łsobota
Użytkownicy-
Liczba zawartości
671 -
Rejestracja
-
Ostatnia wizyta
Typ zawartości
Profile
Forum
Galeria
Pliki
Kalendarz
Blogi
Zawartość dodana przez łsobota
-
Ta lina to wg mojego widzimisię (nie znam się na tym) drut anteny odchodzący z masztu. Wydawało mi się, że może on być lekko wygięty (tak jak czasem jest to w samolotach), ale jeżeli nie może, to oczywiście zaraz go poprawię. Ponadto jak zobaczyłem maszty na zdjęciach to od razu nadeszła mnie chęć na ich przerobienie. Pomimo tego, że zrobiłem je od nowa i dzięki temu są cieńsze od pudełkowych wciąż są sporo za grube. Ale, że model dał mi sporo w kość (znacznie lepiej wygląda na wypraskach niż się w rzeczywistości skleja) dam sobie od niego trochę odpocząć, po czym przerobię oba maszty. Olinowanie zrobię zaś w całości z nici wyciąganych z plastikowej ramki (teraz za wyjątkiem tej wygiętej i dwóch odcinków łączących maszty wykonane są z pończochy).
-
Witam. Wczoraj po dwóch miesiącach pracy udało mi się skończyć kolejny okręt. Tym razem jest to maleńki lotniskowiec Hōshō (Lecący Feniks). Model wykonany z zestawu Fujimi opisanego tutaj. Przedstawia on okręt z początkowego okresu służby (lata 1922 - 24). Na początek chciałem napisać kilka słów o samym okręcie, ale skoro istnieje poświęcony mu wpis w polskiej wikipedii stwierdziłem, że przepisywanie zawartych tam informacji nie ma większego sensu. Zainteresowanych zapraszam więc tutaj oraz tutaj (można sobie poczytać dokładniej o jego przebiegu służby). Żeby już nie zanudzać zapraszam do oglądania. Jeszcze kilka zdjęć z zapałką (i porównanie pudełkowego dźwigu z wersją fototrawioną z zestawu Tom's Modelwork poświęconego japońskim nosicielom wodnosamolotów): A na koniec zdjęcie rodzinne z resztą moich "siedemsetek" (chyba już czas zacząć robić dla nich podstawki):
-
Czyli pierwsza teoria wydaje się być prawdziwa A w takim razie to bardzo ładnie ze strony konstruktorów, że zadbali o taki drobiazg. Wspomniany przez Ciebie film widziałem kilka miesięcy temu, ale jakoś nie zwróciłem uwagi na ten szczegół. Przy najbliższej okazji na pewno na niego jeszcze zerknę.
-
Odrapania wyszły bardzo fajnie za wyjątkiem tych na okapotowaniu (dobrze widoczne na drugiej fotce), te moim zdaniem wyglądają trochę sztucznie. Ogólnie jak na ten etap prac model prezentuje się rewelacyjnie. Widząc go por. Hiedekiemu Shingo na pewno łza by się w oku zakręciła
-
Piękny model. Śmigło wyszło rewelacyjnie Jedyne do czego można się przyczepić to ta nieszczęsna choinka w tle (i worek z korą się pojawił ) No, ale poniekąd to już chyba Twój znak rozpoznawczy
-
Brytyjskie Buffalo oszklenia na spodzie były faktycznie pozbawione. Natomiast w holenderskich zostawiano je w spokoju. Co wyraźnie widać choćby na tym zdjęciu: Na siłę okno można też zauważyć na tym zdjęciu (w zaznaczonym obszarze widać ciemniejszy fragment, na oko odpowiadający długości okna): Jeżeli chodzi o wyposażenie morskie, czyli hak do lądowania na lotniskowcu, zasobnik z tratwą ratunkową to zarówno brytyjskie jak i holenderskie wersje go nie posiadały.
