie otworów wentylacyjnych silnika. W modelu są zaznaczone te z późniejszych wersji (chyba w zamyśle osłonięte żaluzjami), czy też może takie bardziej "uniwersalne" ... a powinny być szczeliny w zaznaczonych miejscach: Na razie nastąpiła przerwa techniczna w oczekiwaniu na konieczne narzędzia (wiertło średnicy 0,3 mm), w związku z czym wolny czas poświęcam na teoretyczne analizy planowanych prac. Zastanawiam się nad uzupełnieniem wydechu, a sen z powiek spędza mi wentylator. To, co proponował Matchbox w najmniejszym stopniu nie oddaje tego, co moim zdaniem być powinno... Po takim dictum (przyznaję rację), muszę też coś wymyślić w tym temacie... Idę więc rozmyślać dalej...
  8. Uff... Dzięki
  9. Witam. Po walce z Lightningiem, przystępuję do zmagań z pierwszym w mojej kolekcji modelem samolotu niemieckiej produkcji. Ufam, że tym razem walka będzie krótsza i mniej krwawa (może nie "Blitzkrieg", ale też nie wojna na wyczerpanie). Wygrzebałem z przepastnych czeluści poddasza model Fw 190 firmy Matchbox. Dojrzalsi forumowicze pewnie doskonale go pamiętają, tym niemniej poniżej - im dla wspominek, a młodzieży celem ekspozycji - tzw. inbox: Model zamierzam wykonać wykorzystując różniste dostępne dodatki (za co niniejszym pragnę przeprosić Banny`ego - domyślam się, że za chwilę zmyje mi głowę). Vintage mi po prostu "nie leży". Z różnych powodów... Celem uszczegółowienia "foczki" będę się więc wspomagał: wytłoczkami owiewki Squadrona... Zoomem Eduarda... żywiczną kabiną Airesa... i metalowymi lufami Mastera... Myślę, że to jeszcze nie wszystko... Model ma przedstawiać maszynę Oblt. Adolfa Dickfelda, dowódcy II./JG 2 "Richthofen", niemieckiego asa ze 136 zestrzeleniami na koncie, późniejszego autora książki: "Ścieżki myśliwego. Wspomnienia niemieckiego pilota" - Fw 190 A-3, W.Nr 0130 541 z dnia 20 listopada 1942 roku, podczas czterodniowego pobytu II Gruppe na lotnisku San Pietro na Sycylii (w trakcie przelotu znad kanału La Manche do Afryki). Niestety nie znalazłem dotychczas fotki tego samolotu, natomiast wzorować się będę na wizerunku z Topcolors nr 35 Kagero; Samolot wymagać będzie dużo pracy, zacznę od wytrasowania wgłębnych linii podziału... Przeraża mnie trochę poprawa wyglądu modelu do frontu - ukazanie silnika z wentylatorem en face. Matchbox zaślepił komorę jakimś dziwnym słoneczkiem... Zamierzam również wyciąć otwory wentylacyjne za silnikiem i zastanawiam się nad wykonaniem wydechu. Kabina będzie oczywiście otwarta. Nie ruszam natomiast sterów i lotek... Komór podwozia chyba też nie. To chyba na razie tyle tytułem zapowiedzi.
  10. Danio

    F-5B Lightning Saint Ex`a

    Dzięki za dobre słowo. Pozwolę się z tym nie zgodzić. To tak, jakby nie warto było inwestować w różniste dodatki i inne nowsze technologie (patrz chemia) mniej doświadczonym modelarzom. Więc jak doskonalić swoje umiejętności? Sklejając tanie modele i malując je starymi farbami? Sorry, wiem, że generalizuję, ale piszę o tym dlatego, że do Fw 190 Matchboxa, którego pocznę lada chwila, już nabyłem żywiczny kokpit, trochę blach Eduarda i metalowe lufy
  11. Danio

    F-5B Lightning Saint Ex`a

    Dzięki Niestety, mój dotychczasowy serwer "zrobił się" płatny, a inne, które próbuję nie dają wielu możliwości. Sorry...
