Zescie mi narobili kisiel z mozgu, a ja gupi sie tak posluchalem...
Jakis przeblysk spontanicznosci sie u mnie pojawil i nagle, ni z gruchy, ni z pietruchy, postanowilem wyskrobac cos w modelu. W doslownym sensie. W sobote wygladzilem troche te wypukle linie na dziobie i wyskrobalem panele inspekcyjne... I jeszcze je ponitowalem... I teraz mnie jeszcze bardziej korci, zeby wyskrobac tak caly samolot. I ponitowac go... Ludzie, trzymajta mnie...
A tu psikus... Myslalem, ze wroce dzisiaj z pracy, cos porobie, poskrobie... A tu sobie przed samym wyjsciem z firmy palucha sobie rozcialem. I to akurat prawego wskazujacego, tak ze nie moge w garsci nic utrymac... A mowila mamusia, zeby nie pchac lap tam, gdzie nie trzeba... Prace przy modelu beda chyba wstrzymane do czasu, az mi sie paluch zagoi, a przynajmniej do czasu, kiedy bede go mogl sobie odplastrowac bez ryzyka poplamienia modelu krwia...