-
Liczba zawartości
346 -
Rejestracja
-
Ostatnia wizyta
-
Wygrane w rankingu
9
Typ zawartości
Profile
Forum
Galeria
Pliki
Kalendarz
Blogi
Zawartość dodana przez Aleksander z Zalasu
-
Mustang Mk III Tamiya 1:48
Aleksander z Zalasu odpowiedział Aleksander z Zalasu → na temat → [L]Galerie
Wydaje mi się, że metoda termiczna jest szybsza, prostsza i daje efekt bardziej zbliżony do rzeczywistości. Po podgrzaniu kółka i lekkim ucisku na podłoże kółko jest spłaszczone i dodatkowo powstaje wybrzuszenie na bokach w miejscu ugięcia, przy zachowaniu zarysu bieżnika, jeśli taki był na kole. Tylko trzeba uważać by nie przesadzić, bo wtedy kapeć wychodzi, chociaż jak mawiali starożytni Polanie "dobry kapeć nie jest zły". -
Mustang Mk III Tamiya 1:48
Aleksander z Zalasu odpowiedział Aleksander z Zalasu → na temat → [L]Galerie
No coż, zachciało mi się robić ugięcie opon metodą termiczną to mam. O ile samo ugięcie się udało, to jednak przy wklejaniu na oś zapomniałem, że sa to lewe i prawe golenie i zrobiłem dwie lewe. Nie bedę poprawiał, gdyż bez zniszczenia nie da się zdemontować koła. Fakt. Dziękuję za uwagi i czekam na kolejne sugestie. -
Witajcie. Model Mustanga w barwach 316 dywizjonu przedstawiający samolot dowódcy Bohdana Arcta. To chyba tyle z ciekawszych informacji, a Was proszę o konstrukcyjną krytykę, jeśli takowa jest potrzebna. Mam nadzieję, że zdjęcia będzie widać.
-
Mi-2 Lotniczego Pogotowia Ratunkowego - 1/72 - Hobby Boss
Aleksander z Zalasu odpowiedział Kon_Bar → na temat → Warsztat
Chodzi Ci o coś takiego? Jak będziesz chciał coś więcej to pytaj śmiało. -
Hak albo się urwał przy ladowaniu, albo pilot go schował . Normalnie to hak był wysunięty w czasie ladowania, tak jak na zdjęciu poniższym.
-
Mimo wszystko widzę pozytywy. Pierwszy post nie wskazuje błędów a drugi jest krytyką jaką chciałem, w porządnym wydaniu . Pogrzebałem co nieco by zdjęcia było widać, jeśli nie widać (bo u mnie widać, nawet po wylogowaniu i oglądaniu jako niezalogowany przeglądacz) to proszę by jakoś zmusić fotki z goglowego konta (dawniej Picasa) do bycia widzialnym.
-
Witam. Postanowiłem "obdarzyć" Was wynikami mojej pracy nad modelem Hellcata. Coby się nie rozpisywać. Sam zestaw jest samoskładalny i niesprawiający problemów. Świadom jestem błędów jakie popełniłem, szczególnie w zakresie malowania (a właściwie prób wykoniania drobnych zaprawek lakierniczych), farfocle pod owiewką kabiny zauważyłem już po malowaniu, a że wykonanie poprawy i zaprawek w moim wykonaniu nie wyszłyby lepiej, to już tak zostawiam, zresztą i tak się nie rzucają w oczy na obiekcie rzeczywistym. Proszę o konstruktywna krytykę (konstruktywną, znaczy się nie "tu skasztaniłeś" , ale "tu skasztaniłeś, to można zrobić lepiej w taki i taki sposób) odnośnie błędów, które popełniłem a o których nie wiem . Z poprzedniego modelu:http://modelwork.pl/viewtopic.php?f=64&t=58420 były dwie główne uwagi, czyli za gruba warstwa farby i kiepko wykonany wash. Mam nadzieję, że widać jakiś postęp. Galeryja:
-
Na przypadek odrywania się farby za taśmą, u mnie Sidolux pomógł. Również miałem problem z odrywaniem się farby razem z taśmą maskującą (zarówno taśma Tamiy jak i zwykłej taśmy malarskiej). Położenie warstwy Sidoluxu zapobiegło odrywaniu się wcześniej położonych powłok lakierniczych. Kwestii przyczepności kolejnych warstw farby do sidoluxu nie zbadałem. Aczkolwiek w modelu Mi-2 kładłem kilka kolorów, przedzielając je sidoluxem i żadna mi się nie oderwała za taśmą, pomimo, że malowałem przenajróżniejszymi farbami, od Pactry poprzez Tamiję do Gunze.
