Skocz do zawartości

jacmin

Użytkownicy
  • Liczba zawartości

    219
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

  • Wygrane w rankingu

    9

Zawartość dodana przez jacmin

  1. A ma kolega jakieś dane źródłowe potwierdzające takie malowanie? Ja opierałem się na egzemplarzu z muzeum Fort Worth wyprodukowanym w 67. Tam podłoga jest ewidentnie czarna i boki też. Niestety nie widać na zdjęciach tylnej ścianki. Najlepsze by były zdjęcia z Wietnamu bo to cytowane to raczej nie w tej scenerii. Bardzo byłbym wdzięczny za rozjaśnienie tego tematu.
  2. Dzięki za info. No to mam zagwozdkę. Posiadam zdjęcia z czarną kabiną i szarą deską. Z drugiej strony nie mam pojęcia co to za egzemplarz i gdzie służył, bo te z 40th ARRS na 100% numery na ogonie miały malowane czarną farbą. To udało mi się potwierdzić. Muszę jeszcze podrążyć i ewentualnie poprawić zanim zamknę połówki kadłuba.
  3. I jako się rzekło olejny wash. Skąd ten kolor? Z powodu czerwonego pyłu wszechobecnego w amerykańskich bazach w azji południowo-wschodniej. Tamte tereny są bogate w czerwonawą, laterytową, drobnoziarnistą glinkę. Jak wyglądało zakładanie takiej bazy? Najpierw karczowano co się dało. Potem do akcji wchodziły buldożery D7 lub D9 w zależności od rozmachu. Zdzierały wszystko do gołej ziemi. Na tym budowano pasy betonowe lub ze stalowych mat prefabrykowanych + pozostałą infrastrukturę. Pomiędzy tym całym dobrem prześwitywały fragmenty terenu pokryte rzeczoną glinką. Ponieważ jej ziarna były bardzo drobne to każdy podmuch wiatru czy wirników porywał to dziadostwo i roznosił po całej bazie. Była dosłownie wszędzie i potrafiła zapychać turbiny helikopterów. Stąd filtry na wlotach HH-53C które były standardowym wyposażeniem tych helikopterów w Wietnamie. Znajomy opisał mi, że pył był w każdym praktycznie zakamarku helikoptera. Na podłodze, we wręgach, na desce przyrządów, na siedzeniach. Wszędzie. Stąd wybór koloru. Starałem się nie przesadzić bo to w końcu 1/72.
  4. O ile żebrowanie kadłuba udało mi się odtworzyć dość wiernie to sufit niestety jest zgniłym kompromisem. Wziąłem tu pod uwagę swoje skromne możliwości i nie porywałem się z motyką na słońce. Prawidłowo powinienem to zrobić tak, że żeberka lewej i prawej strony kadłuba "spotkają się" pod sufitem, ale bałem się, że to nie wyjdzie i będą problemy przy składaniu połówek kadłuba. Do tego dochodziły problemy z instalacją oświetlenia. Postanowiłem ten detal wykonać jako "nakładkę". Takie drobne ustępstwo widziane gdzieś w necie u innych, robiących wnętrze. W ten sposób będzie mi to łatwiej ogarnąć. Wnętrze wkleję w prawą połówkę kadłuba, sufit też, polutuję diody kabiny z tymi z ładowni i wyprowadzonymi do "psiej budy" (tak załoga nazywała fragment kadłuba nad ładownią a przed przekładnią główną) przewodami, które pod pokładem idą w stronę rampy i przez nią, w miejscu styku z podłożem wejdą w podstawkę modelu. Na koniec po wklejeniu reszty wyposażenia domknę lewą połówką. Przyszedł czas na malowanie. Kabina pilotów była matowo-czarna. Oczywiście w 1/72 czysta czerń wyglądałaby zbyt "ostro", dlatego złamałem ją odrobiną bieli. Ładownia miała kolor jasnoszary i tu założyłem, że ta szarość zostanie przyciemniona przez wash z olejnej artystycznej umbry palonej. Wyszło to tak: I fotele z Res Kit:
  5. Jednocześnie powycinałem wszystkie imitacje siatek, zastępując je fototrawionymi. Po wklejeniu pomalowanych wnęk awioniki uzupełniłem wnętrze brakującymi elementami wykonanymi z drutu, cyny, fototrawów i pasków polistyrenowych.
  6. Kolejną decyzją do podjęcia było to, czy pokazać wnętrze czy nie. Po prawdzie po zamknięciu połówek kadłuba niewiele jest widać, ale ja w takich przypadkach stosuję podświetlenie led zarówno w kabinie pilotów jak i w ładowni. Wobec powyższego trzeba było usunąć szczątkowe fabryczne żebrowanie a połówki oszlifować i poszpachlować. Teraz przyszedł czas na trasowanie żeberek kadłuba. Ja pomagam sobie zwykle szablonem ze starych ramek fototrawów. Następnie wykonałem wzorcowe żeberka ( 2 typy, bo na podsufitce jest uskok), formę silikonową i odlałem potrzebną ilość, montując je zgodnie z dokumentacją zdjęciową.
  7. Wracając do modelu. Academy sprzedaje nam wersję D. Czym to zewnętrznie różni się od C? Ano praktycznie niczym. Wersja D nie miała sondy do tankowania w powietrzu, ale w pudełku ją znajdziemy. Zresztą i tak zastąpię ją żywiczną od Res Kit. Czyli zestaw Academy nadaje się wyśmienicie. Co innego dodatki. Tu było trochę problemów. Przede wszystkim blaszki Eduarda przeznaczone były do wersji E która nieco się różniła. Trzeba było uważnie wybierać z nich tylko to co udało się potwierdzić dokumentacją zdjęciową. Co do zestawu Black Dog silników i awioniki to przeznaczony był dla modelu Italerii w którym gondole silników są nieco mniejsze niż w Academy. Trzeba było prawą gondolę ciąć i przeginać do wymiaru lewej. Uzupełniłem je też filtrami powietrza Res Kit. Sporo szpachlowania jak widać. Z lewą nie było tyle pracy choć trzeba było dopasować na styku z kadłubem.
  8. Już na początku musiałem zdecydować co tak naprawdę finalnie chcę zrobić. Każdy, kto interesuje się wojną wietnamską wie, że helikoptery te były w zdecydowanej większości używane do ratowania zestrzelonych amerykańskich pilotów, bardzo często z terytorium Wietnamu Północnego. Jednak najbardziej spektakularnym przypadkiem była operacja Ivory Coast zwana również Rajdem na Son Tay. Operacja ta miała na celu odbicie amerykańskich jeńców z północnowietnamskiego obozu jenieckiego w Son Tay, położonego niedaleko Hanoi. W rajdzie tym, oprócz wielu innych maszyn, brało udział 5 helikopterów HH-53C i jeden HH-3E. I właśnie jednego z tej piątki, a konkretnie helikopter o kryptonimie Apple 4 postanowiłem wykonać. Z góry przepraszam za nieregularne posty, ale czas mam bardzo ograniczony a chcę w miarę dokładnie opisać budowę i kwestie historyczne z nią związane. Czemu akurat Apple4? Zwykle w literaturze wszyscy rozpisują się na temat maszyn o kryptonimach Banana 1, Apple 1 i Apple 2. Apple 4 i Apple 5 miały zadania wspomagające i nie lądowały w bezpośredniej bliskości obozu. Miały za zadanie podjęcie jeńców w przypadku gdyby ich liczba przekroczyła szacowaną przez wywiad. Finalnie okazało się, że jeńców w obozie nie było (zostali kilka miesięcy wcześniej przeniesieni do innego obozu) a Apple 4 i Apple 5 podczas odwrotu uratowały załogę F-105G kryptonim Firebird5 zestrzeloną podczas wspierania akcji. To były jedyne 2 osoby fizycznie uratowane tego