  12. THE END ! Zakończony! Po tylu przejściach, wreszcie dobrnąłem do końca. W zasadzie obyło się już bez przykrych niespodzianek. Ostatni etap to naniesienie śladów płynów eksploatacyjnych (Engine Oil AK-interactive AK 084, Fuel Stains AK 025) oraz brudu na centropłacie przy wejściu do kabiny (Tamiya Weathering Stick - Mud). Musiałem oczyścić zmatowiałą wewnętrzną stronę wiatrochronu (chyba z oparów Cleanluxa), wewnętrzne krawędzie owiewki z resztek maskolu i papieru i dokonać lekkiego retuszu dźwigien i gałek w kabinie, lekko uszkodzonych także przez Cleanluxa. Później przykleiłem imitacje świateł rozpoznawczych AK-interactive Realistic Light Lenses 1,5 mm i zdjąłem maskowanie ze światła do lądowania na dolnej powierzchni lewego skrzydła. Wkleiłem wloty powietrza do turbosprężarek, podwozie, wyważenia masowe steru wysokości i po postawieniu samolotu na goleniach, okazało się, że leci na tył... Na szczęście nie zakryłem jeszcze okienek kamer fotograficznych, więc udało mi się upchnąć przez nie jeszcze trochę ołowiu. Przyszła kolej na przyklejenie sprężarek, kół i pokryw wnęk podwozia, śmigieł (przy zwróceniu uwagi na właściwy kierunek ich obrotu) i kołpaków, drabinki wejściowej, górnej części owiewki w pozycji otwartej, i na koniec rurki Pitota. Czynnością zwieńczającą dzieło było zaszklenie okienek kamer fotograficznych Clear Fix`em. Niestety, o ile mniejsze otworki jakoś wyglądały, o tyle te największe wyszły bardzo nierówno i z bąbelkami. Następnego dnia zmuszony byłem "powybijać" niektóre okienka i dorobić szybki z plastikowej przezroczystej szybki. I tyle... Nareszcie mogłem cieszyć oczy widokiem "diabła z widlastym ogonem", jak mawiali o tym samolocie Niemcy. Przyznam, że z końcowego efektu jestem bardzo zadowolony (chociaż kilka elementów teraz zrobiłbym inaczej). Jest to niewątpliwie mój najlepiej wykonany model. W znacznej mierze zawdzięczam to wszystkim kolegom z forum, bez rad których - jestem pewien - ten samolot by nie powstał. Za podtrzymywanie na duchu w trudnych momentach, za wszystkie porady, uwagi i krytykę - SERDECZNIE DZIĘKUJĘ ! Galerię znajdziesz tutaj.