-
Dwa elementu rzuciły mi się w oczy zaraz po obejrzeniu Twojego modelu. Raz - straszenie gruba antena. Proponowałbym zastąpienie jej nicią z pończochy, jest cienka, dobrze się rozciąga i bardzo łatwo ją przykleić klejem cyjanoakrylowym. A dwa, to znaki przynależności państwowej na dolnych powierzchniach skrzydeł. Chodzi mi o to, że zrobiłeś washa, który nagle się na nich urywa (na górnych powierzchniach, przez kamuflaż nie jest to aż tak rzucające się w oczy). Jeżeli dobrze wnioskuję ze zdjęć to głównym problemem są tu chyba jednak kalkomanie, które nie "siadły" na liniach podziału. Poza tymi drobnymi uwagami model od strony wykonania (bo merytorycznie się nie znam) prezentuje sie bardzo efektownie (główna w tym zasługa kamuflażu)
-
Model już na tym etapie wygląda całkiem ciekawie i nie mogę się już doczekać wersji finałowej. A przy okazji, na starym PWM-ie był kiedyś opis Wojny Futbolowej (skupiający się na działaniach lotnictwa), ma ktoś może to zapisane, bo jakoś nie mogę się go doszukać, a chętnie przeczytałbym to jeszcze raz?
-
Teoretycznie pilot Kaitena mógł przeżyć w wypadku nietrafienia w cel. Tak więc na pewno lepiej oczekiwać na ratunek siedząc na czymś miękkim niż na gołej blasze. Chociaż chyba taki przypadek się nie zdarzył (a przynajmniej ja na taką informację nie natrafiłem), gdyż po nie udanym ataku istniała możliwość samodzielnego zdetonowania "pojazdu", czy to z obawy przed jego przechwyceniem przez przeciwnika (takie zapewne było zalecenie dowództwa) czy też z obawy o pozostania samotnie na morzu nie wiadomo jak długo (zapewne bez jedzenie i wody, gdyż wątpię aby prowiant był na standardowym wyposażeniu Kaitena).
-
Świetnie wykonany model jednego z najładniejszych odrzutowców Gratuluję
-
Model to stare Fujimi (30002) w skali ok. 1:48 (piszę ok. ponieważ spotkałem się z opiniami, że może to być 1:50). Zrobiony praktycznie prosto z pudła (dorobiłem tylko przewody hamulcowe, pasy oraz popracowałem nad celownikiem). Skończyłem go ponad 2 lata temu i był to mój ostatni model malowany pędzlem, Humbrolami z niewielką domieszką aotake-iro Gunze. Ponieważ kolory jakie wówczas dobrałem to science fiction (pamiętam, że miaszałem coś z kilku szarości jakie miałem akurat w domu) to zastanawiam się nad jego renowacją. W związku z tym zamiarem, celem zachowania modelu w w wersji cyfrowej zrobiłem mu małą sesję zdjęciową, a jej efekty pozwoliłem sobie zaprezentować poniżej. Model przedstawia maszynę z 3 Kokutai, stacjonującego w Kendari na Celebes w marcu 1942. Latał na niej m.in. Yoshiro Hashiguchi, as z 10 zestrzeleniami (zginął podczas bitwy o Leyte 25 października 1944) I na koniec jeszcze jedyne zdjęcie oryginału jakie udało mi się odnaleźć : To na jego podstawie założyłem, że wszystkie powierzchnie sterowe powinny być ciemniejsze od reszty (ster kierunku na pewno ma nie ten kolor co trzeba, ale dwa lata temu jeszcze tego nie wiedziałem). Edit: Zmieniłem rozmieszczenie zdjęć, bo poprzednie powodowało "rozjechanie się" wyglądu forum - Nexus
-
