Kiedyś zacząłem ambitnie dłubać Bilkowego Antka w 1:72, ale ostatecznie odpuściłem go sobie, kiedy wyszedł Bilkowy Antek w 48-ce. Jest o niebo lepszy od mniejszego brata. Też ma sporo niedociągnięć, które wymagają dokładnego przemyślenia i zaplanowania, ale nie są to rzeczy, które spędzałyby sen z powiek (bo tak po prawdzie, żeby mieć porządnego Antka w 72-ce, trzeba by go zbudować od podstaw).
Od razu ostrzegam, to nie będzie relacja typu „weekend edition”, prędzej „neverending story”. ;-)
Do rzeczy. Pierwowzór to An-2P z Aeroklubu Gliwickiego o rejestracji SP-AOI w malowaniu z połowy 2002 r., czyli z cywilną rejestracją, wojskowymi szachownicami i bez dodatków w postaci stopnia przy drzwiach wejściowych i napisu SKYDIVE nad drzwiami (kiedy go fotografowałem w 2002 r. nie miał też anten za kabina pilotów i części oprofilowań na skrzydłach i statecznikach). Obecnie szachownice są zamalowane, a sam samolot ma więcej podmalówek (szczególnie na skrzydłach), ale poprzednia wersja malowania bardziej mi się podoba.
Budowę modelu zacząłem od przeskalowania planów ze „Skrzydeł w miniaturze”, a następnie rozrysowałem sobie poprawki i zmiany charakterystyczne dla tego egzemplarza.
Na początek część silnikowa. Założenie jest takie, że wszystkie osłony silnika (łącznie z pierścieniem) i łopaty śmigła będą zdemontowane. Wyjątkiem jest osłona pokazana na zdjęciu, bo na niej będzie opierać się przegroda ogniowa. Proces powstawania osłony pokazują zdjęcia. Najpierw zrobiłem szablon, który posłużył też jako uchwyt przy dalszych pracach (celowo jest nawiercony w dolnej części, żeby po wszystkim łatwiej go było odciąć). Potem przykleiłem do niego płytkę plastikową i wyciąłem w niej otwory pod klapy chłodzenia silnika i chłodnicę oleju. A potem to już z górki, czyli cięcie, szlifowanie, klejenie inne takie.
C.d.n.