  13. Witam. Po wielu trudach i przygodach nareszcie powstał! Model Lockheeda F-5B-1-LO Lightning, na którym zginął zestrzelony 31 lipca 1944 roku w rejonie Marsylii major Antoine de Saint-Exupery, autor m. in. "Małego księcia". Model przedstawia domniemany wygląd tego samolotu (dotychczas nie ma stuprocentowej pewności jego malowania). Mój samolot powstał na podstawie wyprasek starej Hasegawy. W trakcje długotrwałej "produkcji" skorzystałem z wielu dodatków, w tym przede wszystkim wykorzystałem nos z zestawu F-5E Dragona. Kto śledził mój warsztat, ten wie, ile czasu trwało jego wykonanie, ale dzięki wydatnej pomocy kolegów z forum, wreszcie udało mi się go doprowadzić do końca. Oto on w całej krasie:
  14. Witam. Odpowiedź na moje pytanie nie nadeszła, ale życie samo rozwiało wątpliwości. Otóż następnego poranka, oceniając dokonania dnia poprzedniego zauważyłem, że wash schodzi z modelu od samego potarcia palcem. Było więc oczywiste, że konieczne jest zabezpieczenie lakierem bezbarwnym. Niestety musiałem odczekać kilka dni, na zamówione farby, na szczęście przesyłka przyszła błyskawicznie. Kolejnym krokiem było lakierowanie bezbarwnym matem powierzchni antyodblaskowych (Hobby Color H20 Flat Clear). Dzisiaj udało mi się zasymulować błoto od podwozia na dolnych częściach samolotu (zacząłem od delikatnego natryśnięcia Tamiya XF-52 Flat Earth, do której to farby domieszałem stopniowo MrColor 369 Dark Earth, a na koniec MrColor 101 Smoke Gray). Z efektu jestem zadowolony, chociaż wyszło może ciut za dużo... Bardziej usatysfakcjonował mnie efekt sadzy i spalin za sprężarką oraz klapkami na spodzie gondol silnikowych. Zrobiłem je nanosząc początkowo mieszaninę farb imitujących błoto ze spodu modelu (patrz wyżej), na koniec psikając subtelnie MrColor 137 Tire Black: Przeprosić muszę za zmianę sposobu przeglądu fotek, ale zmuszony byłem zmienić serwer. Model zaczyna finiszować...
  15. Dzięki za słowa uznania. Już jest nagroda za krew, pot i łzy... Teraz - o ile to możliwe - bardzo poproszę o szybką odpowiedź (model jeszcze mokry czeka na stole), bo jest u mnie problem. Zrobiłem "łosza" mieszając AK 046 Light Rust z AK 045 Dark Brown AK Interactive (samo 045 wydawało mi się zbyt ciemne) i dość solidnie go rozcieńczając. Chciałem uzyskać niezbyt nachalny efekt i wydaje mi się, że taki jest. Jednakże trochę zbija mnie z tropu struktura (a może faktura?) powierzchni: pomimo dosyć solidnego ścierania przy użyciu White Spirit`u, powstały wyraźne smugi. Mnie się podobają (nadają modelowi "rustykalnego" charakteru), ale mam pytanie. Kanon modelarski pozwala pozostawić taki efekt, czy należy go wymuskać, np. błyszczącym lakierem? Jak pisałem - nigdy dotąd nie tworzyłem takich efektów. Tak to wygląda (sorry za tło, ale fotki robione na gorąco) Z góry dzięki za pomoc...
  16. Kamil Stoch zdobył drugi ZŁOTY MEDAL !!! Gratulacje. Białoczerwona szachownica dodała mu skrzydeł ! Przed nałożeniem kalkomanii pokryłem samolot warstwą bezbarwnego MrColor GX Gloss Super Clear III. Zmieniłem dyszę na 0,4 mm i udało się ładnie położyć farbę, ale podczas malowania myślałem, że pół buteleczki, które miałem okaże się za mało... A przy okazji pomalowałem sobie chyba pokój na błysk... Siwy dym. Następnego dnia zacząłem kłaść kalki. Miałem trzy komplety: - zestaw napisów eksploatacyjnych z Modelmanii nr 8, produkcji Techmodu (w zasadzie wykorzystałem kilka elementów, których nie było w pozostałych, ogólnie nie jestem z nich zadowolony: są bardzo cienkie i delikatne, często rwały się przy próbie nakładania) - arkusik napisów eksploatacyjnych z modelu F-5E Dragona produkcji Cartografu (wykorzystałem większość, według mnie kładły się idealnie, choć nieco masywniejsze niż poprzednie) - znaki państwowe i numery seryjne wydrukowane na własnej drukarce atramentowej (grube i potężne, ale przyklejały się ładnie i dobrze reagowały na płyny zmiękczające Aero Master: Aero Set II i Aero Sol II. Ich wadą - a dokładnie tych wydrukowanych na białym arkuszu - jest fakt, że biel podkładu wyziera spod kolorowego tuszu. Jest to widoczne zwłaszcza wokół czerwonych francuskich kokard) Poniżej dwie fotki: Następny etap: brudzenie. Mam tremę, bo dotychczas tego nie robiłem...