dnia. Napotkałem podczas budowy wiele problemów natury technicznej, historycznej i innych, z którymi z racji bardzo skąpych informacji na temat tej maszyny nie byłem w stanie sam sobie poradzić. Dlatego zwróciłem się do stowarzyszenia zrzeszającego byłych członków rajdu. I tu gorąco zachęcam wszystkich do korzystania z doświadczeń i wiedzy weteranów! Ci ludzie swoje w życiu przeszli i mają bezcenną wiedzę, którą w zdecydowanej większości bardzo chętnie się dzielą. W moim przypadku nie było inaczej. Zostałem skontaktowany ze PJ i jednocześnie tylnym strzelcem pokładowym z Apple 4. Gość odsłużył 4 tury bojowe w Wietnamie, głównie w 40th ARRS w bazie Udorn w Tajlandii. W kwietniu skończy 80 lat ale umysł ma ostry jak brzytwa, wszystko pamięta i do tego jest niesamowicie sympatyczny, wyrozumiały (możecie sobie wyobrazić ile pytań mu zadałem - na wszystkie odpowiedział) i bez niego nie zaprezentowałbym nawet połowy z tego co mogę Wam pokazać. Jestem Mu za to niesamowicie wdzięczny i dlatego postanowiłem wykonać model Apple 4, na którym leciał w czasie rajdu.
  9. Uzupełniłem blaszkami Eduarda (wnętrze i zewnętrze), zestawem Black Dog (otwarty silnik i luki awioniki), Zestawami Res Kit (rotor, fotele, koła, sonda do tankowania i filtry wlotów powietrza) + to co wykonałem później sam.
  10. Witam! Od dawna nosiłem się z zamiarem wykonania tego modelu, ale trochę nie pasowało mi to, co dostępne było na rynku. Aż w końcu Academy wydało dawno oczekiwany model i mogłem spokojnie zabrać się do dzieła. Wyszedłem od następującego zestawu:
  11. I to już wszystko.
  12. I jeszcze trochę...
  13. Zdjęć z budowy to nie mam za wiele ale proszę bardzo!
  14. Generalnie to podstawą było pudełko. Problem polegał na tym, że samolotów było za mało, w zasadzie "golasy" i na domiar złego z rozłożonymi skrzydłami co miało uzasadnienie jedynie w przypadku egzemplarzy ustawionych na katapultach. Trzeba było je pociąć, przygotować formy silikonowe i odlać z żywicy. Uzbrojenie i osłony podwozia zrobiłem od podstaw i też powieliłem przez odlewanie z żywicy. To samo dotyczy różnych innych akcesoriów.
  15. Witam! Mnie w tym roku też udało się po długich bojach ukończyć Intrepida z Trumpetera w 1/350 z 1967r. Podobnie jak u kolegi Mateusza jest to mój pierwszy lotniskowiec (właściwie pierwszy model morski, bo na co dzień sklejam lotnictwo) i prawdopodobnie ostatni, bo zabrał mi zbyt dużo czasu. Mam świadomość, że jako laik w tym temacie popełniłem całe stado błędów. O części już wiem, o reszcie dowiem się z czasem, ale doświadczenie było ciekawe.
  16. Pytanko odnośnie karty. Zwykle karta bywa trzyczęściowa: jedna część pod model, druga dla organizatora trzecia dla klienta. A jak tutaj? Ponieważ na obydwu częściach jest imię i nazwisko to chyba brakuje tej pod model? Co robimy z wypełnionymi kartami? Zdajemy w rejestracji czy wysyłamy mailem? Pozdrawiam Jacmin
  17. Witam! Czy można się jakoś wcześniej rejestrować a jeśli tak to gdzie szukać karty startowej?
×
×
  • Dodaj nową pozycję...

Powiadomienie o plikach cookie

Umieściliśmy na Twoim urządzeniu pliki cookie, aby pomóc Ci usprawnić przeglądanie strony. Możesz dostosować ustawienia plików cookie, w przeciwnym wypadku zakładamy, że wyrażasz na to zgodę.