-
Su-34 Italeri 1/72 W Polskich barwach
Aleksander z Zalasu odpowiedział spiton → na temat → [L]Galerie
I ja sie wtrącę do tych dywagacji: Po pierwsze, Zdaje się, że nie uważałeś na tym wykładzie z mechaniki lotu. Tak na szybko w czasie t=0.000nic sekundy po odłączeniu się rakiety od samolotu, rakieta czy też raczej pocisk ma prędkość równą prędkości samolotu, później pojawia się opór aerodynamiczny i rakieta zwalnia (względem ziemi), zjawia się Isaac Newton i przy pomocy jabłka powoduje, że pocisk opada w stronę ziemi. Silnik pocisku, napędzając pocisk w przeciwną stronę lotu samolotu a tym samym pocisku (który co prawda zwalniając ale jednak leci nadal w tym samym kierunku co samolot), tylko zmniejsza jego prędkość, co powoduje jeszcze szybsze opdadanie pocisku w kierunku ziemi. Tak więc silnik pocisku zamiast napędzać, spowalnia pocisk i powoduje co najwyżej straty na ziemi, jak jakiemuś biednemu ludziowi na głowę spadnie. Aczkolwiek w tej teorii niech się lepiej wypowie Mikele, bo ja lubiłem robić drzemki na wykładach z mechaniki lotu albo przerabiałem mechanikę płynów Po drugie. Takie coś już dawno wymyślono, tylko w samolotach bombowych, jeśli dobrze pamiętam to się nazywało chyba "tylny strzelec" . Jeśli chodzi o samoloty myśliwskie to patrz punkt "Po trzecie" Po trzecie. Niejaki BELL Lawrence 1894-1956 amerykański konstruktor lotniczy, na żądanie wojska, które chciało by w myśliwcu (zdaje się , że chodziło o P-39) zabudować karabin maszynowy w ogonie strzelający do tyłu (w samoobronie, bo jak tu już napisano, walka polegała na wejściu wrogowi na ogon), powiedział mniej wiecej takie słowa: "a po co tygrysowi zęby w d..." Mam nadzieję, że wyszło bardziej na wesoło niż na poważnie -
Panowie, zasada jest jedna, jeśli użytkownik zaakceptował malowanie (lub sam je opracował), to choćby było brzydkie jak 12 w nocy, to jest ono ŁADNE i się PODOBA. Tyle w temacie podoba się - nie podoba się.
-
Ludzie, przestańcie pisać, że pracownicy i związki zawodowe celowo opóźniają prace przy modernizacjach czy też robią "robotę na odwal" (nie jesteśmy mordercami, nie zabijamy swoich klientów). Nie pracujecie w tej fabryce więc nie wiecie z jakim oporem materii włoskiej jak i naszego wojska, jako pracownicy musimy się zmagać aby cokolwiek wyprodukować. To co o nas piszecie to są oszczerstwa. Napisałem obszerny komentarz (ale bez "ciepłych" słów, raczej gorzka prawda) do Waszych wpisów, ale na szczęście wywaliło mnie z forum zanim zdążyłem wysłać. Na szczęście, bo zapewne rozpętała by się "gównoburza" a nie o to chodzi na tym forum. Mam tylko prośbę. Nie komentujcie sytuacji, jeśli nie znacie całej prawdy. Pozdrawiam. Pracownik PZL Świdnik S.A.