Zapewne masz na myśli skalę 1:700? No więc mam rozgrzebane coś niewiele większego (długość) od ołówka i podobnie jak wcześniejsze moje krążowniki (Nagara, Kuma) także posiadającego trzy fajki. Myślę jednak, że jest to okręt na tyle inny od wcześniej przeze mnie pokazywanych, że jego prezentacja na forum będzie miłym zaskoczeniem A potem chciałbym zacząć coś większego. Yamashiro, a może Musashi? Chociaż od jakiegoś czasu chodzi mi też po głowie Akitsushima (nawet zacząłem już łódź latającą Mavis będącą na jego wyposażeniu): Ostach, modele w 1:700 nie są wcale takie straszne. Spróbuj a sam się przekonasz. Ale uważaj, bo ta skala uzależnia - w trakcie składania modelu wielokrotnie będziesz miał go serdecznie dosyć, ale gdy tylko prace będą zbliżać się ku końcowi już będziesz rozglądał się za kolejnym i kolejnym i jeszcze kolejnym
-
O lotkach już było, więc nie będę się powtarzał. Jeszcze jedną rzeczą, do której mogłeś się trochę bardziej przyłożyć, a której w przeciwieństwie do lotek już raczej nie będzie się dało poprawić są zegary na tablicy przyrządów. Z tego co widzę na zdjęciach są one całe czarne, a w tej skali nawet nie korzystając z filmów i fototrawionek czy choćby kalkomanii spokojnie można namalować parę białych kresek, które znacznie urealniłyby całą tablicę. Ale, ogólnie, jako całość Twój Hellcat bardzo mi się podoba. Ładnie pomalowany, nie za mocno przybrudzony, czyli taki jak lubię
-
Dzięki Jędrek za dobre słowo A przy okazji, chciałbym nadmienić, że poprawiłem linki do zdjęć, bo niektóre z nich się nie otwierały (przy kodach nie wiem jakim cudem - bo używałem opcji kopiuj i wklej, pozżerało mi po jednej literze )
-
Po długich bojach z brakiem wolnego czasu w końcu jakiś czas temu udało mi się ukończyć trzeci i póki co ostatni z serii lekkich krążowników japońskich (ale do tematu na pewno jeszcze kiedyś wrócę). Cała trójka prezentuje się tak (od prawej - Nagara, Jintsu, Kuma): A zanim przejdziemy do prezentacji głównego bohatera tego temat na początku chciałbym przedstawić jego krótki rys historyczny. Lekki krążownik Jintsu (nazwa rzeki w prefekturach Gifu i Toyama, na północnym wybrzeżu centralnej Japonii) był drugim z trzech zbudowanych 5200 tonowych krążowników typu Sendai (pozostałe dwa to Sendai i Naka). Zamówiony w 1920 został zwodowany 8 grudnia 1923 roku w stoczni Kawasaki w Kobe, a 31 lipca 1925 został ostatecznie ukończony i wpisany na listę Floty. W czasie nocnych ćwiczeń 24 sierpnia 1927 staranował i zatopił niszczyciela Warabi, po którym to zdarzeniu okręt odesłano do Maizuru na generalny remont (m.in. Jintsu otrzymał nową część dziobową). Od 1928 do 1941 Jintsu prowadził działania patrolowe na wodach chińskich oraz wspierał liczne japońskie desanty podczas obu wojen japońsko-chińskich. 26 listopada 1941 Jintsu został flagowym okrętem kontradmirała Raizo Tanaki i jego 2 dywizjonu niszczycieli, który po rozpoczęciu działań wojennych na Pacyfiku brał udział w operacjach u wybrzeży Filipin, a po ich zajęciu końcem grudnia już pod dowództwem kontradmirała Kubo w ramach 15 i 16 dywizjonu niszczycieli operował na wodach Holenderskich Indii Wschodnich. 9 stycznia 1942 Jintsu wyruszył z Davao w eskorcie japońskiego desantu na Celebes. 17 stycznia w pobliżu Menado Jintsu utracił swój wodnosamolot E7K2 „Alf”, który chwilę wcześniej zestrzelił holenderskiego bombowca Lockheed Hudson. 