-
Liczba zawartości
12 746 -
Rejestracja
-
Wygrane w rankingu
19
Typ zawartości
Profile
Forum
Galeria
Pliki
Kalendarz
Blogi
Zawartość dodana przez Solo
-
O rany, czymś Ty tak umączył te fotele? One w rzeczywistości nie są w ogóle tak brudne. A model naturalnie fajny, ciekawe jak sobie poradzisz ze zużyciem powierzchni, bo tutaj surowo ten temat oceniają.
-
Nie sądzę, żebyś kiedykolwiek zobaczył, bo to nie mój obszar zainteresowań. Chodziło mi o to, że te silniki lepiej by wyglądały, gdyby pod tymi efektami przepaleń leżał bardziej błyszczący podkład, a nie taki matowy jak teraz. Wiele by to dało, dodatkowo można by pobawić się w symulowanie przegrzań większą ilością kolorów i farb. Metaliczne pigmenty też pewnie sporo by dały. Na tym zdjęciu widać że pod tym całym brudem i przegrzaniami coś jednak trochę przebłyskuje. Takie jest moje zdanie, teoretyka w tym konkretnym przypadku.
-
Co do tego ostatniego to się nie do końca zgodzę. Nie chcę uczyć ojca... tzn. Karambolisa, ale moim zdaniem popełnił jeden błąd z tymi dyszami - jako podkład lepiej byłoby zastosować bardzo błyszczący metalizer i dopiero na takiej bazie robić te przepalenia. Ja z reguły używam Gunze SM07 albo 08, bo one wiele wybaczają jeśli chce się na nich robić różne sztuczki. Gdy ma się duży zapas "połysku" łatwiej dozować te przepalenia.
-
Rekord świata i okolic! Kurka, ale to szybko zrobiłeś. A model ładny, a nawet bardzo ładny i fajnie ubrudzony. Gratulejszyn.
-
To nie Sabre, tylko F-102 Delta Dagger i jest on jak najbardziej w skali 1:72. Tu masz jego galerię (zdjęcia będą widoczne od poniedziałku ).
-
Kadłub mogę uznać za sklejony. Hasegawa na koniec bardzo ładnie się spisała i dodatkowe części (statecznik pionowy z garbem na elektronikę oraz zbiorniki konforemne) zrobiła bardzo dobrze spasowane. W zasadzie wystarczyło wyciąć i przykleić. Zastanawiam się nad tymi bocznymi zbiornikami, bo na zdjęciach widać wyraźnie, że są to elementy doczepione do kadłuba, więc widać jakieś minimalne szpary. Chyba w tej sytuacji tez powinienem zostawić te zbiorniki tak jak są i nie szpachlować tych szpar. Zobaczę jak to będzie wyglądać po położeniu podkładu. Kadłub czeka jeszcze czyszczenie z kleju CA tu i tam, nieco polerowania różnych nierówności i zabrudzeń, plus kilka maleńkich drobiazgów. Potem już tylko podkład, poprawki i malowanie kamuflażem. A na koniec porównanie: jak maleńki jest F-16 w porównaniu ze starszymi braćmi.
-
Piękny model, jak już pisałem. Ale mam małe (ale tylko małe) zastrzeżenia co do malowania przebarwień termicznych na dyszach silników. Troszkę takie to nienaturalne, nie uważasz. Co nie zmienia faktu, że model wygląda zarąbiście i w pytę. Aż żałuję, że nie robię ruskich maszyn.
-
Ja używam tzw. czeskiego debondera, który działa z tego co wiem z każdym klejem CA. Stosuję taką oto metodę: szpary, bądź ubytki zalewam klejem CA (ten czarny jest podwójnie dobry: nie jest przezroczysty, więc widać dobrze gdzie się znajduje w szparze, a do tego jest bardzo mocnym klejem), jeśli trzeba to kilka razy, aż wszystko zaschnie i wypełni z naddatkiem zalewaną przestrzeń. Potem biorę debonder na patyczek higieniczny do czyszczenia uszu i delikatnie ścieram tę nadwyżkę kleju, ale tak żeby zostało go odrobinę więcej niż trzeba. Potem, po wyschnięciu, zaczynam pracę z papierem ściernym albo innym materiałem ściernym, aż do wyrównania obrabianej powierzchni. Debonder po prostu zaoszczędza pracy i ewentualnych zniszczeń, jakie mogłyby powstać w sytuacji gdybym nadmiaru kleju nie usunął. Rozpuszczania plastiku nie zanotowałem.
-
Wiele osób się na to nabiera - ja do szpachlowania takich wąskich szpar używam najczęściej kleju CA (świetnie się zbiera naddatki debonderem, a resztę łatwo wyszlifować). A jako że używam kleju Loctite 438, który jest czarny, to na zdjęciach faktycznie wygląda to jak niezaszpachlowane szpary. Zapewniam jednak, że szpar tam nie ma, jest tylko klej. Szpary są tylko na wysokości klap (no bo to są klapy - ruchome) oraz slotów z przodu skrzydeł, które to części też są ruchome.
-
Jakie szpary??
-
Trochę popchnąłem robotę i do prac malarskich jest już coraz bliżej. Przykleiłem, zaszpachlowałem i wypolerowałem miejsca łączenia skrzydeł. Sporo kleju CA i debondera na to poszło, ale udało się to chyba ładnie połączyć i nie powinno być żadnych śladów, choć surfacer szybko to zweryfikuje. Odtworzyłem też wszystkie zatarte przy pracy linie podziału. Mam już gotowy (zamontowany w kadłubie) pierścień dyszy silnika. Aires bardzo fajnie to rozwiązał, dzięki czemu do końca prac malarskich nie muszę wklejać samej dyszy. Zrobię to dopiero na końcu i dysza będzie wklejana gdy ją pomaluję, żeby nie bawić się z maskowanie. Po prostu wkłada się ją w ten pierścień i klei od środka. Zmontowałem też statecznik pionowy razem z tym specyficznym "garbem" jaki ma Sufa. Wkleiłem część czujników i anten, usunąłem kilka niepotrzebnych elementów. dodatki typu odgromniki i czy antenki (w innych kolorach niż kamuflaż), będą przyklejone po pomalowaniu samolotu.