  17. Witam. Sukces!!! Udało się! Malowanie zaliczone! Tym razem udało mi się nie zepsuć modelu. Oczywiście tylko i wyłącznie dzięki radom Szanownych Kolegów. Ale po kolei... Zacząłem oczywiście od SM01 Super Fine Silver. Ponieważ malowany był cały model (stosunkowo duża powierzchnia) zastosowałem dyszę 0,4 mm, a ciśnienie ok. 0,75 atm. Farba kryła elegancko, tym nie mniej jednak okazało się, że wyszło na wierzch kilka niedoróbek przy szpachlowaniu. Bardzo niewielkich, ale widocznych na błyszczącej powierzchni. Początkowo chciałem je zostawić w spokoju (nierówności powstały w miejscu łączenia nosa z kadłubem, a także tam, gdzie nie do końca zmyłem starą farbę. Wydawało mi się, że wystarczająco dokładnie wypolerowałem przejście farba-plastik, patrząc pod światło wyglądało na idealnie gładkie...). Toteż zamaskowałem wybrane panele i zabrałem się za kolor SM04 Super Stainless. Wtedy jednak zmieniłem zdanie i zdecydowałem się na naprawę "uszkodzeń". Ubytki "zaszpachlowałem" farbą SM03 (najciemniejszą - żeby była dobrze widoczna podczas polerowania, a nie szpachlówką - bo ta byłaby za twarda) i wybrakowane panele pomalowałem razem z innymi SM04.Tym razem (ponieważ malowane były znacznie mniejsze fragmenty samolotu, więc zużycie farby było o wiele mniejsze) założyłem dyszę 0,2 mm, przy tym samym ciśnieniu. Po jej wyschnięciu przepolerowałem ponownie uszkodzone fragmenty i pomalowałem je (całe panele) na właściwy kolor. Następnego dnia zamaskowałem resztę modelu z wyjątkiem blach wokół sprężarek i płóz na dolnych końcach stateczników pionowych, które potraktowałem SM03 Super Iron. Pozostało użycie matowej Olive Drab (MrHobby Color H52). Odsłoniłem więc części, które miały być malowane i zauważyłem kolejne uszkodzenia... Musiałem znowu poświęcić im trochę czasu. Delikatne szlifowanie, poprawianie pędzelkiem i farbą SM03, przeschnięcie, polerowanie i ponowne malowanie. Przypomniało mi się, że muszę dokleić antenę mieczową. Myślałem, że zrobię to na późniejszym etapie prac, ale wyszło, że teraz... Chciałem maksymalnie odwlec ten moment, by jej nie uszkodzić. No, ale jak trzeba... Przykleiłem więc - i od razu (nazajutrz) - urwałem. Na szczęście znalazłem zgubę na podłodze... przykleiłem znowu, ale tym razem okleiłem ją z dwóch stron paskami taśmy maskującej, które na dodatek pomalowałem na czerwono. Żeby była widoczna... No i wziąłem się za powierzchnie przeciwodblaskowe. Po ich pomalowaniu rozświetliłem fragmenty dodając kilkanaście kropel H329 Yellow FS13538 do zbiorniczka aerografu. Wydaje mi się, że można było jeszcze więcej. Na tym etapie model wyglądał tak: Nareszcie mogłem zdjąć taśmę i podziwiać efekt: Mój zachwyt zakłóciło odkrycie kolejnych "felerów"... Tym razem nie rozumiem przyczyny ich powstania. Wydaje mi się, że to taśma Tamiyi zareagowała z farbą, ale to chyba jedyny taki przypadek w historii... Poza tym mimo dokładnego, jak mi się wydawało, opatulenia modelu taśmą, przydarzyło się chlapnięcie farby Tu jednak sprawa jest banalnie prosta - przepolerowałem miejsce pastą Tamiya Polishing Compound Finish i wszystko odzyskało blask (dosłownie). Efekt końcowy: Teraz czas na kalkomanie...