-
Spitfire LF VB RF-F Airfix 1:48
Aleksander z Zalasu odpowiedział Aleksander z Zalasu → na temat → [L]Galerie
Żółte krawędzie, to dość niepewna sprawa, w sieci można znaleźć zdjęcia samolotów z żółtymi krawędziami jak i bez zółtych krawędzi. Co do tego egzempalrza to jak pisałem nie ma żadnych dowodów na wygląd, a to daje pole do pewnych interpretacji, czy też założeń. Co do skrzydeł, to nie mieścił mi się już na półce, więc obciąłem. A na poważnie, skrzydła są w porządku. Jest to model samolotu Spitfire LF VB ze skróconymi skrzydłami. Cytując wikipedie: "usunięto końcówki skrzydeł, co poprawiło osiągi i zwrotność. Tak zmodyfikowane maszyny oznaczono LF Mk V." Wszyscy zwracają uwagę na brudne szybki, ale złamanej anteny to już nikt nie zauważył . -
Spitfire LF VB RF-F Airfix 1:48
Aleksander z Zalasu odpowiedział Aleksander z Zalasu → na temat → [L]Galerie
Co do niedomytego wash'u to zrobiłem to poniekąd celowo. Gdzieś, lecz nie pamiętam gdzie, czytałem coby nie domywać go za dokładnie, imituje wtedy brud, taki zwykły brud powstały ze zmieszania cieczy roboczych i materiałów pędnych z kurzem i tym podobnymi wynalazkami. Ale fakt, co za dużo to nie zdrowo. Co do imitacji obić, to najlepiej mi wychodziły jak brałem model w palce zanim farba dobrze nie wyschła . Po pierwsze, jeśli chodzi o obróbkę skrawaniem, to przez 3 lata uczyłem się tajnik sztuk tokarskich, frezerskich i szlifierskich w zawodówce. Kolejne 3 lata, już w technikum pogłębiałem swą wiedzę na ten temat, zdobywając na końcu tytuł technika mechanika - specjalność obróbka skrawaniem . Więc nie może być inaczej jak piszesz. Po drugie, zestaw praktycznie nie wymagał jakiejkolwiek obróbki, części po wycięciu z ramek pasowały do siebie idealnie, żadnych nadlewek czy też wypływek, lub przekoszeń. -
Jak w temacie. Wstęp. O pilocie. W dziecinnych latach, zostałem "zarażony" lotnictwem okresu drugowojennego. Dużo czytałem o polskich pilotach myśliwskich, szczególnie o walczących pod niebem angielskim i francuskim. Wśród tych pilotów pojawiał się pewien, niezbyt znany, as myśliwski (ostatecznie skończył z 9 zestrzeleniami pewnymi) Aleksander Chudek. Związany z dywizjonem 315, ale "w gościnnych występach" pojawiał się w składzie dywizjonu 303. Zginął 23 czerwca 1944 roku. Więcej informacji znajdziecie pod tym linkiem: http://www.polishairforce.pl/chudek.html Niedawno, przez przypadek, dowiedziałem się, że tenże pilot, jeden z bohaterów mojego dzieciństwa, urodził się i wychował we wsi oddalonej o około 13 kilometrów od mojego domu rodzinnego. Jednym słowem mój ziomal . Dlatego, też postanowiłem zrobić model samolotu w którym poległ. O samolocie. Samolot jak samolot, jeden z tysięcy. Brak jakichkolwiek danych zdjęciowych, które mogłyby pomóc wiernie go odtworzyć w stanie z dnia ostatniego lotu. Dlatego też model pokazuje samolot w typowym malowaniu, bez znaków szczególnych typu godło osobiste, czy też nazwa własna. Znana jest za to szczegółowa historia przebiegu służby tego egzemplarza, a to dzięki temu, że służył w amerykańskiej jednostce. Historia ta jest do wglądu pod poniższym linkiem: http://www.americanairmuseum.com/aircraft/19925 O modelu. Model Airfixa, sam się składał, ja tylko robiłem błędy montażowe . Jest to mój pierwszy model w którym próbowałem zrobić cieniowanie linni podziału blach czyli wash oraz ślady eksploatacji takie jak okopcenia, obicia, więc wygląda jak wygląda. Już teraz dziękuję za wszystkie merytoryczne porady jak zrobić to lepiej . Bez bicia przyznaję się do skopania podwozia, co widać na obrazkach, jakoś mi "rozeszło się". Ogólnie to jest tak, że jest to mój najlepiej wykonany model .... niestety. Nie ma co więcej pisać, czas coś pokazać. To by było na tyle. Liczę na praktyczne porady jak zrobić by kolejny model (a będzie to Ju-87 D-5 w węgierskim malowaniu) wyszedł lepiej.