-
Limit transferu się skończył.
-
No właśnie tego zestawu nie da się kupić w sklepach, ale można na eBayu.
-
Oby, bo do D nie ma nawet jednej blaszki.
-
Ok, ale o którym zestawie konkretnie mówisz?
-
Nie zrozumieliśmy się. Porównywałem to co jest w zestawie Danger Zone z zestawem BIG ED do F-14A Hobby Boss. Różnica jest bardzo duża. Dlatego, jak przypuszczam, powstał ten zestaw o którym nieco wyżej pisaliśmy, aby wyrównać te różnice. Tak naprawdę to ja bym wolał sobie kupić po prostu zwykłego Tomcata A od HB, do tego żywiczne dysze, foteliki i co tam jeszcze jest Airesa i BIG EDa Eduarda. A dlaczego kupuję Danger Zone? Dla kalek, tak naprawdę. Zestawy Sundowners i Jolly Rogers są w tej chwili chyba nieosiągalne w sprzedaży, a przynajmniej te dobre jakościowo. A tutaj jeszcze zrobił to Cartograf, więc lepiej być nie może.
-
To jednak nie był żaden przypadek, tylko działanie z premedytacją. Nie zauważyłem tego wcześniej, ale oni już w instrukcji do zestawu reklamują ten zestaw:
-
Blaszki w tym zestawie od samego początku wydawały się bardzo ubogie w porównaniu do blaszek jakie można kupić do tego samego modelu, ale sprzedawanego jako F-14A od Hobby Bossa. Tak więc chłopaki uzupełniają to czego nie dali na początku.
-
To jest odpowiednie narzędzie jak sądzę: http://www.swiatmodeli.eu/pl/p/Uchwyt-do-pil-zyletek-JLC/2674
-
Samolot dostał płetwy na brzuszku, antenkę między nimi, oraz dziwne, małe, jakby wyloty gazów tuż przy wnęce głównego podwozia. Dokleiłem także mały czujnik nie-wiadomo-do-czego tuż obok haka holowniczego. Potem wziąłem się za skrzydła. Hasegawa odlała je w jednym kawałku razem z wyrzutniami rakiet AA, tak więc najpierw musiałem odciąć stare (niepasujące do tego modelu), żeby potem przykleić te właściwe, pasujące do suczki. Skrzydła zostały wyrównane, wyszlifowane i dopasowane do kadłuba. Przykleiłem także takie małe czujniki na krawędziach natarcia, nie wiem co to jest - może rurki Pitota? Ta Sufa ma od groma anten i czujników. Będzie mały problem z połączeniem skrzydeł z kadłubem na spodzie maszyny: krawędzie niekoniecznie do siebie przylegają i powstaje niewielki, ale jednak wyraźny rowek, który trzeba będzie szpachlować. Szlifowanie wiele nie dało, gdyż grubości krawędzi nasady skrzydeł i tejże nasady w kadłubie nie są identyczne.
-
Na PWM znajomy skierował mnie w stronę australijskich maszyn. I chyba się skuszę:
-
Tymczasem montażu ciąg dalszy. Dziś odtworzyłem zatarte linie podziału na wlocie powietrza, a na koniec wkleiłem go do kadłuba. Potem przyszedł czas na szlifowanie połączenia tych dwóch części, które (patrząc z boku) nie tworzą razem idealnej prostej linii. Tym samym zalanie klejem CA miejsca łączenia skutkuje zlikwidowaniem samych śladów sklejenia, ale niekoniecznie wyprostuje tę linię. A nawet na pewno nie. Jak widać na zdjęciach, szczególnie na bokach wlotu, widać ślady kleju CA, który został, aby wyrównać nierówność. Boję się, że po położeniu podkładu będzie widać takie delikatne zgrubienia. Ale gdybym to wyszlifował do zera, to w miejscu łączenia powstałoby lekkie zapadnięcie. I też by to nie wyglądało najlepiej. Sam nie wiem, położenie podkładu chyba rozjaśni wszystkie wątpliwości. Przymocowałem też "kierunkowskazy" na bokach wlotu, oraz takie niewielkie wloty powietrza, znajdujące się na drugim końcu głównego wlotu. Wyciąłem tez plastikowe światełka Hasegawy z tych "kierunkowskazów". Po pomalowaniu samolotu zamontuję tam przezroczyste światła, które sam dorobię.
-
Szare, w zasadzie amerykańskie myśliwce zawsze są szare, więc nie kombinuj.
-
Nie mówię, że musi być pustynny kamuflaż. Zależy mi tylko na jakimkolwiek kamuflażu, żeby nie był jednolicie szary.
-
Msz rację, ten element jest za gruby, też się sugerowałem zdjęciem pod kątem i tam wyglądał trochę tak jak ten zestawowy. Kanału nie widać, bo go tam nie ma: Hasegawa zamknęła go ścianką (!), na której faktycznie widać wypychacze. Nie chciałem tego obcinać, bo bałem się że będzie wyglądać gorzej. Mam nadzieję, że po zamknięciu w kadłubie, w gotowym modelu, tego nie będzie widać.