  18. Witam po przerwie... Myślę, że wykorzystałem ją dość rzetelnie, bo stan modelu jest taki, jaki był rok temu - przed "nieszczęściem" - a nawet lepszy, ale o to przecież chodziło... Cały ten czas spędziłem głównie na poprawianiu linii, szpachlowaniu miejsc, gdzie mi się ręka "omskła", szlifowaniu i polerowaniu. Pisałem już o tym poprzednio, ale naprawdę gros czasu zajęły mi te nudne i niewdzięczne prace. Zresztą każdy z Kolegów na pewno też przechodził takie mordęgi... Poza powyższym poprawiłem krawędzie spływu skrzydeł i stateczników. Rewelacyjnie sprawdza się w tej roli klej CA - idealnie wypełnia ubytki i łatwo się obrabia (metoda ściągnięta od innych użytkowników forum). Przy okazji wykonałem od nowa (z fragmentów blaszek) klapki wyważające lotek - oryginalne straciły swój wygląd pod wpływem uporczywego szlifowania skrzydeł... Nowe prezentują się tak: Wykonałem na nowo wnęki podwozia z częściowym wykorzystaniem starych ocalałych blach (co widać na zdjęciach), a kilka części wykonałem własnym sumptem. Poprawiłem i wyrównałem szpachlowaniem ich krawędzie, po czym pomalowałem na nowo... Wkleiłem na nowo blaszki klapek chłodnic silnika i sprężarek. Ponieważ zżarło mi siateczkę wlotu powietrza do chłodnicy, a nie udało mi się zdobyć innej, "wszyłem" w odpowiednie miejsce fragmencik nylonowej apaszki. Początkowo nie wyglądało to zachęcająco, ale po przyklejeniu klapki - efekt mnie zadowala... Klapki wylotu powietrza ze sprężarek: Zerwałem i na nowo zamaskowałem owiewkę. Zdecydowałem się na ponowne maskowanie, a nie naklejanie pasków kalkomanii z tego względu, że bałem się szlifowania wiatrochronu do gołego plastiku. Po zdjęciu starych masek przeszlifowałem delikatnie jego ramy i korzystając ze starych, wykonałem nowe maski. Metodę pasków kalkomanii wykorzystam w następnym modelu. Obiecuję... Ponadto kropelkami płynnej szpachli zasymulowałem światła pozycyjne na końcach skrzydeł (również starte przy szlifowaniu). Wygniotłem okrągłe otwory wlewów paliwa, ale ponieważ trudno mi było zrobić kółeczka na osłonach kanałów ciepłego powietrza już sklejonego modelu (panele na wewnętrznych stronach gondoli silnikowych), postanowiłem nakleić całe panele wycięte z cienkiego plastiku już z zaznaczonymi okrągłymi wziernikami. I tyle... Wczoraj zamaskowałem wszystkie otwory kawałkami chusteczek higienicznych i maskolem Vallejo, dzisiaj umyłem Lightninga ciepłą wodą z płynem do mycia naczyń. Zrezygnowałem z mycia spirytusem - tak jak poprzednio - by nie prowokować nieszczęścia... W najbliższym czasie - malowanie... Jak pisałem poprzednio, postanowiłem tym razem nie stosować podkładu z czarnej błyszczącej Tamiyi. Wydaje mi się, że model jest tak przepolerowany, iż żadna rysa nie ma prawa się na nim ostać. Bezpośrednie nałożenie cienkiej warstwy farby Super Metallic SM01 powinno być najlepszym wyjściem. Z tej okazji pytanie: Podczas malowania Super Metallicami, przy użyciu aerografu H&S Ultra, stosować dyszę 0,2 czy 0,4 mm? A jakie ciśnienie? Coś mi się wydaje, że prowadzenie za rączkę przegapiłem, ale może jednak? Sposób z Pet`ami stosuję, mam nadzieję, że pozwoli mi w przyszłości uniknąć głupich błędow. Pozdrawiam.