-
Spitfire Mk.Vb 1:48 Airfix - rewitalizacja "złomu"
Aleksander z Zalasu odpowiedział SnaQ → na temat → [L]Warsztat
Zależy jaki promień lokalności się przyjmie. Jeśli z Zakopanego widzisz Kraków (sam nie wiem czy widać, bo nigdy ani w Zakopanym ani w Krakowie nie byłem), to można przyjąć, że to Twoje okolice. A jeśli Kraków to Twoje okolice, to masz piękną lokalną historię: - 2 Pułk lotniczy w Krakowie, a w nim między innymi III dywizjon myśliwski, czyli: - Mieczysław Medwecki - pierwszy polski i aliancki pilot, który zginął w II Wojnie Światowej (do zrobienia PZL P-11c w którym zginął), - Władysław Gnyś - pierwszy polski i aliancki pilot, który zestrzelił wrogi, bo niemiecki samolot (do zrobienia PZL P-11c na którym dokonał aktu pierwszego zestrzelenia), - Ju-87 jakiegoś niemca, który zestrzelił Mieczysława Medweckiego (można go zrobić), - Dornier chyba Do-17, który został zestrzelony przez Gnysia - do zrobienia, - Wacław Król - pilot, as myśliwski i powieściopisarz - można zrobić PZL P-11c nr boczny 2 (jego samolot, który obecnie jest w Muzeum) oraz numer boczny 1, na którym został zestrzelony, ponadto można zrobić model Spitfire'a WX-L na którym latał kiedy już został dowódcą dywizjonu 302, lub Spitfire'a na którym latał w Cyrku Skalskiego, - i wielu innych pilotów z tej jednostki latających w Polsce i na zachodzie. - nie należy zapominać, że na zachodzie spadkobiercą tradycji jednostki był Dywizjon 308, a więc znowu masz pełny asortyment "lokalnych" historii. Ponadto Kraków to miasto kultury, można więc kulturalnie nawiazać do imić Pana Zagłoby i już masz do zrobienia model bombowca na którym latał Pawlikowski. Jak widzisz, masz co nieco lokalnych tematów do wykorzystania i jednocześnie chcę Ci podziękować, bo pisząc te wypociny, wpadłem na pomysł kolejnego modelu po Ju-87, mianowicie będzie to Mustang Bohdana Arcta, przez którego awarię silnika, biedak musiał spędzić trochę wojny w niewoli. W takim razie do zobaczenia w galerii -
Spitfire Mk.Vb 1:48 Airfix - rewitalizacja "złomu"
Aleksander z Zalasu odpowiedział SnaQ → na temat → [L]Warsztat
Na warsztacik to już chyba za późno, gdyż zostało mi tylko malowanie zewnętrzne (no i zabawa z szablonami do liter kodowych, że nie wspomnę o doborze koloru tychże liter i podobnych szczegółów). Po za tym, lewdo znajduję czas by cokolwiek skleić, a o robieniu zdjęć i relacji z budowy to już mogę pomarzyć (pomijając fakt, że nie bardzo mam się czym chwalić, jestem raczej małoutalentowanym sklejaczem). Co do wyboru samolotu, to nie o maszynę, ale o człowieka chodzi. Polscy piloci z okresu drugiej wojny światowej to moi bohaterowie z lat dziecięcych. Wśród nich pojawiał się również Aleksander Chudek, As myśliwski. Stosunkowo niedawno, przypadkiem, dowiedziałem się, że właśnie On, jeden z moich bohaterów, urodził się i wychowywał we wsi, oddalonej od mojej wsi o jakieś 10 km. Słowem mój "ziomal". Właśnie lecąc tą maszyną, zginął śmiercią lotnika zestrzelony przez niemiecką artylerię przeciwlotniczą. Po prostu chcę go w ten sposób uhonorować. Wracając do maszyny, być może zdjęć nie ma i model będzie przedstawiał typowy samolot jakich było setki, bez znaków szczególnych, ale za to udało mi się odnaleźć dokładną historię tego egzemplarza, dokładną datę produkcji, transfery pomiedzy jednostkami, wypadki w których brał udział, naprawy, modernizacje, data wykreślenia ze stanu itp. Wracając do Twojego modelu, to widzę, że robisz go w zasadzie od początku, Twoje "względnie" oczyszczone elementy, wyglądają jakby dopiero co wycięte z ramek. -
Spitfire Mk.Vb 1:48 Airfix - rewitalizacja "złomu"
Aleksander z Zalasu odpowiedział SnaQ → na temat → [L]Warsztat
Zasiadam do ogladania pracy. Właśnie obrabiam ten sam zestaw. Mój ma przedstawiać samolot Spitfire LF MkVb RF-F numer AB271 w dniu swojego ostatniego lotu tj. 23.06.1944, to znaczy ma odtwarzać prawdopodobny wygląd tego samolotu w tym dniu, bo żadnych zdjęć tego samolotu z tego okresu nie znalazłem (jest jedno zdjęcie tego egzemplarza z okresu służby w 133 dywizjonie jako MD-E). -
Amatorskie warsztaty modelarskie.