31 stycznia Jintsu wszedł w skład sił inwazyjnych kontradmirała Hatekayamy, które miały uderzyć na Ambon, Timor i wschodnią Jawę. 27 lutego okręt wziął udział w wielkim zwycięstwie odniesionym nad flotą aliancką w czasie bitwy na Morzu Jawajskim. W marcu 1942 Jintsu został odesłany na remont do Kure, a następnie w maju wypłynął na Saipan skąd wyruszył w stronę Midway wchodząc w skład eskorty tankowców i transportowców. 3 czerwca konwój został dwukrotnie zaatakowany przez amerykańskie lotnictwo. Po japońskiej klęsce pod Midway w lipcu 1942 Jintsu wszedł w skład nowo utworzonej 8 Floty wiceadmirała Mikawy, a w sierpniu po amerykańskim desancie na Guadalcanal został wysłany w rejon Wysp Salomona. 16 sierpnia 1942 Jintsu wchodząc w skład głównych sił mających dostarczyć posiłki na Guadalcanal opuścił Truk. W dniach 24 – 25 sierpnia wziął udział w przegranej przez Japończyków Bitwie koło Wschodnich Salomonów. W jej trakcie 25 sierpnia, Jintsu został trafiony 500 funtową bombą lotniczą, której eksplozja spowodowała pożar w dziobowej części okrętu. Uszkodzony Jintsu skierował się na wyspy Shortland, a stamtąd został odesłany na miesięczny remont do Truk. W październiku 1942 po powrocie okrętu do Japonii wzmocniono jego obronę przeciwlotniczą instalując dwa potrójne działka 25mm. Po tej modyfikacji Jintsu 9 stycznia 1943 jako okręt flagowy 3 dywizjonu niszczycieli opuścił Kure, kierując się do Truk, gdzie natychmiast został włączony w skład sił ewakuujących resztki japońskiego garnizonu z Guadalcanalu. W początku lipcu 1943 Jintsu wziął udział w kilku rejsach zaopatrzeniowych pomiędzy Truk, Roi i Kwajalein. Rano 12 lipca pod dowództwem kontradmirała Izaki Jintsu wraz z 9 niszczycielami (cztery z nich pełniły rolę transportowców) opuścił Rabaul i udał się w kierunku wyspy Kolombangara na której zamierzano wysadzić desant 1200 żołnierzy mających wzmocnić stacjonujący tam garnizon. W nocy z 12 na 13 lipca wkrótce po przybyciu w rejon wyspy doszło do walki z patrolującymi ten rejon amerykańskimi i australijskimi krążownikami i niszczycielami. Była to ostatnia walka Jintsu, który trafiony wieloma pociskami wystrzelonymi z alianckich krążowników zatonął o 1:45 wraz z 482 ludźmi na pokładzie (w tym kontradmirałem Izakim i kapitanem Sato). 21 rozbitków podjął patrolujący ten obszar japoński okręt podwodny I-180. Kilku członków załogi Jintsu zostało także uratowanych przez amerykański niszczyciel USS Nicholas. 10 września 1943 Jintsu został skreślony z listy Floty. Tyle w ramach (nieco przydługiego) wstępu Jak zwykle aparat w sposób bezwzględny uwidocznił wszelkie krzywizny i niedoróbki niewidoczne gołym okiem (za wyjątkiem krzywizny masztu w rufowej części, która jest aż nadto widoczna, a spowodowana jest pończochowym olinowaniem)
-
Olinowanie wykonuję z nici wyciąganych z pończoch. Wadą tego materiału jest to, że raz - nie sposób osiągnąć charakterystycznych zwisów, a dwa - powodują one spore naprężenia na masztach.
-
Wiele wody z Pacyfiku odparowało od ostatniego postu, ale jako, że kilkanaście dni temu w końcu udało mi się dokończyć model, a potem znalazłem odrobinę czasu na zrobienie kilku fotek to czas zaprezentować gotowego Jintsu. Na razie coś takiego: Jak tylko przygotuję krótki opis model pojawi się w galerii.