  19. No, to teraz wszystko jasne! Szlifuję wiatrochron, ściągam maski i zakładam paski. Będzie to za jakiś czas, bo mam jeszcze trochę dłubaniny ze szpachlą. Dzięki, Panowie...Szacun...
  20. No cóż... Stał się już częścią mojego modelarskiego życia. Dość obszerną... A tak naprawdę, to rzeczywiście czuję do niego sentyment. Aż mi żal, że następny model już nie będzie tak emocjonalny (mam w planie Fw 190 A3 oczywiście Matchboxa). Dzięki za poradę - a jak wykonać z pasków taśmy przednią ścianę owiewki?
  21. Witam po długiej przerwie... Właśnie mija pół roku od mojej ostatniej obecności na Forum. Jak ten czas leci... Nie zmarnotrawiłem go do końca, upłynął mi na pracach bardzo niewdzięcznych, mało efektownych, acz bardzo czasochłonnych. Po tym, jak uporałem się z brakiem zapału do modelowania, przyszła pora na uzupełnianie ubytków szpachlą Humbrola i Gunze, szlifowaniu, polerowaniu, trasowaniu na nowo (bądź poprawianiu starych) linii podziału i ponownym szpachlowaniu, szlifowaniu i polerowaniu. I tak centymetr po centymetrze, fragment po fragmencie... Do poprawiania linii nabyłem taki oto przyrząd: Efekt tych prac wygląda mniej więcej tak: Wprawdzie jeszcze sporo jest do poprawy i zajmie to trochę czasu, ale "chwalę się" swoimi postępami już teraz nie tylko, by zaspokoić swoją pychę, ale głównie z tego powodu, że nurtują mnie pewne przemyślenia. Po pierwsze - zastanawiam się, czy tak jak poprzednio zastosować czarny błyszczący jako podkład, czy też może odpuścić go sobie, bo po takim polerowaniu nie powinno być już żadnych rys na modelu, i boję się "powtórki z rozrywki", a więc tego, że jak za pierwszym razem - SuperMetalic odejdzie od gruntu. Po drugie - zastanawiam się nad usunięciem maskowania wiatrochronu i zamaskowaniu go na nowo. Wydaje mi się, że w obecnym stanie zdjęcie masek spowoduje poważne uszkodzenie malowania ożebrowania kabiny, co na tym etapie jest jeszcze do naprawienia, zaś po zakończeniu malowania modelu będzie tragedią... Jak widać na zdjęciach, warstwa farby jest dość obfita, a co gorsza - na samym ożebrowaniu niezbyt równa. Przy tej okazji mam pytanie do doświadczonych kolegów: lepiej na tej części stosować maskowanie, czy może bardziej efektowne jest malowanie pędzlem? Na wszystkich swoich modelach malowanie wiatrochronu jest najsłabszym punktem twórczości. Jakiś sposób na realistyczne wykończenie osłony? Dziergam dalej...