Aleksander z Zalasu odpowiedział Aleksander z Zalasu → na temat → Wydarzenia, Spotkania, Konkursy
W sumie to nawet nie pomyślałem, aby poprosić kogoś o wsparcie. Ale na przyszłość (być może będą chęci by powtórzyć tą przygodę) będę sugerował skorzystanie z Waszej pomocy. Z modelami Zwezdy jeszcze nie miałem przyjemności, a Plastyk ma tą zaletę (oprócz ceny), że można kupić bezpośrednio u producenta praktycznie każdą ilość, gdzie w sklepie chyba trudno na raz kupić 15 sztuk jednego modelu. -
Amatorskie warsztaty modelarskie.
Aleksander z Zalasu odpowiedział Aleksander z Zalasu → na temat → Wydarzenia, Spotkania, Konkursy
Oczywiście, że można. Województwo lubelskie, powiat lubartowski, gmina Ostrówek. To jest mała gmina, jakieś 45 km na północ od Zamku w Lublinie. -
eee, no bez żartów. W tym napisie to nawet kolor nie jest poprawny, nie mówiąc o wielkości i sposobie umieszczenia, no chyba jest druga wersja napisu, inna od fotki którą podał Dżak?] Jak pisałem, opierałem się na rysunku malowania, to czy malowanie śmigłowca jest zgodne z rysunkiem, to już inny temat . Ale przyznaję się, napis skasztaniłem. Dzięki Maxy. Lubię takie praktyczne porady jak domowym sposobem zrobić różne rzeczy. Mam jednak pytania do tej metody: Czy farby akrylowe też się nadają? Czy nie trzeba termicznie utrwalać takiej kalki (jak w przypadku drukowania kalki)? Czy podczas nakładania kalki na krzywizny modelu, farba nie będzie pękać? Jakby komuś przyszło robić model tego ś-ca, to od czwartej serii, drzwi pilotów otwierają się jak w Ferrari (prawie, a w zasadzie, to w Ferrari, drzwi otwierają się podobnie jak u nas ). Zmian jest więcej, np. tablica przyrządów, ale to już zależy od egzemplarza.
-
Jak pamiętam trzeci był dopiero 2007, jak już dwa pierwsze odleciały do użytkownika, ale to idzie sprawdzić (tak z niczego czyli z głowy to nie pamiętam). A oznaczenia to miały malowane już w trakcie produkcji. W tym czasie był jeszcze jeden śmigłowiec cywilny taki biały z czerwonymi pasami (przez co był nazywany Lepperem), będący własnością fabryki. Z tych prototypów to już tylko żółty ostał a i to już nie jest żółty tylko czarny. Irackie W-3 ostatecznie nigdy 9nawet na moment) fabryki nie opuściły, nadal są przechowywane u nas, gdzieś w kącie hangaru. Jeśli chodzi o kamuflaż, to nadal pięknie wyglądają w nim. To teraz z tym opisem ludzi całkiem mi namieszałeś, o Ci o których pisałem wyglądali w tym czasie całkiem "zdrowo" A co do archiwum projektów, to jeszcze lepsze cuda wymyślaliśmy , ale nawet na papier nie zostały przelane, tylko utknęły w zakamarkach twardych dysków.