-
Potwierdzam. Oglądam go za każdym razem jak tylko mam okazję i jakoś nie mogę się nim znudzić. Chociaż wczoraj zmęczenie wzięło górę i zasnąłem w mniej więcej połowie Zerówka prezentuje się coraz lepiej (w końcu nabiera swoich pięknych kształtów, więc nie może być inaczej). Patrząc na Twój model aż wzbiera we mnie chęć zrobienia takiego (albo i dwóch ), chociaż w mniejszej skali (w magazynie czekają Hasegawa i doskonały Fine Molds). Jeżeli chodzi o Agamę to przechodziłem podobną katorgę malując tą farbą Tachikawę Ki-94II. Bez względu na rozcieńczalnik (wódka, izopropanol a nawet zwykła woda wszystko z dodanym opóźniaczem) i stopień rozcieńczenia aerograf co chwilę wypluwał z siebie wielkie ziarna farby, które potem trzeba było szlifować a w kilku przypadkach zmywać. Tak więc nigdy więcej Agamy! Jeżeli chcesz robić złuszczenia farby to szkoda, że nie zrobiłeś tego przed malowaniem szarym. Używając maskolu i soli na metalicznym podłożu można uzyskać bardzo fajne efekty. Teraz natomiast zasugerowałbym rozwiązanie nr 1.
-
Wnęki podwozia jak i wnętrze (poza kabiną) pomaluj właśnie tym niebiesko-zielonym metalicznym kolorem (aotake-iro)
-
No i poprawiłem malowanie tylnej części kadłuba. Nie jest to do końca to co na zdjęciu, ale na pewno wygląda lepiej niż pierwotnie
-
Świetny temat! Jeżeli chodzi o malowanie kabiny A6M2 (i kadłuba pod owiewką) to różnie to bywało. Najbardziej typowe kolory to szaro-zielony (FS 4255, dla zakładów Mitsubishi) oraz seledynowo-szary (FS 4226, dla zakładów Nakajima). Generalnie różne odcienie szaro-zieleni będą jak najbardziej OK. Poniżej zamieszczam kolory proponowane w publikacji " Japanese Aircraft Interior 1940-45" wyd. Monogram: Tak więc jak widać, wypada się zdecydować na konkretne malowanie już na etapie kabiny, aby przed jej malowaniem wiedzieć czy dany egzemplarz powstał w zakładach Mitsubishi czy Nakajima. ps. jak byś potrzebował jakiś materiałów do A6M2 to daj znać
-
Popraw położenie lotek. Powinny być ułożone naprzemiennie, a w Twoim kociaku obie są skierowane w dół.
-
Czasem trzeba zrobić coś odmiennego, żeby nie oszaleć od jakże pięknych japońskich zieleni, szarości, pomarańczy i aotake-iro Ponadto "rodzynkowatości" nadaje mu jeszcze nietypowa jak dla mnie skala. Relacji nie było, bo model powstawał przez prawie dwa lata, z czego prawie pół roku czekał na położenie kalkomanii. Po prostu sięgałem po niego, aby dać odpocząć oczom zmęczonym skalą 1:72 Mam zamiar dokończyć (zresztą relacjonowanego na forum) Seirana, a potem może zrobię kolejnego Bawoła (ale tym razem w 1:72)? p.s. coś mi w tym modelu nie dawało spokoju i już wiem co. Mianowicie niewielki błąd w malowaniu przejścia koloru spodu i kamuflażu w tylnej części kadłuba, który powinien wyglądać tak: Dla wewnętrznego spokoju trzeba to będzie poprawić.
-
Pudełkowe oszklenie faktycznie jest bardzo przejrzyste i do tego dość cienkie. Ponadto wrzucone do pudła maski bardzo ułatwiają jego malowanie (w ogóle jestem zdania, że producenci modeli powinni standardowo dołączać maski do malowania oszklenia). Jeżeli chodzi o ślady eksploatacji, to może pokuszę się jeszcze o ich zrobienie, chociaż ograniczę się wówczas do okopceń przy wyrzutniku łusek i kolektorach wydechowych. Oczywiście zamieszczę wtedy stosowne zdjęcia.
-
Maszyna z Holenderskich Indii Wschodnich, numer B-3110, należąca do 2-VLG-V stacjonującego w Batavii na Jawie w lutym 1942. Pilot, to chyba najbardziej znany Holender, por. August Deibel. Model wykonany prosto z pudła, w całości malowany akrylami Gunze (Hobby Colour). Ogólnie zestaw pomimo zaawansowanego wieku bardzo przyjemny w montażu (zero szpachlówki), chociaż nie pozbawiony wad (część linii występuje w formie wypukłej).