  22. Witam. Melduję, że etap obcowania z Cleanluxem mam za sobą... Trwało to dość długo i ślamazarnie, bo - jak zauważyłem - SuperMetalic`ki bardzo opornie reagują na rozpuszczanie (jak pisałem wcześniej, czarny podkład schodził - przy takim stężeniu środka - błyskawicznie). Przedłużając stopniowo namaczanie modelu w Cleanluxie doszedłem w końcu do cyklu 24-godzinnego ! Zakupiłem dodatkowo jeszcze 2 opakowania środka, zaanektowałem od małżonki plastikową 1,5 litrową miseczkę z kuchni (wielkość odpowiednia do bezpiecznego zanurzenia fragmentu samolotu) i sukcesywnie, partiami zalewałem model środkiem Lakmy. Zacząłem od zewnętrznych części skrzydeł... Po takim namoczeniu powierzchnia metalizerów w niektórych miejscach (zazwyczaj w okolicach linii podziału), zaczęła delikatnie odchodzić od plastiku i przy pomocy wykałaczki udawało się zedrzeć dość duże fragmenty. Zazwyczaj moczony fragment dawało się oczyścić w 2 -3 podejściach. Po usunięciu farby ze skrzydeł, zanurzyłem ogon samolotu (aż po turbosprężarki), a w następnej kolejności ponownie skrzydła, tym razem wraz z centropłatem i przednią częścią gondol silnikowych. W tym momencie musiałem uważać, by nie dopuścić do przypadkowego przesączenia się Cleanluxu do środka kabiny. Zauważyłem przy tym, że cała powierzchnia farb SM ulegała zmianie. Niby nie pozwalało to na jej usunięcie, ale w jakiś sposób (może przez podsiąkanie podkładówką, a może przez parowanie środka) powierzchnia metalizerów ulegała "erozji"... Co gorsza, pomimo delikatnego traktowania, odkleiły się wszystkie zewnętrzne blachy, trochę (ale tylko trochę) łagodniej obchodząc się z wnękami podwozia. Uszkodzeniu ulegała również szpachlówka... Nie pozostawało jednak nic innego, jak brnąć dalej... Tak wyglądał model pływający w Cleanluxie: No, a na koniec poszedł nos samolotu... I tyle... To, co pozostało, muszę usunąć ręcznie czyli ściernie... Mam jedynie WIELKĄ nadzieję, że wnętrze kabiny pozostało nietknięte (biorąc pod uwagę moje obserwacje dotyczące podsiąkania, boję się, że nadzieja może być bezprzedmiotowa...). Nie mam odwagi zdjąć maskowania z kokpitu... Jak widać na zdjęciach uszkodzenia po Cleanluxie są dość znaczne... ...jednakże do uzupełnienia. Może ktoś z kolegów ma zbędne pozostałości blach z częściami do wnęk podwozia P-38 ? W przeciwnym razie będę musiał uzupełnić braki plastikiem. Modelarstwo uczy cierpliwości. W moim przypadku jest to aż nadto... Na końcu ciekawostka. Oto co zrobił Cleanlux z siatką wlotu do chłodnicy międzystopniowej (tej od dołu silnika)... Pozdrawiam i idę rzeźbić dalej.
  23. Witam. W końcu mam to ! Rozpracowałem Cleanluxa ! (tak myślę.....) Oto efekt szorowania szczoteczką do zębów 2 x 1/2 godziny, prawie do zdarcia skóry na palcach... Skutek prawie żaden, a nakład włożonej pracy nieadekwatny... Szczotkowanie nie było wcale delikatne... Na powierzchni skrzydła mogę sobie na to pozwolić, nie wyobrażam sobie jednak takiego zabiegu w okolicy przyklejonych blach. Zgodnie z sugestią zacząłem coraz dłużej przetrzymywać model w pojemniczku z płynem, co jakiś czas doglądając go i ponawiając próby zdzierania farby. Po 5 godzinach namaczania, zdzieranie farby stało się łatwiejsze, a efekt bardziej widoczny... Do tej pory możliwe było ścieranie farby tylko na górnej powierzchni skrzydła, po dłuższym moczeniu można pracować również na dolnej... Następnego dnia postanowiłem jeszcze przedłużyć moczenie. Po 8 (!) godzinach, samolot trzymał się jeszcze kupy, za to moim zdaniem farba zmiękła jeszcze bardziej i tym łatwiej dawała się usunąć. Zauważyłem jednak,że pod wpływem Cleanluxa rozpuszcza się czarny podkład Tamiyi, natomiast metaliki ciągle się trzymają. Podczas szorowania i zdzierania paznokciem oczywiście się poddają, odpadają fragmentami, jednakże czarna Tamiya rozpuszcza się całkowicie ( Cleanlux w słoiczku staje się czarny ). Technologię usuwania farby udało się więc opanować, pozostaje jeszcze logistyka. Muszę rozpracować etapy, według których będę się pozbywać farby na kolejnych fragmentach modelu, tak by w najmniejszym możliwym stopniu uszkodzić kolory wnętrza. Pogodziłem się z faktem, że pewnie konieczne będzie ponowne malowanie wnęk podwozia, za żadne skarby nie mogę jednak sobie pozwolić na zniszczenie kokpitu... Proszę o cierpliwość w najbliższym okresie, usuwanie farby pewnie potrwa ( postaram się pochwalić efektami ), a chciałbym jeszcze popracować nad liniami podziału blach. No i zapewne trzeba będzie poprawić szpachlówkę... No, to do dzieła...