-
To pewnie się nieraz mijaliśmy, 2005 rok jeszcze jako student często bywałem na fabryce, gdyż tam mieliśmy część wykładów i labolatoria między innymi na OPL (czyli jak to nazwałeś na hangarze). Od 2006 byłem już etatowym pracownikiem i również często bywałem na OPL. Bzówka już wtedy chyba nie żył, albo był na zwolnieniu, z Twojego opisu wnioskuję, że był to człowiek niskiego wzrostu z wysokim czołem, mój późniejszy wieloletni szef. Ten drugi, wysoki, łysy, nie był chyba dr tylko mgr (ale za to z wiedzą przewyższającego niejednego dr), nauczał nas aerodynamiki na Polibudzie. A jeżeli siedziałeś w książkach i wzorach, to pewnie zetknąłeś się z pewnym Królikiem . W 2006 były tylko dwa wojskowe SW-4, trzeci śmigłowiec był (i jest jeszcze) cywilny. Podsumowując, fajnie że jest ktoś na tym forum kto poznał ówczesny klimat PZL Świdnik (aczkolwiek po tym klimacie to już tylko wspomnienie pozostało). Wymiar i czcionka ale znaków rejestracyjnych czy napisu AgustaWestland? Fakt, przy znakach rejestracyjnych, czcionkę należało wytłuścić. Napis AgustaWestland jest w zasadzie poprawny, może szerokość, ale wygląd jest wzięty rodem z rysunku malowania. W tym przypadku o czcionce nie można mówić, gdyż napis ten jest znakiem graficznym a nie tekstem czyli został narysowany a nie napisany, innymi słowy nie ma takiej czcionki. Ale w sumie to masz rację, przy następnych modelach "niestandardowe" kalkomanie raczej zamówię.
-
Maskowanie poległo i to po wielokroć. Najpierw maski chciałem sam zrobić metodami chałupniczymi, ale dość duże krzywizny sprawiały, że nie przylegały dokładnie do modelu i powstawały podcieki, które musiałem usuwać. Później był płyn maskujący, który przy demontażu zrywał farbę i wychodziły poszarpane krawędzie. Na koniec zdrapałem to wszysko i namalowałem tą parasolkę, lub jak to się czasem mówi u nas d..pę zebry z ręki. A jak dawno to było? Może pamiętasz niektóre nazwiska z tej podkładki pod modelem?
-
Model śmigłowca PZL SW-4 w malowaniu egzemplarza 60.04.07 SP-SWN. Na forum można znaleźć niedokończony warsztat (głównie z powodu małego wypadku a później braku czasu na robienie zdjęć i wpisów w wątku). Początkowo miał służyć jako poligon doświadczalny nowych dla mnie technik, takich jak otwieranie luków, wykonywanie pewnych elementów od podstaw itp. Później zmieniła się koncepcja i model stał się narzędziem do rehabilitacji jeszcze nie do końca sprawnej dłoni. Niemniej jednak podczas pracy nabyłem doświadczenie. Na przykład teraz już wiem, że zdejmowanie powłok lakierniczych z dużych powierzchni to tylko zmywaczami do farb a nie metodą mechaniczną no i należy zwracać większą uwagę na farby, bo jak się okazało pomyliłem biały matowy z białym połyskiem, dzięki czemu na modelach (bo w sumie to dwa zrobiłem) wyszło trochę łaciato. Dobra, bo i tak nikt tego nie czyta poniżej zdjęć parę. Tutaj z moim poprzednim modelem w malowaniu prototypu. Prawie w komplecie (brakuje jeszcze wojskowego SW-4, który poszedł do ludzi). Środkowy egzemplarz jeszcze przed naprawą po upadku na podłogę z wysokości 1,5m. Poniżej model na tle szkicu śmigłowca z podpisami ostatnich konstruktorów PZL SW-4, którzy pracują nad jego dalszym rozwojem. Jest tam i mój podpis . To by było na tyle. Możecie się pastwić . Dajcie mi nau(cz)kę jak robić modele.
