Panie Fazzy, chyba troszkę historii mroków wieków średnich nie do końca kumacie. Tarcza to nie było, byle kilka zbitych razem desek. Nie odrzucało się jej jak zużytej chustki do nosa. Były na niej herb często rodzinny, mogła być przekazywana z dziada pradziada. Takiej rzeczy bronili rycerze do końca. Naprawiali je owszem, ale na wyprawie nie to było najważniejsze. Kupno nowej właściwie nie wchodziło w grę. Koszt takiej tarczy jak przedstawiona, można porównać do wartości dobrego Mercedesa. Mało którego było stać na tarczę, ten na popiersiu nie wygląda na najbogatszego. Mi się osobiście praca bardzo podoba. Nie do końca rozumiem tylko barwy tuniki. Krzyże maltańskie w tym kształcie wskazywałyby na brata maltańskiego. Z kolei błękit na tarczy jest bliższy Rycerzom Świątyni. I takie chyba było założenie rzeźbiarza, gdyż głowica miecza zakończona jest charakterystycznym znakiem Sigillum Templum Salomonis. Tak czy inaczej zazdroszczę umiejętności malarskich. Pozdrowienia