  24. Domyślam się, że farba z wnętrza modelu zejdzie na gładko?
  25. Witam po przerwie... Minęły dwa miesiące, ale już zabieram się do roboty. To znaczy zabrałem się od razu, ale najpierw firma wysłała mnie na "bardzo ważne " bezsensowne szkolenie, a potem dochodziłem do siebie... Potem wiosna... A poza tym nawał pracy. Przyznam szczerze, że straciłem zapał. Znając siebie, wiedziałem, że stan taki nie będzie trwał wiecznie, i że najlepiej to przeczekać... No i przeszło. Czyż ja mogę postąpić inaczej? Chyba musialoby mi odjąć rozum, by nie skorzystać z rad Mistrza. Jeszcze raz przepraszam wszystkich za zwłokę i postaram się o prowadzenie warsztatu na bieżąco. A więc do rzeczy... Najpierw zaopatrzyłem się w rzeczony Cleanlux: I przy okazji jeszcze cóś takie: Zgodnie z instrukcją przygotowałem wodny roztwór 1:5 (1 część Cleanluxu na 5 części wody) i przy pomocy pędzelka (jednego z najtrwardszych i największych z mojego zestawu pędzli do malowania) zacząłem nanosić go na model. I nic... Następnie zgodnie z instrukcją przygotowałem wodny roztwór 1:3 i naniosłem go na model. I nic... Zaryzykowałem więc i naniosłem na model Cleanlux prosto z butelki ! I nic... Sięgnąłem więc po broń cięższego kalibru, a więc Cleanlux Plus+ (środek do GRUNTOWNEGO czyszczenia po remontach, który usuwa stare, zaschnięte plamy po farbach, lakierach i smarach). Zgodnie z instrukcją.....................1:5 i naniosłem na model. I nic... Następnie zgodnie........................1:3 i przy pomocy pędzelka ......... I nic.... Zaryzykowałem więc straszliwie i z duszą na ramieniu, już bez rozcieńczania, przy pomocy pędzelka naniosłem to cóś prosto z butelki na model. I prawie nic... Nareszcie po pewnym czasie z modelu zaczęło spływać coś w innym niż bezbarwnym kolorze. Po szarej barwie domyśliłem się, że w końcu farba się rozpuszcza. Tylko, że cholernie wolno..... Po pewnym czasie uzupełniłem akcesoria o szczoteczkę do zębów i zmywak do naczyń. Wszystko to z miernym skutkiem. Po półgodzinnym szorowaniu ostatnim wariantem Cleanluxa skrzydło modelu wygląda tak Szok. Jednakże nikt nie mówił, że będzie łatwo. Będę próbował dalej...
×
×
  • Dodaj nową pozycję...

Powiadomienie o plikach cookie

Umieściliśmy na Twoim urządzeniu pliki cookie, aby pomóc Ci usprawnić przeglądanie strony. Możesz dostosować ustawienia plików cookie, w przeciwnym wypadku zakładamy, że wyrażasz na to zgodę.