-
Witam. Pod koniec ubiegłego roku, wybrałem się do Gminnej Biblioteki Publicznej w swojej gminie. Gmina ta jest dość niebogatą wiejską gminą. Niemniej jednak dyrektorka tejże biblioteki jest osobą dość operatywną i organizuje różne wydarzenia dla ludzi w różnym wieku. Podczas tej wizyty wdałem się w żartobliwą dysputę na temat "nierównego" traktowania uczestników tychże imprez, mianowicie zarzuciłem jej, że ostatnie warsztaty rękodzielnicze (robienie sztucznych gwiazd betlejemskich) były dyskryminujące dla męskiej części populacji (bo niby jaki facet chciałby robić takie kwiatki). Od słowa do słowa i padła propozycja, coby zorganizować w czasie zimowych ferii, warsztaty modelarskie dla dzieci i młodzieży szkolnej. Ponieważ pani dyrektorka jak sama stwierdziła, na temat modelarstwa nie ma za wiele wiedzy, więc na mnie spoczęło poprowadzenie tychże warsztatów. Z tego faktu wynikło kolejne założenie na temat poziomu zaawansowania uczestników, ponieważ sam jestem od chyba 20 lat na poziomie początkującym, więc dla uczestników miał to być pierwszy w życiu model. Warsztaty odbyły się jak było planowane w ferie. Ze względu na fakt mojej pracy zawodowej jak i obowiązków rodzinnych, spotkania odbywały się tylko w soboty i przez dwie godziny. W sumie trzy spotkania co daje tylko 6 godzin. Na ofiarę wybrałem model samolotu MiG-21 z firmy Plastyk (ograniczone fundusze), który jest prostym i tanim w wykonaniu modelem (w zasadzie wymagany jest tylko jeden kolor farby). Uczestników było szesnaścioro (w tym dwie dziewczyny) w wieku tak na oko od 11 do 14 lat. Brutalna rzeczywistość pokazała, że 16 osób dla jednego pilnowacza to za dużo, tym bardziej, że cierpliwość nie była mocnym atutem uczestników i na przykład pomimo rad i zaleceń, po kolei wycinali wszystkie elementy z ramek, co kończyło się gubieniem części. Zdumiewająca była również wyobraźnia, np próby sklejenia skrzydeł krawędzią spływu na tył, tudzież na samym końcu naklejanie obok siebie polskiej szachownicy i rosyjskiej/radzieckiej gwiazdy. Ale jak mówiłem wcześniej, uczestnicy nie mieli w zasadzie większego pojęcia o modelarstwie jak i o lotnictwie, więc to należy im wybaczyć szczególnie, że niektórzy się starali i dobrze się przykładali) Nie obyło się bez rozlewu krwi, ogólnie cztery palce zostały pocięte, w tym jako piewrwszy był mój palec, co u mnie w pracy wywołało dużo śmiechu, gdyż niedawno miałem wypadek, gdzie mocno poszarpałem sobie trzy palce na pile tarczowej (niewiele by brakowało, abym je stracił całkowicie), przez co na jakiś czas musiałem zawiesić zabawę w sklejanie modelu PZL SW-4 ( viewtopic.php?f=86&t=54572 ). Podsumowując krótki czas spotkań, małe doświadczenie prowadzącego i zerowe doświadczenie uczestników, sprawiło, że na zakończenie warsztatów, jako tako ukończonych zostało 10 z 15 zestawów i tylko dwa modele były w stanie stać na kołach. Niemniej jednak, nie uważam tego jako porażkę, lecz jako źródło doświadczenia i gdyby zaproponowano mi kolejny taki epizod, przyłaczyłbym się do niego, tylko na nieco innych już zasadach (między innymi mniej uczestników, wiecej czasu). Mam tylko nadzieję, że nie zniechęciłem żadnego uczestnika do modelarstwa i że choć u jednego zajarzyłem iskierkę do tej zabawy. Dla modelarzy o stalowych nerwach poniżej trzy zdjęcia z wynikami tej przygody.
